Karmienie piersią miało być łatwe…, czyli kłopoty ssaka


Od początku ciąży byłam przekonana o tym, że będę karmić piersią. W zasadzie nie brałam pod uwagę innej możliwości. W końcu karmienie piersią nie jest takie trudne – myślałam. Niestety, nie brałam też pod uwagę trudności, jakie mogę napotkać…

Moje karmienie piersią od początku było trudne. Mój wczesniaczek nie umiał dobrze ssać piersi. Nie potrafił jej złapać na dłużej niż kilka sekund. Im dłużej próbował złapać tym bardziej się denerwował, a co z tym idzie coraz trudniej było mu ją uchwycić. Istne błędne koło. Dziecko krzyczało niemiłosiernie z głodu i zdenerwowania. Ja próbowałam różnych pozycji: na leżąco, na siedząco – pomimo bólu, spod pachy i nic. Walczyliśmy tak po 20-40 min zanim prawidłowo załapał by po chwili znów puścić. Ja wyczerpana bezradnością, mały swoim krzykiem, który niósł się po cały oddziale i denerwował niektóre położne. Prosiłam o pomoc położne, pomagały, ale niekiedy i im ręce opadały z bezradności. Brodawki idealne, a tu nici z ssania (synek tylko zagryzał brodawki dziąsłami i wargami). Sutki miałam całe poranione, obolałe, krwawiące. Tygodniowy pobyt w szpitalu minął na codziennej prośbie o pomoc. Niektóre położne twierdziły, że po tylu dniach w szpitalu powinnam już umieć karmić. Faktycznie, umiałam jak dzieciaczek dobrze się przyssał. Postanowiłam sama uczyć go ssania podając mały palec. I tak się nawzajem uczyliśmy.

Pobyt w szpitalu wiązał się ze „stresem laktacyjnym”. Otóż niektóre połóżne były zwolennikami tzw. dokarmiania. Sztuczne mleko dostawały prawie wszystkie noworodki na oddziale – bo płakały – „bo na pewno głodne”, bo słabo przybierały. Wystarczyło, że mama pojechała w nocy do pokoju pielęgniarek odpowiedzialnych za opiekę nad noworodkami. Nie chciałam by mojemu dziecku podawano mleko modyfikowane. Pokarmu miałam pod dostatkiem, chwilami myślałam, że i dwójkę bym wykarmiła. Za radą jednej młodej położnej mąż przyniósł mi laktator. Mój synek z powodu żółtaczki nie przybierał szybko na wadze, ponadto miał spory spadek wagi, dlatego musiałam pilnować by się najadał. Gdy próba przystawienia do piersi się nie udawała, odciągałam swój pokarm i podawałam małemu strzykawką. Mleko lałam na palec, który znajdował się w buzi synka i imitował sutek, tak by mały go ssał. Jak przestawał wówczas i ja robiłam przerwę w dostarczaniu mleczka. Neonatolog na każdym obchodzie mówiła, że nie wyjdziemy ze szpitala póki mały się nie nauczy ssać piersi, bo w domu sobie z tym nie poradzę. Tu, mam kogo prosić o pomoc. Faktycznie, jak prosiłam o pomoc, to im częściej, tym bardziej podirytowane były położne. Denerwowałam się po każdym obchodzie, ale mocno zaciskałam zęby i pomimo krwawiących sutków często przystawiałam synka do piersi.

Po powrocie do domu „ból” związany z karmieniem nie mijał, zaczęłam więc, szukać informacji – pytałam mamę, teściową, koleżanki, szperałam w Internecie. Płakałam razem z moim dzieckiem. Mężowi mówiłam, że mam już dość ciągłego dokarmiania, zamartwiania się, że mały nie umie ssać. Na zmianę próbowaliśmy przystawiać synka do piersi a następnie dokarmialiśmy. Mleko podawaliśmy strzykawką (nie chciałam by od razu odrzucił pierś na rzecz butelki). Na licznych forach dla młodych mam wyczytałam, że ratunkiem mogą być silikonowe kapturki. To był strzał w 10-tkę. Maluch lepiej radził sobie z ssaniem piersi. Łapał od razu a jeśli jeszcze chciał a mleko już słabiej przez nie płynęło, odciągałam resztę i podawałam już (po rozmowie z położną) butelką. Z czasem coraz częściej zdejmowałam kapturki, aż któregoś dnia synek wypił mleczko bez nich. Radość i wzruszenie nie do opisania.

Kolejnym problemem były ciągłe zastoje pokarmu. Likwidowałam jeden pojawiał się kolejny. Ból niesamowity, mleko rozsadza piersi, które są twarde jak kamień. Bez pomocy męża się nie obyło. Mąż ściągał ręcznie mleczko, bo synek, laktator czy ja nie dawaliśmy rady. Niekiedy zator robił się tuż po karmieniu. Zawodził ciepły prysznic, kapusta czy masowanie. Nie wiedziałam, czemu tak się dzieje. Pomogła wizyta w Poradni Laktacyjnej. Konsultantka pokazała mi pozycję, która uratowała moja piersi przed zapaleniem a męża przed oralną pomocą. Jeśliby pozycja zawiodła, mój kochany małżonek musiałby sam zassać pierś i wyssać deko mleczka a później przekazać pierś synkowi. Na szczęście dla ślubnego, który oswoił się z myślą takiej pomocy, pozycja zadziałała. Później za każdym razem, gdy czułam grudki w piersi od razu ją stosowałam. Kładłam synka na dywanie na kocu. Sama klękałam na czworaka i ustawiałam się tak by żuchwa synka była skierowana na miejsce, w którym miałam zator. Kilka zassań i nie było śladu po „korku” na mlecznej autostradzie.

Dzisiaj – w prawie 11 miesięcy od tamtej chwili – mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa z powodu karmienia piersią. Laktacja się unormowała, minęły liczne zastoje. Synek ślicznie ssie. Rozbraja mnie tym, iż gdy tylko położę go obok siebie kładzie się na boczku, otwiera buźkę i łapie za bluzkę, jakby chciał powiedzieć – Mamo szybciej, już jestem gotowy. Nie wiem, skąd miałam tyle siły, żeby walczyć ze wszystkimi przeciwnościami, ale teraz mogę być z siebie dumna i mam pewność, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby dać mojemu dziecku to, co mam najlepszego. Nieoceniona była pomoc i wsparcie mojego kochanego męża, który podtrzymywał mnie na duchu, pomagał przystawiać synka do piersi, dokarmiał strzykawką. Kłopoty z przystawieniem synka do piersi zrewidowały mój pogląd na temat naturalnego karmienia. Kiedyś myślałam, że to proste jak budowanie z klocków Lego. Wystarczy wygodnie usiąść, wystawić pierś, wziąć malucha, który sam się przysysa i cieszyć się tą chwilą.

Nie ukrywam, miałam chwile zwątpienia. Rozważałam opcję przejścia na butelkę. Dałam sobie czas i jeśli po tym okresie nadal byłyby kłopoty chciałam przeskoczyć na butelkę. Jednakże nie musiałam jej wtedy wprowadzać. Teraz, po wprowadzeniu większej ilości stałych pokarmów, poziom laktacji się obniżył. Karmię piersią rano, wieczorem i czasami w nocy. W ciągu dnia podaję dodatkowo mleko modyfikowane, gdyż sama pierś nie wystarcza. Najważniejsze, że synek jest zadowolony, bo jego szczęście jest najważniejsze.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
guest
23 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
krecik
krecik
9 lat temu

Ciesze sie, ze Ci sie udało. My niestety nie miałyśmy tyle szcześcia.
MAła niby odruch ssania miala bardzo mocny , ale ja mam kiepskie sutki- jak sie dowiedzialam w szpitalu- i niestety karmimy butla.

Karolinamagda
Karolinamagda
9 lat temu

To swietnie że u Was skończyło się dobrze. U nas niestety z powodu choroby piersi dziecko karmione było 2 miesące. Powiem aż dwa miesiące i jestem dumna z tego czasu, mimo łez i przeróżnych z tym związanych kłopotów. Może dla niektórych to śmieszne ale dla mnie te dwa miesiące są naprawdę wyczynem.

Sylwia
Sylwia
9 lat temu
Reply to  Karolinamagda

Nie ważne jak długo karmiłaś samą piersią, ważne że przeciwstawiłaś się wszelkim przeciwnościom które staneły na drodze tych 2 mies. i jesteś z tego dumna. Tak trzymaj :)

Karolinamagda
Karolinamagda
9 lat temu
Reply to  Sylwia

Dzięki za dobre słowo :) TAK JESTEM DUMNA

Patrycja Zych
9 lat temu

Sylwia moje gratulacje,że Ci się udało :) podziwiam za determinację bo mało która mama w Twojej sytuacji by się nie poddała(znam takie które po 2-3 dniach dawały za wygraną) Mój synek też był wcześniakiem i miał problemy ze ssaniem. Na szczęście już w szpitalu „załapał”o co chodzi :) Z nawałem pokarmu też się wymęczyłam bardzo-o metodzie jaką opisujesz nie słyszałam. Wiem jedno jak ciężko by nie było -WARTO!! bo karmienie piersią to cudowne doświadczenie :)

Sylwia
Sylwia
9 lat temu
Reply to  Patrycja Zych

Polecam na przyszłość, tę metodę. Uratowała mi pierś przed wprowadzeniem leków. Jakby nie pomogła miałam już recepte na antybiotyk.

Paulina Garbień
9 lat temu

U nas pojawił się inny problem, Adi nie dojadał bo miałam za mało pokarmu, już w szpitalu chcieli go dokarmiać, bo nawet nie miałam co odciągnąć ale udało się i tylko raz dostał mm ale kolejny raz problem był w domu, Adi płakał po nocach a przy piersi wisiał całymi godzinami, mimo to nie przybierał prawidłowo, w końcu zadzwoniłam i zaprosiłam do nas doradcę laktacyjnego, pani po rozmowie doradziła częste przystawianie w nocy, bo wtedy jest najtłustszy pokarm więc Adi będzie dobrze przybierał a poza tym organizm kobiety produkuje wtedy najwięcej prolaktyny która odpowiada za pokarm i to pozwoliło na… Czytaj więcej »

Madzia_857
Madzia_857
9 lat temu

Sylwia gratuluje wytrwałości. Nasze maleństwo ma przyjść na świat w marcu i nie wyobrażam sobie, że nie mogłabym karmić piersią. Z tego co piszecie napotykałyście się na różne problemy, które mnie naprawdę niepokoją :(. Ciekawa jestem czy w moim mieście jest poradnia laktacyjna bądź osoba, która mogłaby w razie czego pomóc, doradzić. Muszę koniecznie się zorientować :) Pozdrawiam

Sylwia
Sylwia
9 lat temu
Reply to  Madzia_857

Zadzwoń do szpitala w którym bedziesz rodzić i zapytaj. Przeważnie Poradnia Znajduje się w Szpitalu i współpracuje z Oddziałem Noworodkowym. U mnie w mieście czynna jest całą dobę, mozna też uzyskać informacji telefonicznej. Na pierwszą wizytę potrzebne jest skioerowanie od lekarza rodzinnego. W poradni zakładają kartę i w umówionym dniu nalezy pokazać się z maluszkiem bu konsultantka sprawdziła jak dziecko jest przystawiane do piersi, jak ssie. Oglada piersi i ogólnie przeprowadza wywiad. Po tym wszystkim tłumaczy i pokazuje co jest nie tak.

Sprytnamama
Sprytnamama
9 lat temu

Gratuluje wytrwałości, karmienie piersią to piękne przeżycie, które ma swoje minusy, jakby więcej o nich mówić to byłoby Mamom chcących karmić naturalnie łatwiej:)
http://blog.sprytnamama.pl/2011/02/kilka-sow-o-karmieniu-naturalnym.html

Anonimowo
Anonimowo
9 lat temu

Sylwia cudownie , ze Wam sie udało :) Determinacja , chęci i sukces murowany . Dodatkowo miałaś wsparcie w Mężu a to jest budujące :) U Nas też początki karmienia były bardzo trudne . Poród odbył się 15 dni przed terminem i organizm nie był na niego gotowy , więc i mleczko się nie pojawiło . Przez pierwsze 3 dni nie miałam mleka wcale . Maleńka płakała z głodu , ssała pięknie , ale nic nie leciało . Wszystkie położne już na mnie krzywo patrzyły i kwitowały ,” ze chyba mi się po prostu nie chce „.Szlag mnie trafiał jeszcze… Czytaj więcej »

Beata
Beata
9 lat temu

Naprawdę gratululę Ci wytrwałości!!! Nie chcę nikogo obrażać, ale wiele mam bardzo szybko rezygnuje z walki i przechodzi na mleko modyfikowane (nie mówię o tych mamach, które naprawdę nie mogły karmić piersią). Ja karmię już synka 9 miesięcy i jestem z tego bardzo dumna. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przestać lub karmić MM. Ta bliskość jest nie do opisania – jest cudowna :) Teraz mieliśmy mały problem z karmieniem, bo mój synek zaczął mnie gryźć ząbkami, a jest to ból nie do opisania. Kilka krzyków i zabieranie piersi rozwiązało sprawę :) Dzieci to mądre istotki :) Kocham mojego synka i… Czytaj więcej »

Sylwia
Sylwia
9 lat temu
Reply to  Beata

U nas za każdym razem, gdy synek mnie gryzł mówiłam nie gryź i tak do znudzenia. Po kilku razach zrozumiał, że nie mozna mamy podgryzać. Masz rację dzieci to mądre istotki, takie małe cwaniaki :) Również gratuluję samozaparcia i wytrwałości w „cycowym postanowieniu”

Pablo
Pablo
9 lat temu

Nie ma jak „poszpreać” w kompie żony i przeczytać miłe słowa o sobie :) Moja pomoc to nic w porównaniu z jej determinacją :D

Aleksandra Greszczeszyn

Pierwsze dziecko karmiłam 5 miesięcy – dużo czy mało? – zależy od punktu widzenia. Ja mam niedosyt i czuję, ze mogłam karmić dłużej. Zabrakło wytrwałości i wiedzy. Drugiego maluszka chciałabym karmić przynajmniej do roku. Bogatsza o doświadczenie i znacznie silniejsze przekonanie, że warto jestem dobrej myśli:)

Julia Bąk Orczykowska

Aż mi teraz głupio. Ja mojej niuni dawałam butle gdy skończyła niecałe 2 msc. Poddałam się… teraz żałuję. Tęsknie za tym… Iga miała kolki i tylko z butelki antykolkowej mogła pić, a kiedy posmakowała, że z butelki łatwiej leci to mowy nie było o cycu… A mogłam się uprzeć… Cóż może kiedyś będę miała 2 dziecko i w tedy będę mądrzejsza;)))

Sylwia Chojnowska
9 lat temu

Julio najważniejsze, że córeczka szczęśliwa była i wyrosła na radosnego szkraba :) Nie zarzucaj sobie nic.

Rachela
Rachela
9 lat temu

Julio zgodzę się z Sylwią nie zarzucaj sobie nic. Jesteś najlepszą matką dla swojej kochanej Igi. Może uda się przy 2 dziecku, czego z całego serca życzę :)

Aga
Aga
8 lat temu

Cześć, ja też jestem zdania że w grę wchodzi jedynie karmienie naturalne, szczególnie w pierwszych etapach życia dziecka. Przeczytałam pare artykułów na ten temat : http://vivalavita.pl/artykul/pierwszekarmieniepraktyczneradydla-838.html ogólnie o karmieniu oraz ponadto tutaj macie wszystkie korzyści związane z karmieniem piersią: http://vivalavita.pl/artykul/korzyscizkarmieniapiersia-836.html fajny jest podpunkt, że pokarm zawsze dostepny i gotowy;) Można powiedzieć, że to jest pójście na łatwiznę, ale jakie zdrowe;)
Aga

milena
milena
8 lat temu

tylko matka jest w stanie tak walczyć, jest to makabrycznie trudne.Gratulacje Ja bardzo chciałam karmić piersią ale mój syn gardził nią. Pielęgniarki i położne wmawiały mi, że to pewnie ja nie chce, bo przecież dziecko z natury chce ssać pierś. Rzucały jego główką o moją pierś, a ja leżałam ledwie żywa, zapłakana. Jedna nawet powiedziała ze da sobie rękę uciąć ze to ja nie chce, i gdy próbowała ok. 40 min poddała się i stwierdziła że by rękę straciła. zakrwawione brodawki, ból nie do opisania, ale zaciskałam zęby i nieustannie próbowałam. Syn tracił na wadze, nie chcieli go dokarmiać więc… Czytaj więcej »

Olga Kłoda
6 lat temu

U nas rowniez nieumiejetnosc ssania zastoje i bol brodawek… Dalismy rade karmilam 2 lata

Zobacz kolejny artykuł

Matka – była wariatka


Nigdy nie byłam spokojna – nie potrafiłam usiedzieć długo w jednym miejscu, ciągle gdzieś coś mnie gnało, za czymś goniłam. Za czym? A kto to wie… Nigdy nie byłam typem pokornej pensjonarki, wręcz przeciwnie, podarte jeansy z milionem agrafek, oczywiście tych największych z możliwych (nie wiem po co takie robią, chyba tylko do tych podartych spodni, bo spiąć coś tym nie sposób).

Początki WOŚP, więc oczywiście własnoręcznie wyhaftowane na owych spodniach serducho Orkiestry. Dziś to pewnie szczyt obciachu, wtedy było trendy. (Tak na marginesie, mamusie dziewczynek, planujecie je nauczyć szyć, haftować, robić na drutach lub szydełku?)
Milion warkoczyków na głowie, albo przeciwnie, natapirowane i wylakierowane, rozjaśnione jak tylko się dało. Paznokcie obowiązkowo na czarno, wymierzone równo 6 milimetrów, właściwie nie wiem dlaczego akurat 6, makijaż fioletowy, ciuchy byle jakie byle czarne.
Co dwa tygodnie w klubie koncert rockowy, oczywiście moja obecność obowiązkowa. Początkujące nikomu nieznane zespoły, czasem jakaś gwiazda, atmosfera zawsze tak samo świetna, ehhh, to se ne vrati….
Owszem przyznaję, czasem tęsknię za tym co było, brakuje mi tego pędu, wiatru we włosach, szczypty szaleństwa, taaak, czasem bym chciała wrócić do tamtych dni, ale tyko czasem.

Dziś, no coż, dziś… Makijażu zero, włosy proste, farby nie widziały od… właściwie nie wiem odkąd, może od liceum? Paznokcie góra dwa milimetry, tak na oko, już nie mierzę. Ciuchy? Byle jakie byle nie żal, dziecko robi co może żeby mi garderobę wykończyć, jak to dziecko. Na koncerty nie chodzę, podartych spodni nie noszę. Wieczory spędzam w domu.

Myślicie, że czuję się uwięziona? Oszukana przez los? Nic z tych rzeczy! Mam Duśkę, co mi więcej do szczęścia potrzeba? Banał? Być może, ale jakże prawdziwy!

Duśka nie jest dzieckiem przypadku, jest dzieckiem chcianym, wyczekanym, wymodlonym, jest dla mnie ósmym cudem świata i najpiękniejszym darem od Boga. Pojawiła się w moim życiu i wywróciła to życie do góry nogami. I wiecie co jest najciekawsze? Ja tych zmian kompletnie nie zauważyłam, ich świadomość dotarła do mnie jak zaczęłam wspominać, a wspominać zaczęłam przy okazji porządków w szafie :))

W podarciuchy już dawno się nie mieszczę, ale nigdy ich nie wyrzucę, są dla mnie symbolem fajnej młodości i sympatyczną pamiątką. No i jeszcze dowodem na to, że kiedyś było całkiem inaczej i że wcale mnie nie boli, że już nie jest. Powolnych zmian się nie widzi, a chociaż dziecko pojawia się nagle to dziewięć miesięcy to wystarczająco długi czas na zmiany, zmiany w pełni akceptowalne przez nas, przez nas powodowane, oczekiwane, wymuszane na innych, i co najśmieszniejsze, w ogóle nie zauważane. Wydaje się że nic się nie zmienia kiedy tak naprawdę zmienia się wszystko.

Przyznajcie się drogie mamusie, też macie tak jak ja? Bo ja nie potrafię odtworzyć żadnych wspomnień sprzed ciąży zgodnie z prawdą. Wszędzie widzę przy sobie dziecko, nawet w szkolnej ławie :)) Patrzyłam na Duśkę jak się urodziła i nie wierzyłam, że ma jeden dzień. W moim pojęciu była od zawsze, czyli na tych koncertach rockowych też musiała być… jak ona to wytrzymała?

Dziecko wywróciło całe moje życie do góry nogami i zrobiło to tak subtelnie, że w ogóle tego nie zauważyłam, czyż to nie cudowne? Czyż nie pięknie natura to urządziła?

Dziecko nauczyło mnie opanowania i cierpliwości, muszę taka być, bo im bardziej ja się denerwuję tym bardziej Duśka jest niespokojna. Nie wolno mi wybuchnąć nawet jeśli potrzebuję. Kiedyś bym eksplodowała, dziś biorę głęboki oddech i przywołuję uśmiech na twarz. I dobrze mi z tym.

A napisałam to wszystko po to, żeby nikt nigdy nie powiedział, że dziecko może komuś zrujnować życie. Nie może, to fizycznie niemożliwe, nie ma w przyrodzie takiej opcji.

Myślę, że mamusie się ze mną zgodzą, a przyszłe mamusie muszą uwierzyć na słowo. Albo… sprawdzić :))

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
guest
11 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magda Kupis
9 lat temu

ja czuję, że moje życie nie przewróciło się do góry nogami, przecież jest tak od zawsze ;)
A tak na serio to nie brakuje mi tego co było kiedyś, dowodem jest to, że o niektórych rzeczach myślę jakbym robiła je wczoraj, a w rzeczywistości minął kawał czasu :)
Co do szydełkowania, szycia czy innych robótek- jasne, że będę ją uczyła- jak tylko sama się nauczę ;) hihi

divette
divette
9 lat temu

Coś w tym jest. Część sytuacji brakuje. Moja rewolucja zaczęła się od straty pracy, więc nie bylo to takie płynne ;) ale też mam wrażenie, ze lutek jest od zawsze ;)

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Pomijając ten króciutki wątek o rozjaśnianych włosach,czarnych paznokciach i rockowych koncertach ;) mogłabym się pod tym tekstem podpisać!! :)
Przelałaś moje myśli i odczucia na tę stronę Mirello ;) :*

Paulina Garbień
9 lat temu

ja aż taką rockmenką nie byłam, ale też moje życie się zupełnie przewróciło do góry nogami a mimo to ciężko mi przypomnieć sobie chwile bez Adiego … seks bez myślenia o tym czy zaraz sie nie obudzi … kąpieli bez czekania czy nie będę musiała iść go nakarmić czy gotowania obiadu bez „wisielca” przy nogawce spodni ;) to jest takie oczywiste i normalne, że już nie pamiętam jak było wcześniej … tego po prostu nie ma ;)

Lacrijka
Lacrijka
9 lat temu

Świetny artykuł, czytałam to jak swój pamiętnik, oczywiście do slowa Duśka :)

Agusiak
Agusiak
9 lat temu

Bardzo fajny tekst. Moje życie także się zmieniło ale nie zamierzam rezygnować z tego co naprawdę lubię. Ja nadal chodzę na koncerty rockowe, mam zamiar pozostać przy wypadach z T na zloty motocyklowe czy też jeździć na Przystanek Woodstock. Nie będą to już tak częste wypady jak kiedyś, gdy jeździło się na każdy zlot i tylko przeszukiwało internet w poszukiwaniu kolejnych koncertów, ale na tych ulubionych, wybranych mamy zamiar nadal się pojawiać. Glany zostały już tylko jako pamiątka (zrobiły się jakoś zbyt ciężkie ;) ) ale w szpilki też raczej nie wskoczę, nie mój styl. Powyciągałam kolczyki ze wszystkich 6… Czytaj więcej »

Patrycja Zych
9 lat temu

Mirella kolejny super tekst :) Moje życie też bardzo się zmieniło..ale niczego nie żałuję…przeżyłam to co swoje i po prostu przyszedł czas na zmiany. Zostaną mi piękne wspomnienia-te szalone i cudowne czasy na zawsze zostaną w mojej głowie. Teraz spełniam się jako mama i dobrze mi z tym :)

Anna Kopeć
9 lat temu

Mi nie brakuje niczego z przed pojawienia się Kuby nawet jako fasolki, bo nie ma tak na prawdę czego brakować. Nigdy nie byłam typem imprezowiczki, ale za to robiłam dużo rzeczy na raz i ciągle pracowałam. Może jedynie tęsknie za dniem oddechu dla siebie, nie godzinki, czy dwóch, bo od 3 lat i trochę jestem praktycznie 24 h na posterunku, nie przespałam ani jednej nocy. Prosiłabym tylko o jeden dzień w którymś ktoś by mnie wyręczył w wielu obowiązkach… Po za tym zawsze twierdziłam – ku zaskoczeniu wszystkich, szczególnie koleżanek na studiach, że jak dla mnie mogła by powstać szkoła… Czytaj więcej »

krecik
krecik
9 lat temu

JAk czytalam to mi sie geba smiala od ucha do ucha :) Ty biegalas w podarciuchach a ja zkrokiem przy kostkach i wielkimi kolami w uszach :P

Agnesssa
Agnesssa
9 lat temu

Super artykuł, oczywiście się wzruszyłam, nie mogę się doczekać kiedy mój świat się wywróci :D

Beata
Beata
9 lat temu

Jakbym czytała częściowo o sobie. Ja też byłam szalona, chodziłam w podarciuchach, glanach lub trampkach ;) Chodziłam na rockowe koncerty, sporo imprezowałam ;) Zmiany nastąpiły i ich nie żałuję, choć czasem wspomienia wracają i chciałoby się wrócić do tamtych czasów :) Ja nadal się maluję, nadal imprezuję, nadal wychodzę, ale już nie w takim wydaniu jak kiedyś – z umiarem :) W życiu przychodzi taki czas, kiedy trzeba przystopować. Ja tak zrobiłam, choć nie w całości. Uwilebiam spędzać wieczory w domu, ale lubię od czasu do czasu wyjść :) I nie widze w tym niczego złego, dziecko przecież smacznie śpi,… Czytaj więcej »

Zobacz kolejny artykuł

Kobieta a chrześcijaństwo


„Być kobietą, być kobietą (…)” a jak to jest być kobietą w jednej z największych religii świata? – w Chrześcijaństwie?

           Podstawą religii chrześcijańskiej jest uznawanie Biblii – składającej się ze Starego Testamentu i Nowego Testamentu – za objawienie Boże, pismo natchnione przez Boga. W myśl doktryny chrześcijańskiej człowiek winien starać się nawiązać osobistą więź z Bogiem. Nakazy Boże zobowiązują go m.in. do miłości bliźniego, poszanowania życia. Zasady etyczne chrześcijaństwa przyjmowane są w znacznej mierze przez ludzi niewierzących, którzy traktują je jako uniwersalne prawdy humanizmu.

W Biblii jako autorytecie chrześcijańskiej wiary, możemy odnaleźć informacje o kobietach, ich statusie społecznym i ich rolach. Zacznijmy od momentu, gdzie wszystko się zaczęło: „I stworzył Bóg człowieka (hebr. adam) na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich” (1 Mojż. 1; 27).  Przed Bogiem człowiek od samego początku stoi razem, dosłownie „jako męskość i żeńskość”.  Między mężczyzną i kobietą z założenia jest równość i partnerstwo. W innym fragmencie dotyczącym początków człowieczeństwa (1 Mojż. 2;20-23) czytamy, że, ponieważ mężczyźnie jest źle gdy nie ma pokrewnej duszy, Bóg stworzył z żebra mężczyzny kobietę. Dopiero ona – jako jego odpowiednik – może z nim naprawdę współ-być. I tak oboje się potrzebują i wzajemnie uzupełniają. Kobieta jest wyposażona w umiejętność zaspokajania potrzeb mężczyzny – czyli szanowania go. Mężczyzna jest wyposażony w umiejętność zaspokajania potrzeb kobiety – czyli kochania jej.

A czemu kobieta została stworzona akurat z żebra mężczyzny? Pewien midrasz żydowski świetnie ten obraz tłumaczy. Czytamy tam, że kobieta nie została stworzona z jego głowy, aby jej nie podlegał, ani nie z jego nóg, aby jej nie podeptał, ale z jego boku, aby była mu równą, spod jego ramienia, aby ją chronił, i blisko jego serca, aby była przez niego kochaną.

Adam i Ewa będąc w raju (inaczej mówiąc – te nasze archetypy w stanie idealnym), byli równorzędnymi partnerami. Zauważmy, że dopiero po scenie przedstawiającej bunt i samowolę kobiety oraz bezczynność mężczyzny (historia upadku w grzech) – w kobietę ugodziła podwójna kara. Pierwsza w jej powołanie jako matki, a druga to panowanie nad nią mężczyzny (w momencie kiedy Adam „nazwał żonę swoją Ewa”, zaczął nad nią dominować; I Mojż. 3,20). Takie podejście nie jest zgodne z wolą Bożą, lecz stanowi następstwo upadku i załamania się samego człowieka. Oboje mają się z czego „spowiadać”. Np.: on – z nieprzejmowania odpowiedzialności, ona – z przesadnego przejmowania odpowiedzialności a może z czegoś jeszcze?

W Starym Testamencie kobiety przedstawione są zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Ale różnicuje je nie stan społeczny czy zawód, tylko stosunek do Boga i ich relacja z Nim. Np. królowa Saby to kobieta, która bez względu na wysiłek i koszty dążyła do tego, by być mądrzejszą i zaprzyjaźnić się człowiekiem, który zna Boga. Na przykładzie Debory widzimy, jakie może być życie kobiety, która swoje życie powierzy Bogu, która wszystkie swoje decyzje podejmuje wyłącznie w oparciu o żywą łączność z Bogiem. Rut to wspaniała i wierna towarzyszka, odważna i niewzruszona, pokorna i miła. Natomiast negatywne, nieufające Bogu, niewierne Mu to np.: żona Lota, która zlekceważyła Bożą łaskę, Orpa, która podjęła błędna decyzję czy bezbożna manipulantka – królowa Izebel.

Natomiast w Nowym Testamencie nie znajdujemy sytuacji, w których Jezus traktowałby kobietę jako kogoś gorszego. Odnosi się do kobiet na równi z mężczyznami. Co więcej, w czasach, gdy pobożny mężczyzna dziękował Bogu za to, że nie stworzył go kobietą, Jezus Chrystus właśnie kobiecie powierza misję pierwszego zwiastuna jego zmartwychwstania!

Ale są w Piśmie Świętym takie fragmenty, które potrafią rozpalić do czerwoności nie tylko feministki. Na przykład, gdy apostoł Paweł w liście do Efezjan (5;22) i Kolosan (3;18) mówi o kobietach jako poddanych swym mężom „uległe mężom swoim jak Panu” (ten cytat jest wielokrotnie wykorzystywany w dyskusjach przez kogoś, kto chce podkreślić, że to kobiety powinny być posłuszne i uległe mężom). Niemniej, zarówno ten jak i wiele innych tekstów warto zawsze prześledzić w szerszym kontekście – wtedy może irytować się nie będziemy.  Tym bardziej, że  w  Bożych oczach wszyscy jesteśmy równi: „Nie masz Żyda, ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie”. (Gal. 3,28). Może więc warto wrócić do początków? Do tego, co było pierwotnym zamiarem Stwórcy? On nam ponadto – w Jezusie Chrystusie – Pomocniku jak mężczyzny, tak i kobiety – umożliwił żyć tak, abyśmy osiągnęli cel!

Ale jesteśmy za to współodpowiedzialni oboje – mężczyzna i kobieta – bo będąc razem, jesteśmy współzależni.

Dlatego „niech każdy z was miłuje żonę swoją jak siebie samego a żona niechaj poważa męża swego” (Efezjan 5,33). „Mężowie miłujcie żony swoje i nie bądźcie dla nich przykrymi” (Kolosan 3;19).

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
guest
27 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magda Kupis
9 lat temu

„A czemu kobieta została stworzona akurat z żebra mężczyzny? Pewien midrasz żydowski świetnie ten obraz tłumaczy. Czytamy tam, że kobieta nie została stworzona z jego głowy, aby jej nie podlegał, ani nie z jego nóg, aby jej nie podeptał, ale z jego boku, aby była mu równą, spod jego ramienia, aby ją chronił, i blisko jego serca, aby była przez niego kochaną”. To powinni powtarzać sobie mężczyźni podczas golenia ;)

Świetny tekst, aż chce się go czytać i czytać, ale niestety ma koniec :( Z niecierpliwością czekam na podobny.

Patrycja Zych
9 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Hehe Madziu zgadzam się z Tobą :) każdy facet powinien się z tym zapoznać i stosować w życiu :)

Anna Kopeć
9 lat temu

Rewelacyjny tekst. Szczególnie ostatni cytat. Powinni częściej przytaczać go gdzieś w kościołach… może nam, Kobietą żyło by się z naszymi mężami lepiej. „…w kobietę ugodziła podwójna kara. Pierwsza w jej powołanie jako matki…” trochę chyba nie zgadza się z tą karą. Moim zdaniem coś trochę tu Bogu nie wyszło. Osobiście odbieram to jako zwycięstwo, jako coś, nad czym górujemy nad mężczyznami. Oni nigdy nie doznają takich uczuć jak my, nigdy nie poczują jak to jest nosić pod sercem malutkie życie, nie są w stanie tak doświadczyć jedynego cudu, w który wierzę – tego, że w moim własnym ciele, na moich… Czytaj więcej »

Rachela
Rachela
9 lat temu
Reply to  Anna Kopeć

Pani Aniu,
tak przynajmniej działo się w otoczeniu autora Genesis na całym Wschodzie. Tego rodzaju stosunek nie jest zgodny z wolą Bożą, lecz stanowi następstwo upadku i załamania się samego człowieka. Dla mnie osobiście bycie matką jest czymś niepowtarzalnym.

Joanna Pawlińska
8 lat temu
Reply to  Anna Kopeć

Bo tylko Bóg potrafi z największego grzechu wyciągnąć dobro. Często wybiera to co najmniej wartościowe i nadaje temu wielkie znaczenie. Przecież jego mocą było, żeby Jezus Chrystus urodził się w pałacu a mimo to na miejsce jego narodzenia wybrał stajenkę. Jak czasami się posłucha świadectwa ludzi, którzy wg ludzkiego pojmowania byli śmieciami, narkomanami, alkoholikami, przestępcami, wtedy dopiero można zobaczyć jak Bóg zmienia ludzi. Jednych z dnia na dzień, innych latami ale mamy obietnicę, że ten który zaczął ten dokończy dobre dzieło w nas. Nie ma pojęcia dobry człowiek, Biblia mówi kto popełnił jeden grzech winien jest wszystkich. Ludzie robią błąd… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
9 lat temu

A kilka dni temu usłyszałam w telewizji jak jeden z księży wypowiadał się, że to na barkach kobiety spoczywa przygotowanie wieczerzy wigilijnej… i gdzie tu jest równość, o której przecież powinni nauczać w kościele?? Czy księża uważając się za naszych przewodników, wtrącając się w politykę i mówiąc nam co jest dobre a co złe tak naprawdę wiedzą w ogóle o czym mówią?? Czy czytają pismo święte ze zrozumieniem?? … takich prawdziwych księży z powołania jest niewielu, a reszta zyje sobie jak chce, poucza nas jak mamy żyć i co kilka lat kupuje w salonie nowy samochód z naszych składek …… Czytaj więcej »

Magda Kupis
9 lat temu

kluczem jest pytanie „czy czytają Pismo Święte ze zrozumieniem?”. Mało kto zastanawia się nad jego sensem, a nawet powołując się na życie wg niego robią zupełnie inaczej, twierdząc, że taki jest jego sens…

Paulina Garbień
9 lat temu
Reply to  Magda Kupis

tylko dlaczego uważają sie za swiętych i nam mówia jak mamy żyć choć sami nie mają o tym pojęcia … ech życie … a cały Watykan z Papieżem na czele??? nie czepiając sie ale ostatnio w wiadomosciach słyszałąm jak Papież mówił o dzieleniu się z biednymi, ile Watykan skrywa bogactw??? ilu ludzi mogłoby z tego przeżyć godnie całe swoje życie??? dlaczego oni otaczają się bogactwem a nam mówią o dzieleniu sie z ubogimi??? jakim prawem uważają się za lepszych od nas??? no i wreszcie temat dość trudny – in vitro… dlaczego mówią NIE??? czemu ludziom którzy chcą i mogą dać… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
9 lat temu

Pani Paulino. O ile się nie mylę jest Pani Katoliczką. A Katolicyzm zakłada (nie wiem skąd się to wzięło!) nieomylność Papieża i jego władzę nad Kościołem. W takim razie by być Katolikiem w rozumowaniu Katolików nie należy podważać nauk Papieża i Kościoła Katolickiego jako takiego.
Ale wtrąciłem to by pokazać jak wielu ludzi się buntuje, a nie zna alternatywnej drogi. Żeby nie powiedzieć właściwej.
Otóż w ogólnie rozumianym protestantyźmie temat braku zrozumienia potrzeb rodziny nie istnieje. Wszak Pastor ma żonę i dzieci i jak mówi kazanie o stosunkach ojca z synem, to jest wiarygodny!
Ale to tak na marginesie.

Paulina Garbień
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Panie Kamilu właśnie w wierze katolickiej zostałam wychowana i właśnie ta wiara jest mi bliska, jednak nie zgadzam się z wieloma rzeczami które są przez kościół JAKO INSTYTUCJĘ (nie przez Boga) narzucane i wiele z nich uważam za absurdalne, czy to się księżom podoba czy nie, mojego zdania nie zmienię.
Nie czuję potrzeby zmiany wiary, może to też trochę lenistwo, może też wpływ rodziny męża, nie wiem… Póki co jest mi dobrze tak jak jest a co będzie w przyszłości nie wiem.
Jednakże bardzo dziękuję za radę :)

Kamil Serafin
9 lat temu

Ja też tak zostałem wychowany. Ale dziękuję Bogu za to, że postawił na mojej drodze ludzi, którzy pokazali mi nie siebie i swoje uczynki, a Boga, Boga żywego.
I to nie my zmieniamy wiarę, a wiara zmienia nas :)
Kłaniam się i życzę udanego dnia.

Kamil Serafin
9 lat temu

Droga Rachelo, Siostro w Chrystusie. Widzę, po nazewnictwie (1 Mojżeszowa) i treści cytowanych fragmentów, że używasz Biblii Warszawskiej. Wnioskuję więc, że jesteś członkinią któregoś z protestanckich kościołów. Treść artykułu bardzo dobra. Można dyskutować nad tym czy wnioski są słuszne i jedynie właściwie, ale to nie ma sensu, gdyż to tak jakby dyskutować, który nurt protestantyzmu ma rację lub ma jej więcej. Szkoda sił i czasu. Chciałem tylko zwrócić uwagę, że przedstawiając rolę kobiety w Chrześcijaństwie nie przytoczyłaś wszystkich fragmentów, które mogą rzutować na to, jak tą zależność mężczyzny i kobiety interpretować. 1 Mojżeszowa 2:20 Biblia Warszawska: Nadał tedy człowiek nazwy… Czytaj więcej »

Sakram
Sakram
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Witam Panie Kamilu, Cieszę się, że ma Pan własne zdanie. Jako przedstawiciel tej samej płci (męskiej) wyrażam jednak odmienne od Pana zdanie. Uważam, że mężczyzna został stworzony jako równy, a nie równiejszy, kobiecie. Dyskusja między Rachelą a Panem Kamilu jest bezsensowna – ma Pan rację tłumacząc, że dyskusja ta dotyczy już tylko podkreślania akcentu w zdaniach – patrz: POMOC (fragment cytatu: „…Adamowi nie była znaleziona POMOC, która by przy nim była.”) Ciekawi mnie jednak fakt, że dwie osoby, choć przeciwnej płci to jednak (jak widać chrześcijanie) macie Państwo (Pani Rachela i Pan Kamil) odmienne zdanie na temat interpretacji Biblii. Przy… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Sakram

Nie zrozumiał Pan mojej wypowiedzi.
Nie będę wyjaśniał.
Pozdrawiam i zapewniam, że nie ma powodu do walki.

muś
muś
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Pani Rachelo, kochane Mamy, drodzy Ojcowie, nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale w historii początków, do których nawiązuje komentowany tekst, jednym z zajęć człowieka – ziemianina (hebr. adam) w raju było nazywanie zwierząt. Nazywanie łączy się z właściwym ich poznaniem i dbałością o nie a szczególnie – przynajmniej w języku biblijnym – z panowaniem nad stworzeniem. Jaki ma to związek z rolami mężczyzny i kobiety – zapytacie. Otóż ma -ponieważ tę samą czynność mężczyzna powtarza później – po upadku w grzech – w stosunku do kobiety. W tej samej chwili dały w łeb jedność, partnerstwo, odpowiedniość i równość, które Stwórca… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  muś

Paweł pisząc listy Nowego Testamentu, nie był już pod zakonem. Nie był już faryzeuszem lecz nowonarodzonym chrześcijaninem, który pisał i nauczał pod natchnieniem Ducha Świętego.
Po drugie, sam Pan Jezus nie zastosował parytetów podczas wybierania apostołów. Dlaczego? Bał się Żydów, którzy „dziękowali, że nie urodzili się kobietami”? Nie, nikogo się nie bał. Robił to co należało. Jak była potrzeba to wziął bata i przegonił kupców ze świątyni. Jak była potrzeba to zganił mężczyznę i postawił za przykład kobietę! Znacie ten fragment?
Pozdrawiam
Kamil

Rachela
Rachela
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Panie Kamilu,

dziękuję za przytoczenie innych fragmentów. Zgodzę się z panem, że najlepiej samemu studiować Pismo Święte. Ponadto w 1 Koryntian 11; 7-9 Paweł pisze, że „kobieta jest odbiciem chwały mężczyzny”, ponieważ została stworzona „ze względu na męża”.

Dziękuję także Pani Muś – pięknie to wyjaśniłaś, nie potrafiłabym sama tego lepiej ująć.

Wszystkim Czytelnikom życzę Szczęśliwego Nowego Roku!

Patrycja Zych
9 lat temu

Fajny tekst..daje do myślenia…

Hepik1
Hepik1
9 lat temu

Katoliccy księża tez maja dobry bajer ;)

o. Fabian Błaszkiewicz SJ (ur. 1973) – charyzmatyczny mówca, rekolekcjonista, kierownik duchowy. Duszpasterz młodzieży, Odnowy Charyzmatycznej, ludzi biznesu i artystów. Założyciel Wspólnoty „Magis” w Nowym Sączu. Na scenie muzycznej znany jako DJ Fabbs, jest także współtwórcą zespołu Korzeń z Kraju Melchizedeka. Profesjonalny mówca motywacyjny, ekspert w dziedzinie rozwoju osobistego i osiągania sukcesu. Autor bestsellerowego audio-booka „Źródło prawdziwej siły

http://www.youtube.com/watch?v=10f8rVJfprI&feature=player_embedded#at=207

Hepik1
Hepik1
9 lat temu

Początek jest tutaj :
http://www.youtube.com/watch?v=vzrQvGOch1Q&feature=related
i bezposrednio nawiązuje do tematu,w ojca FB w kosciele rządza kobiety
http://www.youtube.com/watch?v=vzrQvGOch1Q&feature=related

Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Hepik1

Co tu komentować? Część rzeczy, które mówi są zgodne z Biblią. Część jest zgodna tylko z doktryną KK, tak jak to, co powiedział iż Pan Jezus nakazał przyjąć komunię św. w pierwszy piątek miesiąca. Niech mi to pokaże w Biblii. Generalnie „odchyły” są wszędzie. Jak wpiszesz w youtube „kościół zielonoświątkowy” to na jednym z pierwszych miejsc ukażą ci się filmy jakichś wspólnot ruchu zielonoświątkowego w USA, gdzie ludzie są prowadzani na smyczy! To nie ma nic wspólnego z Biblią i z Jezusem. Zobaczysz też filmy, gdzie tańczą jak opętani z wężami, rzekomo wprowadzając w życie Słowo Boże: Mk 16:16-18 Kto… Czytaj więcej »

Hepik1
Hepik1
9 lat temu

To jest tylko przykład,że katolicy,nie koniecznie musza sie wsłuchiwać w Michalików,Rydzyków czy Dziwiszów.
A tak prawde mówiac wystarczy nie krzywdzić innych(bliższych i dalszych) ,w miare mozliwosci czynić dobrze , nic do tego nie maja kolory (zielono-czarno,-fioletowe ) w ramach chrześcijaństwa czy jakiekolwiek inne w ramach innych religii

Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Hepik1

To jest twój punkt widzenia. Ja wierzę, że nie wystarczy nie krzywdzić, że nie wystarczy „czynić dobrze” by ujrzeć Królestwo Niebieskie. Ale to na prawdę temat nie do rozstrzygnięcia przez nas tutaj w tej dyskusji.

Ale zgadzam się. Ja nie zaglądam nikomu za kołnierz, każdy niech sam o siebie zadba.
Pozdrawiam Andrzeju serdecznie i wszystkiego dobrego z Nowym Rokiem.

Hepik1
Hepik1
9 lat temu

Jasne,dyskusja na dłuższe posiedzenie…mamuśki zamilkły z wrażenia ;)
A tak jeszcze przed przed północą ,do rozkminienia…do „Krolestwa Niebieskiego” chyba nie ustawiają się kolejki ,albo i sie ustawiają ( w zależnosci od podaży) ale chyba żadne kolory chrześcijaństwa (abstrahując od innych religii) nie sa uprzywilejowane i nie wciskaja poza kolejką?

Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Hepik1

Pamiętasz Andrzeju przecież, że w czasach kolejkowych pytano:
„za czym ta kolejka”
I słusznie pytano, by się nie okazało, że stoi się nie w tej kolejce.
Ja wierzę, że do Nieba nie prowadzą wszystkie kolejki (bo na pewno nie jest to jedna kolejka). A smuci mnie to, że w dzisiejszych czasach ludzie nie chcą spytać, do czego ta kolejka. Stoją tam, jak małe dzieci, bo ich rodzice postawili. Żeby się tylko nie okazało, że nie stoją po złoto, ale po tombak! Warto badać gdzie i po co się stoi tudzież wędruje.
Kłaniam się :)

Hepik1
Hepik1
9 lat temu

Zapomniałem -Do siego Roku ! ;)

Pablo
Pablo
9 lat temu

Wg. mnie nie ma w małżeństwie miejsca na wywyższanie się. Obydwoje małżónkowie są sobie równi. A małżeństwo powinno stanowić zwiążek partnerski, w którym małżonkowie wzajemnie się wspierają.

Zobacz kolejny artykuł

„Cicha noc, święta noc [..]”


Pierwsza Gwiazdka na niebie, zapach Świąt unoszących się nad białym obrusem, migoczące światełka choinki, prezenty i gwar zewsząd płynących życzeń … a gdzieś w tym galimatiasie sprawca całej tej „świątecznej afery” – małe Dzieciątko!  To jego narodziny  postawiły na głowie porządek i ład dawnego świata…

Narodziny Boga – celebrowane przez tysiąclecia, przez dużych i małych, wierzących w Jego przyjście i  nie, tych obchodzących jedynie „świeckie” Święta  i tych którzy adorują szopkę z święta Rodziną – wydarzenie tak wzniosłe i zwyczajnie ludzkie zarazem, co rok, o tej samej porze powraca, abyśmy mogli na swój jedyny sposób je przeżywać.

Nikogo nie zdziwi stwierdzenie, że co roku, choć Święta Bożego Narodzenia niezmiennie nikt ni e odwołuje, ten czas znaczy dla nas coś innego… za każdym razem widzimy Boże Narodzenie trochę inaczej: gdy jesteśmy dziećmi – święta ( i całe przygotowania do nich) są jak zaczarowane, pełne magii, gdy dorastamy gubimy trochę ich iluzji w wirze pracy i codzienności. Jednak nadchodzi w naszym życiu taki moment , kiedy magia powraca ze zdwojoną siłą, a słowa starej kolędy nabierają nowego znaczenia…

„ Lulajże Jezuniu moja perełko

Lulaj ulubione me pieścidełko.

Lulajże Jezuniu lulajże lulaj,

A ty go Matuniu w płaczu utulaj.

Zamknijże zmrużone płaczem powieczki,

Utulże zemdlone łkaniem wardżeczki.

Lulajże Jezuniu …”

… gdy zostajemy matkami – wszystko się zmienia, zaczynamy rozumieć co znaczy „ Moja perełka”, wzbogacamy nasze życie o nową miłość, miłość której nie da się poznać z wierszy czy opowiadań, miłość którą można poczuć tylko na własnej skórze… odkąd ja zostałam mamą, przeżywam Święta jeszcze piękniej niż kiedykolwiek wcześniej,  bo choć  gdy „ Bóg się rodzi, moc truchleje[…]”, to przeżyć cud narodzin, znaczyć poczuć i zrozumieć ( choć w małej części ) piękno i powagę tej chwili.

Zostać mamą, to znaczy zaczarować Święta na nowo …  zaczarować świat. Zakupy zamienić na opowiadanie dziecku o bliskości, wigilii i kolędach. Odczarować prezenty z „atrakcyjnych przedmiotów”  i zamienić na spełnienie marzeń, a Święta Bożego Narodzenia  zaczarować  na wyczekiwany czas, spędzany w gronie najbliższych, opływający w ciepło i miłość –  lecz nie  z pomocą  kanapy i telewizora, a za sprawą czarodziejskiej różdżki z cynamonu, piernikowej gwiazdki z nieba, szczypty zapachu choinki, krztyny wyczekiwania  na „cud narodzin” w stajence i nieskończonej miłości…

A co zmieniło się w Waszych sercach „ na święta” odkąd zostaliście rodzicami? Czy też wierzycie, że warto włożyć wysiłek w takie czarowanie i wyczarować to co najcenniejsze(?) – wiarę w Święta, w sercach Waszych dzieci i niezastąpione wspomnienia – wspomnienia które pozwolą im obdarzyć tym samym kiedyś Wasze wnuki!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Paulina Garbień
9 lat temu

Wzruszyłam się… rozumiem co masz na myśli, bo sama przeżywam te święta pierwszy raz od dawna tak cudonie i niesamowicie, patrząc na mojego małego synka, który zaciekawiony spogląda na choinkę, widzi niesamowitości powstające w kuchni, te zapachy które się zewsząd unoszą i wokoło zamieszanie i gwar :)

Anna Kopeć
9 lat temu

Dotąd, tzn do póki Kuba nie pojawił się na świecie, święta były dla mnie… po prostu dniami. Takimi jak zawsze. Często pracowałam w tym czasie, oczywiście, jakieś emocje zawsze gdzieś budziły się, ale na pewno nie był to tak radosny czas jak teraz. Chce mi się starać, stwarzać atmosferę, święta znów zaczęły mnie cieszyć. Śpiewam kolędy, piosenki, piekę ciasta, ozdabiam dom. Wspólnie z synkiem. Czuję taką samą magię jak wtedy, gdy byłam sama małym dzieckiem. Warto czarować własne pociechy ponieważ co raz mniej ludzi angażuje się w świętowanie. Są zagonieni, zapracowani, mają wiele problemów. Zbyt wiele, by zatrzymać się choć… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
9 lat temu
Reply to  Anna Kopeć

Mam nadzieję, że choroby szybko miną

Anna Kopeć
9 lat temu

Męczymy się z czymś właściwie od 7 września. Kuba cały czas od tego czasu kaszle i smarka (z katarem było aż dwa tyg przerwy)… W tej chwili 3 antybiotyk bierze… półtora tyg. temu skończył jeden bo miał anginę ropną a teraz ma zapal. zatok (podobno – ponieważ zatoki właściwie w okolicach 3 lat się kształtują dopiero). W każdym razie coś w nosie mu siedzi, bo brał końskie dawki leków na alergię i na astmę i nic… A teraz doszła grypa żołądkowa, dziwna jakaś. Trudno ją leczyć przy tym antybiotyku :( niestety nie dało się go już uniknąć… W każdym razie… Czytaj więcej »

Patrycja Zych
9 lat temu

Piękny i wzruszający tekst…. U Nas po narodzeniu Filipa wszystko się zmieniło..święta też… są jeszcze piękniejsze i bardziej rodzinne :) co roku będą poznawane i odkrywane na nowo przeze mnie,męża i Naszego synka :)

Kobiecym_okiem
9 lat temu

Od czasu, gdy sama zostałam mamą, zaczęłam zwracać uwagę na to, aby dzieci – nie tylko w Święta – miały częsty kontakt z dziadkami – coś, czego mnie teraz brakuje (gdy byłam dzieckiem, zupełnie nie zwracałam na to uwagi…Na razie moi synkowie są jeszcze mali, ale chciałabym aby dla nich Święta były też czasem snutych opowieści, wspomnień, wspólnych rozmów i spotkań przy jednym stole. Choć akurat tegoroczne święta minęły mi jakoś szybko, zdecydowanie za szybko…

divette
divette
9 lat temu

Prawda. Dla mnie te święta były jakby wyrwane. Takie nie do końca spedzone tak jakbym chciała. Ale już czulam różnice. Mam nadzieję, że w przyszłym roku poczuje całą ta wyjątkowość.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close