Kulinaria 6 marca 2014

Muffiny cynamonowe

Uwielbiam babeczki za ich prostotę. Idealnie nadają się do wspólnego zrobienia z dzieckiem. Dziś natchniona przez koleżankę – którą serdecznie pozdrawiam – postanowiłam przyrządzić całkiem inne muffinki niż robiłam do tej pory. Babeczki które są puszyste jak pączki. Delikatne, pachnące i mega cynamonowe. Swoim smakiem przypominają mi precelki z cynamonem, które pamiętam z dzieciństwa.

Składniki na 12 sztuk:

  • 1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/3 szklanki oleju
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 jajko
  • 3/4 szklanki mleka

Do obtoczenia:

  • około 60 g masła (ewentualnie margaryna) , roztopionego
  • 1/3 – 1/2 szklanki drobnego cukru kryształu
  • 1 łyżka cynamonu

Przygotowanie:

  1. Zaczynam od połączenia suchych składników.  W naczyniu mieszam (mąkę, proszek, sól, cukier, gałkę, cynamon) a następnie dodaję  (mleko, roztrzepane jajko i olej). Wszystko dokładnie mieszam do połączenia się składników.
  2. W międzyczasie w małej patelni rozpuszczam masełko, które ostudzone wykorzystam później.
  3. Gotowe ciasto wylewam do blaszki. Formę do muffinek* należy napełnić ciastem do 3/4 wysokości.
  4. Babeczki piekę w temperaturze 180ºC przez 20 – 25 minut, do tzw. suchego patyczka. Po upieczeniu jeszcze ciepłe wyjmuję i obtaczam we wcześniej roztopionym maśle, następnie dokładnie w cukrze z cynamonem.

Smacznego :)

* z braku papilotek użyłam formy blaszanej, którą należy najpierw wysmarować masłem i wysypać mąką lub bułką tartą

muffiny1

muffiny2

Zdjęcia: Sylwia

8
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
RachelaŻaklina KańczuckaBasiaEdyta SkrzydłoSylwia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Edyta Wilk
Gość

Aż wypróbuję! Normalnie mi zapachniało! :)

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

Jak to dobrze, że nie lubię cynamonu! Przynajmniej nie ulegnę w poście :D hihi

Sylwia
Gość
Sylwia

Ja uwielbiam :) i ten zapach…. :)

Edyta Skrzydło
Gość
Edyta Skrzydło

Miałam robić muffinki ,a wyszła szarlotka:-P no nic następnym razem:-)

Sylwia
Gość
Sylwia
Basia
Gość
Basia

Przepis rewelacyjny – odkąd go wypróbowałam – piekę teraz tylko takie (nawet mój mąż, który muffinek nie jada, za tymi wręcz przepada)!

Bardzo dziękuję za inspirację!

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Jak one wyglądają…. chcę je!

Rachela
Gość
Rachela

Właśnie się pieką :)

Na zakupach 3 marca 2014

Hop do łóżka. Jak wybrać łóżko dla dziecka

Gdy oczekujemy narodzin dziecka, zaczynamy wielkie przygotowania do jego przyjęcia w nasze serca i progi. Często wyobrażenie nowego pokoiku mamy w głowie na długo przed rozeznaniem sklepowego asortymentu. Jednak jak zawsze nadchodzi czas na weryfikację przez życie. Jakie łóżeczko wybrać dla malucha? Czy dla każdego znajdzie się odpowiednie rozwiązanie?

Zapraszam Was na poszukiwania odpowiedzi na pytanie, jak sobie „dobrze pościelić”!

Łóżeczko

Najpopularniejsze miejsce wypoczynku dla naszego dziecka. Jednak jeżeli wydaje wam się, że można po prostu kupić „łóżeczko” szybko zejdziecie na ziemię. Jeśli chodzi o tradycyjne łóżeczka mamy do wyboru dwie opcje: 120×60 cm lub 140×70 cm. Które lepsze? Po pierwsze weźcie pod uwagę miejsce, w którym stanie łóżeczko, przestrzeń którą może zająć (w sypialni bardziej sprawdzi się wersja mniejsza) oraz zastanówcie się jak długo planujecie korzystanie z tego mebelka.

Dodatkową zaletą jest możliwość  wykorzystania klasycznego łóżeczka jako miejsce do przewijania dziecka – wystarczy dokupić sztywny przewijak, który pasuje do tego typu mebli. Kładzie się go na górze łóżka opierając o barierki. Według mnie taki rozwiąznie ma jednak swoje minusy: gdy malec podrośnie trzeba będzie usuwać przewijak z góry – to kwestia bezpieczeństwa, dziecko może zrzucić go na siebie lub wspinać się na górę.

Jeżeli będziemy korzystać z takiej opcji przyda się organizer na łóżeczko, w którym umieścimy wszystkie niezbędne akcesoria (pieluszki, kremy, chusteczki itd.) – gdy malec będzie potrafił już się do niego „dobrać” również pora  na pożegnanie, aby nie pożarł kremu do pupy lub nie zaczął zbyt wcześnie trenować obsługi nożyczek do paznokci. Uwaga, jeśli spodziewacie się chłopca odradzam Wam przewijak na łóżeczku – od kilku miesięcy przekonuję się na własnej skórze, że taki mały facet potrafi siknąć na 1,5 metra bez mrugnięcia okiem, a wtedy zmiana pościeli gwarantowana.

Wybierając większe łóżeczko (140×70) zapewniamy nieco więcej miejsca naszemu skarbowi, a tym samym więcej miejsca do zabawy, gimnastyki dla małego podrostka.

Na co jeszcze zwrócić uwagę?

Ile jest pozycji wysokości dna łóżka – ideał to trzy wysokości, posłużą nam od noworodka do ponad roczniaka. Zdecydowanie lepiej jest mieć 3 stopniową regulację niż opcję 2 ułożeń – dbajmy o nasze plecy najdłużej jak to możliwe!

Opuszczana przednia barierka – to również ułatwienie dla rodzica na początku wspólnej drogi. Te dodatkowe kilkanaście centymetrów potrafi przynieść ulgę kręgosłupowi, bywa również przydatne, gdy wykonujemy np. toaletę stojąc przy łóżeczku.

Kółka – co kto lubi, w małych pomieszczeniach są zbędne, lecz gdy mamy dużo miejsca są miłym akcentem. Oprócz możliwości łatwego przemieszczenia łóżeczka, są pomocą podczas sprzątania (pod łóżkiem można przecież zawsze znaleźć taaakie skarby!)

Wyjmowane szczebelki – dla mnie to zestaw obowiązkowy! Oprócz nauki samodzielności (dziecko może samo wchodzić i wychodzić z łóżka) to wybawienie szczególnie nocą. Zamiast płakać w nocy za mamą, można sobie do niej przydreptać. U nas wyjmowanie szczebelków miało również ekstremalne wykorzystanie. Nasza córka bardzo długo kazała się nosić na rękach całe noce, czasem udawało się iść na kompromis i wleźć do połowy przez „ szczebelkową dziurę”, żeby się razem położyć w jej łóżku. Odegrało to sporą rolę w przyzwyczajaniu jej do samodzielnego spania.

Szuflada – o tak, to jest to! I wcale nie trzymam tam pościeli. To doskonałe miejsce na podręczną graciarnię. U nas oprócz schowka na zabawki, ubranka „na potem” i te już „za małe” szuflada pod łóżeczkiem pełni rolę podręcznego magazynka na paczki pieluch i chusteczek. Te zajmują wiele miejsca, a muszą być łatwo dostępne. Uwierzcie mi, szuflada to ważny element i naprawdę sporo pomieści!

Funkcja kołyski – istnieją modele, do których można zamontować dodatkowe płozy. Pamiętajcie, aby zrezygnować z tej funkcji gdy dziecko uczy się stać w łóżeczku.

Łóżeczko-tapczanik 2w1

Ja, korzystając z doświadczenia mojej siostry, wybrałam właśnie taką opcję. To klasyczne łóżeczko 140×70, które po zdemontowaniu szczebelków oraz połowy wezgłowia zamienia się w zwykłe małe łóżko.

Plusy
Jeden mebel wystarczy na kilka lat, nie ma problemu co zrobić z łóżeczkiem, gdy nasza pociecha „awansuje”. Nie trzeba mieć strychu lub piwnicy, żeby przechować gdzieś chwilowo niepotrzebny mebel, ani wydawać pieniędzy po roku na uzupełnienie wyposażenia dziecięcego pokoju. Więcej miejsca! Jedno łóżko = jeden materac! Oszczędzamy. Łóżeczka 2w1 zazwyczaj posiadają w komplecie szufladę.

Minusy
Czasem nie pasuje do niego przewijak na łóżeczko oraz zajmuje nieco więcej miejsca. Czasem trudniej o pasujący ochraniacz do łóżeczka – z racji swojej konstrukcji szczebelki znajdują się jedynie na dwóch dłuższych bokach łóżeczka, reszta barierek jest pełna (ta część wykonana jest zazwyczaj z drewna lub sklejki, po przemianie w tapczanik zmieni się w wezgłowie dużego łóżka). Większość ochraniaczy mocowana jest za pomocą troczków, więc wzdłuż wezgłowia przywiążemy je jedynie w rogach, a ochraniacz nie będzie idealnie przylegał.

Combo

To dość świeże i modne rozwiązanie. Jest to kombinacja kilku mebli. Na początku mebelki są połączone w swego rodzaju „wyspę” składającą się z łóżeczka, przewijaka oraz zazwyczaj komody/niskiego regału. Natomiast po rozmontowaniu mebli „Combo” na części składowe uzyskujemy odrębne meble dla starszego dziecka: tapczanik, biurko, regał, komodę itd. Produkty różnią się nieco między sobą w zależności od producenta.

Plusy: pomysłowe rozwiązanie na dłużej, bardzo ładnie się prezentują.

Minusy? Cena może skutecznie osłabić nasz budżet i raczej potrzeba sporo miejsca – aby w pełni korzystać z „combo” w wersji dla niemowlaka, złożonego w wyspę, należy ustawić mebel tak, aby co najmniej 2 lub 3 boki nie przylegały do ściany (tak aby mieć swobodny dostęp do półek, komody które znajdują się po obu bokach wyspy, lub dodatkowo z przodu)

Łóżeczko turystyczne

Odwieczny obiekt zainteresowania rodziców. Występują dwa typy łóżeczek: naśladujące swoją formą tradycyjny mebel oraz niskie kojce: w formie namiotu lub przypominające wózkową gondolę albo wanienkę. Te ostatnie nigdy nie zastąpią nam tradycyjnego łóżeczka i ich przeznaczenie jest typowo turystyczne. Pamiętajcie, że niskie kojce a la gondola sprawdzą się dla najmłodszych dzieci, które jeszcze nie siadają i  nie poruszają się samodzielnie (tak aby same nie mogły wyjść niepostrzeżenie lub wypaść z takiego łóżeczka). Łóżeczka typu namiot zostały zaprojektowane również z myślą o starszych niemowlętach – zazwyczaj siatkowe wejście zapinane jest na całej długości za pomocą suwaka. Łóżeczka naśladujące swoją formą tradycyjne drewniane mebelki mogą stać się alternatywą do użytku domowego, jednak osobiście mam tu swoje „ale”… Koszt często nie różni się od cen zwykłych mebli, więc to pozorna oszczędność. Istnieje możliwość ustawienia 2 pozycji wysokości „dna” łóżka – w około połowie wysokości łóżeczka, oraz w wersji dla dzieci stojących. W wyższej pozycji na burtach łóżka podwiesza się swego rodzaju „hamak” na którym układamy sztywne dno-materacyk. Uważam, że takie składane dno podzielone na segmenty (łóżeczko bowiem ma być akcesorium podróżniczym łatwym w transporcie) nie może równać się z porządnym materacem. To świetne rozwiązanie na wyjazdy, gdy mamy duży dom i potrzebujemy dwóch łóżeczek (jednego pod ręką gdy np. pracujemy na dole, gotujemy), gdy zawozimy nasze dziecko na parę godzin do babci itd. Nie uważam, żeby mogło zagrać pierwsze skrzypce w dziecięcym pokoju – oprócz kwestii materaca, chyba niezbyt atrakcyjne jest oglądanie świata przez drobną siateczkę.

My korzystamy z naszego turystycznego łóżeczka zgodnie z jego zamysłem, czyli w podróży i jesteśmy zadowoleni. Mamy prosty model, jednak w tej kategorii można znaleźć perełki z dodatkowymi opcjami wyposażenia takimi, jak: przewijak, daszek, moskitiera itd.

Kołyska

Czar dawnych dziejów znów powraca do łask. Są Bardzo estetyczne i łatwo się w nich zakochać. Jednak uwaga, nie dla każdego taki smaczny kąsek! Pamiętajcie, że nie będą służyć wiecznie. Przede wszystkim wpływa na to od głębokość kołyski – to od niej zależy jak długo malec będzie bezpiecznie korzystać z wypoczynku w swojej kolebce. Z pewnością nie będzie pomocna w nauce siedzenia i stania.

Kosz Mojżesza

Piękne, sentymentalne lub nowoczesne – cieszą oko i tak bardzo kojarzą się ze słodyczą jaką emanuje nowe życie. Często wykonane są w sposób tradycyjny np. z wikliny – przypominające gondolę głębokiego wózka. Do kosza należy zakupić stojak lub podstawę a la kołyska. To dobre rozwiązanie „na początek”, mobilne łóżko dla niemowlęcia. Można je zabrać ze sobą do sypialni. Niewątpliwym minusem jest cena oraz fakt, że zbyt długo u nas nie zabawi. Zupełnie jak w przypadku kołyski należy pamiętać o bezpieczeństwie. Kosze są dość płytkie więc gdy dziecko zacznie się podnosić do siadania pora powiedzieć adios! Wiele zależy również od gabarytów naszej pociechy, z pewnością dziecko nie będzie mogło swobodnie trenować w koszu przewracania się z plecków na brzuszek i odwrotnie. Reasumując, jeżeli Wam się podobają, dysponujecie odpowiednim budżetem oraz przestrzenią – przyniosą Wam wiele radości i nacieszą oko.

Co-sleeper

To już wersja dla wymagających Gadżeciarzy. Genialny w swej prostocie pomysł słono kosztuje. Co-sleeper to nic innego jak mała dostawka do łóżka rodziców. Taki boks montowany z boku zawiera trzy burty, czwarta część łączy się z bokiem łóżka, tak aby mama mogła w nocy wygodnie i bezpiecznie tulić i karmić swojego brzdąca.

To również opcja „na chwilę”, na pierwsze wspólne miesiące zanim dziecko zacznie się podnosić. Co-sleeper stawia na bezpieczeństwo wspólnego łóżka, jego głównym zadaniem jest zapewnienie bliskości, eliminując ryzyko podduszenia czy przygniecenia dziecka przez śpiących dorosłych.

Jeżeli bardzo zależy Wam na takim rozwiązaniu, warto rozejrzeć się za mniej designerską opcją tego produktu. Dostępne są kołyski z możliwością wykorzystania jako co-sleepery. Podczas wyboru zwróćie szczególną uwagę na możliwośc regulacji wysokości takiego boksu, tak aby dobrze dopasować go do swojego łóżka. Nigdy nie dostawiajcie co-sleeperów bez ich zamocowania! To niebezpieczne!

Pomysłowo – czyli rozwiązanie chałupnicze

Barierka – z pewnością znacie dodatkowe barierki montowane na pierwszych „dorosłych” łóżkach dla dzieci. Jeżeli karmimy dziecko piersią we wspólnym łóżku, można dodatkowo wykorzystać taki gadżet. Wystarczy zamontować barierkę na boku naszego łóżka, aby zabezpieczała malca przed upadkiem, gdy podczas karmienia dziecko znajduje się po stronie krawędzi. Pamiętajcie – gdy dziecko zacznie się podnosić lub pełzać takie domowe zabezpieczenie przestanie spełniać swoją funkcję. Należy również jak zawsze uważać podczas wspólnego snu, nie przygnieść dziecka swoim ciałem. To niedrogie rozwiązanie, a gdy po kilku miesiącach przestanie spełniać swoją rolę, poczeka w szafie na łóżko przedszkolaka!

Już następnym razem podpowiem Wam, co włożyć do naszego „łóżeczka”, żeby było pięknie, wygodnie i praktycznie!

A jakie są Wasze łóżkowe doświadczenia? Zgadzacie się z moimi obserwacjami? A może chcecie polecić innym mamom swoje patenty na spokojny sen dziecka (i rodziców)? Wcale nie tak łatwo wybrać łóżko dla dziecka ;)

Źródło zdjęcia: Flickr

6
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Marczewska
Gość
Anna Marczewska

Zgadzam się w 100% procentach-chciałoby się napisać AMEN:)

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

My używaliśmy łóżeczko turystyczne na co dzień z jedną różnicą- kupiliśmy dobry materac do łóżeczek. Łóżeczko zostało przetestowane przez tatę i podwieszenie bez problemu wytrzymało jego ciężar więc bez obaw korzystaliśmy z tej opcji. Faktycznie oryginalny „materac” nie nadaje się do spania, nawet w wersji turystycznej wykładaliśmy go kocami dla większego komfortu. Córka bardzo lubiła swoje łóżeczko, nie miała, żadnych problemów z nauką wstawania minio braku szczebelków, nauczyła się tego mając 7 miesięcy. Dla mnie takie łóżeczka nie mają minusów (problem materaca można śmiało rozwiązać, w tradycyjnych łóżeczkach też nie kładziemy przecież dziecka bezpośrednio na dnie), a za to ma… Czytaj więcej »

Magda
Gość
Magda

Moje dziecko w ogóle nie akceptowało czegoś takiego jak łóżeczko…. troszkę w tym mojej winy bo dla wygody brałam ją do nas do łóżka bo karmiłam piersią. Im starsza tym trudniej było ją przyzwyczaić do łóżeczka…. kiedy tylko ją odkładałam to był wielki płacz…. natomiast gdy skończyła rok kupiliśmy jej jej własne łóżeczko do którego do dziś jest bardzo przywiązana… normalne łóżko z barierką ochronną… dziś choć byśmy chcieli żeby z nami spała to nie ma takiej opcji :) Także najpierw był ciężki rok spania razem a drugi samodzielnego spania… oby tak dalej :) A standardowe łóżeczko w naszym przypadku… Czytaj więcej »

KAga
Gość
KAga

Zgadzam się praktycznie w każdej kwestii, poza szufladą, w naszym przypadku nie była wykorzystana, natomiast fajnie się pod nią gromadził kurz :) dla rozglądających się za kolejnym łóżkiem polecam ten wpis: polecam

Sport 28 lutego 2014

A Pani to po co tak biega?

Niektóre rzeczy przychodzą nam naturalnie. Odruchy bezwarunkowe jak oddychanie czy przełykanie śliny nie są niczym na tyle szczególnym, alby zastanawiać się nad nimi każdego dnia intensywnie. Zresztą robimy wiele innych rzeczy, które nie należą do bezwarunkowych i nikt się temu nie dziwi. Dla mnie jedną z takich rzeczy/czynności obecnie jest bieganie.

Nie tracę czasu na zastanawianie się przez pół dnia o której mam wyjść, w jaką pogodę, co na siebie włożyć, a wreszcie którędy pobiec i w ogóle w jakim celu. Nie rozmyślam nad powyższym odnośnie moich równie rozbieganych znajomych. Nie zastanawia mnie w jaki sposób otoczenie postrzega mojego hopla odnośnie pozytywnego zmęczenia.

Zauważyłam jednak parokrotnie, że to co dla mnie jest oczywiste, dla innych być wcale takie nie musi. I nawet nie wiem z czego to wynika. Ostatnio wracałam po przerobieniu swoich kilometrów, co nieco zaziapana. Przede mną wchodziła sąsiadka, która nie pierwszy zresztą raz zapytała mnie z pewną dozą wścibskości a może nawet współczucia „a po co Pani tak biega ciągle?”

No i pomyślałam, jak to po co? Bo chcę bo lubię, bo nie dokucza mi tak bardzo moje „ADHD” jak się odpowiednio zmęczę? I nawet zmęczona jestem lepsza dla psa i męża. I jak się dotleniam to cera ma się lepiej, i tłuszczyk nie narasta i sto tysięcy innych „jestem na tak”. No ale jak Pani Sąsiadka była tak ciekawa to z uśmiechem między jednym a drugim „ziapem” odrzuciłam, że bardzo to lubię.

Niestety zmęczenie nie wyłącza słuchu, bo jeszcze doleciało w moje plecy „ no nie wiem, bo Pani taka chuda i jeszcze chudsza chce być”, no i wspaniałe „ no ale Pani to sapie jak lokomotywa” i „niezdrowo tak się męczyć”.

Nie, no pewnie, Pani Szanowna, zdrowiej siedzieć na czterech literach dzień po dniu zażerając tłuste i czekając na zawał jeszcze przed czterdziestką ! Co więcej, nie jestem chuda tylko szczupła a biegam nie ponieważ się odchudzam, tylko od tak i bo tak. Chcę, mogę i już! I nic Ci do tego wścibskie babsko. Nawet chude może się poruszać, i ziapać o ile uda się chudemu tak mega zmęczyć. A co, ziapac mi nie wolno?

A co jest najbardziej zaskakujące, to nie pierwsze tego typu pytanie, i nie raz udzielałam już na nie odpowiedzi, grzecznie i z uśmiechem, jak tylko najpiękniej mnie tego mamusia nauczyła. A może trzeba choć raz się odszczekać? A co, z sąsiadką sąsiaduję a nie mieszkam, więc nie musi mi zaglądać do lodówki, łóżka i liczby przebiegniętych kilometrów. Może trzeba w ramach troski zaproponować Pani Sąsiadce bieganie? Może jak się zajmie czymś pożytecznym, to nie będzie miała czasu i ochoty na zadawanie durnowatych pytań.

Wiem, że ludzi spotykają większe nieszczęścia niż sąsiedztwo osób z góry układających teorię spiskową na temat każdej aktywności, no ale proszę Was… To mnie strasznie irytuje, podobnie jak wszelka przekłamana troska pod tytułem „Ty już tak nie biegaj bo Ciebie i tak już nie widać”. Paszli!

Biorąc powyższe na poważnie, musiałabym dokonać ponownego desantu na kanapę i czekać na boskie zmiłowanie i napływ kalorii, a jak już nabiorę sił i ciała, wyjdę klapnąć na ławkę pod blokiem i pozaczepiam trochę młodsze dziewczyny „ takie chude a biega, dziecko daj se spokój chudsza i tak już nie będziesz” ;) Ciekawa perspektywa…

To jak poczepiamy się razem ;)?

11
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania Król Malcherek
Gość
Ania Król Malcherek

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa dodałam komentarz, napisałam się jak głupia i zniknęło!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! wrrrrrrrrrrrrrrr! nie piszę drugi raz- mam podobnie jak Ty, Żaklina-więcej nie piszę ;)

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Oj, nie bądź taka ;) Internet się przestraszył tego że w kobietach siła i zjadł profilaktycznie Twój komentarz ;)

Edyta Skrzydło
Gość
Edyta Skrzydło

Bo tak to właśnie bywa pies się topi łańcuch pływa a ludziom to zazwyczaj żal dupy ściska, że ktoś ma czas na przyjemność, a nie siedzi w domu,jak inni.

Ania Król Malcherek
Gość
Ania Król Malcherek

I nie, nie poczepiamy się razem- dalej będziemy biegały, sapały… będziemy się później dzieliły TU na blogu jak nam idzie ( a raczej biegnie) i będziemy miały w tyłkach (i daleko za sobą) „co ludzie powiedzą”… a za kilkanaście lat słowo „miażdżyca”, „nadwaga”, „cholesterol” będą dla nas tak samo słownikowym pojęciem jak i dziś! AMEN!

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Dobrze gada! Na prezydentkę i to jak najszybciej :D

Milena Kamińska
Gość
Milena Kamińska

:-) ach sąsiedzi, parę hmm no dobra ok 20 lat temu jak chodziłam do szkoły miałam sąsiadkę i to z bloku obok, która kodowała wszystko( z jej córka chodziłam do klasy) , pewnego dnia powiedziała mi w jakich godzinach wchodziła do mojego bloku moja babcia o której wychodziła, jej ciekawość posunęła sie do tego że zapytała czy cos babcia sypnęła mi kasą :-) wiedziała wszystko o wszystkim, jednak ta jej wścibskość raz zaowocowała, widziała samochód który uderzył w inny i uciekł, zapisała rejestracje i przestępce złapano .

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Bo to tzw. sąsiedzki monitoring, przy takiej postawie „poduszkowców” można czuć się bezpiecznie ;)

Beata Kurgan-Bujdasz
Gość

oj jak ja kocham sąsiadki :) mam podobne

Justyna Wróblewska
Gość
Justyna Wróblewska

Też biegam i tak jak dla Ciebie, staje się to mój odruch bezwarunkowy. Biegam bo lubię. Odczuwam taką chęć zrobienia choć tych kilku kilometrów. Osiągnięcia tego pozytywnego zmęczenia. Ludzie się dziwią po co to robię. Wytłumaczenie, że po prostu to lubię ich nie satysfakcjonuje. Doszukują się zawsze głębszego powodu, bo niby „jak można lubić się tak męczyć?” Można! :) Każdy robi co chcę. Ja wkładam wygodne buty i gnam przed siebie. Wracam, by z satysfakcją i uśmiechem na twarzy usiąść na fotelu i obejrzeć film. Może znajdziesz tu coś dla siebie: http://filmowa-amantka.blogspot.com/ ;)

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Tak, bieganie uzależnia, przyjemność z oglądania filmów również. Pozdrawiam :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close