Sakiewki z kurczaka z mozzarellą


Mój mąż jest fanem kurczaka na różne sposoby, a najlepiej jeśli to jest filet z kurczaka. Dlatego, żeby nie było nudno, staram się szukać nowych przepisów i przyrządzać go na różne sposoby. Niedawno trafiłam na “sakiewki z kurczaka z mozzarellą”. Bardzo mi smakują no i robi się je szybko i prosto, dlatego wracam do nich dość często. Przy dzieciach nie mam czasu na długie siedzenie w kuchni, dlatego warto przyrządzać dania, których przygotowanie nie trwa długo i mogą “robić się same”. W przypadku tego przepisu, to jakieś 5-10 minut plus 60-90 minut pieczenia.

Składniki:

filety z kurczaka – po jednym pojedynczym, średnim na osobę
kulka mozzarelli z woreczka – jedna na 3-4 sakiewki
boczek lub bekon w plastrach – 2-3 cienkie plastry na sakiewkę
bazylia świeża lub suszona, sól, pieprz
opcjonalnie ziemniaki – po 2 na osobę

Sposób przygotowania:

Jeśli chcecie podać sakiewki tak jak to często robię czyli z pieczonymi ziemniaki to najpierw przygotowujemy ziemniaki. Myjemy bardzo dokładnie skórkę najlepiej szczoteczką, wycieramy do sucha i owijamy folią aluminiową a następnie nakłuwamy w kilku miejscach. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni.Jeśli są bardzo duże to muszą się piec ok 2 godz. jeśli średnie ok. 90 minut a małe ok 1 godzinę.

Następnie przygotowujemy kurczaka. Nacinamy każdą pierś wzdłuż jednego boku tak żeby utworzyły się kieszonki. Doprawiamy w środku i na zewnątrz solą i pieprzem, do środka sypiemy obficie bazylię. Napełniamy kieszonki pokrojoną w drobną kostkę mozzarellą. Na koniec każdą pierś owijamy 2-3 plasterkami boczku. Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w 200 stopniach 30-40 minut. Jeśli pieczemy ziemniaki to wkładamy mięso do piekarnika ok. 30 minut przed końcem pieczenia ziemniaków.

Podajemy z ziemniakami naciętymi w poprzek, do których wkładamy kawałek masła. Można zrobić do nich masło czosnkowe, ja jednak wolę wersję saute.

sakiewki-z-kurczaka3

Zdjęcia: Paulina Garbień

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Bo ci faceci…


Siedzę sobie w słońcu, pod stopami przesypuje się ciepły piach, bynajmniej nie ten plażowy. Siedzę, spoglądam na moją Pociechę i myślę o życiu. Nadszedł czas refleksji, podsumowań, przemyśleń i rozważań nad istotą egzystencji. Z zadumy wyrwało mnie westchnienie : „bo Ci faceci to mają lepiej”.

Faceci mają lepiej… nie muszą depilować nóg, bo z włosami wyglądają bardziej męsko. Zarost na twarzy dodaje im charakteru (ale tylko ten jednodniowy!). Dbają o swój mózg nie pozwalając na przegrzanie i przeładowanie niepotrzebnymi plikami – tak narodziła się pamięć wybiórcza. Za nią w ślad poszedł wzrok – toż to wyższa technologia – brudnych skarpetek na środku pokoju nie rejestruje, ale za to idealnie się wyostrza kiedy (niby to przypadkiem) prześwituje spod skąpego odzienia bielizna seksownej sąsiadce. O tak! Właśnie wtedy zdradzają, że jednak potrafią rozróżniać kolory.

Faceci to mają lepiej… nie muszą rywalizować z teściową o to, która lepiej o nich zadba. Nie muszą udawać, że nie ma nikogo w domu kiedy ta stoi pod drzwiami z pierogami na cały tydzień, bo przecież ten nasz wspólny mężczyzna marnieje w oczach.

 Faceci to ma ją lepiej… nie muszą celować do publicznej muszli klozetowej w pozycji „na małysza” lub z „lotu ptaka” – pełna dowolność w wyborze odpowiedniej techniki. A niech jeszcze okaże się, że z powodu sporego parcia na pęcherz trzeba spędzić tam nieskończoną ilość czasu w tej komfortowej pozycji, do tego przytrzymując jedną ręką drzwi od kabiny, bo zamek nie działa, drugą ekstra kieckę, a w zębach torebkę. Specjalnie też wysilać się nie muszą w poszukiwaniu odpowiednio gęstych krzaczków.

Faceci to mają lepiej…. nie muszą czekać, aż ktoś zaprosi ich na randkę. Wybierają obiekt – proponują, proste! I nie muszą zastanawiać się przez pół tejże randki czy zapłaci za mnie czy nie – wyciągają portfel i po dylemacie. A zanim zapłacą to nie zastanawiają się czy zamówić ulubioną golonkę czy lepiej liść sałaty – proszą jedno i drugie. Do tego piwo, nie jakiegoś drinka, który pod swoją dziwaczną nazwą kryje jedynie wódkę z sokiem.

Faceci to mają lepiej…. najpierw mamusia pod nos serwowała obiadki, później od swojej kobiety oczekują kolacji (ze śniadaniem rzecz jasna!). Obiad ma już załatwiony, w końcu na klatce wciąż matka z pierogami stoi.
Faceci to mają lepiej… bo to co hodują „wpuszczają w kanał” i czekają na rozładunek. I roszczą sobie równy udział w procesie (re)produkcyjnym. I dumni nie ze swych kilogramów, puszą się jak pawie, że syn i jeszcze tylko drzewo posadzić i dom wybudować, że córka – córusia swego tatusia – na randki z(a) nią będzie chodził. A z pierwszym krzykiem dziecka przytomność odzyskują, by wcześniej z impetem runąć na zimną posadzkę, bo taki z niego macho – igły się przestraszył. I w nocy nie ma po co wstawać, bo przecież patrzeć nie może jak inny ssak obłapia „jego” piersi, a dzielić się nie lubi.

Faceci to mają lepiej… wychodzą do pracy, która ma jakiś wymiar, wracają styrani więc palcem nie ruszą (kciuk się nie liczy – jakoś kanały przecież trzeba zmieniać), a nawet jeśli by chcieli to po to mają pamięć wybiórczą i zaburzoną ostrość widzenia by nic nie robić i niczego nie widzieć. I na koniec dostają wynagrodzenie w podzięce za trud i wykonaną pracę.
Faceci to mają lepiej… nie muszą mieć na każdą okazję kolejnej sukienki, a do niej odpowiedniej bielizny, nowej pary butów, torebki, szminki i innych dodatków, wystarczy im jeden garnitur, najlepiej czarny (bo uniwersalny – w nim mogą zaliczyć wszystkie imprezy, od matury po stypę, w której już uczestniczyć nie będą), ze dwie koszule i do nich krawaty. A ile luzu w szafie i mniej sprzątania!

Faceci to mają lepiej….

W jednym mają tylko gorzej – muszą znosić codzienne narzekania swej ukochanej, że śmieci już z kosza wyłażą, naczynia żyją własnym życiem, pranie już nie pachnie, że skarpetki, że wywiadówka…, i szafa się nie zamyka, a ubrać się nie ma w co, że gruba, że chuda, że nigdzie jej nie zabiera, że zabrał ją do kina, a w sali obok tę komedię romantyczną grali, a ona dalej nie wie kto zabił.

Ale jedno jest pewne! Bez tych facetów nasze życie byłoby nudne jak ten film, na który nas zabrał do kina.

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Pingback: Chłopcy a obowiązki domowe | W Roli Mamy

  2. Pingback: Jak zaspokoić mężczyznę... - W Roli Mamy : W Roli Mamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

„Oszukany” biszkopt, czyli ciasto o stu twarzach


Niezapowiedziani goście, cukierniczy pech lub stuletni piekarnik z „humorami” – to doskonałe powody żeby zostać fanem tego ciasta! Przepis cioci Lusi ratował życie już kilku pokoleniom w naszej rodzinie. To jedno z tych ciast, które zawsze wychodzą – no chyba, że zaśniemy i spali się na popiół ;)

Można je przyrządzać na wiele różnych sposobów – jako spód pod owoce i galaretkę lub krem oraz jako dobrze nadziane owocami ciacho. Śmiało można no niego wrzucić każde owoce nadające się do pieczenia. Można dopieścić je orzechami lub rodzynkami. To ciasto kocha wręcz eksperymenty i jest bardzo cierpliwe! A najmłodsi wręcz za nim przepadają!

Kolejny plus, oprócz czasu oszczędza zasoby naszego portfela – do wykonania nie trzeba wiele, dosłownie podstawowe produkty!

Składniki:
1/2 kostki masła roślinnego/ margaryny do pieczenia
3 jaja
1/2 szklanki cukru
1 szklanka mąki
2 łyżeczki proszku  do pieczenia
trochę mleka 3-5 łyżek

Dodatki:
2-3 jabłka lub inne ulubione owoce
ewentualnie cukier waniliowy lub migdałowy

Przygotowanie:

Ciasto
W misce rozcieramy miękki tłuszcz za pomocą miksera. Następnie dodajemy jaja i cukier. Miksujemy na wysokich obrotach, aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodajemy resztę składników. Dodajemy mleko, można dodać nieco więcej, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji – ciasto ma przypominać bardzo gęstą śmietanę i z lekkim oporem wylewać się z miski.

Jeżeli chcemy upiec biszkopt pod owoce na tym kończy się nasza praca – wlewamy ciasto do formy (warto wyłożyć dno papierem do pieczenia).

Pieczemy w 180-200oC przez około 30 minut – najlepsza będzie próba patyczkiem (doskonałe są patyczki do szaszłyków, nakłuwamy ciasto i sprawdzamy, czy na wyciągniętym patyczku zostały resztki lepkiego ciasta. Gdy wyciągniemy suchy patyczek, ciasto jest gotowe)

Wersja z owocami
Jeżeli chcemy dodać do ciasta owoce, najlepiej dorzucić je w przed wlaniem do formy i dokładnie wymieszać – wtedy ciasto dobrze i równomiernie pokryje owoce.

Na jedną średnią blachę wystarczą 2-3 jabłka – obrane i pokrojone w kostkę. Jednym z moich eksperymentów było dodanie do ciasta jednego małego opakowania cukru migdałowego, oraz wspomnianych już jabłuszek. Ta wersja pojawia się najczęściej na naszym stole i jest faworytem znajomych :)

Możemy dodawać rozmaite owoce – np. porzeczki, jagody, gruszki, brzoskwinie itd. W zależności od humoru! Jeżeli owoce są bardzo soczyste i wilgotne, ciasto pieczemy 5-10 minut dłużej.

A jaka wersja będzie Waszą ulubioną?

Smacznego!

oszukany-biszkopt-ciasto-polbiszkoptowe

Zdjęcia: Hanna Szczygieł
Źródło zdjęcia tytułowego: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ciasta kruche lubię z jabłuszkami i wczoraj zrobiłam takie różyczki. Nie są najpiękniejsze bo pierwszy raz je wykonywałam, ale są smaczne :)

    1. Przyrządzam najzwyklejsze kruche ciasto a samo wykonanie różyczek tutaj proszę zerknąć :)https://www.facebook.com/tiphero/videos/10154254771298761/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Filozoficznie o „klockach i plastelinie” , czyli rola zabawek w życiu dziecka


„Zabawka dla dziecka młodszego jest tym, czym książka dla dziecka starszego: konieczną pomocą  w nauce. Bez zabawki nie do pomyślenia jest ciekawa, rozwijająca dziecko zabawa.”[1] Tak więc, zabawka jest nieodłączną częścią dzieciństwa, jest niezbędna – bez względu na to jaką przybiera formę i do jakiej zabawy jest przeznaczona. Doznania, wiedza i doświadczenia, które dziecko zdobywa za pomocą zabawki, są dla niego źródłem radości.

Współcześnie rynek zabawkarski zaskakuje swoją zmiennością i zachwyca szerokością proponowanego asortymentu.

Doskonałym potwierdzeniem „siły” zabawek jest silny związek i przywiązanie sentymentalne do tych reliktów dzieciństwa. Już jako dorośli ludzie często zachowujemy zabawki z dzieciństwa. Nasz kontakt z nimi w wieku dziecięcym wywiera również wpływ na nasz stosunek do nich w dorosłości, nasze nastawienie do zabawek z perspektywy rodzica.

Forma plastyczna zabawki kształtuje poczucie estetyki, poszerza horyzonty dziecka, ułatwia odbiór szeroko pojętej sztuki plastycznej i użytkowej, „jeśli dziecko znajdzie w zabawce element zdolny je poruszyć, dostarczający przeżyć, jego późniejszy kontakt ze sztuką, będzie nacechowany umiejętnością plastycznego wartościowania nie tylko dzieł sztuki, ale również wielu przedmiotów, które je otaczają, a dziełami nie są.[…] zabawka może odegrać szczególną rolę w kształtowaniu wyobraźni plastycznej dzieci[…]”[2]

Jakie zadania stoją przed zabawką? Kiedy zabawkę można określić mianem wartościowej? 

Nie ma reguły na wyselekcjonowanie zabawek wartościowych. Zabawka będzie cenną, tak długo, jak będzie rozbudzać wyobraźnię dziecka, prowokować do działania, rozwijać fantazję – ta sama zabawka może stać się wartościową w rękach jednego dziecka lub bezużyteczną w rekach innego.

Zabawka pomaga dziecku usystematyzować i ugruntować zdobyte przez niego pojęcia. Rozwija twórczość – pod warunkiem, że dorośli nie zakłócą swobody zabawy, narzucając swoje reguły i zasady, gdy okazują się być zbędne.

Bez względu na to czy zabawka jest drewniana czy plastikowa, kolorowa czy czarno-biała – ważne, aby dla naszego dziecka była wyjątkowa i dawała radość. A my rodzice, spróbujmy dostarczyć dziecku jak najbardziej różnorodne “obiekty” jego eksperymentów, dajmy możliwość wyboru!

Źródło zdjęcia: Flickr



[1] I. Merżan, „Zabawy, zabawki, dzieci”, Nasza Księgarnia, Warszawa 1967

[2]  J. Bukowski, „Dla kogo zabawka?”, Materiały z sympozjum „Dziecko jako odbiorca zabawki”, Kielce 1988, Biblioteka Wzornictwa, Instytut Wzornictwa Przemysłowego – Warszawa 15’89, s.5

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku