Dania główne 19 września 2020

Szakszuka z papryką

W tym roku pomidory w przydomowym, balkonowym ogródku wyjątkowo mi obrodziły. Nie spodziewałam się takich zbiorów. Teraz muszę je jakoś przerabiać i by się nie przejadły szukać pomysłów na nowe smaki. Stąd ostatnio pomysł na Szakszukę. Jest to śniadaniowe danie kuchni bliskowschodniej, sycące i niezwykle aromatyczne. Doskonale sprawdzi się też na szybki obiad czy kolację. Istnieje wiele wersji, tej potrawy, dziś chcę pokazać Wam Mój pomysł na to danie. Przekonajcie się sami czy jest smaczna.

Składniki (1 porcja):

  • 2 średnie pomidory
  • ½ papryki czerwonej
  • ½ papryki zielonej
  • 1 mała cebulka
  • ½ łyżki masła
  • 1-2 ząbki czosnku (może być więcej jeśli lubicie)
  • przyprawy: sól i świeżo zmielony pieprz, zioła prowansalskie, papryka wędzona oraz opcjonalnie chili
  • 2 jajka
  • świeża bazylia lub pietruszka
  • pieczywo

Przygotowanie

1.Pomidory sparzam wrzątkiem, obieram ze skórki, kroję wszystkie na kawałki. Wykrajam także szypułki.

2. Na niedużej patelni roztapiam masło i po rozgrzaniu wrzucam przeciśnięty przez praskę czosnek. Chwilkę podsmażam, by tłuszcz nabrał jego aromatu.

3. Kroję cebulkę (w drobną kosteczkę), paprykę (w paseczki lub kostkę) i podsmażam na rozgrzanym tłuszczu.

4. Do przesmażonych warzyw dodaję pomidory, doprawiam solą, pieprzem i pozostałymi przyprawami. Mieszam i intensywnie smażę na większym ogniu przez około 5 minut. Nie mieszam teraz Szakszuki, bo pomidory po odparowaniu wody zamienią się w przecier.

5. Do podsmażonych warzyw delikatnie wbijam jajka, doprawiam je solą.

6. Przykrywam wszystko pokrywką i duszę przez około 3 minuty lub do czasu, aż białka jajek będą ścięte.

7. Posypuję świeżą bazylią lub pietruszką i podaję z pieczywem.

Szakszuka jest gotowa. Smacznego!

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
W szkole 18 września 2020

Genius. Wychowaj małego geniusza

Genius i wszystko jasne. Chciałabym tak powiedzieć, ale Wam to słowo pewnie niewiele mówi. Na wstępie powiem tylko, że Duśka jest w Geniusie zakochana. To chyba najbardziej ulubione zajęcia dodatkowe. 

Genius – jak to się zaczęło u nas 

Przyznaję, zadziałałam nieco samowolnie. Po prostu zapisałam dziecko na próbne zajęcia i umówiłam termin. Nie skonsultowałam tego z Duśką, bo raz, że była nieobecna, dwa – mnie samej ta propozycja wydała się na tyle atrakcyjna, a jednocześnie bezpieczna (próbne zajęcia są darmowe i do niczego nie zobowiązują), że podjęłam decyzję niejako za nią. 

Tymczasem moje dziecko, wbrew moim oczekiwaniom, nie zareagowało entuzjastycznie. 

– No weź, wakacje są, a ja mam się uczyć? I to jeszcze matematyki?

– Po pierwsze nie tylko matematyki, po drugie zobaczyć, na czym to polega, a nie się uczyć.

– Nie chcę.

 

Uuupsss. A ja się już umówiłam… 

– Dziecko kochane, bardzo cię proszę, bądź dla matki miłe. Ja już ustaliłam termin. Jak się nie stawisz, to wyjdę na kompletną blondynkę. Możesz mi chyba godzinkę swojego cennego czasu podarować?

– No dobra. Ale tylko raz. I nie będę musiała na to chodzić potem?

– Nigdzie nie będziesz chodzić, bo to jest online. Do komputera daleko nie masz. Ale nie, jak ci się nie spodoba, to nie będziemy tego ciągnąć.

– OK.

Entuzjazmu w niej było tyle, co życia w skamienielinie tyranozaura, ale o umówionej porze grzecznie usiadła przed komputerem, przygotowała jakieś kartki i ołówki, otworzyła demo podręcznika i zrobiła przyjemny wyraz twarzy. Mam w domu nastolatkę, więc wiecie, to ostatnie też jest ważne ;-) 

Genius

 

Genius Kraków i magia chwili 

Zaczęło się niewinnie i chyba mało budująco od prostego zadania z matematyki. Prostego pod warunkiem, że ma się chwilkę na liczenie ;-) Wydaje mi się, że pamiętam początek: 2+7, ale tych cyfr było tam więcej i nie dam głowy, czy odejmowania też nie było. Próbowałam szybko liczyć w pamięci, ale poległam. Tym bardziej poległo moje dziecko. 

Potem pani Jagoda pokazała Duśce krótki filmik z japońskimi dziećmi liczącymi w pamięci i oświadczyła, że tego można się nauczyć i tym właśnie zajmuje się Genius. Między innymi. Następnie wyjaśniła, jak się liczy na japońskim liczydle (wygląda inaczej niż nasze i przyznaję się, ja tej metody nie ogarniam, chociaż trochę podglądam zajęcia). Potem trochę ćwiczeń, prostych przykładów, kilka zabaw trenujących logiczne myślenie i pamięć wzrokową, wstęp do układania kostki Rubika, czyli takie demo: tym będziemy się zajmować na regularnych zajęciach.

Ale najlepsze było na końcu, kiedy pani Jagoda powiedziała, że teraz przeczyta proste działanie matematyczne i prosi o wynik. Duśka podała go od razu, dosłownie od razu.  A wiecie, na czym myk polegał? To było dokładnie to samo działanie, na którym poległa na początku! Magia, po prostu magia. 

Kiedy Duśka wylogowała się z Zooma, miała do mnie tylko jedno pytanie: 

– Będę mogła na to chodzić?

 

Nie wiem, co ona z tym chodzeniem, do komputera ma ze trzy kroki… 

Genius

 

Dlaczego Genius?

Znam moje dziecko, jego mocne i słabe strony. Nie mam złudzeń. Są obszary, w których jest bardzo dobrze i takie, w których trzeba trochę poprawić. Szkoła podstawowa nie zna czegoś takiego, jak specjalizacja, trzeba być dobrym we wszystkim. Tymczasem moje wybitnie humanistyczne dziecko (co się trochę kłóci z zainteresowaniami, ale takie są fakty), które od ręki potrafi napisać długie i sensowne wypracowanie, średnio radzi sobie z matematyką. W siódmej klasie dojdzie fizyka i chemia i już węszę problemy (nie ma to jak nadopiekuńcza matka, która widzi problemy tam, gdzie ich jeszcze nie ma, prawda?). W ofercie Geniusa zobaczyłam możliwość wsparcia tych umiejętności, które nieco szwankują. Nie tylko liczenie, ale też pamięć wzrokowa i w ogóle pamięć, logika, samodzielne robienie notatek poprzez doskonalenie zapamiętywania i szybkiego pisania, wyobraźnia przestrzenna (jakoś ciężko było policzyć powierzchnię bryły…). 

Na stronie Genius Kraków możecie zobaczyć szczegółowo wypisane wszystkie umiejętności, które będą ćwiczone w pierwszym i drugim roku. Powiem Wam, że intryguje mnie pisanie i rysowanie oburącz, zawsze chciałam się tego nauczyć, ale nigdy mi nie wyszło. Może kiedyś Duśka mi powie, jak to się robi ;). I wbrew pozorom nie ma to być totalnie nieprzydatna umiejętność, ale sposób na stymulację prawej i lewej półkuli mózgu. 

Genius

 

Dlaczego nie korepetycje?

Genius jest tym, co dzieci (a i dorośli też, nie oszukujmy się), bardzo lubią – nauką przez zabawę. Przez całe zajęcia dostają wsparcie (tym razem już od pani Moniki, to ona prowadzi grupę). Każdy najmniejszy sukces jest zauważony i głośno chwalony. Natomiast niedociągnięcia nie są traktowane jak porażka, ale jako obszar, nad którym trzeba jeszcze popracować. Muszę przyznać, że to bardzo motywujące podejście. Szkoda, że w tradycyjnych szkołach wygląda to inaczej. 

 

Genius krok po kroku 

Jeśli idea zajęć rozwijających logiczne myślenie, wyobraźnię, pamięć, szybkie liczenie itp. przypadła Wam do gustu, koniecznie zajrzyjcie na stronę internetową krakowskiego Geniusa. Znajdziecie tam wszystkie szczegółowe informacje i będziecie mogli zapisać swoje dziecko (lub dzieci, rodzeństwa dostają zniżkę) na zajęcia próbne

Do nauki potrzebny jest komputer lub tablet z dostępem do internetu (polecam komputer i to z dużym ekranem, lepiej widać). Można, ale nie trzeba, zainstalować oprogramowanie Zoom. Od siebie mogę dodać, że musi być aktualne, inaczej nie będzie działać. 

Zajęcia odbywają się raz w tygodniu i trwają półtorej godziny. Nie ma obijania się, tempo jest tak dopasowane, że z jednej strony jest czas na swobodne zastanowienie się bez niepotrzebnej presji, z drugiej trzeba być skupionym. 

Teoretycznie grupy są maksymalnie pięcioosobowe, na ostatnich zajęciach była czwórka małych geniuszy. Rozpiętość wieku? Hmm. Duśka jest w szóstej klasie i wydaje mi się, że była najstarsza. Najmłodsza dziewczynka chodzi do pierwszej klasy. I powiem Wam, że tej różnicy wieku wcale nie widać. 

 

Zdjęcia: Mirella 

 

Zobacz inne wpisy o tej tematyce:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Gry planszowe i nie tylko 18 września 2020

Najlepsza gra o kotach

Najlepsza gra o kotach to ponoć niezawodny sposób na ustalenie, kto w domu jest największym kociarzem. To też niezawodny sposób na dobrą i relaksującą zabawę. Nawet nie trzeba się zbytnio skupiać, żeby wygrać. 

Najlepsza gra o kotach 

Z grami planszowymi (przy czym umówmy się, „planszowa” to dziś określenie bardzo umowne) jest tak, że bardzo lubię w nie grać, ale pisać o nich to już niekoniecznie. I to wcale nie dlatego, że nie chcę się dzielić z Wami dobrem, zachowując najlepsze kąski dla siebie. Wręcz przeciwnie! Po prostu żadna, najbardziej nawet dopracowana recenzja, nie jest w stanie oddać istoty gry. 

Podobnie jest z Najlepszą grą o kotach. Z pozoru zwykła karcianka, w rzeczywistości gra, w której trzeba myśleć, planować, przewidywać i… zaglądać przeciwnikowi w karty. Jest to niezbędne, na szczęście karty (te, w które trzeba zajrzeć) są wyłożone na stole przez całą rozgrywkę i nie trzeba się uciekać do niecnych sztuczek. 

 

Zajrzyjmy najpierw do pudełka

Typowej planszy tu nie znajdziemy, bo jak już wyżej wspomniałam, Najlepsza gra o kotach to karcianka. W pudełku znajdziemy więc przede wszystkim sto dwie karty gry i trzynaście kart przybłęd. Ponadto jeden znacznik w kształcie kota, żetony przysmaków i punktów zwycięstwa, notes do podsumowania punktów na koniec rozgrywki i instrukcję. I z instrukcją z serca radzę Wam się zaprzyjaźnić. Przynajmniej na kilka pierwszych rozgrywek. 

najlepsza gra o kotach

 

Zasady gry 

Nie są skomplikowane. Na stole wykładamy dziewięć kart gry w trzech rzędach, obok kolumnę trzech kart przybłęd, a z boku całą resztę, czyli pozostałe karty, przysmaki i punkty zwycięstwa. 

Pierwszy gracz bierze znacznik kota i ustawia go nad wybraną kolumną lub z boku rzędu. W ten sposób blokuje trzy karty, których kolejny gracz nie może zebrać ze stołu. Musi wybrać inny rząd lub kolumnę. Miejsca zebranych kart uzupełnia się kartami ze stosu. Przybłędy nie podlegają tym regułom, nie zabiera się ich, nawet gdy leżą w określonym rzędzie lub kolumnie. 

Karty mają różne przeznaczenie. Karty kotów układamy przed sobą. Karty przysmaków zamieniamy na przysmaki, którymi karmimy koty według ich upodobań. Upodobania są uwidocznione na kartach kotów. Pozostałe karty trzymamy przy piersi i staramy się, żeby nikt ich nie zobaczył. Mają różne atuty i dlatego warto mieć pod ręką instrukcję. Niektóre można wymieniać w trakcie gry, inne przydadzą się dopiero przy liczeniu punktów. 

Gra toczy się do momentu, w którym na stosie zabraknie kart. 

 

Podliczanie punktów 

Nawet nie będę próbowała tego dokładnie opisać. Punkty dostaje się za nakarmienie kotów, zebranie największej liczby zabawek i ubranek i nie pamiętam, co jeszcze. Są też punkty karne, na przykład za niewykorzystanie całej karmy. Ogólnie wygląda to skomplikowanie, ale notes bardzo ułatwia sprawę. Wystarczy wypełnić wszystkie rzędy po kolei i podsumować. Instrukcja jest tu bardzo pomocna.

 

Jak długo to trwa 

Za pierwszym razem długo, bo nie wiadomo co robić, więc się dłużej myśli. Później decyzje podejmuje się automatycznie, a rozgrywka znacznie się skraca. Przy średniej sprawności graczy da się ogarnąć rozgrywkę w kwadrans. Oczywiście bez podliczania punktów. 

 

Dla kogo jest Najlepsza gra o kotach 

W teorii dla graczy 8+, czyli dla minimum ośmiolatków. W praktyce, moim prywatnym zdaniem, młodsze dzieci też dadzą radę, jeśli będą umiały czytać. Podejrzewam, że te 8+ wynika z faktu, że na koniec trzeba się wykazać znajomością matematyki, ale wystarczy jeden gracz, który potrafi liczyć. 

Gra sprowadza się do dobierania kart, wymieniania i kombinowania, który rząd lub kolumnę zablokować, żeby utrudnić życie przeciwnikowi. A z tym już sześciolatki powinny sobie dać radę. 

najlepsza gra o kotach

Wrażenia 

„Całkiem fajna gra w sumie” – powiedziało moje dziecko. I to jest chyba dobre podsumowanie. Jest ciekawa, wciągająca, ale nie pochłonęła nas tak jak „Domek” czy „Kwiatki”. Dobry wybór na szybką, nieskomplikowaną rozgrywkę wymagającą błyskawicznego podejmowania decyzji, ale bez konieczności zapamiętywania, jakie karty zeszły i liczenia ich. Propozycja na jesienną szarugę i nie tylko. Myślę, że na naszym stole będzie gościła często.

 

Dziękuję Wydawnictwu Fox Games za przekazanie egzemplarza recenzenckiego 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close