Emocje 18 stycznia 2016

500 zł na dziecko – nie będzie gotówki? Czym jeszcze nas zaskoczą?

500 zł na dziecko było jednym z najważniejszych haseł kampanii wyborczej. Niedawno pisałam Wam na czym ma polegać program Rodzina 500 plus – wtedy wszystko wydawało się w miarę jasne. Po odbyciu się konsultacji społecznych planowano ruszyć z wypłatami od kwietnia.
Czy tak się stanie? Zaczynam w to wątpić, gdy czytam o nowych koncepcjach dotyczących programu, np. tej najnowszej, że 500 zł na dziecko będzie trafiać na specjalne konto z wydaną do niego imienną kartą, z którego będzie można je wykorzystać na konkretne produkty.

Ale po co taki system?

Po to, żeby patologia nie wydawała tej kasy na wódkę, papierosy, dopalacze i inne używki! Albo, żeby zamożniejsi nie trwonili tych pieniędzy zamiast na dziecko, to na perfumy, elektroniczne gadżety, drogie ciuchy i inne zbytki!

Ja jednak uważam, że w Polsce z tych milionów ludzi, zdecydowana większość ciężko pracuje, poświęca się dzieciom i prędzej od ust sobie odejmie, niż nie zaspokoi ich potrzeb. Czy trzeba zakładać, że wszyscy są złodziejami, oszustami i pijakami? Tym bardziej, że pamiętajmy – założeniem programu nie jest pomoc najuboższym, ale dopłata do wychowania dzieci każdej rodzinie spełniającej kryteria. Nie ma więc chyba powodów żeby decydować za rodziców, na co będą pieniądze mogli wydawać. Nie znam danych, ale sądzę, że procent rodzin patologicznych jest jednak niewielki, a rodziny te są w jakimś stopniu kontrolowane przez MOPS. Poza tym nie każda rodzina wielodzietna (zresztą projekt dotyczy rodzin już z dwójką dzieci) jest biedna, a nie każda biedna rodzina jest patologiczną.

Na jakiej zasadzie miały by być kontrolowane wydatki?

O ile są pewne oczywistości – alkohol na pewno nie jest dla dzieci, to co z niezdrowymi chipsami, colą, fastfoodami, zupkami w proszku? Pewnie jakiś specjalista stworzy listę jedynie słusznych produktów, które będzie można kupić za te 500 zł. Kosmetyki dla niemowląt – tu nie ma wątpliwości, że są ok, ale martwię się, co z kosmetykami dla nie-dzieci, których może używać cała rodzina. Obawiam się, że polskie dziatki nie będą mogły też zjeść np. sushi w restauracji, bo taka żywność nie zostanie zaakceptowana 😉

Może zostanie wprowadzony w sklepach system, który będzie dokonywał weryfikacji zakupów wg kodu kreskowego – za część będzie można zapłacić tą specjalną kartą, a za resztę terminal zażąda pokrycia z innych środków. To taki mój luźny pomysł, ale jakże niedoskonały, bo czy każdy sklep będzie musiał tworzyć takie kategorie produktów „dozwolonych” i „zakazanych”, a ktoś potem będzie te sklepy sprawdzał, czy dobrze podzieliły?

A wracając do patologii, myślę, że jeśli ktoś będzie jednak chciał system wykiwać, to i tak to zrobi – bo najpierw kupi to, co państwo mu pozwoli, potem to sprzeda i wróci po flaszkę. Przedsiębiorcza patologia stworzy czarny rynek obrotu towarami kupionymi na kartę. Podobno teraz menelstwo sprzedaje bony z opieki, bo nie można na nie kupić wódki, przelicznik atrakcyjny, bo jest 1:2. Wkrótce ruszy sprzedaż pampersów – tanich pampersów!

A sam elektroniczny system?

Znacie w naszym kraju system, który został wprowadzony dobrze i szybko? System centralny łączący i obsługujący urzędy, sklepy i firmy będzie bardzo kosztowny! Najpierw trzeba go stworzyć, potem jeszcze jakieś przetargi np. na karty płatnicze, pewnie droga obsługa, lista sklepów, w których karta będzie honorowana… Poza tym wiele sklepów nie posiada terminali, nie mówiąc o zakupach na targu czy opłacenie obiadów w szkole, bądź też wypoczynku w małym pensjonacie. Nieprędko taki system by ruszył.

Oj nie prędko…

I czy nie o to w tym wszystkim chodzi – bo mam wrażenie, że niby dużo się o programie gada i choć projekt ustawy był podobno gotowy już od miesięcy, to pojawiają się ciągle nowe odsłony pomysłu. Trwają szerokie konsultacje społeczne, a każde ministerstwo zostało poproszone o wyrażenie opinii, więc będą spływać uwagi, sugestie lub absurdalne wymysły… Im dłużej będą napływać tym lepiej. Wiadomo – każdy miesiąc odwleczenia to przecież oszczędność w budżecie państwa (około 2 miliardów złotych każdego miesiąca). Koniec końców jeszcze okaże się, że po konsultacjach naród wcale tych 500 zł nie chce i pieniędzy nie zobaczymy ani w gotówce, ani nawet na karcie…

P.S. A zawsze uważałam siebie za optymistkę 😉

Subscribe
Powiadom o
guest

19 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Maćkiewicz
9 lat temu

W sumie co niektórym kontrola wydatków by się przydała żeby ta kasa była przeznaczona dla Dzieci a nie fajki alkohol itp

Anka Wajs
Anka Wajs
9 lat temu

Moim zdaniem i tak ich nie zobaczymy. Po tych wszystkich konsultacjach stwierdzą, że nie potrzebne nam te pieniążki, a oni przecież muszą wypłacić sowim ziomkom nagrody za „dobrą zmianę”

Emilia Kacperska
9 lat temu

Minister juz się wypowiadał.ma temat tej karty. To byk głupi pomysł Ziobry, który nie znalazł akceptacji

Monika Twardowska
9 lat temu

A jak udokumentować warzywa i owoce kupione na targu? Jaja że wsi? Albo jak zapłacić taką kartą za przedszkole lub wycieczkę dziecka w szkole?

Agata G-ska
9 lat temu

Niechby dali…ale weryfikować powinni w jakiś sposób.jednak taka inwigilacja też nie jest zbyt dobra

Karolina Rymarz
9 lat temu

… cos mi sie wierzyc nie chce ale nic… mogli by dawac bony do wykorzystywania z zastrzezeniem ze alkocholu czy papierosow nie wolno kupowac ale I tak jakos mo sie wierzyc noe bardzo chce

Monika Daria
9 lat temu

Bardzo dobry pomysł 🙂

Anna Maćkiewicz
9 lat temu

A czy wierzę nie nastawiam się aby te 500 zł zasililo nasz budżet ale w 100% by się przydało i czekam na decyzję rządu niecierpliwie 😉

Maria Ciahotna
9 lat temu

W Czechach jakiś czas temu wprowadzono syystem wypłaty zasiłków socjalnych (w tym również wychowawczego) na specjlane konta bankowe, każdy beneficjent otrzymał dodatkową kartę do pobierania pieniędzy z bankomatu – ludzie się buntowali, ponieważ nie dało się pobrać całej kwoty (zawsze jakieś drobne zostawały) – była też możliwość „automatycznego” przelewu ze specjalnego rachunku na swój rachunek – wybraliśmy oczywiścię tę opcję, ale specjalnego konta nie dało się pominąć – przetarg wygrał największy czeski bank, system po długim i bolesnym wprowadzaniu oczywiście poległ… Jak chcą wypłacić pieniądze, to nie będzie kłopotu (poza płynnością finansów), ale jeżeli się pokapowali, ze jednak trzeba bedzie… Czytaj więcej »

Ireneusz Wiśniewski

Ściema zlodzieje

Paulina Laskowska
9 lat temu

Świadczenie 500 zł na dziecko nie będzie wliczane do dochodu
http://m.onet.pl/wiadomosci/kraj,zg99dc

Oktawia Gala
9 lat temu

Nie wierze w nic co wymyslil pis;]

Aleksandra Adrienne Kubajewska

Pożyjemy I zobaczymy zresztą kogo nie stać na dziecko, to po co je ma…I rozsmiesza mnie święte oburzenie niektórych, a niech będzie to jakiś bon na zakupy(pieluchy czy środki czystosci, to nie ma być kasa na utrzymanie dziecka, tylko pomoc oraz zachęta by chcieli mieć potomstwo , utrzymanie dziecka i zabezpieczenie jego potrzeb to rola rodzicow :/

Jolcia Fasolcia
9 lat temu

a czyli ci rodzice to sobie maja wystrugac prace . Głupie myslenie . Zakładajac rodzine mozna miec wypłaty po 4 tysiące , ale to nie pomoze jak sie zakłady pracy zamyka i np po 8 latach człowiek zostaje wywalony na bruk. Co stego ze sie zyło dostatnio majac 4 dzieci jak potem ledwie sie wiaze koniec z koncem

Aleksandra Adrienne Kubajewska

Jak wszędzie…powstają nowe firmy, a stare padają i nie jest to nic nowego ale nie do państwa należy utrzymanie dzieci w całym kraju, ta kwota to tylko dodatek, a nie pieniądze na cale utrzymanie rodziny i pomysły rodziców ze na wszystkie dzieci…przecież logiczne jest to ze patologia będzie miała ich najwięcej a nie normalne rodziny…

Asia Kielas
9 lat temu

Ja jednego nie rozumiem..chcą wprowadzić ograniczenia typu lista produktów…ale z tego co gdzieś czytałam te pieniądze mają być dla dziecka do 18r.ż. i do tego czasu mamy kupować pieluchy i kaszki? Będą aktualizować listę co miesiąc zgodnie z wiekiem dziecka?

Mon Ka
9 lat temu

Typowa polka zawsze źle, co by nie było co by nie zrobili zawsze nie tak, ludzie opamietajcie się!

Dorota Michalek
9 lat temu

mnie by mogli sprawdzac i tak te pieniadze poszly by na angielski, basen itp

Agata Pavlinec
Agata Pavlinec
9 lat temu

Kwestia dobrego smaku, radości dziecka czy innych takich to w tym przypadku sprawa drugorzędna. Jestem dziennikarką parentingową i robiłam już naprawdę duży research w sprawie lakierów do paznokci. Konkluzja jest jedna – do mniej więcej siódmego roku życia tkanki dziecka chłoną wszystko jak leci i akumulują substancje toksyczne. Przez wiele lat masz więc piękną, zdrową córcię z czerwonymi paznkociami, a po kilka dekadach, nie wiadomo skąd, problemy z płodnością, zaburzenia hormonalne, nowotwory. I TAK, TO TWOJA WINA. Bo dziecku można pozwolić na czekoladkę czy bieganie boso po śniegu, ale nie na picie alkoholu czy smarowanie się najgorszą chemią. Mnie osobiście… Czytaj więcej »

Emocje 17 stycznia 2016

Chcesz pomóc chorym dzieciom przez Fb? Wykaż się się sercem, nie naiwnością

Ten tekst nie jest lekki, nie jest może nawet sprawiedliwy. Jednak zabieram głos, ponieważ od dłuższego czasu zalewa mnie na Fb fala różnych próśb o pomoc. Jednak poza współczuciem i chęcią działania, coraz częściej powoduje to u mnie irytację.

Dla jasności, osobiście uważam, że państwo polskie w zakresie pomocy ciężko chorym (nie tylko dzieciom) nie funkcjonuje dobrze. Więc my, zdrowi, jeśli mamy możliwość powinniśmy pomagać potrzebującym, bo mało kto milionerem się rodzi, a zebrać na leczenie np. 600 000 PLN w krótkim czasie, to nie pstryknięcie palcami. Życie dzieci szacowane jest i na większe sumy, które odbierają dech w piersi przerażonym rodzicom. Bo co wtedy? Ukraść, sprzedać wszystko, oddać nerkę na czarnym rynku żeby dziecko miało szansę żyć? A może prosić na wpół z upokorzeniem, na wpół z nadzieją, jeszcze raz prosić ludzi, znajomych i zupełnie obcych o pomoc. Fundacje, kwesty, prywatne prośby, portale społecznościowe – każda z tych metod może przynieść oczekiwany efekt.

Polajkuj, udostępnij, to nic nie kosztuje a możesz pomóc? Nie zawsze niestety, bo ludzie z samej zasady udostępniają, ale nie wiedzą co. I jaka to pomoc, na pokaz? Bo jak rozumiem, skoro bezmyślnie udostępniasz, nie przeczytasz nawet, to nie obchodzi cię ani ta osoba ani realna pomoc dla niej. Może robisz to bo wypada, a może myślisz że ktoś inny dzięki tobie pomoże. Kilka dni temu ciśnienie mi się podniosło, gdy moja znajoma udostępniła post z prośbą o pomoc dla dziewczynki, która jakiś czas temu zmarła, nie doczekując potrzebnego leczenia. A ciemny lud nie sprawdzi, nic nie wie, ale puszcza w obieg. I ta sama prośba, już od ponad roku nieaktualna, co rusz udostępniana na nowo krąży po fejsie. Pomóż, pomóż…

Inny “grzech” wrażliwych na krzywdę ludzką internautów, to podawanie zdjęć ciężko okaleczonych dzieci, zapłakanych matek którym na imię Rozpacz, tulących swoje małe “Nieszczęścia”. I znów prośba o pomoc. Tylko jak do cholery mam pomóc, jeśli udostępniacie samo zdjęcie z podpisem? A gdzie dane, imię nazwisko, fundacja, która zbiera fundusze na leczenie? No właśnie, nie ma.

Ktoś wrzuca zdjęcie z hasłem daj lajka= 1 zł, komentarz =2 zł, udostępnij =3 zł. Ja też tak robiłam, bo przecież pomagasz, a to nic nie kosztuje. Ale kto sumuje statystyki, kto wypłaca te pieniądze i komu? O naiwności, zamiast pomóc afrykańskim dzieciom, narażałam się na wykorzystywanie moich danych osobowych, co w mocnych słowach wytłumaczył mi znajomy informatyk – a myślę że chłopak wie o czym mówi.

Jest jeszcze inne oblicze fejsbukowych próśb o pomoc i tworzenia stron opowiadających o walce z chorobą. Też mam takie u siebie polubione, ale aktywności na nich nie traktuje jako udziału w reality show, w którym najwyższą stawką jest życie dziecka. Tam chodzi o coś innego, poza pomocą, oswaja się także społeczeństwo z chorobą, pokazuje, że można godnie żyć. Ale są i matki, które tworząc profile swoich dzieci, odzierają je z godności. Byłam naprawdę wściekła, gdy zobaczyłam stronę dzieciątka, które urodziło się z poważną wadą układu moczowego. Ktoś umieścił na profilowym zdjęcie malca, nagie od pasa, z rurką wychodzącą z powłok brzusznych, odprowadzającą mocz do wiaderka… Nie wiem czemu to miało służyć?! Nie wzbudziło to mojego współczucia, ale odrazę. Odrazę nie do kalekiego maluszka, tylko do bezmyślności najbliższych, którzy godzą się na upokorzenie syna, nawet w szczytnym celu.

Mam tylko jedną nadzieję, że pomoc jaką okazujecie potrzebującym, do czegoś doprowadzi. Ze świadomie przekazujecie fundusze oraz wsparcie tym, którzy na to czekają, że zwyczajnie sprawdzacie, komu chcecie pomóc. Nie działajcie mechanicznie, bezmyślne przekazywanie dawno nieaktualnych, bądź w rzeczywistości niezaistniałych próśb, nie przynosi nikomu splendoru.

Subscribe
Powiadom o
guest

16 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Ewa
Ewa
9 lat temu

Jak najbardziej się zgadzam z Tobą. Mnie trafia, jak ludzie udostępniają tekst „jestem matką/ojcem XY bóg pobłogosławił nas dzieckiem, niestety jest chore…” łańcuszki ze zdjęciem chorego dziecka, to chyba najgorsze. Jeśli mamy i chcemy komuś pomóc, to rozejrzyjmy się w najbliższej okolicy – to będzie najlepsza pomoc. Ja tak właśnie robię, koleżanki córka ma mukowiscydozę, jeden z dobrych znajomych, jest po urazie rdzenia kręgowego i do tego ma raka, kilkoro znajomych jeździ na wózkach… potrzebują czasem pomocy innych – więc Im pomagam. Nie szukajmy daleko – najlepiej znaleźć w bliskim otoczeniu. I po prostu pomóc. A jeśli nie mamy nikogo… Czytaj więcej »

Magdalena Romańczuk

Tak, zawsze sprawdzam zanim coś udostepnię

W roli mamy - wrolimamy.pl

Życzyłabym sobie, by każdy miał na tyle czasu i świadomości, by to robił.

Roksana Gorajczyk
9 lat temu

zawsze sprawdzam szczegóły zanim udostępnie i tak samo krew mnie zalewa jak inni udostępniają wszystko jak leci nie patrząc na to czy to dziecko żyje, czy pomoc nadal jest potrzebna itp.

anonim!
anonim!
9 lat temu

Dobre żarty! Wolę dodać coś nieaktualnego niż nieć wyrzuty sumienia! Autorka chyba chce mieć jakieś biedne dziecko na sumieniu!!!!! Udostępnianie to duża pomoc, i ja wierze, że ktoś za to płaci dla tych dzieci. Pewnie jakiś Owsiak ją podpłacił, żeby dla niego więcej kasy poszło!!!!

Aneta Jóźwiak
Aneta Jóźwiak
9 lat temu
Reply to  anonim!

Naprawdę, na tyle cię stać? Jeszcze się ukrywasz? A może zróbmy zbiórkę dla ciebie co? Ślepe udostępnianie nic nie daje, trzeba jeszcze wejść na swoje konto i zrobić przelew, albo pomóc starszej sąsiadce wnieść zakupy na 4 piętro!

Anonim!
Anonim!
9 lat temu

To moja sprawa czy się podpiszę czy nie, z tego co zauważyłam to część autorek też nie podpisuje się z imienia i nazwiska więc nie czuję potrzeby się pospisywać.
Wracając do sprawy to skoro ktoś wrzuca coś do udostępniania to znaczy, że to pomaga potrzebującym! A ja pomocy nie potrzebuję! Dziękuję za ofertę…..

Sylwia
Sylwia
9 lat temu

udostępnianie to nie wpłacanie pieniędzy a jedynie informacja że ktoś pomocy potrzebuje, nie myl pojęć anonimie

Ja to ja
Ja to ja
9 lat temu
Reply to  anonim!

To tak, przecież czytanie boli oczy, a myślenie mózg, lepiej walić ślepakami na oślep niż wymierzyć działaniem raz a skutecznie. taka to jest właśnie „pomoc” nikomu niepotrzebna. Nie życzę ci anonimie, żeby ktoś kiedyś tobie albo twoim dzieciom pomagał. Żenujące podejście.

Joanna Ścierska
Joanna Ścierska
9 lat temu

Anonimie! Pamiętaj, że człowiek że wsi wyjdzie ale wieś z człowieka nigdy! Weź sobie to do serca. Następnym razem zanim coś napiszesz, przemysl to!

Agnieszka Czubak
9 lat temu

Mnie przeraża to, że wiele razy znajomi udostępniają apele o pomoc – ale nie są one powiązane z oficjalnymi profilami dzieci lub zbiórkami pieniędzy. Tzw. farmy fanów wyczuły interes życia.

Aneta Kurek
9 lat temu

Ja sprawdzam. Co więcej – staram się pomagać dzieciom, na które zbiórki prowadzone są przez organizacje pozarządowe, podające ile zostało już zebrane, ile trzeba zebrać, jak postępuje leczenie. Wtedy wiem, że moja pomoc trafia tam, gdzie trzeba.
Poza tym zgadzam się z autorka tekstu – powinno się czytać to, co się udostępnia – zwłaszcza jeżeli są to apele o pomoc. Dlaczego?
Bo często pod zbiórki podszywają się oszuści, wyłudzający od chcących pomóc ludzi pieniądze. I zdarza się to dość często.

Anna Katarzyna
9 lat temu

dokładnie!

Agata Masłowska
Agata Masłowska
8 lat temu

Warto pomagać innym, zwłaszcza jak widzi się efekty takiej pomocy. Już od jakiegoś czasu staram się wspierać fundację Razem Łatwiej. Urzekła mnie historia fundacji i to, co robią dla innych. Fajnie jest być częścią tego.

Emilia Borkowska
Emilia Borkowska
7 lat temu

Amelia (ur. 03.11.2013) choruje na mózgowe porażenie dziecięce czterokończynowe i epilepsję. U dziewczynki stwierdzono także hipotrofię II stopnia i znaczne niedowidzenie. Amelka może być choć trochę samodzielna W wyniku choroby rozwój psychoruchowy Amelki jest znacznie opóźniony, wymaga ona stałej opieki osoby dorosłej. Dziewczynka nie chodzi, samodzielnie nie siedzi i nie przekręca się. Jednak dzięki intensywnej rehabilitacji robi coraz większe postępy. Uczy się chwytać zabawki i próbuje bawić się nimi. Jej wzrok uległ znacznej poprawie, zaczyna dostrzegać wokół siebie swoich najbliższych. Dziewczynka powoli zaczyna też mówić. Nadal ma jednak problemy z wyrażaniem swoich potrzeb i emocji. Specjalistyczne leczenie jest dla niej… Czytaj więcej »

Dariusz
Dariusz
5 lat temu

Napiszę tak….Nie jestem w stanie po 9 godzinach pracy fizycznej na wysokościach i po przyjściu do domu pracach biurowych -prowadzę firmę …. czytać czy ktoś jest chory na to czy na coś innego.Chcę pomagać ale nie ma możliwości przesiewu sprawiedliwych i uczciwych od naciągaczy …Nie ma takiej fizycznej opcji .Udostępniając myślę sobie no ja już na kogoś przelałem teraz pora na innych ,,,,,,,,,I udostepniam ..A za udostepnienie ponoć też kasiura jest dla CHOREGO

Emocje 15 stycznia 2016

Gra o śmierci dziecka. Dziękuję, nie zagram!

That Dragon, Cancer to gra komputerowa o rodzicach, kilkuletnim dziecku i nowotworze, z którym toczą wojnę. Syn twórcy gry – Ryana Green – zmarł w wieku pięciu lat po czterech latach zmagania się z rakiem. Niewątpliwie jest to zupełnie nowy, oryginalny, ale i kontrowersyjny sposób przedstawiający nie tylko walkę i życie z chorobą, ale i śmierć, która jest jej wynikiem.

W grę nie grałam, a wszelką wiedzę na jej temat posiadam z internetu. Z tego co wyczytałam, jest to rodzaj gry przygodowej, składającej się ze scen, które pozwalają wczuć się w traumatyczne przeżycia rodziców w czasie, gdy dziecko ciężko choruje. Gra rozpoczyna się zabawą, której towarzyszą dźwięki śmiechu chłopczyka z archiwalnych domowych nagrań autora gry. Nagle – jak w życiu – pojawia się wyrok – diagnoza – nowotwór. I dalej snuje się interaktywny film o nadziei w najbardziej ciężkich okolicznościach i godzeniu się z nieszczęściami zadawanymi przez los. 

That-Dragon-Cancer 2

Czytając opis gry i wgłębiając się w historię chorego chłopca miałam ciarki. Bo to chyba normalne, że serce się ściska, gdy słyszy się o raku, szczególnie, gdy dotyka dziecko. A zaraz potem pojawiło się w głowie pytanie, czy normalne jest to, że chce się wirtualnie przeżyć taką tragedię? Czy można dobrowolnie chcieć wczuwać się w fizyczny i psychiczny ból bohaterów gry? Na własne życzenie przeżywać takie emocje? Nie!!! Chyba nie… Nie wiem…

Powstało już tyle książek i filmów o dokładnie takim samym cierpieniu. Ba, sama takie czytałam i oglądałam… i ryczałam strasznie. I nikt mnie nie zmuszał by sięgnąć po taką tematykę. Od zawsze literatura, teatr, kino – szeroko pojęta sztuka dotyka kwestii bólu i przemijania. Może to jest tak, że czasem chcemy zostać poruszeni, wstrząśnięci i potrzebujemy aż tak wzruszających przeżyć? Czyli może taka nowatorska forma przekazu, jaką jest komputerowa gra też ma prawo by się obronić? Może nie trzeba być masochistą, żeby dobrowolnie wczuwać się w coś, czego nikt nie chce doświadczać?

That-Dragon-Cancer-1

Stawiam pytania, na które nie znam odpowiedzi. W filmach i książkach przywykliśmy do różnych wstrząsających obrazów, wzruszających historii o miłości, cierpieniu i nadziei, a świat gier mi osobiście kojarzy się jednak przede wszystkim z rozrywką. Z drugiej strony rośnie nam pokolenie, które w dużej mierze wychowuje się na grach wideo i dla nich taki sposób poruszenia problemu choroby i śmierci będzie bardziej wartościowy niż inny przekaz. Zdziwiła mnie natomiast bardzo informacja na jednej ze stron, że gra nie ma ograniczeń wiekowych. Biorąc pod uwagę jest tematykę nie wyobrażam sobie by mogło w nią grać dziecko. Wprawdzie dzieci dorastają obecnie szybciej, nie oznacza to, że są już gotowe, by udźwignąć w taki sposób pewnie problemy. Ciężkie sprawy tego świata mogą poczekać. Wiem też jedno, ja sama – na ten moment nie jestem gotowa by sięgnąć po taką grę. A Ty?

Subscribe
Powiadom o
guest

14 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Joanna Jaszczyk
9 lat temu

To nie typowa gra a animacja upamiętniająca konkretne dziecko zmarle z powodu nowotworu. Jeśli rodzice chcieli w ten sposób upamiętnienić synka, to dlaczego ktoś nie miałby tego oglądać

Magda Pawlak
9 lat temu

Wszędzie figuruje jako gra, czyli wymaga od użytkownika jakichś działań/rozwiązań. Sama animacja tego nie wymusza 🙂

W roli mamy - wrolimamy.pl

Magda Pawlak ja myślę, że to jakaś nowatorska forma przekazu, niby gra a bardziej interaktywny film, bo na nic nie masz wpływu tak naprawdę, niby kręcisz kołem, ale i tak za każdym razem wylosujesz raka, tak to widzę.

Justyna Latosińska
9 lat temu

Nie zagralabym w to nigdy

Żaklina Kańczucka
9 lat temu

Ja nie dźwigam, takich tematów, ledwie przetrzymuję w emocjach filmy, bo to jest straszne. A grać lub w podobny sposób się angażować? Mnie to niepotrzebne, i bez tego doceniam życie moich dzieci.

Basia Kłodnicka
9 lat temu

Nie!

Aneta Jóźwiak
Aneta Jóźwiak
9 lat temu

Nie gram w gry na komputerze. Temat też trudny. Jeśli to była dla nich terapia to ok.

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu

Anna Szpak Marcinkiewicz napisała coś, co rzuca jeszcze inne światło na kwestię – zagrać – nie zagrać” „Jeśli nie cieszy nas śmiech naszego dziecka,jeśli wolimy kupić mu kolejną super zabawkę, niż spędzić z nim popołudnie, jeśli drażnią nas porozrzucane zabawki, i kiedy klniemy bo trzeba uszyć dziecku strój na bal karnawałowy….. Kiedy budząc się i zasypiając i budząc się, nie myślimy o naszym synu lub córce, jak o największym darze – WTEDY POWINNIŚMY ZAGRAĆ. Poznamy wtedy inny wymiar, i to, jak wygląda życie kiedy ktoś najważniejszy odchodzi. Ja bym zagrała, bo mogę mówić jedynie o sobie, wtedy gdy dzieci zaczęłyby… Czytaj więcej »

ja
ja
9 lat temu

A ja poszłam do psychologa. To lepsze rozwiązanie niż narażanie siebie na traumatyczne przeżycia, bo one przecież problemu nie rozwiążą.

Magda
Magda
9 lat temu

Faktycznie – zmienia to postać rzeczy całkowicie!

Milena Kamińska
9 lat temu

Nie dla mnie

Hanna Szajda
Hanna Szajda
9 lat temu

Chciałabym zagrać…

Hanna Szajda
Hanna Szajda
9 lat temu

Czy polska wersja jest dostępna?

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close