Czas przelatuje ci między palcami? Zastanów się, co jest ważne


Doba ma dwadzieścia cztery godziny, a tydzień siedem dni i nikt na świecie nie lubi marnowania czasu. Każdy chciałby wykorzystać go najlepiej, jak potrafi. Niestety bardzo łatwo się zatracić i pozwolić, by przeleciał między palcami. Nie wiem, jak Ty, ale ja mam wtedy wyrzuty sumienia. Jestem za to szczęśliwa, gdy udaje mi się zachować równowagę między dobrym wypełnianiem wszystkich życiowych ról i zadań a odpoczynkiem. I nie chodzi o jakieś profesjonalne zarządzanie czasem, planowanie, pilnowanie się i samokontrolę…

„Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie,  jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia.  Wyjdź mu naprzeciw.”
Phil Bosmans

Chodzi po prostu by mieć czas…

…dla swoich rodziców

Gdy podsumowuję kończący się dzień, cieszę się, że mogłam porozmawiać z moją mamą. Bardzo lubię nasze codzienne telefoniczne rozmowy. Zwykłe „co słychać?” – pogaduchy o codziennych sprawach, czasem o rzeczach ważnych, niekiedy o pogodzie. Do taty dzwonię rzadziej, ale pogawędki z nim są dla mnie szczególne. Ostatnio wspominaliśmy gołębie pocztowe mojego pradziadka i kołoczki z cynamonem z nieistniejącej już piekarni. Tak wielu moich znajomych nie ma już rodziców…  W głowie mam ciągle przejmujący tekst Małgorzaty Ohme, napisany po śmierci jej ojca, z przesłaniem: „Jeśli twój tata żyje, zadzwoń do niego. Dziś”

„Nie bądź pewny, że masz czas bo pewność niepewna.”
Jan Twardowski

…dla dziecka

Codziennie dostaję informację, czy dobrze wykorzystałam mój czas z synem. Słyszę, słowa Aleksa w wieczornej modlitwie: dziękuję Boże, że mama skakała dziś ze mną na trampolinie i grała ze mną w „Potwory”. Uff, udało się – dobrze spędziliśmy dzisiejszy dzień. Można iść spać, tylko jeszcze przytulanki na dobranoc – nasz codzienny rytuał, który wiele dla mnie znaczy. Jestem szczęśliwa.

„Ludzie mówią – „czas to pieniądz”. Ja mówię inaczej – „czas to miłość”. Pieniądz jest znikomy, a miłość trwa.” Stefan Wyszyński

…dla męża

Uwielbiam randki z mężem – te zaplanowane, przygotowane, wyczekiwane, z biletami kupionymi na dwa miesiące przed. Ale lubię też ten czas zwykły, powszedni, z pytaniem „Jak ci minął dzień?”, by wiedzieć, co on myśli i czuje, z wieczornym masażem spiętych ramion i spontanicznym wspólnym prysznicem. Oby jak najczęściej te chwile były częścią naszej codzienności.

„Poświęcaj czas osobom, które są dla Ciebie najważniejsze”
Brian Tracy

…dla przyjaciół

Gdy słyszę „Musimy się w końcu spotkać” uświadamiam sobie, że nie warto odkładać, trzeba działać. Kontakt z dobrymi znajomymi daje tyle radości i ładuje baterie pozytywną energią. Zawsze jest potrzebny ktoś, kto wyjdzie z inicjatywą, zaplanuje konkretny termin, dlaczego to nie mam być ja? A gdy po przyjemnym wieczorze, pełnym śmiechu i rozmów, sprzątamy talerze, uśmiechamy się, bo wiemy, że było warto wygospodarować i na to swój czas.

„Najlepszy czas na działanie jest teraz!”
Mark Fisher

…dla siebie

No i te momenty tylko dla siebie. Wieczór, godzina, parę minut – moje! Czasem wzruszający film, książka, godna zarwania nocy, relaksująca kąpiel za zamkniętymi drzwiami łazienki, spokojna poobiednia drzemka – och, jak dużo siły to mi daje. Niezależnie od tego, ile mamy obowiązków, ważny jest ten czas tylko i wyłącznie dla swoich potrzeb.

„Każdego dnia na pół godziny odsuń od siebie kłopoty. Ten czas przeznacz na drzemkę”
Abraham Linkoln

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Mamo, tato, gdzie są moje pieniądze? – czyli co dzieje się z finansowymi prezentami dziecka?


“Mamo, tato, gdzie są moje pieniądze?” – pewnie niejeden z was zadał kiedyś to pytanie swoim rodzicom. I założę się, że niejeden z was usłyszał w odpowiedzi coś w stylu:
“A ty myślisz, że za co kupujemy ci jedzenie, słodycze…?!”
I teraz nasuwa się pytanie – czy to w porządku?

No właśnie nie. Brać dziecka pieniądze na przechowanie (które najczęściej dostało w prezencie), żeby nie zgubiło i nie roztrwoniło na głupoty, a potem wydać je na wymyślony przez siebie cel – to nie jest w porządku! A dlaczego często tak właśnie się dzieje?

Bo rodzicom wydaje się, że dzieci to ich własność i mogą za nie decydować – w każdej dziedzinie życia, niezależnie od ich wieku oraz okoliczności.

Bo dorośli nie traktują (swoich) dzieci poważnie i na równi, lecz odwrotnie, na zasadzie “dzieci i ryby głosu nie mają”.

Bo rodzicom często wydaje się, że dzieci są im coś dłużne, w końcu każdego dnia łożą na ich utrzymanie, którego wartość rośnie wprost proporcjonalnie do wieku latorośli.

Bo dorosłym wydaje się, że zawsze wiedzą lepiej – czego ich dzieci chcą, potrzebują, o czym marzą i co dla nich jest lepsze.

I żeby nie było, że spadłam z księżyca, doskonale wiem, że dzieci generują spore koszty – sama mam dwoje. Ale decydując się na potomstwo, powinniśmy mieć tego świadomość, a wraz z nią poczucie, że nie możemy wymagać od nich, by spłacały nam wyimaginowany dług.

I nie twierdzę też, że rodzice nie mogą przeznaczyć pieniędzy swojej córki czy syna na ich nowe ubrania, buty, książki, przybory (przed)szkolne, czy remont pokoju. Wręcz przeciwnie, uważam, że to rozsądny pomysł. Tak samo jak odkładanie zaskórniaków do skarbonki i zbieranie na wspólnie obgadany cel, np. rower, komputer, wypad do jakiegoś parku rozrywki, obóz sportowy, czy rodzinne wakacje.

Sęk w tym, by o takich sprawach rozmawiać ze swoimi pociechami – normalnie, po ludzku, jak z bliźnim – a nie działać za ich plecami, pokazując tym samym, że nikt nie liczy się z ich zdaniem i uczuciami.

Tak, uczuciami. Sama z dzieciństwa pamiętam ten smak żalu, goryczy, a nawet złości, na wieść, że pieniędzy z urodzin czy komunii już nie zobaczę, bo rodzice kupili za to coś,co sami uznali za stosowne, np. słodycze. Swoją drogą, czy to nie jest hipokryzja bronić dzieciom, by wydawały swoje pieniądze na głupoty, a potem kupować im (a przynajmniej tak twierdzić) za to nic nie warte łakocie??  

A propos komunii, przeczytałam kilka dni temu wpis pewnej mamy, która napisała, że “dziecko nie powinno dysponować pieniędzmi, nawet jeśli były jego prezentem”. A pod tym wpisem kilka komentarzy, prawiących o tym, że “przecież wyprawienie komunii dużo kosztuje, więc rodzice mają prawo odebrać dziecku jego pieniądze w ramach zapłaty…”

I tutaj nasuwa mi się jedno pytanie – dlaczego tak trudno jest niektórym mierzyć siły na zamiary?

Jeśli mnie nie stać na huczną imprezę, z całą wielopokoleniową rodziną, w wynajętym lokalu i podanym do stołu kilkudaniowym menu, to organizuję skromne przyjęcie, w gronie najbliższych osób, (w miarę możliwości) we własnym domu. Wydaję ile mam i nie muszę niczego podbierać dziecku.

Bo ciekawa jestem, jak Wy byście się czuli, Drodzy Rodzice, gdyby Wasz partner zorganizował Wam przyjęcie urodzinowe – niespodziankę – a potem żądał zwrotu poniesionych kosztów? Albo, gdyby wziął bez pytania Wasze pieniądze, ciężko zarobione lub wygrane na loterii – nieważne – i wydał je na własny użytek, twierdząc przy tym, że miał do tego prawo. Jak byście się czuli? Zapewne źle. Założę się, że złość by z Was kipiała i nawet nie dlatego, że jesteście biedniejsi o X zł, ale dlatego, że ktoś zrobił coś za Waszymi plecami.

Może więc warto o tym pomyśleć….

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Pieniądze dzieci są ich więc oni decydują na co przeznaczą.. Albo składają sobie na jakiś wymarzony prezent albo wybierają wycieczkę i np. Same chcą sobie kupić bilet wstępu, paniątki. Większe sumy odkładają do skarbobki.

  2. w ich skarbonce, a gdzie miały by być?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Malowanie przeszłości


“Wychowujmy dzieci tak by nie musiały się leczyć z dzieciństwa”
Pam Leo

Majówkę spędziłam na Roztoczu. W miejscu, które ciągnie mnie do siebie jak magnes. Gorajec to wioska składająca się z kilkudziesięciu mieszkańców. Cisza, ciemne noce i przyroda. Ta przyroda przywołała wspomnienia:

Letnie dni były najpiękniejsze. Wędrowałam z kwiecistą chustą pod pachą do sadku. Chustę rozkładałam na trawie, w odpowiedniej odległości od  krzaków agrestu i czerwonej porzeczki. Leżałam pod krzaczkami, oczywiście z książką. Zrywałam agrest, który pękał w ustach, uwalniając kwasotę wywołującą  dreszcze. Czerwone korale nieco niedojrzałej porzeczki również mnie kusiły. Układałam po jednej kulce na języku i ściskałam usta, powoli uwalniając sok.

Byłam w niebie

Jakże inne dzieciństwo miałam od dzieciństwa moich dzieci. Chwile błogości zdarzały się w wakacje. Reszta…

Ściągnęłam buty i skarpetki i pozwoliłam chłodnej trawie łaskotać moje stopy. Uwielbiam takie małe chwile przyjemności. Popatrzyłam na Szkodniki. Brudne niemiłosiernie. Biegające, huśtające się, naciągające Kluskę (jamnika) i Trusię (królika). Wychowane praktycznie bez babć, dziadków, mało widujące się z tatą.  Czy będą miały ciepłą kolekcję wspomnień?

Czasy się bardzo zmieniły. Wyjeżdżamy za pracą, praca nas absorbuje po dwanaście godzin na dzień, często jest wykonywana przez całą dobę. Mniej mamy rodzeństwa i duże zjazdy rodzinne praktycznie  należą do przeszłości. Czasem w święta udaje się zebrać większość rodziny w jednym miejscu. Wyjazdy do babci na wieś, gdzie krowy, kury i inne zwierzątka to również rzadkość. U babci na wsi można było prosić siedem razy o dokładkę deseru, biegać po polu do samej nocy i brudzić się bez ograniczeń. Teraz przyglądając się niektórym dzieciom, mam wrażenie, że są czystsze od skalpela na oddziale chirurgicznym. „Nie dotykaj, nie ruszaj, bo się pobrudzisz”.

Te podarte spodnie, rękawki pochlapane farbą, zdarte noski butów od hamowania na rowerze, to kolory dzieciństwa. Mimo, zmiany czasów to nadal my rodzicie trzymamy pędzel i my jesteśmy malarzami przeszłości naszych dzieci. Nas będą (lub nie będą) wspominać ciepło i z rozczuleniem jak my swoich bliskich.

– Znalazłam koniczynkę czterolistną! – Krzyczała Młodsza.
– To będziesz mieć szczęście!
– Czyli znajdę drugą!

Ot, beztroska.

– Dziecko, twoje spodnie przypominają ścierkę mechanika!
– I przejmujesz się tym mamo?
– Nie wypiorę tego…
– Powtarzasz nam, że nie warto się przejmować tym, co za pięć lat nie będzie miało znaczenia! Bądź słowna!- Podsumowała sytuację Starsza.

Czy za pięć lat będę pamiętać kolor zniszczonych spodni podczas majówki? Czy za pięć lat będzie dla mnie miało znaczenie, w jakim proszku je prałam? Te niemiłosiernie brudne spodnie świadczyły o jej niewysłowionym szczęściu. To szaleństwo z innymi dziećmi i nie przejmowanie się szczegółami dotyczącymi garderoby sprawiło, że i z ust i z oczu nie schodził uśmiech!

Za pięć lat. Co dzieci będą pamiętać za pięć lat? Słońce, beztroskę, smak pierogów od pań z koła gospodyń wiejskich… Kolegów i koleżanki, których poznały i kilka chwil zintegrowane dzieci bawiły się patykami i liśćmi w nie wiem co, ale zajęło im to kilka godzin. Mam nadzieję, że te wspomnienie totalnej beztroski i akceptacji, pozwoli im wyrosnąć po prostu na fajnych, ciepłych i wyrozumiałych dla innych ludzi.

Lubię huśtawki. Czasami, kiedy jestem w pracy, wyskakuję na moment na pobliski ogródek jordanowski. Siadam na huśtawce, bujam się i pozwalam by wiatr rozczesał mi włosy. Wracam na chwilę do czasów dziecinnej beztroski. Minuty na huśtawce pozwalają mi oderwać się na chwilę od skomplikowanej i często ciężkiej teraźniejszości.  Nie żałuję, że nie mogę się cofnąć w czasie kiedy uczesana w dwa warkocze biegałam po polach pod zamojską wioską. Jestem wdzięczna za ten czas, który dał mi beztroskę i mam nadzieję, że moje dzieci, kiedyś docenią starania matki o ciepłe ich wspomnienia. Czas zweryfikuje czy jestem dobrą malarką przeszłości.

Avatea, mama Szkodników – Zapraszam na mój blog Szkodnikowo

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nie wyobrażam sobie życia bez oczyszczacza. Po prostu teraz mieszkając w mieście dzieje się coś strasznego :( u nas praktycznie non stop działa viktor od stadler form bo inaczej jakość powietrza byłaby tragiczna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Dziecko wśród dzikich zwierząt? Chyba mamy zwycięzcę w konkursie na (anty)ojca roku!


Przeglądając prasę z samego rana, zobaczyłam news, który wprost powalił mnie na kolana z wrażenia. Zachowanie pewnego ojca było tak niegodne pochwały, za to tak epatujące brakiem wyobraźni, że aż strach.

Już spieszę wyjaśnić. W zamojskim ogrodzie zoologicznym, dwa dni temu, lekkomyślny ojciec przełożył przez ogrodzenie dziecko na wybieg surykatek! Po prostu byłam w szoku, że on, ot tak, naraził dziecko na niebezpieczeństwo. Bo przecież fakt, że surykatki tak miło wyglądają, nie oznacza, że to są zwierzątka do przytulania!!! Ręce mi opadły! Cieszyć się tylko, że żadna nie zechciała zatopić zębów w rączce dziecka, bo z tego co wyczytałam, ten futrzak potrafi przegryźć rękawice spawalnicze.

Porażające i przerażające, do tej pory nie mogę zrozumieć, co kierowało tym ojcem? Może chciał przybliżyć dziecku dziką naturę? Wiadomo, przez telewizor zwierzaka nie dotkniesz. Albo na chwilę wyłączyło mu się myślenie oraz padło na wzrok, bo tabliczki z informacjami czego nie wolno robić w zoo, a także jego regulamin raczej nie został zauważony. A może raczej trzeba się cieszyć, że to “tylko” surykatki, a nie np. słonie czy niedźwiedź…

W sumie, nawet nie tłumaczcie, szkoda waszego wysiłku. Skoro przestrzegamy dzieci przed tym, aby nie wyciągały ręki do obcych psów czy kotów, bo różnie się to może skończyć, tym bardziej nie rozumiem takiej brawury. Tak czy inaczej, ojciec doczekał się wątpliwej sławy i w związku z tym, osobiście nominuję go na zwycięzcę w konkursie (anty)ojca roku. A jest dopiero maj!

Będę okrutna, ale od razu przyszło mi na myśl stare powiedzenie — głupich nie trzeba siać, sami się rodzą.

Źródło fotografii: www.facebook.com/ogrod.zoologiczny.zamosc

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. domyślam się, że tatuś ma, od dzieciństwa, sentyment do Timona! Ojciec może i dobry, tylko albo głupi albo zrobi zanim pomyśli, fakt jest jeden-gdybym swojego męża na tym zdjęciu zobaczyła, z moim dzieckiem za tym ogrodzeniem, to bym mu chyba sama tętnicę przegryzła!

  2. Chciał pewnie dobrze ale rozumu zabrakło…. Jak to zobaczyłam to pomyślałam że swojego chyba bym zabiła.

  3. Idiota jakich mało!

  4. Po 1 gdzie ci rodzice mają rozum a po 2 dlaczego w tym zoo zwierzęta nie są zabezpieczone … Potem się dziwią że ludzie tam wchodzą.

    https://www.instagram.com/eskucinska/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku