10 zasad, dzięki którym Twoje dziecko pokocha wizyty u dentysty


Strach przed stomatologiem towarzyszy 46%[i] Polaków. Często zakorzeniony jest we wspomnieniach z dzieciństwa i nieświadomie przekazywany najmłodszym. Tymczasem od wielu lat wizyty dentystyczne są przyjemne i bezbolesne. Jak nie dopuścić do rozwoju dentofobii u dzieci?

Lek. dent. Katarzyna Ostaszewska, ekspert medyczny kampanii „Lekcja stomatologii” z warszawskiej kliniki Prima-Dent, podaje 10 zasad, których przestrzeganie sprawi, że dzieci z ochotą będą chodzić na wizyty stomatologiczne:

  1. Wybór odpowiedniego lekarza – to pierwszy, najważniejszy  krok. Rodzic powinien bezgranicznie ufać dentyście, któremu powierza swoje dziecko. Dobry stomatolog cechuje się profesjonalizmem, delikatnością i przede wszystkim przyjaznym podejściem. Ważne, by odpowiadał na wszystkie pytania rodzica oraz małego pacjenta.
  2. Wczesna pierwsza wizyta – powinna odbyć się najpóźniej około
    6 miesiąca życia dziecka, gdy zaczyna się ząbkowanie. Lekarz zaleci odpowiedni żel znieczulający i fluoryzację oraz skontroluje proces pojawiania się ząbków. Kolejne wizyty należy przeprowadzać regularnie, co 2-4 miesiące, tak aby lekarz mógł ocenić stan układu stomatognatycznego i zalecić najlepsze możliwe rozwiązania w danym momencie.
  3. Wizyta adaptacyjna – jeżeli wizyty dentystyczne w wieku niemowlęcym zostały pominięte, należy zabrać malucha nam wizytę adaptacyjną. Podczas takiego spotkania lekarz w formie zabawy może zapoznać dziecko z tajemnicami gabinetu stomatologicznego oraz podstawowymi zasadami dbania
    o jamę ustną. Warto też przy pierwszym przeglądzie zapytać czy maluch nie potrzebuje dodatkowych źródeł fluoru (nie podawajmy nigdy go na własną rękę, bo w nadmiarze jest bardzo szkodliwy!).
  4. Wspólne leczenie – . warto zabrać malucha na własną wizytę, by pokazać na swoim przykładzie, że leczenie może być bezstresowe, a reakcje pacjenta pozytywne. Dodatkowo dziecko może obserwować pracę dentysty.
  5. Ograniczenie słodkości – zadbanie o zęby malucha to podstawa w uprzyjemnieniu mu spotkań ze stomatologiem. Im zęby zdrowsze, tym działania lekarza będą mniej inwazyjne. Przede wszystkim należy ograniczyć dzieciom słodkie przekąski i napoje.
  6. Wspólne mycie zębów – przynajmniej rano i wieczorem warto umyć wspólnie z dzieckiem zęby. Można robić to w formie zabawy, koniecznie z użyciem nici dentystycznej i płynu do płukania jamy ustnej. Zaszczepi to w maluchu dobre zwyczaje związane z higieną jamy ustnej.
  7. Pozytywnie o stomatologu – nie można straszyć dziecka opowieściami o borowaniu czy wyrywaniu zębów. Najgorsze co można zrobić to mówić przy najmłodszych o swoich złych doświadczeniach ze stomatologią. Wpływa to bardzo na wyobraźnię malucha, a ta jest nieograniczona. O wizycie u dentysty zawsze należy wypowiadać się pozytywnie.
  8. Znieczulenie – jeżeli ząbek będzie wymagał inwazyjnego leczenia, warto zrobić zabieg ze znieczuleniem. Jest to zupełnie bezpieczne i uchroni pociechę przed nieprzyjemnymi odczuciami, które mogą być traumą na resztę życia.
  9. Zabawa w dentystę – wyleczenie wszystkich misiów i lalek również jest dobrym sposobem na zniwelowanie stresu stomatologicznego. Patyczek, latarka i dziecięcy fotelik w zupełności wystarczą by brzdąc przeniósł się do gabinetu, w którym to on jest doktorem. Po takich zabawach wyjście do dentysty nie będzie problemem a przygodą.
  10.  Nagroda – niezbędna za grzeczne zachowanie w czasie wizyty u dentysty. Najlepiej jak będzie to wspólny, aktywnie spędzony czas – wycieczka rowerowa albo basen. Można też wcześniej zakupić wymarzoną zabawkę malucha i poprosić dentystę, by wręczył mu ją na zakończenie wizyty. Niektóre kliniki mają tzw. dentusiowe gabinety. Oferują one kolekcjonowanie maskotek, które dziecko otrzymuje po każdej z wizyt. Malec wiedząc, że ma do zebrania całą kolekcję zabawek, chętniej przychodzi na kolejną kontrolę .

Warto zwrócić uwagę na profilaktykę dentofobii u dzieci, nie można jej lekceważyć. Wczesne oswajanie z gabinetem stomatologicznym oraz eliminacja złych wyobrażeń malucha na temat dentysty kształtuje prozdrowotne postawy na przyszłość. Będą one owocowały świadomymi kontrolami u dentysty i natychmiastową reakcją w przypadku jakichkolwiek niepokojących zmian
w jamie ustnej.

 „Lekcja stomatologii” to inicjatywa Fundacji „Nadzieja dla Zdrowia” oraz NZOZ Prima-Dent w Warszawie, której celem jest pozytywne wpłynięcie na świadomość, a docelowo na stan i przyszłość uzębienia Polaków oraz wyeliminowanie stresu stomatologicznego. W ramach kampanii organizowane są między innymi lekcje edukacyjne dla przedszkoli, szkół, uniwersytetów trzeciego wieku oraz przedsiębiorstw, w czasie których uczestnicy zapoznawani są z technikami dbania o zdrowie jamy ustnej oraz redukcji stresu stomatologicznego. Kampania została objęta patronatem honorowym Rzecznika Praw Dziecka, Mazowieckiego Kuratora Oświaty,  Marszałka Województwa Mazowieckiego, Burmistrza Dzielnicy Mokotów i Burmistrza Dzielnicy Praga Północ oraz patronatami medialnymi Stomatologii Współczesnej, infoDENT24.pl, Nowej Stomatologii oraz Dental Radia. Akcja promocji zdrowia jamy ustnej u dzieci i młodzieży pod hasłem „Lekcja stomatologii” prowadzona jest od 1999 roku. Do tej pory wzięło w niej udział już ponad 30 tysięcy uczniów.

[i] [i] Raport opracowany na potrzeby kampanii społecznej „Lekcja Stomatologii” na podstawie badań przeprowadzonych przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych na zlecenie NZOZ Prima-Dent w styczniu 2014 roku. Analizą objęto grupę 512 osób w wieku 25-50 lat. Struktura próby została skorygowana przy użyciu wagi analitycznej tak, by odpowiadała strukturze Polaków w wieku 25-50 lat pod względem kluczowych cech związanych z przedmiotem badania. Przy konstrukcji wagi uwzględniono zmienne społeczno-demograficzne takie jak płeć, wiek, wykształcenie oraz wielkość miejscowości zamieszkania, a także zmienne związane z szeroko pojętym stylem życia.

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe
9 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Edyta Skrzydło
7 lat temu

Hehehe, właśnie dzisiaj byliśmy u dentysty z chłopakami na lapisowaniu i lakierowaniu ząbków :-D

Anna Liszewska
7 lat temu

Przepraszam za kolokwializm, ale u nas całą „robotę” odwaliła Pani stomatolog. Moja córka NIGDY nie pozwoliła sobie zrobić NIC w buzi. Dopóki nie trafiliśmy do dr Lidii. :)

Belcia Izabelcia
7 lat temu

Nie używaj przenigdy słowa” nie bój się” samo w sobie sieje niepokój bo nie tutaj jest nieme!!!

Klaudia Płókarz
7 lat temu

twierdze ze najwazniejsze jest podejscie stomatologa

Magdalena Figiel
7 lat temu

ja trochę nie za dobrze zaczęłam ze swoją córką bo przed pierwszą wizytą obiecałam jej nagrodę ale na drugą sama chętnie poszła bez obietnic;) powiedziałam jej tylko że jestem z niej bardzo dumna po wyjściu z gabinetu i od tamtej pory chodzi z uśmiechem na ustach;)

Regina Adamiec Babula

Dwa razy był na wizycie mojej i męża, do towarzystwa :-) a kiedy wyszły 2 pierwsze ząbki miał własną. Tydzień temu :-) ma 8 miesięcy. Zachęcił nas do tego pediatra i nie żałujemy. Poza tym że dowiedzieliśmy się jak prawidłowo dbać o pierwsze zęby i dziąsła, to jeszcze sprawilismy Małemu frajdę, bo ewidentnie Mu się podobało :-) Póki co nie mamy problemów z jakimkolwiek lekarzem. Zawsze dzień wcześniej mówimy, że idziemy w odwiedziny do Pani doktor, tego samego dnia przypominamy. Nawet kiedy ma być szczepienie, to mówimy, że będzie małe kłucie, ale cały czas będziemy przy Nim. Nie „ubolewamy” z… Czytaj więcej »

Milena Kamińska
7 lat temu

Byliśmy jest super od małego bawiliśmy się w stomatologa kupiliśmy zestaw dla dzieci i oswajałam ich z tym że ktoś,, grzebie,, im w buzi, wkłada różne narzędzia udawałam różne dźwięki wrrrrr aby nie było zaskoczenia poza tym książki o stomatologu i wizyty adaptacyjne nigdy nie straszyłam i nie używałam słowa nie bój się a co najważniejsze sby dzieci miały do nas zaufanie nie możemy kłamać gdy dziecko na kolejnej już wizycie zspyta czy będzie bolało mówiłam że może trochę zaboleć ale wtedy psni doktor zrobi przerwę i oczywiście stomatolog z podejściem do dzieci

Karolina Rozbiewska
7 lat temu

byliśmy już na 3 wizytach, przede wszystkim trzeba poszukać takiego dentysty który przyjmuje dzieci i ma do n ich podejście, ja przynajmniej opowiadałam młodej co będzie robiła pani dentystka i uczyłam ją szeroko otwierać buzię, wizyta pierwsza przebiegła ok

Maria Ciahotna
7 lat temu

Byliśmy akurat dzisiaj, no młoda była w miarę spoko (ma 5 latek), chociaż jak się okazało, że trzeba zakleić dziurkę w ząbku (nasze tłumaczenie) to musiałam siedzieć z nią na fotelu i ją przytulać. Za to młodszy (2,5roczku) o mało nie ugryzł dentysty :) pokazał zęby w uśmiechu, ale jak było trzeba sprawdzić dokładniej od środka (z lustereczkiem), to było plucie i wiercenie się :) ale na szczęście nasz pan doktor jest wyrozumiały i wspaniały, zaczęcał, pokazywał wszystkie urządzenia – super :)

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Jak postępować z maluchem, któremu nic nie smakuje


„Zagłodzi się nam!” martwią się rodzice niejadków. Czy jest jakiś sposób, by przekonać niesforne maluchy do jedzenia? Są takie dzieci, którym nic nie smakuje. Nie mają ochoty na poznawanie nowych smaków, a kategoria „ulubiona potrawa” w ich słowniku nie istnieje. W ocenie rodziców jedzą zbyt mało nawet tych produktów, które uznają za na tyle smaczne, by poświęcić im uwagę. Skubną odrobinę lodów, zjedzą ćwierć gruszki, połówkę bułki z dżemem…

Wyłącznie pomidorówka

Ponad jedna trzecia rodziców dzieci poniżej 6 r.ż. uważa, że ich pociechy jedzą o wiele za mało. Co czwarty rodzic trzylatka i prawie co drugi czterolatka ma wrażenie, że dziecko powinno jeść więcej, a także próbować bardziej urozmaiconego jadłospisu[1]. I na nic zdają się rady lekarzy przekonujących, że dziecko z „niejadkowania” wyrośnie i z czasem samo zacznie jeść więcej z własnej inicjatywy. Jedna ze znanych polskich restauratorek podzieliła się w prasie anegdotą o swoim kuzynie, który jako dziecko należał do grupy niejadków. Był tak wybredny, że w końcu żywił się wyłącznie zupą pomidorową z kluskami. Nic innego rodzice nie potrafili w niego wmusić. Odmawiał jedzenia warzyw, nie tolerował kanapek ani owoców. Dziś po wielu latach od tamtego etapu życia, pracuje jako obdarzony świetnym wyczuciem smaku szef kuchni jednej z dobrych restauracji.

Różny wiek, różne potrzeby

Czy faktycznie co najmniej jedna trzecia naszych dzieci ma poważne problemy z jedzeniem? Nie. W większości przypadków to my rodzice martwimy się za bardzo. Mamy dobre chęci, chcemy dostarczać młodemu organizmowi wszystkich potrzebnych witamin i minerałów. Nie mieści się nam w głowie, jak kilkulatek może zachować zdrowie i energię, przyjmując tak mało pożywienia. A prawda jest taka, że dzieci potrzebują o wiele mniej jedzenia od nas. Nawet nie połowę „dorosłej” porcji. Nie mają nawyku przejadania się, są obdarzone dobrym i zwykle niezakłóconym jeszcze instynktem jedzenia tego, co jest im niezbędne.
Kiedy maluch wymaga pomocy?

Lekarze powtarzają zaniepokojonym rodzicom, że w historii medycyny nie było jeszcze ani jednego przypadku, by zdrowe dziecko samo się zagłodziło. „A skąd mam wiedzieć, że jest zdrowe, może niechęć do jedzenia jest objawem choroby?” – niepokoją się rodzice. To bardzo dobre pytanie, a odpowiedź na nie jest tu kluczowa. Jeśli dziecko ma chęć i energię do zabawy, a żadne objawy nie wskazują na chorobę, dajmy mu jeść tyle, ile chce. W bilansie tygodniowym, a nie dziennym, okaże się pewnie, że przyjmuje wystarczającą ilość pożywienia.

Sposoby na niejadka

Może się zdarzyć, że dziecko zaczyna mieć kłopot z jedzeniem nie w wyniku choroby, a naszych błędów w organizowaniu posiłków. W dobrej wierze możemy na wiele sposobów zniechęcić go do jedzenia. Nagrodami („zjedz jabłuszko, to będziesz mógł obejrzeć bajkę”), karami („jak nie zjesz jabłuszka, to nie będziesz mógł obejrzeć bajki”), szantażem („jak nie zjesz jabłuszka, to mamusia będzie płakała”), krzykiem („jak zwykle nie jesz, mamusia ma już tego dosyć!”). Kiedy kilkulatek zaczyna kojarzyć jedzenie z grą emocjonalną prowadzoną przez rodziców, wszystko może się zdarzyć. Ewentualne złe nawyki trudno jest potem wyeliminować.

Są też dzieci, które mają nieco mniejszy apetyt od innych. Można je zachęcić do jedzenia korzystając z trików, które nie zawierają elementu manipulacji emocjonalnej.

  • Spróbuj podawać kolorowe, ładne, zaskakujące jedzenie. Rysuj uśmiechnięte buźki ketchupem, rób kanapkom oczy z plasterków ogórka i uśmiechy z kawałków papryki.
  • Podawaj małe porcje. Duże stosy jedzenia na talerzu to dla dziecka czynnik demotywujący.
  • Obserwuj, jak dziecko zachowuje się podczas posiłków poza domem. Może się okazać, że gustuje w innych smakach, niż ty lubisz serwować i po prostu trzeba rozszerzyć repertuar potraw lub zmienić nawyki żywieniowe.
  • Staraj się nie komentować zwyczajów jedzeniowych dziecka przy stole. Pamiętaj, ty jako rodzic już spełniłeś swoje zadanie. Jest nim serwowanie pełnowartościowych posiłków, ale to dziecko decyduje, czy je zje, czy nie. Nawet, gdy ponoszą cię emocje, skup się na czymś innym, np. rozmowie z partnerem.
  • Postaraj się zareklamować nowe jedzenie. „Oto ulubiona potrawa piłkarza Roberta Lewandowskiego – smażona ryba!”. „Dzisiaj spróbujemy czegoś specjalnego – naleśników z bekonem i dżemem. Takie naleśniki jedzą ludzie w Skandynawii i wiecie co? Żyją najdłużej na świecie i nie boją się nawet niedźwiedzi polarnych!”. Jeśli w tych opowieściach miniesz się trochę z prawdą, nikt się nie obrazi.
  • Pamiętaj, że ty jesteś szefem kuchni. Możesz zakazać śmieciowego jedzenia, nawet jeśli dziecko kocha chipsy i czekoladę. Zmniejszenie ilości bezwartościowych przekąsek sprawi, że pora obiadu stanie się przez dziecko wyczekiwana.
  • Świeć przykładem. Dziecko widzi, co jesz i jak jesz. Jeśli chcesz w domu przestrzegania zdrowych zasad żywieniowych, zacznij od siebie. A jeśli musisz je łamać, rób to wtedy, gdy twoja pociecha śpi.
  • Sięgnij po suplement diety polecany dla niejadków. Wzmacniający syrop Profilaktin APETYT z koprem i kminkiem i skoncentrowanym sokiem z jabłka i grejpfruta, korzystnie wpłynie na pobudzenie apetytu i przyczyni się do zwiększenia wydzielania soków trawiennych. A poza tym – jest smaczny…

Profilaktin APETYT zawiera:

  1. Koper – pobudzający apetyt
  2. Kminek – przyczyniający się do zwiększenia wydzielania soków trawiennych
  3. Kwas foliowy, ryboflawinę, witaminy B6 i B12 – niezbędne w produkcji i utrzymaniu prawidłowego stanu czerwonych krwinek, więc przyczyniające się do zmniejszenia uczucia zmęczenia i znużenia.
  4. Niacynę, tiaminę, biotynę – pomagające w utrzymaniu prawidłowej przemiany materii.

profilaktin_apetyt

Cena: ok. 13 pln / 115ml

Producent: Herbapol Lublin S.A. Dodatkowych informacji o produkcie udziela: Polpharma Biuro Handlowe Sp. z o.o., Warszawa, tel. +46 22 364 61 00, www.polpharma.pl

[1] http://www.healthline.com%2Fhealth%2Ffeeding-disorder-of-infancy-and-early childhood%23Overview1&h=0AQE6EalF

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Kolka u niemowląt – jak się jej pozbyć?


Z kolką jelitową boryka się większość niemowląt. Zwykle objawia się ona nadmiernym, krzykliwym, trudnym do powstrzymania płaczem, podkurczaniem nóżek, zaciskaniem piąstek, twardym, wzdętym brzuszkiem. I chociaż trudno zdiagnozować jej przyczyny i skutecznie zapobiegać występowaniu kolki, to  jednak istnieją skuteczne sposoby łagodzenia kolkowych dolegliwości. Jakie?

Jak pomóc dziecku?

Kolka niemowlęca to przykra i uciążliwa dolegliwość. Nic więc dziwnego, że na ból i dyskomfort odczuwany w jamie brzusznej dzieci reagują krzykiem, płaczem, wrzaskiem, a nawet jękiem. Zwykle dolegliwości te są na tyle silne, że emocji malucha nie można ukoić, a krzyk jest niemożliwy do przerwania. Rodzice niemowląt cierpiących z powodu kolki jelitowej bezustannie poszukują więc sposobów radzenia sobie z dyskomfortem odczuwanym przez bobasa. I co się okazuje? Że najlepsze są metody sprawdzone, znane od lat, nierzadko nazywane babcinymi. O czym mowa?

Tulenie jest w cenie

Niemowlęta potrzebują bliskości i czułości, to oczywiste. Dzieci cierpiące z powodu kolki jelitowej potrzebują ich jeszcze bardziej. Delikatne masowanie brzuszka okrężnymi ruchami, ciepła, rozluźniająca kąpiel, noszenie na rękach może zdziałać naprawdę wiele. Jednak wciąż najskuteczniejszą z metod okazuje się być spowijanie pociechy. Ciasne zawijanie niemowlęcia w rożek stwarza warunki podobne do tych, które maluszek zna z brzuszka mamy, sprawia, że dziecko czuje się pewniej i bezpieczniej, szybciej się uspokaja i łatwiej zasypia. Ważne, aby rożek, w którym nosisz i tulisz pociechę, był wykonany starannie i z użyciem najwyższej jakości materiałów. Rożek niemowlęcy firmy Color Stories ze sklepu www.babymama.pl sprawdzi się tutaj doskonale. Wykonany z wysokiej jakości, miękkiego i delikatnego weluru bawełnianego, doskonale współgra z wrażliwą skórą dziecka. A antyalergiczne wypełnienie dba o to, aby na skórze maluszka nie pojawiały się żadne podrażnienia.

Od pierwszych dni życia

Dwukolorowe rożki niemowlęce Color Stories są niezastąpione w czasie opieki i pielęgnacji nad niemowlęciem. Świetnie się sprawdzają już od pierwszych dni życia dziecka. Nie dość, że pomagają pozbyć się uciążliwych przypadłości, to dodatkowo korzystnie wpływają na rozwój emocjonalny pociechy i- wbrew obawom młodych rodziców- nie zakłócają jego rozwoju motorycznego.

Rozek niemowlecy MilkyWay Peach Color Stories-2

Rożek niemowlęcy MilkyWay Peach Color Stories
Rożek niemowlęcy Color Stories– cena 129,00 pln www.babymama.pl

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Jak urodziny to tylko w zoo!


To miały być niezapomniane urodziny, w końcu piąte, pierwsze prawie okrągłe ;) Tort? Przyjęcie? Eee, to takie oklepane :P Prezenty były, ale zamiast przyjęcia i tortu miała być wycieczka – niespodzianka. Dla Duśki jazda pociągiem to już niesamowita frajda, jednak ciągle dopytywała: a gdzie my jedziemy? Ale mamusia i tatuś byli twardzi, nie pisnęli ani słówka ;)

Droga do warszawskiego zoo prowadzi przez Park Praski, właściwie już po wyjściu z tramwaju można zobaczyć duży napis ZOO. Dlatego weszliśmy do Parku Praskiego od innej strony ;) Około kilometrowy spacer przez park i byliśmy na miejscu. Przy wejściu zagadywaliśmy na różne tematy, żeby nie przeczytała napisu nad bramą. Ufff, udało się! Duśka weszła na teren ogrodu zoologicznego zdezorientowana, chociaż to nie był jej pierwszy raz, i nagle:

– To flamingi!!! Jesteśmy w zoo!!!

Parafrazując reklamę: bilet rodzinny pięćdziesiąt złotych, mina pięciolatki bezcenna!

Przy wejściu do zoo stoi tablica z planem ogrodu zoologicznego, warto się z nią zapoznać. Ale jeśli tego nie zrobicie, nie martwcie się, ciężko byłoby zabłądzić, zoo jest dobrze oznakowane, a drogowskazy wyraźne i czytelne.

Czym się różni warszawski ogród zoologiczny od innych? Nie mam pojęcia, dawno w żadnym innym nie byłam. Czy jest wart odwiedzenia? Ależ oczywiście! Od kilku lat warszawskie zoo przechodzi modernizację, zbudowano słoniarnię, ogromny wybieg dla goryli, nosorożce dostały nowy dom, hipopotamy też. W sezonie zimowym można było obserwować zachowanie hipopotamów pod wodą, w lecie są na zewnątrz na tradycyjnym wybiegu dla hipopotamów, czyli po prostu w sadzawce ;) To tyle co pamiętam w porównaniu do poprzednich wizyt, pewnie zmian było więcej.

O której godzinie trzeba przyjść do zoo? Im wcześniej tym lepiej, najlepiej wejść od razu jak tylko brama się otworzy dla zwiedzających. My spędziliśmy w zoo pół dnia i to było o pół dnia za mało. Czemu? Bo każde zwierzę jest unikalne, każde niesamowite, każde prezentuje się wyjątkowo i przy każdym ma się ochotę zostać dłużej.

Ile jest zwierząt w zoo? Nie mam pojęcia.  Żyrafy, słonie, hipopotamy, niedźwiedzie, wielbłądy, żubry, lwy, tygrysy, małpy, puma, panda, pantera, zebry, pingwiny, ptaki, gady…………….. wymieniajcie co pominęłam. Aaa, wydry oczywiście, wydry są cudne! Przy wydrach spędziliśmy bardzo dużo czasu. Równie długo, jeśli nie dłużej, byliśmy u goryli, udało się nawet porozmawiać z ich opiekunką. Z rekinarium Duśka nie chciała wyjść, nie wiedziałam, że moje dziecko jest takie odważne!

Pięciolatka zadecydowała, że musimy się przejechać ciuchcią jeżdżącą po zoo. Urodziny to urodziny, jedziemy! Muszę przyznać, że to był dobry pomysł, chwila odpoczynku bardzo się przydała.

Na terenie zoo jest kilka miejsc gdzie można coś przekąsić, ja polecam budkę z frytkami naprzeciwko wybiegu dla lwów. Nie żeby frytki były jakieś wyjątkowe, chociaż wcale nie były złe. Coś do frytek też było, ale nie pamiętam co. Czemu akurat tam? A karmiliście kiedyś wróble frytkami? :D Co odważniejsze wskakują na stolik, mniej odważne krążą po sąsiednich stolikach lub na ziemi, ale blisko. A jak już poda im się frytkę to nie wypuszczą, walczą jak psy o kość. Ot, taki mały bonus wśród tych wszystkich zwierzaków. Bo pamiętajcie, że zwierząt w zoo karmić nie wolno. Za to można zobaczyć jak wygląda karmienie zwierzaków jeśli przyjdzie się do nich o odpowiedniej godzinie. Informacje o tym znajdziecie na stronie internetowej warszawskiego zoo. Przy niektórych zwierzętach widziałam tabliczki informujące o godzinach karmienia.

Na terenie zoo widziałam plac zabaw, ale kto by miał na to czas? Nie wiem dokładnie, jak on wygląda i czy jest wart polecenia.  Na pewno godzien uwagi jest przyjemny zakątek gdzie pływają łabędzie. Krótki pomost, rozszerzenie z ławkami, cisza, spokój, łabędzie i lemury na drzewach ;) Kolejna chwila wytchnienia. Takie chwile są potrzebne, bo zoo zajmuje sporą przestrzeń, ciocia Wiki twierdzi, że to 32ha, a więc obejście tego wszystkiego wymaga nie tylko czasu ale i siły ;)

Ta wizyta w zoo była bardzo sympatyczna i… za krótka! Już planujemy następną ;) A Wy?

IMG_2238

IMG_2107

IMG_2121

IMG_2127

IMG_2136

IMG_2142

IMG_2143

IMG_2151

IMG_2157

IMG_2187

IMG_2221

IMG_2226

Zdjęcia: Mirella

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Mirella
7 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Barbara Heppa-Chudy
Barbara Heppa-Chudy
8 lat temu

W warszawskim zoo po raz pierwszy w życiu widziałam pingwiny :)

Mirella
Mirella
8 lat temu

W sumie ja też byłam zaskoczona ich obecnością :D

Magda
Magda
8 lat temu

Szkoda, że mamy pół Polski do tego ZOO

Mirella
Mirella
8 lat temu
Reply to  Magda

Wakacje to dobra pora na wycieczkę!

Asia
Asia
8 lat temu

W Warszawskim zoo jeszcze nie byłam, ale mam nadzieję, że kiedyś odwiedzę :)
A póki co polecam opolskie zoo ;)

Mirella
Mirella
8 lat temu
Reply to  Asia

Jakoś daleko do Opola…

Milena Kamińska
7 lat temu

Udanej wycieczki

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close