Sport 24 maja 2017

Jak zachęcić dziecko do ruchu? Oto recepty lekkoatletycznej mistrzyni!

Najlepszy prezent na Dzień Matki? Zdrowe i szczęśliwe dziecko! O swojej recepcie na posiadanie aktywnej i uśmiechniętej pociechy opowiada była medalistka mistrzostw świata i Europy w skoku o tyczce i mama 4-letniego Grzesia, Monika Pyrek-Rokita.

Pochodzi z rodziny bez sportowych tradycji, na lekkoatletyczne treningi trafiła przypadkiem, a później zdobywała dla Polski medale najważniejszych sportowych imprez. Dziś jest szczęśliwą mamą aktywnego 4-latka i chętnie dzieli się z innymi mamami swoimi pomysłami na zachęcenie dzieci do ruchu. O najlepszych sposobach na aktywną zabawę opowiedziała nam Monika Pyrek-Rokita.

Co w Pani życiu zmieniło macierzyństwo? Wypełniło czas, który wcześniej zajmowały obowiązki profesjonalnego sportowca?

– Zmieniło tak naprawdę wszystko, ale w moim przypadku to była przemyślana zmiana. Nie zakładałam, że będę aktywnym, profesjonalnym sportowcem i mamą w tym samym czasie. Nie wyobrażałam sobie takiej sytuacji, że muszę wystartować na ważnej imprezie, moje dziecko w tym czasie choruje, a ja nie mogę być obok. To były dylematy, których nie potrafiłam sobie wyobrazić.

Czyli dylematy każdej mamy!

– Tak, każdej zwykłej mamy. Stwierdziłam, że w sporcie jest tak dużo presji i emocji, że nie da się tego połączyć z macierzyństwem. Wolałam zakończyć karierę i wtedy zostać mamą. Tak właśnie się stało.

fot. Agnieszka Świderska

Na pewno nie oznacza to, że sport nie jest już obecny w życiu Pani i Pani rodziny.

– Oczywiście! Teraz uczę się sportu amatorskiego, który wygląda zupełnie inaczej niż ten wyczynowy. Staram się zawsze znaleźć czas dla siebie, by kilka razy w tygodniu pójść pobiegać. Odpoczywam wtedy i „resetuję” głowę. Mój syn też dostrzega moją pasję do sportu, dlatego poza swoimi treningami znajduję czas na aktywną zabawę z Grzesiem. To rodzice zarażają dzieci nawykiem aktywności.

U Pani w rodzinie też tak było?

– U mnie wyglądało to trochę inaczej. Moi rodzice nie byli szczególnie aktywni sportowo, ale byli za to  kibicami i w ten sposób zachęcili mnie do sportu. Jesteśmy bacznie obserwowani przez nasze dzieci, jesteśmy dla nich autorytetami i to właśnie od nas zależy, czy będą aktywne. Cała rzecz w tym, by w odpowiedni sposób im ten sport „sprzedawać” już od najmłodszych lat.

Ubiegła Pani nieco kolejne pytanie. Jakie są Pani zdaniem najlepsze sposoby na zachęcenie dziecka do ruchu? Własny przykład, kibicowanie…

– Wsparcie rodziców jest dla dziecka najważniejsze, szczególnie w tych pierwszych latach życia. Na początku sportowej drogi największe zadowolenie występuje u maluchów wtedy, kiedy czują, że rodzice są z nich dumni. Nawet jeśli tylko obserwujemy aktywność naszej pociechy, to nasze zaangażowanie jest bardzo ważne. Wszystko oczywiście w granicach rozsądku!

Jak zatem wspierać w taki rodzicielski, „nietrenerski” sposób?

– Mam dwie dusze. Jestem mamą, która zagłaskałaby swoje dziecko na śmierć. Z jednej strony bałabym się „oddać” synka do profesjonalnego sportu, bo wiem, ile stresu kosztuje takie życie. Z drugiej wiem, że sport kształtuje człowieka na całe życie. Odzywa się też we mnie ta dusza sportowca, która mówi, że trzeba rywalizować i że to jest fajne dla dzieci. One bardzo lubią rywalizować. Widzę to po moim synku. Kiedy czasem nie chce iść się kąpać, wystarczy rzucić: „kto pierwszy w łazience!” i po kłopocie. Są takie naturalne metody, które możemy mądrze wykorzystywać i zachęcać dzieci do aktywności. To naprawdę działa.

Pani bywa leniuchem?

– No pewnie! Czasami zwyczajnie mi się nie chce, ale nawet wtedy próbuję wymyślać jakieś małe aktywności, bo to regularność jest najważniejsza i kształtuje sportowe nawyki na całe życie. Sukces tkwi w kreatywności rodziców, umiejętności spożytkowania naturalnej energii dziecka i posiadaniu świadomości, że aktywność jest naprawdę potrzebna, a spędzanie czasu przed telewizorem czy komputerem nie powinno wejść dziecku w krew.

Jak pomóc dziecku wybrać odpowiednią dla niego dyscyplinę sportu? Pani syn uwielbia biegać i rywalizować, ale każdy maluch jest inny.

– Po pierwsze, trzeba obserwować własne dziecko. Jeśli je do czegoś przymuszamy, to bardzo szybko straci zapał i zrezygnuje. Warto dać mu szansę, by samo znalazło „swoją” aktywność. Nie zapominajmy, że to młody człowiek, który ma własne zdanie, swoje odczucia i wie, co mu się podoba, a co nie. Rola rodzica polega na tym, by obserwować dziecko i wyłapać jego zainteresowania, a później wspierać pociechę w ich rozwijaniu. Powinniśmy także starać się pokazywać mu różne formy aktywności. Najważniejsze, by przekazać dziecku, że ruch i sport to dobra zabawa.

 Jak wyglądał początek Pani przygody ze sportem?

– Tu warto podkreślić też rolę rodzeństwa. Ja biegałam ze starszym bratem, który zajmował się mną, kiedy rodzice byli w pracy. Chodził na zajęcia dodatkowe, na „SKS-y”, a ja chodziłam z nim. W pewnym momencie zabrakło dziewczyny w drużynie koszykówki i poproszono mnie, żebym ją zastąpiła. Szybko okazało się, że mam smykałkę do sportu.

Od koszykówki do lekkoatletyki?

– Do niej też trafiłam z przypadku. Podczas ferii sala gimnastyczna była w remoncie i nasze zajęcia zostały przeniesione na halę lekkoatletyczną. Tam niestety albo może „stety” z powodu choroby nie pojawił się nasz nauczyciel, więc drużynę przejęła trenera lekkoatletyki i tak to się zaczęło… Dyscyplina nie ma większego znaczenia. Ważne, by być blisko sportu i by ruch był obecny na co dzień jako pierwszy wybór na spędzanie wolnego czasu.

Jak do sportowej pasji podchodzili Pani rodzice?

–  Przede wszystkim nie przeszkadzali i akceptowali moje wybory. Były oczywiście jasne zasady – jak w szkole będzie dobrze, to mogę trenować. To motywowało, tak samo jak pierwsze wyjazdy na zawody, zgrupowania i sukcesy. Ale najważniejsze było to, że na treningach miałam swoją paczkę. To byli ludzie, których uwielbiałam i z którymi chciałam przebywać.

Jako sportowiec doskonale Pani wie, jak ważna dla młodego człowieka jest odpowiednia dawka ruchu. To dlatego zaangażowała się Pani w akcję „Rusz się z Kubusiem!”, w ramach której marka Kubuś wspólnie z ambasadorami Kamilem Grosickim,  Michałem Pazdanem i Bartoszem Kapustką promuje aktywność fizyczną wśród dzieci?

– Sama z tej akcji uczę się wielu rzeczy, które są dla mnie pomocne! Pewnie mam większą wiedzę na temat sportu niż reszta rodziców, ale aktywność dzieci to trochę inne zagadnienie, ponieważ najpierw jest codzienny ruch, a dopiero potem sport. Dzięki takim kampaniom jak „Rusz się z Kubusiem!” wiem, gdzie szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Cieszę się, że wszyscy rodzice mogą zwiększać swoją świadomość. Coraz częściej sami szukamy konkretnej wiedzy. Chcemy rozumieć, a nie tylko przyjmować do wiadomości, że „tak jest i koniec”. Dzięki akcji „Rusz się z Kubusiem!” rodzice dostają fachowe porady i gotowe rozwiązania „na talerzu”. Ale najważniejsze jest to, że promujemy ruch i pokazujemy, że to dobra zabawa i najlepszy sposób na spędzanie czasu dla dziecka i dla całej rodziny.

Wskazówki działają? Testuje je Pani na własnym dziecku?

– Pewnie! Do dzieci trzeba umieć dotrzeć i ważna jest odpowiednia forma przekazu. Ulubieńcem mojego syna jest zwłaszcza postać Kubusia. Za każdym razem, kiedy widzi ją w telewizji, w spotach gdzie Kubuś pokazuje różne ćwiczenia, zaczyna z nim ćwiczyć. Sportowi idole są również doskonałym pomysłem na to, jak pokazać, że sport jest fajny. Myślę, że ambasadorzy akcji Kamil Grosicki, Michał Pazdan i Bartosz Kapustka świetnie trafiają do dzieci.

Pani i Grześ na co dzień wybieracie sok czy raczej wodę?

– Moje dziecko pije jedno i drugie. Sok jest świetny na śniadanie i po treningu, wysiłku, a woda sprawdza się podczas zabawy i aktywności fizycznych.

Co chciałaby Pani  przekazać mamom z okazji ich nadchodzącego święta?

– Życzenia cierpliwości, bo ona przydaje się nam wszystkim. Życzę również całkowitej akceptacji swoich dzieci takimi, jakie są. Czasem próbujemy je idealizować i chcemy, żeby we wszystkim były najlepsze, a powinniśmy je po prostu kochać. One na pewno tę miłość odwzajemnią.

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Baby dream
Baby dream
3 lat temu

Mega przydatny post zapraszam do mnie https://dzieciecaradosc.blogspot.com/

Emocje 22 maja 2017

35 powodów, które sprawiły, że dziś czuję się szczęśliwa

Podobno Duńczycy znaleźli sedno prawdziwego szczęścia. Tak popularne hygge – poczucie wewnętrznego szczęścia sprawiło, że wielu z nas ruszyło na jego poszukiwania w swoim życiu. Czym zatem jest szczęście? Według słownika PWN to  powodzenie w jakichś przedsięwzięciach, sytuacjach życiowych itp., po drugie uczucie zadowolenia, radości, po trzecie zbieg pomyślnych okoliczności. 

Szczęście dla każdego z nas będzie miało inny wymiar. Dla niektórych będzie to odnalezienie sensu swojego życia, dla innych pogodzenie się ze sobą np. ze swoją wagą. Dla mnie szczęście to suma czasu, pracy, miłości oddania bliskich mi osób. Gdyby nie oni, nie byłoby mnie tu i teraz, dlatego pragnę się z wami podzielić bardzo osobistą listą, a dokładnie 35 powodami, dlaczego czuję się szczęśliwa.

Miałam szczęście, że urodziłam się w rodzinie, która mnie kochała i wyczekiwała. Do tego urodziłam się w wolnym kraju, choć trwał w nim stan wojenny.

  1. Rodzice i dziadkowie poświęcali mi swój czas, z nimi nauczyłam się siadać, chodzić, a raczkowanie mnie zupełnie nie interesowało. Dziś dziękuję im za ich cierpliwość.
  2. Zachęcali mnie do mówienia, wspierali w nauce samodzielnego jedzenia
  3. Pozwalali mi nawiązywać kontakty z innymi, nie trzymali mnie pod kloszem
  4. Obdarzali mnie zaufaniem w moich wędrówkach po ogrodzie i byli przy mnie, gdy poznawałam świat.
  5. Pierwsze przyjaźnie i wspinaczki na drzewa. Po bolesnych upadkach wiedziałam, że mogę liczyć na to,  że moi rodzice mnie mocno przytulą.
  6. Przekroczyłam próg przedszkola, trafiłam na dobre opiekunki, choć niestety moja najlepsza przyjaciółka poszła do drugiej grupy.
  7. Ważne wydarzenie w życiu każdego dziecka. Pierwsze dni w szkole, nowi koledzy, nowe koleżanki, każdy dzień pełen wyzwań i nauki samodzielności.
  8. Pierwsza samodzielnie przeczytana lektura „Na Jagody” – choć wcześniej dostałam pierwszą dwóję – bo nie przeczytałam książki na czas :p
  9. Razem z kuzynkami dołączyłam do dziecięco-młodzieżowego chóru, z którym spędziłam wiele, wiele lat i przełamałam pierwszą tremę, gdy śpiewałam solo.
  10. Nauczyłam się jeździć na rowerze – do dziś pamiętam białego Reksia.
  11. Już nie byłam maluchem – od czwartej klasy należało się do starszaków. Wtedy też pierwszy raz się zakochałam w Harrisonie Fordzie, jako Indianie Jonsie, czy Hanie Solo.
  12. Pierwszy wyjazd za granicę bez rodziców, na występy z chórem – co to były za czasy….
  13. Pokochałam nocne obserwacje nieba. Chciałam zostać astronautą i polecieć tam wysoko do gwiazd, wzięłam nawet  udział w olimpiadzie z fizyki.
  14. Wielkim duchowym wydarzeniem w moim życiu była konfirmacja, wyznanie wiary w Boga.
  15. Pierwsze egzaminy do szkoły średniej – dostałam się do wybranego liceum!
  16. Duże piętno wywarła na mnie śmierć samobójcza koleżanki z ławki – wtedy zrozumiałam, jak ważne jest słuchanie drugiej osoby.
  17. Wybór przedmiotów do matury – pisemna z matmy, a ustna z geografii.
  18. Urodziny – nareszcie jestem pełnoletnia, choć jeszcze był ze mnie podlotek.
  19. Matura, egzaminy na studia, pierwsze porażki i sukcesy. Niestety nie dostałam się na archeologię, za to życie związałam z pedagogiką. Może to i dobrze, nie muszę przynajmniej grzebać w ziemi.
  20. Pierwszy rok studiów i poznanie przyszłego męża…
  21. Pierwsza samodzielna praca, do tego dzienne studia. Może dlatego dziś dobrze radzę sobie z domowym budżetem.
  22. Praca licencjacka i pytania co dalej, kim chcę zostać.
  23. Podjęłam się dwóch różnych studiów, kolejnych licencjackich i uzupełniających magisterskich.
  24. Wyjechałam na rok z kraju, na wolontariat do Anglii. To był rok dla mnie, tylko dla mnie. Polecam każdemu z ręką na sercu.
  25. Po powrocie wpadłam w wir pierwszej pracy w zawodzie, nie było łatwo…
  26. No i przyszedł czas na ślub, scementowanie związku, który trwał już blisko 7 lat.
  27. Po roku mieszkania w zatłoczonej kawalerce podjęliśmy ważną decyzję na najbliższe 20 lat – kredyt, na szczęście nie we frankach i zakup mieszkania. To była chyba jedna z najlepszych decyzji.
  28. Oczekiwanie i narodziny pierworodnego syna, wiele przelanych łez, kropli mleka, łez szczęścia. Cudowne uczucie, nie zamienię na żadne miliony.
  29. Powrót do pracy i rozłąka z dzieckiem, trudne chwile dla całej naszej trójki.
  30. Pierwsze słowo „kocham cię mama” – do dziś na samą myśl uginają się moje kolana.
  31. Przedszkole i radość z oczekiwania na drugą fasolkę.
  32. I pojawiła się nasza mała księżniczka, która ponownie wywróciła nasz świat, odbierając nam przespane noce.
  33. Tempo życia – świat przyspieszył przy dwójce, ale warto znaleźć czas by cieszyć się chwilą.
  34. Świadomość, że są osoby, które cię kochają bezgranicznie i które ufają, które polegają na tobie.
  35. Dziś mam świadomość środka życia, co jest dla mnie ważne, a co mniej istotne…

Nie posiadam całej mądrości świata, czy też patentu na szczęście. Po prostu wiem, że na moje szczęście, składają się nie tylko moje decyzje, ale także czas, miłość, działania ludzi wokół mnie, moich rodziców i dziadków. Moje szczęście to mój mąż i dzieci, którzy zmienili moje postrzegania świata, z którymi razem tworzymy całość. W dniu takim, jak dziś, te 35 lat, które minęły utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto cieszyć się każdą chwilą i dzielić się nią z najbliższymi.

Subscribe
Powiadom o
guest
10 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Barbara Heppa-Chudy
3 lat temu
Niepoprawna Optymistka

Wszystkiego najlepszego! A lista cudna

W roli mamy - wrolimamy.pl

Dziękuję ?

Anonimowo
2 lat temu

Ma prawie 9 miesięcy

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Anonimowo

❤❤❤

Anonimowo
2 lat temu

Jeden ma 16 miesięcy drógi 2 miesiące to największe moje szczęście i radość ale oprócz nich karzdy dzień był jest i będzie szczęśliwy bo ja kocham życie

Anonimowo
2 lat temu

Mnie osobiscie oprócz męża, dzieci i rodziców dużo radości daje ta, która była ze mną od początku- starsza siostra.

Anonimowo
2 lat temu

akurat dziś ogrom szczescia dała mi moja siostra ,gdyz obdarowala mnie cudownym siostrzeńcem

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Anonimowo

Gratulujemy!

Anonimowo
2 lat temu

Powody do szczęścia mam dwa: moje córki Weronika i Gabrysia :)

Znad kołyski 18 maja 2017

Dziecko nie chce jeździć w gondoli? Ja znalazłam tylko jedno rozwiązanie

Nie dziwcie się temu, nie wszystkie niemowlaki są miłośnikami podróżowania w wózkach. Mój najmłodszy syn też nie był, do czasu. Ale o tym za chwilę.
Jeśli jesteś mamą malucha, który na widok wózka dostaje wręcz alergii, chyba dobrze wiesz, o czym mowa. Przez 4 miesiące, kiedy miałam wyjść z dzieckiem na dwór, oblewał mnie zimny pot. Bo co to za przyjemność ubierać dzieciaka (w moim przypadku dyrygować dwójką starszych i ubierać niemowlę) dobry kwadrans, gdy sama już gotowałam się w zimowej kurtce i wracać do domu po kolejnym przysłowiowym kwadransie.

Spacery były tragiczne i szczerze cieszyłam się, gdy psuła się pogoda. Nie musiałam taszczyć się z wózkiem, słuchać wrzasków najmłodszego i jęczenia starszych, że mały wrzeszczy. Nikt się za mną nie oglądał i nie komentował (raz się zdarzyło pełne oskarżenia – “ale to dziecko płacze”).

Na dworze dostawałam białej gorączki, bo nic sensownego nie mogłam zrobić. Ani bujanie nie pomagało, ani smoczek, przytulanka czy choćby miś-szumiś. Nic, zero! Na palcach ręki mogę policzyć spacery w ciszy, może ze trzy były. Zmieniałam kombinezony, ubranka, materacyk w wózku, ustawienie dna wózka, byle tylko nie było płaczu. Nie mogłam dojść o co chodzi, począwszy od stanu pieluszki, skończywszy na ewentualnej chorobie lokomocyjnej.

Jedyna poprawa była widoczna, gdy opuszczałam małemu budkę, by widział niebo, jednak zimą i wczesną wiosną jazda w wietrzne dni bez budki nie była najlepszym pomysłem.

Gdy mały skończył 4 miesiące, stwierdziłam, że dość tego, wyciągam spacerówkę. A mam w moim concordzie wygodną, kubełkową, gdzie mały stabilnie ani to siedzi, ani leży, nazwijmy to, zajmuje pozycje pół na pół ;). No i bingo, teraz spaceruję długie godziny, bo mały jak zaczarowany ogląda świat. Cisza, spokój, czysta przyjemność. Wcześniej jeździłam z dziećmi w stronę lasu, żeby nie zwracać na siebie uwagi wrzaskami najmłodszego, teraz obieram kierunek do miasta i chodzę z synami na lody. Nikt nie patrzy oskarżycielsko, nikt nie daje dobrych rad. Niebo a ziemia!

Wydaje mi się, że może po prostu mały się nudził, patrząc jedynie w budkę, bo jakoś na spacerach niespecjalnie sypiał. Albo nie lubił jeździć na płasko. A teraz najpierw zajmie się zabawką – gryzakiem, ogląda okolicę i po jakimś czasie po prostu zasypia. Po zaliczeniu spacerku po prostu siadam pod blokiem i czekam aż prezes sam się obudzi. Jest pięknie, więc i was pocieszę, jeśli też macie ten sam problem. W naszym przypadku pomogła dopiero przesiadka do spacerówki, nie traćcie więc nadziei, że i wasze dzieciaki w końcu przekonają się do bliższych i dalszych podróży w wózku.

Fot. Archiwum prywatne Ż. Kańczucka

Subscribe
Powiadom o
guest
29 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Łukasz Wiola Grzybek

Nasza mala uwielbiala jazde po nierownej drodze i najwiekszych wybojach :-D od razu zasypiala :-D

W roli mamy - wrolimamy.pl

u mnie wyboje też działały, choć nie zawsze :) ale musiał być mocno zmęczony

Agnieszka Kwiatkowska

U nas podzialal szumis

W roli mamy - wrolimamy.pl

a u nas szumiś działa tylko w domu, podobnie jak szumiąca żyrafka. Szumiałam mu w wózku, czym miałam i dalej klops ;)

Magda Matuszewska
3 lat temu

Chusta. Teraz nosidło. Spacer z wózkiem to był bieg z przeszkodami z dzieckiem na ręku. Zarówno starszy jak i młodszy syn. Później im przeszło.

W roli mamy - wrolimamy.pl

chusta to też super pomysł, sprawdzał się u mnie przy starszych synach. Młodszy nie przepada, niestety.

Magda Matuszewska
3 lat temu

Przy starszym też postawiłam najpierw na spacerowke. Młody uwielbiał chustę.

Anna Borkowicz
3 lat temu

Spacerówka ale przodem czy tyłem do kierunku jazdy ? Ile młodzież miała miesięcy jak przeszłaś ma spacerówkę? Ja się cały czas waham ze młody za młody ….

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Anna Borkowicz

ustawiłam przodem, tak jak na zdjęciu we wpisie :) Olek miał ciut ponad 4 miesiące, jak zaryzykowałam i zmieniłam gondolę na spacerówkę.

Anna Orlewicz
3 lat temu
Reply to  Anna Borkowicz

Dokładnie to najlepszy sposób :)

Anna Borkowicz
3 lat temu
Reply to  Anna Borkowicz

No to chyba dziś spróbuje tej przeprowadzki…:)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Anna Borkowicz

Anna powodzenia, oby efekt był taki jak u nas :)

Szulc Marzena
3 lat temu
Reply to  Anna Borkowicz

Jeśli jest regulacja kąta leżenia to nic się chyba nie może stać, przecież w foteliku dzieci jeżdżą od urodzenia. Anna Borkowicz my też już kilka dni w spacerówce , bo gondola była już na styk no i oczywiście strasznie nudna ?

Anna Borkowicz
3 lat temu
Reply to  Anna Borkowicz

Szulc Marzena przełożyłam spacerówkę…. zobaczymy co to bedIe dziś na spacerze :))))

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Anna Borkowicz

Anna daj znać, jak po spacerku :)

Anna Borkowicz
3 lat temu
Reply to  Anna Borkowicz

W roli mamy – wrolimamy.pl jest dobrze :)))

Szulc Marzena
3 lat temu
Reply to  Anna Borkowicz

Haha! Ale sobie kima ? My dziś odpoczywamy i jemy koło domu też w spacerówce ?

Szulc Marzena
3 lat temu
Reply to  Anna Borkowicz

A macie swoje sposoby na ochronę przed komarami i innymi owadami na spacerach dziewczyny?

Anna Borkowicz
3 lat temu
Reply to  Anna Borkowicz

mam moskitierę na wózek ale kiedyś pod moskitiera Jaśkowi wpadł kleszcz wiem chyba nie działa …. do Gucka jakoś robale nie lecą….

Dorota Sawicka-Szałek

Moja mała nienawidził wózka. Chustowałam zatem. Paradoksalnie jak zaczęła chodzić do przedszkola nagle polubiła

W roli mamy - wrolimamy.pl

Rychło w czas ;)

Monika Piotrowska
3 lat temu

Haha, mój syn tez odkąd skończył dwa latka nagle łaskawie zaczął jeździć. :P

Dorota Sawicka-Szałek

Moja zrobiła się wygodna, bo do przedszkola był kawałek a ja konsekwentnie odmawiała noszenia?

Agnieszka Siedlecka
3 lat temu

Moja chustowana od urodzenia Teraz ma 21 m-cy i jak babcia trzyma wózek to chce się tam natychmiast znaleźć Pytanie co to ma wspólnego z tym że babcia zawsze ma coś dobrego ;-)

Dorota Sawicka-Szałek

?????

Natalia Zielińska-Drzazga

Moja Zuzanna również nie lubila jezdzic w gondoli, doszlam do wniosku ze być moze jej tam po prostu za goraco. I gdy miala 6 miesiecy, przenioslam ja do spacerowki (kubelkowej) i wozek pokochala teraz ma 2,5 roku ale jak trzeba to wsiada bez problemu.

Ewa Klepczarek
Ewa Klepczarek
3 lat temu

Normalnie Cię uwielbiam! Nie będę już miała wyrzutów sumienia, mam całkiem rozkładają spacerowke i od jutra spróbuję w nią wrzucić Mojego, choć ma 5,5 miesiąca, ale za to pełza, raczkuje i dzis właśnie zaczął próbować siadać. Lecz ciągle mi jakoś w nie smak było, że taki mały i w spacerowke. Dla mnie chustą była kwestia przeżycia, bo gondoli i stelaż samodzielnie nie zniosę – w szczególności na te 15 minut ?, nie koniecznie związane z rykiem Mojego, co raczej koniecznością wracanie na karmienia w związku z beznadziejną do tej pory pogoda.

Anna Maria Rutkowska

Jesli dziecko jest wiotkie nie ciągnie sie do siedzenia to nie powinno sie wozić w tej pozycji. Chusta tez pomoze na ten problem a do wózka mozna zapakować zakupy xD

Kasia A
Kasia A
2 lat temu

Ja mam ten sam problem. Pierwszy miesiąc córka jeździła bez problemu-po prostu spała. Potem zaczął się problem. Wieczny płacz, po spacerze byłam znerwicowana, ledwo żywa.Ludzie się na mnie patrzyli, ciągle słyszałam „czemu to dziecko tak płacze”, Pani w aptece proponowała krople na kolki… Problem był tym większy,że miałam wózek podwójny (starsza córka jest tylko 20mcy starsza), gdyż starsze dziecko wręcz uwielbiało i uwielbia jeździć wózkiem. Gdy się zatrzymywałam żeby mniejszej dać mleko/picie starsza zaczynała krzyczeć,płakać,wstawać i wychodzić z wózka (szelki nie były w stanie jej zatrzymać). Wytrzymalam tak 4,5 miesiąca. Starszą wysłałam na kilka godzin do przedszkola,żeby się wybawiła i… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close