Lifestyle 26 kwietnia 2019

Góry Kaczawskie z dziećmi – poszukiwanie agatów

Powoli zbliża się długi majowy weekend, a później wakacje i wielu z Was zastanawia się gdzie warto wybrać się z dziećmi na wakacje. Przygotowałam dla Was wpisy o dwóch pasmach gór. Tym razem na tapętę wzięłam Góry Kaczawskie, a w kolejnym wpisie zaproponuję kilka ciekawych miejsc w Górach Izerskich. Zwróciłam jednak w nich uwagę na to, co możecie sami odszukać, znaleźć i wrócić z niezapomnianą niespodzianką w postaci kamieni takich jak: agaty, kwarce, ametysty, septarie.

Góry Kaczawskie i agaty

Na północ od Gór Izerskich znajdują się Góry Kaczawskie, które nota bene są wygasłymi wulkanami, stąd ich charakterystyczny stożkowy kształt. Dzięki wulkanicznej historii, tereny te obfitują w jedne z najpiękniejszych moim zdaniem kamieni – agaty. Po raz pierwszy znaleźliśmy agaty ponad sześć lat temu. Wtedy straciliśmy połowę dnia, nie do końca wiedząc, czego szukamy.  Z pomocą przyszedł do nas Pan Piotr, który zna okolice Nowego Kościoła jak nikt inny. Zabrał nas w górę małej rzeczki, i po paru krokach wskazywał kamienie przypominające kulki, które w środku kryły całe piękno.

Tym razem powróciliśmy z dziećmi na wyprawę po agaty kaczawskie. Udało się. Wśród zebranych kamieni była jedna perełka.

Znalezienie właściwego kamienia to połowa sukcesu. Druga część to jego obróbka, o której więcej napisane jest tutaj. Pan Piotr nie tylko pójdzie z Wami w miejsce, gdzie znajdziecie te kamienie, ale także przetnie je, a jak ładnie poprosicie to podda dalszej obróbce i wypoleruje.

Następnym razem, gdy pojedziemy w te strony, zabierzemy saperki i razem z Panem Piotrem poszukamy septarii – także charakterystycznych kamieni dla tego regionu.Podobno w godzinę można wykopać do trzech sztuk.

Agroturystyka – Dom w Domu, czyli odpocznij dobrze

Podczas wyjazdu, wakacji warto zwrócić uwagę na miejsce, w którym planujemy nocleg. Można zdecydować się na modne miasta w Polsce, ale nie dziwmy się wysoką ceną, brakiem ciszy i spokoju oraz tłumami ludzi. Szczerze przyznam, ja w takich miejscach nie odnajduję wyciszenia i relaksu. Dlatego szukam nieco dalej i celuję w agroturystykę.

Tym razem ona znalazła mnie, a dokładnie Ania i Paweł zaprosili nas do siebie, do ich Domu w Domu w Gajówce koło Mirska na pogórzu izerskim.

Do dziś zbieram szczękę z podłogi i podziwiam determinację i zacięcie tych młodych gospodarzy. W niecały rok wyremontowali stary, ponad dwustuletni dom i nadali jego wnętrzu nowe życie, otwierając go dla gości. W wyniku generalnego remontu zestawiono stare drewno z nowym, odkryto kamienie oraz pozostawiono fragment dawnej ściany z drewna, gliny i słomy, która nadaje temu miejscu wyjątkowości i ciepła.

Pokoje urządzone są bardzo gustownie i elegancko. Ogromnym plusem są wygodne łóżka, a szczególnie materace. Naprawdę nie chce się z nich schodzić. Dzieci spały na połączonych łóżkach i miałam obawy, że łóżka będą się rozjeżdżać, ale nic takiego nie miało miejsca, nawet kiedy ja położyłam się na łączeniu. Ponadto pokoje wyposażone są w łazienki, komody, szafki, stoliki, niektóre w hamaki. Po prostu, poczujecie się tam jak w domu.

Zobaczcie zdjęcia poniżej, bo one same mówią za siebie.

Do dyspozycji gości na piętrze jest aneks kuchenny, w którym przygotujecie na szybko posiłek, czy schłodzicie napoje w lodówce. Gdy pogoda za oknem nie sprzyja, czeka tam także na Was specjalny pokój gier i zabaw dla dzieci i dorosłych. Znajdziecie w nim książki, zabawki, wygodne pufy, ścianę pokrytą farbą tablicową, a dla bardziej wymagających jest xbox, netflix, itp.

Natomiast na dole znajduje się moje ulubione miejsce w całym domu. Obok jadalni, jest kominek, półka z książkami najróżniejszych gatunków literackich, gry planszowe, cudne poduszki, wygodne kanapy i kocyki. Brakuje tylko kawy lub herbaty, a tę można zrobić w ekspresie w dowolnym momencie dnia. Prawda, że idealnie miejsce?

Śniadanie

Na szczególną uwagę zasługują śniadania serwowane przez gospodarzy. Nie znajdziecie tam produktów z marketów. Zostaniecie poczęstowani prawdziwym chlebem, wypiekanym w piecu chlebowym, skosztujecie wiejskiego masła, białego twarogu, a także rozmaitych wędlin, kiełbas domowej roboty. Jakość produktów dostępnych na śniadanie sprawia, że człowiek nie może zdecydować co wybrać – domowe masło orzechowe, a może dżem z gruszek, imbiru i cytryny, czy śledziki. Codziennie coś innego na ciepło, a to jajecznica, to kiełbasa w miodowej glazurze lub racuchy bananowe. Istny raj dla podniebienia.

 

Ogród

Dom w Domu otoczony jest pięknym i ogromnym ogrodem. Cudne miejsce do szaleństw dla dzieciaków, które mają do dyspozycji drewniany domek ze zjeżdżalnią, trampolinę, tyrolkę, ogromną piaskownicę, a latem ma pojawić się basen. W ogrodzie jest także sad, jeziorko, oraz ławki, krzesełka na których można odpocząć i wsłuchać się w świergot ptaków, szum drzew. To miejsce przypomina mi moje dzieciństwo i ogród rodziców.

 

Dom w Domu to miejsce, w którym poczuliśmy się jak w domu. Serdeczność i ciepło z jakim zostaliśmy przyjęci, należą dziś do rzadkości. To miejsce tworzą właściciele i ich dzieci. Jest naprawdę wyjątkowe i szczerze polecamy je na przyszłość! Stąd już bardzo blisko by udać się na wyprawę w Góry Kaczewskie lub Góry Izerskie.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Ciąża 26 kwietnia 2019

Skala Apgar – czym jest i o czym świadczy jej wynik?

Skala Apgar pojawia się w rozmowach świeżo upieczonych rodziców bardzo często. Wielu z nich z dumą podkreśla, że ich maleństwo uzyskało aż 10 punktów i jest okazem zdrowia. Są także przypadki, w których noworodki otrzymują niską ilość punktów w skali Apgar, co bywa wskazaniem do szybkiej interwencji medycznej po porodzie. Czym więc jest ta osławiona skala Apgar?

Skąd się wzięła skala Apgar?

To określenie pojawiło się z powodu lekarki – Virginii Apgar, która w 1953 roku opracowała specjalną skalę oceny stanu noworodka po porodzie. Kilka lat później, skala doktor Apgar “podpięta” została przy okazji do pierwszych liter pięciu ocenianych u noworodka parametrów –

Appearance – kolor skóry,

Pulse – puls,

Grimach – reakcja na bodźce zewnętrzne,

Activity – napięcie mięśniowe,

Respiration – oddychanie.  

Skala Apgar – za co przyznaje się punkty?

Cecha poddawana ocenie0 punktów1 punkt2 punkty
kolor skórysinica całego ciałatułów różowy, sinica części dystalnych (dalszych) kończyncałe ciało różowe
czynność sercaniewyczuwalnyponiżej 100 uderzeń/minutępowyżej 100 uderzeń/minutę
reakcja na bodźce brakgrymas twarzykaszel lub kichanie
napięcie mięśnioweogólna wiotkość ciałanapięcie obniżone, zgięte kończynynapięcie prawidłowe, samodzielne ruchy
oddychaniebrak oddechuoddech wolny i nieregularnygłośny płacz

 

Przyjęto, że przyznanie:

  • 8 -10 punktów – oznacza dobry stan noworodka;
  • 4 -7 punktów – oznacza średni stan noworodka;
  • 3-0 punktów – zamartwica wymagająca natychmiastowej pomocy lekarskiej (dziecko potrzebuje wspomagania oddychania i pracy serca).

Ponieważ stan maluszka może się zmienić, badanie jest powtarzane:

  • dwa razy: w pierwszej i piątej minucie życia – jeśli dziecko urodzone zostało w stanie dobrym (otrzymało 8–10 pkt Apgar).
  • cztery razy: w pierwszej, trzeciej, piątej i dziesiątej minucie życia – jeśli dziecko urodziło się w stanie średnim (4–7 pkt Apgar) i ciężkim (0–3 pkt Apgar).

Skala Apgar u wcześniaków

U maluchów urodzonych przedwcześnie, skala Apgar nie jest tak wiarygodna, jak w przypadku noworodków donoszonych. Wynika to z faktu, że wcześniaki bywają nie do końca przystosowane do samodzielnego życia, słabiej reagują, miewają problemy z oddychaniem. Z tego powodu stosuje się inne skale oceny stanu wcześniaka.

Wysoki wynik w skali Apgar nie jest warunkuje stanu zdrowia na resztę życia

Maluchy, które uzyskały ilość punktów określających ich stan na średni lub zły, wymagają opieki lekarskiej. Należy także pamiętać, że ilość punktów uzyskanych przez noworodka w skali Apgar nie warunkuje jego zdrowia i rozwoju w przyszłości. Maluch, który uzyskał upragnione przez rodziców 10 punktów, nie musi przez resztę życia cieszyć się wspaniałym zdrowiem. Podobnie jak maluch, który dostał niską ilość punktów, nie musi być skazany na nieustające kłopoty zdrowotne. Skalę Apgar należy traktować przede wszystkim jako wstępną ocenę stanu zdrowia dziecka.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
W szkole 25 kwietnia 2019

Uczył mnie przedwojenny nauczyciel

Przed wojną nauczyciel to był ktoś. Albo nawet KTOŚ. Człowiek otoczony czcią i szacunkiem. Co powiedział, to było święte. Wyrocznia można powiedzieć. Ale ten przedwojenny nauczyciel do swoich obowiązków podchodził poważnie. Absolwent przedwojennego gimnazjum to był młody, wykształcony człowiek. I nie tylko dlatego, że rodzice za szkołę płacili, więc się uczył. Miał od kogo się uczyć. Przedwojenny nauczyciel miał szeroką wiedzę i umiał ją przekazywać. I chciał.

Rodzice vs nauczyciele kiedyś

Kiedyś rodzic wiedział, że nauczyciel to człowiek… no trudno, napiszę to, chociaż brzmi jak kpina: prawy i sprawiedliwy. I uczciwy. Ale to było kiedyś. Przed wojną i tuż po. To wiedzieli rodzice moich rodziców i oni zawsze nauczycielom wierzyli. I nigdy się nie zawiedli. Moi rodzice byli z pokolenia, które szło podobną drogą. Nauczyciel to nauczyciel. Ale nauczyciele już nie byli tacy jak przed wojną. Bazowali na etosie i stosowali chamskie zagrywki. Doświadczyłam ich ja i nie tylko ja. Także współcześni rodzice, którzy teraz posyłają dzieci do szkoły.

Koleżanka opowiadała mi, że w jej szkole zdarzył się wypadek: nauczyciel tak szarpał uczniem, że ten w końcu upadł na posadzkę jakoś tak nieszczęśliwie, że złamał rękę. I wiecie co? Nie przyznał się w domu, że nauczyciel mu to zrobił! Bał się, że od rodziców dostanie drugie tyle. Dlatego nie dziwcie się teraz, że my, współcześni rodzice, wierzymy naszym dzieciom, kiedy te mówią, że nauczyciel zrobił to lub tamto. My dobrze pamiętamy, jak nauczyciele wykorzystywali nasz strach i przekonanie, że nie piśniemy słowa, zgodnie z zasadą: „Choćby cię smażyli w smole, nie mów, co się dzieje w szkole”. Ba! To nauczyciele wbijali nam do głowy tę zasadę! Nie, nie zmyślam, mnie to w podstawówce spotkało.

Rodzice vs nauczyciele dziś

Więc nie dziwcie się drodzy nauczyciele, że rodzice teraz są roszczeniowi i awanturniczy. Podziękujcie swoim poprzednikom, którzy unaocznili nam, że nauczyciel to niekoniecznie ktoś, kto zasługuje na szacunek. To nawet nie zawsze ktoś, kto nadaje się do pracy w szkole. Niektórym nauczycielom, z którymi miałam wątpliwą przyjemność spotkać się w podstawówce i liceum, nie dałabym do ręki nawet ścierki pani woźnej.

Czy strajk nauczycieli ma szansę zmienić tę sytuację? Wierzę, że tak. Tak jak pisałam na początku strajku, uważam, że wysokie zarobki przyciągnęłyby do szkoły naprawdę dobrych nauczycieli, że nauczyciel to byłby zawód pierwszego wyboru, a nie na zasadzie, że jak się absolwent studiów nigdzie nie załapie, to pójdzie do szkoły i to z założeniem, że ta szkoła to dopóki nie znajdzie czegoś lepszego. Bo niestety tak to dziś wygląda i dlatego w szkołach jest, jak jest. Młodych nauczycieli jak na lekarstwo i to nie tylko przez brak etatów i blokadę przez emerytów, jak to niektórzy głoszą. Młodym się zwyczajnie nie opłaca. Niestety, rzeczywistość jest taka, że kasa musi się zgadzać. Po prostu musi. Bo jeść trzeba.

Gdzie się kończą obowiązki nauczycieli?

Przedłużający się strajk i całkiem niezła medialna nagonka na nauczycieli sprawił, że rodzice to przeciw nim wytoczyli swoje działa. I powiem Wam, że nie do końca to rozumiem. Właściwie to wcale tego nie rozumiem. Przecież nauczyciel nic nie musi. No sorry, ale nie. Ma dosyć, może trzasnąć drzwiami, rzucić pracę i pójść w Pireneje. To nie darmowa niańka, która ma obowiązek niańczyć Wasze dzieci za psie pieniądze, w czasie gdy Wy zarabiacie na wakacje na Seszelach czy innym Zanzibarze. Nauczyciel też człowiek i ma prawo powiedzieć „dość”. I to właśnie nauczyciele teraz zrobili.

Jeśli w sklepie zabraknie sprzedawców, to co zrobicie? Albo zmienicie sklep, albo pójdziecie z awanturą do kierownika, że jest za przeproszeniem dupa nie kierownik, skoro nie ma personelu. A co robicie, jak nauczyciele strajkują? Zwracacie uwagę dyrektorom, samorządom, kuratoriom czy ministerstwu, rządowi w końcu? Nie. Głośno krzyczycie, że nauczyciele mają wrócić do pracy, bo ich strajk utrudnia Wam życie. A co ich to za przeproszeniem obchodzi? Naprawdę myślicie, że to ma znaczenie? Że oni Wasze dzieci postawią wyżej niż własne? No bez jaj.

Prosty sposób na zakończenie strajku nauczycieli

Chcecie, żeby strajk się szybko skończył? Chcecie odzyskać Wasze poukładane życie? Skierujcie swoje niezadowolenie tam, gdzie to ma sens. Rząd może nie przejmować się nauczycielami, nie są ich targetem wyborczym. Ale przejmie się rzeszą niezadowolonych rodziców. To my, rodzice, mamy w rękach prawdziwą broń i tą bronią możemy wywalczyć, by nasze dzieci były uczone przez nauczycieli z prawdziwego powołania. Przez nauczycieli z pasją, z poczuciem misji. Tylko że za tą misją muszą iść pieniądze. Dziś nikt się nie nakarmi ideami.

Najlepszy nauczyciel, jakiego miałam

Przez wszystkie lata mojej edukacji miałam tylko jednego nauczyciela z przedwojennymi zasadami. Sam taką szkołę kończył i po wojnie kultywował dawne tradycje. Uroczy starszy pan, lekko powłóczący nogami. Jedyny, który nas szanował. Nie mówię, że był fajny, ludzki, do pogadania, do śmiechu. Takich nauczycieli miałam wielu. Ale pan Jan, którego pieszczotliwie nazywaliśmy Dziadkiem, naprawdę szanował uczniów. Nie ukrywał wiedzy, że jego zadaniem jest uczyć nas i on zamierza to zadanie wypełnić od A do Z. To, że przychodził na każdą lekcję przygotowany, że za własną kasę kupował najnowsze podręczniki, żeby być na bieżąco ze zmianami (uczył rachunkowości, zmiany pojawiały się z prędkością światła, więc trochę go to kosztowało), to jeszcze nic. Wielu nauczycieli tak robi. Ale on był jedyny, który równo z dzwonkiem otwierał drzwi do klasy. Uważał, że nie ma prawa zabrać nam nawet minuty lekcji, dlatego pod koniec przerwy opuszczał pokój nauczycielski i powolnym, powłóczystym krokiem szedł do pracy. I ja bym bardzo chciała, żeby Duśka miała właśnie takich nauczycieli. I powtórzę to do znudzenia po raz tysięczny: dobry nauczyciel zasługuje na górę złota.

 

Dziadek Jan już nie żyje. Gdyby żył, miałby chyba ze sto lat. Już wtedy, gdy nas uczył, był naprawdę stary. Jakoś mi smutno, gdy mijam Jego dom…

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close