Uroda 20 października 2011

Ja i Hashimoto

Kiedy miałam około 14/15 lat byłam na swojej pierwszej wizycie u ginekologa, z powodu nieregularnych miesiączek. Nie podejrzewałam, że będzie to miało związek w przyszłości z hashimoto. Do dziś pamiętam tę wizytę, byłam przejęta, pełna obaw i pełna strachu.  Pani ginekolog uspokoiła mnie i moją mamę, tłumacząc nam, że w tak młodym wieku to jest normalne, że miesiączki z czasem się wyregulują, itd. Minęło parę lat, kiedy znów się pojawiłam u lekarki, powód – cały czas ten sam – nieregularny okres.

Na moje pytanie, czy jest jakiś sposób, aby je wyregulować – bo było to męczące kiedy okres przychodził mi co dwa, a czasem trzy miesiące – dostałam wtedy swoje pierwsze tabletki antykoncepcyjne. Miałam nadzieję, że mój organizm kiedyś zaskoczy. Najpierw nie obeszło się bez luteiny, aby go przywołać, a potem mijało 27-28 dni  i okres był. Skakałam z radości, cieszyłam się, że nie muszę się wstydzić przed innymi dziewczynami, które co miesiąc narzekały na swój odmienny stan. Dołączyłam do nich, byłam jedną z nich.

W ten sposób brałam leki przez 5 lat z przerwami, nawet zahaczyłam o plastry antykoncepcyjne, bo tabletki źle wpływały na moją wątrobę. W trakcie nie miałam prawie żadnych badań krwi. Okres był i to było najważniejsze dla mnie i mojego ginekologa. Po tym czasie zmieniłam miejsce zamieszkania, lekarza i podejście do antykoncepcji jako sposobu na uregulowanie miesiączek, bo po 5 latach mój organizm nie zaskoczył.

Zaczęło się od częstego kłucia i nowych tabletek na zbicie podobno wysokiej prolaktyny. Oczywiście regularnie musiałam przyjmować luteinę i okres powoli przychodził, jednak przerwy zaczęły się robić coraz krótsze. Co tu robić. Mój nowy lekarz załamywał ręce i skierował mnie na diagnostykę hormonalną.

Czekałam pół roku, aby się dostać na Karową w Warszawie i trzy lata temu spędziłam tam  kilka dni nad Wisłą. Tam dopiero zaczęło się kłucie, podczas pierwszego pobytu było ich aż 18 – ale to dzięki moim niewidocznym żyłom. Podczas drugiej tury, wszystkim dziewczynom wykonywano usg tarczycy. W dniu wypisu upomniałam się, że ja takowego badania nie miałam, że moja mama miała wyciętą tarczycę, itd. Szybciutko skierowano mnie na badanie i tam usłyszałam – zapalenie tarczycy, klasyczne Hashimoto. Hashi…, że co?

Jak tylko dotarłam do domu, otworzyłam komputer i szukam:

Co to takiego jest?

Z czym się to wiąże?

Czy będę mogła zajść w ciąże?

Jak się leczy?

Czy wyzdrowieję?

Wiele więcej pytań mnie gnębiło, powoli się uspokajam, czytając, że Hashimoto to stan zapalny tarczycy, który jest efektem nie leczenia niedoczynności tarczycy. Jeśli niedoczynność zostanie wcześnie wykryta, można śmiało mieć ten gruczoł pod kontrolą i nie dopuścić do tego stanu.

Stanęłam jak wryta, przecież mój pierwszy lekarz wiedział, że moja mama miała problemy z tarczycą, wystarczyło już wtedy zrobić kilka testów  i teraz nie miałabym tego Hashimoto. Teraz już zrozumiałam, dlaczego tak trudno było mi zgubić te dodatkowe kilogramy, dlaczego cały czas chciało mi się spać.

Czy złoszczę się na pierwszego lekarza? Może wtedy nie było jeszcze takiej wiedzy i możliwości. Niestety zostaję z Hashimoto do końca mych dni.

Kolejny rok  próbowałam lekami wyrównać hormony tarczycy, nadal przyjmując leki wywołujące miesiączki. Perspektywa na zajście w ciąże była, ale odległa. Nikt nie dawał mi gwarancji, że się uda, że poziomy hormonów ustabilizują się na tyle, aby się udało. Byłam załamana. Mam już powoli trzydziestkę na karku, większość znajomych cieszy się już potomstwem, a my?

Przez pół roku nie było efektów, co miesiąc na teście była tylko jedna kreska, a wkrótce potem okres. Traciłam już wiarę, że się uda. Lekarze dawali mi jeszcze pół roku, wytyczne co i jak aby polepszyć szanse. Powoli to wszystko mnie przytłaczało, tak bardzo pragnęłam być jedną z mam, tulić maleństwo w swych rękach. I wtedy, na teście dwie kreski! Nie mogłam uwierzyć i tego samego dnia i następnego robiłam dodatkowe badania, aby się upewnić, że jestem w ciąży.

Dziś jestem szczęśliwą mamą z Hashimoto, mam zdrowego, trzy miesięcznego Marcinka, a co trzy miesiące kontrola hormonów tarczycy i ewentualna zmiana dawkowania. Cuda się zdarzają, wtedy kiedy tracimy nadzieję.

44
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
26 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
dorota dizaOla MachnikowskaAlicja MalinowskaRadtke Monika Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena446
Gość
Magdalena446

Wzruszająca historia potwierdzająca tezę, że wszystko jest możliwe. Trzeba tylko uwierzyć;-)

Monik
Gość
Monik

Hej!
Zupełnie jakbym czytała swoją własną historię. Miałam bardzo późno okres, w wieku 17 lat, wywoływany tabletkami antykoncepcyjnymi. A teraz Hashimoto.
Czy będę mamą? Mam nadzieję że w końcu tak. Staram się nie wariować bo staramy się już tak długo i męczę się z tą chorobą która nie daje mi zielonego światła na dziecko.
Ale co ma być to będzie. Oby!

Rachela
Gość
Rachela

Hej
Hashimoto nie jest wyrokiem. Znajdź dobrego endokrynologa, który wyrówna ci hormony a także sprawdź jak u ciebie z witamina D – pod nazwą ohd25. Marcin przyszedł po pół roku starań natomiast Lusia za pierwszym strzałem. Zatem wszystko jest możliwe. :) pamiętaj także aby odpuścić i wrzucić na luz. Często nasze emocje nam w tym nie pomagają. Życzę powodzenia i mam nadzieję że już niedługo będziecie tulić w ramionach małę dziecię

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Dla mnie absurdem jest jak w Polsce podchodzi się do diagnozowania. Tabletki antykoncepcyjne, luteina, inne leki… wszystko tylko nie szczegółowe badania!

Cieszę się, że wreszcie udało się ustalić POWÓD. Cieszę się, że jesteś teraz pod dobrą opieką specjalistów. No i bardzo się cieszę, że jesteś mamą Marcinka :)

Magda Kupis
Gość

na nas – mamach córek spoczywa duża odpowiedzialność i świadomość, że nieregularne miesiączkowanie to nie jest „normalne”, nie można dać się zbyć, że wszystko się wyreguluje, bo niestety czasem jest za późno na pomoc. Poza tym lepiej zapobiegać niż leczyć, wiec jeśli lekarz nie będzie chciał zrobić badań – zmienić lekarza.
Cieszę się z kolejnej historii z szczęśliwym zakończeniem.

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Wzruszyłam się czytając. Gratulacje w związku z pojawieniem się na świecie upragnionego dziecka i życzę wszystkiego dobrego :)

Aldona Seemann-Gnida
Gość

„Cuda się zdarzają, wtedy kiedy tracimy nadzieję.” Święte słowa! Podczas drugiej naszej ciąży też trafiliśmy na DZIWNEGO lekarza…a niby z dobrej, prywatnej, katowickiej kliniki :/ Tzn. był to lekarz od badań prenatalnych. Dość późno zorientowałam, że jestem w ciąży- poszłam do lekarza bo coś źle się czułam i się dowiedziałam- ciąża 9 tydzień :) Radość była wielka. A za chwilę zaszła mnie refleksja- jak sobie damy radę? Przecież dopiero co Olga trzynasty miesiąc skończyła. No ale myślę sobie- nie ja pierwsza, nie ostatnia- damy radę :) Przy pierwszych badaniach prenatalnych dowiaduję się- zespół Downa. Lekarz oschły i małomówny a jak… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Oj, Aldona… Ale mnie poruszyła historia Twojej drugiej ciąży. Tak bardzo się cieszę, że masz zdrowego synka! I współczuję tych wszystkich przeżyć związanych z rozpoznaniem wady genetycznej.
Odezwę się do Ciebie na fb, bo też jestem ze Śląska i czuję potrzebę poznania nazwiska lekarza, żeby przestrzegać inne przyszłe mamusie.

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Ok. Chętnie podam nazwisko.
Dziękuję za miłe słowa.

zochama
Gość
zochama

Wlasnie cuda sie zdarzaja , tez sie pod tym podpisuje. Ja z mezem staralismy sie o dzidzie 1,5 roku. Okazalo sie ,ze to moj partner mial problem, za wolne plemniki. Zmiana diety, witaminy, aktywny tryb zycia i wiara w to,ze sie uda. Niestety lekarz skierowal go na operacje. Gdy zblizal sie termin moj maz nie okazujac mi tego , bal sie tego zabiegu i w ostatniej chwili zrezygnowal i powiedzial,ze dajmy sobie jeszcze czas, sprobojmy bez pomocy sklapela. To byl maj a w czerwcu poczelismy coreczke. To ja stracilam wiare,ze nam sie uda tym bardziej,ze maz nie chcial pomocy lekarskiej….… Czytaj więcej »

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Początkowo nie zgodziłam na amniopunkcję. Ale miałam powiedziane, że jeżeli echo serduszka wyjdzie źle- to mam zrobić. Rozumiem i wiem, że badania są ważne bo różne choroby można już rozpoznać albo je wykluczyć.

Agnieszka Jelinek
Gość

Aldono, także życzę wszystkiego dobrego. Dziękuję za miłe słowa. Niestety mój Hashimoto ma wpływ na tarczycę synka, którą będziemy musieli także kontrolować. Na dzień dzisiejszy wszytko jest dobrze z tarczycą Marcinka.
Magda zgodzę się z Tobą, że ciąży na nas większa odpowiedzialność. Wtedy w małej wiosce pewnie nikt nie słyszał o takiej chorobie, a dwa rodziców nie było stać, aby jechać do większego miasta do prywatnego lekarza.
Wszystkim życzę dużo siły i wytrwania

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Człowiek uczy się cały czas. Tyle jest różnych ‚dziwactw’ wokół nas, nawet nie mamy pojęcia, że są :/
Nie wiedziałam, że może to też mieć wpływ na Marcinka.
Dobrze, że znasz już powód bo wiesz teraz co i jak.
Trzymajcie się zdrowo i dzielnie. Myślami jestem z Wami :)

Marta Kabala
Gość

ja rowniez mam problemy z tarczyca od dziecka, mam nadczynnosc tarczycy, zawsze przyjmowalam na to leki. zawsze bylam bardzo nerwowa, mialam problemy z oddychaniem dusznosci, a jak sie denerwuje to czuje ucisk i nie moge zlapac tchu. pare razy zdarzylo mi sie zaslabnac, mam problemy z utrzymaniem wagi, ale moja waga potrafila spadac gwaltownie i w krotkim czasie, ciezko mi jest jak sa za wysokie temeratury, chociaz teraz przeprowadzilsimy sie w dosc cieple miejsce, moje rece sa zazwyczaj lodowate, czesto sie trzese. to wszystko i konflikt serologiczny sprawil, ze stracilismy pierwsze dziecko. potem zaszlam w ciaze, i musialam odstawic leki,… Czytaj więcej »

zochama
Gość
zochama

Marta jestes bardzo dzielna dziewczyna mimo takich strasznych objawow nie poddajesz sie, zycze ci duzo sily i duzo zdrowia dla swoich najukochanszych i dla siebie.

Marta Kabala
Gość

dziekuje bardzo:)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Marto, jesteś dla mnie superkobietą!!!!!

Marta Kabala
Gość

ja i tak pomimo wszystko traktuje zycie z dystansem i wlasnie dlatego ciesze sie kazda chwila i kazda minuta, bo przeciez mam tak wiele, dziekuje za te slowa, pozdrawiamy serdecznie

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Wiesz, moja córcia też potrafiła mnie na swój sposób pocieszyć. Przytulić. A szczególnie jedną scenę zapamiętam na długo- miałam gorszy dzień, leżałam i płakałam. Olcia obok bawiła się puzzlami. W pewnym momencie podchodzi do mnie i daje mi fragment układanki- na obrazku niebo i gwiazdka. Może ktoś pomyśli, że wariatka jestem. Ale dla mnie, w tamtym momencie znaczyło to jakby mi chciała nieba przychylić, gwiazdkę z nieba dać. Pocieszyć, że dobrze będzie. Uspokoiłam się. Czułam tak od wewnątrz- spokój.
I ja Tobie życzę dużo siły i zdrowia!!

Marta Kabala
Gość

dziekuje, prawda, dla mnie takie chwile sa wzruszajace, moze ktos inny w tym nic nie zobaczy, ale ja plakalam ze szczescia, ostatnio duzo placze, jestem ogromna optymistaka, ale czasem nawet moj mega optymizm wysiada jak ostatnio, ale wtedy patrze na mojego synka, moj brzuch i mojego meza i czuje, ze dam rade,a moj maz pozwala mi sie w swoj rekaw wyplakiwac dowoli, lzy same ciekan i beda ciekly, jestem mama boje sie o moje dziecko, ale milosc do dziecka jest silniejsza niz strach, ostatnio nie mam nawet sily podniesc sie z lozka, ale i tak mam odpoczywac i lezec caly… Czytaj więcej »

Marta Kabala
Gość

u nas bylo tez tak, ze moj maz jest po wypadku samochodowym, na domiar zlego w te wakacje mial wypadek, powazny bardzo, ja w ciazy z malym dziekciem bylam kompletnie sama, on w szpitalu ze zlamaniem kompresyjnym kregoslupa, mial operacje, ktore byly dla mnie jak tragedia,. wielogodzinne czekanie pod sala operacyjna, diagnoza przed pierwsza byla, ze szanse sa pol na pol, po pierwszej mial problemy z czuciem, potem kolejen dwie, jego pobyt w szpitalu, odwiedzalismy go codzinnie, potem zaczal rehabilitacje, wygralismy walke o niego i jego zdrowie, a gdy wrocil do domu to nasz synek tak bardzo byl zanim teskniony,… Czytaj więcej »

Agnieszka Jelinek
Gość

Marto, gratuluję tej wewnętrznej siły. Życzymy wszystkiego dobrego i niewyczerpanej pozytywności :)

Marta Kabala
Gość

dziekuje bardzo :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Miałam pododną historię z tym że moją niedoczynnośc tarczycy stwierdzono dopiero w 16 tc. Ciąży o której każdy lekarz mówił że nie daje na nią szansy. Nieregularne @, problemy z sercem, podejrzenie policystycznych jajników…. i nikt z lekarzy nie wpadl na to że to tarczyca. Dopiero w ciąży zrobiłam jeszcze raz badania i poziomy hormonów arczycowych dopiero zainteresowały lekarzy a wcześniej były podwyższone ale kazdy mówił mi że taki poziom może byc. Żeby nie ciąża to nadal łykalabym leki na serce a tarczyca dalej je by ruinowała (kardiolodzy niemogli ustslić przyczyny tachykardii) W ciąy leków od serca nie mogłam brać… Czytaj więcej »

Anonimowo
Gość
Anonimowo

U mnie podobnie jak u Sylwii , niedoczynność zdiagnozowano dopiero w ciąży , tyle że w 13 tc. Po wysłuchaniu diagnozy i tego jakie zagrożenie dla mojej małej istotki stanowi zaburzenie poziomu hormonów zwłaszcza w 1 trymestrze ciąży wróciłam do domu załamana . Oczywiście w domku w ruch poszedł internet i DR Google , a tam najczarniejsze scenariusze . Dopiero wizyta u Ginekologa i skierowanie do kliniki na badania prenatalne , na których okazało się , ze Dzidzia jest cała i zdrowa , trochę mnie uspokoiły . Całą ciąże przyjmowałam hormony i drżałam o Maleńką . Pod koniec ciąży doszła… Czytaj więcej »

Judyta Szostak
Gość

Moja mama była w ciąży wtedy, radzili usunąć gdyż mieszkali na podlasiu… blisko … nie zgodziła się,urodziłam się :-) mam nadczynność tarczycy , nie wiem czy to ma związek z Czarnobylem

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Jak dobrze że nie posłuchała lekarzy! Trudno powiedzieć czy Czarnobyl coś z tym ma wspólnego. Ale patrząc ile kobiet, które wtedy miały zaledwie parę lat ma dziś problem zajść w ciążę, ma problemy z tarczycą, to daje do myślenia

Ania Kaliszewska
Gość

Teraz większość ludzi ma problemu problemu tarczyca

Magda Czujko
Gość

Mam i ja :) rocznik ’86:)najpierw 3letnie starania by zajsc w ciążę..po porodzie okazuje się że mam Hashimoto.. a teraz poronienie:(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Magda Czujko Kochana tulę mocno. Ważne by wyrównać hormony. O pierwsze staraliśmy się ponad pół roku, drugie za pierwszym strzałem :) Będzie dobrze. Trzymam mocno kciuki

Magda Czujko
Gość

Dzięki i ja mam nadzieje ze to było tylko raz i ostatni raz w zyciu !! Okropne chwile…boli do dziś. ..ale…nic nie dzieje się od tak sobie… teraz jestem na etapie huśtawki hormonalnej .. walczę ale nie dam się tak łatwo ☺

Judyta Szostak
Gość

Ja Bogu dzięki mam dwoje dzieci :) nie staraliśmy się co prawda :D ale i nic nie robiliśmy żeby ich nie mieć :P

Małgorzata Bielak
Gość

Mój synek ma obecnie 9 lat a od 4 leczymy go na Hashimoto. Ja i mąż nie mamy problemu z tarczycą. Też słyszałam opinie, że jak rodzice urodzili się za czasów wybuchu w Czarnobylu to ich dzieci mogą chorować.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

O tym że dzieci mogą chorować nie słyszałam. :(

Radtke Monika
Gość

U mnie wykryto w wieku 18 lat hashimoto. Instynkt macierzyński pojawił się szybko i pokierował mnie na badania do ginekologa bo czułam, że coś jest nie tak… mogłam dużo spać, byłam strasznie płaczliwa i miałam częste lęki paniczne, bolesne miesiączki przy ktorych mdlalam, wymiotowalam… później znikł mi okres na około 50 dni i wykryto również dwie wielkie torbiele na jajniku … po dwóch latach brania tabletek, dwóch operacjach i masie stresu mogłam zajść w ciążę :) lekarz powiedział, że to idealny czas dla mojego organizmu bo później byłoby bardzo trudno. :) udało się, będzie maluszek za +/- 5 tygodni ❤

Radtke Monika
Gość

Ah i moja siostra i brat również mają problem z tarczyca za to mama w pełni zdrowa bo robila badania…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Gratuluję maluszka. Niech będzie zdrowiutki ;)

Radtke Monika
Gość

Dziękujemy ;*

Alicja Malinowska
Gość

Miałam wtedy 10 lat, piłam jod i przejmowałam się informacjami, że będę miała kiedyś chore dzieci :)

Ola Machnikowska
Gość

A ja nam hashimoto i dwójkę dzieci ;) myślałam że będzie ciężko zajść mi w ciążę… ale w obie ciąże zachodziłam od razu :P więc rożnie to bywa :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ważne jest mieć wyregulowane hormony. Ja też mam już dwójkę kochanych dzieci. ;)

iza
Gość
iza

Również mam niedoczynność tarczycy i Hashimoto – około roku starałam się żeby zajść w ciążę – udało się ale niestety w 9 tygodniu poroniłam :( Dokładnie 8 miesięcy póżniej znowu się udało i tym razem synek urodził się cały i zdrowy a rok pozniej dołączyła do niego siostrzyczka – piękna i zdrowa :) pozdrawiam was kobitki i zycze wszystkiego dobrego

dorota d
Gość
dorota d

gratuluje wszystkim mamuśką, cieszę się waszym szczęściem :) ja mam syna 6 letniego Filipka. a od 2,5 roku staramy się o drugiego dzidziusia i nic :( tez mam niedoczynność i hashimoto, i już tracę nadzieję. jest mi tak strasznie ciężko, tym bardziej że Filipek tak bardzo chce mieć braciszka. w podświadomości czuję że kiedyś mi się jeszcze uda,ale trochę się boję ze jednak to złudne myślenie

pozdrawiam was bardzo gorąco :)

Zabawa 16 października 2011

Kobieta spełniona – mama czy bizneswoman?

Wiadomość o ciąży bywa zaskoczeniem. Narodziny dziecka, zwłaszcza pierwszego, to prawdziwa życiowa rewolucja. Z tą opinią zgodzą się zapewne wszystkie mamy. Nie ma wątpliwości, że pojawienie się tej małej istotki ma wpływ na to, jak postrzegamy siebie, własne pragnienia, potrzeby innych ludzi i wszystko co nas otacza.

Przed ciążą kobiety mają w głowie w miarę jasną wizję tego, co jest dla nich w życiu ważne. Widzą po kolei szczeble kariery, chłodno wyznaczają kierunek rozwoju. Jednym słowem- mają plan. Po narodzinach dziecka okazuje się, że to zaplanowane „ja” musi zrobić dziecku trochę miejsca. A w zasadzie całkiem sporo miejsca. I nie chodzi nawet o te ustępstwa, których świat oczekuje od kobiet, by mogły czuć się dobrymi matkami. Po prostu samoistnie, podświadomie następuje przewartościowanie świata. Rządzące do tej pory „chcę”, „będę” zostaje okiełznane, a egoizm stłumiony.

Dotychczas, w rozmowach z koleżankami, tymi które mają już dzieci jak i tymi, której jeszcze nie planują, głośno i stanowczo wypowiadałam swoje zdanie dotyczące macierzyństwa i aktywności zawodowej. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym w całości poświęcić się wychowaniu dzieci. Chodzi mi tu o stanowisko przysłowiowej „kury domowej”.  Czyli dom, dzieci, pieluchy, obiadki, porządki i wiele, wiele innych.

Tym czasem teraz, po półrocznym stażu na tym właśnie stanowisku, mogłabym spokojnie tu zostać. Nie mówię, że tak dwa – trzy dni w tygodniu nie poszłabym do pracy – bardzo chętnie. Wyjść do ludzi, oderwać się od tej codzienności. Ale jednak większość tygodnia chciałabym spędzać z moją Księżniczką. Najlepszym rozwiązaniem byłaby praca w domu. Bo miałabym poczucie, że się samorealizuję, a równocześnie mogłabym obserwować rozwój własnego dziecka. Niestety mało która mama ma taką możliwość. A szkoda.

Wydaje mi się, że ważne jest by w tym wszystkim nie zatracić siebie, aby zachować równowagę pomiędzy rolą mamy, a rolą kobiety spełnionej zawodowo. Choć dla każdej z nas słowo „spełniona” może oznaczać coś innego. Czy kobieta spełniona to kobieta, która odniosła sukces na polu zawodowym, zrobiła w swoim życiu prawdziwą rewolucję pnąc się po szczeblach  kariery? Czy kobieta spełniona, to może jednak ta zadowolona z siebie i niekoniecznie pracująca zawodowo? Bo przecież można świetnie robić konfitury i perfekcyjnie prowadzić dom, i właśnie na tym polu się realizować. A może to taka, która potrafi pogodzić obowiązki zawodowe z wychowywaniem dzieci i jeszcze realizować swoje pasje?

Ja jak najbardziej czuję się kobietą spełnioną. Jestem żoną, matką, ale nie zamykam się tylko w tych dwóch określeniach. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, pamiętam jednak o swoim rozwoju. Chwilowo, jestem może nieco przytłumiona przez nowe obowiązki, muszę odnaleźć się w nowej roli, ale powoli rozwijam skrzydła i spokojnie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwą kobietą. A żeby być spełnioną trzeba być szczęśliwą!

Piękna, niezależna, bizneswoman, czy żona i matka opiekująca się domem i doglądająca ogniska domowego? Te dwa modele to tylko stereotypowe przykłady. Kim jest kobieta spełniona? Pomiędzy tymi dwoma schematamii jest całe mnóstwo innych możliwości. Pytanie czy da się je wszystkie połączyć?

Drogie czytelniczki, ciekawa jestem Waszych opinii na ten temat. Co dla Was oznaczają zmiany związane z macierzyństwem? W jakiej roli czujecie się najbardziej spełnione? Czekamy na  Wasze komentarze.

35
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fizinka
Gość
Fizinka

Zanim zaszłam w ciążę W OGÓLE nie wyobrażałam sobie siebie w roli tej przysłowiowej „kury domowej”! Ba! Takiej roli mówiłam stonowczo -NIE! Kiedy w moim brzuszku zagościła „fasolka” – moje zdanie powoli zaczynało się zmieniać ;) A teraz,kiedy moje maleństwo jest już na świecie wiem że mogłabym pełnić tą rolę jeszcze długo długo… :) Teraz widzę,jak bardzo się zmieniłam,dojrzałam.. To co kiedyś było dla mnie nr`em 1 zeszło na dalszy plan :) Teraz mam inne priorytety :) I mimo iż (chwilowo) zawodowo nie pracuję,czuję że się spełniam -w roli Mamy :) w roli żony :) no i w roli studentki… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Fizinka, zgadzam się z Tobą. Mamę zrozumie tylko druga mama, a bycie nią nie jest łatwe, ale ile daje szczęścia i satysfakcji.

Agnieszka Jelinek
Gość

tak trzymaj Fizinka :)
Ja z wytęsknieniem czekałam na tę fasolkę w brzuszku i jak tylko się udało uciekłam na zwolnienie by nic jej się nie stało. Teraz chociaż macierzyński mi się kończy, i gdybym nie musiała to zostałabym z małym w domu – choć co jakiś czas mimo urlopu, odpracowuję trochę dla szefowej w domu. Ba zresztą zgodziła się abym część obowiązków pełniła w domu :)
I jak tu nie być spełnioną kobietą, matką, żoną, pracownicą :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Ja też od razu poszłam na L4, wypoczywałam i przygotowywałam się na przyjście mojego ukochanego dziecka. Ja niestety nie mogę „zabrać pracy do domu”(((( A Twoja szefowa chyba też jest kobietą spełnioną, bo rozumie potrzeby matek.

Magda
Gość
Magda

Madziu po przeczytaniu Twojego tekstu uśiadomiłam sobie, że nigdy nie widziałam siebie w roli mamy! Owszem dzieci tak, ale kiedyś tam…w bliżej nie określonej przyszłości. Uważałam, że są rzeczy ważniejsze, że nie czas i nie pora. Byłam egoistką i materialistką! Wyszłam za mąż i zaczęło się wszystko zmieniać. Życie okazało się trudne…tzn. nie tak łatwe jak sobie to wymarzyłam. Straciłam jednego dzidziusia i spokorniałam wobez życia. Poddałam się całkowiecie biegowi losu, ściągnęłam nogę z gazu, zwolniłam :P Teraz jestem mamą cudownego Śmieszka i chciałabym zatrzymac czas! Cóż, nie da się :D Ala jak się uda, chciałabym chociaż jechac na półsprzęgle… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Bardzo chciałabym zatrzymać czas i być blisko mojej Księżniczki, niestety nie ma takiej opcji i trzeba wracać do pracy. Teraz to dopiero wejdę na wysokie obroty, żeby wszystko ogarnąć.

Marta Kabala
Gość

Ja opisalam na Waszym blogu moja historie, kiedys nie wyobrazalam sobie siebie jako matki, zony, zawsze bylam osoba, ktora chciala sie realizowac, spelniac swoje marzenia. Zycie nie zawsze mnie rozpieszczalo, dlatego zawsze szukalam swojego miejsca na ziemi, czesto podrozowalam, jak tylko byla mozliowosc wyjazdu wyjezdzalam, czegos szukalam, ale nie wiedzialam czego. Mialam pare zwiazkow wczesniej, ale kazdy z nich utwierdzal mnie w przekonaniu, ze milosc boli, ze nigdy zaden facet i dziecko nie zagoszcza w moim zyciu. W mojej glowie mialam taki wyidealizowany plan, skonczyc studia, potem dalej kontynuowac kariere naukowa. Wszystko sie zmienilo jak przyjechalam do NY, trzy dni… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Marto, oczywiście piękne słowa;-) Dobrze, że nie poddaliście się po pierwszej stracie. Teraz będziesz miała dwa kochane skarby, a właściwie trzy, ponieważ Rob jest fantastycznym mężem, partnerem i … człowiekiem. I uważam, że rodzina w żaden sposób nie ogranicza, ale wspiera, pomaga i tak jak piszesz – daje siłę. Dziękuję za wpis i pozdrawiam Was serdecznie))

Marta Kabala
Gość

bardzo dziekujemy za cieple slowa, u nas jak zawsze kazdy nastepny dzien pisze nowe strony naszej wspolnej ksiegi, dzis bylismy u lekarza i wyglada na to, z enasze dziecie strasznie sie spieszy na ten swiat, szyjka sie zaczela skracac, skurcze coraz silniejsze, a to dopiero 29 tydzien :(, teraz mam lezec w domu i zachowywac sie jak 80latka, za tydzien nastepna wizyta i jak sie pogorszy to znowu czeka mnie lezenie w szpitalu i jeszcze wieksza walka, coz chyba nie ejst mi dane donosic chociaz jednej ciazy normalnie..dobrze, ze przynajmniej nasz synek sie smieje, tuli do mnie i brzuszka, a… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Marta, bardzo podoba mi się, że jesteś tak pozytywnie nastawiona do całej sytuacji. Trzymam kciuki za Ciebie i całą Twoją rodzinkę. I mam nadzieję, że Maluszek grzecznie poczeka na swój dzień.
Trzymaj się!

Marta Kabala
Gość

dziekujemy bardzo…najnormalniej w swiecie czuje, ze chyba los na kazdym kroku chce nas sprawdzic, wiec rzucajac nam klody pod nogi chce sprawdzic, czy zdamy nastepny egzamin, oddalabym wszystko, aby nasz drugi synek jeszcze poczekal, jest za malutki i tak bardzo chcialabym chociaz jedna ciaze donosic w spokoju, ale juz i tak wygralam, mam cudownego meza, cudownego synka i drugiego w drodze…moj maz jest taki niesamowity, ze daje mi sie wyplakiwac w swoj rekaw, dzisiaj nawet moj mega optymizm poprostu wysiada, pozdrawiamy serdecznie

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Mocno zaciskam kciuki, żeby syn wytrzymał jak najdłużej w brzuszku. Masz fantastyczną rodzinkę, która się powiększy, a Ty musisz być dla nich wszystkich silna. Ale nie jak supermen – popłakać też trzeba, to też w pewnym sensie oznaka siły. Jesteś super kobietą ;-)))

Kobiecym_okiem
Gość

Ja z zasady nie lubię skrajności, toteż w moim modelu kobiety spełnionej mieści się zarówno aktywność zawodowa, jak i czas dla rodziny. Od 8 miesięcy jestem wyłączona z życia zawodowego i dobrze mi z tym, ale staram się sobie także planować czas, aby zajmować się różnymi rzeczami, np. prowadzeniem swojego bloga – jest to dla mnie także sposób na rozwój osobisty. O pracy nie myślę w kategorii kariery (co jest tą właśnie skrajnością „mama-karierowiczka”), ale jako o własnym samorozwoju. Idealnym połączeniem jest dla mnie praca na krótszy etat lub praca w elastycznych godzinach oraz – jako podstawa – skupianie się… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Zdecydowanie zgadzam się z Twoją wypowiedzią. Dzieciom, potrzebny jest kontakt z otoczeniem, z innymi dziećmi. To przysposabianie ich do życia w społeczeństwie, nauka dzielenia się i . . . samodzielności.

Fizinka
Gość
Fizinka

Ja co prawda po swoich dzieciach jeszcze nie mogę tego stwierdzić,bo mam na razie jedno (7-miesięczne) :P ale również uważam że dzieci w pewnym wieku potrzebują nowych bodźców i kontaktu z otoczeniem,z rówieśnikami,….. Ten „pewien wiek” ciężko określić bo wiadomo że każde dziecko jest inne ale myślę że wiek przedszkolny to jest dobry moment na „wyrwanie” się z czterech kątów,zarówno dla dziecka jak i dla mamy :) Fajnie by było gdyby urlop macierzyński trwał przynajmniej do czasu kiedy dziecko ukończy2 rok życia :) I wtedy każda mama mogłaby zadecydować czy zostaję jeszcze dłużej z dzieckiem (na wychowawczym) czy wraca do… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Podoba mi się Twój pomysł z „przedłużonym” urlopem macierzyńskim) Jak dla mnie wystarczyłby roczek. Pierwszy rok jest bardzo ważny dla dziecka, tyle się uczy i tyle osiąga. Świetnie było by razem z nim cieszyć się każdą nową umiejętnością.

Kasieks
Gość
Kasieks

Jestem pod wrażeniem tego artykułu. Bardzo mądrze to ujęłaś Autorko!W moim przypadku, wyglada to nastepująco. Kariery nigdy nie chciałam, i nie chcę robić, mam na razie takiego pecha, że praca zawodowa nie sprawia mi przyjemności, raczej więcej stresu, obaw, płaczu i rozterek. mam nadzieję, że się to zmieni, jesli nie praca, to chociaż warunki pracy. Odkąd pojawił się na świecie nasz synek, zapomniałam o pełnieniu roli pracownika, ale już niedługo będę musiala wrócić do pracy. Całą ciążę byłam na L4, cały czas pielęgnowałam uczucie do naszej małej istotki, szykowałam gniazdko i staralam się stworzyć mu dobre warunki. Powiedzmy, że udało… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Kasieks dziękuję za pochwałę)) Doskonale Cię rozumiem. Mój wolny od pracy czas kurczy się zastraszająco. Również nie mam z kim zostawić Małej. Mam już jedną potencjalną nianię, którą musi również zaakceptować Maja. U mnie teściowie rzadko widują wnuczkę. Również się im do niej nie spieszy, a ja wolę chyba nianię, ponieważ teściowa ostatni raz miała do czynienia z maluszkiem jakieś…..30lat temu!! A co do pracy … nie jest to spełnienie moich marzeń, ale póki co jest. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć pracę w której będziesz doceniana, szanowana i będziesz do niej chętnie chodzić. A teściowie okażą się jednak,… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

Podpisuję się pod tym co napisała autorka- równowaga musi być zachowana. Poza tym bardzo ładnie pisze o życiu kobiety spełnionej- dla każdej to co innego, ale… Chyba jestem mistrzynią jeśli chodzi o zastosowanie tego spójnika. Wizja mojej przyszłości rozpoczęła się od roli „kury domowej” właśnie, lecz z czasem zdobywania wiedzy o życiu, doświadczenia i obserwacji ewoluowała. Bycie mamą, która spełnia się tylko na tej płaszczyźnie w dzisiejszych czasach to już utopia, ponieważ na życie trzeba spojrzeć nieco bardziej praktycznie i realnie. Matka wcale nie „siedzi” w domu dla dobra dzieci- dla mnie to kłamstwo. Na „bycie mamą” przeważnie patrzy się… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Zgadza się, nic kosztem rodziny. Dobre pytania postawiłaś, chyba zbyt często nie są one zadawane. Czyżby odrobina egoizmu była wskazana? Tak. Ponieważ dbając o swoją przyszłość, również ułatwiamy życie naszym dzieciom.

Magda Kupis
Gość

wiele osób żyje w myśl zasady „jakoś to będzie”, ale już teraz musimy myśleć o NASZEJ przyszłości, aby tym samym ułatwić życie naszym dzieciom. Mało kto zadaje już teraz takie pytania, bo emerytura jest dla nas przecież tak odległa… to jest balansowanie na krawędzi, odrzucając myśli o tym co będzie za lat 20,30…

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

W pełni zgadzam się z Wami! Bardzo ubolewam nad faktem, że w naszym kraju feministki wiedzą najlepiej „za wszystkie” kobiety co jest dla nich dobre. Jestem kobietą, córka, żoną, matką i nie tylko – sama chcę decydować jakie role w moim życiu będę pełniła! Jestem spełnioną mamą i żoną. Jestem również studentką i pracownikiem! I choć wolałabym móc cały swój czas poświęcić rodzienie, życie zweryfikowało mój plan. Studjuję dziennie- ale dzięki dobrze zaplanowanej ścieżce edukacji, po pojawieniu się córeczki na świecie, pozostało mi niewiele zaległości do uzyskania absolutorium- oczywiście wymaga to wiele poświęceń w naszym domu- moich i męża. Pracuję… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Niestety nie ma recepty na system pracy mamy. Jedno jest pewne, że dla mamy doba jest za krótka)

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Decyzje o założeniu rodziny podjęliśmy z mężem w czerwcu tego roku. W lipcu okazało się, że jestem w ciąży… jakże byliśmy szczęśliwi, że stało się to tak szybko po podjęciu decyzji, tym bardziej, że wszyscy dookoła mówili-straszyli, że zajmie nam to dużo czasu na minimum rok musimy się przygotować. Moje plany wobec ciąży były takie, że absolutnie nie idę na zwolnienie lekarskie najlepiej do 9 miesiąca. Lubię swoją pracę, w jakiś sposób się w niej spełniam i nie wyobrażałam sobie zostawienia tego wszystkiego i leniuchowania w domku. Z natury nie lubię siedzieć w miejscu. Wszystko szło dobrze dopóki w 17… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Jestem pewna, że się spełnisz w roli mamy. Te 9 miesięcy to już taki trening, a Ty masz odpowiednie nastawienie!

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Dziękuje :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Madziu na pewno odnajdziesz się w roli mamy. To najwspanialsza rola jaką możemy zagrać w życiu. Jesteś bardzo dzielna, a Twoje maleństwo silne. Trzymam kciuki, żeby wszystko było w porządku. I może pochwalisz się nam kogo nosisz pod sercem?

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Decyzje o założeniu rodziny podjęliśmy z mężem w czerwcu tego roku. W lipcu okazało się, że jestem w ciąży… jakże byliśmy szczęśliwi, że stało się to tak szybko po podjęciu decyzji, tym bardziej, że wszyscy dookoła mówili-straszyli, że zajmie nam to dużo czasu na minimum rok musimy się przygotować. Moje plany wobec ciąży były takie, że absolutnie nie idę na zwolnienie lekarskie najlepiej do 9 miesiąca. Lubię swoją pracę, w jakiś sposób się w niej spełniam i nie wyobrażałam sobie zostawienia tego wszystkiego i leniuchowania w domku. Z natury nie lubię siedzieć w miejscu. Wszystko szło dobrze dopóki w 17… Czytaj więcej »

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Jak tylko się dowiem to dam znać. Mam nadzieję, że będzie to już przy najbliższej wizycie czyli we wtorek :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

To czekamy:-)

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Czekamy, czekamy :)

Madzia_85
Gość
Madzia_85

A więc będzie córeczka :)) Wszystko jest w porządku, napatrzyliśmy się z mężem na naszą kruszynkę, która tak się kręciła, że nawet w pewnym momencie nam rączką pomachała- tak sobie tłumaczymy hihih :) Achhhh jesteśmy tacy szczęśliwi. Oby tak do rozwiązania :))) Pozdrawiam!!!

Magda Kupis
Gość

Madzia gratuluję, o ile dobrze skojarzyłam fakty to bym bardziej gratuluję, trzymam kciuki i życzę
Wam powodzenia :D

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Madziu bardzo dobrze kojarzysz fakty :) Pozdrawiam :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Madziu ogromne gratulacje. Czyli różowe ciuszki i pokoik trzeba przygotować:-))))))

Ciąża i dziecko 13 października 2011

Rodzinka.pl

Spotkań rodzinnych to ja nigdy nie lubiłam. Zawsze irytowało mnie i męczyło strojenie głupich min i „strzelanie” sztucznych uśmieszków na zawołanie. A cenne spostrzeżenia, złote rady i mało śmieszne żarty starszyzny często doprowadzały mnie wręcz do szału!

Dlatego postanowiłam, że rodzinne kontakty ograniczę do minimum.Tak też się stało i było mi z tym dobrze.

Do czasu… aż urodził się mój syn. O ile siebie mogłam alienować, to już Jego nie bardzo. Byłoby to chyba trochę nie w porządku. Powinnam dać mu szansę  poznać innych członków rodziny i pozwolić, by sam zadecydował kogo obdarzyć sympatią, a kogo niekoniecznie.  Chociaż nie będę ukrywać, że czasem mam wielką ochotę zadecydować za Niego..  :P

Na samą myśl o wszechwiedzących babciach, dziadkach, ciociach, …robi mi się słabo. Przed każdym umówionym spotkaniem denerwuję się niczym dziecko pierwszego dnia w szkole. Na co najmniej kilka dni wcześniej pobolewa mnie żołądek, a w dniu „gościny” od rana nic nie jem i zaprzyjaźniam się z toaletą.

Rodzina zamiast mnie próbować zrozumieć i pomóc – ma to gdzieś i tylko utrudnia sprawę (może dlatego że to nie jest MOJA rodzina, a męża?). Od progu zasypują mnie pytaniami i rozkazami!

Nie zdążymy jeszcze dobrze wejść, a już słyszę: – „Połóż Go tam!” (w gwoli ścisłości „Go” to mój półroczny syn) – „No tutaj, koc mu zaścieliłam! Tutaj będzie mu wygodnie!”.

Luuudzie! Powoli! Jeszcze butów dobrze nie zdjęliśmy!

– „No daj mi Go”, „Chodź do mnie”, „No pójdziesz do mnie?!?”.

Zaczekajcie  chwilę, niech dziecko oswoi się z nowym miejscem i natłokiem ludzi!

Rodzinka nie słucha – rodzinka rzuca się na moje dziecko jak szczerbaci na suchara.

-„Jasiu hey! Popatrz tutaj! A uśmiechnij się do mnie! A popatrz na mnie! A pokaż jak się śmiejesz! A pokaż ząbki! … A kuku! A gugu!” Aaa srutu tutu….!!

Moje dziecię nie wie już na kogo ma patrzeć! Do kogo się uśmiechać? Zaczyna się denerwować.. . Rozpycham więc towarzystwo. Potrzeba do tego siły i dobitnego głosu (inaczej nie słuchają). Prawie krzyczę by się rozeszli i zostawili w spokoju mojego, ściśniętego niczym  sardynka syna! Zazwyczaj w tym momencie padają pierwsze złośliwe uwagi: “maminy cycuś”, „synuś mamusi”  i takie tam…

A tak! Mój synuś! I nic Wam do tego!

Po pierwszych kąśliwych uwagach nadchodzi czas na wywiad środowiskowy. Raz po raz atakowana jestem co raz to głupszymi pytaniami typu:- „Karmisz?” (Na co zawsze mam ochotę odpowiedzieć – Nieeee głodzę własne dziecko!) … „Dużo masz pokarmu? Kąpiesz codziennie? Smoka używasz?” A dlaczego nie? (Przecież dziecko powinno ssać smoka..  :| )” Miewa kolki? A śpi w ciągu dnia? A jak go usypiasz? A na spacery chodzicie? A gdzie?” ….etc.

Pytania dwoją się i troją, na niektóre w życiu bym nie wpadła! Moje krótkie, bezuczuciowe, zdawkowe odpowiedzi nikogo nie zniechęcają, czasem mam wrażenie, że wręcz napędzają kolejną lawinę pytań.

Rodzinka uwielbia również testować cierpliwość młodej mamy i ma na to wiele sposobów.   Zaczynają zazwyczaj od wyrywania mi (dosłownie!) MOJEGO dziecka z rąk! Przerzucają Go między sobą. Każdy na siłę próbuje zabawić, a jak „Maskotka” się zirytuje zaistniałą sytuacją to jeden przed drugim (głównie mam na myśli Mamusię i Tatusia) popisuje się kto szybciej udobrucha malucha, u kogo dłużej wytrzyma nie płacząc… i choćby nie wiem co się działo to mnie omijają szerokim łukiem!

Mamusia zazwyczaj próbuje uświadomić mi, że źle zajmuję się własnym dzieckiem! Głównie  tyczy się to tematu żywienia. Kiedy mój synek skończył 5 miesięcy Mamusia wpadła do nas z zapasem słoiczków – obiadków zupełnie ignorując moje słowa – „On jeszcze nie je takich rzeczy!” W odpowiedzi usłyszałam natomiast, że „On JUŻ powinien!”

Innym razem, przy niedzielnym obiadku Mamusia była oburzona (znowu), że Maskotka nie je z całą rodziną obiadu (dodam, że na stole królowały kluski śląskie z sosem, rolady i schaboszczaki) – „No przecież On tak się patrzy! On na pewno też chce!”…noo patrzy się, bo po to ma oczy. A chcieć to On faktycznie chce, ale się bawić! Wrrr….

Kolejnym gorącym tematem każdego spotkania i okazją do pouczania jest oczywiście kwestia ubioru. Bo przecież ja zawsze źle ubieram swoje dziecko, zawsze za lekko, zawsze jest Mu  zimno, nawet jeśli za oknem mamy piękne gorące lato.

A w związku z tym, że zawsze jest „zimno”, rodzinka nigdy nie pozwala mi otworzyć okna przy dziecku, a balkon to już w ogóle jest przestępstwem w moim wykonaniu. Tak się czasem zastanawiam czy przypadkiem świeże powietrze nie zabija (szarych komórek :P)??

Z tych rzeczy, które rzekomo źle robię można by stworzyć świetny anty – poradnik dla młodych rodziców. Dlatego też  wszystkich moich grzechów, błędów i przestępstw nie będę tutaj teraz wymieniać, bo braknie nam dnia.. ;)  Chciałam za to powiedzieć wszystkim Mamusiom, Tatusiom,… babciom, dziadkom, sąsiadkom….WSZYSTKIM , że to JA jestem mamą Mojej Maskotki! A co za tym idzie, JA doskonale wiem jak mam wychowywać swoje dziecko! Wiem jak Je ubierać i czym karmić! Wiem co dla Niego dobre! I krzywdy na pewno nie dam mu zrobić! Zatem uprzejmie proszę wszystkich życzliwych, aby nie ingerowali w nasze życie i zajęli się własnym! Wszelkie złote rady zachowajcie dla siebie. Jeśli czegoś nie będę wiedziała to sama przyjdę i zapytam.  A tymczasem, pozwólcie nam żyć! Pozwólcie nam uczyć się siebie nawzajem! Pozwólcie nam uczyć się na własnych błędach! ;)

Z góry serdecznie dziękuję .

47
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aldona Seemann-Gnida
Gość

Aaaaaaaaaa
„Karmisz?” (Na co zawsze mam ochotę odpowiedzieć – Nieeee głodzę własne dziecko!)”
UWIELBIAM!
:D

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Ja wiem, że teraz z innej beczki wyskoczę…ale tak mi się przypomniał…i co mnie też irytuje, to pytania dot. mieszkania- A to mieszkacie we własnym, czy wynajmujecie??
Kurde, co to kogo obchodzi?! Co za różnica?! Do czego komuś taka informacja potrzebna?!
Ważne, że mieszkamy na swoim. Jesteśmy sami. Radzimy sobie.
No.

Fizinka
Gość
Fizinka

Ojj taaak!!
Brakuje jeszcze żeby się ludzie pytali -Jak często sypiasz ze swoim partnerem i czy się zabezpieczacie…?!?!?!

Magda Kupis
Gość

Autorka jest mistrzynią ciętych ripost :) i z chęcią przeczytałabym więcej (znanych mi i nie) historii- zawsze mnie rozśmieszy, np historia o TV- ale o tym to może już Fizianka niech napisze ;)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Świetne podejście do tematu, który przerabia chyba większość z nas. „Jasiu hey! Popatrz tutaj! A uśmiechnij się do mnie! A popatrz na mnie! A pokaż jak się śmiejesz! A pokaż ząbki! … A kuku! A gugu!” Aaa srutu tutu….!! – ten fragment mnie rozłożył na łopatki. „Karmisz?” (Na co zawsze mam ochotę odpowiedzieć – Nieeee głodzę własne dziecko!) … „Dużo masz pokarmu? Kąpiesz codziennie? Smoka używasz?” A dlaczego nie? (Przecież dziecko powinno ssać smoka.. :| )” Miewa kolki? A śpi w ciągu dnia? A jak go usypiasz? A na spacery chodzicie? A gdzie? – pytania, które działają jak przysłowiowa „płachta… Czytaj więcej »

Natalia Smykowska
Gość

A mnie się wydaje, że takie pytania są nieodłącznym elementem „rozmowy”, gdy w rodzinie pojawia się dziecko! Tak jakby innych tematów już nie było! Nagle jakaś ciocia czy wujek pytają o takie rzeczy krępujące, o jakie nie zapytał by mnie ktoś naprawdę bliski… A gdy dziecka nie było to rozmowa była znikoma :( tylko ja jakoś nie mam odwagi nikomu odpowiedzieć co w rzeczywistości mam na myśli – bo z rodziną widujemy się baaardzo rzadko i wiem, że sprawiło by im to przykrość…i wiem również, że nie robią tego, bo są wścibscy, tylko nie wiedzą o co innego mogliby „zagadać”… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

” Nagle jakaś ciocia czy wujek pytają o takie rzeczy krępujące, o jakie nie zapytał by mnie ktoś naprawdę bliski… ” no właśnie!! ;/ A najlepiej jak zadają Ci głupie-krępujące pytanie w obecności całej rodziny!! :[ Wtedy mam ochotę palnąć w ten durny czerep! Myślałam że spadnę z krzesła jak na jednej takiej rodzinnej imprezie,przy stole,jedna taka mądra KOBIECINA zapytała mnie najpierw -Czy karmię? A potem -Czy mam dużo pokarmu?? No to było na prawdę jedno z głupszych pytań jakie usłyszałam!!! I dodam że ta kobiecina jest mamą rocznego chłopca!!!!Co tym bardziej mną wstrząsnęło!! Tak krótką ma pamięć że już… Czytaj więcej »

Marusia
Gość
Marusia

Zgadzam się a autorką, rodzina potrafi być irytująca, szczególnie ta męża rodzina…
Na szczęście i nieszczęście, mojego męża rodzina jest nie zainteresowana wnuczkiem, więc ten akurat problem mam z głowy.

Bombel
Gość
Bombel

Poniekąd Ci zazdroszczę! Czasem chciałabym żeby rodzina męża się nie interesowała,byłabym trochę ZDROWSZA!! ;-)

złośnica :P
Gość
złośnica :P

Ale prawdziwe, właśnie kilka dni temu przeżyłam taki natłok „rodzinnej miłości” myślałam, że mnie rozniesie!!! A jak karmisz, a jak usypiasz?? ( no jak to jak…chloroformem :P) a czy kołyszesz itp itd… a najlepsze…nie noś go bo się przyzwyczai, a potem teściówka nosi przez półtorej godziny i oddać go nie chce… wrrrrrr :P

Magda
Gość
Magda

Strzał w dziesiątkę. I moje nerwy już na wodzy jak tylko czytam ten tekst ;) Już mam w głowie masę scen z „życia gościnnego”, które działają mi na nerwy. Irytują mnie wszystkie „ciocie dobra rada”, które na każdym kroku negują co robisz, albo chcą udowodnić, że nie potrafisz zająć się własnym dzieckiem (?) My, mamy powinnyśmy stworzyć taki a’la pamiętnik, w którym będziemy mogły opisać zachowania naszych bliskich. Z jednej strony pozwoli to na wyżalanie się, wyrzucenie z siebie wiadra goryczy i irytacji, a z drugiej strony pokaże na co jeszcze stać naszych bliskich (oczywiście na co głupiego). Moi przy… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

Dobry pomysł z tym pamiętnikiem!! :)
A te pouczenia żeby nie nosić dziecka bo „się je rozpieści” to mnie doprowadzają do szału!! Tym bardziej że każdy inny zawsze może nosić moje dziecko (głównie teście) do bólu,no a jak ja wezmę to „rozpieszczam” ;/ wrrr

Magda
Gość
Magda

Fizinko mnie do szału doprowadzają pouczenia typu „on nie chce spać, usypiasz go specjalnie”, „połóż go tak, zrób to tak, daj mu to…” wrrr. A kwestia jedzenia to już działa na mnie jak płachta na byka!. Przedostatnio teść wepchnął Małemu arbuza do buzi, a na ostatniej wizycie wyciągnął z cukiernicy obklejoną cukrem, stalową łyżeczkę i dał mu do rączki! Zapytałam tylko „czy już na stare lata zupełnie zgłupiał” i „dajcie jajka, usmażymy Krzysiowi jajecznicę” :D Postanowiałam robić sobie z nich jaja :P Ciekawe jak długo wytrzymam :D

Fizinka
Gość
Fizinka

” „dajcie jajka, usmażymy Krzysiowi jajecznicę” :D Postanowiałam robić sobie z nich jaja :P ” – LUUUBIĘ TO!!! :D :D :D
Trzymam za Ciebie kciuki!!! Obyś wytrzymała w tym jak najdłużej! :) Najlepiej do samego końca!!! ;)

Agusiak
Gość
Agusiak

Mogę się tylko podpisać pod całym artykułem bo komentarz jest zbędny :)

Na wizycie u mojego ginekologa, na pytanie czy karmię,tak dokładnie odpowiedziałam, że karmię bo przecież dziecka głodem nie trzymam. Od początku jesteśmy na MM i miny ludzi, którzy się o tym dowiadują są bezcenne. Ostatnio jedna Pani to się tak skrzywiła jakby jej ktoś g…pod nos podstawił.

Powodzenia :)

regina
Gość
regina

ja juz zdazylam „przywyknac prawie” do tego ,ze to tesciowa kupuje ciuchy mojemu dziecku, ok , ja zaoszczedzone pieniadze przeznacze na konto, a co tam , niech kupuje, choc denerwuje mnie to czasem bo to moje pierwsze dziecko i tez chcialabym sie cieszyc, no nic , trudno, jakos to zniose. Jedno mnie boli, ze nas MATEK nikt nie docenia, slysze wokol good father, good father z mojego meza a o mnie nikt nie wpomni, nie powie wspaniala matka z ciebie, tak superr zajmujsze sie dzieckiem , bo to ja jestem z nim 24 godziny, good father zajmuje sie moze 1… Czytaj więcej »

Marta Kabala
Gość
Marta Kabala

Moja tesciowa to zlota kobieta, jakims cudem udalo mi sie trafic :). Jak sie poznalysmy to od razu przypadlysmy sobie do gustu, a ona powiedziala mi, ze wreszcie jakas dziewczyna sie nim porzadnie zajmie i ona moze spac spokojnie, a jemu, ze jak cos zepsuje, to przestanie byc jej synem. Tesciowa traktuje mnie wlasna corke, miedzy nami jest nic sympatii, nie wtraca sie do niczego, ale na plus wyszlo to, ze my mieszkamy w USA, a ona w Anglii, odwiedzaja nas co jakis czas i te spotkania sa bardzo fajne, a ona zostawila nam wolna reke. Jedyna rzecza, gdzie poszlismy… Czytaj więcej »

ja
Gość
ja

Rodzice męża mieszkają daleko od nas. Pojechaliśmy do nich na parę dni. Córeczka miała wtedy ze cztery miesiące. Następnego dnia, zaraz z rana córcia została WYRWANA mi z rąk. Dosłownie! A ja zostałam potraktowana jak jakieś ufo, że na niczym się nie znam, że nie mam racji. Mała była przerzucana z rąk do rąk. A mnie na całego ignorowano. Nawet nie dano mi jej nakarmić! Dopiero jak córa zaczęła wrzeszczeć, to oddali. Ale to jeszcze nic. Moje emocje sięgnęły zenitu, gdy córcię ubrałam, przykryłam kocykiem i otworzyłam okno (była wtedy zima). Źle się czułam i nie miałam siły iść z… Czytaj więcej »

ja
Gość
ja

Bywa tak, że i do dziś jestem niewidzialna choć stoję obok. Pytania o dziecko kierowane są do męża. Bywa tak, że on nie zna odpowiedzi bo to ja więcej czasu z nią jestem :(
Jakiś czas temu mieliśmy też problem z tzw. Tadkiem Niejadkiem. Nic nie chciała jeść. Więc był też zakaz na słodycze. Oczywiście prośby o niekupowanie słodyczy były ignorowane.
Czasem się zastanawiam gdzie ja błąd popełniłam, że jestem tak traktowana?

Fizinka
Gość
Fizinka

Ależ ja Cię rozumiem!! Myślałam że tylko moi teściowie WYRYWAJĄ dziecko z rąk MATKI ale jednak nie.. myślałam też czasem że przesadzam,ale teraz wiem że nie,skoro inne mamy mają podobne odczucia w podobnych sytuacjach!

Może to głupio zabrzmi,ale cieszę się że nie jestem sama w tym temacie,czuję się teraz raźniej i pewniej wiedząc że to nie ja mam nierówno pod sufitem tylko One-Mamusie i ich mężowie (bo mój teściu też potrafi mnie zgrzać do granic wytrzymałości!!)

Marta Kabala -a Tobie to nic tylko pozazdrościć! ;) Dużo zdrówka w drugiej ciąży życzę! ;)

regina
Gość
regina

mowie sobie czasem, ze mam okropna tesciowa, bo nie daje mi cieszyc sie moim dzieckiem po swojemu, i tez nie da sobie pewnych rzeczy wytlumaczyc. A sama miala okazje byc matka nie raz. Ale patrzac na to inaczej, gdyby sie wogole nie interesowala, tez pewnie bylby zal do niej o to.

regina
Gość
regina

doskonale cie rozumiem, stad tez napisalam,ze nas matki malo kto docenia i uwazam ,ze jednak wina lezy po stronie naszych mezczyzn, ktorzy powinni wytyczyc pewne granice, kazdy ma prawo do wlasnego zycia, do bycia rodzicem i to w jaki sposob ty otoczysz opieka swoje dziecko to jest tylko i wylacznie twoja sprawa, kazda tesciowa czy nasza matka miala juz swoj czas na to , teraz nasza kolej i trzeba przypominac im jakie jestesmy cudowne matki. Jesli nasi mezczyzni nas nie chwala przed innymi robmy to same z premedytacja !!! Glowa do gory :)

Fizinka
Gość
Fizinka

teraz nasza kolej i trzeba przypominac im jakie jestesmy cudowne matki. Jesli nasi mezczyzni nas nie chwala przed innymi robmy to same z premedytacja !!! –podoba mi się Twoje podejście! ;)
Mamusie,CHWALMY SIĘ!! ;) JESTEŚMY SUPER!! ;) :D

Anka
Gość
Anka

No to sobie Kobiety „pojechałyście” po rodzince i teściowych :) Ale czy któraś z Was pomyślała o tym, że My babcie i teściowe również musimy nauczyć się nowej roli ? Kiedy na świat przychodzi dziecko, rzeczą jak najbardziej naturalną jest, że rodzice uczą się tej roli i wszyscy to rozumieją. Ale kiedy zostaje się babcią i teściową…rzeczą naturalną jest, że należy nas krytykować ? Bycie mamą jest o wiele prostsze niż bycie dobrą teściową i mądrą babcią !!! MY…mamy, teściowe i babcie, bardzo chcemy być „przydatne”w Waszym życiu. Chcemy dzielić się naszym doświadczeniem zdobytym przez dziesiątki lat. Ale Wy tego… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

Ale kiedy zostaje się babcią i teściową…rzeczą naturalną jest, że należy nas krytykować ? – a należy krytykować mamę? :)

Ale Wy tego nie potrzebujecie bo chcecie przeżyć życie po swojemu….dokładnie tak samo postępowałyśmy kiedy byłyśmy w Waszym wieku ;) – i właśnie dlatego WY powinnyście Nam na to pozwolić ;)

ja
Gość
ja

A ‚pojechałyśmy’ bo taka jest prawda. Niestety. Chciałabym żeby było inaczej. Chciałabym, żeby mnie zauważono. Czasem zastanawiam się, czy dziadki (teściowie) cieszą się, że są dziadkami. Czasem jest mi przykro, że mimo iż oboje nie pracują- nie odwiedzają nas- bo nie mają czasu. Jakoś ciężko jest mi uwierzyć w to, że nie umieją sobie czasu tak zorganizować by na chwilę przyjechać. Niestety ale dojdzie do tego, że moje dzieci będą mieć wspomnienia tylko z jednymi dziadkami bo ja zaczynam odpuszczać i olewać całą sprawę- szkoda mi nerwów. Moi rodzice rozmawiają z nami, doradzają czasem i skrytykują- ale wszystko ma ręce… Czytaj więcej »

Marienka
Gość
Marienka

A u nas jest inaczej, choć mogło by się wydawać że podobnie – pytania owszem są, ale nie zadawane na gwałt, normalnie się toczy rozmowa i jak się zejdzie na temat dziecka (a że w rodzinie jest ich teraz sporo…) to dalej jest to rozmowa a nie przesłuchanie. Może różnica polega na tym, że jak moja rodzina, tak rodzina męża (czyli od trzech lat też moja rodzina!) jest NORMALNA :) nikt z nich nie ma patentu na życie, i są sobie tego świadomi :) owszem, zdarzają się uwagi i dobre podpowiedzi, ale nic na siłę :) a jak potrzebuję się… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

Każdy ma takie sytuacje, że ma ochotę wykrzyczeć parę słów to rodziny (przeważnie swojej połowy), ale chyba też każdy wie, że jakoś trzeba będzie razem iść przez życie. Może i tutaj dziewczyny dały upust emocjom- fajnie bo gdzieś trzeba :)
I trochę się nie zgodzę z tym „pojechaniem”, bo to nie chodzi o to, że babcie-teściowe muszą nauczyć się nimi być, tylko o kulturę osobistą. Ton wypowiedzi, forma… Bo czym innym jest rada a czym innym „wydawanie rozkazów”. Dlaczego nie pozwalają sobie na dobre rady w takim samym wydaniu obcym matkom?

ja
Gość
ja

Magdo, tak dałam upust swoim emocjom :/ bo rzeczywiście nie mam gdzie tego zrobić, a że temat taki padł (z czego się cieszę) to się wyżaliłam. Eh…
U mnie to tak wygląda- raz już mam dość i olewam całą sytuację (ten stan zaczyna przeważać) a za chwilę jest mi ogromnie przykro, że nasze relacje tak wyglądają.
Fajnie podsumowałaś naszą ‚dyskusję’.

Fizinka
Gość
Fizinka

Ja też miewam takie huśtawki nastrojów:raz jestem zła,rozżalona..i mam dość tego!Myślę sobie-chcecie tak się bawić?!No to proszę bardzo! Ale później przychodzi moment refleksji..myślę sobie że tak nie może być,bo przecież jeszcze całe życie przed nami i JAKOŚ musimy się dogadywać.
Daję (kolejną) szansę rodzince,nastawiam się na tyle optymistycznie na ile potrafię…..i bach!Znowu to samo!Znowu robią swoją!Znowu mnie zawodzą!Znowu mam dość! I tak w kółko…. do głowy można dostać :| Ale cieszę się,że są inne mamy w podobnej sytuacji i że możemy ze sobą porozmawiać,że możemy wspólnie urządzić sobie „gorzkie żale” :P Zaraz lżej się robi na serduchu ;)

Anka
Gość
Anka

Dziewczyny ! Jak to mówią…włóż kij w mrowisko…:) Oczywiście, że macie dużo racji w tym co piszecie i dajcie sobie upust swoim emocjom…to zawsze pomaga. Jednak starajcie się zrozumieć nas, babcie i teściowe. Przede wszystkim ROZMAWIAJCIE z nami. A teraz coś ze swojego życia…. Moja synowa jest mądrą kobietą i nasze relacje są bardziej na kobieta-kobieta, a nie synowa-teściowa ( mówimy sobie po imieniu). Wiemy o tym obydwie, że kochamy tych samych facetów i nigdy nie byłyśmy rywalkami bo miłość każdej z nas do nich jest różna. Basia kocha męża i syna, ja zaś syna i wnuczka. Mam swój dzień… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

To ja już (chyba) wiem kim jest synowa-Basia :) hihi Bardzo miło się słucha takich słów z ust samej teściowej/babci :) Szkoda że moja nie ma takiego podejścia,że nie potrafi uszanować Naszych (rodziców) decyzji :( Zawsze zrobi swoje ZA PLECAMI! :( I wiem (co mnie najbardziej boli) że nie jest szczerą osobą,bo siedząc ze mną ładnie się do mnie uśmiecha a stojąc za moimi plecami pokazuje mi język ;/ NIENAWIDZĘ tej cechy u ludzi!Gdyby to była moja koleżanka,już dawno bym ją olała i wyrzuciła z grona znajomych. Ale (niestety) to nie jest moja koleżanka i wyrzucić Jej ze swojego życia… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

Widać ogromną różnicę w tym w jaki sposób i o czym Ty piszesz, a tym jak to jest w przypadku autorki i pozostałych. Nie dziwię się, że macie takie super relacje, bo wnioskuję, że jesteś bardzo mądrą kobietą. Nikt z zasady nie będzie nie lubił teściowej tylko dlatego, że jest teściową. Niestety babcie (w tym teściowe :)) zapominają, że świat idzie do przodu i dzięki nauce, postępowi technicznemu i zmianom gospodarczym życie wygląda nieco inaczej: dziś dzieci powinny chodzić boso, czkawka i chłodne rączki nie oznaczają, ze jest mu zimno, że krowie mleko jest dla dzieci w pewnym wieku, że… Czytaj więcej »

Sylwia
Gość
Sylwia

Widze, że ciekawa dyskusja się wywiązała. Ja nie mogę narzekac zarowno na swoją rodzoną rodzinkę jak i tę moją że strony męża. Nikt mi dziecka nie wyrywa i nie zadaje głupich pytań. Teściowa nie wściubia swoich 5 gr. Co prawda doradza, ale nie na siłę co zrobię to moja sprawa. Ale jestem jej wdzięczna za rady, bo wiadomo odchowała swoje dzieci i niekedy ma jakieś sprawdzone sposoby. Szczególnie podoba mi się to w niej że nie „wciska” rad na siłę, nie pokazuje czegoś. Spokojnie rzuci a co zrobimy z meżem to nasza sprawa. Nasze dziecko i nasza rodzina. Zarówno moi… Czytaj więcej »

Anka
Gość
Anka

Czytam Waszego bloga z wielką przyjemnością i cieszę się, że nastały takie czasy, że możecie wymieniać się doświadczeniami i uwagami względem wychowywania dzieci. Podsuwać sobie pomysły w wielu dziedzinach życia. To naprawdę fajna sprawa. Za naszych czasów przekazywałyśmy sobie uwagi najczęściej na placu zabaw albo słuchało się uwag „starych” matek. Tak po prostu było. Ale aby było jasne, nie twierdzę, że było nam trudniej. Było po prostu inaczej. Myślę, że problemy z teściowymi mają o wiele większe podłoże. Jesteście bardziej wykształcone, macie nowocześniejsze spojrzenie na świat, jesteście bardziej samodzielne i niezależne. W większości Wasze teściowe (bo o nich najczęściej tu… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

„Fizinko…Sherlock Holmes przy Tobie wysiada ;))) ” – hyhy :) :) :) :)

Aniu Ty czytasz z przyjemnością Naszego bloga,a ja z przyjemnością czytam Twoja wypowiedzi!Szczególnie tą ostatnią! ;)
Mądra z Ciebie kobieta! Mogłabyś prowadzić kącik porad – Jak być dobrą mamą,babcią…no i teściową!! ;)
Czekam na więcej!!!!!!! ;) :D :*

ja
Gość
ja

O tak! Kącik porad- to jest świetny pomysł!

ja
Gość
ja

Pani Anno! Proszę o więcej! Z przyjemnością czytam to, co Pani pisze. Targały mną dziś różne emocje od płaczu, rozżalenia poprzez złość ale im bliżej wieczora, nocy tym jestem spokojniejsza, wyciszona. Zastanawiałam się gdzie popełniłam błąd, że jest jak jest? Co ze mną jest nie tak? Naprawdę nie wiem. Nigdy nie pyskowałam. Normalnie rozmawiałam. Nie byłam uprzedzona. Bo od zawsze chciałam mieć dobry kontakt ze wszystkimi bliskimi zarówno ze swojej strony jak i ze strony męża. Chciałam bo wiem, że tak można. Moi rodzice mieli bardzo dobre relacje z moimi babciami/dziadkami. Mogli liczyć na siebie w każdej chwili. U nas… Czytaj więcej »

Anka
Gość
Anka

Dziewczyny ! ależ kącik porad prowadzicie same i jest nim właśnie ten blog :) Ja osobiście wiele się tutaj uczę, a w wypowiedziach o teściowo-babciach czerpię wskazówki dla siebie. Pisałam już, że to są role w życiu, których trzeba się nauczyć i należy dokształcać przez całe życie. My się zmieniamy, Wy się zmieniacie ale najważniejszy jest fundament na jakim te nasze relacje są zbudowane. Bycie teściową to relacje matki-matki i kobiety-kobiety. Nigdy zaś nie może być rywalizacji ! Kiedy się zostaje mamą, to trwa to dłużej niż…nasze życie. Jesteśmy we wspomnieniach, opowieściach, smakach potraw i tym poczuciu bezpieczeństwa jaki towarzyszył… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

A jest w ogóle szansa na dogadanie się z kimś kto „w oczy mówi -A,a w plecy mówi -B” ???
Jeśli taka osoba sama nad sobą nie popracuje,to ja chyba nic nie zdziałam??
Bo jak rozmawiać z kimś kto przyznaje mi rację,kiedy o to „proszę” a kiedy się odwracam i tak robi swoje…?Jak tutaj dojść do ładu i składu?? Jak dojść do porozumienia?? …….

ja
Gość
ja

Anno, dziękuję Ci za każde słowo. „To Ty jesteś inteligentniejsza o całe lata świetlne i nie cofaj się w rozwoju dla spełnienia rodzinkowych zachcianek.” To zdanie postawiło mnie na nogi. Bo powoli sama bym też przepraszała za to, że żyję. Jakoś mnie ta cała sytuacja dobija, wkurza…a za chwilę olewam bo mam dość- ale o tym już było. Tak, tego trzeba mi było! Choć nie powiem, mam też pewne obawy czy mi się uda. Dokładnie tak jak Fizinka. Cieszę się z tego, że w tym wszystkim mam na kogo liczyć- z mężem już niejedną wolną chwilę na ten temat przegadaliśmy.… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

” OTO JA ! CZŁOWIEK, KOBIETA, MATKA !!” TRZYMAJCIE KCIUKI :D ” -na pewno będziemy trzymać!! ;) A Ty trzymaj za Nas,za mnie :P ;)

” Ps. „To Ty jesteś inteligentniejsza o całe lata świetlne i nie cofaj się w rozwoju dla spełnienia rodzinkowych zachcianek.” A to zdanie jest już moim nowym mottem, kolejnym z tego bloga :) ” – LUBIĘ TO! ;)
I chyba też przykleję sobie to zdanie na lodówkę :) a co!! ;)

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

Oj tak, tak! Często słyszymy „dobre rady” od różnych osób, które „lepiej” od nas wiedzą co jest dobre dla naszego dziecka! Na początku macierzyństwa strasznie mnie to irytowało. Teraz po prostu to „olewam”!:)

MALGORZATA STRYJECKA
Gość
MALGORZATA STRYJECKA

MASAKRA :pMA

Monika
Gość
Monika

Dziewczyny! Ja jestem Mamą dwóch chłopców i czekam na trzecie Dziecię, a na niedoczyność z Hashimoto leczę się od 9 lat. Także wszystko możliwe, Hashi nie oznacza od razu, że nigdy nie będziemy Mamami! Wszystkim powodzenia!

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close