Rozszerzanie diety niemowlaka jest proste. Trzymaj się tylko sprawdzonych zasad


Dopóki jesteś mamą, która swoją pociechę karmi piersią lub mlekiem modyfikowanym, nie musisz specjalnie martwić się o dietę malca. Jeśli sama jesz zdrowo i unikasz alkoholu lub podajesz dziecku poleconą przez pediatrę mieszankę, raczej nie ma tu miejsca na niemiłe niespodzianki. Ale gdy dziecko kończy odpowiedni wiek, nadchodzi czas na rozszerzanie diety.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca karmienie dziecka piersią przez pierwsze półrocze. Najczęściej jest tak, że mleko matki przez pierwsze 6 miesięcy zaspokaja zapotrzebowanie dziecka na składniki odżywcze. Jednak po tym czasie, samo mleko staje się niewystarczające. W konsekwencji dziecko może mieć kłopot z przybieraniem na masie, wolniejszym rozwojem, a w niektórych przypadkach i spadkiem odporności. Wprowadzanie różnorodnego pożywienia do diety maluszka, działa na jego korzyść.

Jeśli czytasz ten wpis, wierzę, że chcesz dla swego dziecka mądrego i bezpiecznego działania. Ja, jako mama trójki synów, mam dla ciebie garść sprawdzonych porad. Ale najpierw, zanim sięgniesz po różnorodne produkty i podasz je dziecku, porozmawiaj z pediatrą. Mimo że to ty znasz najlepiej swoje dziecko, pediatra fachowym okiem oceni stan zdrowia i gotowość malca na żywieniową rewolucję. Gdy pediatra da ci zielone światło na rozszerzanie diety (nawet już po ukończeniu 4 miesiąca życia), obserwuj swoją pociechę, bo to dziecko kieruje sygnały, które wskażą, że nadszedł dobry czas na zmiany. Jeśli dziecko interesuje się tym, co ląduje na twoim talerzu, nie odrywa oczu od ciebie, kiedy zjadasz swoje posiłki i chętnie zlizuje odrobinę jedzenia z łyżeczki, możesz śmiało próbować wprowadzać nowe produkty.

Nie zawsze rozszerzanie diety to temat łatwy i oczywisty dla rodziców. Możesz mieć obawy, czy podając nowe produkty nie spowodujesz u dziecka alergii, problemów z trawieniem lub nie zniechęcisz do nowych smaków małego uparciucha.

Rozszerzanie diety niemowlaka musi być działaniem przemyślanym, bo dziecko tym różni się od dorosłego, że jego delikatny układ pokarmowy nie poradzi sobie ze wszystkim tym, co nam nie sprawia problemu. Pierwsze warzywa czy owoce powinny być z początku jak najbardziej rozdrobnione, o gładkiej konsystencji. Z biegiem czasu papki zamienisz na konsystencję z małymi grudkami, które następnie zostaną zastąpione większymi kawałkami.

7 zasad, o których powinnaś pamiętać podczas rozszerzania diety:

  1. Przestrzegaj higieny. To nie żart, że o tym piszę! Higiena przygotowania i podania posiłku to podstawa, jeżeli nie chcesz zafundować dziecku na sam początek przygody z innymi pokarmami niestrawności. Pamiętaj o myciu rąk, czystości przyborów potrzebnych do przygotowywania posiłków i świeżości składników.
  2. Gotuj na bieżąco. Jeśli nie możesz gotować każdego dnia, część posiłku od razu odłóż na następny dzień do lodówki lub zamroź. Nie przechowuj jedzenia dla maluszka dłużej niż 2 dni w lodówce, by było jak najświeższe. To samo dotyczy otwartych, gotowych dań w słoiczkach. Poza tym pamiętaj, że im dłużej przechowujesz jedzenie, tym więcej wartości odżywczych ono traci.
  3. Mądrze wybieraj produkty, które chcesz podać dziecku. Warzywa i owoce, które podajesz maluchowi, najlepiej, by były swojskie lub ekologiczne, nie podsypane nawozami czy nie pryskane środkami ochrony roślin. Chemiczne związki szkodzą dorosłemu organizmowi, a co dopiero maleńkiemu człowiekowi. Gdy nie masz pewności, skąd pochodzą dane produkty, bez wyrzutów sumienia sięgnij po gotowe słoiczki. Są one wygodną alternatywą, bo nie tylko oszczędzają czas, ale zawierają najlepsze gatunkowo składniki przebadane przez specjalistów.
  4. Nie podawaj kilku różnych produktów na raz. Jeśli kusi cię, by na sam początek podać dziecku pyszną wiosenną zupkę z wielu warzyw, powstrzymaj się. Mnie doświadczenie nauczyło, że gdy pojawiają się kłopoty, tak jak u mojego najstarszego syna, nie łatwo jest dojść, co dziecko np. uczuliło. Wprowadzaj nowości do diety pojedynczo i przez kilka dni obserwuj dziecko. Jeżeli nie zdarzy się nic niepokojącego, możesz śmiało podać kolejny produkt.
  5. Wprowadzaj nowości w odpowiedniej kolejności. Nie wszystkie produkty można wprowadzić na sam początku w trakcie rozszerzania diety. Nie każdy pokarm z puli owoców, warzyw, mięs, ryb oraz produktów mlecznych, nadaje się dla dziecka 6 miesięcznego. Są produkty, które mają wysoki potencjał uczulający i te można wprowadzić dopiero po drugim roku życia dziecka. Poza tym, są też takie produkty, typu zwykłe parówki, które mają tak marny skład, że ja omijam szerokim łukiem i wcale nie mam ochoty podawać tego starszakom, a co dopiero mojemu maleństwu. Jeśli chcesz wiedzieć dokładnie, od czego zacząć przygodę z “dorosłym jedzeniem” u niemowlaka, zajrzyj tutaj -> https://www.zdrowystartwprzyszlosc.pl/jak-madrze-i-zdrowo-rozszerzac-diete-dziecka-0
  6. Zaczynaj od warzyw. To jest rada mojej pediatry i ja tego się trzymam. Pamiętaj, że owoce zawierają w sobie naturalne cukry, które sprawiają, że np. musy przygotowane z owoców są słodkie i dzieci bardzo chętnie zjadają. Niestety bardzo szybko przyzwyczajają się do słodkiego smaku i mogą wcale nie mieć ochoty na zwykłego ziemniaczka czy brokuły z rybą. Jeśli zaczniesz od warzyw, twoje dziecko będzie miało szansę poznać i zaakceptować różne smaki.
  7. Nie doprawiaj potraw dla niemowlaka. Jeśli gotujesz dla malucha, czy też sięgasz po gotowe słoiczki i stwierdzasz, że smak jest mdły i masz ochotę sięgnąć po sól i przyprawy, nie rób tego. Ten delikatny smak pierwszych potraw maluchowi odpowiada, przecież mleko, które do tej pory pił, również nie smakowało intensywnie.

I moja rada na sam koniec. Nie zniechęcaj się porażkami, bo nie każde dziecko z radością będzie otwierać buzię, by trafiła tam łyżeczka. Dziecko potrzebuje czasu i spokoju rodzica, a nie nerwów i wciskania na siłę czy zabaw typu “leci samolocik”.  Co ciekawe, maluch potrzebuje niekiedy aż ośmiu prób smaku danego produktu, żeby się do niego przyzwyczaić! Uwierz mi, na wszystko musi być dobry czas i pozytywne nastawienie. Ja mam dzieci otwarte na nowości i żaden z synów nie odmawiał jedzenia różnorodnych produktów, na moje szczęście i ich zdrowie. Tego również tobie życzę.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. My jemy według BLW i tyle w temacie.

    1. Można i tak :) mimo różnic, są też cechy wspólne takie jak punkt nr 1, 2, 3 lub 7. Ważne, by maluch miał chęć i był gotowy na nowości

    2. Jak zaczął samodzielnie siadać i zwinął pierwszą moją kromkę z talerza przy śniadaniu, to go zaczęłam sadzac do posiłków ?

    3. Ewa to jest fantastyczne, jak dzieciątko samo sygnalizuje swoją gotowość. Nic na silę a mama będzie dumna i dziecko zadowolone :)

  2. A jeśli maluch sporo przybiera na piersi i nie chce jeść nic innego. Co wtedy. Dodam, że ma już 8 miesięcy.

    1. zacytuję fragment tekstu :) “maluch potrzebuje niekiedy aż ośmiu prób smaku danego produktu, żeby się do niego przyzwyczaić! Uwierz mi, na wszystko musi być dobry czas i pozytywne nastawienie.”

    2. Moj syn do roku czasu byl praktycznie na piersi. Rozszerzenie diety u nas to bylo probowanie a nie jedzenie jako takie. Moja córka widzę że idzie w ślady brata. Nie chce jesc za duzo. Ale parę łyżeczek spróbuje.

    3. Sylwia zawsze to coś.Ważne, że choć próbują , bo znam 16 miesięcy dziewuszkę, która je tylko z piersi plus rano kaszka smakowa. Poza tym nic innego.

    4. Moj syn taki nie jadek byl jak byl maly a jako jedyny w przedszkolu zjadal zupy z dokladkami. Warzywa mu nie obce. Mi lekarz powiedziała jedna dobrą rzecz. Jak dziecko jest zdrowe ma dostęp do jedzenia to się nie zaglodzi samo.

    5. Sylwia to samo powtarza moja pediatra i tez tak uważam. Niestety u najstarszego syna, apetyt po skończeniu 2 r.ż. poszedł w las… Gdyby nie powyższe, że sam się nie zagłodzi, mogłabym osiwieć

  3. My też od paru dni wprowadzamy nowości. Na razie wszystko na dobrej drodze. Trzeciego dnia buzia się już sama otwierała

  4. Bardzo wartościowy wpis! Cieszymy się, że polskie mamy mają za darmo dostęp do takich treści:)

  5. Marcin miał 5 miesięcy a Lusia prawie 7 :)

  6. Coś koło 4 miesiąca poszła w ruch pierwsza marcherwka :p

  7. U mnie Bartek skończył 4 (był na mleku modyfikowanym), Woju 6 mcy a Oli tyle samo, bo też na piersi :)

  8. Julka majac 5 i pół m-ca zaczęła od marchewki

  9. Przy całej trójce stosowałam zasadę powoli, spokojnie, bez pośpiechu i zgodnie z potrzebami malucha. Wyszło im na dobre. Najmłodszy jest jedynym dzieckiem w żłobku, które zjada wszystkie warzywa i owoce 😉

  10. U mnie trzy razy koło 6. Miesiąca. Niśka nieco wcześniej bo zabierała nam jedzenie z talerzy

  11. Janek 4 miesiące i pierwsze było jabłko

  12. Przydatny artykul na start! Karmimy się piersią. Za niecałe 2 miesiace zaczynamy przygode z rozszerzaniem diety

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Nie chcę brać prysznica z obcym facetem! Czy to naprawdę takie dziwne?


Mówią, że myślenie nie boli. A jednak zdarza mi się spotykać ludzi, którzy ewidentnie odczuwają – delikatnie mówiąc – pewien dyskomfort z tego tytułu. Czasami mam też wrażenie, że niektórych strach przed owym bólem paraliżuje i całkowicie wyłącza (mózgownicę).

Wielu takich typów, w ostatnich tygodniach/miesiącach, spotykam na krytych basenach. I nie o brudne klapki mi się rozchodzi, ani inne niehigieniczne aspekty – o których z pewnością opowiem Wam w najbliższym czasie – lecz o rodzinne klimaty i obecność mężczyzn w damskich częściach basenu! A konkretnie pod natryskami!

Tak moi drodzy, mężczyźni przechadzający się beztrosko i myjący w damskiej łaźni to norma! Na basenie, w którym bywam z córką regularnie, raz w tygodniu, na zajęciach pływania niemowląt, za każdym razem – co tydzień! – spotykam przynajmniej trzech zbłąkanych ojców!

Za pierwszym razem byłam w lekkim szoku (w przeciwieństwie do pana, który wkroczył pod prysznice…), za drugim trochę się zmieszałam, ale z każdym kolejnym zaczęłam się wkurzać. No bo z całym szacunkiem, ale na owym basenie prysznice są dwa – damskie i męskie. A więc w jednym myją się panie, w drugim panowie. Nie ma pryszniców rodzinnych, tudzież koedukacyjnych!

Dlaczego więc tak często widuję w tej części męskich przedstawicieli?!?

Ja rozumiem, że przychodzą z dziećmi, nierzadko z żonami, korzystają więc z rodzinnych szatni, ale na litość boską – pod prysznice chodzimy osobno! Panowie do męskiej części, panie do damskiej, czy to jest takie trudne?! Czy zwykłe napisy przed wejściem są w niezrozumiałym języku napisane? Może trzeba, jak przedszkolakom, obrazki rysować, duże i wyraźne?!

Albo krzyczeć, że zboczeniec kręci się po łaźni….. ?

No bo ileż można? A mówię Wam zupełnie poważnie – co tydzień, przynajmniej trzech takich spotykam!

Zaczęłam więc zwracać im uwagę, grzecznie i na spokojnie (choć czasem mnie aż nosi), to wyobraźcie sobie, że oni nic z tego sobie nie robią. Żaden jeszcze facet nie powiedział mi – Sory, pomyliłem się. Żaden się nie zawstydził – ani obecnością myjących się kobiet, ani swoją bezmyślnością. Totalna olewka. A może nawet chamówa?

Jeden, którego ostatnio zatrzymałam i spytałam  – Czy nie wie, że to jest damska łaźnia? Zupełnie niewzruszony odpowiedział  “Teraz już wiem”. Po czym wziął mnie ominął, i sobie poszedł.

Ale wyobraźcie sobie, że chwilę później zostałam wyśmiana i skrytykowana, gdy ośmieliłam się zwrócić uwagę małżeństwu, które przyszło się razem wykąpać, ze swoim dzieckiem.

”My się zawsze tu tak myjemy!” – usłyszałam. “No dobrze, ale to nie zmienia faktu, że znajdujecie się w DAMSKIEJ łaźni. Nie męskiej. Męska jest tam” – pokazałam palcem.

I co? Facet stoi zdziwiony, a kobita (jak to kobita) pokrzykuje na mnie, że oni przecież są z dzieckiem i chcą się umyć. I zawsze się tu kąpią, razem, więc o co mi chodzi?

Echhh, no np. o to, że chcę się rozebrać (do naga), i porządnie wymyć z tego syfu, w którym przed chwilą pływałam. Na co rozjuszona kobita przewróciła tylko oczami i z łaską rzuciła “No dobra, już wychodzi!”. A na koniec dodała “Boże, jakie oburzenie!”.

Gwoli ścisłości, nie ja byłam oburzona, lecz pani, której śmiałam zwrócić uwagę. Ja tylko grzecznie powiedziałam, że obecność jej męża jest co najmniej nie na miejscu.

Ale może właśnie w tej grzeczności tkwi problem? Może powinnam każdego zbłąkanego tatusia (i jego obrońcę – żonę) traktować po chamsku, jak zboczeńców? Może wtedy coś by dotarło?

A tak na marginesie, tyle lat jeżdżę ze swoją rodziną na różne baseny, korzystamy z szatni rodzinnych, jeśli mamy taką możliwość, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło nam się pójść razem pod prysznice! Tym bardziej więc nie rozumiem sytuacji, z którymi tak często się ostatnio spotykam.

I tak już zupełnie na koniec, dla jasności – Drodzy Rodzice, na basenach gdzie nie ma wyraźnej informacji, że znajdują się w nich prysznice koedukacyjne, panie kąpią się osobno, panowie również!  

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Brawo za odwagę. mnie by też cholera wzięła. A tak do odmiany, jakby pójść do ich łazienki się wykąpać? :p

    1. Hmm, myślisz, że moja obecność by ich ucieszyła czy raczej speszyła?? ? ?

    2. W roli mamy – wrolimamy.pl przy tobie to by języki z podłogi zbierali :p

  2. Temat jest dosyć skomplikowany. Na przykład do
    jakiej szatni ma wejść ojciec przychodzacy na basen z
    córka. Powiedzmy 6-letnia. (Ojciec jako opiekun).

    1. Jeśli nie ma rodzinnej szatni?
      6-letnia córka da sobie radę sama – przebrać się, umyć, wejść na basen (od razu prostuję – nie do wody) i tam zaczekać na tatę.
      Tak się składa, że też mam syna 6-letniego i on nie potrzebuje, żeby mama czy tata prowadzili go za rączkę – radzi sobie sam.

    2. Młodsze dzieci mogą chodzić z rodzicami do odpowiedniej szatni – z mamą do damskiej, z tatą do męskiej.
      Nieustannie spotykam dzieci, w różnym wieku, w szatni damskiej czy pod natryskiem i nie robią na mnie wrażenia. Natomiast dorosły facet owszem.

  3. Mam 5 letniego syna i jak jesteśmy sami to chodzi ze mną. Nie chodzi o to że sobie nie poradzi ale boję się go zostawić samego. Są dziwne czasy i dziwni ludzie i te 5-10 minut wystarczy by ktoś skrzywdził go na całe życie. Takie dziecko się nie obroni.

    1. Ja to rozumiem. I napisałam, że obecność dzieci mnie nie razi. Poruszony przeze mnie temat dotyczy dorosłych.

  4. Segregacja pułciowa toż to średniowiecze albo bliskiwschód, postuluję zniesienie wszelkich tego typu narzędzi patryjarchalnego zniewolenia , to samo wc co ? kobiety i mężczyźni inaczejstawiają klocki. Mamy 21w – wolność równość braterstwo

    1. Jeśli w miejscu publicznym, konkretnie na basenie – bo tego dotyczy wpis – są wydzielone części (damskie i męskie), to trzeba się stosować do panujących zasad. Niezależnie od tego czy ktoś uważa to za średniowiecze czy też nie.

  5. Ewa Klepczarek

    My mamy super tatusiow, którzy pomagają się ubierać swoim 7letnim córka w damskiej szatni. My wchodzimy jako kolejna grupa i czekamy zawsze do “za pięć”, mimo tego tatusiowie dalej tkwią w szatni. Musiałyśmy wyzwac od zboczencow, żeby wreszcie się zorientowali, choć do niektórych trafiły dopiero argumenty o pedofilach.

  6. Małgorzata Piróg

    Wystarczy zgłosić ten fakt u dyrekcji… ze powtarza się to nagminnie

    1. Zamierzam to zrobić przy najbliższej okazji.

  7. Ja często chodzę na basen z córkami i z mężem i pomimo tego że mam je dwie do ogarnięcia nie wpadłabym nawet na taki pomysł żeby mąż brał prysznic z nami. Zawsze rozbieram się do naga, żeby zmyć z siebie ten chlor i inne syfy i czułabym się fatalnie kiedy jakiś dorosły facet był koło mnie. Już nawet z chłopcami 5-6 lat i starszymi to mam problem. Mąż mi mówił, że pod prysznicami w męskiej szatni to 95% panów myje się zupełnie nago, a kobiet to można na palcach jednej ręki liczyć ile widziałam. Bywam też na basenach w Niemczech i tam panie zupełnie bez skrępowania mogą się myć nago bo wiedzą, że nie proszonych gości nie będzie.

    1. No właśnie…
      Swoją drogą, ciekawa jestem jak by reagowali panowie gdyby spotykali pod swoimi natryskami (lub w szatni) zbłąkane kobiety?? Kto byłby bardziej oburzony?

    2. Ee…faceci nie sa tacy problemowi jak kobiety. Im by to chyba nawet odpowiadalo ?

  8. Pierwsza moja myśl co do tego małżeństwa z dzieckiem. Niech ta pani weźmie dziecko i pójdzie się myć nago z dzieckiem pod męskim prysznicem. Myślę, że panowie będą zadowoleni :) a dziecko niech ogląda męskie przyrodzenia jeśli dla nich to nie problem …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

7 pomysłów na niezapomniane wakacje, czyli atrakcje po zmroku


Dziś sobie uświadomiłam, że nie słychać już śpiewu ptaków. W którymś momencie lata w przyrodzie nastaje spokój i cisza – dlaczego ten czas tak szybko płynie? Jest już prawie połowa wakacji – lato zawsze mija za szybko.

Półmetek to dobry moment na refleksje – czy mam co wspominać, czy dobrze wykorzystałam wolne chwile, czy spędziłam ciekawie czas z dzieckiem? Być może masz wrażenie, że lato w tym roku przecieka Ci przez palce… Na szczęście posiadamy jeszcze sporo czasu, by to zmienić i przeżyć coś wyjątkowego. Pomysły, które staną się fajnymi doświadczeniami dla naszych dzieci, wcale nie muszą być z górnej półki i kosztować majątku, a mimo to mają szansę zapisać im się głęboko w pamięci. Wystarczy zebrać się w sobie i zagospodarować to co jest o wiele cenniejsze od pieniędzy – swój czas i zaangażowanie.

Mam dla Was kilka podpowiedzi, które dotyczą szczególnej pory – a mianowicie NOCY. Od dzieci od urodzenia oczekujemy, że będą ją przesypiać. A gdyby tak w wakacje pomieszać maluchom w głowach i pokazać, że nocą można się fantastycznie bawić i to z rodzicami?

  1.   Noc pod namiotem

Nas co roku w tę jedną letnią noc pod namiotem nawiedza ulewa. I choć stary namiot przez wiele godzin dzielnie się trzyma, to w którymś momencie jednak zaczyna przeciekać. Ale wiecie co? I tak jest fajnie – są emocje i bonus w postaci dodatkowej atrakcji.

  1.      Ognisko

Kto nie lubi grzebania patykiem w ognisku, pieczenia kiełbasek, spoglądanie w rozgwieżdżone niebo, ciepłego koca i zapachu letniej nocy. Każde dziecko (i nie tylko ono) będzie zachwycone!

  1.      Spadające gwiazdy

Co roku w sierpniu są noce, podczas których możemy oglądać spadające gwiazdy. A tak naprawdę meteory spalające się w atmosferze Ziemi. Wystarczy położyć się na kocu lub leżaku i wpatrywać się w niebo. Wprawdzie w zeszłym roku nie zobaczyliśmy wiele, bo były chmury, ale i tak cudownie, rodzinnie spędziliśmy czas. Nie przegapcie nocy z 12 na 13 sierpnia!

  1.      Kino letnie

Oglądanie przez całą noc filmów w kinie plenerowym to jedno z moich milszych wspomnień z wakacji z rodzicami. Teraz o takie pokazy łatwiej, bo to popularna forma miejskich letnich rozrywek. W tym roku po raz pierwszy zabrałam Aleksa – oglądaliśmy komedię i bawił się doskonale. Planujemy na pewno jeszcze się wybrać, zanim zacznie się rok szkolny.

  1.      Fontanna tryskająca strumieniami… światła i kolorów

Wieczorne pokazy fontann można podziwiać w coraz większej ilości polskich miast. Duże czy małe dostarczają moc pozytywnych emocji, a dzieci aż piszczą z zachwytu.

  1.      Nocne atrakcje

Zaczęło się od Nocy Muzeów, potem popularna stała się Noc Bibliotek, a teraz wiele miast organizuje inne atrakcje – sprawdź, czy blisko Was nie odbędą się jakieś nocne wydarzenia dla rodzin z dziećmi. Może parady duchów na zamku albo pokazy iluminacji świateł? My zabraliśmy Aleksa w zeszłym roku do Gliwic na festiwal artystów ulicy „Ulicznicy” na fantastyczny pokaz tanczerzy ognia. Wytrwaliśmy do samego końca i wróciliśmy naprawdę późno w nocy.

  1.      Piżama Party

Ach jak lubiłam spędzać wieczory wspólnie z koleżankami –  oglądać w nocy filmy, śmiać się i rozmawiać do rana. Zaproś przyjaciół dziecka na nockę pod Waszym dachem. Koce, kapcie, piżamy, poduszki, a najlepiej duuuużo poduszek, Cotton Ball albo lampki choinkowe – będzie naprawdę fajnie!

Pamiętaj o tym, że aby przeżywać wspaniałe chwile i tworzyć piękne wspomnienia, trzeba tylko chcieć. I tego życzę sobie i Wam! Dobranoc!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. My w tym roku postawilismy na spontaniczny wyjazd z namiotem.. Bedziemy robic kilkudniowy kurs po jeziorach.. Zaczynamy od zoo w wroclawiu tam nocleg w jakims hoteliku zeby zwiedzic miasto i jazda nad jezioro pod namiot.. Planujemy byc dwa dni i jechac w strone domu ale zaczepic kolejne jeziorko i kolejne a na koniec deli park mysle ze to beda niezapomniane wakacje

  2. ogólnie jestem śpiochem i w nocy śpię ;-) ale od kilkudziesięciu lat tradycyjnie w sierpniu jeździmy pod namioty i wieczorkiem siadamy przy ognisku, smażenie kiełbasek, biesiadowanie no i oczywiście podziwianie “spadających” gwiazd. Zawsze mój tata pokazywał mi gwiazdozbiory teraz siada z wnukami i pokazuje mały, duży wóz gwiazde polarną. a dodatkową atrakcją jest odganianie komarów, które w tym roku nieźle daja się we znaki.

    1. Kilkudziesięcioletnia tradycja – zobowiązuje ;)
      Bardzo fajnie, że w czasach, gdy człowiek jest coraz bardziej wygodny, nie rezygnujecie. Bo to naprawdę wielka frajda.

    2. co prawda wygoda się trochę wkradła bo kiedyś jeździliśmy na 2 tygodnie, kąpiele w rzece, nie przeszkadzało brak toalety( tzn tatusiowie budowali turystyczną – wykopany głęboki dół, postawiona na to drewniana skrzynka z wycięta dziurą, na to położona deska toaletowa, wokół 4 bale obite folią, nawet był daszek więc gdy padało nie leciało na głowę),gotowanie na ognisku lub na kuchence turystycznej, no ale wtedy miałąm kilka, kilkanaście lat, teraz pobyt krótki i nie z tą samą ekipą bo oni zrezygnowali i stawiają na wygodę ;-) ale wspomnienia wspaniałe zupełna dzicz, mnóstwo namiotów, 4 pokolenia (oczywiście gdy byliśmy trochę starsi rozbijaliśmy się w oddali od rodziców, do nich tylko na obiadki ;),) adrenalina gdy po kryjomu sączyliśmy piwko, no i pierwszy papieros ;-) pierwsze sympatie,całonocne śpiewy przy ognisku ……… Rok temu gdy na fb wstawiłam zdjęcia z wyjazdu z tradycją wiele osób z “tamtych lat” odezwało się, by warto zorganizować spotkanie ale nie wypaliło :-( może kiedyś. W te wakacje jeszcze raz tam się wybieram, rzucę hasło może ktoś się skusi.

    3. Rozmarzyłam się… Rewelacyjne wspomnienia.
      I wiesz co? Ja bym się nie poddawała i spróbowała zainicjować spotkanie po latach!

  3. Ja będę w Brennej z dzieciorami. Może nam się uda załapać na gwiazdy. Ale jak córka była młodsza, to często nie spała do 23, jechałyśmy wtedy do Parku na herbatę i spacer.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Jak zachęcać do sportu córkę, a jak syna? Psycholog dziecięca radzi


Czy piłka nożna to faktycznie męska gra, a na lekcje baletu powinniśmy zapisywać tylko dziewczynki? Jak zachęcić syna lub córkę do ruchu i jaką rolę powinien odgrywać rodzic? Na te i inne pytania odpowiada Magdalena Chorzewska, psycholog dziecięca, specjalistka ds. żywienia oraz ekspert akcji „Rusz się z Kubusiem!”.

Rozmawiamy w wakacje, które kojarzą nam się z odpoczynkiem. Jak w tym okresie zachęcać dzieci – dziewczynki i chłopców – do ruchu i zabawy na świeżym powietrzu? Bo że warto, chyba nikogo przekonywać nie musimy!

Magdalena Chorzewska: – W przypadku młodszych dzieci jest to wbrew pozorom dość proste. Maluchy w wieku od 3 do 6 lat mają aktywność fizyczną wpisaną w swoją naturę i najczęściej nie trzeba ich dodatkowo zachęcać do ruchu, wystarczy tylko umożliwić im spożytkowanie tej naturalnej energii. Jeśli jednak z jakiegoś powodu dziecko nie chce się ruszać, biegać i skakać, to pokażmy mu, że sami to lubimy i zachęcajmy dając dobry przykład.

Czy te aktywne zabawy mogą być wspólne, czy może jest coś, co będzie lepsze dla dziewczynek albo dla chłopców?

– Nie dzieliłabym sportu ze względu na płeć. To oczywiste, że dziewczęta mają inną wytrzymałość, a co za tym idzie zazwyczaj w sportach takich jak bieganie osiągają gorsze wyniki niż chłopcy. Ale to nie powód do eliminowania dziewczynek z uprawiania np. gry w piłkę nożną.

Ale z drugiej strony, już w „podstawówce” chłopcy chcą grać na WF-ie w piłkę nożną, a dziewczynki namawiają nauczycieli raczej na siatkówkę i inne aktywności.

– Tu dotykamy kwestii stereotypów i procesu socjalizacji. Kiedy kobieta dowiaduje się, że będzie mamą dziewczynki, raczej preferuje róż. Mama chłopca wybiera błękit i… tak to się zaczyna. To my sami wytwarzamy sytuację, gdy wrzucamy chłopców do worka pt. „cięższe dyscypliny”, a dziewczynki np. do worka “siatkówka”. Można by pokusić się o eksperyment i zaproponować dziewczynkom „nogę” lub unihokej podczas lekcji WF-u. Zapewniam, że świetnie dałyby sobie radę.

Czy rodzice powinni kierunkować w tym zakresie swoje dzieci? Chyba wszyscy spotkaliśmy w dzieciństwie dziewczynki, które grały w „nogę” z chłopakami i świetnie sobie radziły, ale tylko do czasu, kiedy rodzice nie zakazali im uprawiania tego „męskiego” sportu.

– Tak jak podkreślałam, warto sprawdzić co nasze dziecko lubi i w czym czuje się dobrze. Jeśli ma uprawiać sport, to dobrze by było, żeby robiło to z własnej potrzeby i z radością. Miałam ostatnio w gabinecie dziewczynkę, która po 8 latach uprawiania pływania zrezygnowała, bo ilość treningów była dla niej wykańczająca i przytłaczająca. Dwa razy dziennie musiała być na basenie, przy czym pierwszy trening zaczynał się o 6 rano. W końcu coś w niej pękło, bo zwyczajnie nie była szczęśliwa.

Dużo mówi się o potrzebie zachęcenia najmłodszych do aktywnego spędzania czasu. Pytanie czy w stosunku do chłopców i dziewczynek powinniśmy używać tych samych argumentów, czy może potrzebne jest indywidualne podejście?

– Argumenty powinny być zależne od tego z jakim dzieckiem rozmawiamy i w jakim jest ono wieku, a nie z tym jaką płeć reprezentuje. Motywacja musi wynikać z wnętrza. Nie ma argumentów dla chłopców i dziewczynek. Warto zastanowić się, co jest dla dziecka ważne: wygląd, zdrowie, lepsze wyniki w nauce, budowanie relacji z rówieśnikami? Kiedy już to przemyślimy, powinniśmy spróbować odwoływać się właśnie do tych najważniejszych wartości.

To rodzice mają największy wpływ na swoje dzieci, dając im odpowiedni przykład. Jak zatem przekonać rodziców do aktywnego spędzania czasu?

– Każdy dorosły człowiek powinien mieć świadomość tego, jak ważna jest aktywność fizyczna. Problemem jest często brak umiejętności wygospodarowania czasu na sport lub ogólna niechęć do jego uprawiania. A przecież sport warto traktować jak mycie zębów, coś co robimy dla własnego zdrowia i wręcz „z automatu”. Żeby tak było, musimy zrobić pierwszy krok. Zachęcam do tego wszystkich pacjentów, rodziców moich małych pacjentów, a także znajomych i przyjaciół. Sport ma bardzo pozytywne skutki w leczeniu wielu zaburzeń psychicznych, takich jak choćby depresja czy lęki. Jest też istotny dla budowania poczucia własnej wartości, a także pobudza produkcję serotoniny i endorfin, znanych jako hormonów szczęścia, dzięki którym poprawia się nasze samopoczucie.

Podsumowując, chyba możemy powiedzieć, że aktywność fizyczna jest dla każdego. Właśnie w myśl tego hasła realizowane są akcje promujące ruch wśród dzieci i edukujące rodziców, jak realizowana przez markę Kubuś kampania „Rusz się z Kubusiem!”, w którą Pani się zaangażowała.

– Aktywność fizyczna nie ma płci i nie jest determinowana przez płeć, sport jest absolutnie dla każdego. Z badań psychologicznych jasno wynika, że im wcześniej zaszczepimy w dziecku chęć i potrzebę jego uprawiania, tym większe prawdopodobieństwo, że w dorosłym wieku sport będzie dla niego oczywistością i higieną życia codziennego. Jako rodzice jesteśmy autorytetami dla naszych dzieci i mamy ogromny wpływ na to, w jaki spędzają one czas. Pamiętajmy, że najlepszą formą zachęcania dziecka do aktywności jest pokazanie mu, że my też lubimy biegać, jeździć na rowerze i że czerpiemy z tego przyjemność.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U nas króluje karate :)
    Zarówno córka i syn uwielbiają te zajęcia. Ale jeśli chcieli by iść razem na tańce nie widzę problemu.

  2. Na zajęciach u mojego syna są zarówno dziewczynki, jak i chłopcy, ale i same dyscypliny sportowe są raczej nie obciążone stereotypami (pływanie i łucznictwo)

  3. Moja córka chodzi na karate i jakiś czas chodziła na treningi piłkarskie. A druga córka ma perkusje.

    1. I zapomniałam dodać że młodsza córka pod choinkę chciała duży garaż i uwielbia się min bawić. Ma także całe mnóstwo aut i pociągów.

    2. Czyli żadnych stereotypów. Super!

  4. Córka przerobiła tańce, BJJ, basen, piłkę nożną a od 1,5 roku zawzięcie ćwiczy biathlon

  5. Mój syn nie interesuje się piłką, za to chętnie by poszalał w break dance tylko nie ma tu takich zajęć w okolicy…

    1. Znam to. Długo szukaliśmy klubu karate, gdzie byłyby zajęcia dla przedszkolaków. Najgorzej z dostępnością różnych zajęć

  6. U nas z kolei króluje piłka nożna i basen. Wychodzę z założenia, że jeśli moi synowie tylko będą chcieli, to i na balet pójdą. Nie trzymamy się utartych schematów, najważniejsze, by dzieci miały frajdę i nie wisiały przy komputerze.

  7. przerobilismy kilka zajec dodatkowych, córka na chwilę obecna od 3 lat pływa, od roku chodzi na Tekwondo,od 6 miesięcy szachy, a od 3 miesiecy uprawia wspinaczkę skałkową < lat 7> syn lat 3,5 ma identyczne zajęcia jak siostra < pływanie od roku, tekwondo tak samo, a wspinaczkę od 3 miesięcy> dodatkowo jeszcze chodzi na zajęcia plastyczne. ani jedno ani drugie nie chciało iść w ślady taty i wybrać piłkę.

    1. Bardzo fajnie, że tak wiele różnych rzeczy próbują. A i kto wie, może i kiedyś piłkę pokopią ;-)

    2. mejmy taką nadzieję, choć oboje próbowali i po miesiącu zrezygnowali :(

    3. pozostało im wspólne wędkowanie ;)

  8. Dla mnie istnieje tylko jedna zasada ;) dzieci chodza na takie zajecia, na ktore same chca chodzic ;) to ich wybor nie moj ;)

  9. mój syn bardzo długo nie chciał chodzić na zajęcia dodatkowe, nie zmuszałam go. rok temu mając 8 lat zdecydował się na piłkę nożną. Córka ma 5 lat i coś zaczęła wspominać o tańcach albo gimnastyce

    1. Potrzebował widocznie czasu. A jak mu się podobają treningi?
      Trzymam kciuki byś dla córeczki znalazła (najlepiej blisko) fajne zajęcia – dobry moment, by od września zacząć.

    2. mu treningi podobają się bardzo. Niestety rodzicom mniej :-(

    3. jest zła współpraca rodzice-trener

  10. Mój syn ma w poważaniu piłkę i sporty walki. Woli szachy :)

  11. dzieci powinny iść w kierunku w którym mają jakieś zainteresowania. Na siłę nie ma co zmuszać. Mój synek mały jeszcze- dziś kończy 4 latka, ale lubi tańczyć i co, miałabym mu tego zabronić, jeśli chciałby się uczyć ? Zmuszać na siłę do czegoś to żadna przyjemność :)

  12. niestety, przykre. ostatnio odważyłam się na rozmowę ale załamałam się jeszcze bardziej. :-( Gdy powiedziałam mu o kulturze i szacunku, o mówieniu dzień dobry zapytał się czy ma każdemu z osobna mówić dzień dobry :-) po czym na następnym treningu powiedział dzień dobry mi i innym mamusiom a odchodząc skomentował głośno do kolegów ” muszę mówić dzień dobry bo podobno nie mówię”. Kolejna sprawa podzielił grupę na dwie “gorszych” i “lepszych” i ci gorsi nigdy nie mieli możliwości zagrać w turnieju nawet gdy to ich klub był organizatorem gdy zapytaliśmy czemu odpowiedział :Nikt państwa dzieciom nie broni być lepszym” ” poza tym ciekawe czy Państwo chcieliby marnować czas na wyjazdy z dzieckiem bo to przecież weekend” – szok przecież to moje dziecko i czas dla niego poświęcony nie jest dla mnie strata czasu. :-( po treningu skończonym wcześniej niż planowana godzina zostawił bez opieki dwóch chłopców, gdy to usłyszał ode mnie powiedział że nie jest nauczycielem i nie odpowiada. :) Mój syn podczas treningu chciał skorzystać z toalety, która nie zostałą mu otworzona :-( miał przy wszystkich rodzicach robić pod drzewko. Usłyszałam że nie ma papieru. zadeklarowałam że kupię dla całego rocznika t o usłyszałam że nie można spuścić wody bo jest zepsuta a prezydent z tym nic nie robi. Zaproponowałam że pójdziemy z rodzicami i załawimy sprawę – usłyszałam że możemy pójść ale gdy pójdziemy to przez nas klub dostanie mniejszą dotację :-( treningi często 4 godz przed rozpoczęciem sa odwoływane, przekładane. i wiele wiele innych spraw. Po rozmowie usłyszałam że jest też inny klub i mogę syna przepisać. O to taka nasza współpraca. SZKODA

  13. Mój syn chodzi na piłkę basen i gimnastyke. Występuje tez w teatrze. Kiedys nie chciał grać w nogę, teraz zmienił zdanie moze dlatego ze wiekszosc jego kolegów gra. Ale za to chodzi z koleżankami na teatr ;)

  14. Moja córeczka bardzo lubi tańczyć, ma poczucie rytmu. We wrześniu ubiegłego roku zapisałam ją na zajęcia taneczne, prowadzone w Gminnym Ośrodku Kultury. Okazało się, że z zajęć na zajęcia było coraz gorzej z organizacją. Co rusz dołączały nowe dzieci, aż okazało się, że grupa liczy aż 30 dzieci W tym były tak dzieci w wieku 4 lat jak i 10-ciu. Efekt był taki, że pani zupełnie nie panowała nad dzieciakami, nie mówiąc a możliwości nauczenia się czegokolwiek. Nie mam nic przeciw chodzeniu małych dzieci na tańce, wręcz przeciwnie. Pomimo zwracania uwagi organizatorowi, na panujący na zajęciach chaos, że może by zrobić dwie grupy, niestety nie przyniosła to efektu. Koniec końców córeczka (wówczas 7 lat) sama stwierdziła, że nie chce chodzić na takie zajęcia… I jak tu rozwijać zainteresowania dziecka, w niewielkich miejscowościach jest to bardzo trudne, praktycznie niemożliwe.

  15. Mój starszy syn gra w piłkę, a młodszy od września idzie na hip hop, bo woli tańczyć

  16. nic na siłę, ale jak dziecko czuje ze coś mu się podoba …zachęcać niech spróbuję, jak nie stwierdzi samo ze to nie to ,to nigdy w zyciu nie nauczy się samo podejmować kluczowych decyzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku