Kulinaria 14 września 2015

Faszerowane papryki

Jak co roku, we wrześniu w naszym domu na stole królują warzywa, a w szczególności papryka zarówno żółta, czerwona jak i zielona. Papryki jemy na śniadanie, na obiad i na kolację. Czasem nawet jest dla nas przekąską na równi z marchewką, a czasem sycącym posiłkiem. Podobno zmniejsza apetyt, przyśpiesza spalanie tłuszczu, a do tego o tej porze roku jest tania!

Ponadto czerwona papryka dostarcza nam dużo beta-karotenu – tylko 100g tej papryki pokryje 70% dziennego zapotrzebowania na witaminę A. Zielona papryka zawiera dużo kwasu foliowego, a żółta wzbogaci nas między innymi o witaminę E. Warto także podkreślić, że podczas obróbki termicznej niewiele stracą ze swych właściwości.  Zachęceni do wcinania papryki?

Poniżej przepis na proste, szybkie danie z udziałem papryki w roli głównej, czyli faszerowane papryki prosto na wasz stół.

Składniki:

8 średnich papryk (kolor dowolny)
1 średnia marchewka
1 cebula
5 plasterków boczku
3 torebki ryżu długoziarnistego ( po 100g każda)
350-400 g mięsa mielonego (np. wołowe, wieprzowe, wołowo-wieprzowe)
sól, pieprz, zioła, olej lub margaryna

Przygotowanie:

  1. Każdą paprykę nacinam z góry i delikatnie usuwam nasiona i błony. Oczyszczone kapelusze wraz z wydrążoną papryką dokładnie płuczę pod letnią wodą i odstawiam do wyschnięcia.
  2. Wstawiam wodę na ryż i gotuję go według przepisu na opakowaniu.
  3. Drobno siekam cebulę, boczek. Marchewkę ścieram na tarce na grubych oczkach. Te wszystkie składniki wrzucam na niewielką ilość oleju i lekko duszę.
  4. Po chwili dodaję mięso mielone, dokładnie mieszam i podsmażam przez kilka  minut, tak by nie było już widać surowego mięsa.
  5. Podsmażone mięso dodaję do wcześniej ugotowanego ryżu. Mieszam dokładnie i doprawiam solą, pieprzem i ziołami.
  6. Kiedy farsz przestygnie, za pomocą łyżki nadziewam każdą paprykę i ustawiam ściśle obok siebie w naczyniu np żaroodpornym, i przykrywam kapeluszami z papryki.
  7. Zalewam do połowy wodą oraz dodaję odrobinę tłuszczu – np margaryny.
  8. Naczynie z paprykami zamykam i wstawiam do nagrzanego piekarnika – ok. 180 stopni i piekę około 40 minut.
  9. Do tak przygotowanych papryk można dodać ziemniaki. Ja osobiście wolę zjeść je same. Smacznego!

Na koniec jeszcze jedna mała wskazówka od naszej Basi, która mięsa nie podsmaża. Praktykuje ona by surowe mięso wymieszać ze wszystkimi składnikami i nadziewać tym farszem od razu papryki. Wypróbuję już wkrótce.

20150911_103023

20150911_102017

Zdjęcia: Rachela

 

7
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Karolina BylinaW roli mamy - wrolimamy.plAndrzej HeppaPaulina I DamianWcześniak i co dalej Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Wcześniak i co dalej
Gość
Wcześniak i co dalej

Pysznie. Sama też robię i bardzo lubię. Papryka jest wtedy taka słodka, że aż miło.

Paulina I Damian
Gość

Właśnie dziś robie na obiad.Pychotka:)

Andrzej Heppa
Gość

3 torebki ryżu na 8 papryk?To one muszą byc wielkosci dynii;)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Wypchałam wszystkie 8 i farszu nic nie zostało. Nie wyglądają ale są pojemne te bestie :)

Paulina I Damian
Gość

Ja za to zrobilam 7 a proporcje na oko i zawsze sa pyszne:)

Karolina Bylina
Gość

ha! zrobiłam dzisiaj to samo, tyle że ja z samego mięsa, z białym serem, kukurydzą i cebulka, a i koncentratem pomidorowym ;)

Znad kołyski 12 września 2015

Nasze serca dla serca Emilki

Kilka lat temu pisałam o Sylwii, młodej cudownej kobiecie, która jako niania skradła serce mojego syna. Niedawno sama została mamą i przeżywa to, co jest najtrudniejsze dla każdej matki – chorobę dziecka.

Nie wiem, jak Wy, ale ja doskonale pamiętam, jak bardzo się bałam robiąc USG prenatalne w ciąży i jaką ulgę odczuwałam, gdy lekarz oznajmiał, że dziecko dobrze się rozwija. Sylwia nie usłyszała tych słów – w 21 tygodniu ciąży dowiedziała się o wadzie serca swojego maluszka. Lekarze nie dawali szans na jego przeżycie, mówili wprost, że młodzi rodzice powinni się przygotować na śmierć dziecka.

Ale życie bywa przewrotne – Emilka przyszła na świat 26 maja – w Dzień Matki robiąc niezwykły prezent swojej mamie. Teraz ma cztery miesiące, jest śliczną i niesamowicie dzielną dziewczynką. Żyje pomimo ciężkiej siniczej wady serca. Serca, które zaciekle walczy od pierwszej minuty życia.

Emilka_1

Po trzech tygodniach od urodzenia, tuż przed operacją na otwartym serduszku, mama Emilki mogła wreszcie wziąć ją na ręce – bez żadnych kabelków, jedynie z diodami przypiętymi do klatki piersiowej i czujnikiem saturacji. Mogła po prostu utulić córeczkę, pochodzić z nią po sali – było to zupełnie inne doświadczenie od bezsilnego stania przy łóżeczku.

Operacja była trudna, długa i z komplikacjami. Tuż po niej rodzice mogli spędzić z córeczką pięć minut – bezbronne ciałko Emilki było podpięta pod liczną aparaturę, sześć pomp infuzyjnych i respirator. I znów słowa, których nikt nie chce słyszeć – stan jest ciężki. Ale i tym razem okazało się, że Emilka jest silną dziewczynką – w połowie lipca mogła opuścić szpital. Nareszcie dom i ogromna nadzieja, że wszystko się ułoży.

Emilka_4

Miesiąc później podczas wizyty kontrolnej, na której miała zostać wyznaczona data kolejnej operacji, jako drugiego etapu leczenia – jak grom z jasnego nieba – kolejna zła wiadomość. Emilka będzie miała wykonaną operację dopiero wtedy, kiedy będą jej bardzo spadać saturacje i zacznie sinieć. Jak to? To brzmiało jak wyrok – czy nie powinna zostać zakwalifikowana na zabieg, gdy jej organizm jest w dobrej kondycji fizycznej? Tym bardziej, że Emilka tak ciężko zniosła pierwszą operację, jej serduszko jest bardzo obciążone, a stan przejściowy w jakim jest teraz – pomiędzy pierwszym a drugim etapem leczenia – powinien trwać jak najkrócej? Wszyscy kardiochirurdzy, którzy konsultowali dziewczynkę, twierdzą, że powinna mieć drugą operację w wieku 3-8 miesięcy życia.  W Polsce nie jest to możliwe.

 Profesor Edward Malec, który operuje w Niemczech w klinice w Münster (to ten sam lekarz, który uratował Kacperka, dla którego operację zbieraliśmy fundusze także na wrolimamy.pl) zadeklarował, że Emilkę zoperuje jeszcze w tym roku. Narodowy Fundusz Zdrowia nie dofinansowuje takich operacji za granicą…więc teraz wystarczy „tylko” zebrać potrzebne pieniądze, by “naprawić” to małe serduszko.

Koszt operacji to 36 500,00 EUR czyli około 154 000 zł – to kwota, której brak rzutuje na to, czy Emilka będzie po prostu żyła.

My mamy z wrolimamy.pl prosimy wszystkie mamy o pomoc! Przekażcie choć niewielką kwotę – jesteśmy przekonane o wielkiej wartości małych wpłat!

Emilce można pomóc dokonując wpłaty na rachunek Fundacji:

Fundacja na rzecz dzieci z wadami serca Cor Infantis 86 1600 1101 0003 0502 1175 2150 z dopiskiem „Emilia Gojowy”

Dla wpłat zagranicznych:

USD PL93 1600 1101 0003 0502 1175 2024 „Emilia Gojowy”
EUR PL50 1600 1101 0003 0502 1175 2022 „Emilia Gojowy”
Kod SWIFT dla przelewów z zagranicy: ppabplpk
Bank: BGŻ BNP PARIBAS oddział w Lublinie, ul. Probostwo 6A, 20-089 Lublin

Fundacja Cor Infantis nie pobiera prowizji ani żadnych dodatkowych opłat. Całość zebranych środków przeznaczona jest na leczenie dziecka.

Wpłat można dokonywać również na konto fundacji Siepomaga → https://www.siepomaga.pl/serce-emilki

Emilka_2Jeśli chcecie przeczytać więcej o Emilii, możecie to zrobić tutaj – na stronie fundacji.

 

1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Uroda 11 września 2015

Zezowate szczęście

Jakiś czas temu zauważyłam, że Klara delikatnie zezuje jednym oczkiem – lewym. Nie nazwałabym tego nawet zezem, oczko uciekało jej tylko, gdy skupiała wzrok na przedmiocie w bardzo bliskiej odległości od twarzy. No cóż, mądry Polak po szkodzie…

W niewiedzy o wadze problemu utwierdziła mnie nasza pani pediatra (a niech ją drzwi ścisną!) „Pani pójdzie do okulisty, a może nawet nie ma się po co wybierać, taki mały ten zezik – pewnie przejdzie” czy coś w ten deseń…

Byłam przekonana, że „problem” jest niewielki, ale nie dawało mi to spokoju. Intuicja matki jest niezawodna – czułam, że coś jest na rzeczy i koniecznie musimy odwiedzić okulistę. Po rozstrzygnięciu wszystkich opinii i przeczuć zadecydowaliśmy, że nie będziemy się pchać prywatnie do okulisty, a zaczekamy te dwa i pół miesiąca na wizytę w poradni okulistycznej (pójdziemy, bo wzrok należy badać, ale skoro lekarz nas uspokaja, to też nie będziemy podnosić niepotrzebnie ciśnienia).

Drodzy Rodzice – jeżeli zauważycie nawet micro zezik „lećcie” od razu, bez czekania, choćby i na koniec świata! Nie czekajcie na chore terminy! Ja właśnie się zastanawiam, czy w ciągu tych paru tygodni, można było zapobiec skutkom, z którymi teraz Klara będzie się borykała baaardzo dłuuugo. I nigdy się nie dowiem, czy niedowidzenie mojej córki to wcześniej nie wykryte zaburzenie, czy skutek tych kilku tygodni niewinnego czekania.

Wizyta u okulisty „za darmo”- z czym to się je

Spodziewałam się niezbyt wesołego dnia – poradnia okulistyczna dla dzieci, tłumy, czekanie, dwójka dzieci pod pachą, zakaz wprowadzania wózków itd. Ale to co zastałam na miejscu przeszło moje najśmielsze wyobrażenia Armagedonu! Pełno pomyłek – od informacji z rejestracji o numerze pokoju po nazwisko lekarza. Na drzwiach – już tych właściwych – lista imion dzieci i godzin wizyt – pacjent co 5 minut!!! To nie żart, naprawdę, co pięć minut! A jak się prędko okazało, każde dziecko musiało wracać do gabinetu 2-3 razy! Na początek badanie okulistyczne podstawowe i decyzja co z delikwentem, później kolejne badania – zazwyczaj w innym gabinecie i powrót z wynikiem, kolejna decyzja co dalej, trzykrotne zakraplanie oczu do kolejnych badań w „poszerzeniu”, potem półgodziny laby na podwórku, żeby krople zadziałały i żeby odetchnąć świeżym powietrzem i badanie komputerowe. Miodzio, prawda? Korytarz duszny, krzeseł jak na lekarstwo, ludź na ludziu, a na tym ludziu jeszcze jeden ludź! Uprzedzę nieco fakty – dla mnie to było ponad pięć godzin wspólnych męczarni z jedenastokilogramowym Wiktorem na biodrze, a później dla kurażu z czternastokilogramową Klarą dla równowagi na drugim bioderku. Teraz już wiem, dlaczego byłam jedynym rodzicem w pojedynkę – bo nie miałam pojęcia co mnie czeka. Reszta stałych bywalców, zaprawiona jak na wojnę – od krzesełek wędkarskich po zestawy z „Maka” na obiad… ale podobno nie zawsze tak jest, czasem ponoć jest pusto… tja, na pewno…

Badanie – jakoś to było

Jakby nie narzekać na system, pani okulistka i pielęgniarka wewnątrz wytęsknionego gabinetu, okazały się być na medal! Fantastyczne podejście do dzieci i olbrzymia pomoc dla mnie, gdy trzeba było na moment przejąć rolę rodzica – pamiętajcie, że cały czas miałam Wiktora pod pachą, a raczej na rękach, więc bardzo pomocne okazały się kolana do wypożyczenia!

Czytanie z odległości – oczywiście dla dzieci, „czy widzisz łapkę podniesioną w górę, czy skierowaną w dół?” – prawe oczko poszło bezbłędnie, dużo zabawy i już. Oczko lewe, cisza… płacz i histeria… Okazało się, że Klara nie widzi i bardzo się wystraszyła… moje kolana się ugięły, ledwo zachowałam względny i pozorny spokój. Wysłano nas na badanie na synoptoforze. W badaniu okazało się, że ten kosmetycznie prawie niewidoczny zezik – jest mega zezem! Kąt 25 stopni – sporo.

Później wyższa szkoła jazdy, czyli trzykrotne zakraplanie oczu – Klara nie należy do gatunku twardzieli, raczej woli przeżywać na zapas i na wszelki wypadek. Nie było miło, ale znów ratował nas personel. Udało się przy minimalnym płaczu.

Wreszcie nadeszła pora na badanie komputerowe. Wynik mnie sparaliżował… +8 oczko lewe, +2 oczko prawe! Mądry Polak po szkodzie, dziś wiem o zezie prawie wszystko i bardzo żałuję, że pozwoliłam osłabić moją czujność przez pseudofachowców.

Wielki finał

Okulary – bez dwóch zdań konieczność. Startujemy z +5 na lewym oku – być może wystarczy, żeby skorygować wadę. Koszt kosmiczny! Stres dla rodzica olbrzymi! Dla malucha frajda z nowości i radość powrotu wzroku! Za trzy tygodnie kontrola i wyrok – czy zainwestowane „setki” pójdą do śmietnika, bo nie obejdzie się bez mocniejszej korekty… Co będzie zobaczymy, jestem dobrej myśli – na szczęście „plusy” dobrze i szybko korygują się u małych dzieci, więc mam nadzieję, że szybko zamienimy musztardówy na szkiełka!

Epilog

Kocham moje „zezowate szczęście” w okularach i bez – a Ty, jeżeli podejrzewasz chorobę zezową u swojego dziecka, pędź do okulisty!

13
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

U nas była inna sytuacja – rok temu w przedszkolu odbyły się badania komputerowe oczu. Po kilku dniach dostaliśmy karteczkę, że konieczna jest wizyta okulistyczna. Zdziwiło mnie to bo nie zauważyliśmy niczego niepokojącego – żadnego skarżenia się, problemu z widzeniem z dala i bliska, słowem nic. Udało się dość szybko umówić. Pierwsze badanie „na sucho” – coś jest na rzeczy. Za 2 tygodnie kolejna wizyta już z atropiną. Na rzeczy jest jednak więcej. Kolejna wizyta za jakieś 2 tygodnie i dobór okularów. Jedno oczko – nadzwroczność (podobno do skorygowania wraz z rozwojem oka) i astygmatyzm na drugim (tu niestety nie… Czytaj więcej »

sedno sprawy
Gość
sedno sprawy

może uniknąć zakraplania atropiną gdy zdobędzie się lek o nazwie cyclopentolat

Paulina Otmar
Gość

Astygmatyzm mamy wiec musimy nosic okulary

Ania Macharzina
Gość

Astygmantyzm, nadzwrcznosć, zez (po pierwszej operacji) – okulary do konca zycia…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

może z czasem szkła kontaktowe?

Krysia Paluch
Gość

Moja Malwina ma widoczny zez rozbieżny.. okulustka nie była w stanie jej zbadać (mała ma autyzm). 23 września udajemy się do szpitala na 3 dni na specjalistyczne badanie wzroku.. Po przeczytaniu tekstu się wystraszylam bo zeza ona ma już długo.. tylko teee terminy!! Boję się:(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

na szczęście termin już niedługo, trzymamy kciuki!

Anastazja Stąpor
Gość

mamy i my .. +6 i astygmatyzm -okulary jak na razie stopniowo powiększane – obecnie będą szkła +2 .. potem zobaczymy.. starsza zezowała ale przeszło samo właśnie choć późno .. był to jakiś fizjologiczny czy jakoś tak.. ale okulistę a nawet kilku zaliczyła też. Jedna wywróżyła nawet jej jaskrę o badaniu na siłę nie wspomnę :/ (na szczęście nie pamięta) po natrafieniu na normalnego lekarza (też na nfz) wykluczona została (ale co nerwów się najadłam to moje) i badanie nastąpiło po zgodzie dziecka na nie a nie na siłę przy płaczu/histerii.

Kamila Gajowniczek
Gość

Moja 3 letnia corka ma astygmatyzm i dalekowzrocznosc nosi okulary ale ciezko ja przekonac

Wcześniak i co dalej
Gość
Wcześniak i co dalej

Poradnie okulistyczne i ja znam. I też nie mam o nich dobrego zdania. 2,5 miesiąca to nie jest jeszcze chory termin. Czekanie ponad 4 miesięcy na wizytę (którą się prawie cudem udało umówić) też jest chore.

http://kyzysowamama.blogspot.com
Gość
http://kyzysowamama.blogspot.com

Cholera!!!! Moja półroczna córcia też lekko zezuje, myślicie, że nie mam co czekać tylko udać się z nią do okulisty? Czy w ogóle wykonuje się badania u tak małych dzieci?

Tata Tomek
Gość
Tata Tomek

Idź do okulisty jak najszybciej. Wykonuje się takie badania nawet mniejszym dzieciom. Taką odpowiedź otrzymałem od swojego świetnego lekarza.
Też czekaliśmy do 3 latek bo tak nam radziły Panie pediatrzy. Strach się bać bo tak twierdziły wszystkie z którymi miałem do czynienia…
Za kilka dnia moja kochana córeczka ma operacje na zeza w tej chwili ma 5,5 roku. Musi wszystko pójść dobrze!!! :-)
PS nim wcześniej pójdziesz tym lepiej może nie zdąży się wykształcić widzenie jednym okiem… Bo tak decyduje mózg jeżeli jedno oko zezuje i je odłącza…
Pozdrawiam

Ania
Gość
Ania

I jak postepy w leczeniu zeza
u Klary?
Moja Zosia ma 11 miesiecy, od 5tego m-ca nosi okulary. Zezuje naprzemiennie I ma wade + 6,5 oraz +7:-( Zaklejamy naprzemiennie oczka po 4h dziennie, na szczescie nie zrywa plasterkow.
Od tyg. nosi mocniejsze szkla +4,5 oraz +5. W ciagu kilku miesiecy okaze sie czy jest to zez akomodacyjny..

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close