Boże Narodzenie 6 grudnia 2012

Prezentowy zawrót głowy

W ciągu całego roku jest wiele okazji do świętowania. Między innymi urodziny, imieniny, rocznica, ślub, chrzest, komunia i dużo, dużo innych. Takie uroczystości to nie tylko okazja do spotkania, to również szaleństwa prezentowe. A przed nami, chyba najbardziej kojarzący się z podarunkami miesiąc  – grudzień. No a tu wiadomo – Mikołajki i Święta Bożego Narodzenia.  Czyli gorączka zakupowo – pomysłowo – prezentowa.

Mnie ta gorączka zwykle dopada już na początku listopada. Zawsze wolę wszystko wcześniej przemyśleć i zaplanować budżet. Choć mimo, że zaczynam planowanie to i tak zdarza mi się „działać” na ostatnią chwilę.

A jak zaczynam planowanie, to pora na pomysły i tu chyba tkwi największy problem.  No bo jak wszystkim dogodzić, spełnić wszystkie wymagania i nie zrujnować swojego portfela? Nie da się ukryć, że aspekt finansowy ma tu ogromne znaczenie.  Szczególnie w dzisiejszych czasach narodziło się jakieś dziwne myślenie, że co roku „stawka jest podbijana”. W szczególności, jeśli chodzi o prezenty dla dzieci, no bo tegoroczny upominek nie może być gorszy od poprzedniego.

Martwi mnie takie postrzeganie sprawy, bo przecież nie ilość wydanych pieniędzy się liczy, a serce które wkładamy do danego pudełeczka.  Przecież można znaleźć fajny prezent w przystępnej cenie. Drugim wyjściem, coraz bardziej popularnym, jest samodzielne zrobienie prezentu. Ta opcja, nie dość, że oryginalna bo możemy mieć pewność, że prezent się nie zdubluje, to na pewno tańsza. A jaka satysfakcja wykonawcy:) Obdarowany ma poczucie, że wiele znaczy dla osoby, od której otrzymuje taki upominek. Bo nie sztuką jest pójść do sklepu i wrzucić do koszyka przypadkowy, gotowy i już zapakowany zestaw kosmetyków.  Choć takie działania zwalniają nas z konieczności zmobilizowania naszych szarych komórek, do poniesienia wysiłku poszukania pomysłu i jego realizacji. Nie wspomnę o przyjemności samodzielnego pakowania prezentu:)

Zachęcam Was do dłuższego zastanowienia się nad wyborem tego co umieścicie na prezentowej liście. Do lepszego poznania osoby, którą chcemy obdarować, bo obopólna satysfakcja przyniesie nam radość i pozwoli w pełni cieszyć się tym magicznym, świątecznym czasem. Przecież nam też będzie miło, jeśli „trafimy” i nasz prezent nie będzie zakurzony zdobił jakiejś ciemnej piwnicznej półki.

Niech pomysły i chęć obdarowania płynie z serca, a nie przymusu, przyzwyczajenia czy czystego obowiązku. A wartość nie objawia się w uszczuplonym stanie naszego konta, a w głębokiej sympatii, dobrym słowie i uśmiechu.

Ciekawa jestem, czy nasi Czytelnicy mają jakiś sposób na udany prezent? Wymyślacie coś oryginalnego, czy idziecie na łatwiznę? A może padną jakieś propozycje na nadchodzące święta, które pomogą puścić wodze fantazji i ułatwią tegoroczne prezentowe zmagania?

Zachęcam do komentowania i wymiany spostrzeżeń dotyczących Waszych prezentowych zawrotów głowy. Czekamy na Wasze sposoby, by nie oszaleć przed świętami, a zwariować ze szczęścia!

Subscribe
Powiadom o
guest
52 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magdalena Marczuk
Magdalena Marczuk
8 lat temu

Coroczny zawrót głowy. Hmmmm…..

Bombel
Bombel
8 lat temu

My w tym roku (ze względów finansowych) uzgodniliśmy, że nie będziemy robić sobie prezentów, jedynie dzieciakom, ale to jest oczywista sprawa :) no i z prezentami dla dzieci chyba nikt nie ma problemów bo wybór jest ogromny :) Ja natomiast wpadłam na pomysł żeby obdarować rodzinę chociaż malutkim prezencikiem, skromnym ale za to serdecznym bo ręcznie robionym i tak dla przykładu planuję razem z synem zrobić pierniczki, do tego ozdoby świąteczne (na choinkę) z masy solnej, kartki z życzeniami i nagrać płytę z kolędami, żeby nam w święta miło czas leciał.. wszystko zapakujemy w pudełeczko, przewiążemy ładną kokardką i będzie!… Czytaj więcej »

Karolina Sikorska
8 lat temu

my w tym roku zrobiliśmy losowanie kazdy wylosował jedna osobe której kupuje prezent niespodzianke jedynie dziec dostaja od wszystkich

mARTa
mARTa
8 lat temu

U nas, ja tak do końca wakacji od początku roku uważnie słucham! Może sie to wydawać innym śmieszne. Ale tak jest. A jak kończą sie wakacje, czyli od września zaczynam pakować mikołajowy worek. Dzięki takiemu podejściu, raczej każdy ma to o czym marzył i jeszcze jakieś drobiazgi na święta są- nowe ozdoby itp. :-) Wtedy nie ma problemu finansowego tak wielkiego jak wówczas, gdy robi sie prezenty pod koniec listopada, czy tylko w grudniu. No i ceny nie są zawyżone i sztucznie „przeceniane”. A z kilkuletniego doświadczenia, mogę Wam zdradzić, że ceny zabawek (przede wszystkim zabawek) zaczynają rosnąć pod koniec… Czytaj więcej »

Agnieszka Bałaga-Kupis

Bez paniki – u nas zasada jest taka: prezenty tylko dla nieletnich i spośród tych, które owi nieletni wskażą. Dzieciarnia listy do Gwiazdki pisze, a potem wybieramy, a że dzieciarnia teraz świadoma własnych potrzeb konsumenckich, to problemu nie ma :)

Kasia Chmielewska :)
Kasia Chmielewska :)
8 lat temu

U nas już jakiś czas temu zapadła decyzja że prezenty będą kupowane tylko dzieciom. Bo dorosłym ciężko trafić i późnej są dziwne, niezadowolone miny. A dzieci Cieszą się ze wszystkiego :) I można kupić lepszą zabawkę oszczędzając na innych prezentach :)

Roksana Pszczolińska
Roksana Pszczolińska
8 lat temu

Ja na szczęście prezenty mam już zakupione. Udało się wcześniej i trafić na promocję, tak, że zawsze coś się udało zaoszczędzić. Odkąd jestem z moim mężem problem prezentów na święta jest duży, tzn jego rodzina „nie toleruje” byle czego. Prezent ma być konkretny, przydatny i nie za tani. Co roku wywoływało to tylko spięcia i kłótnie z moim mężem. Na szczęście w zeszłym roku, postanowiliśmy, ze od tego roku prezenty dostają tylko najmłodsi. Przynajmniej stres mniejszy, no a mi już na prezentach od dawna nie zależy. To ma być przyjemnie spędzony czas, a dzieciaki niech czekają na pierwszą gwiazdkę i… Czytaj więcej »

Ewa Korniluk
8 lat temu

ja pracuje w sklepie i przed świętami jakby ludzie powariowali… Kupują Kupują i kupują tak jakby cały rok nie jedli i nie potrzebowali garnków ubrań zabawek… poprostu czyste szalństwo

Małgorzata P
Małgorzata P
8 lat temu

u nas synowie sami robią opakowania a także pieczemy pierniczki, które potem ozdabiamy imionami członków rodziny – na choince też część wieszamy.

Dorota M.
Dorota M.
8 lat temu

Ja o świętach myślę przez cały rok, słucham moich bliskich, którzy często mi podpowiadaja co chcą dostać, czasem im się coś wymsknie, a wtedy ja skrzętnie to notuję do notesiku i szukam. Prezenty robię w ratach i skreślam z listy notatnikowej, wtedy jestem pewna że bliscy dostaną to o czym marzą :) Od jakiś dwóch lat, czyli od kiedy mam Córcię, to robimy wspólnie ciasteczka kruche i pierniczki na choinkę oraz dokładamy je do prezentów gwiazdkowych. Radość i zdziwienie obdarowanych jest wielka, ponieważ są to nasze wspólne wypieki z córcią ( niekształtne, krzywo polukrowane – ale zrobione z sercem i… Czytaj więcej »

Sabina Jaworska
8 lat temu

świetny artykuł. Ja zawsze zastanawiam się nad wyborem prezentu i umieszczam go na prezentowej liście :)

Katarzyna Jaroszewicz

Ja wcześniej próbuję podpytać, co by ktoś chciał, co by komuś się przydało…

Sylwia
Sylwia
8 lat temu

ja zwykle słucham innych i staram sie dopasować, czasem podpytuje, prezenty kupione juz jakiś czas temu, dzisiaj starannie zapakowane i teraz czekają na święta….hmmm… ach ten magiczny czas, ja juz chce ŚWIĄT!:) pozdrawiamy z Martynką:)

Henryk Dembkowski
8 lat temu

My zazwyczaj tez słuchamy, co kto lubi, czym się interesuje, lub czego potrzebuje. Mam nadzieje, że nasze prezenty są zawsze trafione i nie leżą gdzieś tam w kącie.

Agnieszka Kozłowska (Aga K-ka)
Agnieszka Kozłowska (Aga K-ka)
8 lat temu

witam w moim domku zazwyczaj siadamy cala rodzina i zastanwiamy sie co komu by sie przydalo spiujemy to na kartce i potem kazdy wybiera co chce kupic jesli jakas rzecz jest droga to sklada sie na nia kilka osob ale prezenty sa zawsze trafione i przydatne…:)

klaudia wacławiak
klaudia wacławiak
8 lat temu

ja stawiam na orginalne prezenty przewaznie cos z jajem dla dorosłych a dla dzieci wiadomo jakas zabawka i słodkosci moim akurat to podoba sie najbardziej :D

Iwona Grybel-Sikora
8 lat temu

U nas na początku jest małe rozeznanko, pytanko : o czym kto marzy… i w miarę możliwości coś tam staramy się wyczarować… Uwielbiam te święta, cały rok się pracuje na to by móc pod koniec zaszaleć i sprawić komuś lub nawet sobie mega miłą niespodziankę. U mnie w domku i rodzinnym domku odbywa się istne szaleństwo jeśli chodzi o te święta i prezenty….

Katarzyna Psyk
Katarzyna Psyk
8 lat temu

Ja lubię planować zakup prezentów zdecydowanie wcześniej :) siadam z rodziną i długo rozmawiamy na temat tego co potrzebne jest naszym dzieciom. Następnie wymieniamy się pomysłami, ustalamy kwoty prezentów a na sam koniec rozdzielamy kto co kupuje. Każdy zakup jest przemyślany unikamy w ten sposób rozczarowania i nie zadowolonych min ( przeważnie rodziców) dzieci cieszą się z większości zabawek/ rzeczy które dostaną :)

Angelika
Angelika
8 lat temu

A my zazwyczaj kupujemy same drobiazgi. Nie stać Nas na drogie prezenty. Fajny długopis, czy też kolorowa poducha, potrafią wywołać uśmiech zarówno na twarzy malucha jak i dorosłego :) Ważne aby w tym wyjątkowym dniu nie zapomnieć o życzliwości i … opłatku…

Joanna
Joanna
8 lat temu

U mnie wcześniej zaczyna się szaleństwo,też próbuje podpytac o prezenty i raczej nie zwracam uwagi na ceny tylko na jakość i wykonanie aby były śliczne i długo służyły,ale pakowanie i upiększanie prezentów robię sama, naprawdę sprawia mi to wiele radości i przyjemności.

Dinara Paczewska
8 lat temu

A ja lubię słuchać w ciągu roku kto co by chciał i przed gwiazdką/urodzinami/innymi świętami:) kupić właśnie to co kto chciał:) wtedy każdy sie cieszy bo kiedyś chciał i zazwyczaj już zapomniał:) a w tym momencie przypomina sobie że własnie to chciał:)

Aniia
Aniia
8 lat temu

a my w tym roku robimy choineczki z makaronu, pióreczek, sznurka lub guziczków oraz bombki z cekinków lub wstążki do tego celofanik wstążeczka i prezencik gotowy :)

Kasia Kiraga
8 lat temu

Ja uwazam, ze wszystko z glowa robic trzeba, nie kazdemu da sie uchylic nieba. Wiadomo ,ze swoich bliskich kochamy, by ich uszczesliwic wiele pomyslow na prezent mamy. Jednak czesto funduszy brakuje, a wtedy czlowiekowi przykro i zle sie czuje. Moim zdaniem nie ma sie co przejmowac, lecz zmienic plany i czyms innym obdarowac. Najwazniejsze, by prezent byl od serca dany, a Obdarowany wiedzial,ze o nim nie zapominamy. Można też prezent wlasnymi rekami wyczarowac, upiec pyszne pierniczki,badz zrobic bizuterie-warto sprobowac. Choc dla niektorych ludzi cena prezentu jest najwazniejsza, a czesto bardziej sie podoba niespodzianka skromniejsza. Dla nich sie liczy,by wszyscy wiedzieli,… Czytaj więcej »

Agnieszka Ciesielska

Najważniejsza jest pamięć i serce włożone w poszukiwanie lub zrobienie prezentu :-)

MagDecore
MagDecore
8 lat temu

Witam Was kochane mamusie!!!

W tym roku postawiłam na własne rozwiązania prezentowe. Pomógł mi w tym bogaty wachlarz pomysłów wykonanych metodą decoupage. Mam nadzieję, że każdy obdarowany własnoręcznie wykonanym upominkiem będzie nim nie tylko zachwycony ale i zadowolony.

Pozdrawiam i życzę pogodnych Świąt Bożego Narodzenia zarówno czytelnikom, jak i Wam kochane redaktorki!!!

Ps. Gdyby ktoś potrzebował jeszcze kilu pomysłów na prezenty zapraszam na moją stronę: http://www.facebook.com/pages/Mag-decore/177144859087108?sk=photos_stream

Agnieszka
Agnieszka
6 lat temu

A my powiedzieliśmy w tym roku NIE dla zabawek. Kupujemy bilety, karnety, wejściówki na basen, sale zabaw itp. lub zabieramy gdzieś dzieci. Radość dłuższa, a nasze dzieci mało się bawią zabawkami i mają ich zdecydowanie za dużo :-) a dorośli ; z częścia umówiliśmy się na pieniążki, za które sami sobie kupimy prezenty, albo mówimy co chcemy dostać, a mamę zabieram do sklepu i sama coś sobie wybierze :-D

Milena kamińska
Milena kamińska
6 lat temu

My w tym roku ustaliliśmy że robimy zrzutkę po 50zł na każde dziecko i rodzice kupują porządny wymarzony prezent swojemu dziecku oczywiście rodzice dla swojej pociechy dokładają więcej

Renata Wojtysiak
6 lat temu

Brak mi tylko koncepcji na 1 prezent, reszta zabunkrowana lezy i czeka na zapakowanie ;-)

Małgorzata Ciążkowska

Ja mam dla bratanicy męża i mojej siostrzenicy już prezenty .. jeśli chodzi o moje dzieciaki to kompletnie brak mi pomysłów .. :/

Anitka Guza-Bielarz
3 lat temu

Dzisiaj pakuje już wszystko kupione

Milena Kamińska
3 lat temu

Wszystko już jest i prawie wszystko spakowane

Angelika Handzełko
3 lat temu

Prezenty zamawiam przez internet bo jest taniej I wygodniej, staram sie nie robic tego na ostatnia chwile, w tym roku juz mam to z glowy. ;)

Agnieszka Cholewa
3 lat temu

Nie stać mnie na prezenty…Mikołaj był biedny…niestety co roku stoję coraz gorzej finansowo. Wigilia będzie bardzo skromna.

W roli mamy - wrolimamy.pl

Kochana w tym wszystkim liczy się serduchu. A Ty masz ogromne. Trzymam kciuki żeby wszystko się poukładalo.

Beata Ożóg
3 lat temu

U nas tez bez prezentow

Agnieszka Cholewa
3 lat temu

Dziękuję.

Ewa Kowalczyk
3 lat temu

Nie robię samodzielnie prezentów no chyba że jest to mega ciasto :-p które zabieram gdy jadę w odwiedziny, gdybym zajmowała się rękodziełem to i owszem ale jeśli nie to nie tworzę. Ja już październiku kupiłam prezent dla syna uwielbia minionki i dostanie minionka od chrzestnej lego bo akurat też uwielbia.. Dla doroslycy jeśli robię prezenty to w ostatniej chwili a jeśli chodzi o jakieś starsze dzieci – młodzież wiem, że chcą pieniądze i nie dziwię się

Kinga Koszałka
3 lat temu

My mamy wszystkie juz od 2tyg ;)

Magie Bryła
3 lat temu

Oprócz męża mam wszystkich już :)

Anna Pasikowska
3 lat temu

Została Mama, ale z nią zawsze największy problem, reszta obkupiona przez internet

Anna Sarnacka
3 lat temu

Kupione dawno, zapakowane tydzień temu

Kamila Podsiedlik
3 lat temu

Spakowane :)

Andrzej Heppa
3 lat temu

Pod choinkę prezenty powinno sie ograniczyc do dzieciaków.Do ustalenia wiek.I tyle.Rszta to komercja i męka ;)

Anna Sarnacka
3 lat temu
Reply to  Andrzej Heppa

Zależy dla kogo to męka ? Ja uwielbiam wybierać, kupować i pakować prezenty nie tylko dzieciom ??

Andrzej Heppa
3 lat temu
Reply to  Andrzej Heppa

Anna Sarnacka OK Jak by co, na priv prześlę adres do siebie.Uwielbiam sprawiac przyjemność ;)

Irena Lewandowska Cieszkowska

Taka sama brak pomysłu.

Martyna Bednarczyk
3 lat temu

Ja mam dopiero połowę i czekam na wypłatę żeby resztę kupić

Malgorzata Michalska-Pacek

Z roku na rok brakuje mi coraz bardziej pomysłów, ale jakoś sobie radzę. Już wszystko jest, zostało tylko spakować…. czekam jeszcze na jeden prezent z Chin i obawiam się że nie dojdzie do Świąt…i co ja powiem córci???

Patrycja Arent
3 lat temu

dodam ze mamy 10-cioro dzueciakow od 7 do 1 roku :) Czworka zamowila prezenty robione na szydelku przez ciocie :) takze jeszcze troche pracy mi zostalo :)

Patrycja Arent
3 lat temu

zamowilam wszystko przez internet juz w pazdzierniku w tamtym tygodniu chcialam domowic taki sam sakochod jak zamowilam wczesniej i nie przeszukalam wszystkie strony, na kazdej napisane brak towaru. takze polecam kupowac wczesniej :)

Joanna Okońska
3 lat temu

Ja mam wszystko pozamawiane, musi tylko dojsc. Jedynie z prezentem dla tescia mam problem…

Uroda 2 grudnia 2012

Naucz się ratować swoje dziecko – relacja z warsztatów

Gdy zostajemy rodzicami, stajemy się odpowiedzialni za nowo narodzonego człowieka – jego zdrowie i życie. Na samą myśl o tym, co może przytrafić się dziecku, dostaję gęsiej skórki. Nawet posiadając moce superbohaterki i mając oczy dookoła głowy nie sposób przewidzieć i zapobiec wszystkim niebezpiecznym sytuacjom, które czyhają na nasze pociechy. Ale przecież nie możemy dziecka zamknąć w ochronnej kuli, nie możemy ograniczać jego ciekawości i energii z jaką poznaje otaczający świat.

Naszym obowiązkiem jest zapewnić maluchowi bezpieczeństwo, a w momencie, gdy przytrafi się coś niedobrego, zachować spokój i WIEDZIEĆ JAK POMÓC.

Droga Mamo, drogi Tato – czy wiesz co zrobić, gdy Twój maluch się zadławi kawałkiem jedzenia lub zachłyśnie łykiem wody?
Czy wiesz, jak zareagować, gdy Twoje dziecko wyleje na siebie kubek gorącej herbaty?
Czy znasz sposoby na opanowanie gorączki, która nie spada po zażyciu środka przeciwgorączkowego?
Czy potrafisz podtrzymać funkcje życiowe niemowlaka, gdy przestanie oddychać?
A czy niania, dziadkowie – osoby, które spędzają czas z Waszym dzieckiem wiedzą, jak zareagować w tych i innych niebezpiecznych momentach?

Życie niesie mnóstwo groźnych sytuacji, a żeby im przeciwdziałać potrzeba odpowiedniej wiedzy i umiejętności.  Wystarczy więc CHCIEĆ SIĘ NAUCZYĆ, w jaki sposób pomóc.

Bardzo się ucieszyłam, gdy dowiedziałam się o warsztatach „Naucz się ratować swoje dziecko” organizowanych przez Świadome Rodzicielstwo „Miś Kuleczka”.  Wiedziałam, że jest to szkolenie, w którym chciałabym wziąć udział.

Spotkania odbywały się przez dwie kolejne niedziele listopada. Tak! –  właśnie w ten piękny wolny od pracy dzień, kiedy można dłużej poleżeć w łóżku. Ani przez sekundę nie żałowałam, że poświęciłam dwa niedzielne leniwe poranki na naukę. Wręcz przeciwnie czułam, że robię coś niezwykle ważnego – bo być może inwestuję w zdrowie i życie własnego dziecka.

Z każdą kolejną chwilą zajęć nabierałam pewności, że w razie sytuacji krytycznej będę w stanie pomóc każdemu, a przede wszystkim najważniejszej osobie na świecie – mojemu synkowi.

Spotykaliśmy się w sześcioosobowej grupie – oprócz mnie – rodzice półrocznej dziewczynki, małżeństwo, które w styczniu spodziewa się narodzin maluszka, mama dwójki – przedszkolaka i dwulatki. Wszyscy nastawieni na to by jak najwięcej skorzystać, dowiedzieć się, przećwiczyć.

Warsztaty prowadził Krzysztof Bujacz – instruktor pierwszej pomocy przedmedycznej – osoba charyzmatyczna, dzięki której poczułam, że udzielenie pierwszej pomocy nie musi być wcale trudne. Uczestnicząc w innych szkoleniach (obowiązkowych w pracy) niestety odczuwałam coś zupełnie odwrotnego, że to przekracza moje możliwości. Instruktor przekonywał nas, że to właśnie nasze obawy i strach  nie pozwalają udzielić pomocy w wielu sytuacjach. Pan Krzysztof przekazywał informacje konkretnie, jasno i posługiwał się przykładami działającymi na wyobraźnię. Duża wiedza prowadzącego, łatwość jej przekazania i dobry kontakt z uczestnikami – to niewątpliwie największe plusy warsztatów.  Każdy z nas mógł wielokrotnie przećwiczyć poszczególne czynności na nowoczesnych fantomach niemowlaka i dziecka.

Podczas rozmów okazało się, że każdy uczestnik warsztatów znał jakieś mity dotyczące sposobów udzielania pierwszej pomocy. Aż strach pomyśleć, że te fałszywe przekonania mogłyby się zamienić w błędy, które można popełnić. Jednym z najpopularniejszych mitów był ten o uniesieniu rączek w sytuacji, gdy dziecko się zadławi. Albo kolejny o włożeniu czegoś do ust osoby, która ma atak epilepsji, lub mit o rozcieraniu i masowaniu odmrożonych dłoni. Jestem pewna, że także większość z Was posiada te bądź inne błędne informacje na temat udzielania pierwszej pomocy.

Na zajęciach poruszane były wszystkie zawarte w programie zagadnienia oraz dodatkowe, które wyniknęły z pytań dociekliwych rodziców. M.in. mieliśmy okazję zobaczyć na czym polega działanie i w jaki sposób użyć defibrylatora, dostępnego w coraz większej ilości publicznych miejsc. I mimo, że warsztaty przeciągały się poza ustalone ramy czasowe – pan Krzysztof Bujacz z dużym zaangażowaniem cierpliwie wyjaśniał, tłumaczył, odpowiadał na spontanicznie pojawiające się pytania.

Gorąco namawiam Was Rodzice, Opiekunowie, Dziadkowie, Nianie, do udziału w zajęciach „Naucz się ratować swoje dziecko” – poznania zasad i poćwiczenia umiejętności, dzięki którym można uratować zdrowie, a nawet życie najdroższego dziecka. Tym bardziej, że jest to wiedza na wyciągnięcie ręki – nie trzeba studiować kilka lat, wystarczy poświecić kilka godzin swojego wolnego czasu, by w razie konieczności „kupić czas” dla poszkodowanego.

 


Subscribe
Powiadom o
guest
11 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
www.zwyczajnamama.blogspot.com
www.zwyczajnamama.blogspot.com
8 lat temu

ciekawy pomysł na warsztaty :) chętnie wzięłabym w nich udział :)

Anna Kozubek-Bortniczuk

Bardzo dobrze, że są organizowane takie warsztaty. powinno być ich zdecydowanie więcej, również w małych miastach, aby jak najwięcej chętnych rodziców mogło skorzystać z takiej edukacji.Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, w której życie dziecka może być zależne od takiej wiedzy….

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
8 lat temu

Większość z nas myśli, że zasady pierwszej pomocy zna, bo były w szkołach, na kursie na prawo jazdy i gdzieś tam jeszcze. Potem przychodzi myśl: a w sumie to po co mi to? Nikt do tej pory nie mówił, że te wszystkie rzeczy, które usiłowali nam wpoić mogą dotyczyć naszych najbliższych. Wiecie jak to jest jak dziecko wam sinieje i przestaje oddychać? Ja niestety wiem i powiem Wam, że bezradność w takiej sytuacji to koszmar. Moja córeczka miała miesiąc jak się zakrztusiła, przestała oddychać i zrobiła się sina. Nie wiedziałam co robić, bałam się, że mogę dziecko połamać. Gdyby wtedy… Czytaj więcej »

Katarzyna Jaroszewicz

Najtrudniejsze chwile przeżyłam, gdy moje dziecko mdlało:(

Karolina Sikorska
8 lat temu

Bardzo chciałabym uczestniczyć w takich zajęciach mimo iż miałam nie jeden kurs pierwszej pomocy ze względu na mój zawód teraz jako mama chciałabym wziąć udział poraz kolejny tak na wszelki wypadek

Alicja Sobocińska
Alicja Sobocińska
8 lat temu

Uczestniczyłam w takich zajęciach parę razy, teoretycznie wiem jak trzeba się zachować, ale nie wiem czy dałabym radę praktycznie, strach panika, dziękuję tylko, że do tej pory nie byłam w takiej sytuacji, że życie dziecka zależało ode mnie, podziwiam osoby, które potrafiły tego dokonać, szacunek, wielki szacunek

Jad Janusz
8 lat temu

Powinny się odbywać takie warsztaty dla przyszłych rodziców cyklicznie. Rodzi się dziecko (nawet już podczas ciąży) myśli się „Co bym zrobiła w takiej sytuacji gdyby…” A tak, z większą świadomością było by łatwiej.

Angelika Musiał
Angelika Musiał
8 lat temu

To najważniejsza umiejętność, która powinna być opanowana przez każdego człowieka. Nie liczą się żmudne teorie, regułki. Liczy się praktyka… Kursy pierwszej pomocy są tak samo ważne jak inne. W końcu chodzi o czyjeś życie. Mam to szczęście, że mąż jest ratownikiem w straży pożarnej i zmusił mnie kiedyś do uczestnictwa w takich kursach :) Dzięki niemu uratowałam życie małej dziewczynki i starszej pani. O sukcesach męża nie będę wspominać bo nie o to tutaj chodzi :) A więc Kochane Mamusie, zachęćcie swoich znajomych, mężów, aby poświęcili chwilę czasu na poznanie tajników pierwszej pomocy… W końcu nie wiadomo co się może… Czytaj więcej »

Magdalena Dorosz
7 lat temu

Szkoda że nie ma takich warsztatów w każdym mieście :(

milena
milena
7 lat temu

super sprawa takie warsztaty czytając wróciły niemiłe wspomnienia. Mój syn bardzo sie krztusił (karmiłam go piersią więc nie miałam wpływu na to jaki rozmiar dziurki :-( ) niestety pewnego wieczoru zakrztusił się tak że przestał oddychać, tak szybko robił sie siny, zaczął przelewac sie przez rece w domu byłam ja siostra tata i mama stukaliśmy podnosilismy rączki do góry i robiliśmy ten sposób wielki błąd. ezaliśmy pogotowie podobno jechało bardzo szybko, jednak mi się wydalało że jedzie i jedzie i dojechać nie może. Lekarz jak tylko biegł do mieszkania wziął dziecko do góry nogami i walnął plecy, byłam przerażona, ale… Czytaj więcej »

Uroda 1 grudnia 2012

Światowy Dzień Walki z AIDS – Moje święto

Mam na imię Joanna*, lat trochę ponad 30, córkę nastolatkę, od kilkunastu lat jestem zarażona wirusem HIV, od 7 lat jestem tego świadoma.

1 grudnia – światowy dzień walki z AIDS. Dla większości to tylko hasło, kilka pogadanek na ten temat w TV, wspomnienia tych co zmarli na AIDS, trochę pustych słów i obowiązkowa czerwona wstążeczka. Pamiętam, jak kiedyś słuchałam pogadanek, oglądałam reportaże i nigdy nie pomyślałam, że ten dzień może być moim dniem.

Pewnego ponurego listopadowego dnia trafiłam do szpitala zakaźnego z podejrzeniem zapalenia opon mózgowych. Szpital zakaźny, przynajmniej ten do którego trafiłam, robi wszystkim pacjentom badania w kierunku HIV i żółtaczki, nawet gdy leczą coś innego, takie zwykłe rutynowe działanie.

Do szpitala trafiłam w piątek, w poniedziałek mnie przenieśli na inny oddział, oni już znali wyniki, ja jeszcze nie. Nikt mi nic nie mówił, byłam w strasznym stanie, traciłam świadomość, mowa zmieniała się w bełkot, potwornie bolała mnie głowa. Każdy kto przeżył rezonans magnetyczny wie, że to badanie polega na generowaniu dźwięków o różnej częstotliwości. Połączenie tego piszczenia i stukania z leżeniem w tubie, która kojarzy się dość mocno z trumną, i potwornym bólem głowy, było koszmarem. W rezonansie nie wolno się ruszać,  leżałam i łzy mi leciały, przez całe badanie, które trwało wieki, towarzyszyła mi tylko jedna myśl: wytrzymam dla córeczki. Płakałam z bólu, ale trzymałam się tej jednej myśli. Powiem Wam, że ból przy porodzie to nic w porównaniu z 20 minutowym pukaniem, piszczeniem, zgrzytaniem prosto w głowę, kiedy ból i tak sam w sobie jest wyjątkowo silny. Przeżyłam rezonans, w szpitalu  podawali mi różne leki, nawet nie chciałam wiedzieć jakie i po co. Ktoś kiedyś powiedział, że jak pacjent chce żyć to i medycyna jest bezsilna, a ja chciałam żyć, jak nigdy wcześniej.

Po tygodniu leczenia nadal nie znałam powodu przyjęcia do szpitala, ale bardzo pragnęłam już wrócić do dziecka. Ciągle słyszałam, że jeszcze trzeba zrobić jakieś badania. Teraz wiem, że musieli potwierdzić zakażenie HIV kolejnym badaniem, zanim mnie o tym poinformują, mimo tego, że pierwsze badanie wyszło pozytywne, a objawy wskazywały na zaawansowany AIDS. Czułam się już świetnie, tak mi się wydawało, jedyne o czym myślałam to wyjście ze szpitala, ponieważ bardzo tęskniłam za córeczką. To że nadal byłam bliżej śmierci niż życia, nie docierało do mnie. Jakoś przegapiłam to, że przesypiam większość doby, te kilkanaście kroplówek dziennie i parę drobniejszych rzeczy. Nie prosiłam o przyprowadzanie dziecka, przecież oddział zakaźny to nie miejsce dla kilkulatki. Dzień czy dwa później mój lekarz prowadzący, a właściwie mój anioł, poinformował mnie, że zna przyczynę, dla której mnie trzymają. To były najstraszniejsze słowa jakie kiedykolwiek usłyszałam. Nie, nie diagnoza, tylko to co padło po diagnozie: musimy przebadać córkę.

Mogłam swojemu malutkiemu dziecku wyrządzić krzywdę na całe życie, co z tego że nieświadomie? Przecież badania na HIV są anonimowe i bezpłatne, (w każdym województwie znajduje się Punkt Konsultacyjno – Diagnostyczny (PKD), w którym można wykonać test w kierunku HIV anonimowo i bezpłatnie, jeżeli chcemy je zrobić w innym miejscu musimy sprawdzić jakie zasady obowiązują.) mogłam w ciąży je zrobić. Tylko po co? Przecież nie byłam w tzw. grupie ryzyka.

Wyobraźcie sobie moje myśli i tę straszną, w tamtym momencie świadomość, że dwa lata karmiłam piersią. Następnego dnia pobrali krew mojej córeczce, powiedzieli, że wyniki będą dzień później w okolicy obiadu. Bałam się, bardzo się bałam. Lekarze mnie pocieszali, że skoro poród był szybki i bez kleszczy, czy próżnociągu, a córka nie jest chorowita to najprawdopodobniej będzie zdrowa. No właśnie, najprawdopodobniej, i nikt mi jednak nie potrafił powiedzieć na pewno.

Nadszedł dzień, w którym miałam poznać wyniki, była godzina 7 rano, do obiadu jeszcze tyle czasu… Pewnie każdy zna to uczucie kiedy czeka się na ważną informację. Każda sekunda wydaje się wiecznością. Była to gra o bardzo wysoką stawkę, życie mojego największego skarbu. Czas, który minął od informacji o tym, że mam pełnoobjawowe AIDS do momentu kiedy dostałam wyniki córki był przepełniony łzami rozpaczy i nadzieją. Wtedy się dowiedziałam co znaczy lekarz z powołania, który mimo lat pracy nie dał się znieczulicy. Mój lekarz prowadzący po przyjeździe na teren szpitala najpierw poszedł do laboratorium, następnie do mnie. Nie zdążył się nawet rozebrać, przybiegł do mnie na salę z informacją, że córka jest zdrowa, a wyniki na papierze dostanę koło południa. Faktem jest, że po drodze minął pokój lekarzy, że mógł się rozebrać, mógł nawet czekać, aż na oddział przyjdą wyniki, ale tego nie zrobił. Za to będę mu wdzięczna do końca życia.

Po łzach rozpaczy, płakałam ze szczęścia, potem przyszły chwile refleksji, co dalej. Przecież ja jestem chora, wtedy nawet nie dopuszczałam do siebie myśli o śmierci, nie brałam takiej opcji pod uwagę. Wiedziałam, że będę żyć. Pytanie brzmiało: jak żyć, żeby córka pozostała zdrowa?

Wiedziałam jak można się zarazić, wiedziałam też jak nie można. To wszystko wiedziałam teoretycznie, ale wiecie co? Panika i strach wyłączają myślenie. Przestałam jeść razem z dzieckiem z jednego talerza, nie pozwalałam spróbować nadgryzionej kanapki, czy napić się z mojego kubka. Wannę po sobie dezynfekowałam, generalnie zachowywałam się jak detektyw Monk (słynny bohater serialu, pedant cierpiący na mysofobię). Około roku zajęło mi oswojenie się z myślą, że tak już zawsze będzie. Do końca życia jestem skazana na połykanie koszmarnej ilości tabletek, wtedy to było 6 rano i 6 wieczorem.

Jak już się pogodziłam z myślą, że inaczej nie będzie, zaczął mi wracać rozsądek. Skoro dziecko nie zaraziło się, jedząc ze mną tymi samymi sztućcami przez tyle lat, a specjaliści mówią, że tak się nie zarazi to może czas zacząć żyć jak dawniej. Powrót do normalności zajął mi trochę czasu, teraz poza tym, że codziennie wieczorem muszę wziąć 3 tabletki i raz na trzy miesiące stawić się w poradni po leki, to moje życie szczególnie nie różni się od Waszego. Może o tyle, że lekarze zmuszają mnie do regularnych badań, na które ciężko namówić zabiegane matki. Stosując odrobinę zdrowego rozsądku nie mam szans narazić domowników na zakażenie. HIV nie przenosi się na basenie to i w wannie nie. Do sprzątania krwi używam ciepłej wody z detergentem. Nie było przypadku, żeby ktoś się zaraził przez wspólne mieszkanie, zatem nie jest to takie łatwe. Wirus poza organizmem zazwyczaj ginie po kilku minutach. Oczywiście nie dzielę się z nikim golarką ani szczoteczką do zębów, ale przed chorobą też tego nie robiłam. Ręcznik do rąk jest jeden dla wszystkich domowników.Jedyną istotną zmianą jest to, że zawsze mam przy sobie plastry.

Jeśli jeszcze coś Was interesuje pytajcie, odpowiem. W tej chwili mam niewykrywalną wiremię, co oznacza, że poziom wirusa we krwi jest bardzo niski (przy skutecznym leczeniu nie mam szans nikogo zarazić nawet gdybym chlapała krwią) oraz o ile pamiętam ok. 400 limfocytów CD4. Czasami, aż trudno uwierzyć, że jak trafiłam do szpitala to miałam ich 4. Za bezpieczną granicę przyjmuje się 200, kiedy liczba limfocytów spada poniżej 200 organizm nie ma siły sam się bronić. To magiczne 200 osiągnęłam po pół roku leczenia i było to traktowane jako duży sukces. Bywało lepiej, bywało gorzej, ale poniżej 200 nigdy nie spadły, a wiremia od lat pozostaje niewykrywalna. HIV sobie śpi w moim organizmie, a ja nie  dam mu szansy się obudzić.

Mądry Polak po szkodzie. I tym razem  przekonałam się o słuszności tego przysłowia. Każdy powinien zrobić raz na kilka lat test na HIV, tak dla spokoju sumienia. Im wcześniej wykryty tym mniej szkód w organizmie narobi. Pierwszy symptom choroby pojawia się po około pół roku od zakażenia, bardzo często przypomina zwykłą grypę. Potem wirus po cichutku panoszy się  w organizmie, trwa to średnio 5 – 15 lat. Kiedy znów się odzywa, szkody, które zdążył wyrządzić są ogromne.

Przerażający jest także fakt, że wiele matek dowiaduje się o swoim nosicielstwie dlatego, że ich dzieci rodzą się zakażone. Malutki człowieczek ma bardzo słabiutki układ odpornościowy, dlatego choroba rozwija się dużo szybciej.

Robimy różne badania w ciąży, wiele kobiet decyduje się na badania prenatalne, bo boją się mieć chore dziecko. A test na HIV? Każdy zakłada, że jego to nie dotyczy, bo dalej panuje mit o grupach ryzyka. Jesteście pewne, że nigdy nie miałyście kontaktu z zakażoną krwią, że wasz partner jest zdrowy i wierny? Jedyna szansa, żeby się dowiedzieć to test. Nie dajcie sobie wmówić, że Was to nie dotyczy. Ja miałam mniej niż 20 lat jak zostałam zarażona, miałam stałego partnera, któremu ufałam. Wtedy o HIV mówiło się niewiele, właściwie tylko o grupach ryzyka.

Kobiety ze względu na budowę, są mocniej niż mężczyźni narażone na zakażenie HIV podczas kontaktów seksualnych. Pamiętajcie też o tym, że jeśli dochodzi do zakażenia dziecka to matka żyje z tym piętnem. Dziecku można dużo wytłumaczyć, pochodzenie różnych chorób. Kiedyś się zastanawiałam jak można wyjaśnić dziecku, że choruje na nieuleczalną chorobę bo mamusia nie poszła się zbadać. Nigdy nie znalazłam na to odpowiedzi, na szczęście nie musiałam.

Wiecie, że świadomość matki o zakażeniu zmniejsza ryzyko zakażenia dziecka o ponad 99%? Nieświadomość daje tylko 30% szans na zdrowe dziecko. Zależy to od wiremii, czyli siły wirusa w organizmie matki. Wiremia wzrasta wraz z upływem czasu od zakażenia. Co może oznaczać, że pierwsze dziecko będzie zdrowe, a drugie będzie chore.
Około 50% wszystkich zakażeń dotyczy ludzi poniżej 30 roku życia. Ludzi zakładających rodziny.

Ginekolog powinien zalecać badanie na HIV w trakcie każdej ciąży, jeśli tego nie robi – same róbcie takie badania. Potraktujcie to badanie, jak każde inne rutynowe.

Pamiętajcie, z HIV można żyć długie lata, to już od wielu lat nie jest choroba oznaczająca rychłą śmierć. Jest wiele chorób przewlekłych, nieuleczalne też są wśród nich. Tylko żadna nie odciska takiego piętna na osobie chorej. Po 7 latach inaczej na to patrzę, ale wciąż pamiętam jak bardzo się bałam przez pierwszy rok od diagnozy. Przez cały rok trawiłam krótką rozmowę z moim lekarzem. Dwa zdania:

– Panie doktorze, ale jak ja mam z tym teraz żyć?

– A widzi Pani jakieś inne wyjście?

No właśnie, żyłam dla córki, potem żyłam wszystkim na złość, a teraz powoli dochodzę do wniosku, że chcę żyć dla siebie. Nie będzie jakiś durny wirus mnie ograniczał. Na początku niechętnie chodziłam po leki i na kontrole, starałam się zachowywać tak, żeby nikt mnie nie widział. Pamiętam, jak pewnego dnia pierwszy raz poszłam po leki zrobiona na bóstwo. To był przełom, przestałam się bać własnego cienia. Nie chodzę i nie chwalę się na co choruję, ale też specjalnie nie ukrywam, wielu moich znajomych wie. Niektórzy reagują strachem, a ja wciąż mając w pamięci swój strach daję im czas i pokazuję swoim zachowaniem, że jestem świadoma potencjalnego zagrożenia. Nawet głupie zadraśnięcie zaklejam plastrem. Chociaż przy obecnym poziomie wirusa szanse przekazania go komukolwiek są znikome. A do poradni po leki przychodzą różne osoby, takie które wyglądają na osoby z „bogatą” przeszłością, przeciętne małżeństwa, a także osoby ze średniej klasy społecznej. Większość z nich myślała: mnie to nie dotyczy

Tak samo jak pewnie myślisz Ty teraz. Zrób test i wtedy możesz powiedzieć, że Ciebie to na pewno nie dotyczy.

Macie odwagę, żeby w komentarzu umieścić informację, że badanie wykonane? Nie wynik badania, napiszcie tylko: Miałam odwagę, zrobiłam test!!!

 

*imię zostało zmienione
Subscribe
Powiadom o
guest
15 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Paulina Garbień
8 lat temu

Miałam odwagę, zrobiłam test

Małgorzata Szymańska

Miałam odwagę,zrobiłam test.

Magda Kupis
8 lat temu

Mialam odwage, zrobilam test

paulina
paulina
8 lat temu

Miałam odwagę zrobiłam test

monika
monika
8 lat temu

test zrobi lam będąc w ciązy

Magdalena Marczuk
Magdalena Marczuk
8 lat temu

Miałam odwagę – zrobiłam test !!!! Ty też zrób!!!!

Iza Kasparek
8 lat temu

testu jeszcze nie zrobiłam ale myślałam o tym juz dawno a potem jakoś ucichło. za to rezonansy miałam 3 i zgadzam sie w 100% ze to leżenie bez ruchu i te odgłosy sa koszmarne.jeszcze kontrast podawany dożylnie i cały dzień człowiek chodzi do tylu. pomijajac juz fakt ze na samo badanie czekałam pol roku a na wynik kolejne tyle. pierwsza diagnoza tętniak w mózgu w miejscu nieoperacyjnym kolejne badanie dokładniejsze i z tętniaka zrobił sie zakręt tętnicy. byłam miesiąc po ślubie jak usłyszałam pierwsza diagnozę chyba nie muszę pisać jaki byl moj stan kiedy usłyszałam pierwsza diagnozę i musiałam czekać… Czytaj więcej »

J
J
8 lat temu
Reply to  Iza Kasparek

Rezonans sam w sobie jest koszmarny, przy bólu głowy jest czymś potwornym, jak nic nie znajdą to trwa krótko, gorzej jak znajdą bo robią drugą serię z kontrastem, przeżyłam

Łobuziaka gratuluję :) Mi te naście lat przeleciało tak szybko, że czasami zapominam o chorobie, tylko budzik z komunikatem leki mi przypomina. Tobie też przeleci. Również zdrowia życzę i właściwych diagnoz.

A test warto zrobić dla siebie, niezależnie od wyniku lepiej znać go wcześniej.

Hanna Szczygieł
8 lat temu

Miałam odwagę – zrobiłam test !!!!

A.S.
A.S.
8 lat temu

Test zrobiłam będąc w ciąży z 3 dzieckiem :)

Iza Kasparek
8 lat temu

dziękuje

Mania
Mania
8 lat temu

Szukam info na pogadankę dla dzieci do szkoły. Pani tekst jest impulsem do ważnych refleksji. Dziekuję :)pozdrawiam Córeczkę. Proszę się jeszcze odezwać.

j
j
8 lat temu
Reply to  Mania

Szczerze mówiąc najlepiej by było gdyby Pani poszukała lekarza chorób zakaźnych, który się tym zajmuje. Większość z nich to lekarze z powołania, taka specyfika specjalizacji. Mogę ewentualnie w styczniu zapytać mojego lekarza, czy zgodziłby się na kontakt mailowy i ewentualną pomoc. Pogadanka do szkoły musi być przygotowana profesjonalnie i skonsultowana ze specjalistą. Temat nie jest łatwy, wiek dzieci też jest istotnym czynnikiem, im starsze tym więcej konkretów będą chciały. Lekarze dysponują wynikami różnych badań i ankiet, z których czasami wychodzą przerażające rzeczy. Są w stanie podać wiarygodne źródła informacji, tych które ja mogę podać, ale bez źródeł. Poza tym ja… Czytaj więcej »

Maja Knitter
8 lat temu

Miałam odwage zrobiłam test

Regina Adamiec-Babula
Regina Adamiec-Babula
6 lat temu

Test na HIV jak i inne badania zrobiłam zanim zaszłam w ciążę. Z zalecenia lekarza, ale i dla własnego spokoju. W czasie ciąży robiłam w każdym trymestrze. Wszak przez okres ciąży chodziłam do fryzjera, kosmetyczki czy dentysty – a to właśnie między innymi w tych miejscach można się zarazić.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close