Na zakupach 21 sierpnia 2011

Tetra kontra pampers czyli o ekologicznym pieluchowaniu

Pewnego razu, kiedy byłam już w ciąży, stanęłam przed półką z pieluszkami jednorazowymi.
Ilość rożnych firm i rozmiarów mnie przeraziła – które wybrać, jaki rozmiar, czy mojemu maleństwu nie zaszkodzą, czy się w nich nie odparzy, bo przecież mamy lato w pełni. Po prostu jakaś czarna magia, a gdzie zwykła tetra?.

W tym momencie nie zawodne okazało się doświadczenie moich koleżanek, które swoje pociechy chowają ekologicznie na pieluszkach wielorazowych. To przecież takie logiczne, nasze mamy, babcie i prababcie miały tylko tetrę i flanelę, a nie było takich jak dziś pralek automatycznych, wszystko trzeba było gotować w garach. Dziś mamy pralki z najróżniejszymi opcjami. Jest to powrót do tego co bardziej naturalne, także dla skóry maluszka, po prostu zwykła tetra. Przecież dla siebie wybieramy jak najwygodniejszą bieliznę, z bawełny, satyny itd. Dlaczego skórę naszych milusińskich pakować nieustanie w gumę?

W ekologiczne pieluchowanie wkręciłam także mojego męża i naszych rodziców, choć mój ojciec entuzjazmem nie tryskał, cały czas powtarzał – „ po co się tak pakujecie w robotę, nie lepiej dać pampersa?” Dziś jestem już pewna, że nie. W krótkim czasie zebrałam sporą ilość tetry – to od babci (z dawnych paczek z zagranicy), od teściowej i od mojej mamy z jej wyprawki wojskowej dla mojego brata (czyli 35 letnią tetrę). Pozostałą część musiałam dokupić, i w tym dopomógł mi Internet. Początkowo wczytywałam się w rożne portale, fora, szukałam jak najlepszego rozwiązania. I znów mnie to wszystko przytłoczyło. Nie dość, że obok zwykłej tetry, jest jeszcze muślinowa, bambusowa, są pieluszki formowane, otulacze itd. Z pomocą przyszła mi przyjaciółka i poleciła abym miała ok. 30 pieluszek i 3 otulacze (najtańsza opcja – bo wydatek jest jednorazowy, ale się opłaca). Razem z mężem zdecydowanie wolimy tetrę i kiedy tylko możemy ubieramy w nią maluszka. I tak od pierwszych dni Marcinka (a kończy właśnie drugi miesiąc) używamy pieluszek wielorazowych. Nie oznacza to, że nie zrezygnowaliśmy z typowych pampersów, bo są naprawdę przydatne, zwłaszcza nocą i podczas wyjść. Wiele osób patrzy na nas jak na wariatów, no bo po co, przecież jest tyle jednorazowych pieluch. My na przekór innym z uśmiechem wychwalamy tetrę.

Po pierwsze – mały od razu sygnalizuje jak ma mokro i domaga się zmiany pieluchy (czasem nawet co pół godzinki – dziennie schodzi nam aż do 10 tetr). Po drugie – wszelkie odparzenia po jednorazówkach najlepiej wietrzą się w tetrze. Po trzecie – są ekologiczne dla naszego środowiska, i na koniec są ekonomiczne. Pieluchy jednorazowe to spory wydatek dla naszego budżetu, gdzie mamy kredyt mieszkaniowy do spłacenia. Dzięki pieluszkom wielorazowym wydajemy na jednorazówki nawet 5 razy mniej, więc dla nas jest to duża oszczędność.

Ktoś zapyta czy naprawdę jest to ekologiczne, przecież trzeba wyprać te pieluchy, użyć jakiś środków odplamiających, itd. Macie rację, ale wiedzcie, że są świetne środki naturalne do prania, takie jak łupiny orzechów indyjskich czy niezawodne szare mydło?  Pewnie się zastanawiacie, czy nam się chce, przecież tyle z tym roboty. Znów macie rację, każdą pieluszkę trzeba wyplukać, lub dobrze wymyć jeśli było coś więcej, kiedy zbierzemy całe wiaderko trzeba nastawić pralkę, wywiesić, wysuszyć, wyprasować, złożyć i na nowo. Mimo, że jestem mamą cycocholika, który cały czas chce być ze mną, dajemy sobie świetnie radę (dzięki pomocy mojej mamy i męża – lecz wkrótce będziemy już tylko we trójkę). Mój mąż jest bardzo pomocny bo ostatnio zamiast piwa i chipsów do filmu, rozkłada deskę do prasowania i zabiera się do roboty. Wcale nie muszę go nakłaniać, czy to nie jest świetna zaleta pieluszek wielorazowych? ;)

Mały pokochał tetrę. A i może szybciej siądzie na nocnik? Poczekamy, zobaczymy…

36
Dodaj komentarz

avatar
29 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
milenaRobinGadzetomama(nie)Magda(lena)Pati Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Leniwa mama :)
Gość
Leniwa mama :)

Zazdroszczę determinacji i pracowitości :)

Hepik1
Gość
Hepik1

To się nazywa inwestycja w przyszłość.Przy pampersach tylko początkowo wygoda a w efekcie walenie kup w majty do 4 roku życia.A j kupy już dwulatka są mocno wymiotne,o czteroletnich nie wspominając ;)

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

znam papmersowe 2latki, które już ich nie używają, więc niekoniecznie będzie taki efekt- wszystko zależy od rodzica. ale odpieluchowanie to już inny temat :)

położna
Gość
położna

dla chłopców zdecydowanie lepsza jest tetra… bo jądra się nie przegrzewają… są już badania nt szkodliwości pampersów – u mężczyzn jest bardzo prwadopodobna niepłodność spowodowana przegrzaniem jąder w okresie noworodkowo-niemowlęcym, a u dziewczynek częstsze występowanie sklejenia warg sromowych również łączy się z pampersami

Smykowa
Gość
Smykowa

A czy to faktycznie tak ekonomicznie wychodzi? Przecież pranie i prasowanie też kosztuje…to prąd i woda…z ekologicznego punktu widzenia to tylko te łupiny są OK :)
Do tetry przekonałby mnie jedynie fakt, że pupa oddycha i łatwiej wyleczyć odparzenia. My jednak z jednorazowymi pieluchami nie mamy problemów :)

Jak poprzedniczka gratuluję determinacji :)
Oby wystarczyło sił jak najdłużej :)

divette
Gość
divette

jesteśmy wielo, bo jest taniej ;) korzystamy z kieszonek które wykorzystujemy jako otulacze-była to tańsza wersja, która zafundował nam ebay :) tetrę okupiłam, a dodatkowo mam pocięte najtańsze ręczniczki z ikea i wkładam je do środka ;) cudna sprawa- polecam. Czy jest taniej? jest. raz w miesiącu płacę za wodę, która zużyję. dzięki pralce A++ i automatycznemu poborowi wody nie jest to dużo. a za pampersy? moja córka nie lubi wilgoci, kręci się płacze, a jak nasika to nie nasika już drugi raz i ostatnio na 3 dni zeszła paczka 60 pieluch. kupuję najtańsze ale to i tak 27 zł.… Czytaj więcej »

alka
Gość
alka

A ja moje tetry najpierw gotuję w garze w normalnym proszku do białego…widzę różnicę w praniu w pralce a w garze. Z gara są czystsze i biel jest bielsza. Bo temperatura tu jest wyższa. A potem takie wygotowane wrzucam do pralki i piorę z resztą prania w dzieciowym już proszku. Wiem, że trochę z tym roboty ale kwestia przyzwyczajenia. Poza tym w ten sposób gotuję też śliniaki czy jakieś ubranka pobrudzone np. marchewką, sokiem, czekoladą. Jak nie zejdą za pierwszym razem, to za drugim murowane, że zejdzie…a w pralce nie zawsze chciały plamy wyprać. A też racją jest to, że… Czytaj więcej »

Agusiak
Gość
Agusiak

Gratuluję wytrwałości :)
Tetra z pewnością jest lepsza dla małej, delikatne pupki. Sama na początku także próbowałam ale poddałam się chyba na rzecz wygodnictwa ;)
Ale szczerze podziwiam i kibicuję :)

Rachela
Gość
Rachela

Smykowa dla mnie wychodzi to taniej. Pralke nastawiam co drugi lub trzeci dziń, piorę nie tylko tetre ale też ubranka malego a czasem i nasze. Dzięki temu później nie czeka mnie sterta koszul męża tylko pojedyncze sztuki:)}

Bombel
Gość
Bombel

Tak jak poprzedniczki -gratuluję wytrwałości ;)
Ja nie raz,nie dwa myślałam o ekologicznym pieluchowaniu ale jakoś jeszcze się nie zdecydowałam :| Trochę przerażają mnie niezbędne do tego akcesoria: otulacze,formowanki,kieszonki…wkłady z mikrofibry,bawełny,bambusa…-co tu wybrać?? Co jest najlepsze?? Co tańsze?? Co wygodniejsze??
Za dużo tego i trochę się w tym gubię :( :P Przydałby mi się jakiś dobry przewodnik ;)

Pati
Gość
Pati

podziwiam :) i proszę o więcej w tym temacie!!

Rachela
Gość
Rachela

Przyznam, że sama tylko korzystam tylko z otulaczy, ale chętnie poszperam i może jakiś mini przewodnik się utworzy w przyszłości.

Gadzetomama
Gość
Gadzetomama

O moich doświadczeniach pieluchowych tutaj: http://www.gadzetomama.pl/?cat=19

Robin
Gość
Robin

Nasza mała rodzinka używa pieluch wielorazowych. Ale nie tetry, tylko otulacz+wkład. Tak jak autorka – jednorazówek używamy na noc i na „bardziej skomplikowane” wyjścia (po rodzinie, gdzie wybieramy się z większym bagażem, również wielo).
@Smykowa – pieluchy pierzemy z rzeczami małego, które i tak trzeba wyprać, nie prasujemy. Czysta oszczędność. A jednorazówek kupujemy jedno opakowanie na miesiąc… Więc jest 2xeko – ekologicznie i ekonomicznie.

Rachela
Gość
Rachela
alka
Gość
alka

Serwis działa na terenie Warszawy i okolic http://serwis.pieluszkarnia.pl/index.php

Anna Cekiera
Gość

Też używamy tetry, ale nie przyszłoby mi do głowy prasowanie :)
Myślę że to strata czasu i prądu, w dodatku niewyprasowana tetra jest bardziej chłonna.

Co do prania pieluszek to zmieniłam orzechy na kule do prania lub proszek, bo po orzechach śnieżna biel tetry zniknęła.

Cieszę się że coraz więcej rodziców używa pieluszek wielorazowych :)

Na zachętę niezdecydowanym dodam , że z natury jestem okropnym leniem :P więc z tym nie może być aż tyle roboty jak piszą inni ( z reguły ci którzy używają jednorazówek)
Da się!

pozdrawiam

Iza Kasparek
Gość

zaczęłam tetrować syna jak skończył rok. połączyłam to z nauka nocnikowania. aktualnie jestesmy na dobrej drodze pożegnania sie z pieluszka ;) dalej jednak korzystamy z dobrodziejstwa papmersow na noc i na wyjścia.
tetre prasowalam tylko raz, po pierwszym praniu a teraz uwazam ze wystarczy jak poprostu dobrze rozwiesze i same sie wyprostuja ;)

milena
Gość
milena

dzięki tetrze mój syn bardzo szybko nauczył sie sygnalizować chęć skorzystania z toalety, oczywiście pampersy stosowaliśmy ale tylko na wyjscia

Aneta Wnuk
Gość

U nas pieluchy jednorazowe ☺

Beata Małachowska
Gość

Pieluchy jednorazowe

Joanna Szczyglowska
Gość

Bym się wykończyła chyba gdybym miała jesczce pieluchy prac.no thx

Marta Jò-Go
Gość

wydaje Ci się ,w rzeczywistości wcale nie jest to kłopotliwe, pieluchy wielorazowe są fantastyczne?

Joanna Szczyglowska
Gość

To pranie mnie przeraża … przy sikaniu i kupaniu mojego smarkula bym potrzebowała drugiej pralki

Zuzanna Szumińska
Gość

Pierwsze dziecko pampersy, drugie wielorazowe na zmianę z pampersami.

Marta Jò-Go
Gość

wielo

Wanda Sztabinska
Gość

mialysmy czas na pranie pieluch,gotowanie zupek,wyciskanie soczkow ,spacery i wszystko bylo na czas,dziecko karmione bylo systematycznie,w domu lub w parku,na uboczu,nie jak teraz oficjalnie wywali piers i podziwiajcie mamunie,wszyscy musza widziec to i owo…..ehhh

Joanna Szczyglowska
Gość

No ale karmienie piersią to raczej cos pozytywnego bym powiedziała….

Anetta Kowalczuk-Wieteska
Gość

Pampers majteczki

Ewa Klepczarek
Gość

Tetry się nie prasuje, go zaczyna gorzej chłonąć! Także już masz mniej roboty

Anna Guzy
Gość

Pierwsze – tetra i okazyjnie pampers. Drugie – tylko pampers. Trzecie – w wiekszosci wielo, czasem pampers.

MałZosia Gaweł
Gość

Wielorazowe

Ewa Klepczarek
Gość

Aj i jeszcze trzeba sprawdzić ile wody zabiera program płukania w pralce, zazwyczaj okazuje się, że o wiele mniej niż płukanie każdej pieluchy oddzielnie. Zbieram wiadro po 2 dniach nastawiam na płukanie i potem na zwykłe pranie, górą w 40 stopniach, najlepiej w 30. Tylko w proszku, orzechy i mydło też zatyka wszelki wielo , a już na pewno otulacze! Plus olejek z drzewa herbacianego – kilka kropel, to najlepszy odkazacz

Agnieszka Domańska Kosińska
Gość

to tak jak na zasadzie albo miec podgrzewacz do butelek albo wstawac w nocy po 50 razy gotowac wode.rozrabiac mleko.studzic itd.rownie dobrze mozna prac ubrania w rzece na tarce a noe do pralki wkladac .jak chcesz byc eko to badz w 100 %

Zabawa 18 sierpnia 2011

Mama wraca do pracy…

Coraz częściej głowę zaprząta mi myśl o powrocie do pracy, a tym samym zadaję sobie pytanie – co z moim maluchem?? Choć mam jeszcze czas do listopada, to jednak te myśli zaczynają mnie przerażać! No bo niby kto jest w stanie zastąpić mamę??

Pracujemy z mężem w systemie zmianowym 12`sto godzinnym, w tygodniu, weekendy i święta. Moi rodzice mieszkają 35 kilometrów od nas i już mają jedną wnuczkę pod opieką, a do teściów mamy jakieś 90 kilometrów. Pozostaje nam opcja niani… Obca osoba w domu, obca osoba usypiająca moje dziecko, oglądająca jej uśmiech, ocierająca łezkę…

To nie lada odwaga powierzyć komuś swoje dziecko, pozostawić sam na sam. Obdarzyć zaufaniem na tyle, by móc się skupić na swoich obowiązkach.

Właśnie dałam pierwsze ogłoszenie i… z duszą na ramieniu czekam na oferty. Czy ktoś, kto w pierwszym kontakcie wzbudzi nasze zaufanie i sympatię, nie okaże się świetnym aktorem i w rzeczywistości będzie „kimś innym”?

Czeka nas odpowiedzialne zadania, bo takim jest wybór niani. Najchętniej zostałabym z Kruszynką w domu, ale niestety nie możemy sobie na to pozwolić. Już przeminęły czasy, kiedy to ojciec – jako głowa rodziny – był w stanie ją utrzymać, a matka mogła się w pełni poświęcić wychowaniu potomstwa. Tak więc współczesne kobiety muszą pogodzić rolę mamy z aktywnością zawodową. I wydaje mi się, że przez to dużo tracą. Umykają nam najważniejsze chwile, bezpowrotnie tracimy możliwość obserwacji jak nasze dziecko stawia pierwsze kroczki, wypowiada pierwsze słowa, jak uczy się i poznaje świat….. Jak na razie bardzo się boję naszego rozdzielenia, chyba jeszcze nie dojrzałam do takiego kroku. Ale czy do tego w ogóle można dojrzeć?

Jest również pytanie, jak moja Kruszynka poradzi sobie z tą zmianą? Dotychczas nasz dzień był doskonale zorganizowany, przewidywalny – bezpieczny. Już poznałam moje dziecko, wiem co oznacza dana minka, grymas czy pojękiwanie. Mamy ustalone pory karmienia, zabawy i snu. Te chwile, kiedy Skarbek się budzi, patrzy swoimi kryształkami, obdarowuje uśmiechem i… serce się rozpływa. Nie wspomnę już o naszych chwilach, tych w których jesteśmy najbliżej siebie – chwilach podczas karmienia. To chyba najbardziej bliskie i intymne momenty, które spędza matka z dzieckiem. Z dniem mojego powrotu do pracy skończy się karmienie piersią. Nasze słodkie, wspólne leniuchowanie. W nasz ład i porządek wkradnie się pośpiech, a może nawet początkowo chaos!

Tekst może się wydać pełny obaw i znaków zapytania, ale właśnie tak się czuję. Próbuję się oswoić z sytuacją i zadaję sobie wiele pytań, które jeszcze pozostają bez odpowiedzi. Mam nadzieję, że z upływem czasu poznam odpowiedzi na wszystkie i… znajdę świetną nianię;-)

Niemniej jednak chciałaby podsumować wpis zgodnie ze swoim charakterem optymistki – razem  z moim Słoneczkiem przetrwamy, zaakceptujemy wszystkie zmiany, a wspólne chwile będziemy przeżywać podwójnie. Będą one cenniejsze, upragnione i wyczekane. I jak miłe będą powroty do domu… te spragnione naszego widoku oczka, radosne uśmiechy kiedy otwierają się drzwi, szeroko rozpostarte rączki gotowe do przytulenia. Tak będziemy się witać moje dziecko i ja – mama wracająca z pracy.

 

 

 

 

 

23
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Iwonaba85
Gość
Iwonaba85

no to jest dylemat każdej mamy, ja postanowiłam do roku zostac z kruszynką za długo na niego czekałam za dlugo sie starałam za duzo wycierpiałam aby teraz mi umkneły pierwsze kroki pierwsze słowa wszystko co pierwsze, najwyżej zaciśniemy pasa:)

divette
Gość
divette

życze powodzenia. ja nie mam dokąd wracać, więc mąż nie ma wyjścia i musi nas utrzymać choć nie kryję, że cieszę się z tego, że uniknę wybierania niani

Anonimowo
Gość
Anonimowo

Madziu dokładnie wiem co czujesz i jakie masz obawy. Ja tez niestety już musiałam wrócić do pracy ze względów finansowych i jest mi bardzo ciężko z tym :( lubię swoja prace ale wolałbym spędzić ten czas z dzieckiem. Małego zawożę do mojej szwagierki, która sie nim opiekuje. Na poczatku było bardzo trudno mały płakał nie mógł sie przyzwyczaić do nowego miejsca/osoby i na odmian z mężem musieliśmy co parę godzin tam jeździć. Teraz już jest lepiej ale dla mnie nadal jest źle. Codziennie tęsknie, myślę co robi, czy placze, czy się śmieje czy wszystko jest ok. Nie moge sie momentu… Czytaj więcej »

Basia
Gość
Basia

I ja drżałam na samą myśl o powrocie do pracy. Jak tylko zaczynałam o tym mówić głośno łzy ciekły mi po policzkach. Tak jak Natka86 pracę swoją lubiłam, ale w domu miał zostać ktoś mi najbliższy, najukochańszy i jedyny… Okazało się jednak, że nie taki diabeł straszny – synek poradził sobie z brakiem mojej obecności świetnie, ja na początku trochę gorzej. Ale potem przyzwyczaiłam się do nowej sytuacji.

Baby_55
Gość
Baby_55

ja póki co będe mogła sobie pozwolić na siedzenie w domu z moim maluszkiem, ale kiedy jeszcze byłam na etapie powrotu do pracy, ta myśl mnie przerażała… nie potrafie zostawić synka na dłużej z mamą a tymbardziej z teściową, z mamą został raz a z teściową w ogóle, obca osoba to tymbardziej koszmar…. byłam tym wszystkim załamana, na szczęście udało sie tak rozwiązać sytuację, że będę mogła póki co zajmować się moim bąbelkiem :)

Magda
Gość
Magda

I mnie to czeka już za chwilkę…jestem przerażona. Najchętniej nie wracałabym do pracy, tym bardziej że nie czeka mnie tam miła atmosfera :/ Z moim Skarbem zostanie moja mama, ale mimo tego przeraźliwie boję się rozłąki. Niestety ze względów finansowych nie mam wyjścia. Codziennie zadaję sobie pytanie: Dlaczego? Dlaczego taki Maluszek musi zostać drastycznie odseparowany od mamy? Dlaczego macierzyński trwa tak krótko? Dlaczego urlop wychowawczy jest niepłatny? Dlaczego odbiera mi się pierwsze słowa, pierwsze kroczki, pierwsze osiągnięcia mojego dziecka? Milion pytań, żadnych odpowiedzi. Boję się strasznie. Mam nadzieję, że damy z synkiem radę.

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Niestety nasze Państwo nie sprzyja rodzinie i rodzice muszą się rozstawać z dziećmi(( Chyba każda kobieta zadaje sobie miliony pytań przed taka decyzją. No ale trzeba dać radę@

mamuśka
Gość
mamuśka

A jak, drogie Mamy, oswajałyście swoje pociechy z nową sytuacją? Nas to dopiero czeka – na razie pracuję w domu.

Sisunia
Gość
Sisunia

Mnie to czeka dopiero za rok..czyli jak mój smyk będzie miał 2 latka… ale przy kolejnym nie będę mogła już sobie na to pozwolić i mnie to przeraża :( oddać dziecko obcej osobie po pół roku…

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Oj jakbym chciała posiedzieć z moją Kruszynką dłużej w domu!!!!! No ale niestety….((((

olka
Gość
olka

ja właśnie jestem na etapie powrotu do pracy :( i przyznam szczerze: JEST CIĘŻKO :(:( pierwsze dwa dni za nami… w piątek po powrocie usiadłam i sobie popłakałam… :( :(

Bombel
Gość
Bombel

Mamusie które musicie chodzić do pracy,chciałabym Was wszystkie mocno wyściskać!!! To tak może głupio brzmi,ale żal mi Was i mocno współczuję :( Ja póki co nie pracuję i bardzo się z tego cieszę! Na samą myśl o powrocie do pracy,o tym że miałabym zostawiać gdzieś syna,że miałabym go nie widywać przez 5dni w tyg. po 8h …..dostaję dreszczy ;/
Mamuśki pracujące -trzymajcie się i bądźcie silne!W końcu robicie to dla Was! ;-)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Został mi jeszcze tydzień do powrotu. Aaaaaaa……..!!!!!!!!!!!!!!

Iza
Gość
Iza

Naszą córką opiekuje się niania, wybraliśmy ją z innych 13 pań, które odpowiedziały na nasze ogłoszenie. Najważniejsze to dziecko musi nię polubić, to coś jak miłość od pierwszego wejrzenia i to widać od razu. No i przede wszystkim niania musi spędzić z mamą i dzieckiem kilka dni, żeby się oswoić i żebyśmy my widzieli jakie ma podejście do dziecka w codziennych sytuacjach (np. karmienie, usypianie). To jest bardzo ważne, bo w na tej podtsawie jedną Panią zdyskawalifikowaliśmy. Na szczęście pojawiła się Pani Basia, która wspaniale się opiekuje córką i jest dla niej jak babcia. Co do powrotu do pracy, to… Czytaj więcej »

Maria Ciahotna
Gość

Kochane mamy, wygląda na to, że państwo polskie chyba wreszcie zrobiło mały kroczek w stronę normalności, za kilka dni zaczyna obowiązywać prawo do rocznego urlopu macierzyńskiego, jeżeli się dobrze orientuję. Teraz niech jeszcze pomyślą nad dopłatami do wychowaczego, bo to naprawdę świetna sprawa móc być z własnymi kochanymi dziećmi w domu i nie musieć się tak okropnie zamartwiać wyborami, czy dotrwa się do kolejnego miesiąca…

Maria Ciahotna
Gość

Po macierzyńskim wychowawczy, potem macierzyński, potem wychowawczy, potem macierzyński i teraz znowu wychowawczy :) co jednak nie oznacza, że nie pracuję – wprawdzie z domu, ale jednak to praca zajmująca kilka godzin dziennie i pozwalająca dorzucić co nieco do domowego budżetu. W naszej sytuacji jednak nie było co się wahać – w Czechach urlop wychowawczy jest płatny, i to nawet całkiem fajnie, przynajmniej my nie widzimy powodu by narzekać…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

u nas zasiłek wychowawczy to mniej niż czynsz za kawalerkę, a jak to u Was wypada?

Magdalena Marczuk
Gość

Pod warunkiem, że się na taki zasiłek załapiesz oczywiście.

Magdalena Gruszka
Gość

Na „płatny” wychowawczy to trzeba sobie „zasłużyć” a tak to figa z makiem. Ja to chciałabym wrócić do pracy szkoda że po porodzie dobre się skończyło…cóż pracodawcy robią co mogą żeby mamie ciut uprzykrzyć życie. I tak zamiast cieszyć się macierzyństwem obgryzam paznokcie bo pracy nie ma :-/

youkids.pl
Gość

wróciłam do pracy, ale w domu ;)

Joanna Szopińska
Gość

po macierzyńskim na 5 miesięcy obniżyłam wymiar etatu w ramach urlopu wychowawczego pracując najpierw na 3/4 etatu a później na 7/8 :-)

Kasik Kowalska
Gość

Mimo ze mialam wczesniaka wróciłam po macierzyńskim. Lekko nie bylo i nie jest.

Maria Ciahotna
Gość

Na pewno nie jest łatwo, ale masz do kogo wracać, na co się cieszyć, a jakaś pewność w rodzinie to też przecież jest na plus :)

Ciąża 15 sierpnia 2011

Godzina Zero

Do „Godziny Zero” byłam przygotowana już dawno. Spakowana torba czekała na znak od stycznia. Może dlatego, że Bobo trochę się spieszył na świat i medyceusze grozili: „W każdej chwili może się zacząć akcja porodowa!”. A może dlatego, że  jestem małą pedantką i lubię mieć wszystko poukładane, przygotowane?

Godzina Zero” nadeszła w marcu! W poniedziałek.
Dokładnie o godz. 00.00 obudził mnie pierwszy skurcz, ale pomyślałam sobie:
-Nie pierwszy skurcz. Nie pierwszy raz mnie budzi. Więc tym razem nie będę się ekscytować!

Zasnęłam. Pobudziłam się o 2.00, tym razem już na dobre, bo jakiś dobry duszek powiedział mi, że nadszedł mój dzień!

 

Coś mnie skręca, to nerwy? Niee, przecież jestem spokojna. Chyba tak ma być.
Wizyta w toalecie, odchodzi czop. O rany to naprawdę się dzieje!! Brzuch mi ciągle twardnieje, może sprawdźmy jak to wygląda czasowo..?
Cyk cyk cyk…..auu. Cyk cyk cyk …auuu. Cyk cyk….krucafiks! Toż to się dzieje co 3min! Nie za szybko?! Przecież położna mówiła, że „Jak skurcze będą się powtarzać co 10 min, przez 2h to trzeba jechać do szpitala!”

Aha! Przez 2h! No dobra, to spokojnie. No przecież jestem spokojna! Prysznic! Idę pod prysznic. Ciepła woda. Mmmm jak przyjemnie. Torba. Gdzie ona jest?? Stoi tam gdzie zawsze, od dwóch miesięcy! Aaaa faktycznie. Pakowałam ją dokładnie, z listą w ręku więc wszystko jest. Ale lepiej sprawdzę.

Mijają rzeczone 2h, skurcze nadal pojawiają się co 3min. Co robić? Czuję ból, ale nie jest jeszcze taki mocny żebym dała się żywcem pokroić (tak sobie tłumaczę). Hmmm co robić.. Mój piękny rycerz z białego konia, śpi na białym łóżku, w białej pościeli. Budzić go czy nie? On pewno będzie panikować (jak każdy facet), zaczekam jeszcze.

Nudzi mi się już to dreptanie po mieszkaniu. Budzę Go! ….. ooooo Rycerz twierdzi, że żartuję!! On na 6.00 do pracy idzie i chciałby się wyspać!! No wiecie co?! Przecież ja też chciałabym się wyspać!
-Wstawaj mężczyzno! Wołaj swego pięknego rumaka i wieź mnie do szpitala! Ja rodzę!

No to wstał. Ale spokojnie. Jakby mi nie wierzył. Trochę mu się nie dziwię bo z mej buzi nie znikał uśmiech. Poważnie! Nagle zachciało mi się śmiać :D

-„Chcesz już jechać?” spytał Rycerz.
-„Nooo tak! Chociaż nie wiem. Może jeszcze zaczekamy. Bo mnie boli, ale nie tak strasznie. To znaczy to już boli co raz mocniej, ale jeszcze wytrzymuję. Zaczekajmy chwilę. Albo nie!! Może jednak… bo położna mówiła że przez 2h, a to już dobre 3h! Jedźmy! Chociaż, nie wiem….” .

Dobra to zmierzymy RAZEM te skurcze i pomyślimy.
Cyk cyk…auu. Cyk cyk….auuuu..  2min!! Jezzzuu jedźmy już!

Szpital. Izba przyjęć. Wszyscy śpią. Na zegarku 5.30, no to śpią!!! Jakaś pani w białym kitlu zadaje mi mnóstwo pytań, coś pisze, coś drukuje… – Kobieto ja rodzę! Szybciej! (myślę sobie).

VI piętro. Trakt porodowy. Gabinet. Badanie. Rozwarcie na 0.5 cm. Rycerza wyganiają do domu. Zostaję sama …..

Godzina 6.00
Skaczę na piłce, bo to przynosi ulgę i trochę pomaga mi zabić czas. Zegarek w dłoni, ciągle robi głośne „cyk cyk..”

Godzina 8.00
Wchodzi mój ginek. Badanie, 2 cm!! -„Będziemy rodzić pani Asiu”. Coo?? Wow! Hurraa! Ale się cieszę!!

Godzina 10.00
Badanie, 4 cm!!! Ładnie to idzie! Położna mówi, że szybko urodzę! Strasznie się cieszę!
Chociaż muszę przyznać, że skurcze co raz bardziej bolą. Skakanie na piłce zaczyna mnie irytować. Położę się, może zasnę. …nie zasnę ! Nie da się! Booliii!!!

Godzina 12.00
Przyjechał Rycerz. Nie potrafił sam wysiedzieć w domu. Chciał być ze mną. Mój Kochany!!!!!

Godzina 13.00
Badanie, 6 cm! Położna mnie chwali, ale zaczynam mieć to głęboko… bo skurcze są już naprawdę silne! I chcę JUŻ urodzić!!
Na dodatek jetem głodna!! Mój ostatni posiłek  to niedzielny obiad! Dajcie mi coś zjeść bo padnę! No to padaj kobieto. Jeść nie możesz bo w razie jakby trzeba było ciąć to żołądek ma być pusty. Wrrrr jestem zła! A pić mogę?? Tak, pić pani może. No to wody!!!!! Daj mi wodę, Rycerzu!

Ojej co to??! Mdli mnie! Szybko do łazienki!! Wymiotuję…. o rany jeszcze tego mi brakowało!! Źle się czuję, jestem słaba.  Ale położna za to tryska energią i dobrym humorem.
–„Wymioty?? No to super! Znaczy że rozwarcie postępuje!” – twierdzi rozentuzjazmowana położna.
– „Urodzi pani na mojej zmianie!!” – dodaje.

Noo fajnie, też się bardzo cieszę, ale kiedy to dokładnie będzie bo jestem już zmęczona?!

Nadal wymiotuję. Rycerzu, wody!!

Godzina 15.00
Badanie, 8 cm! Cudownie! Już prawie jesteśmy na mecie! Taaa, ale na której? Tej co to się pada i już nie wstaje czy może tej co w nagrodę dziecko w objęcia dają?? Bo ja to bym bardziej skłaniała się ku tej pierwszej, chociaż wolałabym tę drugą. Wymiotuję. Rycerz skacze koło mnie na przemian z miską, wodą i pomadką do ust.

Nie mam już siły. Nie umiem stać. Kładą mnie na łóżko. Sugerują żebym już tutaj leżała. Protestować nie będę bo nie mam siły, mówię tylko szeptem i to jeszcze ograniczam się do słów: miska! Woda! Pomadka!

Naprawdę nie wiem jak te wszystkie kobiety z amerykańskich filmów potrafią w takim momencie krzyczeć na swoich mężów?! Mało tego! One potrafią jeszcze przeprowadzać inteligentne konwersacje, rozwiązujące za razem wszelkie problemy i wyglądają przy tym jakby popijały właśnie poranną kawkę w swoim ogrodzie! Czego ja nie mogę powiedzieć o sobie… od tego ciągłego zwracania jestem blada jak ściana, oczy podkrążone jak po dobrej libacji, włosy pokłócone z grzebieniem, usta suche i spierzchnięte przypominają papier ścierny i ta okropna koszula…. A nie przepraszam! Paznokcie mam ładne! Wczoraj malowane to jeszcze się błyszczą!

…..wymiotuję. Piję. Stękam, że boli.. Wymiotuję. Piję. Stękam.. i tak w kółko!

Godzina 18.00
Moja położna oznajmia, że kończy się jej zmiana i idzie do domu. Przychodzi trzecia, tak to już trzecia położna bo pierwsza przyjęła mnie rano, popołudniu była ze mną druga, a teraz, wieczorem trzecia. Ciekawe czy poznam cały personel? Jak tak dalej będę się guzdrać, to pewnie tak.

Godzina 20.00
Ledwo zipię, w zasadzie to mam wrażenie, że już nie żyję. Albo nie! Żyć jeszcze żyję, ale już konam. Byłam niegrzeczną dziewczynką, więc odchodzę w bólu i cierpieniu.

Ooooo nagle jakieś poruszenie! Zebrało się trochę ludzi, nawet nie wiem ile bo już nic nie widzę. No poza zegarkiem, który wisi obok na ścianie i głośno cyka uświadamiając mi że to trwa już całą wieczność! Medyceusze postanawiają mi pomóc i podłączają kroplówkę. Nareszcie – myślę sobie.

Kroplówka zaczyna działać i akcja znowu rusza. Ani się obejrzałam, a położna każe mi przeć.

Przeć??! Ludzie przecież ja nie mam na to siły! Jedną nogą jestem na tamtym świecie, a Wy mi każecie przeć??!! …no to prę. Z całych sił. –„Widać włoski!” Włoski? Jakie włoski? Czyje? Aaaa mojego dziecka?! No to szybciej! I mocniej! Już jesteśmy tak blisko finału! Jeszcze trochę! Aaaaaaaa!
-„Jest główka!”  O Matko Boska! Widzę jakąś głowę! Wystaje ze mnie! Jezzzzuuu co się dzieje! Obcy mnie zaatakował!

Godzina 21.14
Słyszę krzyk. Dobitny. I jest! Jest moje dziecko! MOJE! MÓJ SYN! Dajcie mi go!- krzyczę.

..i ktoś mi zrobił zastrzyk. Nie wiem kto. Nie wiem kiedy. Ale czuję że dostałam zastrzyk energii! Jestem taka szczęśliwa! Jestem mamą!!!! Przed chwilą konałam z bólu a teraz czuję że mogłabym góry przenosić!! Jestem wielka! Wydałam na świat nowego człowieka. Niesamowite uczucie! Odzyskałam głos. Znowu mogę mówić . Mogę krzyczeć. Nadrabiam wielogodzinną ciszę i nawijam jak katarynka, ze wszystkimi. I już mi się spać nie chce. I jeść mi się nie chce. Chyba urządzę imprezę na oddziale! Będą tańce i śpiewy! Bo o to zostałam mamą! Bo na świat przyszedł ktoś wielki, tak upragniony i wymarzony! NASZ SYN!!!

19
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
swetee
Gość
swetee

zostało nam 12 dni do ustalonego terminu… z jednej strony strasznie się boję, z drugiej z upragnieniem czekam na ten moment, kiedy w ramionach będzie ten, bez którego już nic liczyć się nie będzie… trzymajcie kciuki.

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Trzymam mocno! A blog „W roli mamy” czeka na info o narodzinach Twojego maluszka :)

Fizinka
Gość
Fizinka

Będziemy trzymać kciuki!!Niech wszystko pójdzie szybko,łatwo i gładko! ;)
No i oczywiście czekamy na info jak poszło?! :) I jak się miewa dzidziuś!! :)
Pozdrawiam!!

Milka
Gość
Milka

bardzo chaotyczny wpis i ciężko się go czyta ale następnym razem będzie lepiej pozdrawiam :D

Basia
Gość
Basia

Chaotyczny? Tak jak poród – niby wszystko wiadomo, jaka ma być kolejność, a i tak w głowie wszystko nieuporządkowane i niewyraźne… Wg mnie ta historia trafnie opisuje, jak może czuć się kobieta, w całej tej sytuacji, gdy się zaczyna coś dziać. Zakończenie z zastrzykiem – zaskakujące. Zastanawiałam, jaki zastrzyk po wszystkim. A to energia i szczęście – to prawda! Też tak miałam :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Takiego zastrzyku energii żaden medykamend nie potrafi wywołać. A to tylko albo aż minka malucha, jego złapanie za rękę czy płacz i mama już zwarta i gotowa do działania.

Paulina
Gość
Paulina

moim zdaniem tekst świetny idealnie pokazuje emocje. sama się zastanawialam skąd kobiety na filmach biorą siły na krzyczenie na facetów :) ja potrafiłam powiedzieć tylko wody!

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Ja tu chaosu nie widzę. Fajnie napisana relacja z porodu, dokładnie tak jak go autorka przeżywała, co czuła. Takie wydarzenie ma to do siebie, że nie ma jasnego scenariusza więc nie doszukamy się tu ustalonej kolejności czy chwil, które można ot tak przewidzieć.

pulpecja
Gość
pulpecja

Świetna relacja !!! czytając chciałam, aby poród trwał jeszcze i jeszcze, aby móc przeczytać więcej :):)

alka
Gość
alka

Ja tu też chaosu nie widzę. Bardzo dobrze się go czyta. Momentami się uśmiałam…momentami się wzruszyłam…i w myślach wracałam do swoich porodowych przeżyć. Odporna na ból nie jestem i na samo pobranie krwi musiałam iść z obstawą bo nie raz i nie dwa mdlało mi się. Zastanawiałam się i panikowałam jak ja poród przeżyję. Do 9 miesiąca nie chciałam nawet słyszeć słowa ‚poród’. No ale potem z dnia na dzień się wyciszyłam i uspokoiłam i jakoś poszło. Choć za pierwszym razem męczyłam się 25h, to jednak nie zniechęciło mnie to by mieć drugiego dzidziusia (no ale na tym imprezę kończymy).… Czytaj więcej »

Sisunia
Gość
Sisunia

Oczywiście zgadzam się z poprzedniczkami :) tekst super :) napisany z nutką humoru..ale i łezka się w oku zakręciła… poród każdej z nas to temat na oddzielną,niesamowitą historię :)

Natka
Gość
Natka

Fantastyczny artykuł Asiu :** Gratuluję

Paulina Korpus
Gość

Bardzo fajnie opisany poród :)

Iza Kasparek
Gość

w moim przypadku czas porodu to ponad 40h ale tylko 20 min. ostatniej fazy. tez byłam z siebie dumna że udało sie naturalnie ;) Tomcio urodził sie tydzień po terminie, z mężem ustalilismy że rodzimy razem. przez 2 tygodnie dzien w dzień słyszałam; „Pojedziemy dziś?? ;) aż w końcu zdecydowałam zawieź mnie już do tego szpitala i tam poczekam na godzine zero;D

milena
Gość
milena

super się czytało łzy wzruszenia i łzy śmiechu na przemian leciały mi po policzku

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close