Zdrowie 31 stycznia 2020

Domowe sposoby na ból zęba

Domowe sposoby na ból zęba mogą pomóc przetrwać najgorsze chwile. Wszak do bólu zęba pogotowie nie jeździ, a nie zawsze mamy pod ręką leki przeciwbólowe.

 

Moja dentystka, do której chodzę już od nie wiem jak dawna, twierdzi, że ból zęba jest gorszy niż poród. Przeżyła jedno i drugie, więc nie mam powodu jej nie wierzyć. Tym bardziej że o bólach zębów wiem naprawdę dużo i to, o ironio losu, mimo tego, że regularnie siadam na fotelu stomatologicznym. Wiem też, jak ciężko wytrzymać z bólem zęba, kiedy nie można łyknąć żadnej tabletki. Powodów może być kilka – ciąża, wrażliwy żołądek, czy banalny brak takowych specyfików w domowej apteczce. Dlatego dziś mam dla Was małą ściągę: domowe sposoby na ból zęba.

Domowe sposoby na ból zęba – goździki

Chyba najpopularniejszy domowy sposób na ból zęba. Goździki są bardzo skuteczne, zawierają eugenol, wykorzystywany w stomatologii na różne sposoby, między innymi jako składnik żelu przeciwbólowego. Korzystałam, działa. Nie tak jak farmaceutyki, ale działa.

Goździk najlepiej włożyć do dziury w zębie, jeśli jest duża. Jeśli jest mniejsza, można użyć sproszkowanych goździków lub wacika nasączonego olejkiem goździkowym.

Domowe sposoby na ból zęba – czosnek

Rzecz dla amatorów mocnych przypraw, chociaż jak boli ząb to i cykutę by się zjadło, żeby tylko przestał. W przypadku czosnku wystarczy go żuć lub otoczyć solą i przyłożyć do bolącego zęba.

Domowe sposoby na ból zęba – soda oczyszczona i ocet

Te dwie przyprawy jak widać, dobre są na wszystko, nawet na bolące zęby. Z sody i octu można zrobić pastę, którą następnie nakłada się na ząb. Na jedną łyżeczkę octu przypada jedna łyżeczka sody.

Domowe sposoby na ból zęba – zioła

Płukanka z szałwii od lat znana jest jako doskonałe panaceum na ból zęba. Oprócz szałwii sprawdzi się też rumianek i tymianek. Zioła lub mieszankę ziół trzeba zalać gorącą wodą, zaparzyć i stosować, gdy są ciepłe. Bolące zęby nie lubią płukania zimną cieczą, nawet jeśli to są zioła.

Domowe sposoby na ból zęba – lód

Internet twierdzi, że do bolącego zęba trzeba przyłożyć kostkę lodu na minimum kwadrans. Nie wiem tylko, czy jakaś kostka lodu wytrzyma tyle w jamie ustnej. Ja ratuję się mrożonymi okładami żelowymi, które przykładam na twarz. Działa całkiem nieźle, tylko skóra się lekko odmraża. No ale co kto lubi, ja wolę odmrożoną twarz niż ból zęba. Odmrożenie jest lekkie i szybko znika.

Domowe sposoby na ból zęba – alkohol

Tym razem nie do picia i na pewno nie może to być piwo ani wino, bo za słabe. Tu przyda się wódka, koniak, a jak ktoś ma odwagę, to nawet czysty spirytus, którym przepłuczemy bolący ząb.

Domowe sposoby na ból zęba – surowy ziemniak

Ziemniaka trzeba obrać i odkroić z niego jeden plasterek. Następnie ten plasterek dzielimy na pół i okładamy nim ząb z obu stron na minimum dziesięć minut.

Domowe sposoby na ból zęba – jodyna i spirytus salicylowy

Dwa odwieczne sposoby na „zatrucie” bolącego zęba. Nasączamy wacik jednym z tych specyfików i przykładamy na chwilę do bolącego miejsca.

Domowe sposoby na ból zęba – aspiryna

Niby lekarstwo, ale tym razem nie będziemy jej łykać. Aspirynę rozpuszczamy w połowie szklanki wody i płuczemy jamę ustną. Można też nasączyć wacik w tym roztworze i przyłożyć do bolącego miejsca. Jeśli w zębie jest spora dziura, to można do niej włożyć kawałek rozkruszonej tabletki aspiryny.

Domowe sposoby na ból zęba – akupresura

Ponoć w akupresurę trzeba wierzyć, żeby zadziałała. Nie próbowałam i nie dam sobie głowy uciąć za tę metodę, ale warto o niej wspomnieć, tym bardziej że w przypadku bólu zęba nie jest skomplikowana. Trzeba tylko pamiętać, że akupresury używa się „na krzyż” – jeśli boli ząb po prawej stronie, to masujemy po lewej i odwrotnie. A gdzie masujemy? Ponoć przy bólu zębów należy uciskać to miejsce na dłoni, w którym kciuk łączy się z palcem wskazującym.

Domowe sposoby na ból zęba – stymulacja dziąsła

Sposób, o którym usłyszałam niedawno i jeszcze nie zdążyłam wypróbować. W przypadku bólu zęba trzeba „podziugać” dziąsło wokół niego. Najlepiej do tego celu nadają się patyczki do szaszłyków. Domyślam się, że ma to pomóc ukrwić dziąsło a przez to „odżywić” ząb.

 

Domowe sposoby na ból zęba trzeba potraktować jako doraźną pomoc w trudnej sytuacji, jednak docelowo trzeba po prostu udać się do dentysty. Pacjenci z bólem przyjmowani są w pierwszej kolejności, nie muszą się zapisywać. Wynika to z ustawy, nie pamiętam o czym, ale jest na to paragraf i przychodnia nie może odmówić. Nie wiem, jak gdzie indziej, w mojej przychodni pacjenci bólowi wchodzą bez kolejki.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Karmienie 30 stycznia 2020

Jaka butelka do karmienia będzie odpowiednia dla noworodka?

Na rynku dostępnych jest mnóstwo butelek do karmienia. Różnią się nie tylko kształtem, kolorem, ale również funkcjonalnością oraz technicznymi detalami. Jaka butelka do karmienia będzie odpowiednia dla noworodka?

Jaka butelka do karmienia będzie odpowiednia dla noworodka?

Wybór odpowiedniej butelki do karmienia nie jest wcale łatwym zadaniem, ze względu na mnogość modeli. Każda świeżo upieczona mama boryka się z tym problemem. Istnieje jednak kilka czynników, na które należy zwrócić uwagę, zanim podejmie się decyzję o zakupie. Aby butelka do karmienia była jak najlepiej dopasowana, należy wziąć pod uwagę:  

1. Pojemność

Pojemność butelki zależna jest od wieku maluszka. Na samym początku wystarczy mała pojemność, 150 ml. Wraz z upływem czasy, gdy dziecko potrzebuje więcej mleka, trzeba wymienić butelkę na model o większej pojemności.

2. Materiał, z którego butelka została wykonana.

Kluczową kwestią w wyborze butelki jest materiał, z którego ją wykonany. Na rynku dostępne są modele ze szkła lub tworzywa sztucznego, silikonu i plastiku. Butelki szklane są zdecydowanie trwalsze i łatwiejsze w sterylizacji. Jednak ich minusem jest możliwość stłuczenia ich. Natomiast na korzyść plastikowych modeli przemawia ich odporność na zniszczenia i lekkość. Silikonowe są dodatkowo elastyczne, dzięki czemu są bardziej poręczne. Pamiętaj, że każda butelka, nieważne z jakiego materiału wykonana, musi posiadać certyfikat świadczący o bezpieczeństwie. Dokładnie jest to informacja o tym, że w składzie nie znajduje się żadna szkodliwa substancja.

3. Przeznaczenie butelki

Ważne jest również przeznaczenie butelki. Na rynku dostępne są butelki termiczne, które są idealnym rozwiązaniem na czas podróży. Utrzymują temperaturę do kilku godzin, dzięki czemu możliwe jest nakarmienie malucha nawet wtedy, gdy nie masz możliwości podgrzania posiłku. Ciekawe rozwiązanie ma butelka do karmienia niemowląt z funkcją aktywnego ssania. Ten rodzaj to doskonała opcja dla mam, które karmią piersią. Funkcja ta polega na aktywizowaniu tych samym mięśni jamy ustnej, których niemowlę używa podczas ssania piersi. Dla dzieci powyżej 6 miesiąca życia dedykowane są butelki z uchwytem. Pozwalają one rozpocząć naukę samodzielnego spożywania posiłków i są dla maluszka ułatwieniem.

Butelka antykolkowa do karmienia – czy warto ją kupić?

W ostatnich czasach niezwykłą popularnością cieszą się butelki antykolkowe. Zostały zaprojektowane w taki sposób, aby do brzuszka maluszka wraz z pokarmem nie dostawało się powietrze. Istnieje kilka mechanizmów, które uniemożliwiają powstawanie pęcherzyków powietrza. Wyróżnia się:

  • Specjalny smoczek – w tym przypadku smoczek stanowi odrębną komorę, która w całości jest szczelnie wypełniona pokarmem przez cały okres karmienia. W ten sposób powietrze jest wypchnięte do butelki.
  • Specjalny system odpowietrzający – system ten ma na celu wyrównanie ciśnienia w butelce, a tym samym zmniejszenia ilości powietrza, które połyka dziecko. Dzięki temu zapobiega się uciążliwym kolkom.
  • Odpowiednio wyprofilowany kształt butelki.

Artykuł powstał we współpracy z Philips Avent

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Podróże 29 stycznia 2020

Wyjazd na narty z małymi dziećmi – nie mówcie, że się nie da!

Wyjazd na narty z małymi dziećmi, w dodatku na cały tydzień, to dla niektórych totalna abstrakcja. Coś szalonego, a wręcz niemożliwego. Sama słyszałam niejednokrotnie, że „z dziećmi na narty, to niee… nie da się…”. A tymczasem da się, owszem, trzeba tylko odpowiednio się zorganizować – jak zresztą przy każdym wyjeździe/urlopie z maluchami.

Nieskromnie to może zabrzmi, ale za to szczerze Wam powiem, że moja rodzinka 2+3, może posłużyć za dobry przykład na to, że ferie na nartach mogą się udać. Nawet jeśli dzieciaki są małe i jeszcze nie szusują.

Z jakimi maluchami można jeździć? Właściwie to z każdymi! Dla przykładu, w zeszłym roku moje dzieciaki miały: jeden rok, trzy lata i osiem lat. A żeby było ciekawiej, widywałam też ludzi wożących swoje pociechy w gondolach, czyli były zdecydowanie młodsze od mojego wówczas roczniaka. Wniosek jest więc prosty: wystarczą chęci i dobra organizacja oraz współpraca rodziców.

Jak pogodzić jazdę na nartach (lub desce) z opieką nad dziećmi? Bardzo prosto. Wystarczy się wymieniać z partnerem – raz jeździ on, a ja bawię się w tym czasie z dziećmi, później on odpoczywa po szusowaniu i siedzi z małolatami, a ja śmigam na nartach.

Zaznaczę jednak przy tym, że zdecydowanie ciekawiej i milej jest umówić się na taki wyjazd z inną rodzinką, wówczas zawsze znajdzie się ktoś, kto dotrzyma nam towarzystwa, gdy będziemy siedzieć z dzieciakami „pod” stokiem lub gdy będziemy zdobywać zaśnieżone szczyty. Nie wspominając też o tym, że wtedy i dzieciaki mają więcej frajdy, bo jak powszechnie wiadomo rodzeństwo lubi się sobą nudzić i kłócić ;-)

My byliśmy tak dwa razy z rzędu, z przyjaciółmi, którzy mają syna w wieku naszego najstarszego i było genialnie – zarówno dla nas, jak i dla dzieciaków!

No dobra, a teraz ustalmy  o czym należy pamiętać, jadąc z (małymi) dziećmi na kilka dni, na narty…

Ciepła odzież

Ciepła odzież założona na tzw. cebulkę to podstawa. Nikt przecież nie będzie się dobrze bawił, drżąc z zimna. Trzeba więc dzieciaki ubrać tak, by było im ciepło, podczas wielogodzinnego przebywania na dworze, nierzadko przy minusowych temperaturach. A przy tym, by bez problemu można było je rozbierać warstwa po warstwie, gdy przyjdzie taka potrzeba. Na przykład wtedy, kiedy postanowicie pójść coś zjeść, wypić gorącą herbatę lub po prostu się ogrzać w jakimś lokalu. Albo odwrotnie – zmieni się pogoda, słońce zacznie mocno grzać i będzie Wam za ciepło w wielu warstwach. 

Zapasowa odzież

Koniecznie trzeba mieć ze sobą zapasową odzież. Po pierwsze po to, by móc przebrać dziecko, jeśli przemoczy wierzchnie ciuchy, np. bawiąc się (topniejącym) śniegiem lub lodem.  Po drugie trzeba wziąć pod uwagę fakt, że małolat się wybrudzi – podczas zabawy na dworze, jedzenia i picia – lub zdarzy się wpadka fizjologiczna – głównie tyczy się to maluchów.

Jednak z doświadczenia zdradzę Wam, że podczas codziennego, tygodniowego szusowania na nartach i zabawach w śniegu, brudzą się nie tylko dzieciaki, ale też dorośli, dlatego pamiętajcie również o sobie.

Poza tym trzeci powód pakowania dodatkowej odzieży, a właściwie to akcesoriów, takich jak: rękawiczki i czapki, dotyczy zwyczajnego gubienia ich! Czasem się gdzieś odnajdą (dnia następnego), a czasem przepadną bez wieści. Warto być na to przygotowanym.

Suchy prowiant i napoje

Jeśli planujecie spędzać na stoku całe dnie i nie wydawać pieniędzy na zbędne i drogie stołowanie się w okolicznych lokalach (tak jak my),musicie zabrać ze sobą zapas żywności i napojów, by napełniać puste brzuchy. Fajnie jest mieć ze sobą termosy na ciepłą herbatę lub wodę, a także różnego rodzaju termiczne pojemniki, w których można przemycić obiad, jak choćby zupę. Przy dzieciakach warto zaopatrzyć się również w mniejsze przekąski typu: kabanosy, owoce, herbatniki, czy jakąś czekoladę.

Okulary przeciwsłoneczne i kremy z filtrem UV

W górach nawet zimą potrafi mocno przyświecić słońce, a jego promienie odbijające się w białym śniegu okrutnie oślepiają. Koniecznie trzeba mieć pod ręką okulary przeciwsłoneczne (dla dzieci również!), a także krem z filtrem UV – słyszałam już historie o ludziach, którzy wracali ze stoków z poparzeniami twarzy(!).

Zabawki

Niezależnie od tego, czy Wasze dzieci będą z Wami jeździć na nartach bądź deskach, czy nie, zawsze warto zabrać dla nich jakieś zabawki, które umilą im czas, gdy nie będą już miały sił lub ochoty na szusowanie, czy tarzanie się w śniegu.

Najlepiej sprawdzają się małe rzeczy, które nie zajmują dużo miejsca, nie są ciężkie, bez problemu zmieszczą się do małego plecaczka i mogą być niesione przez dzieciaki dreptające  o własnych nóżkach. Bo umówmy się, my – rodzice – mamy już wystarczająco dużo balastu do dźwigania. Te wszystkie narty, buty, kaski, torby z jedzeniem, piciem i/lub zapasową odzieżą… No i jeszcze trzeba ogarnąć dzieci, niektóre ciągnąć za sobą „na smyczy”, inne pchać w wózku, czy jakiś sankach ;-)

Także w kwestii zabawek, poza ich gabarytem, ważne jest, by zabrać to, czym lubią się bawić Wasze pociechy. U nas np. hitem są różnego rodzaju bibelotki z Kinder Niespodzianek, mini laleczki, małe autka, pluszaki, niewielkie książeczki, kolorowanki, notesiki i kolorowe długopisy lub kredki.

Sprzęt NIEnarciarski

Dla urozmaicenia zabaw lub jeśli Wasze dzieciaki z jakiegoś powodu nie jeżdżą na nartach, ani desce, dobrze jest zabrać dla nich sanki lub tzw. dupoloty, czy dupoślizgi – jak zwał, tak zwał ;-)

Zwracajcie jednak uwagę na to, GDZIE Wasze pociechy będą zjeżdżać z górek – niech nie robią tego na środku stoku! Wspominam o tym celowo, ponieważ zdarzają się takie przypadki, że dzieciaki ślizgają się na sankach pomiędzy rozpędzonymi narciarzami czy snowbordzistami. To bardzo niebezpieczne dla jednych i drugich.

Gorąca czekolada, czy inne łakocie…

Umilajcie Waszym dzieciakom czas spędzany na mrozie, serwując im coś dobrego i słodkiego. U nas prym wiedzie gorąca czekolada ;-) Pyszna, gęsta, z bitą śmietaną… mniam! :-D Dla Jaśka w nagrodę za odważne szusowanie nawet po czarnych trasach (gdzie moja narta jeszcze nie stanęła :P ), dla Poli za dzielne stawianie pierwszych kroków na stoku, no i dla Stasia, za to, że nigdy nie marudził, mimo, że jako jedyny, bo najmłodszy, jeszcze nie jeździ na nartach ;-)

Odpowiednia miejscówka z łatwym dostępem do toalety

Jeśli planujemy spędzić ze swoją rodziną cały dzień na stoku, trzeba wybrać odpowiednie miejsce na “rozbicie”. Najlepiej przy jakimś lokalu gastronomicznym, dzięki czemu będziemy mieli: miejsce do siedzenia (ławeczki, krzesła, stoliki), ciepłe napoje i posiłki na wyciągnięcie ręki oraz (przede wszystkim) TOALETĘ! 

To chyba tyle…

Choć na marginesie jeszcze dodam, że my spędzaliśmy z dzieciakami na stoku całe dnie, od godziny 8.00 rano do 16.00-17.00. I nikt nigdy nie zrzędził, że już ma dość. Mało tego, nikt nigdy nie wrócił do domu chory, na skutek wielogodzinnego przebywania na mrozie… ;-) 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close