14 faktów o drugim śniadaniu, bez którego ani rusz. 10 powinien dać do myślenia!

14 faktów o drugim śniadaniu, bez którego ani rusz. 10 powinien dać do myślenia!


Basia Heppa-Chudy

5 września 2016

Początek września wiąże się ze sporymi emocjami zarówno u dzieci, jak i u rodziców. Zaczął się rok szkolny, a wraz z nim nowy rozkład dnia, codzienne obowiązki, spotkania z rówieśnikami. Jestem mamą, więc przede mną także nie lada wyzwanie –  jakie zdrowe drugie śniadanie przygotować dziecku, by je z chęcią zjadło i by o nim pamiętało w ferworze nauki i zabawy.

Bo to, że warto je każdego dnia wkładać dziecku do tornistra, to oczywiste.

Cała prawda o drugim śniadaniu:

1. Jego zadaniem jest dostarczenie składników odżywczych i energii niezbędnej Twojemu dziecku na cały długi dzień w szkole.
Dlatego NIE MOŻE się składać ze słodkiej drożdżówki, czekoladowego batonika i coli!

2. Bez zdrowego drugiego śniadania mały uczeń traci siły, energię, umiejętność skupienia się, staje się ospały i rozdrażniony. Od tego, co maluch je w szkole, zależy jego wydolność intelektualna i koncentracja oraz dobry humor.

3. To nie może więc być tylko mała przekąska, ale większy posiłek – w końcu musi dostarczyć wszystko, co niezbędne.

4. Drugie śniadanie powinno zawierać:

  •        białko – znajdziesz je w serze, jajkach, rybach, mięsie, szynce, parówkach (ale tylko te z dużą ilością białka zwierzęcego, bez dodatku glutaminianu sodu, sztucznych barwników i fosforanów),
  •        witaminy – pod postacią warzyw i owoców w różnych kolorach,
  •        dobre źródła energii – pieczywo najlepiej razowe,
  •        tłuszcze – npmasło – ułatwi wchłanianie witamin rozpuszczalnych w tłuszczach.
  •        do picia: woda, sok (najzdrowszy to ten przygotowany w domu), pitny jogurt lub kefir.

5.  Pamiętaj, to od Ciebie zależy kształtowanie „zdrowych smaków” u Twojej pociechy.

6.  Im śniadanie składa się z większej ilości różnorodnych produktów, tym większa szansa na zbilansowaną dietę, także w przyszłości. Wiesz co mam na myśli – dobre nawyki!

7. Dobra wiadomość jest taka, że pożywne śniadanko, poprzez dostarczenie pełnowartościowych składników zmniejsza ochotę na uwielbiane przez dzieci słodycze.

8. Twoje dziecko nie lubi pełnoziarnistego pieczywa? Ale pewnie uwielbia tosty. Przygotuj je ze zdrowego chleba – pyszne, chrupiące, z różnymi dodatkami. Albo razowa tortilla ze smacznymi składnikami – na pewno maluch zje ją z apetytem.

9.  Nie kupuj gotowców – śniadanie smakuje lepiej, gdy przygotuje je mama lub tata.

10. Albo jeszcze inaczej… Samodzielność naszych dzieci jest zaskakująca – świetnie obsługują smartfona, a czy potrafią zrobić kanapkę? Zaproś malucha do przygotowywania sobie śniadania – to może być dla niego prawdziwa frajda. To sposób by oswoił się z nowymi produktami lub by samodzielnie podjął decyzję, co chce zjeść danego dnia (oczywiście wybór między zdrowym a zdrowym jedzeniem).

11. Ważne aby śniadanie samo wołało “zjedz mnie!”, musi apetycznie wyglądać i składać się z kolorowego jedzenia (z pomocą przychodzą barwne owoce i warzywa!).

12. Zapakuj dodatki do chrupania w osobne pojemniczki – korniszony, rzodkiewki, migdały itp.

13. Zadbaj o to, by dziecko miało ładne pudełko np. z ulubionymi bohaterami z bajek lub zwierzętami. Śniadanie w sztywnej śniadaniówce nie zgniecie się i będzie apetycznie wyglądać. Użyj kolorowych serwetek, klamerek, wykałaczek w kształcie motylków lub kwiatków.

14. Każdego dnia drugie śniadanie może być miłym zaskoczeniem dla małego ucznia – dzieci lubią niespodzianki. Czasem warto też kanapkę zamienić w wesoły „rysunek”.

Z apetycznym, kompletnym i zdrowym drugim śniadaniem nasze dzieci mogą ruszyć do szkoły – na podbój świata!

drugie-sniadanie-1

drugie-sniadanie-3

drugie-sniadanie-2

drugie-sniadanie-5

drugie-sniadanie-4

Zdjęcia: Basia


Wpis powstał we współpracy z producentem wędlin dla dzieci „Duduś”

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Kiedys tak sie nie jadalo. Kanapka w reke i sio ;)

    1. Tak było. Ale cieszę się, że przyszła zmiana :)
      Sama z większym apetytem jem pyszne, estetyczne śniadanie, niż zwykłą kromę.

    2. też lubię kolorowe wiosenne kanapeczki

  2. :) 10 punkt owszem świetny ale w sobotę lub niedzielę, gdy codziennie wstajemy o 6 wszystko jest na biegu. Ale to ja robię śniadanie, zawsze jest jakieś warzywko i do tego niegazowaa woda. Choć nie jestem idealna i czasem rzadko ale się zdarza gdy zaspimy niestety jest kupna drożdżówka

    1. Ja szczerze mówiąc też sobie tego samodzielnego szykowania jeszcze nie wyobrażam w tygodniu, ale mówię to jako mama 7-latka. Za to w weekend, czy na kolację – czemu nie. A i może kiedyś w przyszłości dziecko mi będzie do pracy przygotowywało kanapeczkę :)

    2. moje dzieci 8 lat i 4 lata chętnie w sobotę robią sobie kanapki zdaża się że zrobią też nam śniadanko i jestem z tego dumna ale gdyby miały to robić w tygodniu musiały by wstawać po 5 a tego sobie nie wyobrażam o tej porze każda minuta na wagę złota :-)

  3. od 3 lat sama przygotowuje sniadania córce , drożdzówka zdażyła sie nam moze ze 3 razy w tym czasie . Jest jogurt , lub owoce pokrojone i zalane jogurtem naturalnym do tego amarantus. Woda niegazowana. Bułka z żółtym serem , albo z ogórkiem (niestety tylko to wchodzi w gre) . Dodatkiem do tego jest szkolny obiad .

  4. My codziennie mamy owsianke lub jaglanke na rozgrzewkę z owocami i orzechami. Dobrze smakuje, jest zdrowa i syci na długo. Co do parówek to jestem na nie bo zmielone tam jest wszystko. Kanapka, owoce i warzywa jak najbardziej na TAK :-)

  5. parówy zagryzane winogronami… zaraz padnę, jakbym to dostał na śniadanie w szkole, to by mnie koledzy i koleżanki zabili śmiechem… nie zmuszę mojego dziecka do takiej paranoi – parówki??? to już wyklucza ten post – nawet jeśli to parówy bezglutenowe, sojowe i cholera wie bezczegotamjeszcze… na bank bez jakiejkolwiek wartości odżywczej… hihihi… – po tym zdjęciu nie ważnie co piszą, t i tak bezsens…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Rowerzysto! Nie korzystaj z tego przywileju!

Rowerzysto! Nie korzystaj z tego przywileju!


Mirella

2 września 2016

– A co to za wypadek był pod kościołem dziś rano? Śmiertelny chyba. Ty tam mieszkasz to na pewno wiesz. Policja stała i te buciki tak leżały. Dziewczynki jakiejś. Chyba dziewczynki, bo takie kolorowe. Takiej dziesięcioletniej chyba. Widziałaś? Przecież szłaś tamtędy rano. Musiałaś widzieć.

Nie mieszkam pod kościołem, powiedzmy, że w pobliżu. Ale faktycznie, można mnie podejrzewać o prowadzanie tamtędy dziecka do szkoły. Jednak nie, chodzimy inną drogą i może i dobrze. Wcale bym nie chciała, żeby Duśka oglądała takie widoki.

Nie wiem, co tam się stało, mogę jedynie zgadywać. Skoro buciki leżały na asfalcie, to raczej dziecko nie jechało samochodem. Albo przechodziło przez przejście, albo jechało rowerem. No właśnie…

Rowerzyści muszą mieć bardzo silne lobby w parlamencie. Nie wierzycie? Przywileje rowerzystów są naprawdę spore. Jak inaczej przeforsowaliby zapis dający im pierwszeństwo zawsze, gdy są na ścieżce rowerowej? Zawsze znaczy zawsze. Nawet jeśli ścieżka rowerowa wiedzie przez środek skrzyżowania, nie muszą hamować i się rozglądać. Pieszy musi, rowerzysta w analogicznej sytuacji już nie. Nie wierzyłam, ale kolejni nagabywani przeze mnie kierowcy twierdzą zgodnie:

– Jeśli jest oznaczona ścieżka rowerowa przecinająca jezdnię, to rowerzysta ma pierwszeństwo.

Nie wiem, co za kretyn to wymyślił. Nie korzystam z tego przywileju, bo w moim pojęciu jest on zwyczajnie niebezpieczny. I apeluję do Was rowerzyści: idźcie w moje ślady!

Pod wspomnianym wyżej kościołem wygląda to ni mniej, ni więcej tylko tak, że ścieżka rowerowa „przechodzi” z jednej strony jezdni na drugą. Efekt? Rozpędzeni rowerzyści nagminnie wpadają rozpędzonymi rowerami na jezdnię, kierowcy dają „po hamulcach” i jedni do drugich mają pretensje. Rowerzysta zasłania się prawem, kierowca zdrowym rozsądkiem. I chociaż sama poruszam się po drogach rowerem, to w tym wypadku sercem jestem po stronie kierowców. Oni zwyczajnie nie są w stanie wyhamować, jak im nagle wpadnie rower pod koła. Że niby mają profilaktycznie hamować? Hmmm, no można niby próbować, jak się wie, gdzie są ścieżki rowerowe i niebezpieczne, aczkolwiek legalne przejazdy przez jezdnię. Ale po pierwsze, nie każdy to wie, mało kto jeździ po mieście na pamięć, a zanim się zauważy znak, może być zwyczajnie za późno. Po drugie, rowerzyści poszli krok dalej. Uznali, że skoro w niektórych miejscach można przejeżdżać przez jezdnię, nie rozglądając się na boki, to znaczy, że można wszędzie, nawet tam, gdzie nie ma ścieżek rowerowych, tylko opieszałe miasto nie postawiło odpowiednich znaków. Nie wymyśliłam tego, usłyszałam od znajomego taksówkarza.

Jak jest naprawdę? Faktycznie rowerzysta w określonych sytuacjach ma prawo jechać po chodniku, ale nigdy przenigdy nie ma prawa przejechać przez przejście dla pieszych. To jest ten moment, kiedy ma zejść z roweru i go przeprowadzić. Oczywiście jest to najczęściej łamany przez rowerzystów przepis. Ścieżka rowerowa i chodnik zlały się w jedno, a co za tym poszło, przejście dla pieszych i przejazd dla rowerów też. I od tej pory określenie pirat drogowy nabrało zupełnie nowego znaczenia.

Są przywileje, z których można, a nawet trzeba korzystać. Są też takie, o których lepiej zapomnieć. W pewnych sytuacjach lepiej kierować się zdrowym rozsądkiem. Tak po prostu. Inaczej może się okazać, że to nasze buty będą leżały na asfalcie.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Sama jestem rowerzystką i nie wyobrażam sobie nie zatrzymać się przed przejściem tylko dlatego, że mam pierwszeństwo. Kierowca może mnie nie zobaczyć, rozmawiac przez telefon, cokolwiek, jemu nic się w samochodzie nie stanie, ja niekoniecznie wyjdę bez szwanku. Ba nawet jadąc po ulicy i mając pierwszeństwo trochę zwalniam i rozglądam się bo o wypadek nietrudno. To ważne, żeby apelować do wszystkich o trochę rozumu!

    1. Taki mamy klimat, że to samochód musi hamować… Nawet gdy własnie zjeżdża z ronda…

    2. Tak coś o tym wiem tak właśnie doszło do mojej pierwszej stłuczki ja po hamulcach a kierowca z auta za mną we mnie

  2. Święte słowa kierowca straci prawko rowerzysta życie

  3. Bardzo dobry przepis… Jeśli jest oznaczona ścieżka rowerowa przecinająca jezdnię, to rowerzysta ma pierwszeństwo. Tylko… Mamy ścieżki rowerowe dostosowane do starych przepisów… Ścieżki nie powinny być na chodniku a pasem jezdni. Tak, żeby rowerzysta był zawsze widoczny dla kierowcy. U nas mamy nowoczesne przepisy ale ciągle budujemy ścieżki rowerowe, które są przestarzałe. U nas ścieżki ciągle są częścią chodnika zamiast być częścią jezdni… Innego koloru, gdzie za samo najechanie samochodem na ścieżkę w miejscu innym niż skrzyżowanie, kierowca powinien tracić prawo jazdy na 3 miesiące. Niezależnie czy jechał tam rower czy nie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Operacja Dada, czyli co mnie łączy z tajnym agentem i pieluchą?

Operacja Dada, czyli co mnie łączy z tajnym agentem i pieluchą?


Fizinka

1 września 2016

Jest piękny słoneczny dzień. Razem z Polą zajmujemy się naszymi codziennymi sprawami, gdy nagle słyszę dzwonek do drzwi. Otwieram, a tam nikogo. Stoi tylko jakaś paczka, na której nie znalazłam żadnych informacji o adresacie i nadawcy. No ale skoro stoi u progu mych drzwi, stwierdzam, że to dla mnie i zaciągam ją do środka. Po otwarciu okazuje się, że to przesyłka od tajnego agenta – pseudonim Dada, który zlecił mi poważną misję.

W paczce znalazłam tajemniczą walizkę i krótki list, a w nim kilka wskazówek podpowiadających, co mam zrobić. Wygląda na to, że wraz z Polą, mam przyjąć rolę detektywa i rozłożyć na części pierwsze dziecięcą, jednorazową pieluszkę.

test-dada

Tak więc podejmujemy to wyzwanie i przystępujemy do wykonania zadania.

MISJA: DADA

Cel misji: Przeprowadzenie testu jakości pieluszek Dada

PRZYGOTOWANIE DO WYKONANIA ZADANIA

Przed przystąpieniem do wykonania zadania, rozpakowuję otrzymaną w przesyłce walizkę i wyciągam z niej wszystkie akcesoria, które posłużą mi jako narzędzia.

Do dyspozycji mam:

  • pieluszki,
  • butelkę z płynem 300 ml,
  • szklaną zlewkę,
  • odważnik 1 kg,
  • specjalne papierki,
  • stoper,
  • miarkę,
  • nożyczki,
  • szkło powiększające,
  • rękawiczki.

Dodatkowo przygotowałam sobie kartkę i ołówek, by skrupulatnie notować obserwacje oraz aparat, by móc przedstawić Wam dowody w postaci zdjęć.

test-dada-2

WYKONANIE ZADANIA

  1. Mierzenie elastyczności

Zgodnie ze wskazówki, w pierwszej kolejności muszę sprawdzić elastyczność pieluszki. W tym celu rozkładam ją na blacie i mierzę jej długość w spoczynku. Następnie rozciągam pieluszkę i ponownie dokonuję pomiaru.

Porównanie wyników:

  • pieluszka w spoczynku – 32 cm
  • rozciągnięta pieluszka – 42 cm

test-dada-4

  1. Testowanie chłonności pieluszki

Przygotowuję odpowiednią ilość płynu w zlewce, zgodnie ze wskazówką, dla pieluszki w rozmiarze MIDI jest to 100 ml. Rozlewam całą zawartość zlewki wewnątrz pieluszki i odczekuję 5 minut. W tym czasie obserwuję, jak szybko pielucha wchłania płyn, którym ją potraktowałam. Muszę przyznać, że idzie jej to bardzo sprawnie, bo wystarczyło zaledwie kilka sekund, by zauważyć, jak ów płyn zaczyna znikać, dosłownie na moich oczach! I powiem Wam, że to dosyć ciekawe doświadczenie, bo nigdy wcześniej nie miałam okazji obserwować, jak działa pieluszka. Zanim minęło 5 minut, płyn zdążył się już całkowicie wchłonąć, ale cierpliwie czekam, aż zadzwoni stoper i da mi znać, że mogę przejść do kolejnego kroku.

test-dada-5

Po upływie określonego czasu kładę na pieluszkę 10 specjalnych papierków i dociążam je odważnikiem o masie 1 kg. Odczekuję 15 sekund, po czym ściągam odważnik i oceniam, jak bardzo płyn się wchłonął. W tym celu rozkładam papierki i dokładnie im się przyglądam. Dzięki temu, że płyn był zabarwiony na niebiesko, mogę dokładnie obserwować jego odbicie na owych papierkach. Efekt jest dla mnie dość zaskakujący, w pozytywnym znaczeniu, ponieważ niebieska plama widnieje tylko na 3 papierkach. A w zasadzie śmiało można powiedzieć, że ten trzeci został tylko delikatnie muśnięty, co według mnie, na taką ilość płynu (100 ml) daje bardzo dobry wynik.

test-dada-6

  1. Co kryje się w środku, czyli cięcie pieluszki

To zadanie chyba podoba mi się najbardziej, bo nigdy wcześniej nie miałam okazji tak dokładnie i od środka przyglądać się mokrej pieluszce – co sprawia, że czuję się trochę jak Scherlock Holmes w damskim wydaniu.

Używając nożyczek przecinam na pół testowaną pieluszkę i dokładnie, z pomocą szkła powiększającego sprawdzam, jak prezentuje się ona w środku. Ciekawym zjawiskiem jest dla mnie to, co stało się z płynem, ponieważ zmienił się on w coś, co wizualnie przypomina cukier – mam nadzieję, że uda Wam się to dostrzec na zdjęciach. Różnica polega tylko na tym, że ma to niebieską barwę i w dotyku formę żelu, aniżeli kryształków (cukru). A dzięki temu, jak magicznie płyn zmienił swój stan skupienia, po rozcięciu pieluszki, nie wylewa się on, lecz wypada – to jest doprawdy intrygujące!

test-dada-1

Dla zaspokojenia swej ciekawskiej natury tnę również suchą pieluchę, tak by móc ją porównać do mokrej. W ten sposób dokładnie widzę, jak wkład chłonny zmienia swoją strukturę i jak bardzo pęcznieje.

  1. Kompleksowa analiza

Korzystając z okazji dokładnie przyglądam się całej pieluszce i do jej zalet na pewno zaliczyłabym: – długi wkład, co z pewnością przekłada się na jej chłonność,

  • elastyczne boczki, zapewniające swobodę ruchów dziecka,
  • szerokie falbanki przy nóżkach, mające zabezpieczać przed ewentualnym przeciekaniem,
  • brak zapachu perfum, to zdecydowanie ich wielki atut!

Ponadto pieluszki są bardzo miękkie i przyjemne w dotyku, a na dodatek swoją kolorystyką i rysunkami cieszą oko.

WNIOSKI

Muszę przyznać, że pieluszka przeszła nasz test pozytywnie i jestem szczerze zdumiona, że po takiej ilości przyjętego płynu, nie miałyśmy żadnego przecieku. A 100 ml to przecież całkiem spora porcja jak na taką małą pieluszkę – nie wiem, ile godzin dziecko musiałoby chodzić w jednej pieluszce, by nasiusiać taką ilość.

Cieszę się, że mogłyśmy z Polą pobawić się w eksperymenty i poczuć nutkę detektywistyczną. Sprawiło nam to dużą frajdę. Co prawda Pola nie brała czynnego udziału w głównej części badania, ale wszystkie akcesoria, włącznie z pieluszkami, dokładnie sprawdziła na swój sposób…. – organoleptycznie ;-)  

P.S. To jeszcze nie koniec!

dada

To jeszcze nie koniec testowania pieluszek Dada, bo również Lusia – Agnieszki została testerem Dady, a jej starszy brat chętnie włączył się w wspólną zabawę. Po wykonaniu zleconego zadania Lusia i Marcin przystąpili do kolejnej fazy eksperymentowania. Dodam, że zgadzam się z wnioskami Fizinki w 100%. Pieluszki są bardzo chłonne – ale my postanowiliśmy iść o krok dalej i dodatkowo sprawdzić, ile wody jest w stanie wchłonąć wkład z pieluszki

test-dada1

Jak zrobić śnieg w środku lata,  czyli zabawa sensoryczna z pieluszką

To proste, wystarczy woda, duża miska, nożyczki, lupa i pieluszka – a dokładnie jej wkład. Pieluszkę nacinamy i pozwalamy dzieciom wyciągnąć cały jej wsad do miski – coś przypominającego watę, jakiś drobny proszek – pomocna będzie lupa, by bliżej przyjrzeć się nieznanemu.

test-dada

Potem wystarczy wlać wodę – przy pierwszym podejściu wlewaliśmy ją powoli – w sumie ok. dwie szklanki i zaczęła się zabawa. Mieszanie to chyba największa frajda w całym tym eksperymencie. Szybko jednak się okazuje, że wrzucony suchy skład potroił swoją wielkość i stał się bardziej galaretowaty.

Zatem kolej na dwie następne szklanki – ku naszemu zdziwieniu cała woda została wchłonięta – a naszego śniegu w misce było coraz więcej – aż nie chce się uwierzyć, że jedna pieluszka jest wstanie aż tyle wchłonąć. W dalszym eksperymentowaniu dodawaliśmy barwnik spożywczy, olej, by sprawdzić jak zachowa się nasza masa. Ciekawie także wyglądała pod lupą.

test-dada12

Lusia i Marcin mieli zabawę na całe przedpołudnie, prześcigali się w mieszaniu “ciasta”, próbie robienia kulek “śnieżnych”. Eksperymentowanie z pieluszką wzbogaciło ich o nowe doświadczenia, a małe rączki i paluszki nieźle się napracowały. W sumie wlaliśmy ok 1,5 l wody do każdej miski, a pozornie wyglądający puszek, który początkowo lekko zakrywał spód miski, teraz wypełniał ją po brzegi.

test-dada-8

Na koniec zapraszam Was na krótki filmik naszej produkcji, więc wybaczcie niedociągnięcia. Koniecznie zostawcie lajka, dla naszych małych gwiazd, niech skradną wasze serca :)

 

Wpis powstał we współpracy z Dada

Po więcej informacji na temat najnowszych pieluszek Dada Premium zapraszamy na stronę: http://dada.pl/kategoria/pieluszki-dada/premium

Zdjęcia: Fizinka i Agnieszka J.

Filmik: Agnieszka J.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

    1. Oj tak! A zwłaszcza nasze dwie testerki :)

  1. W kwestii samych pieluszek – moi chłopcy tylko Dadę tolerowali, wszystkie inne pieluszki ich uczulały, także mogę polecić ;)

    1. My głównie korzystamy z Dady i też nie miałam z nimi żadnego problemu

    2. Przy okazji – na oryginalne pampersy obaj reagowali odparzeniami na pupie, z którymi lądowaliśmy u dermatologa :(

    3. :( ciekawe co było tego przyczyną?

    4. Do dziś sie nie dowiedziałam, ale pamiętam jak miałam oryginalne pampy w szpitalu po urodzeniu obu, pozniej też byy podchody do tych pieluch i za kazdym razem konczylo sie tym samym – najpierw wielka czerwona plama, wysypka, pecherze i specjalne masci/ kremy… a pupy zadbane żeby nie było

  2. Ja też ze starszym synem wolę dadę ale brakuje mi przy pieluchach w rozmiarze 1 wyciecia na pępek. Dlatego dla córy do wyprawki zmuszona byłam zakupić te ż Rossmann ale do rady na pewno wrócimy

    1. Co do wycięcia – przecież wystarczy odciąć górę pieluszki – nawet pielęgniarki zakładając pierwszą ‚szpitalną’ pieluszkę tak robią.
      A co do samych pieluch -jak dla nas najlepsze. Aktualnie mamy Pampersy Premium 1 i Dady 1 i nie ma porównania w jakości wykonania… Dady są dużo bardziej miekkie, ładniejsze i lepiej złożone (bo strasznie wkurza mnie takie ‚niechlujstwo’ jak w tych Pampersach…).
      Polecamy Dady z czystym sercem i zdrową, nieodparzoną pupą :)

    2. Ja podwijałam pieluszkę tak żeby pępek odkryty był :)

    3. A ja właśnie nie chcę bawić się w podwijanie

  3. Na części pierwsze nie rozbieralam ale moje dzieci (nie wiem dokładnie które więc mówię, ze oboje) bawiły się w detektywów wrzucając mi pieluche do pralki… masakra…
    I córcia i synek „wychowani” na Dadzie ;-)

    1. Oj znam to. Raz wyprałam pieluszkę z ubraniami. Istny armagedon. Polecam zabawę- choć sprzątania po niej trochę jest

  4. Tylko Dada. Od samego początku. Są naprawdę super. Polecam.

    1. Ja również jestem z nich zadowolona

  5. Brak gotowego wycięcia na pępek to nie problem, wystarczy zawinąć przednią część :) u nas również najlepiej się sprawdziły, zero uczulen,odparzen, przespana cała noc

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Byłam służącą w arabskich pałacach – wstrząsająca historia

Byłam służącą w arabskich pałacach – wstrząsająca historia


Fizinka

31 sierpnia 2016

Już dawno książka nie zrobiła na mnie tak ogromnego wrażenia jak ta. Nie wiem ile razy płakałam czytając kolejne strony, bo po którymś razie zgubiłam rachubę. Gdyby ktoś obserwował mnie wtedy z boku, pogrążoną w lekturze, pewnie pomyślałby, że mam jakieś problemy emocjonalne. A to nie moje problemy, tylko smutna historia o współczesnym niewolnictwie (i nie tylko) tak mnie rozłożyła na łopatki… 

„Byłam służącą w arabskich pałacach” dla wielu zapewne nie jest to na tyle interesujący tytuł by po niego sięgnąć. Zdarzało się, że gdy ktoś pytał mnie co aktualnie czytam, moja odpowiedź wywoływała grymas wielkiego zdziwienia, a nawet mały szyderczy uśmiech, mówiący -”Poważnie?! A co to za shit??” Mnie natomiast ta pozycja od razu zaintrygowała. Nie wiem dlaczego. Do tej pory zwykłam czytać inną tematykę, ale ta jakoś podejrzanie mnie przyciągnęła do siebie.

Książka ta opowiada prawdziwą historię dziesięcioletniej hinduskiej dziewczynki, Bibi, która w wieku 10 lat zostaje wysłana przez swoją matkę do pracy, do Kuwejtu. Wbrew jej woli i pomimo, iż jest jeszcze małą dziewczynką, przerywa naukę w szkole, porzuca swój dziecięcy świat i podejmuje pracę jako służąca.

Z dala od rodzinnego domu i swojej ukochanej mamy, musi poradzić sobie w nowej, obcej i brutalnej rzeczywistości. Sprzątanie wielkich apartamentów, gotowanie, zajmowanie się małym dzieckiem (podczas gdy sama wciąż nim jest!), bycie na każde zawołanie swojej madame – 24 godziny na dobę! Niedostateczna ilość snu, brak wolnego czasu, ograniczona ilość jedzenia i picia, warunki mieszkalne urągające w godność człowieka. Ciągłe usługiwanie, poniżanie, przemoc fizyczna oraz nierzadko wykorzystywanie seksualne, to teraz jej chleb powszedni.

I niestety, choć bardzo by chciała, nie może tego przerwać, wrócić do domu bo czeka ją tam wielka bieda. Bo wylądują na bruku gdy przestanie przesyłać mamie pieniądze. A ponieważ ona poważnie zachorowała nie jest w stanie podjąć żadnej pracy. Z kolei jej starsza siostra, również nieletnia, została wydana za mąż i niedługo później zaszła w ciążę. Dlatego to właśnie 10 letnia Bibi jest teraz odpowiedzialna za utrzymanie całej rodziny! W tym męża jej siostry i ich dziecka.

Poza tym, trzeba spłacić ogromny dług, jaki matka dziewczynki zaciągnęła by wysłać ją do pracy. A ten z każdym dniem rośnie bo obarczony jest wysokim procentem. To wszystko sprawia, że ta mała hinduska nie ma wyjścia – musi zostać niewolnicą i służącą, zadufanych w sobie bogaczy z Zatoki Perskiej.

Historia Bibi, jest tak przejmująca, że nie da się przejść obok niej obojętnie. Osobiście przeżywałam ją na tyle mocno, że zdarzało mi się śnić o tym w nocy. Wielokrotnie krzyczałam w samej sobie, że to nieludzkie, niesprawiedliwe i nigdy w życiu nie powinno się zdarzyć. A tak się dzieje i bohaterka książki nie jest jedyną ofiarą losu. W tamtym świecie, tak odległym i jak się okazuje prawie nieznanym dla nas, takie historie to codzienność. Skrajna bieda i traktowanie kobiet jako gorszych istot, pozbawionych wszelkich praw to smutna, szara rzeczywistość.

Czy wiedzieliście, że w Indiach zazwyczaj nikt nie cieszy się z narodzin córki, bo tamtejszym zwyczajem jest oddawanie rodzinnego dobytku, gdy ona zostanie (wbrew swej woli!) wydana za mąż? A jeśli rodzina panny młodej jest biedna, musi zaciągać wysokoprocentowe pożyczki, co z kolei przekłada się na niewolniczą pracę, często dzieci lub sprzedaż dziewictwa nieletnich dziewczynek, tylko po to by spłacić długi.

Czy wiedzieliście, że w związku z tym, iż dziewczynki stanowią duży, finansowy problem dla swych rodzin, powszechne jest ich mordowanie? Duszenie, topienie, zatruwanie, to najczęstsze sposoby na pozbywanie się niechcianych córek. Gdy o tym czytam, zerkam na moją beztrosko śpiącą, 7 miesięczną Polę i mimowolnie łzy ciekną mi ciurkiem po policzkach…

Czy wiedzieliście, że w arabskich krajach, kobiety oraz małe dziewczynki są nagminnie, często brutalnie i zbiorowo gwałcone, a później karane, nawet śmiercią, za seks poza małżeński?! A poczęte w ten sposób dzieci zostają potajemnie usuwane, w różnoraki sposób, nawet zagrażający zdrowiu i życiu przyszłym – niedoszłym matkom? Ale z reguły to ryzyko i aborcja są jednak najlepszym dla nich rozwiązaniem.

Te i wiele innych okrutnych historii opowiada właśnie Bibi. Niektóre dotknęły ją bezpośrednio, inne ujrzała na własne oczy, o jeszcze innych usłyszała od swoich koleżanek – służących. Wszystkie jednak są dla mnie wstrząsające i wzbudzają we mnie skrajne emocje – od wielkiego żalu, bólu, niezrozumienia, aż po ogromną złość, obrzydzenie i silne poczucie niesprawiedliwości oraz rozczarowania, że Bóg na to pozwala. Jak to możliwe?! Dlaczego?! Nie mogę tego pojąć.

Lektura bez wątpienia do lekkich i przyjemnych nie należy, ale przecież takie właśnie bywa życie. Dlatego, z paczką chusteczek, ale mimo wszystko, polecam Wam tę książkę, by poznać prawdę, o której na co dzień się nie mówi. Polecam, by choć trochę się zreflektować – okazuje się bowiem, że mieszkamy jednak w całkiem dobrym i spokojnym miejscu na Ziemi…

byłam służącą w arabskich pałacach

Zdjęcie: Fizinka

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Czytałam.Wstrząsające jest to,że w XXI wieku są kraje,gdzie kobieta traktowana jest przez ludzi bogatych gorzej niż zwierzę.

  2. Spalona żywcem. Również bardzo wzruszająca historia.

    1. też polecam i jeszcze Wyznania gejszy.

    2. I oczywiście chyba wszystkimi znana Kwiat pustyni. Można też obejrzeć film, ale jednak z całego serca polecam książkę

    3. Przypomniało mi się jeszcze super książka „Bez mojej zgody” Jodi Picoult potem był nawet film ale książka o niebo lepsza. W ogóle wszystkie jej książki uwielbiam.

  3. Ostatnio czytalam Harem Sulejmana i polecam:)))

  4. „Tylko razem z córką” – powstał również film o tym samym tytule z Sally Field

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku