Jest Gang Świeżaków, są i tatuaże. A co, matka to niby nie może?


Ostatnio dostałam od męża propozycję bardzo nietypowego prezentu. Okazja nie byle jaka, bo zarówno rocznica ślubu jak i moje nadchodzące urodziny, więc szanowny małżonek zaproponował mi możliwość zrobienia tatuażu. Nigdy nie byłam specjalnie przekonana do zdobienia własnej skóry rysunkami, ale u innych tatuaże, szczególnie te czarno-białe, bardzo mi się podobały. Raz się żyje, więc stwierdziłam że najwyżej na starość, jak nie będę mogła patrzeć na tatuaż, po prostu zdejmę lustra ze ścian.

Zanim oddałam się w ręce tatuatora, musiałam wybrać wzór. Chciałam być bardzo ambitna i opracowałam mieszankę własnej koncepcji i gotowca z internetu. Byłam z siebie niewiarygodnie dumna i poszłam z odręcznym malunkiem do tatuatora. Ten uśmiechnął się tylko i powiedział, że on mi tego nie zrobi, bo z czymś takim gania 90% licealistek. Kazał mi wrócić do domu i przespać się z pomysłem. Dałam sobie 2 dni na obmyślenie wzoru. Ostatecznie wybór padł na geometryczną wilczycę, bo nie aż tak często robi się takie tatuaże, więc z delikatną modyfikacją tatuatora ustaliliśmy wzór dla mnie.

Wszystko byłoby pięknie, poza jedną rzeczą – nie mogłam tego wzoru umieścić tam, gdzie planowałam. Wielkość oraz ten rodzaj wzoru nie wyglądałby dobrze na karku. Z kolei na nodze (tej na której mam mniej pajączków po ciąży ;) ) mam rozległą bliznę od kolana w dół, jako pamiątkę po nieszczęśliwym wypadku. Niestety na świeżych bliznach i na pieprzykach nie powinno się robić tatuażu, podobnie jak na rozstępach. Chodzi o to, że zbliznowacona skóra ma inną strukturę i tusz może inaczej się zachowywać, niż w zdrowej skórze, więc nie ma gwarancji, że w takim miejscu tatuaż będzie perfekcyjny. Zazwyczaj blizny można tatuować, gdy mają przynajmniej 2-3 lata, wtedy tatuaż może stać się ciekawym sposobem na zakrycie szpecącego miejsca. Jeśli najpierw chcecie zmniejszyć przykrą pamiątkę, sięgnijcie po maść na blizny pooperacyjne czy po oparzeniu. Nie zdziwcie się także, gdy tatuator poprosi o zaświadczenie od lekarza o braku przeciwwskazań do tatuowania.

Ostatecznie zdecydowałam się wytatuować wilczycę na wewnętrznej stronie przedramienia. Zanim tatuator przystąpił do dzieła, obejrzałam wcześniej wykonane przez niego prace oraz gabinet, pod kątem ryzyka zakażenia. Wzór o wielkości mniej więcej 8 cm x 5 cm tatuowany był ponad godzinę, nie licząc czasu przeniesienia wzoru na kalkę. Ta godzina była godziną dość intensywnych doznań, bo jednak skóra na przedramieniu u mnie jest dość wrażliwa (ponoć na żebrach jest tragedia, bo same kości), a uczucie wbijających się igieł specyficzne, jak gdyby skalpel przecinał skórę. Oczywiście nijak się to ma do bólu porodowego, więc jak dałyście radę na porodówce, bez problemu dacie i podczas tatuowania.

Pamiętajcie tylko, że nie każdy może zrobić tatuaż (pewne choroby, ciąża, a przy karmieniu piersią trzeba rozmawiać z lekarzem – ja dostałam zgodę). Po zabiegu trzeba go szczególnie pielęgnować, by ładnie się wygoił i dłużej cieszył oko intensywnymi barwami. Nie bójcie się pytać tatuatora o wszystko, co wam do głowy wpadnie. I dobrze się namyślcie nad sensem posiadania takiej ozdoby, jeśli nie chcecie jakiś czas po tatuowaniu cierpieć podczas wypalania wzoru laserem, żeby się go pozbyć.

Jeśli zapytacie mnie czy jestem zadowolona z takiego prezentu, będę krzyczeć że tak! To prawdziwy majstersztyk. W pewien sposób mnie wyróżnia, bo nie wybrałam pierwszego lepszego wzoru, tylko rzecz, która dla mnie ma duże znaczenie. Co więcej, planuję zrobienie jeszcze jednego tatuażu na karku. Bo wiadomo, jak jest Gang Świeżaków, to matka musi mieć tatuaże ;)

Uprzedzając pytania ze strony najbliższej rodziny, jak ja będę wyglądała z tatuażem na starość, z góry informuję, że tak samo, tylko ze zmarszczkami. Zmieniają się czasy i zmienia się mentalność ludzi. Myślę, że staruszka z rysunkiem na skórze nie będzie szokującym kuriozum. Pewnie nie takie widoki nas czekają, tak więc “Keep calm and get tatto” <3

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Dzień dobry mówi Wam dziś Żaklina :)

  2. Dzień dobry. Delikatny makijaż, bardzo mi się podoba. Nie mam, ale u innych chętnie popatrzę. Jestem zdania że kobieta jest zawsze piękna pomimo wieku i żadne ograniczenia jej nie dotyczą miłego dnia Żaklino

  3. Nie mam, nie będę miała bo za bardzo boje się igły ale podobają mi się jeśli są fajne u kogoś :)

  4. Zawsze mi się marzył. Może w końcu się odważe

    1. Ja bałam się, bo w necie się naczytałam, jaka to będzie masakra, a nie licząc kilku momentów, gdy mocniej zaciskałam zęby, to było w porządku. Tatuator śmiał się, że jeszcze zatęsknię za tym bólem. W planach mam już drugi ;)

    2. I na zdjęciu to jest właśnie Twój? w tym miejscu zrobiłaś?

    3. Agata tak, wewnątrz przedramienia, widać do, gdy odwrócę rękę

    1. To prawda, a w ogonie ukryta jest data ur Matiego :-)

  5. Bardzo się cieszę że został poruszony ten temat, bo dalej panuje przekonanie, że ten kto ma tatuaż to zło wcielone, wymyślanie, gadanie “A po co Ci to” itp…wybacz starsze pokolenie, my już mamy inną mentalność, a nasze dzieci też będą miały inną…

  6. Ja mam :-) od 17tki ;-) czyli juz 10 lat, a maz ma dwa :-) corka je uwielbia kolorowac (sa czarne wszystkie). :-)

    1. Kolorowanka na mamusi! Super zabawa.

  7. Mam 7 :) na razie, bo w planach kolejne wzory. Moje córki bardzo lubią moje tatuaże, w pracy, przedszkolu, czy u lekarza nie mam z tym problemu. Także polecam :) Keep Calm & Get Tattoo ❤

  8. Ja mam dwa i planuje jeszcze jeden ;)

  9. Kocham tatuaże, mam trzy i bedzie czwarty:)

  10. 2 mc temu zrobilam też dużo myślam na ten temat. Czasy się zmieniły. To mój

  11. A drugi na plecach. Mały delfinek.

  12. Ja nie mam tatuażu i mieć nie będę.

  13. Ja mam, znaczy dla mnie dużo ;)

  14. mam kilka i będą następne ;) kolejny za parę tygodni ;)

    żaden nie zerzniety z Neta, a panuje taka moda… wkurza bardzo.

    1. dzieki, to “usmiech” Tymka 😂

    2. przy okazji, musiałam się posiłkować netem, bo … nie umiałam dojść do porozumienia z tatuatorem, o co mi chodzi ;) żeby mu nie marudzić, pokazałam “gotowca” i na nim wprowadziliśmy zmiany. Kolejny “rozrysuję” z głowy. Oby :D

    3. widzę, ze wyżej jest typowo zerzniety, temu o tym wspomniałam ;) inspirować się, a ‘przerysowac’ to juz jakaś różnica ;)

  15. Ze mną jest ciężko, bo…
    Sama chciałabym mieć tatuaż, wzór upatrzony od mniej więcej 15 lat, ale…
    No potwornie mi się nie podobają tatuaże
    Jak widzę kogoś z dziarą na pół ręki, to co prawda powstrzymuję się od komentarzy, ale nie zachwyca mnie to i często moim zdaniem bardzo szpeci.
    Na palcach jednej dłoni zlicze osoby, u których wzór i miejsce mi się podobają, sama też chciałabym rysunek tak usytuowany, żeby był niewidoczny na co dzień, a widoczny wtedy, kiedy ja tego chcę.
    Mąż ma swój, wymarzony, dostał go z resztą w prezencie ode mnie, ale też mi się nie podoba

  16. Na razie 1 mały ale zapewne będzie 2

    1. to tak jak u mnie. Miał być tylko jeden, a już mnie nosi ;)

  17. W sumie to już 3 razy się dziarałam, ale w ostatecznym rozrachunku posiadam dwie dziarki, bo jedna to cover. Jest jeszcze kilka miejsc, które chcę wytatuować. Każdy z moich tatuaży opowiada jakąś historię, ma ukryty sens. Mam przyjęte pewne granice, jeśli chodzi o tatuaże, nie podoba mi się np. wytatuowana cała ręka, ale generalnie nie przeszkadza mi to u innych. Na pytania, czy zdaję sobie sprawę, jak to będzie na starość wyglądać, odpowiadam, że z pełną świadomością podjęłam swoje decyzje.

  18. Bardzo mi się podobają. Czekam tylko na odpowiedni moment i wzór :)

  19. Jak to mówią- mam i ja!

  20. Mam od 20 lat ;) albo coś koło tego :P

  21. Mam ich 6… I dobrze mi z tym :)

  22. Mam jeden I planuje kolejne dwa a moze I trzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Wyjątkowa korzyść z posiadania córki


Jak była mała, nie ubierałam jej na różowo, naszło ją mniej więcej w wieku pięciu lat, na co patrzyłam z przerażeniem, bo mam na ten kolor alergię. Marzenia o przyszłej wymianie ciuchów z Duśką odpływały w siną dal. Na szczęście nie tylko marzenia odpływają, czas też płynie.

Rok temu:

Po raz tysięczny otworzyłam szafę i po raz tysięczny wypowiedziałam słowa jednakowo bliskie wszystkim kobietom na kuli ziemskiej: nie mam co na siebie włożyć. Nic to, że szafa pęka w szwach. Nic to, że domknąć się nie daje i to wcale nie w przenośni. Nic to, że z szuflad wystają niemieszczące się rajstopy i staniki, nie mam się w co ubrać i koniec.

Czas na zmiany. Półka z napisem „schudnę” – won! Schudnę, to sobie nowe ciuchy kupię. Półka z napisem „sentymenty”- won! Sentymenty może ogrzeją serce, ale grzbietu już nie. Półka z napisem „ładne, ale wyszło z mody” tym bardziej won, w starej formie raczej nie wróci. A jak wróci, to patrz punkt pierwszy – kupię nowe.

Efekt? Trzy wielkie torby zakupowe ciuchów powędrowały do kontenera na odzież używaną. W szafie zostały trzy bluzki na krzyż, ale przecież tylko tyle nosiłam, reszta i tak się do niczego nie nadawała, teraz przynajmniej mogłam przestać się łudzić, że mam pełną szafę.

Duśka, która była świadkiem wyrzucania starych ciuchów, zapytała:

– To teraz nie będziesz miała półki z napisem „schudnę”?

– Nie. Jak schudnę, to sobie kupię nowe ubrania, albo pożyczę od ciebie.

Spodziewałam się protestu, jakiejś uwagi, że się w jej ciuchy nie zmieszczę, bo choćbym nie wiem ile kilogramów straciła, nigdy nie będę miała figury siedmiolatki, ewentualnie uwagi, że mi nie pożyczy, bo zniszczę, podrę, czy coś. Tymczasem…

– Mamo, ode mnie pożyczysz? Ale przecież ja noszę różowe, a ty nie cierpisz różowego…

Trafiony, zatopiony. Załatwiła mnie bez mydła.

 

Tydzień temu:

 

– Mamusiu, zobacz jakie fajne buty!

Fakt, super. Czarne, naćwiekowane, szkoda, że nie mój rozmiar. Kupiłabym natychmiast.

– Mamusiu, mogę je? I tak musimy jakieś buty na jesień kupić.

Że co ja słyszę? Moja córeczka prosi o czarne buty? Ona? Która jeszcze miesiąc temu mówiła, że czarny kolor jest okropny?? Później stwierdziła, że potrzebuje czarną kurtkę. Do kompletu. Kupiłyśmy.

 

Czasem na podwórko zakłada na bluzę mój ortalionowy bezrękawnik. Mówi, że tak jej wygodniej niż w kurtce.

 

Obstawiam, że góra za pięć lat będziemy nosiły te same ciuchy. Jak schudnę.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Jesienią oglądasz świat z perspektywy okna? Zmień to, dzieciaki kochają jesienne aktywności na świeżym powietrzu


Widok za oknem zdecydowanie odbiega od tego, co moglibyśmy nazwać złotą polską jesienią. Deszczowy i chłodny wrzesień wyjątkowo skąpi nam promieni słonecznych i wcale nie zachęca do ruchu na świeżym powietrzu.

A z dziećmi nie da się przecież siedzieć cały czas w domu, choć sami zakopalibyśmy się pod kocem z gorącą herbatą w ręku. Pół biedy, gdy są zajęcia pozaszkolne, takie jak na przykład basen czy piłka nożna, podczas których dzieciaki mogą się trochę wyhasać i spożytkować swoją energię. Ale co dalej?

Dzieci potrzebują różnorodnych aktywności i nie będę przypominała, jakie gry możemy zafundować im na świeżym powietrzu. Podpowiem natomiast co robić, gdy w domu dzieci się nudzą, a pogoda nie jest taka najgorsza do wyjścia na zewnątrz.

Kompozycja z darów jesieni. Ostatnio w przedszkolu mojego syna widziałam karteczkę z prośbą pani wychowawczyni, aby zebrać tegoroczne dary jesieni, czyli szyszki, żołędzie, kolorowe liście, jarzębinę czy kasztany, które następnie zostaną wykorzystane do wykonania jesiennej kompozycji. Wystarczy wyobraźnia i krótki spacer do parku czy lasu. Z zebranych skarbów stworzycie na dużych kartkach od bloku własne kompozycje.

Grzybobranie. Wrzesień i październik to czas sprzyjający wędrówkom po lasach w poszukiwaniu grzybów. Jeśli nie jesteście starymi wyjadaczami w tej dziedzinie, koniecznie pamiętajcie o kaloszach i ciepłym ubraniu się „na cebulkę”, bo nie będziecie spacerować jedynie po wytyczonej ścieżce (grzybki lubią „chować się” pod drzewami i w trawie). No i oczywiście nie zbierajcie tego, czego nie jesteście absolutnie pewni! Jak wrócicie do domu, sprawdźcie, czy nie macie kleszczy, a po przebraniu grzybów, możecie je smacznie spożytkować. Aha, jeszcze jedno! Dzieciom poniżej 7 roku życia lepiej nie oferować żadnych dań z grzybami.

Ministerstwo Głupich Kroków. Usłyszałam tę nazwę od koleżanki i po prostu przepadłam! Brzmi fantastycznie i zaciekawi nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Zadanie do wykonania jest banalnie proste, bo chodzi o to, by w jak najbardziej śmieszny sposób stawiać kroki. Dokładnie tak — możecie stąpać krokiem godnym koreańskiej armii, podskakiwać na jednej nodze, bujać się na boki, chodzić do tyłu … co tylko dusza zapragnie. Śmiechu będzie co niemiara, gwarantuję.

Poza tym jest wiele innych aktywności, których nie zaznacie w domu. Oto pozostałe propozycje na wyjście z domu jesienią:

  • fotografowanie piękna przyrody — tu nawet dziecko, które po prostu naciśnie migawkę aparatu, będzie miało znakomitą zabawę. A może na spacerze spotkacie jakieś ciekawe stworzonko godne uwiecznienia?
  • pozbierajcie kasztany i żołędzie, aby w domu stworzyć ludziki i zwierzątka — dzieciakom nie nudzi się taka zabawa,
  • idźcie/jedźcie na dzikie orzechy, śliwki lub jabłka (owoce przecież nie rosną na sklepowych półkach) i upieczcie później przepyszny placek z owocami,
  • rozkopujcie na boki liście, tylko uważajcie na obecność panów sprzątających liście w parkowych alejkach, bo nie będą z tego zadowoleni ;). Ja od dzieciństwa kocham ten szeleszczący dźwięk prawie tak samo, jak skrzypienie śniegu pod butami :),
  • jesień lubi deszcz, więc załóżcie kalosze, ubrania, których nie będzie wam szkoda pobrudzić oraz ubierzcie się w przeciwdeszczowe peleryny i zbadajcie, co kryją w sobie kałuże. Dzieciaki chętnie skorzystają z możliwości, która zakazana jest np. po drodze do przedszkola czy szkoły, w nowych butach.

Jeśli siedzicie w domu na wszelki wypadek, bo boicie się przeziębienia, znajdźcie w sobie odrobinę odwagi. Ruch na świeżym powietrzu, przy niższych temperaturach doskonale wzmacnia organizm. A nawet jeśli przypląta się jakieś przeziębienie, dobre rady, jak je pokonać, już czekają na was w sieci np. tutaj: https://www.vicks.pl/pl-pl/jak-zapobiegac-przeziebieniu-i-grypie

A wy jakie macie plany na jesienne wyjścia z domu?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Poza robieniem bałaganu w zabawkach? :D zabawa na placu zabaw, zbieranie kolorowych liści a kiedy pogoda nie dopisuje oglądanie książek które czytamy :)

  2. Zajęć domowych nie brakuje, ale che nie zobaczę wasze propozycje

  3. Ministerstwo głupich kroków.. Fajna zabawa, chętnie się pobawimy, będzie interesująco i śmiesznie. Wypróbujemy ta zabawę koniecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Zajęcia dodatkowe dla dzieci – czy każdy rodzic jest zły i zmusza do nich swoje dzieci?


Oferty zajęć dodatkowych dla dzieci mnożą się jak grzyby po deszczu. Korzystać z nich mogą nawet kilkuletnie maluchy. Wybór jest tak duży, że przy podejmowaniu decyzji ograniczać może jedynie czas wolny rodziców i ich zasobność portfela. Ale czy w ogóle warto zapisywać dzieci na jakiekolwiek zajęcia dodatkowe? 

Zwolenników i przeciwników jest wielu. Jedni wypełniają swoim pociechom kalendarze po brzegi, inni nie robią w tym kierunku nic, wierząc, że przedszkole czy szkoła w zupełności wystarczą.

Osobiście stoję gdzieś po środku, bo z jednej strony uważam, że dzieci muszą mieć czas na beztroską zabawę i słodkie lenistwo. Z drugiej strony, wiem, że mądre kierowanie młodym człowiekiem, wspieranie jego zainteresowań i rozwoju, pokazywanie różnych możliwości, to dobra inwestycja. Jej efekty, w zależności od obranej drogi, może nie będą widoczne od razu, ale kiedyś z pewnością się ujawnią.

Istotne w tym celu jest baczne przyglądanie się swoim dzieciom i uważne ich słuchanie. Niektóre same oznajmią czego chciałyby się uczyć, jak np. Jaś (6l.) stwierdził ostatnio, że chciałby chodzić na ju-jitsu i grać na gitarze. Inne nie powiedzą wprost (bo może nie wiedzą, że są takie możliwości) i wtedy rolą rodzica jest wyłapanie jakiś szczególnych umiejętności, predyspozycji czy zainteresowań.

Ważne jednak jest to, by robić to z głową – nie zmuszać, nie realizować własnych marzeń, nie krytykować (wyboru czy gorszego dnia na treningu) i nie przesadzać z ilością zajęć. W zamian rodzic powinien pokazywać jakie są możliwości – a tym samym dać dziecku wybór – pomagać w podjęciu decyzji i nauce, wspierać, pozytywnie motywować do dalszej pracy, no i uczestniczyć we wszelkiego rodzaju lekcjach, występach czy zawodach.

Sama jako dziecko chodziłam na różne zajęcia pozalekcyjne i nigdy nie czułam się z tego tytułu nieszczęśliwa, wręcz przeciwnie!  Dlatego śmieszą mnie te wszystkie głosy krytyki, jakie słyszę (nawet względem siebie) traktujące wszystkich rodziców tak samo – jako zło, wyrządzające straszną krzywdę swoim dzieciom.

Mój syn od zeszłego roku uczęszcza na lekcje pływania i j. angielski. Na basen zapisaliśmy go z oczywistego powodu – żeby nauczył się pływać. I tak jak jeszcze rok temu był totalnym ciapkiem, który bał się wody (bo wpadł kiedyś do jeziora), tak dziś pływa lepiej niż niejedna znana mi dorosła osoba. Skacze do wody jak szalony, nawet na główkę (czego ja wciąż nie potrafię!), nurkuje, robi fikołki i inne koziołki. I choć jeszcze sporo lekcji przed nim, jestem o niego spokojna, bo radzi sobie w wodzie znakomicie. Przyglądam mu się z wielkim podziwem i radością, no i wiem, że zapisanie go na pływanie, to była bardzo dobra decyzja.

Z angielskim było o tyle inaczej, że na zajęcia zapisaliśmy go zupełnie tego nie planując, można by rzec, że przez przypadek. Bo przypadkowo spotkaliśmy na wycieczce rowerowej mamę, która prowadzi szkołę języka angielskiego nieopodal nas. Od słowa do słowa, zachęceni jej słowami oraz umiejętnościami 4-letniej córki, która mówi po angielsku tak, że potrafi zawstydzić dorosłego,  postanowiliśmy spróbować. Jasiek poszedł na próbę, bez zobowiązań i obietnic. No i już został, bo bardzo mu się spodobało. A kiedy z początkiem września tego roku zadzwonili do nas z owej szkoły pytać, czy Jaś będzie kontynuował naukę, w jego odpowiedzi usłyszałam – “Mam nadzieję, że powiedziałaś im, że chcę chodzić?!”. Nie miałam więc żadnych wątpliwości. I choć efekty póki co nie są tak spektakularne, jak w przypadku pływania, to wiem, że prędzej czy później te lekcje również zaowocują.

Reasumując, nie uważam, żebym krzywdziła własne dziecko, czy odbierała mu dzieciństwo. Do niczego go nie zmuszam, w każdej chwili może zrezygnować, jego wybór – o ile nie będzie to chwilowa słabość, którą należy wyłapać i przedyskutować. Bo też nie o to chodzi, by szybko się poddawać i rezygnować (z marzeń). Czasem dziecko potrzebuje zwykłej rozmowy i przesłania pozytywnej energii. A czasem może stwierdzić, że wybrane zajęcia jednak nie sprawiają mu radości i chce z nich zrezygnować – bywa i tak. I trzeba to uszanować. W każdym razie, tak długo, jak Jasiek będzie chciał, ja będę go wozić, mobilizować i wspierać.

Także nie oceniajcie jeśli nie znacie sytuacji, nie wrzucajcie wszystkich rodziców do jednego wora i nie krytykujcie, tylko dlatego, że Wy nie posyłacie swoich pociech na żadne lekcje.

Wszelkie zajęcia wspierające rozwój dzieci i ich edukację, wybierane z głową i myślą o dzieciach, są jak najbardziej ok.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. To zależy jakie. Nasza najmłodsza chodzi na angielski od 3 roku życia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku