Mmmm groszek… Puree ziemniaczane z zielonym groszkiem


Fuuuuuuj – znacie to? A co jest fuj? To pojęcie względne, fuj bywa ulubiony groszek, a na pewno fuj, są ziemniaki (no chyba, że to nie ziemniaki a „żółte kulki” i są u cioci!). Jestem mamą niejadka i kulinarnej zrzędy, dlatego od czasu do czasu zmuszona jestem popuścić wodze fantazji, żeby przemycić pewne produkty do diety mojego dziecka.

Dziś zapraszam Was do przyrządzenia pysznego zielonego puree na obiad. Przepis, a raczej pomysł na smakołyk, znajdziecie o tutaj:

Składniki:

Ziemniaki
Zielony groszek (ja używam mrożonki)
Łyżka masła
Mleko
Sól, pieprz

Przygotowanie:

Gotujemy ziemniaki. W oddzielnym garnku gotujemy zielony groszek – proponuję al dente w lekko osolonej wodzie. Ugotowane ziemniaki odcedzamy i ubijamy na puree, dodajemy łyżkę masła i mieszamy. Odcedzony groszek miksujemy w blenderze lub przecieramy przez sitko. Łączymy groszek i ziemniakami. Dolewamy odrobinę mleka do uzyskania wymarzonej przez nas konsystencji. Doprawiamy do smaku i voila! Proporcje są dowolne, to od Was zależy czy macie ochotę na smak bardziej groszkowy czy ziemniaczany :)

Sztuczka mamy: Do gotowania groszku dodaj nieco soku z cytryny lub limonki, groszek zachowa świeży i soczysty kolor!

Ps.: Pięknie prezentują się kuleczki wyglądające jak gałki lodów!

puree-z-groszku-1

 

puree-z-groszku

Zdjęcia: Hanna Szczygieł

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Magdalena Marczuk Romanowska

    Świetna alternatywa dla “nudnych” ziemniaków.

  2. Żaklina Kańczucka

    Świetny pomysł na zorganizowany przerzut nielubianych warzyw do paszczy niejadka. Ostatnio do ziemniaków “przypadkowo” wpadły brokuły. Młody zjadł, nawet się nie zająknął :)

  3. Ciekawe czy moje dziecię zjadłoby taką zieloną papkę? :)

  4. Pingback: 20 sposobów na to, jak przemycić warzywa do diety dziecka! - Zuzanna Antecka - blog o pozytywnym żywieniu dzieci

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Domowe SPA – maseczka z marchewki…


Polecana wszystkim, w każdym wieku, zarówno niemowlakom, jak i osobom w podeszłym wieku.

A dlaczego? Otóż marchew: wzmacnia system odpornościowy organizmu, odtruwa jelita, poprawia  ich perystaltykę,  likwiduje zaparcia, przeciwdziała biegunkom, poprawia wzrok, wzmacnia naczynia krwionośne,koryguje zaburzenia cyklu miesiączkowego, wspomaga leczenie niepłodności oraz walkę z rakiem.Ponad to, spowalnia procesy starzenia skóry, odmładza ją i regeneruje, za co jest ceniona również w świecie kosmetyki.

Wyciąg z marchwi wykorzystywany jest w kremach do twarzy i ciała oraz pod oczy, w maseczkach,  szamponach, a także preparatach ochronnych do opalania.

Swą cudowną moc i siłę czerpie z zawartych w niej: witamin B1, B2, C, PP i K, prowitaminy A (beta-karoten), cukrów, pektyn, flawonoidów, kwasu foliowego oraz minerałów (wapnia, potasu, żelaza, miedzi, fosforu, a nawet jodu).

 

Najważniejsze właściwości:

– poprawia kolor skóry oraz jej elastyczność,

– odświeża i nawilża,

– zmiękcza skórę,

– przyspiesza regenerację,

– wspomaga leczenie chorób skóry,

– działa przeciwłojotokowo,

– wykazuje działanie ściągające,

– spowalnia procesy starzenia skóry.

Myślę, że więcej dowodów na dobroczynne działanie marchewki, zarówno w pielęgnacji urody jak i zdrowia nie trzeba przedstawiać?! ;-)

Zatem gorąco polecam codzienne spożywanie tego pomarańczowego warzywa, które można schrupać na surowo, dodać do zupy czy sałatki bądź przyrządzić z niego sok – dla wzbogacenia smaku, proponuję dorzucić kilka ulubionych owoców, np. jabłek, pomarańczy, brzoskwiń czy bananów.

Pycha! I samo zdrowie! ;-)

 

A dla miłośników domowego SPA, przedstawiam kilka propozycji kosmetycznych:

 

Maseczka odświeżająco-wygładzająca

1-2 marchewki

1 łyżka mąki ziemniaczanej

1 żółtko

Marchewkę zetrzeć na tarce, dodać mąkę i żółtko, wymieszać. Nałożyć na twarz, zostawić na 15 minut. Zmyć letnią wodą.

Maseczka odżywcza

1 marchewka

1 żółtko

1 łyżka oliwy

Wszystkie składniki zmiksować, powstałą papkę nałożyć na twarz. Pozostawić na 15 minut. Zmyć letnią wodą.

Maseczka nawilżająca

1 marchewka

1 jabłko

1-2 łyżki oliwy

Marchew i jabłko zetrzeć na tarce bądź zmiksować blenderem, dodać oliwę, wymieszać. Nałożyć papkę na twarz, zostawić na 15 minut, zmyć ciepłą wodą.

Maseczka rewitalizująca, poprawiająca koloryt skóry

1 marchewka

1-2 łyżki miodu

1-2 łyżki oliwy

5-8 kropli cytryny

Marchewkę podgotować, następnie rozgnieść lub zblendować. Dodać miód, oliwę i cytrynę, wszystko wymieszać. Powstałą papkę (może być lekko ciepła) nałożyć na twarz, zostawić na około 15 minut, zmyć ciepłą wodą.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Fajnie :)

    choć ja z tego wszystkiego to w zasadzie tylko ją zjadam :)

    1. Dobre i to! ;-)

    2. Żaklina Kańczucka

      też jedynie pochłaniam ją w ogromnej ilości, sam jej “surowy” zapach nie zachęca mnie do zrobienia maseczki, choć pewnie moja cera ładnie by za to podziękowała ;)

  2. Zaserwuję sobie jedną z… maseczek i potem pochwalę się efektem ;) :P

  3. Pingback: Zadbana przyszła mama - jak dbać o siebie w ciąży - W Roli Mamy : W Roli Mamy

  4. Ola Domagała

    Ja polecam równie dobrą maseczkę z miodu na twarz, oto przepis na maseczkę: http://kobieco.pl/domowa-maseczka-z-miodu/ taka maseczkę robię raz w tygodniu, w weekend, cera jest naprawdę na zadowalającym poziomie. Maseczkę z marchewki jeszcze nie próbowałam ale dzięki Tobie spróbuję, mam juz wszystkie składniki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Kołacz – placek drożdżowy ze śliwkami


Tradycja, Tradycja…
Tradycja!
Tradycja, Tradycja…
Tradycja!*

Kolejny raz pragnę się z Wami podzielić cząstką mnie, cząstką mojej tradycji. Kto pochodzi ze Śląska Cieszyńskiego nazwa Kołacz lub Kołocz, jak to zowią w Wiśle nie będzie Wam obca. Dla większości z was może byc znany pod nazwą jako placek drożdżowy. Nawet ten zapach, smak na pewno nie jest Wam obojętny! Czy wiedzieliście, że to ciasto jest także regionalnym produktem uznanym przez UE?

Kołacze piecze się zazwyczaj z okazji świąt, a także ważnych uroczystości takich jak śluby. Tradycją jest już  na Śląsku Cieszyńskim, iż młoda para przed ślubem, chodząc z zaproszeniami, pozostawia domownikom kawałki Kołocza. Najbardziej popularne są z serem lub makiem. Na Śląsku, co dom to niepowtarzalny przepis na placek, gdzie czasem różnią się one jednym składnikiem. Jeśli macie ochotę spróbować swoich sił i upiec Kołacz to zerknijcie poniżej. Ten przepis jest już w mojej rodzinie od bardzo dawna – nie pamiętam także by się kiedyś nie udał.

Pamiętajcie by podzielić się swoim wrażeniami, wspomnieniami, zapachami. Czekam na Wasze relacje!

Składniki na ciasto drożdżowe (na dwie blachy):

2 szklanki mąki
2 łyżeczki cukru kryształu
½ kostki margaryny
1 cukier wanilinowy
½ łyżeczki soli
150 ml mleka (letniego)
4 dkg drożdży
2 jajka
0,5 kg śliwek przepołowionych na pół
bułka tarta

Składniki na kruszonkę:

8 łyżek mąki
4 łyżki cukru pudru
½ kostki masła

Przygotowanie:

1. Na początku biorę się za kruszonkę. Mąkę i cukier można przesiać przez sitko, a masło pokroić na drobniejsze kawałki.
Pamiętajcie prawdziwe masło to takie, które ma 82% tłuszczu mlecznego – bez dodatków. Napis “masło” na etykiecie niestety nie gwarantuje Wam, że oto przed wami prawdziwe masło.
Wszystkie składniki dobrze mieszam ręką (ciepło dłoni, sprawia, ze masło łatwo się miesza z suchymi produktami). Kiedy powstanie gładka kula, owijam ją folią spożywczą i wstawiam  do lodówki, by się schłodziła.

2. W dużej misce mieszam suche produkty (mąka, sól, cukier, cukier wanilinowy).

3. W garnuszku na małym ogniu topię margarynę (polecam tę z murzynkiem – nie zawiera tłuszczów utwardzonych).

4.Drożdże rozpuszczam w letnim mleku i wlewam do ostudzonej rozpuszczonej margaryny, a w dalszej kolejności dodaję  jajka i ubijam chwilę mikserem.

5. Łączę razem produkty suche i mokre. Czas by zakasać rękaw i wyrobić ciasto drożdżowe ręką. Powinno być gładkie i łatwo odchodzić od ręki.

6. Tak wyrobione ciasto w misce przykryte ścierką zostawiam na około pół godziny w ciepłym, spokojnym miejscu do wyrośnięcia.

7. Wyrośnięte ciasto dzielę na połowę. Na początku zajmę się pierwszą z nich, a druga dalej niech sobie odpoczywa i rośnie.

8. Połowę wyrośniętego ciasta wykładam na umączoną stolnice i wałkuję, by uzyskać wielkość posiadanej blachy  dobrze aby placek trochę po leżakował.

9. Przekładam do blachy wyłożonej papierem do pieczenia, a następnie dziurawię ciasto widelcem, by pozwolić mu nieco po oddychać.

10. Następnie posypuję bułką tartą – która przejmie rolę pochłaniacza dużej ilości soku ze śliwek.

11. Połówki śliwek układam obok siebie na rozwałkowanym cieście, skórką do góry. Śliwki można zastąpić jagodami tudzież borówkami, jabłkami, serem białym.

12. Kiedy całe ciasto pokryję owocami, wyjmuję z lodówki ciasto na kruszonkę. Za pomocą tarki ścieram je całe nad ciastem.

13. Tak gotowe ciasto wkładam do uprzednio nagrzanego piekarnika (200 stopni) i piekę około 30 minut, aż brzegi ciasta i kruszonka się zarumieni.
Z drugiej połowy ciasta, można zrobić drugi placek, lub wykorzystać go jako górę dla ciasta. Wtedy przed posypaniem owoców kruszonką, najpierw nakładacie drugą część ciasta (także rozwałkowany placek) a potem posypujecie kruszonką.

* “Skrzypek na dachu”

zdjęcie 1 (5)

zdjęcie 2 (5)

zdjęcie 3 (1)

kołacz2

zdjęcia: Rachela

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Magdalena Marczuk Romanowska

    Uwielbiam!!!!!!

  2. Edyta Skrzydło

    Pyszne jest !

  3. Akurat piję kawę i nie mam żadnego łakocia!:/ A tu taki placek!! :) Mmmmmmm :)

  4. Żaklina Kańczucka

    Kurcze, z moimi ukochanymi węgierkami to pewnie niebo w gębie…

  5. W sam raz na 6 rocznice ślubu ;)

  6. Truskawki się nadzadzą czy za mokre owoce?

    1. Jak najbardziej, podsypalambym troche bulki tartej przed nalozeniem truskawek

  7. Dlaczego w przepisie jest tak mało cukru, tylko 2 łyżeczki?

    1. Agnieszka Jelinek

      Bo do ciasta drożdżowego nie potrzeba więcej. :) co innego cukier do kruszonki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Babskim okiem, czyli gotowi do startu… Start!


W ubiegłą niedzielę, 25 maja, w Gryficach, miałam okazję po raz pierwszy wystartować w zawodach dla biegaczy (5 km). Była to impreza, którą potraktowałam jako start rekreacyjny, bo czego innego można wymagać od siebie po chorobowym niebycie? Tak czy inaczej, w tygodniu poprzedzającym zawody udało mi się wyjść trzykrotnie na “wybieganie” po antybiotyku. Za bardzo żal mi było odpuszczać, więc pomyślałam: jest ryzyko – jest zabawa. Najwyżej umrę i za odszkodowanie z polisy mąż sobie szybciej kredyt na mieszkanie spłaci ;)

Dzieci zostawiłam z tatusiem, wyciągnęłam sąsiadkę z domu (w ramach akcji zawieź-przywieź) i z duszą na ramieniu wyruszyłam na trasę. Kurczę, że też nikt mnie nie uprzedził, że można się stresować takim startem! Nie spodziewałam się tego, bo przecież nastawiłam się na dobrą zabawę a nie na wyżyłowanie się i bicie rekordów. Stara już jestem, nie te nogi, nie ten wzrok ;)

Tak czy inaczej, na miejscu już po odebraniu pakietu startowego, rozejrzałam się dyskretnie po uczestnikach, licząc że z tłumu wyłapię znajome twarze. Kobiety, mężczyźni, młodzi, starzy a nawet dzieciątko w wózku do biegania :) Rewelacja! Zarejestrowałam również  panie z kijkami do Nordic Walking. Frekwencja dopisała.

Spojrzałam w prawo, spojrzałam w lewo… udało się. Naliczyłam rodziców przyjaciółki i byłego ucznia. Czyli nie byłam już tak bardzo sama, poczułam się pewniej, a co więcej, miałam się pod kogo podłączyć w nadziei na towarzyszenie do mety.

Co tu dużo opisywać…  Przed startem – lekka “napinka”, ustawiłam się grzecznie z tyłu – ponoć tam powinni ustawiać się tacy jak ja (bez szans na zwycięstwo), pokręciłam nogą w miejscu, pomyślałam “byle nie ostatnia”, rzuciłam okiem na endo i czekałam już tylko na sygnał do startu. I paszli! Ruszyła machina, już nikt nie zatrzyma…

Ci z przodu to poszli jak przecinak, mnie poniósł z prądem tłum, i przez pierwszy kilometr pięknie się tłumu trzymałam. Tylko przez pierwszy kilometr, bo później to już biegli, jak kogo nogi niosły. Jednego niosły non stop, inny chwilami maszerował. Nie dziwię się tym idącym, bo jak dla mnie temperatura była wstrętnie wysoka (była 11:00 i pewnie ponad 20 stopni, a na co dzień biegam po godzinie 20:00, więc słońce w kark nie pali), trasa wredna bo z podbiegami (za jakie grzechy, skoro ja biegam TYLKO po chodnikach, w rytmie “prosto-długo-daleko”). Ale jaka nauka na przyszłość! Wrażenia bezcenne, nie tylko ze względu na pierwszy start i nową trasę, ale przede wszystkim na atmosferę podczas biegu.

Ponieważ w połowie trasy czekał nas nawrót, byliśmy zobowiązani poruszać się prawą stroną żeby nie przeszkadzać tym, którzy już wracali na linię mety. Bardzo podobało mi się,  że fajnie można się wzajemnie dopingować, dodawać otuchy i mijając konkurentów, przybijać piątki na  trasie, bo do tej pory miałam wyobrażenie że tam raczej każdy dba o siebie. Pozytywna energia, uśmiechnięci ludzie, bezpośredni, bez “ą””ę” i niepotrzebnego zadęcia.

Na metę wpadłam mocno zmęczona, załapałam się na medal i 4 miejsce wśród kobiet. A nawiązując do słów pewnego sympatycznego biegacza, zawartych w relacji z innego biegu, to że byłam 4 w swojej kategorii, wiele znaczy, pomimo świadomości że szybsi nie dojechali ;) I mimo że nie liczyłam na dobry wynik, to i tak czas w jakim przebiegłam dystans bardzo mnie ucieszył.

Czy może istnieć lepsza motywacja do działań? Udało mi się poprawić wynik z treningu, ukończyć pierwszy start, rozsmakować się w atmosferze dobrej zabawy i gratulacji dla zwycięzców. No cóż, dla mnie znaczyło to dużo i z pewnością o ile mi zdrowie i dzieci pozwolą, stanę nie jeden raz na starcie zawodów. A więc do zobaczenia za rok, oby w jeszcze szerszym gronie!

4

3

2

5

Zdjęcia: Beata Ściesińska oraz Time-Sport

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Barbara Heppa-Chudy

    Jestem pełna podziwu – uwielbiam kobiety, które mają pasję; uwielbiam matki, które mają pasję! I samozaparcie. I są zmotywowane.
    Gratuluję!

    1. Dziękuję. Mam nadzieję że coraz więcej mam wyjdzie na ścieżki do biegania czy jazdy rowerem. Sport to nie tylko zdrowie ale i gwarancja dobrego samopoczucia :)

  2. Edyta Skrzydło

    Brawo ! Najważniejsze to realizować swoje pasje. :-) Gratuluję!

  3. A gdzie to zdjęcie z medalem? Nie bądź taka, pochwal się reszcie :D

      1. Paulina Garbień

        Tak wygląda Mama dwójki dzieci, tutaj należą sie podwjóne graulacje !!!!!

      2. Chętnie usłyszę to po 3cim dziecku ;) Dzię-ku-ję :D

  4. Wielkie gratulacje!!! Wspaniale, że są kobiety, które potrafią połączyć pasję z codziennością i prozą życia. Uwielbiam…Życzę zdrowia, wielu radości, ogromnej satysfakcji na co dzień <3

    1. Dziękuję, bardzo miło mi czytać te słowa :) Pozdrawiam serdecznie!

  5. Gratuluję samozaparcia i życzę kolejnych sukcesów :D
    Ps. Figura miodzie ;)

    1. Żaklina Kańczucka

      Dziękuję i zachęcam do aktywności, lato to idealna pora na rozpoczęcie działań :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku