Ciąża 28 grudnia 2015

Do trzech razy sztuka…

To już po raz trzeci czekam niecierpliwie na narodziny maleństwa. Za każdym razem jestem nieco bardziej doświadczona, wiem czego mogę się spodziewać. Jestem spokojniejsza, bardziej opanowana, nie stresuję się tym co będzie, a z drugiej strony wiem też, że nie będzie idealnie, że może zawsze wydarzyć się coś niespodziewanego, innego, mimo to nie obawiam się, przecież już dwa razy daliśmy radę to i tym razem się odnajdziemy w tej nowej dla nas wszystkich sytuacji.
Każdy kolejny dzień będzie uczył mnie czegoś innego, zaskakiwał, będziemy się z maluszkiem uczyć siebie nawzajem, bo zdaję sobie sprawę, że tak jak nie ma dwóch takich samych ciąż, tak samo nie ma identycznych porodów i każde z dzieci jest inne.

Jednym wspólnym mianownikiem jest jednak ogromna miłość, do tego jeszcze nienarodzonego maleństwa, ogromne pokłady czułości, radości z pojawienia się nowego członka rodziny i takiej zwyczajnej ludzkiej ciekawości – jakie ono będzie, czym nas zaskoczy, czy będzie malcem spokojnym czy wręcz odwrotnie… Jak w tym wszystkim odnajdą się Adi i Nisia? Czy tak jak poprzednio będzie mnóstwo buziaków, przytulania i miłości czy pojawi się zazdrość? Na te wszystkie pytania już niedługo uzyskamy odpowiedź…

Powtarza się też niecierpliwe oczekiwanie… Przychodzi moment, kiedy ciąża jest donoszona, wiesz, że maluch jest już bezpieczny, że może się spokojnie w każdej chwili urodzić i wyczekujesz… Wsłuchujesz się w swoje ciało, czekasz na pierwsze symptomy rozpoczynającego się porodu… I nic… zupełnie nic się nie dzieje… Mój organizm jak w poprzednich ciążach próbuje mnie oszukać i wszelkie skurcze, twardnienia brzucha, kłucia i pobolewania powoli zanikają. Pozostają tylko męczące bóle pleców, niekończąca się zgaga i “chód kaczki” ;)

Czekasz, obserwujesz, a na dodatek z każdej strony słyszysz:

“To Ty jeszcze nie urodziłaś?” (Nie, postanowiłam nie rodzić ty razem)
“Wyglądasz na bliźniaki…” (No coś Ty, a myślałam, że na trojaczki)
“Długo jeszcze?” (Rok, może dwa, zobaczymy…)
“Jak się czujesz?” (Jak z workiem cementu przytwierdzonym na stałe do twojego brzucha…)

Można wpaść w depresję, a w najlepszym wypadku wyjść z siebie i stanąć obok…

Oczywiście sama sobie tłumaczysz, że nie ma co się spieszyć, bo potem to już wcale się nie wyśpisz przez najbliższe półtora, dwa lata, przecież to samo tłumaczyłaś niedoświadczonym koleżankom. Teksty ludzi wpuszczasz jednym uchem i wypuszczasz drugim, bo szkoda sobie głowę tym zaprzątać ;)

Co z tego skoro i tak niecierpliwisz się i masz wrażenie, że nie urodzisz chyba nigdy, całe życie będziesz wielgachną słonicą albo wielorybem którego morze wypchało na brzeg…

Sama nie wiem czy ja jestem jakaś inna, czy wszystkie to przechodzimy. Wiem jednak, że mimo tych ciążowych rozterek w końcu i tak urodzę i będę się cieszyła wraz z mężem i starszakami z pojawienia się w naszej rodzinie kolejnej słodkiej istotki do kochania, przytulania i całowania :)

4
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
EmiliaWeronikaAnka WajsMilena kamińska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Milena kamińska
Gość
Milena kamińska

Każda kobieta chyba to przeżywa ta końcówka jest najgorsza to wyczekiwanie Kiedy to nastąpi w samo południe czy środku nocy. Ale my kobiety jesteśmy silne, dasz radę trzymam kciuki dużo siły życzę

Anka Wajs
Gość
Anka Wajs

Końcówka najgorsza – dużo sił kochana. Czekamy na relację z porodówki :)

Weronika
Gość
Weronika

Końcówka zawsze się dłuży niemiłosiernie. Szczęśliwego rozwiązania.

Emilia
Gość
Emilia

Też tak mam tylko ja najbardziej boje się że za trzecim razem nie wiedzieć że to się zaczelo to trochę wstyd,bole porodowe mam straszne ale niestety wysoki prog bolu i boje się ze tym razem nie zdząże na porodówke( wszyscy tak straszą, ze trzeci poród to jak pierdniecie, nawet nie zauważysz a już urodzisz, nawet mama i teściowa tak twierdza a miały więcej niż trzy porody za sobą). I weź tu człowieku przetrwaj spokojnie te ostatnie dwa tygodnie, jak jeszcze starszaki dokładaja nerwów bo już chcą więcej twojej uwagi niż wcześniej, jeszcze malej nie ma na swiecie a już odczówaja… Czytaj więcej »

Emocje 25 grudnia 2015

By internauta internaucie był człowiekiem

Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku. Ponieważ spotykamy się w Dzień Bożego Narodzenia, by zadośćuczynić tradycji zacznę od życzeń. Nietypowych. Życzę Ci, żebyś w swojej podróży po meandrach internetu spotykał samych życzliwych i przyjaznych ludzi. Tak – ludzi. Bo internet to ludzie.

Siadasz przed komputerem, logujesz się do internetu. Właśnie czytasz mój tekst. Myślisz, że sam się napisał? Nie, pisałam go dla Ciebie w noc przed Wigilią, w piecu miałam blaty do wuzetki, w kolejce do pieczenia makowce, a w głowie myśl, że trzeba rozmrozić karpia i posiekać pory do flądry. Nie, nie czekam na oklaski. Chcę tylko zwrócić uwagę na smutne zjawisko jakim jest odczłowieczenie internetu.

Zgoda, internet to nie to samo co real, ale czy to znaczy, że można nie przestrzegać podstawowych zasad savoir-vivre’u? I nie mówię tu o hejterach, to wąska grupa ludzi próbująca się dowartościować za pomocą złudnego poczucia anonimowości. Mnie chodzi o coś innego.

Czy wyobrażasz sobie taką sytuację, że rozmawiasz z kimś na ulicy czy w pubie i ten ktoś nagle odwraca się i odchodzi? Cham i prostak prawda? Dlaczego więc można nagle w połowie rozmowy wyłączyć komunikator? Naprawdę tak ciężko jest kulturalnie zakończyć rozmowę?

Albo inaczej. Siedzisz w parku, grasz w szachy z przygodnym partnerem. Stoliki do szachów rosną jak grzyby po deszczu, o partnera też coraz łatwiej. Wyobrażasz sobie, że w połowie partii nagle wstajesz i odchodzisz? Ot tak, bez słowa wyjaśnienia? Bez „dziękuję, do widzenia”? W internecie niestety jest to tak powszechne zjawisko, że już prawie wpisane w ryzyko bywania na portalach z grami. Ja wiem, że sprzęt bywa zawodny, łącza internetowe również, ale nie oszukujmy się. W większości przypadków jest to ucieczka przed porażką i tyle.

Żyjemy w czasach mody na skracanie i upraszczanie wszystkiego co da się skrócić i uprościć. Ale czy to naprawdę oznacza, że można pisać na forach, czatach czy w mailach bez zachowania podstawowych zasad ortografii i interpunkcji? Bez używania polskich liter? Wyobrażasz sobie takie zjawisko w tradycyjnym, ręcznie pisanym liście? Przecież byłby to szczyt braku dobrych manier.

Coraz trudniej nam pamiętać, że po drugiej stronie komputera siedzi człowiek. Klikamy enter i oczekujemy od człowieka takiej samej reakcji jak od maszyny. A jak nie mamy ochoty klikać entera to robimy sudo reboot albo sudo halt i z głowy(dla tych co nie zrozumieli: ponowne uruchomienie lub wyłączenie systemu). Nic to, że ktoś tam był po drugiej stronie, nic to, że miał szansę zrobić rekord życia. Przecież to ktoś anonimowy, czyli nikt. Dlaczego?

Co innego gdy jeden czy drugi serwer padnie i nie można się dostać na swoją ulubioną stronę. Wtedy, niestety często tylko wtedy, każdy internauta pamięta, że strona ma swojego admina. Czasem nawet uda się wysłać stek przekleństw owemu adminowi. Bo przecież admin to admin, nie ma życia osobistego.

Komputer to tylko bezduszna maszyna, zgadza się. Ale w momencie gdy postanowisz użyć jej do połączenia się z internetem przestajesz mieć do czynienia z maszyną. Zaczynają się ludzie.

Trwają święta. Prawdopodobnie masz dokoła siebie sympatycznych, życzliwych ludzi. Ci sami ludzie po świętach usiądą przed swoimi komputerami. Postaraj się traktować ich tak samo dobrze jak dziś. Wszystkich bez wyjątku.

 

1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anka Wajs
Gość
Anka Wajs

Jakoś na święta ludzie łagodnieją, nie tylko w realu ale i w sieci. Potem wraca szara rzeczywistość. Smutne to

Boże Narodzenie 24 grudnia 2015

Dlaczego nie będę miała w domu choinki na święta

Jeszcze się święta na dobre nie zaczęły, a ja mam już ich serdecznie dość. Czar świąt gdzieś się ulotnił, prysł niczym bańka mydlana. Może to za sprawą tego, że świąteczna aura osacza już nas od początku listopada? I to nieustające pytanie, czemu nie stroisz jeszcze choinki?

Jest popyt to będzie i podaż nie tylko na świąteczne artykuły, zwłaszcza jak szykuje się premiera filmowa. Patrząc na spółki sklepowe można było dostać oczopląsu, zewsząd atakował nas Gwiezdne Wojny. Przyznam, że sama jestem fanką pierwszej trylogii i nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę kolejną część w kinie lub domu. Jednak powoli czuję niesmak w ustach. Gdzie nie spojrzę, gwiezdne wojny, to na kapciach, slipkach, batonach, a zapewne wkrótce będę mogła kupić sobie deskę toaletową z ulubionym bohaterem i to nie za małe pieniądze. Skąd w nas ta chęć posiadania niemal wszystkiego. Gdzie leży granica między dobrym gustem a brakiem smaku? Czy nie warto przeznaczyć te pieniądze na coś bardziej wartościowego?

Łatwo dajemy się niestety zmanipulować marketingowcom. Niestety nasze dzieci jeszcze szybciej. Mój syn kocha wszystko co związane z autami – ma już puzzle, resoraki – złomka i zygzaka, i parę koszulek z motywem głównego bohatera. Wiem, że chciałby jeszcze pościel, lampkę na biurko, naklejki. Jednak odzywa się we mnie rozsądek. To nie jest mu wcale potrzebne do szczęścia. Tak naprawdę wiem, że marzy o wspólnym czasie z rodzicami, by móc być z nimi, bawić się z nimi – to takie proste. Wystarczy podarować dziecku swój czas zamiast kolejnych zabawek gadżetów.

Wracając do świąt. Tutaj także zalewa nas gadżetomania. Najbardziej kocham wszelkie promocje, że niby taniej niż miesiąc wcześniej. Zanim kupicie coś na promocji sprawdźcie, czy cena nie jest wyższa od wyjściowej. Przykład z mojego podwórka. Na prezent swojej mamie kupiłam coś ze sprzętu do kuchni. W sklepie AGD sprzęt przeceniony z 160 na 140 zł. Prawda, że super? Już prawie stałam przy kasie, kiedy coś mnie natchnęło. Wyjęłam telefon, włączyłam dane komórkowe i szukam w sieci. A tam, ten sam sprzęt za 100 zł z groszami także na promocji. Mało tego. Sprzęt objęty jest ekstra promocją, i wystarczy, że wypełnię formularz to zwrócą mi jeszcze 20 zł. Czyli w efekcie zamiast wydać w sklepie 140 zł zapłacę ok. 80 zł z dostawą, która była darmowa. Można? Można.

Dlaczego nie stroję jeszcze choinki? Bo najnormalniej w świecie nie będzie mnie w moim domu przez dłuższy czas, wrócę dopiero po Nowym Roku. Za to dzieci będą miały dwie choinki – u dziadków, będą miały także dwie wigilie, dwa razy będziemy dzielić się opłatkiem. Poprzednie, te i następnie święta będziemy spędzać z moimi rodzicami i teściami. Cieszę się, że mogę spędzić ten czas z najbliższą mi rodziną, czego i również wam życzę.

2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Milena Kamińska
Gość

Ja w tym roku przygotowania zostawiłam na ostatnią chwilę ale zsplanowałam tak aby było wszystko z umiarem wczorajszy wieczór spedzilam bawiąc się z dziećmi dziś od rana także mamy czas dla siebie teraz właśnie wyruszamy na cmentarze. Jeśli chodzi o prezenty moje dzieci nie mają bzika na widok tego co zobacza syn chciał kalkulator segregator długopis zestaw z doswiadczeniami a corka jakaś zabawkę kotka to ja trochę poszalałam i kupilam dodatkowe prezenty

Anka Wajs
Gość
Anka Wajs

My sami spędzamy te święta- za daleko do rodziny, gdyby nie ten ocean.
Wesołych Świąt!

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close