Trzeci poród łatwiejszy i szybszy? Tak mówią…


Mówili, że pójdzie gładko i szybko. W zasadzie miałam ledwo zdążyć do szpitala, na porodówkę wparować z konkretnym już rozwarciem, albo nawet pełnym i dziecko „wypluć”. Bo przecież przy trzecim porodzie noworodek niemal sam wyskakuje z łona matki… 

Nie wiem, w czym tkwi sekret, jak można sobie zasłużyć na taki ekspresowy poród, ale ja tego szczęścia nie miałam. I nie żebym była zdziwiona tym faktem, bo żadna to nowość, że nie spełnił mi się dobry scenariusz, ale nie ukrywam też, że miałam cichą nadzieję przeżyć ten trzeci poród jak z filmu – szybko i bez zbędnego wysiłku.

Nadzieja jednak umarła śmiercią naturalną i w rezultacie po raz kolejny przyszło mi stoczyć na porodówce solidną walkę. Nie męczyłam się co prawda tak długo jak za pierwszym razem, ale 6 godzin znoszenia tego cierpienia i wszelkich dolegliwości z nim związanych to i tak za długo!

Tym bardziej że towarzyszący mi ból był okrutny – najgorszy ze wszystkich. Niektórzy twierdzą, że to wina podania oksytocyny, ale nie jestem tego pewna, ponieważ drugi poród również miałam indukowany kroplówką (z powodu przedwczesnego odejścia wód płodowych) i nie doświadczyłam tak koszmarnych bóli, jak teraz. Serio, to było straszne! Chwilami myślałam, że padnę tam plackiem z wycieńczenia.

Całe szczęście był przy mnie mąż, który dał mi ogromne wsparcie psychiczne. Z kolei siły fizycznej dodawała mi dusza fighterki, która obrała sobie za cel urodzić do godziny 19.00, zanim położna prowadząca mój poród skończy zmianę i pójdzie do domu.

Bo muszę przyznać, że położna trafiła mi się tym razem wspaniała! I jej też (zaraz po moim mężu) zawdzięczam dobre, mimo wszystko, wspomnienia oraz całkiem sprawny przebieg całej akcji – mogło być zdecydowanie dłużej i gorzej. Była ze mną cały czas, nie zostawiła w samotności, na pastwę losu, tak jak zrobiła to kobita, z którą przyszło mi rodzić Polę. Rozmawiała ze mną (nie tylko o porodzie), pytała, podpowiadała, pomagała… Badania ograniczyła do minimum, a te, które robiła, starała się wykonywać możliwie jak najdelikatniej. A to naprawdę duże udogodnienie (jeśli można tak to nazwać).

Także w dużym skrócie, żeby nie zanudzać szczegółami, porównując ze sobą trzy porody, z przykrością stwierdzam, że ten ostatni wcale nie był najłatwiejszy i najszybszy. Swoje na porodówce musiałam wycierpieć, wyskakać na piłce i cierpliwie wyczekać do pełnego rozwarcia. Dziecko ze mnie nie wyskoczyło, wręcz przeciwnie, musiałam użyć wiele wewnętrznej siły, by wypchnąć je ze swojego łona.

Ból podczas skurczów był najgorszy ze wszystkich  i samo wydawanie na świat dziecka też dało mi zupełnie inne odczucia – pierwszy raz przeszłam tak świadomie przez fazę parcia. Za pierwszym i drugim razem parłam wtedy, kiedy kazała mi położna. Tym razem robiłam to bez sugestii osób trzecich – gdy sama czułam taką potrzebę. I choć było to w zgodzie z naturą, to jednak w pewnym sensie było też lekko przerażające.

A co gorsza, pierwszy raz czułam, jak główka mojego dziecka przesuwa się we mnie coraz niżej i niżej, kawałek po kawałeczku!  Powiem szczerze, z ręką na sercu, że było to najdziwniejsze doznanie w moim życiu! I zarazem najstraszniejsze, bo cały czas towarzyszyła mi myśl w głowie, że ta główka lada moment mnie rozerwie! Na dodatek miałam wrażenie, że trwa to całą wieczność i prędko się nie skończy.

Na szczęście jednak cierpienia nastał kres i mój syn w końcu przyszedł na świat, a ja mogłam nareszcie odetchnąć z ulgą i oświadczyć wszem i wobec –„Nigdy więcej!!” ;-)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Maria Ciahotna

    A znasz powiedzenie “Nigdy nie mów nigdy”? Też kiedyś myślałam, że trzeci poród to mój ostatni, ale miałam szczęście przechodzić przez to wszystko raz jeszcze – no i trzeci i czwarty poród były najszybsze. Po trafieniu do szpitala (wyjeżdżaliśmy z domu kiedy skurcze były co ok.5 minut) na szybko załatwienie formalności i pędem na porodówkę, położne chciały mnie najpierw tylko zbadać, ale okazało się, że to JUŻ. Zdziwiło ich tylko, że taka spokojna jestem, nie wydzieram się, komunikuję z nimi normalnie :) Czyli cała imprezka trwała jakieś 30 minut – i chociaż bolało (za trzecim razem nawet bardziej niż za czwartym) to lubię mówić, że mogę rodzić kiedykolwiek :)

  2. Maria Ciahotna

    A znasz powiedzenie “Nigdy nie mów nigdy”? Też kiedyś myślałam, że trzeci poród to mój ostatni, ale miałam szczęście przechodzić przez to wszystko raz jeszcze – no i trzeci i czwarty poród były najszybsze. Po trafieniu do szpitala (wyjeżdżaliśmy z domu kiedy skurcze były co ok.5 minut) na szybko załatwienie formalności i pędem na porodówkę, położne chciały mnie najpierw tylko zbadać, ale okazało się, że to JUŻ. Zdziwiło ich tylko, że taka spokojna jestem, nie wydzieram się, komunikuję z nimi normalnie :) Czyli cała imprezka trwała jakieś 30 minut – i chociaż bolało (za trzecim razem nawet bardziej niż za czwartym) to lubię mówić, że mogę rodzić kiedykolwiek :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

CV krok po kroku


W poprzednim artykule [klik] poruszyłam najważniejsze kwestie związane z CV i odpowiedziałam na pytania, jakie najczęściej dostaję od mam wracających na rynek pracy. Jeśli po jego lekturze nadal nie wiesz, jak napisać dobre CV, od czego zacząć, jaki szablon wybrać, to ten artykuł jest dla Ciebie!

Przed napisaniem dobrego CV dobrze się zastanów

Nad czym się tu zastanawiać? Przecież doskonale wiesz, jakie masz wykształcenie, gdzie pracowałaś i jakie zainteresowania posiadasz. Czy to naprawdę wielka filozofia? Niby nie, ale zdziwiłabyś się, jak wielu kandydatów po prostu siada, spisuje całą swoją zawodową historię i bez chwili pomyślunku wysyła taki sam dokument do setek pracodawców. Dlatego zanim to zrobisz, zastanów się: co chcesz dalej robić? Czy chcesz coś zmienić w swojej ścieżce kariery? Chcesz się rozwijać jako specjalista czy menedżer? W zależności od odpowiedzi Twoje CV powinno wyglądać całkiem inaczej!

Spisz też wszystkie swoje mocne strony. Miałam okazję ostatnio konsultować CV podczas Targów Pracy. To przerażające, ale kandydaci naprawdę nie potrafią przedstawić, jakie korzyści uzyska pracodawca, jeśli ich zatrudni! Ukrywają najciekawsze informacje na końcu, wstawiają mnóstwo niepotrzebnych danych, jak np. stan cywilny, a nie potrafią w kilku zdaniach opisać swoich mocnych stron i osiągnięć. I dziwią się, że mimo dobrego doświadczenia nie dostają zaproszeń na rozmowy. Nie popełniaj tych błędów – zanim jeszcze rozpoczniesz tworzenie dokumentu, zastanów się nad swoimi atutami.

Przeanalizuj ogłoszenie o pracę i… jeszcze się zastanów

Będziemy rozważać najpopularniejszą sytuację, czyli wysyłanie dokumentów aplikacyjnych w odpowiedzi na ogłoszenie. Gdy już ustalisz, po co Ci CV, co dalej ma zadziać się w Twojej karierze i jakie są Twoje mocne strony, wyselekcjonuj interesujące Cię ogłoszenia. Zapamiętaj zasadę: na każde ogłoszenie przygotowujesz oddzielne CV. Twój dokument ma być odpowiedzią na ogłoszenie. To tak, jakbyś odpowiadała na otrzymany list – przecież nie jest tak, że odpisujesz jakieś ogólniki, tylko odnosisz się do jego treści, do poszczególnych wątków. Potraktuj tak samo ogłoszenie o pracę i odpowiedz na zawarte w nim oczekiwania, udowadniając, że jesteś dobrym kandydatem. Widzisz wymagania, które spełniasz? Słowa kluczowe z ogłoszenia muszą znaleźć się w Twoim CV!

Zastanów się, czego oczekuje pracodawca od kandydatów. Wyczytaj to nie tylko wprost, ale postaraj się też czytać między wierszami. Pomyśl, jakie Twoje kompetencje i kwalifikacje przydadzą się na tym stanowisku? Co to za firma, jacy są jej pracownicy? Na podstawie tej analizy wybierz, co o Tobie ma mówić CV tworzone pod to stanowisko. Co chcesz podkreślić? Spróbuj pobawić się w rekrutera – co będzie dla niego najważniejsze, gdy będzie analizował CV? Co jako pierwsze ma mu się rzucić w oczy? Które informacje pominiesz, bo nie będą na ten moment przydatne?

Dopiero, gdy to wszystko będziesz mieć przemyślane – pisz. Pamiętaj o istotności i kolejności informacji. Większość osób podkreśla, pogrubia i powiększa nazwy pracodawców (i nazwy uczelni), a to nie jest najważniejsza informacja. Dużo istotniejsza jest nazwa stanowiska (nazwa kierunku), bo jeszcze zanim rekruter wczyta się w szczegóły, będzie mniej-więcej wiedział, co robiłaś i co potrafisz. Pamiętaj, że rekruter czasami poświęca jedynie kilka sekund na pierwsze “przeskanowanie” wzrokiem CV. Pomóż mu i wyróżnij te najważniejsze informacje.

Stwórz szablon CV

Gdy wpiszesz w Google “szablon CV” lub “wzór CV”, wyskoczy Ci mnóstwo przykładowych szablonów, które wystarczy pobrać, wpisać swoje dane… W większości jednak są one staromodne i po prostu brzydkie. Pomyśl też, ile osób przed Tobą mogło je pobrać. A jak się wyróżnisz, gdy Twoje dokumenty będą takie, jak wszystkie? Z tego samego powodu nie polecam też korzystania z kreatorów CV.

Dlatego stwórz swój własny szablon. W poprzednim kroku skomponowałaś treści i spisałaś swoje mocne strony w kontekście danego stanowiska. Pomyśl, jaki układ CV najlepiej to wyeksponuje – bo nie ma jednego, najlepszego, uniwersalnego wzoru CV. Raz możesz zacząć od wykształcenia, raz od doświadczenia, a raz od języków obcych, gdy to te są najważniejsze na danym stanowisku. Jaka będzie kolejność poszczególnych sekcji u Ciebie? Co podkreślisz w podsumowaniu zawodowym, czyli kilkuzdaniowym profilu umieszczonym na samej górze? Może umieścisz treści w dwóch kolumnach, by zmieścić wszystkie informacje na jednej stronie? Sprawdź, co najlepiej będzie wyglądać w Twoim przypadku.

Jeśli masz dobre zdjęcie – dodaj je. Pisząc “dobre” mam na myśli zdjęcie portretowe, na którym z przynajmniej lekkim uśmiechem patrzysz prosto w obiektyw. Warto wybrać się do profesjonalnego fotografa na tzw. “sesję biznesową”. Otrzymasz szereg zdjęć, które będziesz mogła wykorzystać w CV i na profilach w profesjonalnych mediach społecznościowych.

Jak podkreślać swoje mocne strony w CV?

Jak już wspominałam, to najsłabszy punkt większości CV, które oglądam – bardzo ciężko wyciągnąć z nich mocne strony kandydata i korzyści, jakie pracodawca będzie miał z zatrudnienia tej osoby. Zaznacz swoje mocne strony już na samym początku, w podsumowaniu zawodowym, o którym pisałam wyżej. W czym się specjalizujesz? Jak długie jest Twoje doświadczenie? Jakie masz osiągnięcia? Co Cię wyróżnia?

Kolejna okazja do podzielenia się mocnymi stronami to opis obowiązków. Wielu kandydatów skupia się tu na wypisaniu jak największej ilości zadań, które wykonywali. Zamiast sucho opisywać obowiązki, pisz więcej o osiągnięciach, sukcesach, wdrożonych przez siebie pomysłach.

Kandydaci zaniedbują też sekcję “Umiejętności”, pisząc tam jedynie o językach obcych, MS Office i kwalifikacjach typu prawo jazdy. Naprawdę tylko tyle potrafisz? Na pewno jest tego o wiele więcej! Wypisz konkretne rzeczy, które potrafisz, np. prowadzenie prezentacji sprzedażowych, pisanie tekstów reklamowych… Świetnym pomysłem jest “udowodnienie” swoich umiejętności, np.: Przygotowywanie raportów  – w obecnym miejscu pracy moje raporty wykorzystywane są przez prezesa zarządu i wspomagają podejmowanie decyzji strategicznych.

Napisanie dobrego CV nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Mam nadzieję, że korzystając z moich wskazówek stworzysz CV, które załatwi Ci wiele zaproszeń na rozmowy. Powodzenia!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

11 zastosowań pasty do zębów, które z marszu pokochasz


Czy pasta do zębów może być wdzięcznym tematem na osobny, poradnikowy wpis? Może, jak najbardziej i właśnie postanowiłam Wam to udowodnić. Nie tylko umyjecie nią zęby, ale wykorzystacie do kilku innych praktycznych rzeczy.

Zaczynamy!

     1.Czyste kubki i szklanki

Osad z kawy lub herbaty? Nie ma problemu, zamiast myć kubki płynem do mycia, połóż na gąbce trochę pasty i tym wymyj środek naczynia. Efekt szybki i spektakularny.

  1. Czyste srebra

Kto ma srebra w domu, ten wie, jak szpecące bywają czarne ślady na wykonanych ze srebra przedmiotach. Pasta do zębów przywraca im blask w mgnieniu oka. Na miękką szmatkę nałóż pastę i delikatnie przecieraj srebra. Spłucz wodą i wypoleruj.

  1. Białe podeszwy

No dobrze, nikt normalny nie przejmuje się tym, czy ma białe, czy czarne podeszwy, bo jak mają być czyste, skoro ciągle gdzieś w nich gonimy? Ale jeśli buty są na ich bokach zabrudzone i biel zamieniła się w szarość, nie ma w tym nic uroczego. Pozbądź się problemu – nałóż pastę do zębów na starą szczoteczkę i wyczyść białe, boczne elementy podeszwy, by znów wyglądały jak nowe.

  1. Wypełnione dziury w ścianie

Chciałaś przybić gwoździa, ale coś nie wyszło? Albo uderzyłaś czymś w ścianę i zrobiła się dziura w gładzi? Nie panikuj, nie musisz biec do sklepu po gips, żeby mąż się nie dowiedział. Nałóż w dziurę lub wyszczerbienie w ścianie troszkę pasty do zębów i wyrównaj. Jak wyschnie, będziesz miała gładką ścianę.

  1. Wyczyszczone chromowane elementy w domu

Jeśli zastanawiasz się, jak przywrócić świetność chromowanym, pierwotnie błyszczącym elementom wyposażenia łazienki lub kuchni bez używania ostrej chemii, pasta Ci w tym pomoże. Po prostu nałóż na mokrą ściereczkę pastę, wyszoruj, spłucz i wypoleruj. Tyle.

Aha! Zapomniałabym – na stopę żelazka też to działa.

  1. Zasuszone pryszcze

Czasem na twarzy może wykwitnąć coś, czego bardzo nie chcemy. Niespodziewany pryszcz nie zabawi długo na twarzy, gdy od razu zostanie potraktowany pastą do zębów.

Odrobinę pasty nałóż na pryszcz na noc. Rano problem powinien zmaleć. Powtarzaj do skutku.

  1. Czyste paznokcie

Kto grzebał w ziemi bez rękawiczek, obierał buraki, albo zwyczajnie nie ma śnieżnobiałej płytki paznokcia, może ratować ich wygląd pastą. Stara szczoteczka i pasta pozwolą wyszorować paznokcie i zdecydowanie je wybielić. To podziała również w przypadku resztek po lakierze.

  1. Pachnące dłonie

Cebula, czosnek i inne domestosy nie będą prześladowały Cię do końca dnia zapachem na dłoniach, jeśli po robocie nałożysz pastę do zębów na ręce i je przy jej pomocy umyjesz, zamiast mydła. Paskudny zapach odejdzie w niepamięć.

  1. Przy ukąszeniach

Nie będę kłamać – nie stosowałam, ale na pewno wypróbuję. Miłośnicy pasty do zębów twierdzą, że znakomicie się sprawdza się jako chłodzący okład, który koi i znosi ból po ukąszeniu owadów.

  1. Do usunięcia plam po farbie do włosów

Czasem przy farbowaniu, mimo zabezpieczenia skóry kremem, pojawiają się ślady farby. To bywa upierdliwe, bo nieestetyczne ślady mogą się utrzymywać do kilku dni. Pocieranie skóry wacikiem nasączonym wodą i pastą do zębów potrafi zdziałać cuda. Ten sposób może pomóc także przy innego rodzaju plamach na skórze.

  1. Bonus dla matek córek

Jeśli Wasze córki kiedyś przyjdą do Was ze skargą na gumę przyklejoną do włosów, zanim za karę ciachniecie je nożyczkami, połóżcie na gumę pastę. Po kilku minutach guma powinna się poluzować i łatwiej będzie ją wyciągnąć z włosów. Niestety nigdy tego nie próbowałam, więc eksperyment pozostawię w Waszych rękach :)

P.S. Najczęściej słyszę o tym, żeby używać zwykłej białej pasty, a nie tej w żelu i z kolorowymi cząsteczkami. Dlaczego? Tego nie wiem, może Wy mi podpowiecie?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Maria Ciahotna

    Jeśli chodzi o nakładanie pasty na ścianę, to chyba wiadomo, dlaczego ma być biała :D chyba że trafiła nam się ściana kolorowa, wtedy trzeba dobrze dobrać kolor pasty…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Ty też dajesz się rolować blogerom? Sprawdź, jak to robią


Ponoć konstytucja gwarantuje nam wolność słowa, a już internet to w ogóle gwarantuje nam wszelakie wolności. Ponoć. Bo jak tak sobie ostatnio chodziłam po Facebooku, to zauważyłam dość dziwne, jak dla mnie, zjawisko.

Blogerzy banują za darmo

Tak. Nie boję się tego napisać, chociaż liczę się z tym, że środowisko blogerów zechce mnie zjeść. Smacznego. Znam co najmniej kilku takich blogerów, którzy o ironio losu mają naprawdę duże grono fanów, co banują każdego gościa ośmielającego się mieć inne zdanie. Bo tak i już. Bo na mojej tablicy ja rządzę i nie będzie mi tu nikt mówił, że białe jest białe, skoro ja mówię, że białe jest czarne. A nawet jak ja mówię, że białe jest białe, to też mi nikt nie powie, że czarne. Innymi słowy – chcesz się wypowiadać na mojej tablicy, to masz myśleć tak samo, jak ja. A jak nie, to won. Polemika stanowczo zakazana.

Nie będę tu pokazywała palcem, o kogo mi chodzi, bo nie w tym rzecz. Mnie chodzi o to, że takie zjawisko w ogóle ma rację bytu i co ciekawe – jest przez sporą część internautów popierane. A myślałam naiwnie, że kółka wzajemnej adoracji wyszły z mody. W ten sposób blogerzy tworzą sobie grono wiernych fanów, którymi potem mogą się chwalić przed reklamodawcami. No fakt, mają naprawdę dobrze stargetowaną grupę odbiorców :P

 

Cynizm to moje drugie imię

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o pieniądze. Śmiem twierdzić, że tak jest i tym razem. Grono wiernych piesków przytakuje, że szczepionki są be/cacy (niepotrzebne skreślić), że pieluchy tylko jednorazowe/wielorazowe, że karmienie to tylko mlekiem naturalnym/modyfikowanym, że w ciąży można/nie można pić alkohol. I to naprawdę nie chodzi o to, kto ma rację. Chodzi o to, żeby przytakiwać. Bo jak już się nauczycie przytakiwać (tylko czasem nie przytakujcie mi bezmyślnie, nie znoszę wazeliniarstwa), to wszystkie reklamy łykniecie jak Reksio szynkę i nawet tego nie zauważycie. Blogerzy, którzy tworzą grono potakujących piesków, robią to po to, żeby móc się pochwalić przed reklamodawcą liczną społecznością. Kasa, Misiu, kasa. Nie twierdzę, że wszyscy tak robią, ale sporo tak. Zanim mnie zniesmaczyli do tego stopnia, że przestałam obserwować ich tablice, zdążyłam zobaczyć co i jak reklamują. A że sama pracuję w branży pokrewnej reklamie, na pewne rzeczy jestem naprawdę mocno wyczulona. I teraz cynicznie Wam mówię – jeśli trafiliście do stada potakujących piesków, to po prostu dajecie się rolować.

Ale przecież blogowanie to praca

Tak. I to wcale nie taka lekka jak się niektórym wydaje. Ale z drugiej strony i nie taka ciężka, jak nam niektórzy blogerzy wmawiają, nie dajmy się zwariować. Są blogi naprawdę na poziomie, z których można wyciągnąć sporo wartościowych treści. A że przy okazji dostaną to czy tamto od sponsora albo żywą gotówkę za reklamę, to jakby normalna sprawa. Bloger też człowiek i jeść musi. Musi też mieć sprzęt do pracy. Nie neguję tego. I nie, nie zazdroszczę tym, co idą na skróty. Zastanawiam się tylko, gdzie kończy się etyka, a zaczyna bezlitosny biznes.

Po co to wszystko napisałam?

Bo mi leży na wątrobie, a bloga ma się między innymi po to, żeby czasem napisać o tym, co gryzie i uwiera. Mnie uwiera bezmyślność rzeszy internautów, którzy ślepo klaszczą ludziom każącym im myśleć tak, a nie inaczej. Uwiera i zdumiewa. To tak można, serio? Nie mieć własnych poglądów, jak papuga cytować innych i mówić, że skoro ON tak powiedział, to na pewno tak jest? Można nie sprawdzać, nie szukać alternatywnych źródeł wiedzy, choćby nie próbować mieć swojego zdania? Zastanawiam się czasem, czy w drodze ewolucji nie zaczynają nam się zmniejszać mózgi. Stworzyliśmy sztuczną inteligencję i nasza własna przestaje być potrzebna. Za to kciuki są coraz dłuższe i coraz sprawniejsze.

Blog W Roli Mamy ma prawie siedem lat. Kto jest z nami od początku, ten wie, że kiedyś nas tu było więcej. Nie powiem Wam, czemu dziewczyny zrezygnowały. To ich sprawa i niech się same tłumaczą. Powiem Wam, dlaczego ja tu jestem. Bo mogę sobie napisać nawet taki tekst jak ten, który poniekąd strzela w blogowe kolano. I nikt mi go nie ocenzuruje. I Waszych komentarzy tu ani pod żadnym innym tekstem, też nikt nie ocenzuruje.

 

PS. Przez prawie siedem lat działalności zablokowałyśmy jedną osobę na Facebooku. Przekroczyła nasze liberalne granice dobrego smaku, mówiąc wprost: chamstwo i wulgarność wypleniłyśmy w zarodku :P Jedną! Prawie sześć lat temu!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku