Od kiedy dziecko może samo chodzić do szkoły?


Twoje dziecko jest już wystarczająco zaradne, by samemu chodzić i wracać ze szkoły? Pewnie zastanawiasz się, czy możesz mu na to pozwolić.

Częściowo odpowiedź na to pytanie znajdziesz w  przepisach regulujących zasady ruchu drogowego. Jest tam zapis, że dziecko w wieku do 7 lat może korzystać z drogi tylko pod opieką osoby, która osiągnęła wiek co najmniej 10 lat (nie dotyczy to strefy zamieszkania, ani drogi przeznaczonej wyłącznie dla pieszych). W praktyce znaczy to, że jeśli wracając do domu ma do pokonania choć jedno przejście przez ulicę, gdzie dopuszczalny jest ruch pojazdów, zabronione jest, by skorzystało z niego samo, jeśli nie ma jeszcze 7 lat.

Jeśli maluch ukończył już 7 lat, to może sam pokonywać drogę do i ze szkoły?

Z powyższych przepisów wynika, że tak, ale jest pewien wyjątek. Według kodeksu wykroczeń (Art. 106.) istnieje zakaz pozostawiania bez opieki dziecka do lat 7 oraz dzieci starszych, które nie są na tyle dojrzałe, żeby poradzić sobie w niebezpiecznej sytuacji. Jako rodzic znasz swoje dziecko najlepiej, więc musisz mieć pewność, że sprosta drodze do szkoły i z powrotem.

Jak przygotować dziecko do samodzielnego chodzenia do szkoły?

Przede wszystkim nasza pociecha musi dobrze znać trasę, którą będzie pokonywała. Nie może czuć się niepewnie i mieć wątpliwości, czy w dobrą stronę się kieruje. Powinniśmy zwrócić uwagę na miejsca, w jakich powinna szczególnie uważać. Naszym zadaniem jest nauczenie podstawowych zasad bezpieczeństwa – że poruszamy się po chodniku, na drugą stronę jezdni przechodzimy w wyznaczonych miejscach, przechodzimy na zielonym świetle, a przed wejściem na jezdnię należy się rozejrzeć. Najlepiej pokazać dziecku najłatwiejszą i najbezpieczniejszą trasę i zachęcić, by stale się nią poruszało. Pamiętajmy też, by zaopatrzyć dziecko w odblaski, obowiązkowo, jeśli mieszkamy na wsi, lub droga prowadzi poza terenem zabudowanym. Elementy odblaskowe znacznie wydłużają odległość, z której pieszy jest widoczny, a tym samym zwiększają jego bezpieczeństwo.

Lepiej, żeby dziecko szło samo czy w grupie kolegów?

Są dwie strony medalu – razem jest raźniej. Kolega może być bardziej rezolutny, szybciej zauważy niebezpieczeństwo. Z drugiej strony, jeśli dziecko pójdzie samo, nikt go nie będzie rozpraszał, nie będzie miał się z kim przepychać, wygłupiać, nie będzie narażone na mogące być niebezpieczne chojractwo.

O czym jeszcze warto porozmawiać z dzieckiem?

Warto przedyskutować z dzieckiem różne niecodzienne sytuacje – co powinno zrobić, gdy ktoś obcy zaproponuje, by go podwieźć do domu, jak zachować się, gdy np. zgubi klucze, kogo poprosić o pomoc w razie niebezpieczeństwa itp. Uczulić, aby było zawsze uważne na drodze, bo sama znajomość zasad nie oznacza i nie daje pewności, że inne osoby je stosują.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Moja poszła jako 6 latka do 1 klasy i od 2 semestru sama wracała mamy bardzo blisko przystanek i drogę którą rzadko coś jedzie

  2. Moja poszła do pierwszej klasy i dziś sama wraca szkolnym autobusem odbieram ja z przystanku

  3. Wczoraj na rozpoczęciu roku szkolenego policjantka mowila, ze prawnie dziecko 7 letnie moze juz wracac i chodzić samo do szkoly

    1. Tylko wedlug przepisow drogowych. Wedlug prawa rodzinnego dziecko do 12 roku zycia bez opieki – winni sa rodzice.

    2. moje dziecko też samo chodzi gdy skończyło 7 lat według prawa może się samo poruszać takie dziecko, a odpowiadać za nasze dzieci tak naprawdę odpowiadamy do 18-stki jak się coś stanie, jak dziecko coś narozrabia

  4. Pozatym wszystko zalezy gdzie mieszkasz jaka okolica jaka droga. Moja corka bedzie musiala jak pojdzie do szkoly przejsc bardzo ruchliwa uloce z swiatlami dzielonymi czyli miedzy 2 pasmowka bedzie musiala sie zatrzymac bo raczej nie zdazy i serio w zyciu w 2 czy 3 klasie nie pozwole aby szla sama bo zejde na zawal.

  5. Ale zaraz zaraz, mowimy o Polsce? Z tego, co sie orientuje, dziecko do 3 klasy szkoły podstawowej, nie może opuścić budynku szkoły samodzielnie. W dodatku może je odebrać tylko osoba zgloszona przez rodzicow/opiekunów w szkole. Jak wiec dziecko ma wracać samo? Rodzic jedzie, odbiera je, puszcza przed szkołą i idzie w druga strone? Nie rozumiem

    1. U nas w drugiej klasie dzieci zgłoszone wracaly same. Wychodziły ze świetlicy kiedy im się to podobało i tyle. Same również chodziły. Tak,tak w Polsce :-)

    2. Trzeba podpisać papier, że bierze się odpowiedzialność za dziecko w drodze do i ze szkoły.

    3. To niezle. U nas widocznie jakies wyjatkowr rystrykcje. Choc i tak w zyciu nie puscilabym 7, 8, czy 9ciolatka samego do/ze szkoly

    4. Wszystko zależy jak bardzo odpowiedzialne jest dziecko i jaką ma drogę do szkoły. My akurat mamy bardzo blisko do szkoły bez bardzo ruchliwych przejść więc nie widziałam provbkemuyaby syn w wieku 8,5 lat sam chodził do szkoły ( akurat zaczął sam chodzić w drugim semestrze więc nie wracał po ciemku).

    5. Rozumiem. Ja mieszkam niby w niewielkim miescie pod Warszawa, ale niestety moj syn ze szkoly musialby przejsc ruchliwe skrzyzowanie, park, jeszcze gorsze skrzyzowanie ×2 i isc pozniej jakis 1km wzdłuż jednej z glownych drog, a pozniej kolejne 800m roga bez chodnika… Nie wyobrazam sobie tego.

    6. Czy ja napisałam, że do 18stki? Mój syn chodzi sam na plac zabaw, do kolegów, na boisko – które są w okolicy, a nie ponad 2 km od domu. Mnie rodzice wozili do szkoły do 6 klasy włącznie, więc rozumiem, że wg Pani jestem niedojdą. To dziękuję bardzo za taką opinię. Widzę, że kultura na tym fp nie obowiązuję, bo za wyrażenie własnego zdania jest się obrażanym. Trochę kultury Pani Kingo, bo przez facebooka widzę, że słoma Pani z butów wystaje.

    7. Kiedyś w drugiej klasie już na szyji klucz się nosiło a teraz dzieci do 18 chce Pani dziecko wozić ? 3 klasa spokojnie może iść samo. nie wychowujmy niedojdow

    8. masz błędne informacje, moje dziecko do szkoły samo chodziło w 1 klasie miało 7 lat ( od 2 semestru ) odbierałam jeszcze ja, ale w 2 klasie będzie mieć 7,5lat dziś wypisałam zgodę że może sam wracać, wczoraj na rozpoczęciu dostaliśmy takie kartki w których rodzice zaznaczali które dzieci wracają same do domu

    9. jeżeli daje się dziecko do najbliższej szkoły to nie ma problemów zazwyczaj jest ten 1km do przejścia gorzej gdy rodzice wybrali super wypasioną szkołę która znajduje się na drugim końcu miasta no to muszą wozić pewnie i do 15 lat

    10. Ohoho mama mama co ty nie powiesz ha ha ha

    11. To jest najblizsza szkola. Uczylam sie w niej ja (jako dziecko mieszkalam b. blisko obecnego miejsca zamieszkania) i chodzili do niej moi rodzice. 1 szkola w naszym miescie, jedna z jej zachowanych czesci powstala jeszcze na dlugo przed wojna. Z biegiem lat, gdy miasto zaczelo sie rozrastac i zaludniac dobudowano jeszcze 2 szkoly, jedna jest od nas 5 km, druga 8 km :) W planach jest budowa kolejnych szkol, jednak jak znam zycie, gdy do tego dojdzie, moj syn skonczy juz studia :)

  6. Moja córka zaczęła chodzić sama w połowie trzeciej klasy.

  7. Nasza jest w tym samym wieku. Do szkoły chodziła kilka razy sama pod koniec roku szkolnego dopiero. Wracać jeszcze nie wracała,ale od tego roku zacznie :-) ale zapewne zimą jednak będziemy ją odbierać bo kończy późno,a i w drugim semestrze zaprowadzac bo rano jeszcze ciemno.

  8. Mój syn do 1 klasy poszedł jako 7 latek a sam do i ze szkoły zaczął chodzić w drugim semestrze 2 klasy.
    Oczywiście musiałam napisać oświadczenie do szkoły iż może wracać sam do domu po zajęciach lekcyjnych i na moją odpowiedzialność.

  9. Ten sam wiek i klasa. Na razie odprowadzam i przeprowadzam. Będę się przymierzać do jej samodzielnego chodzenia do szkoły. Z przychodzeniem niby ok, ale i tak będzie sama w domu. Na razie posiedzi na świetlicy.

  10. Ja mam 8 latka w III kl. Będziemy wkrótce przymierzać się do jego samodzielnego chodzenia do szkoły.

  11. A ja polecam rozmpwe z dzieckiem. Moja corka obecnie 11lat w 2 kl sama chodzila miala 10min do szkoly i 1 przejscie dla pieszyc. To bylo szybkie ciecie ale z jej strony mamo robisz mi siare inne dzieci chodza same

  12. Wszystko zależy od tego jak.daleko jest szkoła w jakiej okolicy i czy samo musi chodzić czy ma rówieśników którzy będą z nim Chodzić a może i nawet starszych kolegów o koleżanki

  13. Mój synek ma 4 lata wiec narazie o tym nie mysle. Mieszkam na wsi i u nas do szkoly odwozi dzieci gimbus.. Ale jeszcze nie myśle jak to będzie bo mam wrażenie , że dłużej będę żywa i piękna hahahahahah za dużo dotąd myślałam, aż z wrażenia zaczęłam łysieć..to darowałam sobie :-D

  14. Mój syn miał 6 lat bliżej siedmiu urodziłam synka niepełnosprawnego i nie mogłam go odprowadzać zawsze szedł z kimś starszym od siebie albo podjeżdżał tramwajem jeden przestanek

  15. 8 lat, od 2 klasy 2 semestru chodzi sam. Czasami zajdę pod szkołę po niego, ale ogólnie wraca sam.

  16. Moja Wika też ośmiolatka ale jest w drugiej klasie. Od pierwszej klasy chodzi sama ale mamy 2 minutki do szkoły.

  17. Moja corcia poszla wraca do domu sama od 2 semestru II klasy, ale mamy do szkoly 200m. A ja zawsze na nia czekam w oknie

  18. Prawnie niby 7 lat. Ale mi sie wydaje ze to szybko. Ja mieszkam w domku przy bardzo ruchliwej ulicy w dodatku jest niebezpieczny zakret a trzeba przejsc na chodnik na 2ga strone. Szzerze nie wyobrazam sobie tego samodzielnego chodzenia. Tir za tirem. Jezdza masakrycznie szybko

  19. Popatrzcie co się porobiło,czy czasy takie, czy my rodzice zwariowaliśmy?moja córka za rok idzie do szkoły, więc wszystko przed nami i juz się zastanawiam na ile i kiedy pozwolę jej samodzielności. Ja mieszkałam na zwykłym blokowisku, do szkoły miałam może 1 km i tylko przez pierwszy tydzień babcia prowadziła mnie do szkoły potem już z kluczem na szyi sama chodziłam i bez problemu.

    1. No tylko zobacz ile miałaś lat jak poszłaś do szkoły i czy miałaś do przejścia ruchliwą, dużą ulicę (my mamy – wylotowa z miasta, na dodatek bez świateł – sama mam stracha bo jeżdżą jak wariaci i nie raz musiałam “uciekać” z przejścia).

    2. Też szybko zaczęłam chodzić sama, około 1km do szkoły miałam, ale to były inne czasy… było znaaacznie mniej samochodów na ulicach i ogólnie albo było bezpieczniej albo po prostu nie słyszało się wtedy o pedofilach, porwaniach itd.

    3. Ja również chodziłam sama 😀 ale do szkoły miała bliziutko przy moim osiedlu stała szkoła przejście tylko przez ulicę na której nie jeździło za dużo aut.

  20. ja zaczęlam puszczać syna samego dopiero od tego roku szkolnego. Syn rozpoczął IV klasę.

  21. Moje 6 łatki chodziły same wracał ze mną ze względu na przepisy nauczyciele nie mogli ich wypuścić samych dopóki nie mieli po 7 lat

  22. mój chodzi sam odkąd skończył 7 lat (2 semestr klasy 1) poszedł jako 6 latek, według prawa gdy skończy 7 już sam chodzić na terenie zabudowanym po chodniku, odbierałam jeszcze ja, w drugiej klasie miał juz 7,5 lat będzie chodził i wracał sam właśnie napisałam zgodę do szkoły by dziecko puszczali po lekcjach do domu, ma zegarek na który mogę dzwonić ma tez gps w tym zegarku, widzę gd gdzie jest, oczywiście zależy jaką dziecko ma tą drogę do szkoły i jaka odległość, u nas jest ok 0,5km kładka + 2 osiedlowe uliczki, moje dziecko jest w tej nielicznej grupie większość rodziców dzieci wozi rano na 7 i odbiera o 17 ze świetlicy

    1. Dopiero w tym wieku pozwoliłaś dzieciom chodzić do i ze szkoły samemu?

    2. Tak, jeszcze nie pozwolilam, ale pozwole dopiero za siedem lat. No moze od 13 roku zycia, zobaczymy.
      Mieszkam w Buenos Aires i to nie jest miejsce gdzie pozwala sie dzieciom a w szczegolnosci dziewczynkom na chodzenie samemu.

    3. No to faktycznie zupełnie inne realia.

  23. Syn skończył w tym roku 7 lat, właśnie zaczął 2 klasę. Przynajmniej jeszcze przez jeden semestr będzie prowadzany i odbierany. Choć planuję jeszcze przynajmniej przez calą drugą klase. Zobaczymy za jakieś pół roku na ile jest “ogarnięty”. Do szkoły ma ok kilometra, jedną drogą mniej, drugą bardziej bezpieczną. Zobaczymy :)

  24. Mój ma 8 lat ale nie odważę się go samego puścić. Niby mamy nie daleko do przejścia dwa skrzyżowania ale strasznie niebezpieczne , co chwila są jakieś wypadki a mój synuś straszna gapa nadal Idzie i zazwyczaj buja w obłokach już nie raz go łapałam bo nie zauważył że światło się zmieniło

  25. przecież kodeks drogowy mówi od kiedy dziecko moze isc samo poboczem/chodnikem itd

  26. Moja również ma 8 lat i chodzi do III klasy. Wozimy ją do i ze szkoły. Mieszkamy daleko od szkoły, samodzielne chodzenie przez czas jakiś nie wchodzi w grę.

  27. Na pewno będę zawodziła dziecko do szkoły,ale sama zasuwałam od pierwszej klasy na nogach ….

  28. Ten sam wiek i klasa. Dostala zegarek z gps i funkcja dzwonienia. Plan jest na juz ale musimy przejsc wszystkie trasy razem

  29. U nas ciężko. Córka 9 lat ale przez obwodnice trzeba przejść i niestety nie ma stopka.

  30. Moja córka dzisiaj pierwszy raz sama szła w obie strony, ale miałam stresa

  31. Mój odkąd skończył 7 lat

  32. Moje dzieci same chodziły i 7-mio latka chodzi sama ,to nie przepisy ograniczają tylko my rodzice z młodych ludzi robimy nieudaczników. Miałam 7 lat i całe miasto z nowego osiedla do centrum jeździłam autobusem z kluczem na szyi nie było telefonów ale było zaufanie a dziś dzicz zaraz zboczency gwalciciele porywacze …paranoja

  33. 10 lat to rozsadny wiek chyba, 7 wydaje mu sie wczesnie. moja corka ma 7, ale nie zostawialabym jej samej na ulicy

  34. Magdalena, cos dla Ciebie :)

  35. Wszystko zależy od wielu czynników ale w głównej mierze od lokalizacji miejsca zamieszkania względem szkoły. Przykładowo mój syn ma 11 lat ale mieszkamy pod miastem (czyt. na wsi) i do szkoły jest co prawda niedaleko bo około 700m. ale na prawie całym tym dystansie jest droga bez chodnika. Droga, o sporym natężeniu ruchu pojazdów zarówno osobowych ale z racji wsi również traktorów, kombajnów itp. Oczywiscie, gdybym mieszkał w mieście na jednym osiedlu miał szkołę, nawet oddaloną od 1km to syn chodziłby już pewnie ze 2 lata samemu. W tej sytuacji nie puszczę go samego jeszcze minimum rok, pójdzie sam w wieku 12-12,5r. Wówczas dopiero można mówić o stosunkowo dobrze rozwiniętym instynkcie samozachowawczym u człowieka.

  36. ja ma 12 lat i mnie mama prowadza choć nie chcę :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Jedyne, co mnie teraz pociesza, to dieta. Może przy okazji schudnę


Zdrowie to człowiek docenia, jak traci, mówię Wam. I nie po to Wam to mówię, żebyście mi klaskali, tylko żebyście docenili wcześniej. Jak nie, to się obudzicie z ręką w nocniku, jak ja. Bo ja to się za brzuch łapię już kilka razy dziennie.

Gdybym miała mieć do kogokolwiek pretensje o swój obecny stan zdrowia, to w pierwszej kolejności naplułabym w twarz lekarzowi, który mnie badał, gdy miałam 15 lat. Już wtedy skarżyłam się na męczące bóle w prawej połowie brzucha. Pojawiały się rzadko i w sumie dawało się je znieść, no ale jednak pojawiały się, a przecież nie powinny. Lekarz walnął mnie zdrowo w brzuch i stwierdził, że jak nie boli, to nic mi nie jest. Bardzo zabawne. Zabolało, bo mnie walnął. Powiedział mi jeszcze, że jestem zdrowa i sobie wymyślam.

Wiele lat musiało minąć, żebym zrozumiała, że to były pierwsze objawy problemów z woreczkiem żółciowym. Za wiele. Może gdybym wiedziała wcześniej, dałoby się to jakoś po ludzku wyleczyć i nie musiałabym dać sobie tego woreczka wyciąć. Mądry Polak po szkodzie.

Brak woreczka potraktowałam obojętnie, nie ma, to nie ma, nie ja pierwsza i nie ostatnia. Ponoć na świecie przeprowadza się rocznie sto tysięcy takich zabiegów. Na początku nawet pilnowałam diety, potem przestałam. Nie jem mięsa, więc i tak najtłustsze potrawy na mój talerz nie trafiają. Po roku rolę woreczka miały przejąć rozszerzone drogi żółciowe. Może i przejęły, ale ja zaczęłam zauważać inne problemy. Bóle brzucha pojawiały się znikąd i trudno je było do czegokolwiek przypisać. Jakieś takie niewyraźne i niejednoznaczne. Pogadałam z wujkiem Google, bo niby czemu nie, ale od niego ciężko się czegoś dowiedzieć. W zasadzie ten facet stawia zawsze tę samą diagnozę: rak. Nie wiadomo czego, ale na pewno rak. Dobrze, że babcia mnie uczyła, żeby facetom nie wierzyć, bo by mnie ten doktorek Gugl wykończył nerwowo. Przekopałam też internet, żeby znaleźć wszystkie przyczyny uczucia pełności i ciężkości, bo czułam się wiecznie, jakby mi ktoś rozgotowanych ziemniaków do brzucha napchał (a przecież ich nie jem!), ale nie znalazłam jednoznacznego rozwiązania swoich problemów.

Poszłam krok dalej. Dałam sobie zrobić gastroskopię (nigdy więcej za nic w świecie!!!), dowiedziałam się, że mam nadżerki na żołądku. Dla niewtajemniczonych – nadżerki to pierwsze stadium wrzodów. Przestałam pić kawę i jeść ostrą chińszczyznę. Przez jakiś czas jakby było lżej, ale tylko przez jakiś czas.

W tak zwanym międzyczasie zrobiłam sobie rutynowe badania, które wykazały, że amylaza (hormon trzustki) mi rośnie. No szlag by to trafił i małe szlaczki na dodatek! Najpierw woreczek, potem żołądek, a teraz to?? Wujek Google jak to wujek Google, uznał, że mam raka, albo jestem alkoholiczką. Z dwojga złego alkoholizm łatwiej wyleczyć, mimo to wybór jak między dżumą a cholerą. Nie piję takich ilości alkoholu, żeby mi miały przewód pokarmowy wykończyć, zaczęłam szukać dalej. No i tu kółeczko się zamyka, trzustka potrafi zwariować po usunięciu woreczka. No mówię Wam, wszystkiemu winien ten pierwszy lekarz, że też nie zapamiętałam jego nazwiska, psia go mać. Jak nic poszłabym go opluć!

Na wizytę do specjalisty pójdę w październiku, tego roku. Na NFZ. Powinnam się cieszyć, że nie za dwa lata. Ale wszelkie badania zrobię sobie prywatnie sama. Trzeba ten proces zdrowienia przyspieszyć, bo od tego chorowania, to się coraz bardziej chora czuję. A ja naprawdę nie mam czasu chorować. Także, jeśli jesteście zdrowi, to doceniajcie ten stan, a jak coś boli czy strzyka to szukajcie przyczyn, aż znajdziecie. Jak nie zaczniecie szukać teraz, to potem znajdziecie za dużo. Tak jak ja. Jedyne co mnie teraz pociesza to dieta. Może przy okazji schudnę?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Niestety nie tylko ty jedna cierpisz za nieprzemyślaną decyzję konowała. Pewnie tak go nauczyli na studiach, jak coś boli to należy wyciąć 😂 Bez woreczka jest ciężko,ja na razie mam. Ale tak jak piszesz słyszałam że prace woreczka po jakimś czasie przejmują drogi żółciowe. I normuje się wszystko, ale dietamusi być Współczuję serdecznie że trafiłaś na takiego lekarza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Wspomnienia, które można dotknąć


Wakacje to piękny i bez wątpienia bardzo wyczekiwany czas błogiego lenistwa i korzystania z uroków lata. Za planowanie urlopów, bliższych lub dalszych wycieczek, zabieramy się zazwyczaj kilka miesięcy wcześniej. I bardzo dobrze, bo dzięki temu nie tylko jak najpełniej wykorzystamy ten czas ale i zbierzemy niezwykłe wspomnienia.

W ekwipunku każdego urlopowicza główną pozycję na liście rzeczy koniecznych zajmuje aparat. Nieważne czy profesjonalny, czy w telefonie, ten gadżet  pozwala uchwycić momenty, które chcemy zachować w pamięci. Co prawda piękno tego, co nas otacza chłoniemy wszystkimi zmysłami, ale to fotografie pozwalają wyrwać takie momenty ze szponów zapomnienia. Z czasem pamięć zaciera szczegóły i bywa, że to właśnie rzut okiem na zdjęcie, pozwala przywołać z jej głębin wszystko to, co tak bardzo cieszyło nas w wakacyjnym czasie.

Jednak gdy wracamy do domu z głową pełną wrażeń, popełniamy grzech zaniedbania i najczęściej nasze zdjęcia zostawiamy tam, gdzie zostały zrobione – w pamięci telefonu i aparatu lub przesyłamy je na dysk twardy komputera i zgrywamy na płyty. Po czym o nich zapominamy, aż do kolejnych porządków, czy to na półce z płytami czy katalogach w komputerze.

Szkoda, by w ten sposób piękne wspomnienia towarzyszyły nam jedynie od czasu do czasu. Ja osobiście wolałabym mieć je na półce i sięgać do nich za każdym razem, gdy przyjdzie mi ochota znów nacieszyć oczy błękitem nieba, wspomnieniem ciepłych promieni słonecznych i cudownego czasu, który spędziłam z rodziną.To fantastyczna terapia, szczególnie skuteczna na zbyt krótkie i szare jesienno-zimowe dni. Poza tym, to cudowny prezent dla rodziców na święta

Przy okazji powiem wam, co ja zrobiłam z moim fotografami. Oczywiście nie będę kłamać, to działanie należy do chlubnych wyjątków, gdyż do tej pory gromadzone przeze mnie zdjęcia były przechowywane w cyfrowym zapisie na karcie pamięci aparatu. Sama sobie obiecałam więcej tego błędu nie popełniać i was zachęcam do tego samego.

Już kiedyś pisałyśmy na blogu o możliwości sprezentowania sobie lub bliskim niezwykłej fotoksiążki Printu. I tym razem postanowiłam skorzystać z możliwości wykonania egzemplarzy fotoksiążki z wakacji i chętnie podzielę się z wami ułamkiem moich wspomnień.

Gdy wydobyłam zdjęcia z czeluści komputera (po roku), wybrałam kilkadziesiąt najpiękniejszych fotografii z wycieczki do Krakowa. To miasto ujęło nas absolutnie wszystkim! Pogodę mieliśmy tak cudowną, że aż żal tego nie wspominać, więc fotografie mojej rodziny wyszły po prostu bajecznie. Tak, wiem, zapewne nie jestem obiektywna, ale gdy patrzę na te zdjęcia właśnie takie mam odczucia ;)

Kiedy przyszło do wykreowania własnych fotoksiążek, uzbroiłam się nie tylko w ogromną ilość zdjęć do selekcji, ale także w kilka godzin wolnych od obowiązków. Nie oszukujmy się, jeżeli z tysiąca zdjęć z tygodniowego wyjazdu chcecie umieścić kilkadziesiąt w fotoksiążce, musicie wybrać te najlepsze, a to wymaga czasu. Udało mi się to w jedno popołudnie. Zresztą, były to godziny wykorzystane w doskonałym nastroju, bo przeglądanie takiej ilości zapisanych wspomnień jest po prostu niezwykłe. Byłam wtedy w ciąży z trzecim dzieckiem i aż mi się buzia uśmiechała, kiedy trzymając małego na kolanach, znów przeglądam fotografie z brzuszkiem.

Gdy już wybrałam wszystkie potrzebne zdjęcia, wystarczyło abym przeciągnęła je w programie kreatora na odpowiednie pola w wybranym szablonie. Tam możliwości jest od groma, wybieracie kształt, rozmiar swojej fotoksiążki i motyw przewodni. Sami decydujecie o wyglądzie każdej poszczególnej strony i robicie to, na co macie ochotę. Daję słowo, że jeśli tylko podejdziecie do tego z otwartą głową, wyjdzie wam prawdziwe cudo, które z dumą będziecie prezentować rodzinie i znajomym. Ja, gdy tylko otrzymałam fotoksiążki, pierwsze co zrobiłam, to usiadłam z dziećmi pokazując im raz jeszcze to, co miało miejsce w poprzednie wakacje. Nawet pojawiła się nieśmiała łezka wzruszenia, gdy po raz kolejny oglądałam piękną ciążową sesję, wykonaną w końcówce sierpnia. Niezwykły klimat, wyjątkowe miejsce i takie same wspomnienia.

Myślę, że za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, gdy będę sięgała do fotoksiążek z zapisanymi przeze mnie wspomnieniami, nadal będę czuć taki sam zachwyt i nostalgię za tym co było tak piękne i tak szybko przeminęło. Jeśli więc sami macie zdjęcia godne wyciągnięcia z czeluści dysku twardego komputera, posłuchajcie dobrej rady cioci Mani i zróbcie własne fotoksiążki. Jedno wam mogę powiedzieć –  na pewno nie pożałujecie. A satysfakcja i duma ze swojego dzieła będzie wam towarzyszyć za każdym razem, gdy po nie sięgniecie.

To na pewno nie ostatnia moja fotoksiążka, a kolejne sprawię jako prezent dla rodziców, przecież życie niesie ze sobą wiele chwil wartych takiego uwiecznienia. Nie sądzicie?

Fot. Ż. Kańczucka

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Super! Ja już tyle razy się za to zabieram i wciąż brakuje czasu… :(

    1. też tak kiedyś miałam, ale się zmobilizowałam. Uwielbiam oglądać nasze zdjęcia :)

  2. Bardzo lubie fotoksiążki :-), co roku, pod koniec robię takie “zestawienie roczne” ;-) naszej rodzinki i naszych różnych wydarzeń. Na Boże Narodzenie dostają w prezencie teściowie i moja mama, jeden egzemplarz dla nas. Staram się zrobic podobnie tzn. ten sam rozmiar, podobna okładka, żeby albumy tworzyły całość i tak od 2013 r. powstaje kolejny album :-) Samo wykoananie zabiera dużo czasu, ale dla mnie to przyjemne i releksujace zajęcie.

  3. Ja do tej pory trzymałam na komputerze A teraz raz na kilka miesięcy będę wszystkie wywoływać ewentualnie drukować

    1. ja też kiedyś trzymałam, aż wtedy dysk szlag trafił … nie wspomnę o mojej wściekłości i rozpaczy w tym dniu ;)

    2. Mialam wlasnie to samo. 😔

  4. U mnie na półce stoi już 5 fotoksiążek z wakacji i jedna podsumowująca trzy lata przedszkola mojego syna. Bardzo lubię tego typu formę przechowywania wspomnień. Z setek zdjęć starannie wybieram te najciekawsze, najważniejsze, najpiękniejsze i powstaje fotoksiążka, którą z przyjemnością się ogląda :) W każdej książce wykorzystana jest taka sama czcionka więc stanowią one jakby odrębne części jednej całości, którą mam nadzieję w kolejnych latach uzupełniać o kolejne wspomnienia.

  5. Moje do tej pory na pendrive i komputerze są ostatnio przeglądane by zrobić z nich albumy bo trochę szkoda jak wszystko przepadnie.

  6. Niestety nie tylko ty jedna cierpisz za nieprzemyślaną decyzję konowała. Pewnie tak go nauczyli na studiach, jak coś boli to należy wyciąć 😂 Bez woreczka jest ciężko,ja na razie mam. Ale tak jak piszesz słyszałam że prace woreczka po jakimś czasie przejmują drogi żółciowe. I normuje się wszystko, ale dietamusi być Współczuję serdecznie że trafiłaś na takiego lekarza.

  7. Mam foto książkę ślubną piękna rzecz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Kupię dzieciom psa albo kota, będą miały świetną zabaw (k)ę!


“Chcesz kotka?” – pyta pewna kobieta mojego syna. “Mam kilka malutkich, niedawno się urodziły. Pokażę Ci zdjęcia.” Reakcji mojego dziecka chyba nie muszę opisywać? Oczywiste jest, że był na tak. Ale dlaczego mnie – matki – nikt nie zapytał WCZEŚNIEJ o zdanie??

Niestety tego typu sytuacje zdarzają mi się stosunkowo często. Nie wiem czy akurat  mam do tego szczęście, czy może spotyka to wszystkich, nieposiadających jakichkolwiek zwierząt rodziców? W każdym razie bawi mnie to i irytuje jednocześnie.

Dlaczego? Ano np. dlatego, że co najmniej śmieszne i perfidne jest dla mnie, pytanie mnie “Dlaczego nie macie psa (lub kota)?” od osób niemających dzieci. Z całym szacunkiem, ale czy ja Was pytam, dlaczego Wy nie  macie dzieci?? No nie! Bo to nie moja sprawa.

Poza tym słabe są dla mnie argumenty, które próbujecie mi za każdym razem wciskać. Jak np. ten, że dzieci lepiej się rozwijają kiedy dorastają w otoczeniu zwierząt. Cóż, nie twierdzę, że tak nie jest, ale równie dobrze można powiedzieć, że dzieci lepiej rozwijają się gdy mają rodzeństwo i poświęcających im czas rodziców.

Albo ten wskazujący nasz dom jako wystarczający powód do zakupu zwierzaka. “Macie dom i nie kupiliście sobie jeszcze psa?!”. No patrzcie, jakie my dziwolągi jesteśmy. Może powinniśmy się zbadać u psychologa? Bo to przecież nie jest normalne… w Waszym mniemaniu oczywiście.

Jednak najpopularniejszym argumentem jest ten, że moje dzieci – jak to dzieci – lubią zwierzątka i bardzo cieszyłyby się z nowego domownika. No więc jak one chcą, to ja, kochająca mamusia, powinnam spełnić ich zachciankę.

Czy aby napewno? No nie wydaje mi się. Zresztą niewątpliwie dziwne jest to, że tego typu wnioski wysuwają osoby mające jakiegoś pupila, czyli ludzie, którzy raczej zdążyli się już przekonać z czym to się wiąże.

A pracy przy zwierzaku jest przecież niemało. Codzienne sprzątanie odchodów (z klatki, kuwety lub podwórka), odkurzanie sierści, wyprowadzanie na spacer (kilka razy dziennie), karmienie, które łączy się z dodatkowymi zakupami i nierzadko gotowaniem. Dbanie o zdrowie, a więc regularne odwiedzanie weterynarza, szczepienie, podawanie leków jeśli zachodzi taka potrzeba. No i oczywiście nauka dobrych manier (tresura) oraz wspólna zabawa, bo jej, szczególnie psy, również potrzebują. Poza tym, jest jeszcze kwestia opieki nad zwierzęciem pod naszą nieobecność, np. podczas wakacji  – bo zostawić go samopas przecież nie można.

A jeśli do tego wszystkiego dodamy jeszcze pozostałe codzienne obowiązki, takie jak praca zawodowa, prowadzenie domu, czy wychowywanie dzieci to robi się już naprawdę ciasno w ciągu jednej doby.

I każdy powinien mieć tego świadomość. Bo wziąć zwierzaka pod swój dach to nie problem. Problemem natomiast staje się czasami codzienna opieka nad nim.

Osobiście znam ludzi, którzy sprawili sobie psa – bo mają dom, bo wszyscy dookoła posiadają psy, bo był taki słodki jako szczeniak,… – a teraz o niego nie dbają, nie poświęcają czasu i w zasadzie to woleliby gdyby uciekł i już nie wrócił. Wtedy mieliby spokój.

Więc jeśli następnym razem moje dziecko będzie się zachwycać Twoim pupilem, zamiast go zachęcać, by namówił rodziców do zakupu, powiedz mu, że zwierzę to nie zabawka, którą rzuca się w kąt, kiedy się znudzi. A mnie, zamiast oceniać i krytykować,spróbuj zrozumieć – być może mam już na tyle dużo obowiązków, że więcej nie potrzebuję.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja mam dwa koty .. dlatego że je uwielbiam .. a córkę ucze do zwierząt szacunku .. jeszcze mała jest to tak nie rozumie .. ale krzywda kotom moim się nie dzieje ..

    1. Przypuszczam, że decyzja o posiadaniu kotów była przemyślana – i o to właśnie chodzi!

    2. Kot był zanim byłam w ciąży i tak są już do dziś .. ja miałam koty jak byłam dzieckiem tak i teraz córcia ma

  2. Dzieci uwielbiają koty i psy, ale decyzja o przygarnięciu zwierzątka do domu powinna być przemyślana. Bo kot czy pies tonie zabawka i rośnie…!

    1. Otóż to! Każdy powinien mieć takie podejście, to nie byłoby tyle zaniedbanych i porzuconych zwierząt!

  3. Taa! Dobry artykuł. I dziwne myślenie tych którzy posiadają psa. Ten który go nie posiada to zły człowiek… 😂😂😂 Nie dziwię się Twojej reakcji, bo pies to faktycznie nie zabawka, gdyby inni byli tego świadomi to nie byłoby schronisk dla zwierząt.

    1. Dokładnie!

  4. Marta Langner

    Ja niestety jestem niechlubnym przykładem…pare lat temu tez kupiłam córeczce zwierzaka,świnkę morska,która nie miał się kto zająć-koniec końców,gdy wyjeżdżaliśmy na wakacje wzięła ja moja mama i świnka od tego czasu jest tylko przez nas ,,odwiedzana”.Dzieki temu wiem,ze żadne poważniejsze zwierzątko jak pies czy kot nie wchodzi w rachubę,właśnie z powodów które wypisałeś w artykule.Tez codziennie słyszę ,,mamo,zobacz jaki słodziak,chce takiego”ale mam świadomość,jak by się to skończyło.

    1. Dobrze, że tego typu lekcja odbyła się “tylko” na małej śwince. Kto wie czy Twoja mama zgodziłaby się np. na dużego psa..
      A dzieci stety niestety zawsze chcą zwierzątko – sama też chciałam kiedy byłam mała. Ważne wtedy żeby rodzice podjęli świadomą decyzję, a nie dzieci, pod wpływem emocji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku