Wirus bostoński, tzw. bostonka – naucz się ją rozpoznawać i nie puszczaj chorego dziecka do przedszkola!


Wirus bostoński lubi atakować w okresach przejściowych, tj. wiosną i jesienią. Pewnie dlatego właśnie teraz obserwuje się jego wzmożoną obecność , głównie tam, gdzie przebywa dużo dzieci i ma szansę na to, by bezkarnie przenosić się z jednego organizmu na drugi. Moich dzieci też nie ominął, a ponieważ w pierwszych dniach zmylił nam trop swoimi objawami, napiszę Wam na co warto zwrócić uwagę i jak można go rozpoznać.

Jakiś czas temu Jaś zaczął się skarżyć na ból policzka od wewnętrznej strony. W pierwszej kolejności uznaliśmy, że pewnie najzwyczajniej w świecie przygryzł sobie ów policzek i stąd dyskomfort. Chwilę poboli, zagoi się i przejdzie – myśleliśmy. Minął dzień czy dwa, ból dalej nie znikał, a Jasiek zaczął odmawiać jedzenia. Wtedy stwierdziliśmy, że to musi być jakaś afta, która sama pewnie nie minie. Więc kazałam dziecku płukać usta kilka razy dziennie szałwią i rumiankiem. Ku mojemu zdziwieniu dolegliwości jednak nie przechodziły, za to Jaś po kolejnych dwóch dniach pokazał mi wysypkę, która pojawiła się na wewnętrznej stronie dłoni. Wtedy dopiero zorientowałam się, że to nie żadne afty, a najprawdopodobniej BOSTONKA!  

W między czasie wirus dopadł też Polę, tyle że u niej zaczęło się od nagłej gorączki, powyżej 39 stopni. Trzymała ją całą noc, odpuściła dopiero rano i już więcej się nie pojawiła. A ponieważ nie towarzyszyły jej żadne inne objawy, typu katar czy kaszel, pomyślałam, że to jakiś jednorazowy wybryk, może zęby, które aktualnie jej się wyżynają. Ale po dwóch dniach zaobserwowałam podejrzane kropeczki w okolicy ust, a później na dłoniach. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka, a że chwilę później odkryłam podobną wysypkę u Jasia, wiedziałam, że oboje mają ten sam problem.

Wirus zresztą prawdopodobnie próbował zaatakować całą naszą rodzinę, bo i ja z mężem w tym samym czasie zaczęliśmy męczyć się z objawami przeziębienia, ale u nas na szczęście tylko na tych objawach się skończyło i szybko udało je się pokonać domowymi sposobami. Dzieci z kolei wymagały kontroli pediatry i obowiązkowej IZOLACJI, ponieważ bostonka  jest bardzo zakaźna. Chcę to szczególnie podkreślić, bo wiem od Jasia, że do przedszkola chodził ostatnio chłopczyk, który podobno miał takie samy „plamy” na dłoniach jak on, a  więc prawdopodobnie był chory. Do przedszkola rodzice musieli więc puszczać go nieświadomie (a przynajmniej taką mam nadzieję!), ale by te wirusy nie rozsiewały się w kółko i nie wracały – bo przebyta choroba nie daje odporności i zarażać się nią można wielokrotnie! – ważne jest, aby rodzice o niej wiedzieli i potrafili szybko ją rozpoznać.

A więc po krótce…

Bostonka to zakaźna choroba wirusowa, wywoływana przez enterowirusy Coxsackie. Zarazić się nią można drogą kropelkową lub przez „brudne dłonie”, które miały kontakt ze stolcem nosiciela – wirusy wydalane są z kałem nawet przez kilka tygodni. Dlatego niezwykle ważna jest higiena po skorzystaniu z toalety lub zmiany pieluchy u niemowlaka. Ale ponieważ u dzieci przebywających w żłobkach, przedszkolach czy szkołach, ciężko zapanować nad właściwą higieną, tam skala zakażeń bywa ogromna.

Na bostonkę najczęściej chorują dzieci, jednak (od swojej pediatry wiem, że…) coraz częściej dotyka ona również dorosłych, u których „lubi” przebiegać ciężej, z poważnymi powikłaniami.

Do objawów należą:
– gorączka – często wysoka, powyżej 39 stopni,
– ból gardła,
– osłabienie,
– brak apetytu,
– wysypka,
– mogą pojawić się też nudności, wymioty i biegunka.

Wysypka pojawia się zazwyczaj po kilku dniach od zakażenia (3-6 dni) i wystąpienia pierwszych objawów. Umiejscawia się głównie na wewnętrznej stronie dłoni, podeszwach stóp, twarzy i w jamie ustnej. Czasami widoczna bywa w górnej partii klatki piersiowej.

Przyjmuje postać drobnych, czerwonych, łososiowych lub sinych kropeczek, plamek bądź grudek (w przypadku Jasia zmiany były delikatnie ciemniejsze od skóry, więc trudniej było je dostrzec, niż u Poli, która miała ewidentnie czerwone plamki i krostki, dobrze widoczne).

Wysypka może też przyjmować postać pęcherzyków, przypominających ospę, dlatego bywa z nią mylona. Tyle, że przy ospie wykwity pojawiają się na całym ciele, włącznie z owłosioną skórą głowy i swędzą, natomiast przy bostonce ograniczają się do kończyn oraz twarzy i raczej nie towarzyszy im świąd. Zdarza się, że po jej zniknięciu, z kończyn delikatnie złuszcza się skóra.

W związku z tym, że choroba sama ustępuje, leczenie ogranicza się jedynie do podawania środków przeciwgorączkowych, przeciwbólowych – jeśli jest taka potrzeba, antywirusowych i wzmacniających odporność, np. zwiększając podaż witaminy C. Ponadto osoba zarażona, jak już wspomniałam wcześniej, wymaga izolacji, nawet po zniknięciu objawów/wysypki – w naszym przypadku pediatra zaleciła dodatkowy tydzień siedzenia w domu i stronienia od wszelkich gościnnych wizyt.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Seks w małym mieście, czyli kurodomowe przemyślanki


Za dwa tygodnie minie 10 lat odkąd zostałam matką. W okolicy 17 listopada (bo to był ten dzień) zawsze mam refleksyjne myśli i podsumowuję przeżyty rok. Kilka dni temu włączyłam sobie “Seks w wielkim mieście”, by coś “leciało” podczas gotowania.

Patrząc na cztery przyjaciółki z „Seksu w wielkim mieście” trochę ich pożałowałam. Właściwie ich świat kręci się wokół seksu, mody i pracy. Każde spotkanie to omówienie: jak, z kim, kiedy, gdzie, dlaczego i co z tego wyniknie. Przez całe życie szukają tego jedynego księcia z bajki, zdzierając przy tym dziesiątki par butów. A jak znajdą, to ciągle są niepewne, czy to aby ten. Straszne to dla mnie.

Faceta znalazłam sobie jednego (co i tak było nie lada wyczynem), na modzie zupełnie się nie znam, praca jest, ale dzieci ważniejsze. Może ja po prostu się zestarzałam? Skurodomowiałam? Zapytałam Prywatnego Wikinga, który wyjątkowo znalazł się pod ręką:
– Czy ja jestem atrakcyjna?
– Co to za pytanie?
– A jak myślisz, czy mogłabym się spodobać innemu mężczyźnie?
Wzrok Pana Wikinga był wymowny… Uśmiał się ze mnie. No tak! Jakiemu mężczyźnie może się spodobać kobieta wiecznie zajęta dziećmi, gotowaniem, studiowaniem i pracą. No i tak na poważnie – nie najmłodsza! Co prawda nikt na ulicy nie spluwa za mną z obrzydzeniem, ale miss świata to też nie jestem.

Z drugiej strony ci dzisiejsi mężczyźni to jacyś tacy zniewieściali, a w ogóle to ilu ja ich spotykam?
Listonosza? Przystojny ale niski. Inkasent? Jakiś taki niedoprasowany. Sąsiad? Śmierdzi papierosami, a tego, nie cierpię. No i jeszcze czasem wpada spocony kurier z nadwagą. A gdzie ci romantyczni przystojniacy z bukietami kwiatów? Prywatny Wiking to przynajmniej czasem z sałatą przyjdzie, albo ziemniakami, więc florystyczne podarki mam co jakiś czas zapewnione ;)

Wędrując po mieście rozglądam się i co widzę? Studenci w spodniach z krokiem między kolanami, lub kalesonach mocno przylegających do ciała, łysi urzędnicy w poplamionych koszulach i akwizytorzy z uśmiechem przylepionym do twarzy…
Gdzie im wszystkim do Mr Biga?

Popatrzyłam na tatę Szkodników.
Toż to trzeba chronić jako dobro narodowe! Wysoki, przystojny i jak brodę zaplecie to prawie jak Ragnar Lodbrok. I przede wszystkim inteligentny. Przegadałabym z nim całe noce. No bo nie łudźmy się…
Seks po kilkunastu latach małżeństwa przydarza się jako akt sporadyczny i krótkotrwały. Po pierwsze przy dzieciach często gęsto trzeba z nimi łoże dzielić, bo to kaszelek, gorączka, potwory z ciemności wyskakujące. A z drugiej strony, musiałabym fortunę wydać na wazelinę, by oddać się intymnym igraszkom. No o czym wy myślicie? W długoletnim małżeństwie, z małymi dziećmi u boku, wazelina służy do posmarowania klamki, by dzieciom ślizgały się ręce i nie wchodziły do pokoju ;) Poza tym przy takiej ilości zajęć i tak wieczorem lecę na przysłowiowy pysk i marzę tylko o objęciach Morfeusza.

Włączyłam drugą część filmu. Rozmowa Mirandy i Charlotte mnie powaliła na kolana. Chciałabym je zobaczyć w akcji z dwójką dzieci, dwoma tysiącami na rękę i bez babć i cioć. W polskich warunkach to by chyba szybko poległy.
10 lat jestem mamą. Jak ten czas leci. A dopiero co małe kaftaniki prasowałam i małe stópki mieściły się w jednej mojej dłoni, a tu Starsza już mi buty kradnie.

10 lat. Pięknych lat. Pachnących pudrem, oliwką i ukiśniętym mlekiem rozlanym pod biurkiem. Popatrzyłam w lustro. Jakże inna jestem od panienek z City. I powiem wam, że jestem z tego cholernie zadowolona. Lubię to swoje małe miasteczko. Seks w małym mieście również może być przyjemny. Nie musimy mieć butów od Manolo Blahnika, by być szczęśliwe. W  butach od CCC czy Lidla też można życie wesoło przejść ;)

P.S. Wracając do wazeliny. Działa dopóki dzieci są dość małe. Ze starszymi to trzeba coś innego wymyślić. Ja czekam aż moje pójdą na studia, bo do szkoły z internatem nie chciały dać się wysłać ;)
Ot życie…

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Florystyczne podarki! Biegnę żonie pokazać felieton! Mistrzowskie poczucie humoru! 😂

  2. Och, skąd ja to znam… Stuknęło nam z mężem w tym roku 9 lat od ślubu, dorobiliśmy się czwórki dzieci i domu, więc na brak zajęć nie narzekamy.
    Pewnie, chętnie bym czasami miała chwilę tak naprawdę dla siebie, bez wyrzutów sumienia że trzeba jeszcze poodkurzać czy pranie nastawić, ale porównując się z filmowymi bohaterkami mam ogromniaste szczęście, bo o mój dobry humor dbają moi najbliżsi, nawet kiedy biegam po domu ze szmatą :)

  3. Świetny tekst! skąd ja to znam :P dodałabym sexi piżamę od stóp do głów w okresie zimowym :)

  4. Tą wazeliną mnie powaliłaś! Genialne!

  5. Fajny tekst w naszym przypadku małżeńskie narzeczeństwo, widujemy się przeważnie w weekendy- ot taka praca.

  6. Częściej takie zabawne refleksje puszczajcie! Klamka i wazelina mnie dobiły :D :D :D

  7. Cieszę się, że tekst wywołał uśmiech ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Jak pchać wózek, żeby dobrze wpływać na rozwój małego dziecka?


Współczesne wózki dają nam wiele możliwości i praktycznych rozwiązań. Nowoczesne, lekkie, z wieloma pomocnymi akcesoriami są niezbędne każdemu rodzicowi – bez nich ani rusz! Można je dostosować do aktualnych potrzeb malucha, warunków atmosferycznych, przemierzanego terenu. Kupując sprzęt bierzemy zatem pod uwagę walory estetyczne, wygodę naszego użytkowania, rozmiary, wagę, funkcjonalność, itp. Nie możemy jednak zapominać, że w wózku jeździ dziecko.

Maluch jest jego „głównym użytkownikiem” i spędza w nim czasem kilka godzin dziennie. Wycieczki, spacery, ale także bieżące sprawy do załatwienia – sadzamy dziecko w wózku „przodem w kierunku jazdy” i ruszamy! Myślimy tak: ono sobie popatrzy na świat, rozejrzy się, zobaczy tak wiele ciekawych rzeczy, będzie się dzięki temu lepiej rozwijać.

Czy tak jest rzeczywiście?

Tak naprawdę siedząc w wózku małe dziecko:

  • Niewiele widzi – widziany obraz się rozmazuje, gdyż pędzimy do przodu.
  • Nie ma czasu się rozejrzeć, bo przecież nie zatrzymujemy się przy ciekawych (z punktu widzenia malucha) obiektach.
  • Nawet jeśli coś uda mu się dojrzeć, nie ma z kim podzielić się radością doznawania, bo opiekun nie zdaje sobie sprawy  tego, co zainteresowało dziecko. On chce jak najszybciej dotrzeć do celu.

A może warto posadzić dziecko tak, by jadąc w wózku miało z dorosłym kontakt twarzą w twarz? Co to zmieni?

  • Można z dzieckiem rozmawiać na temat tego, co dzieje się dookoła, to łatwiejsze, gdy ma się rozmówcę przed oczami. To doskonały trening mowy i sposobów komunikowania się.
  • Opiekun reaguje na to, co dziecko zainteresuje lub skieruje jego uwagę na coś wartościowego. Wspiera je w ten sposób w rozwoju umysłowym.
  • Dorosły może w ten sposób przekazywać dziecku całe bogactwo doznań związanych z mową ciała i wyrazem twarzy – to świetny trening umiejętności społecznych.

Tak niewielka zmiana, a tak wiele dla dziecka znaczy! Spróbujcie.    

Oczywiście, wiele zależy od typu wózka i czy wygodnie prowadzić go tak, by dziecko siedziało przodem do kierowcy (w wielu przypadkach nie ma to znaczenia). Podobnie jest z dzieckiem – jeśli woli siedzieć przodem do kierunku jazdy to po prostu trzeba mu na to pozwolić:) Nic na siłę. Kontakt twarzą w twarz sprawdza się w przypadku mniejszych dzieci, dla których obserwowanie twarzy dorosłego ma duże znaczenie. W przypadku dzieci nie ma idealnych rozwiązań, bo każde jest inne i ma swoje indywidualne potrzeby. Ważne żeby próbować.     

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Mój syn ma 5 miesięcy i od trzech tygodni tylko przodem w spacerowce. Ileż można na matkę patrzeć

    1. Może dla ciebie. Jednak to są informacje wyrażone przez eksperta w zakresie edukacji i wychowania małego dziecka, eksperta, który tez jest mamą. Więc tym bardziej wie co pisze.

  2. Ja moje nosze. Sprawdziło się przy synu i teraz próbuje z córką. Widzę jaka jest zainteresowana. Staniemy przy drzewie, dotkniemy lisci, kory czy cuekawej sciany. Mówię bardzo dużo do dziecka. Nawet wczoraj sie jedna pani chciała przewrócić, bo rozgladala sie za tym z kim ja rozmawiam? ;) A ja mówiłam do mojej rocznej córki, że przechodzimy przez pasy. Wózek biore jak wiem, że jest śpiąca.

  3. Moja to by sobie chyba glowe ukrecila jakby jezdzila przodem do mnie. Woli patrzec jak jej siostra biega obok.

  4. Czekam na artykul: Jak zmieniac pieluche,by dobrze wplywac na rozwoj dziecka

  5. U nas wózek wcale się nie sprawdził. Noszę w chuscie. Już 6 miesięcy. Polecam.
    Maluch zawsze blisko mamy czuje się bezpiecznie, wszystko widzi, jest mu ciepło i rozwija się wspaniale.
    Ale każde dziecko jest inne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Co zrobić, by Twoje dziecko nie mogło się doczekać lekcji WF-u?


Twoja pociecha narzeka na ból brzucha albo gardła zawsze wtedy, gdy następnego dnia w planie ma lekcję WF-u? A może równie często zdarza jej się „zapomnieć” stroju? To sygnały, obok których nie wolno przejść obojętnie. Dowiedz się, jak znaleźć przyczynę niechęci i pomóc dziecku polubić lekcje wychowania fizycznego.

Eksperci od lat biją na alarm – coraz więcej uczniów nie ćwiczy na lekcjach WF-u. Powody absencji są różne, ale zdecydowanie za często wynika ona nie z przeciwwskazań lekarskich, a ze zwykłej niechęci do aktywności. O tym, że jest z czym walczyć, najlepiej świadczą statystyki. Według raportu Najwyższej Izby Kontroli z końca 2013 r., na lekcjach nie ćwiczyło aż 15% uczniów „podstawówek”.

O zbawiennym wpływie ruchu na rozwój młodego człowieka powiedziano już chyba wszystko. Najbardziej podstawowym pretekstem do regularnego uprawiania sportu są właśnie lekcje WF-u. Razem z ekspertami akcji „Rusz się z Kubusiem!” przygotowaliśmy poradnik dla wszystkich rodziców, których dzieci z różnych powodów unikają ćwiczeń na WF-ie.

Zabawa i motywacja

Sport stanie się zdrowym nawykiem malucha tylko wtedy, jeśli będzie mu się kojarzyć ze świetną zabawą. To dlatego warto już od najmłodszych lat włączać element aktywności do codziennych czynności, np. organizując emocjonujące wyścigi podczas codziennych spacerów i niezależenie od pogody szukać odpowiedniej okazji do aktywności.

Zdaniem Moniki Pyrek, w wieku szkolnym ważne jest motywowanie dziecka poprzez obietnicę korzyści. – Dzieci łakną sportu, wystarczy im go podać w odpowiedniej formie – nie ma wątpliwości mama 4-letniego Grzesia, która razem z marką Kubuś promuje aktywność fizyczną wśród dzieci. – Warto też poszukać odpowiedniej motywacji dla dziecka i dla siebie, by podjąć wyzwanie zmobilizowania malucha do ruchu. Dzieci, które są aktywne przez ok. 60 minut dziennie, lepiej przyswajają wiedzę, a to szczególnie ważne w roku szkolnym. Można zatem połączyć przyjemne z pożytecznym.

Rolę odpowiedniej motywacji i nastawienia podkreśla także Daria Kabała-Malarz. – Jeśli dzieci nie palą się do lekcji WF-u, spróbujmy je przekonać, że to lepsza wersja przerwy i czas na zabawę, a nie obowiązek – proponuje dziennikarka sportowa, także wspierająca akcję „Rusz się z Kubusiem!”. – To jedyna lekcja, kiedy zamiast ruszać głową, możemy ruszać nogami. Nauka fizyki będzie jeszcze łatwiejsza, jeśli wcześniej się dotlenimy i trochę pozytywnie zmęczymy.

Z lekcji WF-u po sławę i medale

Podstawowa korzyść płynąca z regularnej aktywności ruchowej pod okiem nauczyciela to oczywiście wszechstronny rozwój fizyczny. Jak pokazuje przykład Moniki Pyrek, może to być również początek pięknej kariery sportowej. – To właśnie jeden z moich nauczycieli WF-u wysłał mnie na pierwsze zajęcia lekkoatletyczne – wspomina była tyczkarka. – Dostrzegł we mnie wrodzone skoczność oraz gibkość. Delegował mi ćwiczenia, dzięki którym je rozwijałam i tak to się zaczęło.

– Ja również trafiałam na wspaniałych nauczycieli, dla których praca była pasją – dodaje Daria Kabała-Malarz. – Tych z nas, u których widzieli potencjał, zachęcali do sportu wyczynowego, a tych mniej uzdolnionych mobilizowali do znalezienia ulubionej dyscypliny, która daje najwięcej przyjemności. I to był klucz do sukcesu, bo nie wszyscy muszą sport traktować profesjonalnie. Wystarczy, by go lubili i uprawiali dla zdrowia.

Nikt nie rodzi się mistrzem

Jeśli Twoje dziecko osiąga na WF-ie gorsze wyniki od rówieśników, powinniście wspólnie poszukać jego ulubionej dyscypliny sportowej. Takiej, w której będzie dobre, do której ma naturalne predyspozycje ruchowe lub mentalne, która będzie sprawiała mu przyjemność i pomoże przełamać niechęć do ruchu. – Jeśli uczeń poczuje się gorszy, bo nie potrafi przeskoczyć przez kozła, to może szybko zniechęcić się do jakiejkolwiek aktywności. Zwłaszcza, że na WF-ie ćwiczymy w obecności całej klasy. Ważne, by dziecko rozumiało, że poszczególne ruchy oraz kompetencje sportowe można wytrenować i poprawić. Dobrym przykładem są sportowi idole, którzy nie od razu zostawali najlepsi i osiągali sukcesy. Jest wiele przykładów, że to nie ci najbardziej utalentowani, ale pracowici i wytrwali zostają lepszymi sportowcami. Dzieci często porównują się z rówieśnikami. Dlatego ważne, żeby mieć ulubioną dyscyplinę, w której się jest pewnym i która sprawia przyjemność – wyjaśnia psycholog dziecięca Magdalena Chorzewska.

Co powinniśmy zrobić, jeśli widzimy u dzieci niechęć lub nawet lęk związany z wychowaniem fizycznym? – Przede wszystkim szczerze rozmawiać i spróbować zrozumieć co jest powodem, a nie oceniać – radzi Chorzewska.

Rodzicu, od Ciebie wiele zależy

Pamiętaj też, że Twoje dziecko nie będzie sportowym asem, jeśli Ty sam nie ruszasz się zbyt często. To Ty jesteś pierwszym autorytetem i trenerem swojego dziecka. Jeśli zaangażujesz się w to, co wspólnie robicie, Twoja pociecha to dostrzeże i przełoży na własną postawę. Także podczas lekcji WF-u. – Stosunek dzieci do lekcji wychowania fizycznego zależy od ich otoczenia – nie ma wątpliwości Monika Pyrek. – Rodzice powinni wychodzić z inicjatywą, dawać pozytywny bodziec. Jeżeli chcemy, żeby nasze dziecko było aktywne, to sami powinniśmy tacy być. Zaproponujmy naszym pociechom grę w piłkę czy przejażdżkę rowerową, a dziecko to doceni i potraktuje jako doskonałą rozrywkę. To będzie też czas poświęcony tylko dla niego. Dzięki temu aktywność będzie mu się pozytywnie kojarzyć.

Idol to najsilniejsza motywacja

Niezmiernie ważni dla najmłodszych są także sportowi idole. Ich doświadczenia i sukcesy działają na wyobraźnię i mogą stanowić cenny wzór do naśladowania. Dlatego też ambasadorami akcji „Rusz się z Kubusiem!” zostali podziwiani przez dzieci piłkarze: Michał Pazdan, Kamil Grosicki, Kamil Glik i Bartosz Kapustka. – Kariera sportowca zaczyna się już od lekcji WF-u, a wszechstronny rozwój fizyczny to fundament w każdej dyscyplinie – nie ma wątpliwości Bartosz Kapustka. – Dzięki systematycznej aktywności i ogólnorozwojowym ćwiczeniom, często pozornie nudnym i niedocenianym, kształtujemy naturalną koordynację. To element, który później jest już nie do nadrobienia.

Nawet piłkarze zaczynali w dzieciństwie od najprostszych ćwiczeń: od „pajacyków” jak Kapustka czy pompek jak Kamil Glik. – Lekcje WF-u są ważne również dlatego, że uczą rywalizacji i ułatwiają nawiązywanie kontaktów – dodaje Michał Pazdan.

Ważnym elementem sportu i ruchu jest odpowiednie nawodnienie. Dlatego to właśnie wizerunki piłkarzy można znaleźć na etykietach wzbogaconej witaminami wody smakowej Kubuś Waterrr Sport, która idealnie sprawdza się na treningu czy podczas aktywnej zabawy.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Uwielbiałam wf najlepszy przedmiot na świecie. Był ciekawy wspinanie po linach, skoki przez kozła, ukochana siatkowka, biegi, zawody. Nie trzeba było uczyć się z wfu do sprawdzianów jedyny przedmiot ktory nie stresował. Całe szczęście moje dzieci też uwielbiają wf. Syn jest bardzo zdenerwowany gdy apel wypada na wfie a niestety najczęściej tak jest że wypada na wfie a nie na polskim ;) córka też uwielbia gimnastykę w przedszkolu. Poza tym syn i córka chodzą na piłkę nożną.

    1. Niestety dzisz jest mnóstwo zwolnień z wfu :(

  2. Ja uwielbiałam wf. Startowałam w większości zawodów. I taką drogą poszłam. Skończyłam na AWF:) Dzieci także lubią zajęcia sportowy i aktywne spędzanie czasu.

    1. Tylko ja to broniłam się 10 lat temu 😜

  3. Nie. Byłam gruba i gorzej mi szło. Inni się śmiali razem z panią nauczycielką. Ale żyję i mam się dobrze, fizycznie też super.:-)

  4. Ja uwielbiałam W-F, szczególnie biegi i piłkę ręczną, siatkówkę. Reprezentowałam szkołę na zawodach i miło to wspominam :) Do tej pory biegam, choć bez czujnego oka wuefisty ;) Mój najstarszy syn też lubi ćwiczyć, ale ten dzieciak to czysta energia, którą lubi wytracać poprzez ruch, a ja ruchu mu nie żałuję.

  5. W podstawówce tak i to bardzo miałam wspaniałego nauczyciela potem już się migałam

  6. Nienawidzilam wf. Nie umiałam grać w siatkówkę i wszyscy się darli na mnie. Na wf miałam najgorszy stres
    Teraz uwielbiam ćwiczyć ale robię to co lubię. I nikt mnie nie zmusza do niczego

  7. Nienawidziłam. Dziś miałabym prawdopodobnie zdiagnozowane zaburzenia integracji sensorycznej. A wtedy byłam po prostu łamaga, która boi się przewrócić, podskoczyć, odkręcić, biegać. Na wf królowały tabelki – jak masz tyle wzrostu, to musisz tyle skoczyć, tyle pobiec. Dopiero na studiach odkryłam przyjemne odmiany aktywności.

  8. Nigdy nie lubilam w-fu. W podstawówce w biegach nie byłam szybka,ale za to wytrzymała na długie dystanse. I zawsze uwielbiałam pływanie,choć basen wybudowali po 20 latach jak opuścilam SP. Natomiast na studiach okazało się,ze całkiem dobrze gram w siatkówkę,może gdyby ktoś wcześniej to odkrył to byłabym dziś kimś innym. To,że ktoś nie umie podciągnać sie na drążku,albo zrobić idealnego fikołka z telemarkiem to nie znaczy,ze jest ofermą i skończonym zerem jak to myślą panie i panowie w-fiści. Dodatkowo u nas na osiedlu gralismy w palanta na osiedlowym placu i ruchu było mnóstwo.

  9. Uwielbialam kiedy nie bylo na ocene żadnych biegów i innych skoków. Bylam slaba i czułam presję. A jak byl taki fajny wf ze gralismy w pilke, marszobiegi rekreacyjne, tenis czy rozne zabawy grupowe to szłam na te lekcje na skrzydłach. Jak było zaliczenie to często w ogole nie szłam i mialam wtedy problemy :)

  10. Uwielbiałam wf! Od 4 klasy w reprezentacji szkoły w piłce siatkowej i tak mi zostało do końca liceum plus I rok studiów. Później musiałam odpuścić ze względu na kontuzje. W sp zawsze były fajne lekcje i każdy mógł wykazać się z tego, co umiał robić najlepiej. W liceum doszła koszykówka, ale bez entuzjazmu. siatkówka była moim żywiołem! Mimo młodzieńczej niechęci do lekkiejatletyki zaczęłam biegać skończywszy 30 lat i teraz (w ciąży z problemami) jest mi ciężko bez biegania i aktywności fizycznej Mój 6 latek od ponad roku trenuje judo i gra w piłkę z tatą. W wieku 4 lat uczęszczał do szkółki pływackiej, ale sporty walki bardziej go pociągały i udało nam się w końcu dostać do dobrego klubu judo Osiąga sukcesy, trener go chwali za wytrwałość, więc jest szansa, że za rok idąc do szkoły będzie miał pozytywne nastawienie do lekcji wychowania fizycznego i chętnie będzie w nich uczestniczył

  11. U mnie ćwiczą wszyscy! Nawet bez stroju

  12. Nigdy nie lubilam w-f w szkole z jednego powodu bylam małą okrągłą kulką i dzieci sa bez litosne wysmiewajac sie ze mnie za to teraz chodze na silownie i ja pokochalam a co do dzieci to starsza córka uwielbia cwiczenia pod każdą postacia a mlodsza zobaczymy co z niej wyrosnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku