Wakacje. Czy ktoś z rodziców na nie czeka?


Rozkręca się nam czerwiec, dzień po dniu zbliża się termin końca roku szkolnego. Dzieci już zacierają ręce, snują plany na letni wypoczynek. Wiadomo, jak laba, to laba – będą gry, zabawy, będzie mnóstwo wolnego czasu, który można ciekawie zagospodarować.

Generalnie jest fajnie, ja jeszcze pamiętam, że nawet jako studenciak cieszyłam się na myśl o odpoczynku od zakuwania do letniej sesji. Urlop się należy i nam dorosłym, od pracy i uczniom od obowiązków szkolnych. Ale zawsze musi być jakieś “ale”.

Dwa bite miesiące wolnego czasu dzieci ucieszy, ale czy rodziców też? I tu mam wątpliwości, bo o ile są rodzice, którzy pracują w domu i mogą sobie pozwolić na zaopiekowanie się latoroślami, problemu nie ma. Ja już myślę nad planem pracy, którą będę musiała ułożyć pod obecność trójki dzieci w domu. Będzie trudno, to pewne.

Zastanawiam się też, jak się zorganizują rodzice, którzy wakacje spędzają w większości w pracy, bez szans na dłuższy urlop. To musi być niełatwe zadanie, bo o ile ktoś ma babcię do dyspozycji albo bliższą rodzinę, która zajmie się dzieckiem, szczególnie tym młodszym, ma problem z głowy.

W moim mieście przedszkole w wakacje będzie przez jakiś czas, chyba przez miesiąc, nieczynne, a poza tym będą grupy łączone i dyżury pań opiekunek. Natomiast nie słyszałam nic o dyżurach w szkole, nawet nie wiem, czy coś takiego jest organizowane na czas wakacji. Co przez ten czas zrobią rodzice? Szczerze nie wiem, bo perspektywy nie są zachęcające, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Wprawdzie można zapłacić za opiekę nad dzieckiem albo skierować na  półkolonie, ale na to potrzeba pieniędzy.

Nic ponadto nie wpada mi do głowy. Z tego powodu bardzo Was proszę, abyście dali znać, jak sprawa wygląda u Was. Kto już ma wszystko dogadane, a kto dostaje bólu głowy na samą myśl o tym, co począć ze swoimi pociechami w wakacje?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Lubisz “małą czarną”? Poznaj 7 zalet picia kawy


Kto lubi kawę? Tak, wiem, śmiało mogę założyć, że większość z Was sięga po przynajmniej jedną filiżankę kawy w ciągu dnia. Oczywiście lepiej jest, gdy sięgamy po kawę czarną, mieloną, a nie rozpuszczalną, która ma znacznie mniej zalet. O ile ma jakiekolwiek ;).

Wracając do tematu “małej czarnej”, zazwyczaj straszy się miłośników wypijania większych ilości kawy zawałem serca, problemami ze snem, nadpobudliwością, czy odwodnieniem, ale nie zawsze ma to pokrycie w rzeczywistości. Dla odmiany ja Wam powiem, ile niesamowitych zalet picia kawy dla zdrowia czeka Was w filiżance dobrego naparu.

7 zalet picia kawy:

  1. Dostarcza składników odżywczych

Kawa pobudza, co jest zasługą obecnej w niej kofeiny. Jednak mało kto wie, że kawa zawiera wiele innych substancji, cennych dla funkcjonowania organizmu: mangan, ryboflawina, potas, niacyna, chrom, magnez, tiamina, fosfor i kwas pantotenowy

  1. Zmniejsza ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2

Badania pokazały, że magnez pomaga organizmowi w produkcji insuliny i może wpływać na regulowanie poziomu cukru we krwi.

  1. Zawiera antyutleniacze (antyoksydanty)

Obecność antyoksydantów w kawie pomaga zapobiegać uszkodzeniom tkanek powodowanym przez wolne rodniki. Dzięki temu procesy starzenia mogą zostać spowolnione, a zdrowsze tkanki oddalają ryzyko wystąpienia np. nowotworów.

  1. Obniża ryzyko rozwoju chorób neurodegeneracyjnych

Kawa dobrze wpływa na zmniejszenie ryzyka chorób, takich jak Parkinson czy Alzheimer, które mają związek z niszczeniem komórek mózgu.

  1. Zmniejsza ryzyko wystąpienia udaru i zawału serca

Ponieważ kawa poprawia stan naczyń krwionośnych, zmniejsza jednocześnie ryzyko pojawienia się związanych z nimi zawału serca i udaru mózgu.  

  1. Pomaga spalić tłuszcz

Kawa, a dokładnie zawarta w niej kofeina nie tylko pobudza umysł, ale również przyspiesza spalanie tłuszczu. To cenna właściwość, szczególnie dla osób na diecie. O ile nie serwuje się jej z tłustą śmietanką i kilkoma łyżeczkami cukru.

  1. Pobudza

To zazwyczaj jedyny powód, dla którego sięgamy po kawę. Wszystko dzięki cudownej kofeinie, która pobudza ciało, wpływa na pamięć, czas reakcji i nastrój.

Tak więc smacznego i na zdrowie :)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Momio, czyli Facebook dla dzieci. Opinia rodzica


Duśka miała praktycznie od dziecka do czynienia z komputerem. Nigdy jej tego nie zabraniałam, ale też nigdy specjalnie nie zachęcałam. Po prostu chciała robić to, co ja. Nic więc dziwnego, że w jakimś momencie usłyszałam o Momio. Cokolwiek by to nie miało znaczyć.

Właściwie nie wiem, co oznacza to słowo i czy w ogóle cokolwiek oznacza. Za to wiem, że Momio to taka odmiana portalu społecznościowego. Cukierkowy do bólu, bo stworzony z myślą o najmłodszych internautach. Obejrzałam pobieżnie i pozwoliłam Duśce założyć konto. Co jakiś czas zaglądałam, co ona tam wyczynia, czasem sama mi coś pokazuje i tłumaczy. Chętnie odpowiada na pytania.

 

Czym jest Momio

Kiedy próbowałam wyguglać Momio, usłużny wujek G. próbował mi wmówić, że to jest gra. Nie wierzcie mu. Co prawda na Momio można grać, tak samo jak można grać w różne gierki na Facebooku, ale przecież nikt nie nazwie Facebooka grą. W moim pojęciu Momio to portal społecznościowy, którego zadaniem jest umożliwienie małolatom (można tam mieć konto tylko do pełnoletności, nie wiem, co potem) bezpieczne kontaktowanie się ze znajomymi. Teoretycznie brzmi jak bajka, w praktyce… wszystko da się obejść.

 

Mail jest potrzebny

Znalazłam gdzieś informację, że do założenia konta na Momio nie jest potrzebne absolutnie nic, nawet mail. Nieprawda. Duśka miała swojego maila już wcześniej, więc nie było problemu z założeniem konta na Momio, jeśli dziecko nie ma maila, musi poprosić rodzica o użyczenie swojego. Prawdą jest, że można sobie założyć dowolny nick. Jednak żeby dać się odszukać znajomym, trzeba dodać się do bazy danych, gdzie podaje się dane szkoły, klasy oraz imię. Pozwoliłam Duśce to zrobić, żeby koleżanki ją odszukały, ale niebawem skasuje. Im więcej anonimowości, tym lepiej. W końcu to jeszcze dziecko i naprawdę nie musi upubliczniać nawet takich danych.

Po wejściu RODO Momio wprowadziło jakieś obostrzenia dotyczące polityki prywatności. Żeby odblokować dostęp do wszystkich funkcji, potrzebna była moja zgoda. W praktyce polega to na tym, że dostałam maila ze szczegółowym regulaminem i link, za pomocą którego mogę jednym gestem usunąć konto. I powiem Wam, że to mi się nawet podoba.

Czat nie tylko ze znajomymi

Teoretycznie na Momio można rozmawiać tylko z osobami, które ma się dodane do znajomych. Duśka dostała kategoryczny zakaz przyjmowania zaproszeń od obcych, a te niestety mnożą się jak grzyby po deszczu. No dobrze, może już nie tak bardzo. Ale na początku przygody z Momio tych zaproszeń przychodziło naprawdę dużo.

Obejść zakaz można dość łatwo. Co prawda czat nie będzie prywatny, ale zawsze to jakiś punkt zaczepienia. Na Momio można publikować posty, podobnie jak na Facebooku. I tak samo mają opcję publiczne albo dla znajomych. Te publiczne mogą komentować wszyscy. Duśka przypadkowo (przynajmniej tak twierdzi, a ja nie mam powodu nie wierzyć) wrzuciła dwa posty jako publiczne. I szczerze mówiąc, sporo komentarzy pozostawiało wiele do życzenia. Kazałam usunąć. Potem porozmawiałyśmy sobie o tym, na czym polega życie w sieci i dlaczego takich rzeczy lepiej nie robić.

 

Te wszystkie diamentowe bzdury​_

Niebieskie diamenty trzeba kupić za prawdziwe pieniądze, więc nie ma o czym mówić. Ja nie płacę za swoje gry, tym bardziej nie będę finansować Momio. Czerwone diamenty (widział ktoś czerwone diamenty??) dostaje się za przejście na wyższy poziom, złapanie ptaka i być może coś jeszcze. Z kolei przejście na kolejny poziom wymaga zebrania odpowiedniej liczby punktów. Pomocne w tym są momo, czyli wirtualne prezenty za darmo. Oprócz tego są jeszcze prezenty, które kupuje się za diamenty (tak, czuję że rymuję ;-) ) Do tego można praktycznie dowolnie zmieniać wygląd swojej postaci, meblować jej pokój, bawić się kolorami – takie trochę przebieranki. Na Momio TV można oglądać filmiki, jeszcze nie wpadł mi w oko nieodpowiedni, ale nie mogę zagwarantować, że nie ma tam takich. Duśka twierdzi, że nie są to filmy wrzucane przez momiowiczów, pochodzą z serwisu.

 

Zaufanie i kontrola

To nie tak, że nie ufam mojemu dziecku. Myślę, że choćby ze względu na wiek nie doszła do etapu kręcenia i ukrywania czegokolwiek. Jednak mam bardzo ograniczone zaufanie do internetu, dlatego co jakiś czas zaglądam sobie na Momio, czasem proszę Duśkę, żeby mi pokazała, co się tam dzieje. Ponoć jej koleżance zhakowali konto, nie znam szczegółów, nie umiem powiedzieć, czy to prawda.

Dlaczego w takim razie na to pozwalam? Duśka ma szczęście, bo ma mnie. A ja szkołę poruszania się w sieci, etap błędów i wypaczeń, mam już za sobą. Nie chwaląc się, wiem to i owo, potrafię rozpoznać zagrożenie (tak mi się przynajmniej wydaje). Uczę tego Duśkę właśnie na Momio, bo wiem, że niebawem zapragnie „prawdziwego fejsa”, a potem pójdzie na te wszystkie nowomodne snapchaty, o których ja mam bardzo mgliste pojęcie. Jednak zasady życia w społeczności internetowej są na wszystkich portalach takie same. I wolę, żeby nie poznawała ich sama, to bywa bolesne.

Samo Momio mimo wszystko uważam za bezpieczne i odpowiednie dla dzieci. Oczywiście pod czujną kontrolą rodziców. Dostępne jest w przeglądarkach internetowych i jako aplikacja na smartfony.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wiktoria Darabasz

    Usuneli mi konto z 56 lvl – męskie miałam je z kolega a teraz mi pewnie uduną z 59 lvl ja nie chce stracić tego konta ): !!!!

  2. Niebieskie “diamenty” można zdobyć, 27 poziom, oraz 34. Do tej gry nie ma ŻADNYCH hacków, a niemiłe komentarze są usuwane, a ich autorzy idą do “kąta” i muszą czekać około 1 dnia, aby zostało odblokowane. Natomiast jeśli wiadomość jest naprawdę nieodpowiednia konto zostaje usuwane, to samo dzieje się, gdy określoną ilość razy złamie się regulamin.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Wspomnienia tworzą człowieka


Ostatnio przeczytałam gdzieś, że to wspomnienia tworzą człowieka, i to jest bardzo piękne. Zamknięte w obrazach pamięci, uchwycone na zdjęciach, w zapachu domowego ciasta. Jest wiele rzeczy, za które kocham mój rodzinny dom, beztroskie dzieciństwo, spędzane najczęściej na dworze (tak, u nas mówi się “dwór” nie “pole” ;) Czasem zastanawiam się, co będą wspominały moje dzieci, czy będą tak szczęśliwe i stęsknione za domem jak ja? Tego beztroskiego czasu dawno już nie ma, ale są wspomnienia, dzięki którym budzi się we mnie serce kilkuletniego dziecka…

Gdybym miała określić siebie w jednym zdaniu, brzmiałoby ono “osoba twardo stąpająca po ziemi”. Dokładnie tak, daleko mi do romantyczki, wielu sentymentów też nie posiadam, jednak mam jedno dość dziwne przyzwyczajenie, które przynosi mi natychmiastowy spokój, ukojenie…

Patrzę w okno – ale nie obojętnie jakie i o byle której porze dnia czy nocy. Okno w sypialni, w noc gdy nie mogę spać, po prostu patrzę przez nie w dal. Opieram głowę o chłodną szybę, słucham dźwięków przez nie dochodzących. Zamykam oczy, na długą chwilę i widzę znacznie więcej niż las i rozgwieżdżone niebo po drugiej stronie ulicy. W jednej chwili wszystko się zmienia, przenoszę się myślami do czasu dzieciństwa, do miejsca gdzie widzę dobre ręce mojej mamy i czuję cudowny zapach domowego jedzenia. Dalej widzę siebie i moje siostry, psa i powietrze aż drgające od sierpniowego słońca. Pachnie łąką, krzyk dzieci wibruje w uszach, radość w czystej postaci. Aż nie chcę się z niej wynurzać…. Dalej wysokie drzewa, na które uwielbiałam włazić, a które odwdzięczały mi się siniakami za karkołomne wyczyny.

Obrazy lawinowo przesuwają się pod powiekami, aż dech zapiera w piersi, a  uśmiech sam wędruje po twarzy. Widzę to wszystko, czuję, tym znów oddycham. Miejsca do których powrócę jedynie w snach, twarze których imion już nigdy sobie nie przypomnę, zapachy których żaden alchemik nie zaczaruje w magicznym flakoniku. Coś niepowtarzalnego, mojego.  Abstrakcja, której nie jestem w stanie wytłumaczyć, ale jestem w stanie poczuć całym sercem.

Jak to dobrze choć przez chwilę móc znów być dzieckiem, czuć beztroskę i dawać sobie do tego pełne prawo. Aż żal otwierać oczy, by to zbyt szybko umknęło.

W mojej głowie tkwi swoista mapa szczęśliwych wspomnień, najczęściej z dzieciństwa, tak cudownych, że wciąż wracam do tamtego czasu, choć jestem tu i teraz. A może właśnie dlatego? Moje wspomnienia to cudowny relaks i odskocznia od problemów dorosłego życia, lecz mam świadomość, że zatracanie się w nich nie jest dobrym rozwiązaniem, przeszłość nie wróci, choć nie wiem jakbym jej pragnęła. Życie biegnie własnym torem, radość miesza ze smutkiem, strach z nadzieją  i mimo wszystkich trudności tworzę w głowie plan, jak obrócić to na dobrą kartę tak, aby za kilkadziesiąt lat móc zamknąć oczy, oprzeć głowę o szybę i oddać się cudownemu wpływowi tej chwili. Tego dziwnego wehikułu czasu, w którym znów zobaczę moje wspomnienia z czasu pełni sił i zdarzeń minionych lat…

A wy co nosicie pod powiekami?  

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku