Reklama dźwignią handlu?


Do czego ma służyć reklama, to chyba jest jasne. Ma ona na celu zachęcić do zakupu towarów lub usług. Aby zadziałała odpowiednio motywująco na potencjalnego konsumenta powinna być pomysłowa, zapadająca w pamięć i wpływająca na pozytywne kojarzenie danej rzeczy. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że powinna wręcz “wyprać mózg” odbiorcy tak, żeby ten uwierzył że koniecznie potrzebuje super extra nowoczesnej (i w dodatku kosztującej krocie) ściereczki do ścierania kurzu wykonanej z materiałów stosowanych przez NASA. I to już kwestia wyboru Pani lub Pana Kowalskiego czy zechce posiadać taką ściereczkę czy też nie. I ok, temu ma to służyć.

A co jeśli reklama działa demotywująco na zakup? Czy w ogóle jest taka możliwość, skoro na jej powstanie wyrzucono zapewne niemałe pieniądze? Moim zdaniem tak. Niestety istnieją reklamy które sprawiają że dzień brzydnie mi od chwili niefortunnego włączenia telewizora, gdzie przemiła starsza pani odpowiada młodzianowi na “proszę Dafi” “ Dafi bardzo”!!! Boże Drogi!!!

Przeraziła mnie również reklama środka przeciwbólowego, gdzie pan w srebrnym wdzianku śpiewa “przed użyciem zapoznaj się, z treścią ulotki dołączonej, do opakowania bądź skonsultuj się, z lekarzem, lub farmaceutą, …” Ktoś musiał się dobrze nałykać tego leku, skoro takie pomysły wpadły do głowy, a co gorsza zostały zrealizowane “z rozmachem”. No chyba że jest to kryptoleklama, jak ktoś słusznie zauważył,  dopalacza, to ok, “jestem na tak” dla podobnej koncepcji.

Oczywiście, nie są to jedyne irytujące mnie niemiłosiernie reklamy. Okropnie wyszczerzone uśmiechy, infantylne teksty oraz “pani Ania z Wrocławia” która ewidentnie po polsku nie mówi, ale co tam, podpis jest, podkład w ojczystym języku też się znalazł.

Chwilami wydaje mi się że pewne reklamy urągają mojej inteligencji, że po ich obejrzeniu raz za razem leci w dół jej poziom… Choć prawdę mówiąc nikt nie zmusza mnie do oglądania takiego chłamu, a jednak coś mnie “przyciąga”, więc oglądam i się wstydzę…Wioska śpiewa, wioska tańczy!

A oto moje TOP 3 najgłupszych reklam:

Na podium

Miejsce drugie

http://www.youtube.com/watch?v=sDm73ND2-Wc

Miejsce trzecie

Macie swoje typy :) ?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Mnie wnerwia zdecydowanie większość (idiotycznych i beznadziejnych) reklam!
    Ostatnio numerem jeden jest reklama Media Markt z Dodą w roli głównej!

  2. dla mnie bez sensu są: reklamy sieci sklepów z Dodą (nie neguję jej umiejętności wokalnych), Dafi, ostatnia Play, vanisha (dziwne zamaczanie brudnych koszulek i pozostały po wysuszeniu kształt koła), old sipce ….

    1. Żaklina Kańczucka

      Akurat “siedzę na koniu mi się podoba” :D ale za to wkurzają mnie śnieżnobiałe skarpetki od Chajzera ;)

  3. Pingback: Jak zabezpieczyć dom przed dzieckiem - W Roli Mamy : W Roli Mamy

  4. Pingback: Edukacja finansowa od dziecka - W Roli Mamy : W Roli Mamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Strudel – zapach dawnych Austro-Węgier


Na Śląsku Cieszyńskim, nie od dziś wiadomo, kto był najukochańszym cesarzem. Z opowieści mojej babci jasno wynika, ze to oczywiście Franz Josef, czyli Franciszek – nie mylcie z papieżem :) Podobno były to dobre czasy dla tamtego regionu, wiele kultur, obyczajów i tradycji przenikało się nawzajem. Tym co łączy do dziś to niezwykle kruche ciasto, w nim pyszne jabłka, a wszystko podane na ciepło z lodami, bitą śmietaną albo z sosem waniliowym. Można rzec: niebo w gębie. Pieczenie strudla jabłkowego to już wielopokoleniowa tradycja w wielu domach na cieszyńskich terenach. Przepis powędrował ze mną do centralnej Polski, gdzie gości na naszym stole. Dziś dzielę się z Wami kawałkiem swojej rodzinnej historii.

Składniki

Nadzienie:

0,5 kg drobno pokrojonych jabłek
sok z 1 limonki lub cytryny
2 łyżki cukru
pół szklanki rodzynek
10 łyżek płatków migdałów – lekko podsmażonych
2 kieliszki rumu -opcjonalnie
4 łyżki cukru
2 łyżeczki cynanomu

Ciasto:

1 ½ szklanki mąki
150 ml mleka
1 jajko
1 łyżka oleju
szczypta soli

Ponadto niezbędne będą:

cukier puder na posypkę
bułka tarta lub okruszki do posypania ciasta

Przygotowanie:

  1. W misce mieszam wszystkie składniki na ciasto oraz dokładnie je zagniatam. Przekładam do małej miseczki i smaruję olejem. Tak gotowe ciasto odkładam na 30 min. Można zawinąć je w folię spożywczą dla utrzymania temperatury.
  2. Drobno pokrojone jabłka mieszam z sokiem z limonki lub cytryny, rodzynkami, migdałami, 2 łyżkami cukru oraz rumem. Polecam wcześniej zalać rodzynki rumem, dzięki temu będą one zdecydowanie lepsze.
  3. Na stolnicy rozkładam czystą bawełnianą ściereczkę i posypuję lekko mąką. Dopiero wtedy zaczynam wałkowanie ciasta – czasem pomagam sobie dłońmi i rozciągam do granic jego możliwości. Ciasto ma być cieniutkie.
  4. Następnie smaruję je olejem i posypuję lekko bułka tartą lub okruszkami chleba, oraz wykładam gotowe nadzienie z jabłek.
  5. Przed zwijaniem strudla, posypuję jabłka cynamonem i pozostałym cukrem. Ścierka idealnie się nadaje do zwinięcia strudla i przeniesienia na blachę. Ścierkę możecie położyć na bambusowej macie, podkładce i w ten sposób ułatwić sobie zwijanie strudla.
  6. Na koniec sklejam brzegi strudla, smaruję go roztopionym masłem- lekko ciepłym i wkładam do nagrzanego pierkarnika (220C) na ok 25 min.

Strudel posypuję cukrem pudrem, kroję na grube plasterki – obowiązkowo podaję go na ciepło wraz z lodami… brakuje tylko widoku ośnieżonych Alp.

strudel 2

strudel 3

strudel 4

strudel 5

Zdjęcia: Rachela

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Może to zabrzmi dziwnie, ale ja z owocami to tak trochę na bakier jestem. Od zawsze.

    Jednak jak patrzę na takie coś, na taki sobie strudel to zjadłbym coś takiego i z owocami .. no. :)

    1. a ja w drugą stronę – nie mogę się odpędzić od owoców, po prostu je uwielbiam. Zachęcam do wypróbowania :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

10 rzeczy, które kobieta powinna mieć w swojej szafie


Znacie problem, gdy stając przed szafą nie macie co na siebie włożyć?

Nowy rok to doskonała okazja by przyjrzeć się zawartości swojej garderoby. Pewnie, tak jak ja i Wy co jakiś czas robicie przegląd swoich ubrań. Jest to dobry moment by zrobić porządki, przejrzeć swoje rzeczy i trochę odchudzić szafę. Mam zasadę, że gdy jakiegoś ciucha nie założyłam przez rok lub dany sezon, to jest to najwyższy czas by się go pozbyć. Często jest tak, że posiadając bardzo wiele rzeczy, jednocześnie nie mamy się w co ubrać. Tymczasem kupując nowe ubrania warto stworzyć bazę, która stanie się podstawą do tworzenia różnych ciekawych zestawów.

Spróbowałam stworzyć listę ubrań, które w mojej szafie są niezbędne. Myślę, że bez względu na wiek, tryb życia i zawód ta baza u każdej z nas powinna być podobna:

  1. Dżinsy – o kroju odpowiednim do naszej sylwetki. Niezastąpione, by czuć się wygodnie na co dzień. Idealne do sportowych butów i bluzy, gdy wybieramy się na spacer z psem, a w zestawieniu z koszulą i butami na obcasie, stają się częścią eleganckiego stroju.
  2. Spodnie – klasyczne na kant, a może rurki – zależy od tego w jakim kroju czujesz się dobrze.
  3. Spódnica o długości, w której nogi wyglądają najlepiej.
  4. Koszula – idealna na każdą okazję, sprawdza się zarówno , gdy chcemy wyglądać elegancko, jak i na luzie (wszystko zależy z czym ją zestawimy i jakich użyjemy dodatków). Najbardziej kobieco wyglądają koszule dopasowane do sylwetki zaszewkami.
  5. Skórzana kurtka – najlepiej o klasycznym modelu, który nie wyjdzie z mody. Może z powodzeniem zastąpić marynarkę, dodaje stylizacji charakteru.
  6. Bluzki – każda z nas ma pewnie kilka modeli, w których czuje się najlepiej. Najbardziej uniwersalne są gładkie, z dekoltem odpowiednim do naszej figury. Do tej grupy dodam też t-shirty – nie tylko obowiązkowe w sportowych zestawieniach, ale element wielu zestawów na co dzień.
  7. Marynarka – ważny element biurowego dress code’u, który można także łączyć np. z dżinsami i szpilkami tworząc nieformalny codzienny zestaw. Znów ważne by była dobrana dobrze do naszego typu sylwetki, dopasowana modelującymi zaszewkami. Jeśli ma wisieć w naszej szafie w jednym egzemplarzu – powinna być w neutralnym kolorze (czarny, granatowy, beżowy), by pasowała do wielu różnych stylizacji.
  8. Kardigan – prosty jednokolorowy rozpinany sweterek pasuje najczęściej do wszystkiego – do eleganckich spodni, spódnic, dżinsów, a nawet dziennych sukienek. Sprawdzi się noszony zamiast marynarki, narzucony na t-shirt, założony na koszulę.
  9. Sukienka typu „mała czarna” – choć ja osobiście nie posiadam klasycznej czarnej (nie noszę w ogóle czarnego koloru). Ale chodzi o to by mieć sukienkę o prostym fasonie, którą można wykorzystać podczas różnych okoliczności dobierając do niej odpowiednie dodatki.
  10. Buty – trochę temat rzeka, bo jest wiele różnych modeli przeznaczonych do konkretnych zadań. Ja chciałam w tym miejscu zwrócić uwagę na to, by niekoniecznie iść na ilość, ale wybierać jakość. Ważne by nasze stopy miały się dobrze! No i by pośród balerin, trampek, sandałów itp. nie zabrakło choć jednej pary klasycznych szpilek.

A poza tym TOP 10 jeszcze kilka słów o torbie – podobnie jak z butami stawiam na jakość. Koniecznie klasyczna, skórzana, średniej wielkości, by zmieściły się wszystkie niezbędne rzeczy. Taka torba sprawdzi się  na co dzień –do dżinsów, jak i do formalnego stroju.

Podsumowując – starajmy się nie gromadzić tony ubrań, które w ogóle nie pasują do naszej figury lub w kolorach w których nie czujemy się dobrze. Skupmy się na modelach uniwersalnych ale dopasowanych do naszej sylwetki i nie zapominajmy o dodatkach, dzięki którym możemy w prosty sposób tworzyć ciekawe stylizacje.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Agnieszka Wodecka

    No to chyba jednak powinnam zaszaleć i wprowadzić jakiś ład i porządek w moich ciuchach. Bo oczywiście te 10 podstawowych rzeczy mam, nawet razy 3 szt. A do tego dojdzie jeszcze ogrom tych zbędnych co się dostało lub kupiło i nigdy nie ubrało… a żal oddać lub wywalić. Tak czy siak Nowy Rok to może i czas na Nową Szafę? :) Zabiorę się za porządki i zobaczymy co z tego wyjdzie.
    Coś bym jednak dodała, taka ze mnie czasem mało ogrzana istota a znam wiele osób, którym wiecznie zimno, no i chyba taki swetr cieplutki, rozpinany czy golfik, jaki kto woli, przydałby się w szafie, a bynajmniej mojej.

    1. Barbara Heppa-Chudy

      Rzeczy, które leżą i się kurzą mimo, że są ładne i całkiem nowe najlepiej dać do przeglądu osobom bliskim – siostrze, przyjaciółce itp. Ja tak robię. Jeśli coś wybiorą, to się cieszą z nowego nabytku, a mi nie żal, że musiałam się pozbyć fajnej choć przeze mnie nie noszonej rzeczy.

      1. Agnieszka Wodecka

        Faktycznie oddanie innym to jest pomysł i sama staram się tak robić, niestety z pośród koleżanek i rodziny jestem ta szczuplejsza i to na mnie pasują ich rzeczy a gorzej z moimi, no ale są też inne osoby więc oddaję po znajomych i jakoś to się dalej rozchodzi, ale przyznam po zrobieniu porządków, że miałam o wiele za dużo;)

      2. Barbara Heppa-Chudy

        “miałam o wiele za dużo” – skąd ja to znam :)

  2. Milena Kamińska

    oj tak przydałby się taki przegląd :-) u mnie dżinsy są i jest ich najwięcej bo spódnic i sukienek nie noszę ;-) niestety jest wiele takich rzeczy w których nie chodzę ale szkoda wyrzucić bo może kiedyś się ” zmieszczę ;-) ” moja szafa podzielona jest na ubrania w których wychodzę ” do ludzi” i ubrania wygodne po domu (typu dresik )

    1. Barbara Heppa-Chudy

      Mam podobnie – w domu lubię czuć się na luzie. Nawet chodzi mi po głowie wpis na ten temat, więc może niebawem…

  3. Aleksandra Greszczeszyn

    Dla mnie przede wszystkim dżinsy, t-shirty, sweterki i koszulowe bluzki. Marynarek nie cierpię, więc mam może z 3. W sukienki ostatnio się wzbogaciłam i nawet zaczęłam je nosić :) Jednak ultra kobiecy look nie jest dla mnie. Wygoda na 1 miejscu.

    1. Barbara Heppa-Chudy

      Jak na to, że nie cierpisz marynarek, to 3 sztuki to i tak niezły wynik :)

      1. Aleksandra Greszczeszyn

        Wszystkie darowane, po kimś ;)

  4. Agnieszka Kukurudza

    oj…chyba mam problem z moją kobiecością:P
    1. kardigan nieobecny, chyba, że taki do kolan się liczy to mam, chociaż do sukienek nie będzie pasował i też nie jest zapinany:/ ok, jeden minus:) (jużnie mówiąc o tym, że dopiero miesiąc temu dowiedziałam się co to jest kardigan, wr….a nie można po prostu powiedzieć sweterek rozpinany tylko na każdy ciuch dawać inną nazwę:P)
    2. Spodnie na kant mam ale… za małe:P czyli kolejny minus
    3. Spódnicy też nie mam, takie sportowe znalazłabym, ale wyjściowej brakuje. Musiałabym kupić sobie taką do kostek, żeby moje nogi wyglądały w niej atrakcyjnie:P
    4. skórzanej kurtki też nie mam:P miałam w liceum taką fajną czerwoną, ale teraz chodzi w niej moja mama (a wygląda ciągle jak nowa)

    Nie najlepszy wynik: 6 na 10 punktów…Już nie mówiąc o tym, że mam więcej dresów niż damskich ubrań, a malować się zaczęłam po urodzeniu córki i to raz na jakiś czas…ale wiecie co jest najważniejsze?:) mam prześliczne czarne klasyczne szpilki, które wprost uwielbiam i zakładając je nawet do dżinsów czuję się atrakcyjną i pewną siebie kobietą:)

    Na koniec pochwalę się moją “małą czarną” i zacytuję dla mnie najważniejsze przesłanie artykułu:
    ” nie zapominajmy o dodatkach” !!!
    wprost uwielbiam delikatną biżuterię, która jest dla mnie ważniejsza od butów czy torebki:)

    1. Barbara Heppa-Chudy

      Na zdjęciu w “małej czarnej” wyglądasz jakbyś się śmiała ze swojego dowcipu “o spódnicy do kostek” :)

  5. Żakiet, mała czarna, szpilki – zestaw klasyczny wyjściowy musi być :)
    Dżinsy, top plus powyższy żakiet i szpilki – zestaw spacerowy codzienny musi być :)

  6. Boyfriendy – są uniwersalne, można stworzyć z nich look na co dzień jak i od święta
    Cygaretki – jak wyżej
    Biały i czarny t-shirt – wiadomo do wszystkiego
    Sweter oversize – dobry na 4 pory roku
    Koszula dżinsowa
    Marynarka
    Klasyczny trencz
    Conversy – koniecznie białe
    Sztyblety
    Baleriny
    PS. Klasyczny zestaw: Mała czarna i bajecznie drogie czarne szpilki też są, ale na spodzie szafy ;)

  7. U mnie za to nie może zabraknąć leginsów pasują do wszystkiego . Uwielbiam w zestawieniu z ładną bluzeczką i balerinkami.

  8. Mała czarna, marynarka, czarne i czerwone szpilki :)

  9. ja mam sporo ciuchów, nie ukrywam, ale b często nie mam się w co ubrać :D to chyba nasza natura :)

  10. 2, 3, 4 (chyba, że jeansowa), 7 oraz 9 u mnie w szafie są zupełnie niepotrzebne! Choć oczywiście posiadam, a jakże, tak jak z 10 par szpilek :D Których nie noszę :( Mam taką pracę, że podstawą jest wygoda, a jak nie pracuję, to spędzam czas z niemal 5cioeltnim synkiem. Noszę jeansy i spodnie dresowe, T-shirty, bokserki, sportowe buty / tenisówki (nienawidzę baletek!!!), ciepłe buzy teraz i te lżejsze, gdy jest ciepło, kurtka skórzana się jedynie sprawdza :) Bo pasuje niema do wszystkiego. Reszta z tego zestawienia mi niepotrzebna, bo tak na prawdę nigdzie nie wychodzę. Praca, dom, praca, dom… Myślę, że tak właśnie kręci się życie większości matek. I pomimo tego, że wszystkie Panie w konkursach opisują swoje walentynki czy dni kobiet niemal jakby wzięte z hollywoodzkich produkcji to tak na prawdę podejrzewam, że tak jak ja przy niedzieli robią pranie, gotują obiad, zajmują się dziećmi, sprzątają, a nie dostają śniadanie do łóżka, op czym wskakują w figlarną bieliznę, tarzają się w pościeli, idą ze swoim mężczyzną na obiad do restauracji oczywiście zakładając super kieckę, później zajmuje się niemi fryzjer / kosmetyczka / SPA – one się relaksują i po tym wszystkim w jeszcze lepszej kiecce idą na romantyczną kolację w stylu tych z “Zakochanego Kundla”, a po tym wszystkim wbijają się w szałowy kombinezon i niebotycznie wysokie szpile i uderzają do klubu… Oczywiście wszystkie przy tym wyglądają jak modelki… No sorry, ale nie wierzę jakoś… Dzięki za możliwość wyrażenia własnego zdania przy ocenie garderoby :D

    1. heh bokserki, czyli bluzki takie :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Pięć lat minęło…


Nie wiem dlaczego z końcem roku, albo początkiem nowego, pojawiają się na blogach podsumowania minionego roku, ale widać bakcyl jest zaraźliwy bo i mnie trafiło. Ale ja sobie podsumuję ostatnią pięciolatkę. Dlaczego? Mniej więcej pięć lat temu zaszłam w ciążę, przestałam pracować, niejako zostałam uziemiona – tak zaczęła się moja przygoda z internetem. Nie żebym wcześniej nie używała, ale służył mi głównie do sprawdzania poczty i pisania ze znajomymi na GG.

Pierwsze co mi przychodzi na myśl, to że dramatycznie spada poziom wypowiedzi internautów. Kiedyś jak się czytało komentarze pod obojętnie jakim artykułem, to trzymały one poziom, wypowiedzi były merytoryczne i napisane po polsku nie po polskiemu. Z roku na rok systematycznie robi się coraz gorzej. Czemu? Moja osobista teoria jest taka, że za często korzystamy ze smartfonów i tabletów, a pisać na takowym ustrojstwie ciężko. Pojawiają się komentarze pisane bez polskich znaków (żałosne), bez znaków przestankowych, bez wielkich liter, bez ładu, składu i sensu. Albo w ogóle brak komentarzy za to mnóstwo „lajków” i „plus jedynek”, bo łatwiej kliknąć niż coś napisać. Mnie jako blogerki to nie satysfakcjonuje, zdecydowanie wolę, jak zostawiacie pod wpisem coś więcej.

Jak byłam w ciąży i mniej więcej przez pierwszy rok życia Duśki namiętnie grywałam w gry online na Kurniku i Interii. Niestety, poziom kultury graczy spadł tak samo szybko jak poziom wypowiedzi internautów na portalach informacyjnych, już tam nie gram, szkoda mi zdrowia i nerwów. Przyznaję trochę żal, pyknęłoby się czasem partyjkę w domino, ale wolę sobie postawić pasjansa w komputerze niż szukać gracza, który mnie nie nawyzywa od najgorszych jak go ogram. Nie przesadzam, spotkałam się z tym nie raz.

Jestem blogerką parentingową, ale tak naprawdę niewiele blogów parentingowych czytam. Dlaczego? Hmm, bo są mało porywające? Subskrybuję tylko cztery: Gula, Ciepełkowo, Matka Sanepid i Zaradna Mama. Resztę czytam wyrywkowo z nadzieją, że trafi się kolejna perełka do kolekcji, ale jakoś się nie trafia. Czemu? Eehh, mało blogów jest napisanych po polsku, mało jest naprawdę ciekawych, wybaczcie koleżanki blogerki, ale relacja z wizyty na placu zabaw nie jest porywająca. Nigdy nie wracam na blogi, gdzie obowiązuje zatwierdzanie komentarzy. Cenię sobie wolność słowa i jeśli ktoś ma ocenić czy pokazać moją wypowiedź ogółowi czytelników czy nie, to ja za taką znajomość dziękuję. Nie żebym była za pozwalaniem na wszystko jak leci, komentarze wulgarne lub obraźliwe można, a nawet trzeba usuwać, ale kulturalna, konstruktywna aczkolwiek opozycyjna wypowiedź moim zdaniem zasługuje na publikację. Kilka razy się przekonałam, że tylko moim.

Jako wegetarianka namiętnie czytam i subskrybuję blogi kulinarne wegetariańskie. Sojaturobie jest moim faworytem, ale Weganie czy forum Wegedzieciak też są godne pochwały, codziennie na nowo dostarczają mi argumentów, którymi przekonuję moich znajomych, że bez mięsa da się żyć. Siebie już nie muszę przekonywać, od dziewiętnastu lat nie jem mięsa ;)

Nie samym chlebem, nawet wegetariańskim, człowiek żyje. Mówiłam Wam już, że jestem użytkowniczką Linuxa (tak tak, to już czwarty rok, kiedy to zleciało?), więc czytam i subskrybuję blogi linuxowe. Tutaj od lat nic się nie zmienia, Przystajnik pisany przez Salvadhora ciągle jest numerem jeden. Co prawda ostatnio Salvadhor oscyluje w kierunku Linux Manjaro, kompletnie obcej mi dystrybucji, jednak ciągle pisze o nowościach programowych i przydatnych kruczkach w Linux Mint i Ubuntu. Salvadhor, wielki ukłon w Twoją stronę, gdyby nie Ty, na moim dysku nie byłoby takiej ilości programów graficznych. Dla niezorientowanych w temacie: wszystkie te programy są darmowe ;)

Nie samym netem człowiek żyje, niezależnie od zainteresowań czytam blogi moich przyjaciół z reala, niezależnie od tematyki. Lubicie szydełkować? Moja przyjaciółka z pewnością się ucieszy jeśli odwiedzicie jej pracowite szydełko.

Moim ostatnim odkryciem jest blog  Michała Szafrańskiego o oszczędzaniu pieniędzy. No moim jak moim, to Żaklina wrzuciła linka do bloga na naszą grupę. Żaklina, w tym miejscu oficjalnie i publicznie Ci dziękuję! Blog jest wart uwagi nie tylko ze względu na tematykę, to co mnie najbardziej urzekło, to fantastyczny sposób budowania zdań wielokrotnie złożonych, co uwielbiam. Nie cierpię zdań, które po trzech słowach kończą się kropką, dla mnie to slogany reklamowe, nie prawdziwe wypowiedzi. Poza tym Michał naprawdę wie o czym pisze, zna się na rzeczy, jest to chyba najbardziej merytoryczny blog jaki czytam.

Dla rozrywki czytam blogi Marka Niedźwiedzkiego i Krystyny Jandy. Fantastycznie jest poczytać ludzi, którzy umieją się wysławiac po polsku, mają swoje zdanie i nie próbują się dopasować do czytelników.

Co jeszcze robię w internecie? Zamawiam książki w bibliotece ;) I tu duży plus dla bibliotek, które się komputeryzują, dla matek “siedzących” w domu to naprawdę spore ułatwienie. Wystarczy zamówić książki, które mam ochotę przeczytać, z mojego miasta odbieram sama, z Warszawy przywozi mi mąż. A nie ma co ukrywać, Warszawa miasto bogate, biblioteka jest naprawdę dobrze zaopatrzona, gdyby nie możliwość zamawiania przez internet nie miałabym dostępu do wielu książek. A molem książkowym to ja jestem od zawsze.

Wbrew ogólnej modzie nie jestem fanką portali społecznościowych, korzystam z nich tylko i wyłącznie w celach służbowych (moje redakcyjne koleżanki wiedzą co to znaczy ;) ) Nie czuję potrzeby obnażania się publicznie, nie wrzucam swoich zdjęć, a tym bardziej zdjęć dziecka na Facebooka czy Google+. Znawcy twierdzą, że Nasza Klasa niedługo całkiem padnie, tak samo jak padło Grono.net, więc nawet nie mam powodu żałować, że nie mam konta na nk.pl  Za to nauczyłam się, że GG nie jest najlepszym komunikatorem, coraz częściej korzystam z Google Talk i z Jabbera. Jestem też stałym gościem na czacie linuxiarzy.

W ostaniach latach zmieniłam przeglądarkę, Opera przegrała z Google Chrome. Założyłam sobie konto na YouTube i zaczęłam tworzyć playlisty, głównie dla dziecka. Nigdy nie zaprzyjaźniłam się bliżej z popularnym Liskiem. Jakoś nie mogliśmy się dogadać, chociaż niewątpliwie ma on swoje zalety.

Od kliku lat wypełniam ankiety za punkty, ale jestem coraz bliższa zaprzestania tego, zaczynam czuć się wykorzystywana, różne firmy prowadzą badania rynku rzucając ankietowanym kompletne ochłapy. Kiedyś gdy zapraszano mnie na takie badania, dostawałam bon zakupowy jako podziękowanie i rekompensatę za poświęcony czas. Teraz w internecie muszę poświęcić tego czasu około dziesięć razy więcej, aby uzbierać punkty odpowiadające tej kwocie.

Powoli zgadzam się z internautami, którzy twierdzą iż artykuły na portalu wp.pl piszą gimnazjaliści. Przyzwyczaiłam się do śledzenia pogody na sat24.com. Aktualnie rozważam założenie konta na portalu bilblionetka.pl.

Można by zapytać Qvo Vadis Mirella? Ano nie wiem… pięć lat temu internet był tylko przelotną rozrywką, powoli staje się miejscem pracy, myślę, że to dobry kierunek.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Mamą nie jestem, ale tutaj zdarza mi się zaglądać.
    Dzięki przede wszystkim za nowe miejsca do śledzenia, czytania, zaglądania.
    I ciekawe co napiszesz za kolejne 5 lat ;)

    1. Też jestem ciekawa!
      Miło, że do nas zaglądasz, zapraszamy częściej ;)

  2. malgorzayta stryjecka

    Ja przyznaje jestem z wami od niedawna , bakcyla zalapalam i tez prowadze bloga :)

    1. Cieszymy się, że działamy zaraźliwie :D Pochwal się, gdzie Cię można znaleźć ;)

  3. Od jakiegoś czasu regularnie tu zaglądam i dziś się wtrącę: ” Eehh, mało blogów jest napisanych po polsku, mało jest naprawdę ciekawych, wybaczcie koleżanki blogerki, ale relacja z wizyty na placu zabaw nie jest porywająca.” Część blogów piszą mamy z potrzeby serca, by zostawić coś po sobie dla dzieci. Większość z nich nie ma za sobą studiów polonistycznych i mieć nie musi. Pisze jak potrafi. Kiedyś być może takie zapiski dla danego dziecka będą najcenniejsze na świecie. Mam wrażenie, że wielu blogerkom zrobiło się przykro po tych słowach… Dziewczyny piszcie jak umiecie. Trening czyni mistrza!

    1. Edyta, zgoda, ale z potrzeby serca też można pisać ładnie, składnie, z zachowaniem zasad poprawnej pisowni. Dla mnie pisanie bez używania klawisza Alt jest niechlujstwem, niestety często spotykanym. Wszechobecna we wszelakich edytorach tekstu funkcja korekcji błędów pozwala wyłapać większość literówek, a jednak pojawiają się dosyć często niestety. Nie wiem skąd wziął się zwyczaj pisania “z resztą” zamiast “zresztą” ale jest nagminnym błędem internetowym ostatnich czasów.
      Zaglądam na różne blogi, niektóre są wizualnie nie do przyjęcia: napchane banerami do granic możliwości a tekst czcionką numer jeden pisany, bo już nic innego się nie zmieści. Dla równowagi dodam, że widuję też wiele przyjemnych dla oka, zachęcających do pozostania dłużej ;)
      Nie bójmy się walczyć o poziom parentingowej blogosfery, powiedzieć sobie otwarcie, że nie wszystko jest do przyjęcia, nad niektórymi rzeczami trzeba pracować, mówić o tym głośno.

      Nie wiem jak Ty, ja nie mam za sobą studiów polonistycznych, zasad gramatyki, ortografii i interpunkcji nauczyłam się w podstawówce.

      Nie chcę zniechęcać nikogo do pisania, wręcz przeciwnie, piszcie jak najwięcej, uwielbiam czytać!

      Przyznaję, ten fragment to lekka prowokacja z mojej strony, bardzo się cieszę, że rozpoczęłaś dyskusję, mam nadzieję, że inne blogerki się dołączą.

      1. Każda z nas ma inną przeszłość i doświadczenia przez co inaczej patrzymy na każdy problem czy sprawę. Mi w pamięci kołata pewna osoba, która skończyła tylko cztery klasy podstawówki a zostało mi po niej kilka kartek, na którym jest błąd na błędzie. Zgasła przedwcześnie a to co po Niej zostało jest jednym z moich Skarbów. Dlatego zawsze będę mówić – pisz jeśli tego potrzebujesz. Z drugiej strony fakt, że wiele osób z lenistwa nie sprawdza pisowni czy ma gdzieś interpunkcje to już inna bajka… Sama piszę bo lubię i kiedyś moje Oszołomki dostaną książkę z bloga pełną pogubionych przecinków i nieco niestylistycznych zdań, ale to będą fragmenty ich życia, tylko ich i dla nich zanotowane przez matkę… I już ;)

      2. O widzisz Edytko, doszłyśmy do sedna, jeśli ktoś pisze tylko dla siebie, proszę bardzo, niech robi co chce, ale jeśli wystawia swojego bloga na widok publiczny, zaprasza do czytania obce osoby, to wypadałoby zadbać o poziom.
        Ja też piszę bo lubię, ale mam nadzieję, że kiedy pokażę to za kilkanaście lat mojej córcie to mi nie powie: “mamo ale byków nasadziłaś”, bo zwyczajnie byłoby mi przed nią wstyd.

        Te kilka karetek, o których mówisz, zapachniało mi przeszłością, czyżby to Twoja Babcia? Szczerze mówiąc, moja ledwo pisała i czytała, ale kiedyś czasy były inne i dostęp do szkolnictwa też. Myślę, że teraz od osób, które piszą i publikują swoje teksty publicznie można wymagać więcej.

      3. O Babci wspominałam…
        To mniej więcej o to samo nam chodzi ;)

  4. Pingback: Dziecko i komputer - pozwalać czy zabraniać - W Roli Mamy : W Roli Mamy

  5. Pingback: Podsumowanie roku 2014, czyli nasze prywatne wyznania - W Roli Mamy : W Roli Mamy

  6. Pingback: Mol książkowy czyli dlaczego warto czytać książki : W Roli Mamy

  7. Pingback: Kiedy dziecko ma rację - przyswajanie wiedzy przez dziecko : W Roli Mamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku