Szokujący słodko – gorzki smak w warszawskim kinie

Szokujący słodko – gorzki smak w warszawskim kinie


Basia Heppa-Chudy

18 kwietnia 2015

Niedawno pisałam o kampanii społecznej „Dobre wychowanie” realizowanej przez Fundację Dzieci Niczyje. Jeśli jeszcze nie czytaliście mojego wpisu, nie odwiedziliście strony i nie rozmawialiście ze swoimi dziećmi – nie odkładajcie tego na później!

Dziś kontynuując temat, zabieram Was do warszawskiej Kinoteki – spokojnie, nie musicie opuszczać domu. Zobaczcie, jaką tym razem akcję przygotowała Fundacja, by zwrócić uwagę dorosłych na problem seksualnej przemocy wobec dzieci.

Wszyscy, którzy przyszli na seans, znaleźli na swoich fotelach cukierek z napisem „sekret” z dołączoną karteczką o treści: „Zjedz cukierka. Nikt się nie dowie. To nasza tajemnica„.  Po chwili w bloku reklamowym, oglądali spot najnowszej kampanii fundacji Dzieci Niczyje, która w ten sposób chciała zwrócić uwagę na fakt, że nie dla wszystkich wspomnienia z dzieciństwa są słodkie.

Zobaczcie cały materiał:

W Internecie zawrzało – jak zwykle część osób uważa, że ten sposób zwrócenia uwagi na problem jest przesadzony, a ludzi w kinie perfidnie zmanipulowano robiąc z nich idiotów. Komentujący są zdania, że żądaliby zwrotu za bilety, bądź odszkodowania.

Ja należę do grupy, która fundacji przyklaskuje, bo problem przemocy seksualnej wymaga mocnego, zdecydowanego, a nawet szokującego działania. Kampania powinna poruszać i oddziaływać na emocje, by zaangażować widza, skłonić do refleksji i do działania. O takich rzeczach trzeba mówić wprost, a nie owijać w… papierek.

A jakie jest Twoje zdanie?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena kamińska

    Jestem za takim działaniem jak najbardziej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Dlaczego trzeba zobaczyć film Bejbi Blues

Dlaczego trzeba zobaczyć film Bejbi Blues


Fizinka

17 kwietnia 2015

Oglądaliście może film Bejbi Blues (2012r.) ?? Dawno miałam go obejrzeć, bo byłam ciekawa, co tym razem przygotowała dla nas autorka Galerianek (2009r.). Ale jakoś tak się złożyło, że dopiero teraz miałam okazję. I powiem wam, że niemal cały seans siedziałam z ściśniętym żołądkiem, a momentami myślałam nawet, że nie obejrzę go do końca – tak mnie wnerwiali główni bohaterowie, a w szczególności bohaterka – niedojrzała 17-latka, która została mamą.

Generalnie film pokazuje codzienne życie nastolatków – problemy z jakimi muszą się borykać, sposoby ich rozwiązywania (dla mnie niedorzeczne!), życie towarzyskie, imprezy a także narkotyki, papierosy oraz seks, z byle kim, z byle powodu…

I w zasadzie nie powinno mnie to jakoś specjalnie dziwić ani oburzać, bo sama byłam nastolatką i wiem co się wyprawia w młodym wieku. A umówmy się, święta nie byłam – wagarowałam, balowałam, piłam alkohol, swego czasu nawet paliłam papierosy, ale mimo to nie robiłam głupot!

Zawsze miałam łeb na karku! Przede wszystkim, nie wciągałam kresek bo wielu kumpli tak robiło zachęcając przy tym wszystkich do owej zabawy i nie chodziłam do łóżka z przypadkowymi, nowopoznanymi kolesiami bo…. potrzebowałam pieniędzy, pracy czy czego tam jeszcze!

A to praktykowała właśnie Kasia, główna bohaterka filmu. I w tym wszystkim nie przeszkadzało jej malutkie, kilkumiesięczne dziecko pod pachą, które wraz ze swoim, rok starszym chłopakiem (18l.) traktowali jak zabawkę!

Scyzoryk mi się w kieszeni otwierał, gdy patrzyłam na to, co wyprawiają. Największą atrakcją dla nich było strojenie dziecka w modne ciuchy, nic poza tym. Jeść nie musiało, zadbać o siebie też w sumie mogło samo, w końcu miało już… może z pół roku!?!

Dostali mieszkanie, w którym mieli się usamodzielnić i „w spokoju” wychowywać ich syna.

Ale gówniarze nie byli gotowi na rodzicielstwo! No bo jak zamknąć się w domu i babrać w pieluchach, kiedy rówieśnicy w pełni korzystają z młodości, bawią się, robią co chcą, a nie to co muszą!? Jest to niewątpliwie trudne, a szczególnie jeśli nie ma się wsparcia najbliższych (rodziców).

Nie będę Wam zdradzać szczegółów i opisywać całego filmu, bo to bez sensu, powiem jedynie, że dorosłość tych dwoje nastolatków zdecydowanie przerosła i absolutnie nie nadawali się do swej nowej roli – matki i ojca.

Film niestety kończy się tragicznie, co potęguje jego przekaz i wywołuje skrajne emocje.

Osobiście bardzo mnie poruszył, a z uwagi na fakt, że oglądałam go późno w nocy, miałam problemy z zaśnięciem… – nie śmiejcie się, po prostu jestem bardzo wrażliwa i mocno przeżywam tego typu historie. Poza tym, jestem mamą i chcąc nie chcąc, takie opowieści w jakimś stopniu mnie dotykają i powodują, że rozmyślam o przyszłości mojego syna…

Myślę, że film warty jest obejrzenia. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że powinien być puszczany (gimnazjalistom i licealistom) w szkołach (!) by ich przestrzegać, pokazywać skutki nieodpowiedzialności, uświadamiać na czym polega dojrzałość, a także, że dorosłe życie wcale nie jest łatwe!

Samodzielność, dbanie o dom, zarabianie pieniędzy by móc opłacić rachunki, ubrać, się, wyżywić… wychowywanie dziecka, to wszystko jest ciężka praca, wymagająca poświęcenia, dojrzałości i świadomości tego co się robi!

Dla mnie jest to takie oczywiste! Szkoda że nie dla wszystkich…

Drodzy Rodzice, zachęcam Was do seansu, najlepiej z własnymi dziećmi (nastolatkami) u boku, a później do refleksji i szczerych rozmów.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nie widziałam ale mam ochotę obejrzeć

    1. Ja widziałam,wstrząsnął mną… /Żaklina/

  2. Widziałam i pół filmu przeryczałam a pozostałe pół mialam ochotę znaleźć tą dziewuche i jej …..domyślcie sie …

    1. Miałam to samo…. :(

  3. Oglądałam. Wyrwałam się do kina mając małe dzieci, jedno jeszcze „na cycku”. Bardzo mną wstrząsnął, bardzo go przeżywałam, tym bardziej, że sama miałam małe dzieci… Nawet teraz, jak myślę o tym filmie, o tym chłopczyku, mam ciarki…

    1. Ja też jak pomyślę o tym chłopczyku to mam ciarki :( I scyzoryk mi się w kieszeni otwiera! :/

  4. ja również byłam wstrząsnieta tym filmem, tym bardziej, że zostałam mamą w młodym wieku (19) ogólnie pozostawioną sama sobie, również nie miałam wspracia ze strony rodziców. Naszczęście mam super męża dzieki częmu wspolnie udało się nam stworzyć coś najpiękniejszego- RODZINE! film dał mi bardzo duzo do myślenia.. przerazało mnie zagubienie tej dziewczyny, jej samotnośc, chec osiagniecia czegos ale jakze dla nie trudnego .. na koniec beczalam jak bóbr !

    1. Cieszę się, że Ci się udało.
      (Ze względu na młody wiek) Podziwiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

5 powodów dla których lekcji religii nie powinno być w szkole

5 powodów dla których lekcji religii nie powinno być w szkole


Agnieszka Jelinek

15 kwietnia 2015

Z wykształcenia jestem nauczycielem religii i etyki. Miałam nawet przyjemność pracować w zawodzie z gimnazjalistami, którym zapewniono etykę w szkole, międzyklasowo, na ostatnich godzinach. Chcąc, czy nie chcąc nasze dziecko zamiast mieć np. dodatkowe godziny z historii, uczy się na lekcjach religii  jak “odnaleźć w codzienności ślady Bożych darów i umieć za nie dziękować Bogu-Stwórcy”. Lekcje religii powinny więc być poza szkołą! Dlaczego? Znalazłam 5 powodów, dla których katechezy nie powinno być w szkole.

Po pierwsze przypomnijmy sobie, że religia nie zawsze była w szkole. Wróciła w 1991 roku, by powoli na dobre się wpisać w ramy edukacji szkolnej. Wtedy także obiecywano, że dla tych, co nie będą uczęszczać na lekcje religii zapewniona będzie etyka – dziś wiemy, że to tylko pic na wodę fotomontaż. Lekcja religii zwłaszcza katolickiej stała się niejako przymusem, także dla “innowierców”, którzy biorą udział w tej lekcji, albo mają wtedy okienko, bo ich lekcja religii jest na 9 czy 10 godzinie lekcyjnej lub w salce przy ““innowierczej” parafii. Tak powstaje pierwszy podział na lepszych i gorszych, gdzie lepsi to ci co chodzą na religię.

Po drugie nie mieści mi się w głowie, że w podstawówce, gimnazjum i liceum więcej czasu poświęca się  na lekcje religii niż inne przedmioty np. fizykę, chemię i biologię, czy samą historię.  Nie dziwmy się potem, jaka jest wiedza naszego społeczeństwa. Naprawdę te dwie godziny religii w tygodniu to już o dwie za dużo.

274761_1372408692_8195_p

Źródło: http://www.wiadomosci24.pl

Po trzecie z moich badań magisterskich jasno wynika, że uczniowie tracą więź między swoją parafią. Większość z nich nawet nie do końca jest pewna, gdzie jest ich parafia, a co za tym idzie, także i Kościół. Ci sami uczniowie podkreślają, że religia w szkole stała się zwykłym przedmiotem, takim jak np. historia. Za moich czasów – a załapałam się jeszcze na lekcje religii w parafii, było zupełnie inaczej. Każdy wiedział, gdzie jego Kościół, czas płynął wolniej, lekcjom religii towarzyszyła zgoła odmienna atmosfera, która sprzyjała wyciszeniu, rozwijaniu głębokiej duchowości, czy refleksji. Natomiast w szkole nikt nie interesował się tym w kogo wierzysz, czy jak wierzysz.

Po czwarte niech mi ktoś podpowie, jak ocenić dziecko z “wiary w Boga” lub jak ocenić, że  “zna różnice między dobrymi, a złymi uczynkami”. Nie  sposób wystawić tutaj jedynki, czy szóstki. Przeglądając treści nauczania wczesnoszkolnego i podstawowego można załamać ręce – toż ja więcej wyniosłam ze szkółki niedzielnej w naszej parafii, pomijając w moim przypadku nauczanie konfirmacyjne, które wymagało ode mnie sporo nauki z zakresu historii, także z historii religii.

Po piąte jakość i efektywność kształcenia jest niska, a Kościoły zamiast pozyskiwać młodzież, tracą ją. Ot smutna historia.

Osobiście jestem za lekcją religii, ale poza szkolnymi murami, dla tych co chcą z osobnym świadectwem. Natomiast w szkole niech wreszcie zagości etyka, religioznawstwo.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Podpisuje się pod tym czym tylko mogę

  2. A ja tam wolę w szkole. Tylko niech będzie na pierwszej lub ostatniej lekcji. No i jedna godzina w tygodniu wystarczy.

  3. Wydaje mi się że to zależy od podejścia księdza/katechety. Ja wspominam miło lekcje religii szczególnie te w gimnazjum i liceum a to za sprawą cudownych księży, którzy po prostu z nami rozmawiali i słuchali mogliśmy zadawać nawet „niewygodne” pytania i zawsze uzyskiwaliśmy odpowiedź. Lekcje często odbywały się w terenie. Jak było ciepło po prostu siadalismy na trawniku i rozmawialiśmy o wszystkim. Często w liceum ksiedzu towarzyszyła gitara wiec te lekcje miały swój urok ;)

    1. Zgodzę się z tobą, że wiele zależy od katechetów.

  4. Milena kamińska

    A ja się nie do końca zgodzę. U mnie w szkole jest i religia i etyka. Etyka specjalnie dla ok5 osób. Wspieram na religii i uważam że jest prowadzona w przystępny sposób ciekawy. Sa to rozmowy przemyślenia. Dzieci są dobrze przygotowane do komunii działają prężnie w kółku Caritas kółku etnograficznym. Oceniane jest zaangażowanie chęci. Wydaję mi się że to zależy od katechety no i oczywiście rodziców

  5. Milena kamińska

    Ja swoje lekcje religii z księdzem też miło wspominam grał z nami w piłkę zabierał na wycieczki śpiewał a co najważniejsze słuchał nas.

  6. Też kiedyś byłam przeciwko…do puki córka nie poszła do szkoły i teraz się cieszę, że jest religia w szkole – przynajmniej trochę poćwiczy pamięć przy nauce różnych modlitw :), bo nauki wierszyków w szkole nie uświadczysz no chyba, że na konkursy…a niestety pamięć trzeba ćwiczyć a poza tym dodatkowa wiedza też jej się przyda, więc zamiast ganiać po szkole to dowie się czegoś więcej… i tak na to trzeba patrzeć. A na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat nauki (szkoła, studia) jest ogrom rzeczy zbędnych człowiekowi w późniejszym życiu a uczyć ich też się trzeba…więc nie ma chyba o co płakać. Każdy rodzic też podpisuje kartkę czy chce by dziecko chodziło na religię i z tego co wiem to tych niezgadzających się jest niewielu w stosunku do ogółu

  7. Myślę że religia powinna być w szkole ale nie powinna być oceniana.. Moja córeczka chodzi do pierwszej klasy szkoły podstawowej i oceny zbiera za kolorowanie obrazków w kartach pracy..

  8. Jestem przeciw religii w szkołach od zawsze i na zawsze! Jestem osobą wierzącą ale z roku na roku coraz mniej i odpycha mnie sam kościół…

    1. A to Kosciol umie pchac? Mysle ze skoro jest pani osoba wierzaca to chodzi do Kosciola dla Boga modli sie do niego a nie Ksiedza. Smieszy mnie jak ktos nazywa sie wierzacym zasiada do swiatecznych kolacji, sniadan a Kosciol mija szerokim lukiem bo Ksiadz……

    2. Kościół sam w sobie nie ale księża owszem. Mam swoje zdanie i podejście do wiary. Wierzę w co wierze i uznaje za prawdziwe a nie we wszystko co mówi ksiądz…bo kościół i księża są dla ludzi a nie odwrót…Moja wiara, moja sprawa, a księża za dużo wciskają nosy w nie swoje sprawy. I nie napisałam że kościół mijam szerokim łukiem…

  9. Ja jestem przeciw, zmuszanie do nauki formulek, przykazan, modlitw plus oceny za obecność na msze w niedziele skutecznie mnie zrazily do tego, by iść na mszę. Bardzo dziekuje, że chodze do kościoła wtedy kiedy muszę, bo taki jest efekt tych lekcji. Trzeba było mieć odpowiednia frekwencję do komuni, do bierzmowania, nawet zeby ślub wziąć o trzeba „zaliczyc” odpowiednia ilość wizyt na naukach.

  10. Zgadzam sie ze wszystkimi powyższymi wypowiedziami i mówię zdecydowane Nie

  11. Nigdy nie zapomnę jak zasuwalam do kosciola na roraty zeby mieć w podstawówce szóstkę, niestety na koniec adwentu sie rozchorowałam i z gorączka mnie mama nie puściła, oj długo miałam zal do mamy ze „przez nią” nie dostałam celującego … Do zakonnicy tez miałam zal , jak sobie teraz o tym pomyśle to sie zastanawiam jak to możliwe ze nikt nie reagował i nie reaguje na taką formułę lekcji religii? Plusy za obecność na mszy, pisanie streszczenia o kazaniu na zadanie… Ehhhhh to nie lekcja religii a ocenianie religijności czemu mowię NIE

  12. Ja tex jestem przeciwna te sprawdziany te modlitwy 100 pytań przed komunia po co to komu i tak dzieci mają dużo nauki to jeszcze muszą się uczyć i na dodatek 2 razy w tyg.

  13. Ja jestem na tak ale aby byla taka jak u mnie w szkole nie taka jak wy opisujecie

  14. Wszyscy są na nie, a religia dalej jest.

  15. Ja jestem za religią ale nie w takiej formie – bez ocen, bez zaliczeń. To prawda, że księża i kościół powodują, że wierni się zniechęcają jednak to też jest podejście wiernych – ja po latach doszłam do punktu, w którym zrozumiałam, że chcę iść do kościoła nie dla księdza ale dla siebie i dla Boga. A mówienie o tym, że nie chodzę bo – tutaj pada milion powodów – to często wymówki dla naszego lenistwa czy po prostu słabej wiary. Ja mam w nosie czy ktoś wierzy czy nie – nie interesuje mnie to – ważne co ja myślę i co robię. Pamiętajcie, że Wasze dzieci nie muszą chodzić na religię – wystarczy złożyć odpowiedni dokument…ale przecież jak z kimś rozmawiam to każdy mówi, że to byłby wstyd i sakramenty przyjmować chcą koniecznie a to już podchodzi pod lekką hipokryzję… kwestia dotyczące wiary to ciężkie tematy….

  16. Jestem za religia a nie za katecheza.

  17. Z tego co pamietam to rodzice mieli decydujace zdanie czy chcieli aby dzieci chodzily na religie. Glupoty co niektorzy pisza…. ja nie chcialam sie uczyc chemii do czego mi ona potrzebna albo fizyka. Religia jest nie obowiazkowa!! Jakis glupi post

    1. To prawda że nie jest obowiazkowa. Ale co ma zrobić dziecko, które nie uczestniczy w lekcji religii i ma okienko między 3a 5 lekcją. W tym czasie nie ma świetlicy otwartej. Czemu ma siedzieć na korytarzu? Jeśli lekcje religii maja być w szkole nieh są na ostatnich godzinach i niech nie rozbijają dnia.

  18. ja jestem na NIE i po prostu nie wyraziłąm zgody na uczestnictwo mojego dziecka w tej „szopce”.

  19. Ja tez jestem na „nie”. Ale….. jak przychodzą święta to wszyscy są katolikami, zajączki, choinki, wolne w pracy, niech żyje kościół!!! Ale jak kościół czegoś od wiernych oczekuje Np. Chodzenia na lekcje religii od małego, to każdy się wypina. Jedną nogą w wodzie drugą na lądzie jeśli rozumiecie co mam na myśli. Nie chce przez to nikogo urazić ale przemyśleć sobie co nieco warto chyba.

  20. Anna Kowalska

    Jak katechetka oceniła moje 7letnie dziecko Modlitwy na pamięć zaliczone na 5 i 5- Rysunek na podstawie przeczytanego fragmentu Pisma Świętego 5. Prowadzenie ćwiczenia 4-, prowadzenie zeszytu 3. Ocena na koniec semestru 4. Dziecko słabo pisze, nie lubi kolorować, więc nie ma szans aby zadowoliło katechetkę. Wkurzyłam się niesamowicie. Potem zastanowiłam się na co mu ta religia. Wnioski proste… j.polski, matematyka , j. angielski są mu potrzebne w życiu, nauka religii do niczego mu nie jest potrzebna. Modlić jak będzie chciał to i bez piątki z religii może. Od dziś nie interesuje mnie nauka religii, nie uczę dziecka modlitw, ani nie gonie do pracy domowe. Skutecznie zostałam zniechęcona. Powiedziałam dziecku, że na religii ma być grzeczny i wykonywać polecenia, to będzie umiał czego go katechetka nauczy, ja uczyć religii w domu nie będę więcej.

  21. Wypowiem się jako licealistka, odwołując kolejno do wszystkich argumentów. Może to Pani zignorować, jako wypowiedź osoby niedoświadczonej, ale uważam, że mimo wszystko umiem wypowiedzieć się na temat reali obecnych szkół. Zatem, jak to wygląda w liceum:
    1. Tak się składa, że obecnie na wszystkich etapach swojego kształcenia miałam możliwość wyboru etyki. Fakt nie korzystałam z niego, ponieważ sama uczęszczam na religię, ale moi znajomi przychodzili na ową lekcję. W moim liceum etyka jest prowadzona dla wszystkich trzech roczników razem ze względu na brak większej ilości chętnych, aby dograć to z planem lekcji jest ona o 7 rano w piątek. Jednakże chciałabym podkreślić, że lekcje religii również odbywają się u mnie o 7 rano, tyle, że w poniedziałek. Jeżeli Pani zdaniem jest to podział na lepszych i gorszych to nie będę się kłócić.
    2. Moim zdaniem dane lekko niedopracowane. Jeżeli chodzi o historię to w liceum rzeczywiście godzin tego przedmiotu nie ma za dużo, ale mamy również wiedzę o społeczeństwie. Tabelka nie uwzględnia również, że w liceum oba te przedmioty łączą się od drugiej klasy w jeden i występują jako historia i społeczeństwo. Jeżeli zaś chodzi o biologię, chemię, fizykę… W liceach klasy są profilowane, więc każdy z uczniów sam wybiera przedmioty rozszerzone, zatem ilość ich godzin. Tak się składa, że będąc na profilu matematyczno-informatyczno-fizycznym, mam trzykrotnie większą ilość godzin fizyki oraz informatyki niż religii, a matematyki jeszcze więcej.
    3. Jest to moment w którym trzeba się zastanowić, czy osoby, które teraz nie wiedzą, gdzie jest ich parafia, będą wiedzieć, gdzie jest, jeżeli religii nie będzie w szkołach? Są to osoby, które do Kościoła nie chodzą, zatem, czy jeżeli religia odbywałaby się w kościele to, czy w ogóle by na nią przychodziły. Moim zdaniem nie, a wręcz religia w szkole daje im jakąkolwiek możliwość na zdobycie wiedzy o Bogu. Co więcej mój bliski przyjaciel mieszka na wsi i codziennie dojeżdża do szkoły w mieście, jego jedynym możliwym transportem jest samochód, ponieważ nie jeżdżą tam żadne autobusy. Do swojego kościoła również musi dojeżdżać. Jest to bardzo mała parafia i ciężko powiedzieć, czy w ogóle prowadziłaby lekcję religii dla tak niewielu osób. Zatem, gdyby nie religia w szkole, nie miałby możliwości uczęszczania na nią.
    4. Fakt dostajemy oceny z religii. Nie za wiarę w Boga. Oceny są wystawiane za pracę na lekcji i aktywny udział w niej, jeżeli pracuję, uczestniczę w dyskusjach, przygotowuję się na każdą lekcję to dlaczego nie miałabym dostać za to oceny?
    5. Tutaj chyba nie rozumiem argumentu. Skąd wniosek, że jakość i efektywność kształcenia są na niskim poziomie i skąd wniosek, że odpowiada za to fakt, że jest to lekcja w szkole? Czy uważa Pani, że Kościół traci młodzież przez szkołę?
    6. Tutaj dopisek ode mnie.
    Uważam, że lekcja religii w szkole jest dobra, chociażby ze względu na wygodę. Nikt nie jest przymuszany do uczęszczania na taką lekcję, ponieważ to rodzic musi wypisać zgodę na to. A dla osób, które rzeczywiście chcą w tym uczestniczyć jest to duże ułatwienie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Ciasto 3 Bit

Ciasto 3 Bit


Basia Heppa-Chudy

14 kwietnia 2015

To co najbardziej lubię w kuchni, to takie czary, kiedy szybko i łatwo – jak machnięcie magiczną różdżką – powstaje coś smacznego i w dodatku efektownego. Do tej kategorii zalicza się ciasto 3 Bit, które jest łatwe w wykonaniu, pięknie wygląda i fantastycznie smakuje.

Na ciasto 3 Bit składa się wszystko co dobre: masa kajmakowa, krem budyniowy i bita śmietana, przełożone kilkoma warstwami herbatników. Ciasta nie pieczemy, przygotowujemy je dzień wcześniej, by herbatniki zdążyły zmięknąć.

Składniki: (na prostokątną formę 23×37 cm lub 23×33)

1 puszka masy kajmakowej
2 paczki 220 g opakowań herbatników
3 szklanki mleka
3/4 szklanki cukru
pół kostki masła
4 łyżki mąki pszennej
6 łyżek mąki ziemniaczanej
4 jajka
500 ml śmietany kremówki
żółta galaretka
kilka kostek czekolady

Przygotowanie:

  1. Formę wykładam papierem do pieczenia lub folią spożywczą, a na jej dno układam pierwszą warstwę herbatników.
    Masę kajmakową przekładam do garnka, rozgrzewam i płynną wylewam na ciastka.
    Układam drugą warstwę herbatników.
  2. Zagotowuję 2 szklanki mleka z cukrem i masłem.
    1 szklankę mleka miksuję z jajkami i mąkami, a następnie wlewam do gotującego się mleka. Jeszcze chwilkę, ok 2-3 minuty całość gotuję.
    Miksuję powstały budyń na jednolitą masę i gorącą wlewam na ciastka.
    (Można też zrobić wersję szybszą i użyć 2 kupnych budyniów waniliowych, które po ugotowaniu w takiej samej ilości mleka i cukru, po ostygnięciu,  należy utrzeć z 1/2 kostką masła w temperaturze pokojowej.)
    Układam trzecią warstwę herbatników, formę obwijam folią i w tej fazie ciasto wkładam na kilka godzin (a najlepiej na noc) do lodówki.
  3. Galaretkę przygotowuję w szklance wody i gdy zaczyna tężeć ubijam na sztywno śmietanę – następnie dodaję galaretkę, całość miksuję i wykładam na herbatniki.
    Na tarce ścieram czekoladę, którą posypuję ciasto.

Ciasto 3 Bit przechowujemy w lodówce.

Smacznego!

3 bit

3 bit ciasto

 

Zdjęcia: Basia

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Kamila Dworecka

    Polecam zamiast herbatników w środku krakersy.Herbatniki tylko na spodzie

  2. poszukaj w internecie przepisu na coś w stylu babeczka z kubeczka z mikrofalówki ;)

    1. W biurze nie mam mikrofalówki :(
      Ale już wiem o co wnioskować :D

    2. sama nie próbowałam, ale podobno naprawdę niezłe :)

    3. mój mąż podejmował 4 próby. Wszystkie nieudane.

    1. Sama sobie pluje w brodę ;) Chyba zaraz zrobię chociaz naleśniki

  3. robiłam kilkukrotnie, ciasto wychodzi bajeczne. Tylko ja kajmak kładę po środku – łatwiej mi rozsmarować na kolejnej warstwie, niż na samych herbatnikach.

  4. Wielokrotnie robiłam, zawsze udane. Tylko ja mam trochę inny przepis

    http://www.poezja-smaku.pl/ciasto-3-bit-bez-pieczenia/

  5. Milena kamińska

    Skusiłam się w sobotę robię

  6. Kucharz Robert

    Niedzielny poranek i przez przypadek trafiłem akurat na przepis, który wygląda tak apetycznie, że nie sposób go nie zrobić. Moje tak ładnie nie wyszło na zdjęciu, ale tez jest pyszne http://www.mojeprzepisy.pl/Przepis/3bit/. Dzisiaj jednak się zainspirowałem Twoim przepisem i lecę do biedronki po składniki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku