Urodziny jedyne w swoim rodzaju – nie zgadniesz jak i gdzie je spędziłam!


Urodziny można świętować w różny sposób. Zależy co kto lubi. Jedni obchodzą ten dzień skromnie, w domowym zaciszu. Inni wolą celebrować go hucznie i na bogato. Jeszcze inni udają, że wiosen wcale im nie przybywa i swoich urodzin w ogóle nie obchodzą.

Ja ze swoim wiekiem problemu nie mam, nigdy nie miałam i mam nadzieję, że tak mi już zostanie, aż po starości kres. Tak więc swoje urodziny obchodzę, a jakże! Chętnie przyjmuję gości (wraz z upominkami :P ) i równie chętnie piekę dla nich różne słodkości.

Jednak nie ukrywam, że zazwyczaj moje urodziny są dosyć… nudne – mówiąc wprost (mam nadzieję, że nikt nie poczuje się tym stwierdzeniem dotknięty! ;-)). Własne cztery kąty, najbliższa rodzina, ciacho, kawa… I w zasadzie tyle. Jak akurat nie jestem w ciąży lub nie karmię piersią, to jeszcze jakiegoś procenta się napiję. Ale tak się składa, że od trzech lat – z rzędu! – celebruję swój geburstag zupełnie na trzeźwo, wznosząc toasty wodą źródlaną! Istne szaleństwo, prawda? ;-)

No więc w tym razem postanowiłam to zmienić. Wyjątkowo zapragnęłam zaszaleć i sprawić sobie urodziny, jakich jeszcze nigdy nie miałam. Co prawda liczba wiosen w tym roku wcale nie jest szczególna, żebym musiała jakoś specjalnie ją wyróżniać, ale czy z pompą trzeba świętować tylko te okrągłe urodziny? No nie!

Dlatego właśnie postanowiłam, że mój 32 jubileusz będzie inny niż wszystkie. Wyjątkowy i oryginalny. Pomysłów miałam co najmniej kilka. Wiele propozycji podsuwał też wujek Google – od wizyty w salonie SPA, po bardziej szalone opcje, typu lot paralotnią, czy kurs nurkowania (z rekinami). Tak więc opcji było sporo – do wyboru, do koloru. Nic tylko brać, płacić i się bawić.

Ja jednak obrałam zupełnie inną drogę, ekstremalną i prawdę powiedziawszy nie zapewniającą przyjemnych doznań, ale za to darmową! :P I na zawsze pozostanie w mej pamięci.

Ciekawi jesteście na co się zdecydowałam? ;-)

Nie będę Wam proponować zabawy w zgadywankę, bo i tak raczej nikt nie wpadłby na ten sam pomysł co ja, dlatego od razu zdradzę Wam, że tegoroczne urodziny spędziłam… na porodówce!! :D

Prawda, że to zwariowany, oryginalny i zarazem hardcorowy pomysł?! :D  Zupełnie nie wiem dlaczego personel oddziału położniczego śmiał się ze mnie i jednogłośnie ocenił moją imprezę jako „masakrę?!

Może nie było Fonsi`ego z Despacito, drinków z palemką i fajerwerków o północy, ale za to były inne atrakcje, jak skakanie na piłce, kroplówka, zastrzyki, ciepły prysznic (we dwoje) i gaz rozweselający…  Do tego mnóstwo bólu, potu i krwi – czy to nie brzmi fajnie? ;-)

Ok, fajnie może faktycznie nie. Prawdę powiedziawszy pół „imprezy” sama przeklinałam ten dzień i chciałam, żeby jak najszybciej się skończył. Ale kiedy już miałam wszystkich wyprosić i trzasnąć za nimi drzwiami, ktoś w końcu podarował mi prezent. Jeden, ale jaki cudowny! Mierzący 55 cm i ważący 3780 g! Mięciutki, różowiutki i taki słodziutki! Najpiękniejszy podarunek jaki kiedykolwiek dostałam.

I od tej pory, z tymże „podarunkiem” co roku będziemy RAZEM świętować dzień urodzin :D

Czy mogłam to wszystko sobie lepiej wymyślić?? ;-)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Gratulacje!:) jakie imię będzie miał Maluszek? Wszystkiego dobrego!!!

  2. Gratulacje!:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Dzień Kobiet. Oto czego sobie i Wam życzę, drogie Panie


Mąż mój przyjechał do domu wczoraj z zakupów i rzucił na stół Ptasie Mleczko cytrynowe. Rzucił także w eter, że to z okazji Dnia Kobiet. No po prostu pycha, przygarnęłam więc z uśmiechem, bo ja, jak to ja, słodycze uwielbiam. Tylko jak to z okazji Dnia Kobiet, skoro wczoraj było wczoraj, a dziś jest dziś i dopiero zaczynam świętować?

Wyraziłam swoje wątpliwości, bo o ile mnie pamięć mnie myli, to w Dzień Kobiet miałam nie zażerać się słodyczami, a siedzieć na fotelu i dziarać sobie kark. Bo wymyśliłam oto kolejny tatuaż, który miał ukoronować moją kobiecość i macierzyństwo. Póki co, siedzę w kuchni przy stole i piszę ten tekst. To jednak nie to samo, co tatuowanie.

Przy okazji pomyślałam sobie, czego mogłabym sobie i Wam, drogie kobietki życzyć. W końcu Dzień Kobiet zobowiązuje do czegoś pozytywnego, prawda? A więc przyznajcie, czego Wam najbardziej brakuje? Szczęścia? O, tego nigdy za wiele. Zdrowia? Obowiązkowo, bo jak mawia mój ukochany Dziadziuś, jak jest zdrowie, to będzie wszystko inne. Tylko trzeba chcieć. Otóż to, chęci tym samym Wam życzę, żeby chciało się mocniej, niż się zazwyczaj nie chce. Pomyślności? A nawet wypiję za Waszą i moją pomyślność. Niech się wiedzie!

Poza tym, a może przede wszystkim, życzę Wam miłości, nie tylko w Dzień Kobiet. Miłości ze strony rodziców, rodzeństwa, męża i dzieci. Byście zawsze czuły się ważne, nie tylko dziś, żeby tego magicznego ciepełka nigdy nie zabrakło. Aby te spływające z różnych stron życzenia miały moc sprawczą każdego innego dnia roku. By dobre słowo i czuły dotyk rozpieszczał Was codziennie, bez powodu. Bądźcie piękne i dobre (dla siebie). Bądźcie zawsze sobą i żyjcie tak, by świadomość bycia kobietą nie zawężała się jedynie do małżeńskiego łoża, konieczności mycia garów i odprowadzania dzieci do szkoły. Wszystkiego dobrego, moje Wy niesamowite KAŻDEGO DNIA kobiety!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Telefon ze szkoły! Odebrać, nie odebrać?


Gdy pojawia się małe dziecko, to na nie dmuchamy, chuchamy i krążymy nad nim niczym helikopter ratunkowy. Szukamy informacji, zapisujemy się na liczne fora i grupy, upewniamy się, czy dobrze nosimy, prawidłowo karmimy i właściwie reagujemy na dany kolor kupki. Otaczając troską i uwagą naszego szkraba, pełni niepokoju przeżywamy jego adaptację w przedszkolu, a w końcu z drżącym sercem doświadczamy obaw, czy poradzi sobie w pierwszej klasie.

I nagle – jak za sprawą jakiejś czarodziejskiej (a raczej czarnoksięskiej) różdżki – czar pryska i coś się zmienia! W nas – rodzicach. Ok, na szczęście nie we wszystkich ta – niezrozumiała dla mnie – przemiana następuje, ale powiedzmy sobie szczerze, ona w ogóle u nikogo nie powinna się zadziać!

Pracując w szkole, niestety często spotykam się z sytuacją, że gdy istnieje taka potrzeba, to nie można dodzwonić się do żadnego z rodziców. Nikt nie odbiera, telefon jest wyłączony, albo „nie ma takiego numeru”! Im dziecko jest w starszej klasie, tym częściej takie zdarzenie ma miejsce.

Drogi Rodzicu, czy naprawdę nie obchodzi Cię, co się właśnie w danej chwili dzieje z Twoim dzieckiem?

No dobrze, umówmy się, że telefon z informacją, że Twoje dziecko coś zbroiło, nie należy do najprzyjemniejszych. Ale i tak lepiej chyba dowiedzieć się o wyskoku naszego małolata od razu, z pierwszej ręki, niż po czasie od osób trzecich. Zresztą to tylko jeden i to najbardziej optymistyczny powód telefonu ze szkoły. Kolejnym znacznie popularniejszym jest zły stan zdrowia Twojego dziecka – gorączka, wymioty, ból głowy… Naprawdę chcesz, żeby Twoje dziecko siedziało z takim samopoczuciem i męczyło się w szkole? Ono potrzebuje Twojego przytulania, troski, łóżka,  lekarza, a nie siedzenia wielu godzin w szkolnej ławce. Nauczyciel nie ma prawa podać mu żadnych leków, a opieka nad chorym podopiecznym jest trudna do wykonania, bo ciężko zostawić resztę klasy, na rzecz ucznia, który potrzebuje najwięcej uwagi. I jeszcze najgorsza sytuacja, gdy zdarzy się nieszczęśliwy wypadek, w dodatku będzie potrzeba wezwania pogotowia ratunkowego – Twoja obecność jest wtedy niezbędna.

Krótki apel – bardzo Cię proszę, nigdy nie ignoruj telefonu ze szkoły dziecka. Dopilnuj, by mieć go zawsze naładowany przy sobie. Nie zapominaj, poinformować od razu wychowawcę, gdy tylko zmienisz numer.
Chodzi o bezpieczeństwo i dobro Twojego dziecka!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. milena Kaminska

    Jak najbardziej podpisuję się pod tym apelem, pracując w szkole zaledwie kilka lat miałam sytuacje w których musiałam pilnie skontaktować się z rodzicami w sprawie złego stanu zdrowia. Na szczęście do tej pory rodzice zawsze odbierali telefon i szybko reagowali. Liczę się jednak z tym że przede mną jeszcze wiele trudnych sytuacji i życzę sobie i innym aby kontakt z rodzicami był zawsze jak najlepszy.

  2. Karolina Rozbiewska

    I ja też się podpisuje pod tym zarówno jako nauczyciel jak i rodzic

  3. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

3 miesiące z Legimi – jak to działa? Ile kosztuje? Moje wnioski


Lubisz czytać książki, ale nie masz na nie miejsca w domu? Może niekoniecznie chcesz kupować książki, bo nie wiadomo, czy ci się spodobają? A gdyby tak przejść na ebooki i audiobooki? Co o tym myślisz?

Trochę ponad rok temu dostałam w prezencie czytnik ebooków Kindle, bo mój mąż nie mógł już patrzeć, jak się męczę i czytam książki na telefonie. Zakochałam się w nim od razu. Początkowy szał trwał krótki czas. W pewnym momencie stanęłam przed koniecznością zakupu ebooka. Od razu przyznam, że nie mam czasu szukać i szperać po różnych stronach w poszukiwaniu promocji. Kupiłam może ze dwa razy i niestety tytuły były nietrafione. Wściekałam się na siebie za wydaną kasę.

Wtedy na mojej drodze stanęła aplikacja Legimi, która w swojej internetowej bibliotece zawiera ponad 25 tysięcy tytułów ebooków i audiobooków. Ponadto aplikacja ma wersję na chyba każde możliwe urządzenie, jak komórka, komputer, czy tablet. Działa zarówno na systemie iOS, Android, Windows Phone czy Windows. Od kilku miesięcy jest także kompatybilna z czytnikami Kindle.

Na czym polega to całe Legimi? To nic innego jak jedna wielka internetowa biblioteka, z której śmiało można korzystać w ramach dostępnych opcji abonamentowych (od ok. 7 zł do 45 zł). Na początku warto spróbować przetestować przez tydzień za darmo, a później albo złapiesz bakcyla, albo nie. Dobrym rozwiązaniem jest także możliwość wykupienia dostępu tylko na jeden miesiąc, a nie od razu deklarowanie się na cały rok. Ponadto, co odkryłam niedawno, na swoim koncie zgarnia się dodatkowo punkty, które można wykorzystać na zakup jakiegoś konkretnego tytułu. Bo muszę dodać, że w momencie, gdy skończy ci się abonament, ściągnięte książki, nawet jeśli są na Kindle, czy w telefonie, nie dadzą się już otworzyć, więc czasem warto mieć “tę” wybraną książkę dla siebie.

W ramach najwyższego abonamentu miałam nieograniczony dostęp do ebooków, audiobooków, które dowolnie mogłam słuchać lub czytać na telefonie, tablecie.  W opcji abonamentu mogłam korzystać z czterech urządzeń, więc przetestowałam tę bazę nie tylko ja, ale i mój szanowny małżonek, który wtrąci później kilka słów od siebie. Ponadto mogłam wypożyczyć dodatkowo do 10 książek miesięcznie na czytniki Kindle

Początkowo myślałam, że 10 ebooków na Kindle w miesiącu, to za mało. Jednak czas zweryfikował moje plany. Najczęściej czytam w drodze do  i z pracy oraz wieczorami, gdy domownicy już śpią. Chyba tylko na przełomie grudnia  i stycznia pochłonęłam 8 książek. Książki pobrane na “półkę” można przesłać na czytnik po jego podłączeniu kablem usb do komputera, na którym zainstalowana jest aplikacja Legimi.  Niestety tylko książki zakupione w Legimi można przesłać mailem na czytnik. Może w przyszłości to się zmieni. Czas pokaże.

Początki korzystania z programu nie były dla mnie najłatwiejsze, ale z biegiem czasu okazuje się, że obsługa aplikacji jest funkcjonalna i prosta. Miałam też dość spory problem z pierwszym pobranym z Legimi ebookiem na Kindle, który często się zawieszał i konieczne było restartowanie całego urządzenia, co niestety było uciążliwe. Pomogło dopiero usunięcie książki z czytnika i ponowne wgranie jej. Trudno powiedzieć, czy to wina danej książki, czy urządzenia.

Przez ostatnie trzy miesiące pochłonęłam łącznie 15 książek. Wśród nich znalazły się najnowsze powieści Steve’a Berry’ego (Stan zagrożenia, Czternasta kolonia), ale sięgnęłam także po wcześniej nie znanych mi autorów jak Piotr C. i jego dwie książki Pokolenie IKEA i Pokolenia IKEA.Kobiety. Ponadto sięgnęłam po książki Alex Kavy, czy Guillaume Musso i wiem, że chcę więcej.

Zatem, czy do dobry pomysł zainwestować w taką formę wypożyczania książek?

Zanim się zdecydujesz, warto przejrzeć dostępne tytuły pod kątem zainteresowań, bo dla jednych wybór będzie wystarczający, a dla innych nie.

Plusy

  • Największym dla mnie plusem jest fakt, że nie muszę zapisywać się w bibliotece na najnowsze książki i czekać na swoją turę. W Legimi mam od razu dostęp do nowości i tysiąca innych tytułów. Dzięki takiej internetowej wypożyczalni nie tracę czasu na przejście do biblioteki – bo niestety nie jest mi po drodze. 
  • Kolejnym plusem jest także oszczędność – masz do wyboru kilka opcji abonamentu, więc dostosowujesz je pod siebie.
  • Dużym plusem jest to, że czytasz LEGALNIE!

Minusy

  • Dużym minusem jest czytelność strony – czasem trudno się połapać, czy książka jest na Kindle i zdarzyło mi się z uporem maniaka ściągać jedną książkę, aż nawet pisałam w tej sprawie do techników.
  • Pozostając przy stronie www, fajna byłaby opcja sortowania książek, np. po dacie dodania nowych pozycji do serwisu.
  • Niestety,  niektóre książki nie są dostępne w abonamencie, trzeba dodatkowo za nie zapłacić, ale tutaj można skorzystać z punktów, które się zbiera.

Mały bonus na koniec

Na zakończenie mam dla Ciebie jeszcze kilka słów od mojego męża, któremu oddaję głos:

Gdy po raz pierwszy zainstalowałem program Legimi na swoim telefonie (Huawei p8) miałem sporo kłopotów technicznych. Zwykle sprowadzały się do zbyt małej pamięci, która szybko zapełniała się dużą ilością czytanych i słuchanych przeze mnie książek. Tak stałem się audiobookoholikiem – jeśli taka przypadłość istnieje. Słuchałem i słuchałem. Po skończeniu pierwszych pięciu tomów Evana Currie (Odyssey one) wypożyczyłem  następne (Hayden War), potem następne… i następne. W ciągu trzech miesięcy przeczytałem i przesłuchałem wszystkie książki trzech autorów. Teraz muszę zgłosić protest – skończył mi się abonament, a ja chcę więcej!

To jest bardzo uzależniające. Chodziłem do pracy słuchając książki science fiction, odrywając się od pracy wkładałem słuchawki do uszu, by odpłynąć przy głosie lektora wciągającego mnie w fabułę książki, gdzie główną bohaterką była dziewczyna…

I skończyło się. To niesprawiedliwe. Uważam, że takie rzeczy powinny być dla wszystkich, powszechnie dostępne. Jeśli mamy wspierać czytelnictwo w Polsce, to to jest najlepsza forma.

Więcej Legimi. Legimi dla ludu. Legimi limity bez granic. Tak będą wyglądać moje transparenty, gdy dowiem się o takiej manifestacji.

Po dwóch tygodniach bez abonamentu, bez audiobooków, nowych książek zdecydowaliśmy się na kolejny miesiąc. To jest już uzależnienie, ale siedzimy w tym razem, czego i Tobie życzę.

Wpis powstał we współpracy z Legimi.pl

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Uwielbiam książki w wydaniu tradycyjnym, ale ostatnio Szkodniki poszukują lektur do szkoły. Niektóre lektury naprawdę trudno zdobyć. Możesz mi powiedzieć jak z ofertą lektur na Legimi, dla podstawówki oczywiście :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku