Emocje 17 stycznia 2016

Chcesz pomóc chorym dzieciom przez Fb? Wykaż się się sercem, nie naiwnością

Ten tekst nie jest lekki, nie jest może nawet sprawiedliwy. Jednak zabieram głos, ponieważ od dłuższego czasu zalewa mnie na Fb fala różnych próśb o pomoc. Jednak poza współczuciem i chęcią działania, coraz częściej powoduje to u mnie irytację.

Dla jasności, osobiście uważam, że państwo polskie w zakresie pomocy ciężko chorym (nie tylko dzieciom) nie funkcjonuje dobrze. Więc my, zdrowi, jeśli mamy możliwość powinniśmy pomagać potrzebującym, bo mało kto milionerem się rodzi, a zebrać na leczenie np. 600 000 PLN w krótkim czasie, to nie pstryknięcie palcami. Życie dzieci szacowane jest i na większe sumy, które odbierają dech w piersi przerażonym rodzicom. Bo co wtedy? Ukraść, sprzedać wszystko, oddać nerkę na czarnym rynku żeby dziecko miało szansę żyć? A może prosić na wpół z upokorzeniem, na wpół z nadzieją, jeszcze raz prosić ludzi, znajomych i zupełnie obcych o pomoc. Fundacje, kwesty, prywatne prośby, portale społecznościowe – każda z tych metod może przynieść oczekiwany efekt.

Polajkuj, udostępnij, to nic nie kosztuje a możesz pomóc? Nie zawsze niestety, bo ludzie z samej zasady udostępniają, ale nie wiedzą co. I jaka to pomoc, na pokaz? Bo jak rozumiem, skoro bezmyślnie udostępniasz, nie przeczytasz nawet, to nie obchodzi cię ani ta osoba ani realna pomoc dla niej. Może robisz to bo wypada, a może myślisz że ktoś inny dzięki tobie pomoże. Kilka dni temu ciśnienie mi się podniosło, gdy moja znajoma udostępniła post z prośbą o pomoc dla dziewczynki, która jakiś czas temu zmarła, nie doczekując potrzebnego leczenia. A ciemny lud nie sprawdzi, nic nie wie, ale puszcza w obieg. I ta sama prośba, już od ponad roku nieaktualna, co rusz udostępniana na nowo krąży po fejsie. Pomóż, pomóż…

Inny “grzech” wrażliwych na krzywdę ludzką internautów, to podawanie zdjęć ciężko okaleczonych dzieci, zapłakanych matek którym na imię Rozpacz, tulących swoje małe “Nieszczęścia”. I znów prośba o pomoc. Tylko jak do cholery mam pomóc, jeśli udostępniacie samo zdjęcie z podpisem? A gdzie dane, imię nazwisko, fundacja, która zbiera fundusze na leczenie? No właśnie, nie ma.

Ktoś wrzuca zdjęcie z hasłem daj lajka= 1 zł, komentarz =2 zł, udostępnij =3 zł. Ja też tak robiłam, bo przecież pomagasz, a to nic nie kosztuje. Ale kto sumuje statystyki, kto wypłaca te pieniądze i komu? O naiwności, zamiast pomóc afrykańskim dzieciom, narażałam się na wykorzystywanie moich danych osobowych, co w mocnych słowach wytłumaczył mi znajomy informatyk – a myślę że chłopak wie o czym mówi.

Jest jeszcze inne oblicze fejsbukowych próśb o pomoc i tworzenia stron opowiadających o walce z chorobą. Też mam takie u siebie polubione, ale aktywności na nich nie traktuje jako udziału w reality show, w którym najwyższą stawką jest życie dziecka. Tam chodzi o coś innego, poza pomocą, oswaja się także społeczeństwo z chorobą, pokazuje, że można godnie żyć. Ale są i matki, które tworząc profile swoich dzieci, odzierają je z godności. Byłam naprawdę wściekła, gdy zobaczyłam stronę dzieciątka, które urodziło się z poważną wadą układu moczowego. Ktoś umieścił na profilowym zdjęcie malca, nagie od pasa, z rurką wychodzącą z powłok brzusznych, odprowadzającą mocz do wiaderka… Nie wiem czemu to miało służyć?! Nie wzbudziło to mojego współczucia, ale odrazę. Odrazę nie do kalekiego maluszka, tylko do bezmyślności najbliższych, którzy godzą się na upokorzenie syna, nawet w szczytnym celu.

Mam tylko jedną nadzieję, że pomoc jaką okazujecie potrzebującym, do czegoś doprowadzi. Ze świadomie przekazujecie fundusze oraz wsparcie tym, którzy na to czekają, że zwyczajnie sprawdzacie, komu chcecie pomóc. Nie działajcie mechanicznie, bezmyślne przekazywanie dawno nieaktualnych, bądź w rzeczywistości niezaistniałych próśb, nie przynosi nikomu splendoru.

Subscribe
Powiadom o
guest

16 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Ewa
Ewa
9 lat temu

Jak najbardziej się zgadzam z Tobą. Mnie trafia, jak ludzie udostępniają tekst „jestem matką/ojcem XY bóg pobłogosławił nas dzieckiem, niestety jest chore…” łańcuszki ze zdjęciem chorego dziecka, to chyba najgorsze. Jeśli mamy i chcemy komuś pomóc, to rozejrzyjmy się w najbliższej okolicy – to będzie najlepsza pomoc. Ja tak właśnie robię, koleżanki córka ma mukowiscydozę, jeden z dobrych znajomych, jest po urazie rdzenia kręgowego i do tego ma raka, kilkoro znajomych jeździ na wózkach… potrzebują czasem pomocy innych – więc Im pomagam. Nie szukajmy daleko – najlepiej znaleźć w bliskim otoczeniu. I po prostu pomóc. A jeśli nie mamy nikogo… Czytaj więcej »

Magdalena Romańczuk

Tak, zawsze sprawdzam zanim coś udostepnię

W roli mamy - wrolimamy.pl

Życzyłabym sobie, by każdy miał na tyle czasu i świadomości, by to robił.

Roksana Gorajczyk
9 lat temu

zawsze sprawdzam szczegóły zanim udostępnie i tak samo krew mnie zalewa jak inni udostępniają wszystko jak leci nie patrząc na to czy to dziecko żyje, czy pomoc nadal jest potrzebna itp.

anonim!
anonim!
9 lat temu

Dobre żarty! Wolę dodać coś nieaktualnego niż nieć wyrzuty sumienia! Autorka chyba chce mieć jakieś biedne dziecko na sumieniu!!!!! Udostępnianie to duża pomoc, i ja wierze, że ktoś za to płaci dla tych dzieci. Pewnie jakiś Owsiak ją podpłacił, żeby dla niego więcej kasy poszło!!!!

Aneta Jóźwiak
Aneta Jóźwiak
9 lat temu
Reply to  anonim!

Naprawdę, na tyle cię stać? Jeszcze się ukrywasz? A może zróbmy zbiórkę dla ciebie co? Ślepe udostępnianie nic nie daje, trzeba jeszcze wejść na swoje konto i zrobić przelew, albo pomóc starszej sąsiadce wnieść zakupy na 4 piętro!

Anonim!
Anonim!
9 lat temu

To moja sprawa czy się podpiszę czy nie, z tego co zauważyłam to część autorek też nie podpisuje się z imienia i nazwiska więc nie czuję potrzeby się pospisywać.
Wracając do sprawy to skoro ktoś wrzuca coś do udostępniania to znaczy, że to pomaga potrzebującym! A ja pomocy nie potrzebuję! Dziękuję za ofertę…..

Sylwia
Sylwia
9 lat temu

udostępnianie to nie wpłacanie pieniędzy a jedynie informacja że ktoś pomocy potrzebuje, nie myl pojęć anonimie

Ja to ja
Ja to ja
9 lat temu
Reply to  anonim!

To tak, przecież czytanie boli oczy, a myślenie mózg, lepiej walić ślepakami na oślep niż wymierzyć działaniem raz a skutecznie. taka to jest właśnie „pomoc” nikomu niepotrzebna. Nie życzę ci anonimie, żeby ktoś kiedyś tobie albo twoim dzieciom pomagał. Żenujące podejście.

Joanna Ścierska
Joanna Ścierska
9 lat temu

Anonimie! Pamiętaj, że człowiek że wsi wyjdzie ale wieś z człowieka nigdy! Weź sobie to do serca. Następnym razem zanim coś napiszesz, przemysl to!

Agnieszka Czubak
9 lat temu

Mnie przeraża to, że wiele razy znajomi udostępniają apele o pomoc – ale nie są one powiązane z oficjalnymi profilami dzieci lub zbiórkami pieniędzy. Tzw. farmy fanów wyczuły interes życia.

Aneta Kurek
9 lat temu

Ja sprawdzam. Co więcej – staram się pomagać dzieciom, na które zbiórki prowadzone są przez organizacje pozarządowe, podające ile zostało już zebrane, ile trzeba zebrać, jak postępuje leczenie. Wtedy wiem, że moja pomoc trafia tam, gdzie trzeba.
Poza tym zgadzam się z autorka tekstu – powinno się czytać to, co się udostępnia – zwłaszcza jeżeli są to apele o pomoc. Dlaczego?
Bo często pod zbiórki podszywają się oszuści, wyłudzający od chcących pomóc ludzi pieniądze. I zdarza się to dość często.

Anna Katarzyna
9 lat temu

dokładnie!

Agata Masłowska
Agata Masłowska
8 lat temu

Warto pomagać innym, zwłaszcza jak widzi się efekty takiej pomocy. Już od jakiegoś czasu staram się wspierać fundację Razem Łatwiej. Urzekła mnie historia fundacji i to, co robią dla innych. Fajnie jest być częścią tego.

Emilia Borkowska
Emilia Borkowska
7 lat temu

Amelia (ur. 03.11.2013) choruje na mózgowe porażenie dziecięce czterokończynowe i epilepsję. U dziewczynki stwierdzono także hipotrofię II stopnia i znaczne niedowidzenie. Amelka może być choć trochę samodzielna W wyniku choroby rozwój psychoruchowy Amelki jest znacznie opóźniony, wymaga ona stałej opieki osoby dorosłej. Dziewczynka nie chodzi, samodzielnie nie siedzi i nie przekręca się. Jednak dzięki intensywnej rehabilitacji robi coraz większe postępy. Uczy się chwytać zabawki i próbuje bawić się nimi. Jej wzrok uległ znacznej poprawie, zaczyna dostrzegać wokół siebie swoich najbliższych. Dziewczynka powoli zaczyna też mówić. Nadal ma jednak problemy z wyrażaniem swoich potrzeb i emocji. Specjalistyczne leczenie jest dla niej… Czytaj więcej »

Dariusz
Dariusz
5 lat temu

Napiszę tak….Nie jestem w stanie po 9 godzinach pracy fizycznej na wysokościach i po przyjściu do domu pracach biurowych -prowadzę firmę …. czytać czy ktoś jest chory na to czy na coś innego.Chcę pomagać ale nie ma możliwości przesiewu sprawiedliwych i uczciwych od naciągaczy …Nie ma takiej fizycznej opcji .Udostępniając myślę sobie no ja już na kogoś przelałem teraz pora na innych ,,,,,,,,,I udostepniam ..A za udostepnienie ponoć też kasiura jest dla CHOREGO

Emocje 15 stycznia 2016

Gra o śmierci dziecka. Dziękuję, nie zagram!

That Dragon, Cancer to gra komputerowa o rodzicach, kilkuletnim dziecku i nowotworze, z którym toczą wojnę. Syn twórcy gry – Ryana Green – zmarł w wieku pięciu lat po czterech latach zmagania się z rakiem. Niewątpliwie jest to zupełnie nowy, oryginalny, ale i kontrowersyjny sposób przedstawiający nie tylko walkę i życie z chorobą, ale i śmierć, która jest jej wynikiem.

W grę nie grałam, a wszelką wiedzę na jej temat posiadam z internetu. Z tego co wyczytałam, jest to rodzaj gry przygodowej, składającej się ze scen, które pozwalają wczuć się w traumatyczne przeżycia rodziców w czasie, gdy dziecko ciężko choruje. Gra rozpoczyna się zabawą, której towarzyszą dźwięki śmiechu chłopczyka z archiwalnych domowych nagrań autora gry. Nagle – jak w życiu – pojawia się wyrok – diagnoza – nowotwór. I dalej snuje się interaktywny film o nadziei w najbardziej ciężkich okolicznościach i godzeniu się z nieszczęściami zadawanymi przez los. 

That-Dragon-Cancer 2

Czytając opis gry i wgłębiając się w historię chorego chłopca miałam ciarki. Bo to chyba normalne, że serce się ściska, gdy słyszy się o raku, szczególnie, gdy dotyka dziecko. A zaraz potem pojawiło się w głowie pytanie, czy normalne jest to, że chce się wirtualnie przeżyć taką tragedię? Czy można dobrowolnie chcieć wczuwać się w fizyczny i psychiczny ból bohaterów gry? Na własne życzenie przeżywać takie emocje? Nie!!! Chyba nie… Nie wiem…

Powstało już tyle książek i filmów o dokładnie takim samym cierpieniu. Ba, sama takie czytałam i oglądałam… i ryczałam strasznie. I nikt mnie nie zmuszał by sięgnąć po taką tematykę. Od zawsze literatura, teatr, kino – szeroko pojęta sztuka dotyka kwestii bólu i przemijania. Może to jest tak, że czasem chcemy zostać poruszeni, wstrząśnięci i potrzebujemy aż tak wzruszających przeżyć? Czyli może taka nowatorska forma przekazu, jaką jest komputerowa gra też ma prawo by się obronić? Może nie trzeba być masochistą, żeby dobrowolnie wczuwać się w coś, czego nikt nie chce doświadczać?

That-Dragon-Cancer-1

Stawiam pytania, na które nie znam odpowiedzi. W filmach i książkach przywykliśmy do różnych wstrząsających obrazów, wzruszających historii o miłości, cierpieniu i nadziei, a świat gier mi osobiście kojarzy się jednak przede wszystkim z rozrywką. Z drugiej strony rośnie nam pokolenie, które w dużej mierze wychowuje się na grach wideo i dla nich taki sposób poruszenia problemu choroby i śmierci będzie bardziej wartościowy niż inny przekaz. Zdziwiła mnie natomiast bardzo informacja na jednej ze stron, że gra nie ma ograniczeń wiekowych. Biorąc pod uwagę jest tematykę nie wyobrażam sobie by mogło w nią grać dziecko. Wprawdzie dzieci dorastają obecnie szybciej, nie oznacza to, że są już gotowe, by udźwignąć w taki sposób pewnie problemy. Ciężkie sprawy tego świata mogą poczekać. Wiem też jedno, ja sama – na ten moment nie jestem gotowa by sięgnąć po taką grę. A Ty?

Subscribe
Powiadom o
guest

14 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Joanna Jaszczyk
9 lat temu

To nie typowa gra a animacja upamiętniająca konkretne dziecko zmarle z powodu nowotworu. Jeśli rodzice chcieli w ten sposób upamiętnienić synka, to dlaczego ktoś nie miałby tego oglądać

Magda Pawlak
9 lat temu

Wszędzie figuruje jako gra, czyli wymaga od użytkownika jakichś działań/rozwiązań. Sama animacja tego nie wymusza 🙂

W roli mamy - wrolimamy.pl

Magda Pawlak ja myślę, że to jakaś nowatorska forma przekazu, niby gra a bardziej interaktywny film, bo na nic nie masz wpływu tak naprawdę, niby kręcisz kołem, ale i tak za każdym razem wylosujesz raka, tak to widzę.

Justyna Latosińska
9 lat temu

Nie zagralabym w to nigdy

Żaklina Kańczucka
9 lat temu

Ja nie dźwigam, takich tematów, ledwie przetrzymuję w emocjach filmy, bo to jest straszne. A grać lub w podobny sposób się angażować? Mnie to niepotrzebne, i bez tego doceniam życie moich dzieci.

Basia Kłodnicka
9 lat temu

Nie!

Aneta Jóźwiak
Aneta Jóźwiak
9 lat temu

Nie gram w gry na komputerze. Temat też trudny. Jeśli to była dla nich terapia to ok.

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu

Anna Szpak Marcinkiewicz napisała coś, co rzuca jeszcze inne światło na kwestię – zagrać – nie zagrać” „Jeśli nie cieszy nas śmiech naszego dziecka,jeśli wolimy kupić mu kolejną super zabawkę, niż spędzić z nim popołudnie, jeśli drażnią nas porozrzucane zabawki, i kiedy klniemy bo trzeba uszyć dziecku strój na bal karnawałowy….. Kiedy budząc się i zasypiając i budząc się, nie myślimy o naszym synu lub córce, jak o największym darze – WTEDY POWINNIŚMY ZAGRAĆ. Poznamy wtedy inny wymiar, i to, jak wygląda życie kiedy ktoś najważniejszy odchodzi. Ja bym zagrała, bo mogę mówić jedynie o sobie, wtedy gdy dzieci zaczęłyby… Czytaj więcej »

ja
ja
9 lat temu

A ja poszłam do psychologa. To lepsze rozwiązanie niż narażanie siebie na traumatyczne przeżycia, bo one przecież problemu nie rozwiążą.

Magda
Magda
9 lat temu

Faktycznie – zmienia to postać rzeczy całkowicie!

Milena Kamińska
9 lat temu

Nie dla mnie

Hanna Szajda
Hanna Szajda
9 lat temu

Chciałabym zagrać…

Hanna Szajda
Hanna Szajda
9 lat temu

Czy polska wersja jest dostępna?

Emocje 14 stycznia 2016

Spraw by Twój prezent dla noworodka nie wylądował w kącie!

Prezent dla noworodka to nie lada wyzwanie, szczególnie jeśli sam/a nie masz jeszcze dziecka i nie możesz pokierować się własnym doświadczeniem w wyborze tego co może być niezbędne lub po prostu przydatne dla maluszka i jego rodziców. Najprościej oczywiście jest spytać wprost – czego Wam brakuje? Jednak nie wszyscy są na tyle asertywni by śmiało powiedzieć – nie mamy jeszcze pościeli, albo – przydałaby nam się niania elektroniczna. Dlatego czasem musisz trochę pogłówkować, tym bardziej jeśli lubisz być oryginalny/a i nie chcesz by Twój podarunek wylądował w kącie, tuż obok innych, powielanych lub niepraktycznych gadżetów. 

Ponieważ jestem już mamą jednego dzieciątka, a niebawem powitam na świecie drugie ( w związku z czym jestem w trakcie kompletowania wyprawki i tworzenia listy życzeń, tzn. tego o czym marzę, a niekoniecznie sama sobie sprawię), bazując na własnym doświadczeniu, chętnie podzielę się z Tobą moimi pomysłami.

Moja propozycja prezentów wygląda tak:

Sesja zdjęciowa – dla samego noworodka lub całej jego rodziny. Niewątpliwie wyjątkowy prezent, będący wspaniałą pamiątką na całe życie, gwarantujący mile spędzony czas, dobrą zabawę, nowe doświadczenia – w końcu, który zwykły szary człowieczek, na co dzień uczestniczy w profesjonalnej sesji zdjęciowej?!
Masz też pewność, że tego typu prezent nie zostanie powielony!

Fotoalbum – a raczej bon na jego utworzenie. W dzisiejszych czasach, zdecydowana większość społeczeństwa zdjęcia trzyma w komputerze, ewentualnie na płytach. Album, który możesz wziąć do ręki i przeglądać jak dawniej, za czasów wywoływania kliszy, to dziś rzadkość. Szkoda, bo moim zdaniem zdjęcia „zapakowane” w tradycyjny album przegląda się przyjemniej, a przede wszystkim, zawsze i wszędzie można je ze sobą zabrać, nie potrzebując przy tym elektryczności.

Bon na zakupy – obdarowywanie rodziców ubrankami dla maluszka to dość popularny prezent. I przyznać trzeba, że całkiem praktyczny ponieważ ciuszki dla dziecka, które trzeba przebierać czasem kilka razy dziennie, przydają się w każdych ilościach. Jednak z drugiej strony zdarza się, że wybrana odzież jest w nieodpowiednim rozmiarze, kolorze, fasonie, albo nielubianym materiale – osobiście nie przepadam za ubrankami welurowymi, a takie zdarzało mi się dostawać. Myślę więc, że nie ma co na siłę uszczęśliwiać innych i wygodniej jest podarować rodzicom bon na zakupy w konkretnym sklepie, gdzie sami wybiorą to czego naprawdę im trzeba i co im się podoba.

Zapas pieluszek – ich zużycie w pierwszych miesiącach życia maluszka jest ogromne dlatego podobnie do ubranek, pożądane są niemal w każdych ilościach i chyba żaden rodzic nimi nie pogardzi – jakie by nie były (lepsze czy gorsze), zawsze się przydadzą. Na dodatek możesz je podarować w oryginalny sposób tworząc z nich tzw. tort pieluszkowy – jego wykonanie jest proste, a instrukcję znajdziesz tutaj.

Pamiętnik maluszka – czyli album, w którym rodzice oprócz zdjęć, mogą również zapisywać ważne daty i wydarzenia z życia maluszka, np. kiedy pojawiło się na świecie, ile ważyło i mierzyło, kiedy wypadł mu pierwszy ząbek, a kiedy postawił swój pierwszy kroczek… Można w nim zbierać różnego rodzaju pamiątki, jak choćby opaskę ze szpitala, czy pierwszy pukiel ściętych włosków 😉
Wybór takich albumów jest ogromny, a szczególnie piękne i wyjątkowe są te tworzone ręcznie, na indywidualne zamówienia.

Ramka na zdjęcia z glinką do odciskania dłoni i/lub stopy dziecka – mam taką po pierworodnym synu, spoglądanie na nią i porównywanie jego odcisków z aktualnym rozmiarem zawsze wywołuje u nas dużo śmiechu i wzruszeń. Myślę też, że dużą frajdę będzie stanowić za kilkanaście lat, wtedy gdy sam zostanie ojcem i będzie mógł przymierzyć odcisk swojej stópki i rączki, do jego potomków =)

Kocyk – z doświadczenia wiem, że warto jest mieć ich kilka, na różne okazje (w domu, do wózka, do auta, na piknik,…) i w różnych rozmiarach, wszak dziecko rośnie.
Obecnie na rynku jest ogromny wybór, w pięknych kolorach, z różnymi motywami, z niezwykle mięciutkich i przyjemnych w dotyku materiałów… Można więc zwariować próbując zdecydować się na jeden – wiem bo sama mam dylemat! 😉

Niania elektroniczna – o ile spokojnie można się bez niej obyć w niewielkim mieszkaniu, o tyle przydatna jest tym, którzy mieszkają w dużym, piętrowym domu, z ogródkiem do którego mogą wystawić śpiące w wózku dziecko lub często podróżują – niania, jako urządzenie mobilne przydaje się gdy np. nocujesz w wynajętym domku.
Tak jak w przypadku innych gadżetów wybór jest duży, przedział cenowy dość obszerny – na porządną nianię z dobrym zasięgiem trzeba wydać przynajmniej 200 zł, więc sporo, ale właśnie dlatego można odciążyć nieco rodziców, którzy i tak mają już dużo wydatków związanych z szykowaniem wyprawki. Dobrym rozwiązaniem w tym przypadku jest zrobienie zrzutki w rodzinie, do której zawsze zachęcam swoich bliskich. Bo po co kupować dziesięć mniejszych prezentów, niekoniecznie trafionych, jak można postawić na jeden, ale większy i dobry.

Torba (do wózka) – porządna, pojemna, z licznymi przegrodami, pozwalająca na dobrą organizację i utrzymanie porządku, wygodna, praktyczna i ciesząca oko – to gadżet niezwykle pożądany bo stanowi niezbędny element każdego wyjścia z domu. Torba mająca spełnić powyższe wymagania na pewno będzie odstraszać swoją ceną (+/- 200zł), ale myślę, że spokojnie można tutaj zastosować ten sam chwyt co w przypadku niani elektronicznej, czyli zrobić w rodzinie lub wśród przyjaciół tzw. zrzutkę.

Pozostałe akcesoria ułatwiające życie poza domem (na spacerze, w podróży, w gościach,…) – mogą to być między innymi:
– turystyczna mata do przewijania,
– turystyczne łóżeczko,
– turystyczna wanienka,
pojemniki na mleko/pokarm,
termos lub termoopakowanie na butelkę,
(samochodowy) podgrzewacz do butelek.

No i na koniec klasyka, czyli miś lecz w ulepszonej wersji, tj. szumiący miś – imitujący środowisko z wnętrza brzuszka mamy, w którym rosło maleństwo. Podobno stanowi doskonały sposób na uspokojenie płaczącego dziecka i jego „ukołysanie” do snu.  

Subscribe
Powiadom o
guest

6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Milena kaminska
Milena kaminska
9 lat temu

Dodałabym termometr bezdotykowy, inhalator, projektor, mata edukacyjna,

Małgorzata Chamczyńska

Teraz modne jest minky. Szyję, więc wiem, że mamy lubią kołderki i płaskie podusie do łóżeczka, wózka, ewentualnie ochraniacze na łóżeczko właśnie z minky Zimowo nawet śpiwory. Zapraszam do zapoznania się z ofertą na fb utulankowo- manufaktura minky

W roli mamy - wrolimamy.pl

Też lubię minky 🙂

Tomek Chołast
9 lat temu

Fizinka wspomniałaś wielokrotnie o zrzutce, a czy miałaś kiedyś okazję organizaować takową online na zrzutka.pl?

Mk
Mk
7 lat temu

Te torty pieluszkowe to tylko ladnie wygladaja. Po wyjeciu z opakowania pieluszka traci swoje wartosci ,takze jesli zalezy nam na tym zeby dobrze spelnialy swoje funkcje najlepiej podarowac je w oryginalnym opakowaniu.Warto o tym pamietac. Co do reszty : jesli kupimy prezenty w dobrych sklepach to na pewno nie trafia do kosza. Jesli ciuszki beda z tsc,ppc lub kk (celowo nie podaje pelnych nazw sklepow) to sa to jednorazowki , po kilku praniach tylko sie nadaja do mycia podlog.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close