Ciąża 11 września 2011

Ciąża ten (nie zawsze) piękny czas

Poniższy post jest pierwszym na naszym blogu wpisem gościnnym autorstwa Pati – młodej mamy do szaleństwa zakochanej w swoim synku i mężu. Szalonej wariatce z sercem na dłoni. Uzależnionej od czekolady i sałatki greckiej. Zespół bloga W roli mamy dziękuje za pracę nad stworzeniem interesującego wpisu.

Każda kobieta pragnąca dziecka, w dniu kiedy dowiaduje się, że zostanie mamą, jest najszczęśliwszą osobą na świecie. Tak było i w moim przypadku. Pozytywny test ciążowy, potwierdzony badaniem lekarskim wprawił mnie i męża w stan euforii. Moje życie uległo już wtedy zmianie – wszystko co robiłam, było tylko dla maleńkiej istotki pod moim sercem. Czytałam dużo książek o ciąży i macierzyństwie, „buszowałam” po Internecie. Chciałam wiedzieć wszystko. No i zaczęło się wielkie planowanie, co i kiedy kupimy, kiedy zaczniemy przygotowywać pokoik dla dziecka, szkoła rodzenia, aerobik dla ciężarnych itd… itd… Dzidziuś rozwijał się świetnie, czułam ruchy i byłam w świetnej formie…

Pewnego dnia pod koniec 21 tc obudził mnie ból brzucha, pojechałam do szpitala i okazało się że mam rozwarcie (!!) Lekarze podali mi leki, co na szczęście zahamowało akcję porodową ale i zahamowało moje szczęście i radość oczekiwania. Okazało się, że do końca ciąży muszę leżeć plackiem. Zaczęła się walka o każdy dzień małego w moim brzuchu, o jego życie i zdrowie. Zastanawiałam się całymi dniami, dlaczego to właśnie mnie spotkało, dlaczego jak inne mamy nie mogę cieszyć się ciążą, spędzać aktywnie czasu, kupować wyprawki. Nie przyszło mi nawet do głowy, że coś pójdzie nie tak, bo przecież te wszystkie kobiety w ciąży w reklamach, filmach czy na zdjęciach są takie szczęśliwe i uśmiechnięte. Nie mówi się i nie pokazuje tych leżących w szpitalu i walczących o swoje maluszki. Moje wyobrażenie o ciąży brutalnie się zmieniło. W szpitalu było ciężko, czasem nawet bardzo. Ja – kobieta aktywna, która nie mogła usiedzieć w miejscu dłużej niż godzinkę, nagle musiała leżeć plackiem przez kilka tygodni w szpitalu, podłączona do kroplówek (na widok igły zawsze ogarniała mnie panika).

Nie to było najgorsze – najgorszy był strach o moje maleństwo, które tak beztrosko pływało u mnie w brzuchu i od czasu do czasu dawało znać o sobie kopniakiem. Dziecko którego tak naprawdę nigdy jeszcze nie widziałam, nie znałam, a tak mocno kochałam, za które byłam gotowa oddać życie. Właśnie ta miłość przegoniła załamanie, które mnie dopadło po 3 tygodniach leżenia. Powiedziałam sobie wtedy – „to wojna! i ja ją wygram!!” Nie obyło się bez gorszych dni, ale nie pozwoliłam sobie na słabość dłuższą niż jednodniową. Najgorsze były święta, które musiałam spędzić w szpitalu. Od czasu do czasu, gdy najgorsze niebezpieczeństwo minęło, wychodziłam ze szpitala na kilka dni do domu.  Wyprawkę kupowałam przez Internet, bo nawet w domu musiałam ciągle leżeć (WC było jedynym miejscem do którego mogłam wyjść). Mąż przygotował wszystko z pomocą moich rodziców i jakoś wspólnymi siłami dotrwaliśmy do końca. W 36 tc urodziłam zdrowego chłopca. Ważył 3026 g. Bałam się o jego zdrowie, bo byłam faszerowana lekami. Na szczęście wszystko jest dobrze.  Jak zaczęła się akcja porodowa to poczułam ulgę, że dotrwałam i ogromną radość, że zobaczę swojego synka. I wiecie co?? Jestem cholernie dumna z siebie bo wygrałam swoją „wojnę”.

Nie napisałam tego, aby kogoś straszyć, odwodzić od macierzyństwa – napisałam to po to, żeby przyszłe mamy wiedziały, że i takie coś może się zdarzyć. Ale to jest do przejścia! A mamom, które teraz leżą w szpitalu i może to czytają, życzę dużo siły! I pamiętajcie – będzie dobrze! Matka dla swojego dziecko zrobi wszystko i jest w stanie wiele znieść!

Pod moim sercem, inne bije serce…
Nieznane, a jakże bliskie i jakże kochane.
Pod moim sercem małe rączki dziecka,
cichutko pukają do mojego serca.
Myślę, sobie wtedy: może być wspanialej?
Noszę w sobie życie, które Bóg mi daje!

15
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
mama OBasia WawrzyczekKatarzyna JaroszewiczBaby_55Sylwia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Madzia
Gość
Madzia

Wzruszyłam się czytając ten tekst! Obecnie sama jestem w ciąży (13 tydzień) tak jak pisze autorka w tej chwili wszystko robię z myślą o maleństwie, które noszę w brzuszku. Jest dla mnie najważniejsze na świecie i choć nie dopuszczam sobie myśli, że coś mogłoby być nie tak to wiem, że dla tego małego szkraba zrobiłabym wszystko na świecie.

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

Tekst bardzo poruszający, pokazujący wielką miłość matki do nienarodzonego jeszcze dziecka, siłę walki o jego życie, mówiący o tym, że kobieta jest zrobić wszystko, by tylko ciąża zakończyła się szczęśliwie. Mówi też o tym, że jesteśmy faszerowani fałszywymi obrazami o ciąży, które pokazuje tylko piękne chwile z punktu widzenia estetycznego- mama z uśmiechem na twarzy, beztrosko czekająca na narodziny. Tyle ode mnie :)

Pati
Gość
Pati

Dziękuje Wam bardzo za ciepłe słowa!! a Tobie Madziu życzę aby ciąża przebiegała wzorowo i szczęśliwego rozwiązania :) będę trzymać kciuki!!

Madzia
Gość
Madzia

Dziękuję serdecznie!

Agusiak
Gość
Agusiak

Tekst bardzo mnie poruszył. Moja ciąża przebiegała bezproblemowo, ale moja córka bardzo mało się ruszała, co spędzało mi sen z powiek. Kiedy trafiłam do szpitala z tego właśnie powodu lekarze podjęli decyzję o cięciu cesarskim. Na szczęście był to 38 tydzień i ciąża była donoszona, ale nigdy bym nie pomyślała, że będę mieć cesarkę. Ukończyłam z mężem szkołę rodzenia, przygotowywałam się do porodu naturalnego. Koszula do porodu, ulubiona muzyka, woda do picia, decyzja męża o wspólnym porodzie. Pocięli mnie jak mąż był w pracy, na szczęście poinformowany przez koleżankę z sali, zdążył przyjechać gdy małą wyciągnęli i usłyszeć jej pierwszy… Czytaj więcej »

Pati
Gość
Pati

Ciąża to czas w którym nic nie można sobie zaplanować…

Bombel
Gość
Bombel

Wzruszyłam się.Gratuluję wygranej walki!I życzę każdej mamie będącej w podobnej sytuacji,aby jej walka zakończyła się sukcesem ;)

Sylwia
Gość
Sylwia

Tekst bardzo mnie poruszył i przywołał wspomnienia. Moja ciąża przebiegała bezproblemowo do 32 tc gdy na kontroli okazało się że zaczęta jest akcja porodowa i rozwarcie na 4 cm. Nie odczuwałam skurczów. Szybka decyzja: Szptal ja w szoku niedowierzam. Jak to już mam rodzić!! Na porodówkę zawieźli mnie na wózku, podali zastrzyki na rozwój płucek i inne specyfiki, kroplówki. Akcję powstrzymano. Do 36 tc leżałam plackiem zupełnie zdama na „obsługę” personelu i męża. Podobnie jak autorka codziennie martwiłam się o zdrowie maluszka i walczyłam. 2 tyg. leżałam z pełnym rozwarciem. W 36 tc urodziłam synka z wagę 2650 g. Zdrowiutkiego.… Czytaj więcej »

Pati
Gość
Pati

Sylwia też przeszłaś swoje ale wygrałaś!!! najcenniejszą nagrodę-dziecko! ja wiem,że jeśli była by taka potrzeba to leżałabym i 9 mc…ale oby kolejna ciąża była „książkowa” :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Tego sobie i innym mamom życze :D

Baby_55
Gość
Baby_55

Gratuluję wygranej walki i tego jak pięknie o tym piszesz :) nie znamy naszych maleństw a już je kochamy i potrafiłybyśmy oddać za nie życie, tylko Mama tak potrafi :)

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

Wtedy nie czytałam, ale teraz bardzo chętnie:)

Basia Wawrzyczek
Gość

Niestety, nie wszystkie przyszłe mamy mają „łatwe” ciąże :( Tak, to już jest.
Piękny wiersz na końcu!!!

mama O
Gość
mama O

Gratuluję maleństwa.
Ja pierwszą ciążę przechodziłam bez komplikacji, a druga od 12 tc leżenie plackiem, o tyle dobrze, że w domu, a nie w szpitalu. Od 24 tc rozwarcie na 7 mm. Córeczka urodziła się w 38 tc, jest zdrowa. A też ile łez się polało ehhh

Znad kołyski 8 września 2011

Taniec z gwiazdami, czyli jak Bartek nie chciał spać

Noc to czas przyjemności snu, na który czeka z utęsknieniem każdy styrany rodzic. Odpoczynek- słowo klucz. Z reguły nie wiem jak wygląda noc, ponieważ mam zamknięte oczy, podobnie jak reszta mojej familii. Niestety jak to w moim życiu bywa,  czasem nawet w nocy nie brakuje niespodzianek. I nie chodzi mi o zabrudzoną pieluszkę, czy nagły głód karmionego przed godziną smyka.

Gdy jak co noc zawlekałam się powłócząc nogami do sypialni i z ulgą runęłam jak długa na łóżko, zza szczebelków łóżeczka dobiegło mnie radosne „ma-ma”. Zazwyczaj gdy moje syniątko mówi do mnie to cudowne słowo, jest dzień. W nocy dnia nie było, wiec dając całusa w czółko Młodego odłożyłam go na poduszkę. I tak było raz, piąty, dziesiąty. Przy setnym razie „ma- ma” i skakania po łóżeczku zerknęłam na zegarek – 1 nad ranem, zgroza, od godziny powinnam spać, a nie śpię. Ani ja, ani Bartek. Odkładanie nie pomogło, czas na zmianę taktyki. Ignorowanie, oto moja nowa broń w walce z wygłupami syna. Ignoruję, zamykam oczy, a Bartek na odwrót. Ignorowałam tak Młodego do 2 nad ranem. W tym czasie moje dziecię samodzielnie nakręcało karuzelę nad łóżeczkiem, do momentu aż jej nie rozkręciłam, szarpało baldachimem, który zdjęłam w akcie rozpaczy.

W trzeciej godzinie bartkowej zabawy należało po raz kolejny zmienić taktykę. Myślę sobie: Ja Matka – Ja każę, Ty Synek – Ty robisz. Gdy tym razem Młody wstawał, ja go odkładałam, kładłam się do łóżka, on wstawał, ja wstawałam, on rzucał się ze śmiechem na poduszkę. I tak w kółko. Pewnie pękła bym z dumy, że mam takie bystre dziecko, gdyby nie minęła tak kolejna godzina. Mimo heroicznej walki  poniosłam klęskę, nawet wiedza z mądrych poradników nie pomogła okiełznać mojego syna, więc łamiąc wszelkie zasady położyłam dziecko do siebie. Padł jak kawka, a ja chwilę później musiałam wstać. Jawna niesprawiedliwość, jednak tak jest, Ty Synek –Ty każesz- Ja Matka – Ja robię. Póki co.

I nie chcę tu nikogo straszyć worami pod oczami po takiej imprezie, takie uroki rodzicielstwa, i czy ktoś lubi „tańczyć z gwiazdami” czy nie ma na to najmniejszej ochoty, to właśnie rodzic tańczy, jak mu dziecko zagra. A trzeba pamiętać, że nie zawsze gra czysto

14
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Dzieci czasem mają inne plany od naszych. Właściwie to przeważnie są to inne plany :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Super tekścik. Dzieciaki czasem potrafią zaskoczyć;-)

Bombel
Gość
Bombel

Mimo że Mamie-autorce,do śmiechu zapewne wtedy nie było,to ja się uśmiałam czytając to wspomnienie z bezsennej nocy :-)
Bardzo podoba mi się puenta -„..to właśnie rodzic tańczy, jak mu dziecko zagra.” :-) Zgadzam się z tym i uważam,że nie należy z tym walczyć :-) do pewnego momentu oczywiście.. !! ;-)

alka
Gość
alka

Ooo!! Jakieś 15 min temu miałam kryzys…bo synuś marudzi i marudzi a śpiący jak nie wiem co…patrzę na zegarek…powinnam już starszą córcię budzić bo jak teraz nie wstanie, to będzie skakać do późnego wieczora…dziś oboje marudni…i mnie się udzieliło bo aura za oknem deszczowa…
i tak raz jedno na mnie wisi raz drugie…a bywa, że oboje :D bo dwa kolana mam więc na jednym jedno a na drugim drugie dziecię :D
synuś w końcu zasnął…córci dam jeszcze chwilę pospać…no cóż…muszę choć na chwilę pobyć sama i wyciszyć się by mieć siłę do dalszego działania :)

alka
Gość
alka

no i już sobie odpoczęłam…synuś już wstał! i córcia też :)
miłego deszczowego popołudnia!

m...
Gość
m...

Tak tak Bartosz potrafi zmieniac plany, pokazuje że chce spać a jak kładziesz to on wstaje :) Musisz go rano mocno wymęczyć, żeby jak przyjdę poszedł spać :)

mamax4
Gość
mamax4

nie raz wylądowałam o 3 rano z wózkiem na ganku ,bo mój mały szef nie chciał spać:(

Enigma26
Gość
Enigma26

Pocieszające jest to, że nie tylko moje dziecko funduje podobne przyjemności ;)

SISUNIA
Gość
SISUNIA

Kolejny fajny tekst :) czekam na więcej bo znowu czytałam z uśmiechem..u mnie taniec z gwiazdami już 2 noce pod rząd także mam dość….pozdrawiam!!

Grymułka :)
Gość
Grymułka :)

Ale się uśmiałam!! Przekorny ten Twój Synek! Zupełnie jak mamusia… czasami :D

Marysia
Gość
Marysia

Oj tam, niby że jak robi po złości, to od razu po mnie ;)?

katyja
Gość
katyja

Moje dzieci nie śpią już zamknięte w łóżeczkach, więc walą od razu do mamy, wywalają tatę i dyskusji nie ma :P Potem to mi się nawet nie chce tego, któremu się akurat śniły duch/potwory/wilkołaki/lisy etc. odnosić…

Monika Stradza
Gość

oj jak ja to doskonale znam… no nic trzeba przeczekać

Edyta Skrzydło
Gość
Edyta Skrzydło

Trzeba przeczekać, zapewne z czasem się unormuje :-)

Uroda 5 września 2011

Mam(a) PCOS

Od kiedy tylko zaczęłam myśleć abstrakcyjnie, od kiedy zaczęłam marzyć o przyszłości, jej obraz zarysowany był dość wyraźnie. Ja – mama, żona. I właściwie tylko tyle. Niczego więcej nie potrzebowałam. I przyszedł dzień kiedy obraz miał zostać zburzony jak wieża z klocków, miał zniknąć jak bańka mydlana. Ale co ja takiego zrobiłam, żeby usłyszeć taki wyrok? Wszystko to co było najważniejsze miało ulecieć lub  pozostać tylko w sferze moich myśli? Jak się okazało było to AŻ tyle….

            Jesteśmy ze sobą kilka dobrych lat, raz było lepiej, raz gorzej – jak to w związku. I nagle przyszedł dzień wizyty u ginekologa. Miała być zupełnie zwyczajna wizyta. Ten cholerny okres się spóźniał – stres? Jednak to nie stres, też nie ciąża. Więc co? PCOS. Dlaczego mnie przyczepił się ten zespół? Dlaczego JA mam policystyczne jajniki? O nic nie zapytałam lekarza. Wyszłam i szłam przed siebie. Nie pytałam, bo problem jest mi doskonale znany. Ktoś bardzo mi bliski też „jest w posiadaniu” PCOS. Po wykonanych badaniach poszłam na kolejną wizytę. Lekarz obejrzał wszystkie świstki i spojrzał spod okularów – Chce mieć Pani dzieci? – no jasne! Co za pytanie! – pomyślałam. A co w zamian usłyszałam? – Będzie poważny problem z naturalnym zajściem w ciążę. Owulacja może być nawet co kila lat, jajeczka się nie rozwijają, poziom pani hormonów jest bliski kobiety karmiącej, więc może pojawić się laktacja. To było najgorsze co mogłam usłyszeć. Kiedy podjęliśmy decyzję o założeniu rodziny staliśmy w kolejce do wyciągu narciarskiego. To było tak naturalne jak to, że nie zjeżdża się na „krechę” na czarnym stoku, kiedy ma się trzeci raz narty na nogach. I tak staraliśmy się, staraliśmy i wciąż brak miesiączki, co wcale nie było pożądanym objawem. Pozostało mi tylko powiedzieć głośno, że nie mogę mieć dzieci. Początkowo przez gardło przejść mi to zdanie nie mogło, ale to kwestia czasu i prób. Tak sobie żyłam ze świadomością, że jestem nieudanym egzemplarzem, że nie mi wyjść za mąż, bo sumienie nie pozwoliłoby mi „skazać” tak jakiegokolwiek mężczyznę, wolałabym być sama. Mijały miesiące i zaczynałam żyć „normalnie”. Zajęłam się sobą, swoim osobistym rozwojem. I tak skończyłam jedne studia, zaczęłam kolejne, pracowałam, nadrabiałam zaległości w lekturze, towarzysko się realizowałam, żeby tylko zapełnić pustkę po czymś czego przecież nie miałam. Któregoś dnia przechodząc koło apteki, przeszła mnie myśl, żeby kupić test (nie pierwszy w mym życiu). Kilka minut później byłam już w łazience. Zajęłam się porządkami. Kątem oka, od niechcenia spojrzałam na wynik. Dwie kreski!! Sprawdziłam w instrukcji, którą dobrze znałam. Tak, wynik pozytywny. Następnego dnia byłam już u lekarza. Lekarz potwierdził. Data niesamowita : 01.04! Prima Aprilis. Ale to nie był żart. Lekarz powiedział, że to niewiarygodne i że to jakiś cud (tak to określił). I tak chodziłam z moim cudem pod sercem przez 9 miesięcy, a dziś uwierzyć nie mogę że cud ten jest mój, nasz już na zawsze. I tak oto jestem ja – MAMA.

Czasem trzeba przestać wierzyć, żeby to co oczekiwane przyszło do nas ze zdwojoną siłą.

12
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paulina2209
Gość
Paulina2209

rozumiem doskonale. my dostaliśmy wyrok. nie będziecie mieć dzieci. nawet próby zapłodnienia nie udawały się. po 3 latach płaczów, wyrzutów dlaczego akurat my pogodziliśmy się z tym faktem i pewnego dnia po wizycie u lekarza dowiedziałam się….8 tydzień ciąży!!! co dzień patrzę na moje serduszko i dziękuje za ten dar. dostaliśmy wyrok i mamy cud

Baby_55
Gość
Baby_55

popłakałam się… jednak cuda się zdarzają i trzeba w nie wierzyć :)

Bombel
Gość
Bombel

Czasem szczęście idzie bardzo długą i okrężną drogą..ale w końcu przychodzi ;-)

alka
Gość
alka

„Czasem trzeba przestać wierzyć, żeby to co oczekiwane przyszło do nas ze zdwojoną siłą.”
Piękne i prawdziwe słowa.

anka
Gość
anka

bardzo często jak pary bardzo chcą i traktują zadaniowo ciążę to nic z tego nie wychodzi… a jak się poddają i kochają się ze sobą dla przyjemności z zaskoczenia okazuje się, że pojawi się w rodzinie nowy ktoś…

Paulina2209
Gość
Paulina2209

czasami trzeba się poddać żeby coś dostać. tak było w moim przypadku i u Magdy po trochę też

Magda
Gość
Magda

Dokładnie tak, choć gdzieś zawsze tli się iskierka nadziei :)

Sisunia
Gość
Sisunia

Niestety zdarza się i tak – dobrze,że poruszyłaś ten temat…myślę,że to problem który dotyka coraz więcej kobiet. Dobrze,że u Was się skończyło tak wielkim cudem jakim jest bobasek :)

Paulina2209
Gość
Paulina2209

w moim przypadku było podwójne uderzenie, u męża też był problem. o tym też się nie mówi a jest ogrom mężczyzn, którzy są chorzy.

Ingaki
Gość
Ingaki

moja przyjaciolka ma PCOS i jest szczesliwa mama 3 dzieci. Nadzieje trzeba miec zawsze :)

Migotka
Gość
Migotka

w upragniona ciaze naturalna zaszlam w drugim cyklu staran , pojawily sie plamienia i bole,mimo lekow w 3cim miesiacu mialam zabieg, ciaza sie nie rozwijala i obumarla, ,,,wpadlam w depresje, zaczelam robic wszystkie badania, wydalam kilka tys zlotych, dopiero po 1,5 roku trafilam na lekarza ktory stwierdzil pcos, do drugiej ciazy podeszlam na lekach clo, w pierwszym cyklu sie nie udalo, pecherz urosl na giganta ale nie pekl, owulacji nie bylo za to byla torbiel ktora musialam leczyc, podejscie drugie zrobilam po 6 miesiacach, zaszlam i urodzilam synka :) oprocz pcos mam minusowa grupe krwi, psychicznie nie jestm gotowa na… Czytaj więcej »

Jagoda Polak-Wątor
Gość
Jagoda Polak-Wątor

Tez mam PCOS tylko ze ja leczylam sie 6 lat az w koncu uslyszalam ze pozostaje mi in vitro. Nie dawalam juz rady psychicznie odpuscilam chcialam odpoczac i wrocic do tematu po pol roku. Odstawilam leki pozegnalam sie z dr i ot tak w pierwszym mcu zaszlam w ciaze. Ot tak .. cud? I to jaki! Dzis synek ma 3,5 roku a ja zaczynam druga walke o maluszka.liczac znowu na kolejny CUD

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close