Uroda 20 października 2011

Ja i Hashimoto

Kiedy miałam około 14/15 lat byłam na swojej pierwszej wizycie u ginekologa, z powodu nieregularnych miesiączek. Nie podejrzewałam, że będzie to miało związek w przyszłości z hashimoto. Do dziś pamiętam tę wizytę, byłam przejęta, pełna obaw i pełna strachu.  Pani ginekolog uspokoiła mnie i moją mamę, tłumacząc nam, że w tak młodym wieku to jest normalne, że miesiączki z czasem się wyregulują, itd. Minęło parę lat, kiedy znów się pojawiłam u lekarki, powód – cały czas ten sam – nieregularny okres.

Na moje pytanie, czy jest jakiś sposób, aby je wyregulować – bo było to męczące kiedy okres przychodził mi co dwa, a czasem trzy miesiące – dostałam wtedy swoje pierwsze tabletki antykoncepcyjne. Miałam nadzieję, że mój organizm kiedyś zaskoczy. Najpierw nie obeszło się bez luteiny, aby go przywołać, a potem mijało 27-28 dni  i okres był. Skakałam z radości, cieszyłam się, że nie muszę się wstydzić przed innymi dziewczynami, które co miesiąc narzekały na swój odmienny stan. Dołączyłam do nich, byłam jedną z nich.

W ten sposób brałam leki przez 5 lat z przerwami, nawet zahaczyłam o plastry antykoncepcyjne, bo tabletki źle wpływały na moją wątrobę. W trakcie nie miałam prawie żadnych badań krwi. Okres był i to było najważniejsze dla mnie i mojego ginekologa. Po tym czasie zmieniłam miejsce zamieszkania, lekarza i podejście do antykoncepcji jako sposobu na uregulowanie miesiączek, bo po 5 latach mój organizm nie zaskoczył.

Zaczęło się od częstego kłucia i nowych tabletek na zbicie podobno wysokiej prolaktyny. Oczywiście regularnie musiałam przyjmować luteinę i okres powoli przychodził, jednak przerwy zaczęły się robić coraz krótsze. Co tu robić. Mój nowy lekarz załamywał ręce i skierował mnie na diagnostykę hormonalną.

Czekałam pół roku, aby się dostać na Karową w Warszawie i trzy lata temu spędziłam tam  kilka dni nad Wisłą. Tam dopiero zaczęło się kłucie, podczas pierwszego pobytu było ich aż 18 – ale to dzięki moim niewidocznym żyłom. Podczas drugiej tury, wszystkim dziewczynom wykonywano usg tarczycy. W dniu wypisu upomniałam się, że ja takowego badania nie miałam, że moja mama miała wyciętą tarczycę, itd. Szybciutko skierowano mnie na badanie i tam usłyszałam – zapalenie tarczycy, klasyczne Hashimoto. Hashi…, że co?

Jak tylko dotarłam do domu, otworzyłam komputer i szukam:

Co to takiego jest?

Z czym się to wiąże?

Czy będę mogła zajść w ciąże?

Jak się leczy?

Czy wyzdrowieję?

Wiele więcej pytań mnie gnębiło, powoli się uspokajam, czytając, że Hashimoto to stan zapalny tarczycy, który jest efektem nie leczenia niedoczynności tarczycy. Jeśli niedoczynność zostanie wcześnie wykryta, można śmiało mieć ten gruczoł pod kontrolą i nie dopuścić do tego stanu.

Stanęłam jak wryta, przecież mój pierwszy lekarz wiedział, że moja mama miała problemy z tarczycą, wystarczyło już wtedy zrobić kilka testów  i teraz nie miałabym tego Hashimoto. Teraz już zrozumiałam, dlaczego tak trudno było mi zgubić te dodatkowe kilogramy, dlaczego cały czas chciało mi się spać.

Czy złoszczę się na pierwszego lekarza? Może wtedy nie było jeszcze takiej wiedzy i możliwości. Niestety zostaję z Hashimoto do końca mych dni.

Kolejny rok  próbowałam lekami wyrównać hormony tarczycy, nadal przyjmując leki wywołujące miesiączki. Perspektywa na zajście w ciąże była, ale odległa. Nikt nie dawał mi gwarancji, że się uda, że poziomy hormonów ustabilizują się na tyle, aby się udało. Byłam załamana. Mam już powoli trzydziestkę na karku, większość znajomych cieszy się już potomstwem, a my?

Przez pół roku nie było efektów, co miesiąc na teście była tylko jedna kreska, a wkrótce potem okres. Traciłam już wiarę, że się uda. Lekarze dawali mi jeszcze pół roku, wytyczne co i jak aby polepszyć szanse. Powoli to wszystko mnie przytłaczało, tak bardzo pragnęłam być jedną z mam, tulić maleństwo w swych rękach. I wtedy, na teście dwie kreski! Nie mogłam uwierzyć i tego samego dnia i następnego robiłam dodatkowe badania, aby się upewnić, że jestem w ciąży.

Dziś jestem szczęśliwą mamą z Hashimoto, mam zdrowego, trzy miesięcznego Marcinka, a co trzy miesiące kontrola hormonów tarczycy i ewentualna zmiana dawkowania. Cuda się zdarzają, wtedy kiedy tracimy nadzieję.

Subscribe
Powiadom o
guest

44 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu

Wzruszająca historia potwierdzająca tezę, że wszystko jest możliwe. Trzeba tylko uwierzyć;-)

Monik
Monik
8 lat temu
Reply to  Magdalena446

Hej!
Zupełnie jakbym czytała swoją własną historię. Miałam bardzo późno okres, w wieku 17 lat, wywoływany tabletkami antykoncepcyjnymi. A teraz Hashimoto.
Czy będę mamą? Mam nadzieję że w końcu tak. Staram się nie wariować bo staramy się już tak długo i męczę się z tą chorobą która nie daje mi zielonego światła na dziecko.
Ale co ma być to będzie. Oby!

Rachela
Rachela
8 lat temu
Reply to  Monik

Hej
Hashimoto nie jest wyrokiem. Znajdź dobrego endokrynologa, który wyrówna ci hormony a także sprawdź jak u ciebie z witamina D – pod nazwą ohd25. Marcin przyszedł po pół roku starań natomiast Lusia za pierwszym strzałem. Zatem wszystko jest możliwe. 🙂 pamiętaj także aby odpuścić i wrzucić na luz. Często nasze emocje nam w tym nie pomagają. Życzę powodzenia i mam nadzieję że już niedługo będziecie tulić w ramionach małę dziecię

Barbara Heppa-Chudy
12 lat temu

Dla mnie absurdem jest jak w Polsce podchodzi się do diagnozowania. Tabletki antykoncepcyjne, luteina, inne leki… wszystko tylko nie szczegółowe badania!

Cieszę się, że wreszcie udało się ustalić POWÓD. Cieszę się, że jesteś teraz pod dobrą opieką specjalistów. No i bardzo się cieszę, że jesteś mamą Marcinka 🙂

Magda Kupis
12 lat temu

na nas – mamach córek spoczywa duża odpowiedzialność i świadomość, że nieregularne miesiączkowanie to nie jest „normalne”, nie można dać się zbyć, że wszystko się wyreguluje, bo niestety czasem jest za późno na pomoc. Poza tym lepiej zapobiegać niż leczyć, wiec jeśli lekarz nie będzie chciał zrobić badań – zmienić lekarza.
Cieszę się z kolejnej historii z szczęśliwym zakończeniem.

Madzia_85
Madzia_85
12 lat temu

Wzruszyłam się czytając. Gratulacje w związku z pojawieniem się na świecie upragnionego dziecka i życzę wszystkiego dobrego 🙂

Aldona Seemann-Gnida
12 lat temu

„Cuda się zdarzają, wtedy kiedy tracimy nadzieję.” Święte słowa! Podczas drugiej naszej ciąży też trafiliśmy na DZIWNEGO lekarza…a niby z dobrej, prywatnej, katowickiej kliniki :/ Tzn. był to lekarz od badań prenatalnych. Dość późno zorientowałam, że jestem w ciąży- poszłam do lekarza bo coś źle się czułam i się dowiedziałam- ciąża 9 tydzień 🙂 Radość była wielka. A za chwilę zaszła mnie refleksja- jak sobie damy radę? Przecież dopiero co Olga trzynasty miesiąc skończyła. No ale myślę sobie- nie ja pierwsza, nie ostatnia- damy radę 🙂 Przy pierwszych badaniach prenatalnych dowiaduję się- zespół Downa. Lekarz oschły i małomówny a jak… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
12 lat temu

Oj, Aldona… Ale mnie poruszyła historia Twojej drugiej ciąży. Tak bardzo się cieszę, że masz zdrowego synka! I współczuję tych wszystkich przeżyć związanych z rozpoznaniem wady genetycznej.
Odezwę się do Ciebie na fb, bo też jestem ze Śląska i czuję potrzebę poznania nazwiska lekarza, żeby przestrzegać inne przyszłe mamusie.

Aldona Seemann-Gnida
12 lat temu

Ok. Chętnie podam nazwisko.
Dziękuję za miłe słowa.

zochama
zochama
12 lat temu

Wlasnie cuda sie zdarzaja , tez sie pod tym podpisuje. Ja z mezem staralismy sie o dzidzie 1,5 roku. Okazalo sie ,ze to moj partner mial problem, za wolne plemniki. Zmiana diety, witaminy, aktywny tryb zycia i wiara w to,ze sie uda. Niestety lekarz skierowal go na operacje. Gdy zblizal sie termin moj maz nie okazujac mi tego , bal sie tego zabiegu i w ostatniej chwili zrezygnowal i powiedzial,ze dajmy sobie jeszcze czas, sprobojmy bez pomocy sklapela. To byl maj a w czerwcu poczelismy coreczke. To ja stracilam wiare,ze nam sie uda tym bardziej,ze maz nie chcial pomocy lekarskiej….… Czytaj więcej »

Aldona Seemann-Gnida
12 lat temu
Reply to  zochama

Początkowo nie zgodziłam na amniopunkcję. Ale miałam powiedziane, że jeżeli echo serduszka wyjdzie źle- to mam zrobić. Rozumiem i wiem, że badania są ważne bo różne choroby można już rozpoznać albo je wykluczyć.

Agnieszka Jelinek
12 lat temu

Aldono, także życzę wszystkiego dobrego. Dziękuję za miłe słowa. Niestety mój Hashimoto ma wpływ na tarczycę synka, którą będziemy musieli także kontrolować. Na dzień dzisiejszy wszytko jest dobrze z tarczycą Marcinka.
Magda zgodzę się z Tobą, że ciąży na nas większa odpowiedzialność. Wtedy w małej wiosce pewnie nikt nie słyszał o takiej chorobie, a dwa rodziców nie było stać, aby jechać do większego miasta do prywatnego lekarza.
Wszystkim życzę dużo siły i wytrwania

Aldona Seemann-Gnida
12 lat temu

Człowiek uczy się cały czas. Tyle jest różnych 'dziwactw’ wokół nas, nawet nie mamy pojęcia, że są :/
Nie wiedziałam, że może to też mieć wpływ na Marcinka.
Dobrze, że znasz już powód bo wiesz teraz co i jak.
Trzymajcie się zdrowo i dzielnie. Myślami jestem z Wami 🙂

Marta Kabala
12 lat temu

ja rowniez mam problemy z tarczyca od dziecka, mam nadczynnosc tarczycy, zawsze przyjmowalam na to leki. zawsze bylam bardzo nerwowa, mialam problemy z oddychaniem dusznosci, a jak sie denerwuje to czuje ucisk i nie moge zlapac tchu. pare razy zdarzylo mi sie zaslabnac, mam problemy z utrzymaniem wagi, ale moja waga potrafila spadac gwaltownie i w krotkim czasie, ciezko mi jest jak sa za wysokie temeratury, chociaz teraz przeprowadzilsimy sie w dosc cieple miejsce, moje rece sa zazwyczaj lodowate, czesto sie trzese. to wszystko i konflikt serologiczny sprawil, ze stracilismy pierwsze dziecko. potem zaszlam w ciaze, i musialam odstawic leki,… Czytaj więcej »

zochama
zochama
12 lat temu
Reply to  Marta Kabala

Marta jestes bardzo dzielna dziewczyna mimo takich strasznych objawow nie poddajesz sie, zycze ci duzo sily i duzo zdrowia dla swoich najukochanszych i dla siebie.

Marta Kabala
12 lat temu
Reply to  zochama

dziekuje bardzo:)

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Marta Kabala

Marto, jesteś dla mnie superkobietą!!!!!

Marta Kabala
12 lat temu
Reply to  Magdalena446

ja i tak pomimo wszystko traktuje zycie z dystansem i wlasnie dlatego ciesze sie kazda chwila i kazda minuta, bo przeciez mam tak wiele, dziekuje za te slowa, pozdrawiamy serdecznie

Aldona Seemann-Gnida
12 lat temu
Reply to  Marta Kabala

Wiesz, moja córcia też potrafiła mnie na swój sposób pocieszyć. Przytulić. A szczególnie jedną scenę zapamiętam na długo- miałam gorszy dzień, leżałam i płakałam. Olcia obok bawiła się puzzlami. W pewnym momencie podchodzi do mnie i daje mi fragment układanki- na obrazku niebo i gwiazdka. Może ktoś pomyśli, że wariatka jestem. Ale dla mnie, w tamtym momencie znaczyło to jakby mi chciała nieba przychylić, gwiazdkę z nieba dać. Pocieszyć, że dobrze będzie. Uspokoiłam się. Czułam tak od wewnątrz- spokój.
I ja Tobie życzę dużo siły i zdrowia!!

Marta Kabala
12 lat temu

dziekuje, prawda, dla mnie takie chwile sa wzruszajace, moze ktos inny w tym nic nie zobaczy, ale ja plakalam ze szczescia, ostatnio duzo placze, jestem ogromna optymistaka, ale czasem nawet moj mega optymizm wysiada jak ostatnio, ale wtedy patrze na mojego synka, moj brzuch i mojego meza i czuje, ze dam rade,a moj maz pozwala mi sie w swoj rekaw wyplakiwac dowoli, lzy same ciekan i beda ciekly, jestem mama boje sie o moje dziecko, ale milosc do dziecka jest silniejsza niz strach, ostatnio nie mam nawet sily podniesc sie z lozka, ale i tak mam odpoczywac i lezec caly… Czytaj więcej »

Marta Kabala
12 lat temu

u nas bylo tez tak, ze moj maz jest po wypadku samochodowym, na domiar zlego w te wakacje mial wypadek, powazny bardzo, ja w ciazy z malym dziekciem bylam kompletnie sama, on w szpitalu ze zlamaniem kompresyjnym kregoslupa, mial operacje, ktore byly dla mnie jak tragedia,. wielogodzinne czekanie pod sala operacyjna, diagnoza przed pierwsza byla, ze szanse sa pol na pol, po pierwszej mial problemy z czuciem, potem kolejen dwie, jego pobyt w szpitalu, odwiedzalismy go codzinnie, potem zaczal rehabilitacje, wygralismy walke o niego i jego zdrowie, a gdy wrocil do domu to nasz synek tak bardzo byl zanim teskniony,… Czytaj więcej »

Agnieszka Jelinek
12 lat temu

Marto, gratuluję tej wewnętrznej siły. Życzymy wszystkiego dobrego i niewyczerpanej pozytywności 🙂

Marta Kabala
12 lat temu

dziekuje bardzo 🙂

Sylwia
Sylwia
12 lat temu

Miałam pododną historię z tym że moją niedoczynnośc tarczycy stwierdzono dopiero w 16 tc. Ciąży o której każdy lekarz mówił że nie daje na nią szansy. Nieregularne @, problemy z sercem, podejrzenie policystycznych jajników…. i nikt z lekarzy nie wpadl na to że to tarczyca. Dopiero w ciąży zrobiłam jeszcze raz badania i poziomy hormonów arczycowych dopiero zainteresowały lekarzy a wcześniej były podwyższone ale kazdy mówił mi że taki poziom może byc. Żeby nie ciąża to nadal łykalabym leki na serce a tarczyca dalej je by ruinowała (kardiolodzy niemogli ustslić przyczyny tachykardii) W ciąy leków od serca nie mogłam brać… Czytaj więcej »

Anonimowo
Anonimowo
12 lat temu

U mnie podobnie jak u Sylwii , niedoczynność zdiagnozowano dopiero w ciąży , tyle że w 13 tc. Po wysłuchaniu diagnozy i tego jakie zagrożenie dla mojej małej istotki stanowi zaburzenie poziomu hormonów zwłaszcza w 1 trymestrze ciąży wróciłam do domu załamana . Oczywiście w domku w ruch poszedł internet i DR Google , a tam najczarniejsze scenariusze . Dopiero wizyta u Ginekologa i skierowanie do kliniki na badania prenatalne , na których okazało się , ze Dzidzia jest cała i zdrowa , trochę mnie uspokoiły . Całą ciąże przyjmowałam hormony i drżałam o Maleńką . Pod koniec ciąży doszła… Czytaj więcej »

Judyta Szostak
8 lat temu

Moja mama była w ciąży wtedy, radzili usunąć gdyż mieszkali na podlasiu… blisko … nie zgodziła się,urodziłam się 🙂 mam nadczynność tarczycy , nie wiem czy to ma związek z Czarnobylem

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Judyta Szostak

Jak dobrze że nie posłuchała lekarzy! Trudno powiedzieć czy Czarnobyl coś z tym ma wspólnego. Ale patrząc ile kobiet, które wtedy miały zaledwie parę lat ma dziś problem zajść w ciążę, ma problemy z tarczycą, to daje do myślenia

Ania Kaliszewska
8 lat temu
Reply to  Judyta Szostak

Teraz większość ludzi ma problemu problemu tarczyca

Magda Czujko
8 lat temu
Reply to  Judyta Szostak

Mam i ja 🙂 rocznik ’86:)najpierw 3letnie starania by zajsc w ciążę..po porodzie okazuje się że mam Hashimoto.. a teraz poronienie:(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Judyta Szostak

Magda Czujko Kochana tulę mocno. Ważne by wyrównać hormony. O pierwsze staraliśmy się ponad pół roku, drugie za pierwszym strzałem 🙂 Będzie dobrze. Trzymam mocno kciuki

Magda Czujko
8 lat temu
Reply to  Judyta Szostak

Dzięki i ja mam nadzieje ze to było tylko raz i ostatni raz w zyciu !! Okropne chwile…boli do dziś. ..ale…nic nie dzieje się od tak sobie… teraz jestem na etapie huśtawki hormonalnej .. walczę ale nie dam się tak łatwo ☺

Judyta Szostak
8 lat temu
Reply to  Judyta Szostak

Ja Bogu dzięki mam dwoje dzieci 🙂 nie staraliśmy się co prawda 😀 ale i nic nie robiliśmy żeby ich nie mieć 😛

Małgorzata Bielak
8 lat temu

Mój synek ma obecnie 9 lat a od 4 leczymy go na Hashimoto. Ja i mąż nie mamy problemu z tarczycą. Też słyszałam opinie, że jak rodzice urodzili się za czasów wybuchu w Czarnobylu to ich dzieci mogą chorować.

W roli mamy - wrolimamy.pl

O tym że dzieci mogą chorować nie słyszałam. 🙁

Radtke Monika
8 lat temu

U mnie wykryto w wieku 18 lat hashimoto. Instynkt macierzyński pojawił się szybko i pokierował mnie na badania do ginekologa bo czułam, że coś jest nie tak… mogłam dużo spać, byłam strasznie płaczliwa i miałam częste lęki paniczne, bolesne miesiączki przy ktorych mdlalam, wymiotowalam… później znikł mi okres na około 50 dni i wykryto również dwie wielkie torbiele na jajniku … po dwóch latach brania tabletek, dwóch operacjach i masie stresu mogłam zajść w ciążę 🙂 lekarz powiedział, że to idealny czas dla mojego organizmu bo później byłoby bardzo trudno. 🙂 udało się, będzie maluszek za +/- 5 tygodni ❤

Radtke Monika
8 lat temu
Reply to  Radtke Monika

Ah i moja siostra i brat również mają problem z tarczyca za to mama w pełni zdrowa bo robila badania…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Radtke Monika

Gratuluję maluszka. Niech będzie zdrowiutki 😉

Radtke Monika
8 lat temu
Reply to  Radtke Monika

Dziękujemy ;*

Alicja Malinowska
8 lat temu

Miałam wtedy 10 lat, piłam jod i przejmowałam się informacjami, że będę miała kiedyś chore dzieci 🙂

Ola Machnikowska
8 lat temu

A ja nam hashimoto i dwójkę dzieci 😉 myślałam że będzie ciężko zajść mi w ciążę… ale w obie ciąże zachodziłam od razu 😛 więc rożnie to bywa 🙂

W roli mamy - wrolimamy.pl

Ważne jest mieć wyregulowane hormony. Ja też mam już dwójkę kochanych dzieci. 😉

iza
iza
8 lat temu

Również mam niedoczynność tarczycy i Hashimoto – około roku starałam się żeby zajść w ciążę – udało się ale niestety w 9 tygodniu poroniłam 🙁 Dokładnie 8 miesięcy póżniej znowu się udało i tym razem synek urodził się cały i zdrowy a rok pozniej dołączyła do niego siostrzyczka – piękna i zdrowa 🙂 pozdrawiam was kobitki i zycze wszystkiego dobrego

dorota d
dorota d
7 lat temu

gratuluje wszystkim mamuśką, cieszę się waszym szczęściem 🙂 ja mam syna 6 letniego Filipka. a od 2,5 roku staramy się o drugiego dzidziusia i nic 🙁 tez mam niedoczynność i hashimoto, i już tracę nadzieję. jest mi tak strasznie ciężko, tym bardziej że Filipek tak bardzo chce mieć braciszka. w podświadomości czuję że kiedyś mi się jeszcze uda,ale trochę się boję ze jednak to złudne myślenie

pozdrawiam was bardzo gorąco 🙂

Znad kołyski 16 października 2011

Kobieta spełniona – mama czy bizneswoman?

Wiadomość o ciąży bywa zaskoczeniem. Narodziny dziecka, zwłaszcza pierwszego, to prawdziwa życiowa rewolucja. Z tą opinią zgodzą się zapewne wszystkie mamy. Nie ma wątpliwości, że pojawienie się tej małej istotki ma wpływ na to, jak postrzegamy siebie, własne pragnienia, potrzeby innych ludzi i wszystko, co nas otacza. Kobieta spełniona

Przed ciążą kobiety mają w głowie w miarę jasną wizję tego, co jest dla nich w życiu ważne. Widzą po kolei szczeble kariery, chłodno wyznaczają kierunek rozwoju. Jednym słowem- mają plan. Po narodzinach dziecka okazuje się, że to zaplanowane „ja” musi zrobić dziecku trochę miejsca. A w zasadzie całkiem sporo miejsca. I nie chodzi nawet o te ustępstwa, których świat oczekuje od kobiet, by mogły czuć się dobrymi matkami. Po prostu samoistnie, podświadomie następuje przewartościowanie świata. Rządzące do tej pory „chcę”, „będę” zostaje okiełznane, a egoizm stłumiony.

Dotychczas, w rozmowach z koleżankami, tymi, które mają już dzieci jak i tymi, której jeszcze nie planują, głośno i stanowczo wypowiadałam swoje zdanie dotyczące macierzyństwa i aktywności zawodowej. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym w całości poświęcić się wychowaniu dzieci. Chodzi mi tu o stanowisko przysłowiowej „kury domowej”.  Czyli dom, dzieci, pieluchy, obiadki, porządki i wiele, wiele innych.

Tymczasem teraz, po półrocznym stażu na tym właśnie stanowisku, mogłabym spokojnie tu zostać. Nie mówię, że tak dwa – trzy dni w tygodniu nie poszłabym do pracy – bardzo chętnie. Wyjść do ludzi, oderwać się od tej codzienności. Ale jednak większość tygodnia chciałabym spędzać z moją Księżniczką. Najlepszym rozwiązaniem byłaby praca w domu. Bo miałabym poczucie, że się samorealizuję, a równocześnie mogłabym obserwować rozwój własnego dziecka. Niestety mało która mama ma taką możliwość. A szkoda.

Wydaje mi się, że ważne jest, by w tym wszystkim nie zatracić siebie, aby zachować równowagę pomiędzy rolą mamy, a rolą kobiety spełnionej zawodowo. Choć dla każdej z nas słowo „spełniona” może oznaczać coś innego. Czy kobieta spełniona to kobieta, która odniosła sukces na polu zawodowym, zrobiła w swoim życiu prawdziwą rewolucję pnąc się po szczeblach kariery? Czy kobieta spełniona, to może jednak ta zadowolona z siebie i niekoniecznie pracująca zawodowo? Bo przecież można świetnie robić konfitury i perfekcyjnie prowadzić dom, i właśnie na tym polu się realizować. A może to taka, która potrafi pogodzić obowiązki zawodowe z wychowywaniem dzieci i jeszcze realizować swoje pasje?

Ja jak najbardziej czuję się kobietą spełnioną. Jestem żoną, matką, ale nie zamykam się tylko w tych dwóch określeniach. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, pamiętam jednak o swoim rozwoju. Chwilowo, jestem może nieco przytłumiona przez nowe obowiązki, muszę odnaleźć się w nowej roli, ale powoli rozwijam skrzydła i spokojnie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwą kobietą. A żeby być spełnioną trzeba być szczęśliwą!

Piękna, niezależna, bizneswoman, czy żona i matka opiekująca się domem i doglądająca ogniska domowego? Te dwa modele to tylko stereotypowe przykłady. Kim jest kobieta spełniona? Pomiędzy tymi dwoma schematami jest całe mnóstwo innych możliwości. Pytanie, czy da się je wszystkie połączyć?

Drogie czytelniczki, ciekawa jestem Waszych opinii na ten temat. Co dla Was oznaczają zmiany związane z macierzyństwem? Kim dla Was jest kobieta spełniona? W jakiej roli Wy czujecie się najbardziej spełnione? Czekamy na Wasze komentarze.


Źródło zdjęcia: Xavier Mouton Photographie/Unsplash
Subscribe
Powiadom o
guest

35 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Fizinka
Fizinka
12 lat temu

Zanim zaszłam w ciążę W OGÓLE nie wyobrażałam sobie siebie w roli tej przysłowiowej „kury domowej”! Ba! Takiej roli mówiłam stonowczo -NIE! Kiedy w moim brzuszku zagościła „fasolka” – moje zdanie powoli zaczynało się zmieniać 😉 A teraz,kiedy moje maleństwo jest już na świecie wiem że mogłabym pełnić tą rolę jeszcze długo długo… 🙂 Teraz widzę,jak bardzo się zmieniłam,dojrzałam.. To co kiedyś było dla mnie nr`em 1 zeszło na dalszy plan 🙂 Teraz mam inne priorytety 🙂 I mimo iż (chwilowo) zawodowo nie pracuję,czuję że się spełniam -w roli Mamy 🙂 w roli żony 🙂 no i w roli studentki… Czytaj więcej »

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Fizinka

Fizinka, zgadzam się z Tobą. Mamę zrozumie tylko druga mama, a bycie nią nie jest łatwe, ale ile daje szczęścia i satysfakcji.

Agnieszka Jelinek
12 lat temu

tak trzymaj Fizinka 🙂
Ja z wytęsknieniem czekałam na tę fasolkę w brzuszku i jak tylko się udało uciekłam na zwolnienie by nic jej się nie stało. Teraz chociaż macierzyński mi się kończy, i gdybym nie musiała to zostałabym z małym w domu – choć co jakiś czas mimo urlopu, odpracowuję trochę dla szefowej w domu. Ba zresztą zgodziła się abym część obowiązków pełniła w domu 🙂
I jak tu nie być spełnioną kobietą, matką, żoną, pracownicą 🙂

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu

Ja też od razu poszłam na L4, wypoczywałam i przygotowywałam się na przyjście mojego ukochanego dziecka. Ja niestety nie mogę „zabrać pracy do domu”(((( A Twoja szefowa chyba też jest kobietą spełnioną, bo rozumie potrzeby matek.

Magda
Magda
12 lat temu

Madziu po przeczytaniu Twojego tekstu uśiadomiłam sobie, że nigdy nie widziałam siebie w roli mamy! Owszem dzieci tak, ale kiedyś tam…w bliżej nie określonej przyszłości. Uważałam, że są rzeczy ważniejsze, że nie czas i nie pora. Byłam egoistką i materialistką! Wyszłam za mąż i zaczęło się wszystko zmieniać. Życie okazało się trudne…tzn. nie tak łatwe jak sobie to wymarzyłam. Straciłam jednego dzidziusia i spokorniałam wobez życia. Poddałam się całkowiecie biegowi losu, ściągnęłam nogę z gazu, zwolniłam 😛 Teraz jestem mamą cudownego Śmieszka i chciałabym zatrzymac czas! Cóż, nie da się 😀 Ala jak się uda, chciałabym chociaż jechac na półsprzęgle… Czytaj więcej »

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Magda

Bardzo chciałabym zatrzymać czas i być blisko mojej Księżniczki, niestety nie ma takiej opcji i trzeba wracać do pracy. Teraz to dopiero wejdę na wysokie obroty, żeby wszystko ogarnąć.

Marta Kabala
12 lat temu

Ja opisalam na Waszym blogu moja historie, kiedys nie wyobrazalam sobie siebie jako matki, zony, zawsze bylam osoba, ktora chciala sie realizowac, spelniac swoje marzenia. Zycie nie zawsze mnie rozpieszczalo, dlatego zawsze szukalam swojego miejsca na ziemi, czesto podrozowalam, jak tylko byla mozliowosc wyjazdu wyjezdzalam, czegos szukalam, ale nie wiedzialam czego. Mialam pare zwiazkow wczesniej, ale kazdy z nich utwierdzal mnie w przekonaniu, ze milosc boli, ze nigdy zaden facet i dziecko nie zagoszcza w moim zyciu. W mojej glowie mialam taki wyidealizowany plan, skonczyc studia, potem dalej kontynuowac kariere naukowa. Wszystko sie zmienilo jak przyjechalam do NY, trzy dni… Czytaj więcej »

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Marta Kabala

Marto, oczywiście piękne słowa;-) Dobrze, że nie poddaliście się po pierwszej stracie. Teraz będziesz miała dwa kochane skarby, a właściwie trzy, ponieważ Rob jest fantastycznym mężem, partnerem i … człowiekiem. I uważam, że rodzina w żaden sposób nie ogranicza, ale wspiera, pomaga i tak jak piszesz – daje siłę. Dziękuję za wpis i pozdrawiam Was serdecznie))

Marta Kabala
12 lat temu
Reply to  Magdalena446

bardzo dziekujemy za cieple slowa, u nas jak zawsze kazdy nastepny dzien pisze nowe strony naszej wspolnej ksiegi, dzis bylismy u lekarza i wyglada na to, z enasze dziecie strasznie sie spieszy na ten swiat, szyjka sie zaczela skracac, skurcze coraz silniejsze, a to dopiero 29 tydzien :(, teraz mam lezec w domu i zachowywac sie jak 80latka, za tydzien nastepna wizyta i jak sie pogorszy to znowu czeka mnie lezenie w szpitalu i jeszcze wieksza walka, coz chyba nie ejst mi dane donosic chociaz jednej ciazy normalnie..dobrze, ze przynajmniej nasz synek sie smieje, tuli do mnie i brzuszka, a… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
12 lat temu
Reply to  Marta Kabala

Marta, bardzo podoba mi się, że jesteś tak pozytywnie nastawiona do całej sytuacji. Trzymam kciuki za Ciebie i całą Twoją rodzinkę. I mam nadzieję, że Maluszek grzecznie poczeka na swój dzień.
Trzymaj się!

Marta Kabala
12 lat temu

dziekujemy bardzo…najnormalniej w swiecie czuje, ze chyba los na kazdym kroku chce nas sprawdzic, wiec rzucajac nam klody pod nogi chce sprawdzic, czy zdamy nastepny egzamin, oddalabym wszystko, aby nasz drugi synek jeszcze poczekal, jest za malutki i tak bardzo chcialabym chociaz jedna ciaze donosic w spokoju, ale juz i tak wygralam, mam cudownego meza, cudownego synka i drugiego w drodze…moj maz jest taki niesamowity, ze daje mi sie wyplakiwac w swoj rekaw, dzisiaj nawet moj mega optymizm poprostu wysiada, pozdrawiamy serdecznie

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Marta Kabala

Mocno zaciskam kciuki, żeby syn wytrzymał jak najdłużej w brzuszku. Masz fantastyczną rodzinkę, która się powiększy, a Ty musisz być dla nich wszystkich silna. Ale nie jak supermen – popłakać też trzeba, to też w pewnym sensie oznaka siły. Jesteś super kobietą ;-)))

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
12 lat temu

Ja z zasady nie lubię skrajności, toteż w moim modelu kobiety spełnionej mieści się zarówno aktywność zawodowa, jak i czas dla rodziny. Od 8 miesięcy jestem wyłączona z życia zawodowego i dobrze mi z tym, ale staram się sobie także planować czas, aby zajmować się różnymi rzeczami, np. prowadzeniem swojego bloga – jest to dla mnie także sposób na rozwój osobisty. O pracy nie myślę w kategorii kariery (co jest tą właśnie skrajnością „mama-karierowiczka”), ale jako o własnym samorozwoju. Idealnym połączeniem jest dla mnie praca na krótszy etat lub praca w elastycznych godzinach oraz – jako podstawa – skupianie się… Czytaj więcej »

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Kobiecym_okiem

Zdecydowanie zgadzam się z Twoją wypowiedzią. Dzieciom, potrzebny jest kontakt z otoczeniem, z innymi dziećmi. To przysposabianie ich do życia w społeczeństwie, nauka dzielenia się i . . . samodzielności.

Fizinka
Fizinka
12 lat temu

Ja co prawda po swoich dzieciach jeszcze nie mogę tego stwierdzić,bo mam na razie jedno (7-miesięczne) 😛 ale również uważam że dzieci w pewnym wieku potrzebują nowych bodźców i kontaktu z otoczeniem,z rówieśnikami,….. Ten „pewien wiek” ciężko określić bo wiadomo że każde dziecko jest inne ale myślę że wiek przedszkolny to jest dobry moment na „wyrwanie” się z czterech kątów,zarówno dla dziecka jak i dla mamy 🙂 Fajnie by było gdyby urlop macierzyński trwał przynajmniej do czasu kiedy dziecko ukończy2 rok życia 🙂 I wtedy każda mama mogłaby zadecydować czy zostaję jeszcze dłużej z dzieckiem (na wychowawczym) czy wraca do… Czytaj więcej »

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Fizinka

Podoba mi się Twój pomysł z „przedłużonym” urlopem macierzyńskim) Jak dla mnie wystarczyłby roczek. Pierwszy rok jest bardzo ważny dla dziecka, tyle się uczy i tyle osiąga. Świetnie było by razem z nim cieszyć się każdą nową umiejętnością.

Kasieks
Kasieks
12 lat temu

Jestem pod wrażeniem tego artykułu. Bardzo mądrze to ujęłaś Autorko!W moim przypadku, wyglada to nastepująco. Kariery nigdy nie chciałam, i nie chcę robić, mam na razie takiego pecha, że praca zawodowa nie sprawia mi przyjemności, raczej więcej stresu, obaw, płaczu i rozterek. mam nadzieję, że się to zmieni, jesli nie praca, to chociaż warunki pracy. Odkąd pojawił się na świecie nasz synek, zapomniałam o pełnieniu roli pracownika, ale już niedługo będę musiala wrócić do pracy. Całą ciążę byłam na L4, cały czas pielęgnowałam uczucie do naszej małej istotki, szykowałam gniazdko i staralam się stworzyć mu dobre warunki. Powiedzmy, że udało… Czytaj więcej »

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Kasieks

Kasieks dziękuję za pochwałę)) Doskonale Cię rozumiem. Mój wolny od pracy czas kurczy się zastraszająco. Również nie mam z kim zostawić Małej. Mam już jedną potencjalną nianię, którą musi również zaakceptować Maja. U mnie teściowie rzadko widują wnuczkę. Również się im do niej nie spieszy, a ja wolę chyba nianię, ponieważ teściowa ostatni raz miała do czynienia z maluszkiem jakieś…..30lat temu!! A co do pracy … nie jest to spełnienie moich marzeń, ale póki co jest. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć pracę w której będziesz doceniana, szanowana i będziesz do niej chętnie chodzić. A teściowie okażą się jednak,… Czytaj więcej »

Magda Kupis
12 lat temu

Podpisuję się pod tym co napisała autorka- równowaga musi być zachowana. Poza tym bardzo ładnie pisze o życiu kobiety spełnionej- dla każdej to co innego, ale… Chyba jestem mistrzynią jeśli chodzi o zastosowanie tego spójnika. Wizja mojej przyszłości rozpoczęła się od roli „kury domowej” właśnie, lecz z czasem zdobywania wiedzy o życiu, doświadczenia i obserwacji ewoluowała. Bycie mamą, która spełnia się tylko na tej płaszczyźnie w dzisiejszych czasach to już utopia, ponieważ na życie trzeba spojrzeć nieco bardziej praktycznie i realnie. Matka wcale nie „siedzi” w domu dla dobra dzieci- dla mnie to kłamstwo. Na „bycie mamą” przeważnie patrzy się… Czytaj więcej »

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Zgadza się, nic kosztem rodziny. Dobre pytania postawiłaś, chyba zbyt często nie są one zadawane. Czyżby odrobina egoizmu była wskazana? Tak. Ponieważ dbając o swoją przyszłość, również ułatwiamy życie naszym dzieciom.

Magda Kupis
12 lat temu
Reply to  Magdalena446

wiele osób żyje w myśl zasady „jakoś to będzie”, ale już teraz musimy myśleć o NASZEJ przyszłości, aby tym samym ułatwić życie naszym dzieciom. Mało kto zadaje już teraz takie pytania, bo emerytura jest dla nas przecież tak odległa… to jest balansowanie na krawędzi, odrzucając myśli o tym co będzie za lat 20,30…

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
12 lat temu

W pełni zgadzam się z Wami! Bardzo ubolewam nad faktem, że w naszym kraju feministki wiedzą najlepiej „za wszystkie” kobiety co jest dla nich dobre. Jestem kobietą, córka, żoną, matką i nie tylko – sama chcę decydować jakie role w moim życiu będę pełniła! Jestem spełnioną mamą i żoną. Jestem również studentką i pracownikiem! I choć wolałabym móc cały swój czas poświęcić rodzienie, życie zweryfikowało mój plan. Studjuję dziennie- ale dzięki dobrze zaplanowanej ścieżce edukacji, po pojawieniu się córeczki na świecie, pozostało mi niewiele zaległości do uzyskania absolutorium- oczywiście wymaga to wiele poświęceń w naszym domu- moich i męża. Pracuję… Czytaj więcej »

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu

Niestety nie ma recepty na system pracy mamy. Jedno jest pewne, że dla mamy doba jest za krótka)

Madzia_85
Madzia_85
12 lat temu

Decyzje o założeniu rodziny podjęliśmy z mężem w czerwcu tego roku. W lipcu okazało się, że jestem w ciąży… jakże byliśmy szczęśliwi, że stało się to tak szybko po podjęciu decyzji, tym bardziej, że wszyscy dookoła mówili-straszyli, że zajmie nam to dużo czasu na minimum rok musimy się przygotować. Moje plany wobec ciąży były takie, że absolutnie nie idę na zwolnienie lekarskie najlepiej do 9 miesiąca. Lubię swoją pracę, w jakiś sposób się w niej spełniam i nie wyobrażałam sobie zostawienia tego wszystkiego i leniuchowania w domku. Z natury nie lubię siedzieć w miejscu. Wszystko szło dobrze dopóki w 17… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
12 lat temu
Reply to  Madzia_85

Jestem pewna, że się spełnisz w roli mamy. Te 9 miesięcy to już taki trening, a Ty masz odpowiednie nastawienie!

Madzia_85
Madzia_85
12 lat temu

Dziękuje 🙂

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Madzia_85

Madziu na pewno odnajdziesz się w roli mamy. To najwspanialsza rola jaką możemy zagrać w życiu. Jesteś bardzo dzielna, a Twoje maleństwo silne. Trzymam kciuki, żeby wszystko było w porządku. I może pochwalisz się nam kogo nosisz pod sercem?

Madzia_85
Madzia_85
12 lat temu

Decyzje o założeniu rodziny podjęliśmy z mężem w czerwcu tego roku. W lipcu okazało się, że jestem w ciąży… jakże byliśmy szczęśliwi, że stało się to tak szybko po podjęciu decyzji, tym bardziej, że wszyscy dookoła mówili-straszyli, że zajmie nam to dużo czasu na minimum rok musimy się przygotować. Moje plany wobec ciąży były takie, że absolutnie nie idę na zwolnienie lekarskie najlepiej do 9 miesiąca. Lubię swoją pracę, w jakiś sposób się w niej spełniam i nie wyobrażałam sobie zostawienia tego wszystkiego i leniuchowania w domku. Z natury nie lubię siedzieć w miejscu. Wszystko szło dobrze dopóki w 17… Czytaj więcej »

Madzia_85
Madzia_85
12 lat temu

Jak tylko się dowiem to dam znać. Mam nadzieję, że będzie to już przy najbliższej wizycie czyli we wtorek 🙂

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Madzia_85

To czekamy:-)

Aldona Seemann-Gnida
12 lat temu
Reply to  Magdalena446

Czekamy, czekamy 🙂

Madzia_85
Madzia_85
12 lat temu

A więc będzie córeczka :)) Wszystko jest w porządku, napatrzyliśmy się z mężem na naszą kruszynkę, która tak się kręciła, że nawet w pewnym momencie nam rączką pomachała- tak sobie tłumaczymy hihih 🙂 Achhhh jesteśmy tacy szczęśliwi. Oby tak do rozwiązania :))) Pozdrawiam!!!

Magda Kupis
12 lat temu
Reply to  Madzia_85

Madzia gratuluję, o ile dobrze skojarzyłam fakty to bym bardziej gratuluję, trzymam kciuki i życzę
Wam powodzenia 😀

Madzia_85
Madzia_85
12 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Madziu bardzo dobrze kojarzysz fakty 🙂 Pozdrawiam 🙂

Magdalena446
Magdalena446
12 lat temu
Reply to  Madzia_85

Madziu ogromne gratulacje. Czyli różowe ciuszki i pokoik trzeba przygotować:-))))))

Na zakupach 10 października 2011

Z dzieckiem w chuście…

Chusta dla dziecka to coś, o czym chcemy dzisiaj porozmawiać.  W ramach „Międzynarodowego Tygodnia Noszenia” zapraszamy do lektury następnego wpisu gościnnego. Autorką jest Magdalena Błaszczyk-Czajkowska — doradczyni noszenia dzieci w chustach i nosidłach miękkich Akademii Noszenia Dzieci. Magda jest szczęśliwą żoną, właścicielką małej rudej kocicy, a w kwietniu zostanie mamą!
Prowadzi też bloga, na którego serdecznie Was zapraszamy http://przytulia.blogspot.com/

Noszenie, przytulanie, kołysanie dziecka to naturalna potrzeba i rodziców i maleństwa. Chusta dla dziecka ułatwia samo noszenie, ale przede wszystkim pomaga rodzicom zbudować silną relację z dzieckiem opartą na bliskości i wzajemnym zaufaniu.

CHUSTA DLA DZIECKA – SPADEK PO BABCI

Często słyszymy, że w odległych krajach Azji, Afryki, czy Ameryki Południowej kobiety chustują dzieci od setek lat. Jednak myśląc o tak egzotycznych regionach może być nam trudno odnieść się do naszego tu i teraz.

„Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Okazuje się, że nasze babcie również chustowały!
W dawnej Polsce dzieci nosiły głównie kobiety – mamy, siostry, babcie. W zależności od regionu nosidło nazywane byłą chajtką, hacką, hycką, chustą, szmatą lub płachtą. Rolę chusty pełniły także elementy kobiecego stroju – fartuch, zapaska, odziewacka (gruba wełniana chusta). Jednak w sytuacjach krytycznych – ucieczki z domu podczas burzy, wojny – jako chusta służyła kapa z łóżka, prześcieradło, a nawet klim ze ściany.
Każdy wyjazd był dla rodziny wielkim wydarzeniem – mniej zamożni ludzie przemieszczali się pieszo lub powozami – chusta dla dziecka niezwykle ułatwiała taką podróż. Maleńkie dzieci wymagające częstego karmienia mamy zabierały ze sobą „w pole”, chusta czyniła pracę bardziej komfortową, można było w niej powiesić maleństwo np. na gałęzi.
Nazwa, sposób wykonania i kolorystyka chusty, podobnie jak stroju zależały od tradycji danej rodziny i regionu. Polskie chusty były zazwyczaj bardzo barwne, z kolorowymi frędzlami, wykonane z wełny lub płótna.

CHUSTA DLA DZIECKA. DLACZEGO NOSIMY?

  • Budowanie więzi z dzieckiem:

Dziecko odczuwa naturalną potrzebę bliskości — chce być przytulane, dotykane, głaskane, chce czuć zapach rodzica, słyszeć jego głos. Chusta dla dziecka zapewnia zaspokojenie tych potrzeb, dając poczucie bliskości i bezpieczeństwa, które są niezbędne do prawidłowego rozwoju małego człowieka. Noszone dziecko ma lepszy kontakt ze światem, możesz do niego mówić, pokazywać świat – dzięki temu maluch szybciej staje się samodzielny i chętnie aktywizuje się.

  • Swoboda w wykonywaniu codziennych czynności:

Rodzic, który nosi dziecko w chuście ma „wolne ręce”, może wykonać wiele czynności, nie ograniczając swojego kontaktu z dzieckiem. Dużo łatwiejsze stają się codzienne spacery (gdy nie zawsze chodnik jest idealnie równy), wycieczki do lasu, a nawet nad morze lub w góry. Chusta dla dziecka świetnie sprawdza się przy większej ilości dzieci, rodzic może swobodnie bawić się ze starszym dzieckiem, jednocześnie mając młodsze cały czas przy sobie.

  • Rozładowanie napięcia maluszka, łagodzenie kolek:

Fizjologiczne, wygodne dla dziecka ułożenie pomaga mu w pozbyciu się gazów. Bliskość rodzica, przytulanie, delikatne kołysanie łagodzą ból, uspokajają maluszka.

  • Ułatwienie pobytu w szpitalu z wcześniakiem lub chorym dzieckiem, kangurowanie:

Ułożenie maluszka w pozycji pionowej lub półleżącej „skóra do skóry” na ciele jednego z rodziców wpływa pozytywnie na jego rozwój od pierwszych chwil życia. Czuły dotyk, znajomy zapach, bicie serca, ciepło pomagają mu zrelaksować się, sprawiają, że maluch szybciej rozwija się emocjonalnie, spokojniej śpi i rzadziej płacze. Podczas takiego przytulania ciśnienie krwi i akcja serca stabilizują się, a temperatura ciała reguluje się. Dzieci lepiej znoszą przykre doświadczenia (badania, pobyt w inkubatorze, ból), szybciej zdrowieją i przybierają na wadze.

  • Chusty są piękne, kolorowe i modne! 😉

 

Subscribe
Powiadom o
guest

16 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Natalia Smykowska
12 lat temu

Śmiało mogę napisać, że chusta uratowała nam (MI) życie! Od początku ciężko było mi się przestawić na ciągłą obecność przy dziecku…co uniemożliwiało mi wykonywanie najprostszych codziennych czynności… Chusta pozwoliła nam być blisko siebie…maluch spał a ja robiłam wszystko co pozwalało mi czuć się „normalnie”. Nawet spacery w znienawidzonej przez syna gondoli zastąpiły spacery w chuście (ku wszechobecnemu zdziwieniu(?) otoczenia). Pierwsze wakacje + chusta to był nieprzewidziany strzał w 10-tkę! Jastrzębia Góra i wybrzeże klifowe (wstyd, ale nie spodziewaliśmy się tego!) i to spojrzenie innych rodziców pchających tudzież ciągnących swoje wózki – BEZCENNE! Ostatnio trochę zaniedbaliśmy motanie, najpierw przez gorąc na… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
12 lat temu

My też lubimy zaplątać się w chustę 🙂 chociaż przyznaję że teraz kiedy moje dzieciątko jest co raz cięższe robimy to rzadziej… 😛 🙂

Magdalena Błaszczyk-Czajkowska
Reply to  Bombel

A próbowaliście chustować na plecach

Barbara Heppa-Chudy
12 lat temu

Jakoś słabo interesowałam się chustowaniem :(, bo też się poddałam, gdy synek zaczął swoje ważyć i już nie dawałam fizycznie rady. No a teraz mam już „dużego faceta”, który korzysta ze swoich nóg.
Ale mam nadzieję, że inne mamy, skorzystają z rady noszenia dziecka na plecach 🙂

Iwona Wajs-Gorgoń
12 lat temu

My się chustowaliśmy od 6 miesiąca dopiero… żałuję, że tak późno odkryłam te szmaciane cuda :] Nie jest to nadal bardzo popularny sposób transportowania dziecka, a przecież tak naturalny i wygodny dla obojga 🙂 Teraz myślimy o nosidełku, bo Natalia jest coraz bardziej ruchliwa i będzie nam po prostu wygodniej i szybciej zależnie od okoliczności wskoczyć lub wyskoczyć z nosidełka niż z zamotanej chusty 🙂

Przytulia
Przytulia
12 lat temu

Bombel – a próbowaliście chustować na plecach? Takie plecaczki idealnie sprawdzają się przy większych (cięższych) dzieciaczkach 🙂

Bombel
Bombel
12 lat temu
Reply to  Przytulia

Ojj niie próbowałam,ale nawet nie wiem jak bym miała się zaplątać 😛 i jak do tyłu wsadzić mojego małego klocuszka ???? 🙂 😀

Magda
Magda
12 lat temu

My chustujemy od 4mż 🙂 Ciekawy sposób na transport malucha. Synek lubi noszenie. Wszystko widzi, wszystko go interesuje, ładnie zasypia. Tak słodko się wtedy przytula 😀 :*

Magda
Magda
12 lat temu
Reply to  Magda

Na początku mieliśmy małe chustowe przeprawy rodzinne w stylu: przyzwyczaisz do noszenia, jemu jest niewygodnie, jest ściśnięty, nie może ruszać rączkami, plecy Ci pękną. A to wszystko nieprawda! Plecy bolą kiedy źle się zamotasz. Ciężar ładnie się rozkłada i jest gitara 🙂

Magdalena Błaszczyk-Czajkowska
Reply to  Magda

Wciąż krąży wiele stereotypów dotyczących chustowania – dziecku jest ciasno, niewygodnie, udusi się, mamę będą bolały plecy, a poza tym rozpieści dziecko i będzie musiała nosić je cały czas. Najwięcej w tym temacie mają do powiedzenia osoby, które z chustą nie miały żadnego kontaktu 😉 Drogie Mamy – nie poddawajcie się, trzeba pokazywać niedowiarkom jak wspaniałe jest motanie i ile niesie korzyści 🙂 Przytulia

Magda Kupis
12 lat temu

ja miałam chustę, kilka razy użyłam, dla mnie fajna sprawa na wyjście do sklepu, a to dlatego, że nasze spacery są zawsze bardzo długie i sporo rzeczy ze sobą zabieramy i nie widziało mi się jeszcze noszenie tego wszystkiego, poza tym nie wyobrażam sobie zrezygnować całkowicie z wózka 🙂

Iwona Wajs-Gorgoń
12 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Ja nie rezygnuję z wózka 🙂 Po prostu używamy chusty tam gdzie wygodniej niż z wózkiem 🙂

Marta Kabala
Marta Kabala
12 lat temu

Po pierwszym porodzie nie nosilismy synka w chuscie i w sumie zalujemy, ale teraz postanowilismy z chusty skorzystac. Jak nasz drugi synek sie urodzi RJ bedzie mial 11 miesiecy, to bardzo zywe dziecko, nie wiem czy bedzie juz wtedy chodzil, ale jak bede miec Marca w chuscie, to bedzie mi latwiej zapanowac na chaosem jaki nastanie, jedno dziekco malutkie uczace sie chodzic, a drugie malenkie. Wiem, z wtedy najmdloszy bedzie spokojniejszy, bo bedzie ze mna caly czas, rece bede miec wolne, wiec zapanuje nad wszystkim i nad moim zywym i rozbrykanym synkiem, nawet na spacerach bedzie mi latwiej, no i… Czytaj więcej »

Aldona Seemann-Gnida
12 lat temu

My się też plątamy. Co prawda na upalne dni, schowałam ją do szafy bo po kilku takich wyjściach, stwierdziłam, że nie dam rady. Wózek wygrał. Ale teraz chusta znów na nas czeka i uśmiechamy się wzajemnie 🙂 Synuś początkowo nie cierpiał być plątany! Wrzeszczał strasznie. Kilka razy podchody robiłam i udało się. Potem już miło było. Z córcią problemów nie mieliśmy by ją plątać. Oczywiście idąc po ulicy byliśmy zjawiskiem. No i komentarze też były, że za ciasno dzidzi jest itd. Ale ja wiedziałam swoje i robiłam swoje. Niech sobie gadają. A tak na marginesie, może ma ktoś do odsprzedania… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close