Emocje 10 października 2018

Jabłka na zdrowie!

Jedni mawiają, że wystarczy zjeść jedno jabłko dziennie, by nie był nam potrzebny żaden lekarz. Inni z kolei twierdzą, że najlepiej jest zjadać dwa jabłka dziennie – rano dla urody, wieczorem dla zdrowia. Kto ma więcej racji? Tego nie wiem. Niewątpliwie jednak zgadzam się z tym, że są to cuda natury i koniecznie trzeba wprowadzić je do codziennej diety.   

Jesień to podobno najlepszy okres na jabłka . Mają bowiem wtedy najwięcej wartości odżywczych. A ponieważ Polska jest niekwestionowanym liderem w  uprawie nie musimy ich sprowadzać z odległych zakątków świata, wystarczy sięgnąć po nie ręką, by móc cieszyć się ich cudownym smakiem, zapachem, no i zdrowiem.

Czemu zawdzięczają swoją sławę?

Jabłka są prawdziwą skarbnicą przeciwutleniaczy, pektyn i błonnika – najwięcej tych składników znajduje się w skórce i tuż pod nią, z tego względu najlepiej jest ich nie obierać. Poza tym jabłka zawierają również cenne dla zdrowia minerały, głównie potas, fosfor, wapń, sód, magnez i żelazo, a także witaminy A, E, C i te z grupy B.

Zawartość witaminy C jest zmienna i zależy od wielu czynników, między innymi od odmiany jabłoni, warunków klimatycznych i sposobów uprawy.

Dbają o układ sercowo-naczyniowy

Dzięki zawartości pektyn, jabłka hamują wchłanianie złego cholesterolu (LDL), obniżając tym samym jego poziom we krwi i zwiększają produkcję dobrego (HDL). Z kolei zawarte w owocach przeciwutleniacze zapobiegają tworzeniu się zakrzepów w naczyniach krwionośnych i zmniejszają ryzyko zawału. Ponadto obecność flawonoidów przeciwdziała zlepianiu się krwi, a co za tym idzie chronią przed  miażdżycą.

Wspierają układ odpornościowy

Jabłka co prawda nie zawierają imponujących ilości witaminy C, tak ważnej dla zdrowia, szczególnie w okresach wzmożonej zachorowalności (jesień-zima), ale ich regularne spożywanie poprawia stan mikroflory bakteryjnej jelit, a te z kolei warunkują nasze zdrowie – wszak ono zaczyna się właśnie w jelitach!

Dobre na zaparcia i w dietach odchudzających

Zawarty w jabłkach błonnik usprawnia pracę jelit, pobudzając ich perystaltykę, a dzięki temu przeciwdziałają zaparciom i wspomagają regularne wypróżnianie. Poza tym, surowe jabłka są niskokaloryczne, a do tego poprawiają procesy trawienia, hamują apetyt dając uczucie sytości  i oczyszczają jelita – pektyny zawarte w jabłkach wymiatają z jelit resztki niestrawionych pokarmów a także usuwają szkodliwe substancje.

Poprawiają urodę i przedłużają młodość

Jabłka zawierają sporo przeciwutleniaczy, które walczą z wolnymi rodnikami, odpowiedzialnymi za  przyspieszenie procesów starzenia. Zatem regularne spożywanie tych owoców dostarczy organizmowi niezbędnych mu obrońców i zahamuje te procesy – podobno  spożywanie codziennie jednego jabłka pomaga wydłużyć życie komórek o jeden dzień.

Poza tym dzięki obecności różnych minerałów, w tym cynku i krzemu oraz witamin (A, C, E i z grupy B) jabłka poprawiają stan skóry, włosów i paznokci.

Naturalne lekarstwo

W medycynie naturalnej gotowane jabłka stosuje się na biegunkę oraz niestrawność i chorobę wrzodową. Domowy ocet jabłkowy hamuje rozwój infekcji i poprawia trawienie, a napój przygotowany z gotowanych skórek jabłek, jest naturalnym lekarstwem do płukania jamy ustnej i gardła w stanach zapalnych.

Ponadto, według naukowców, jabłka dzięki swym cennym składnikom chronią przed niektórymi nowotworami – głównie przed rakiem jelita grubego oraz żołądka.  

Nie pozostaje mi więc nic innego jak zachęcić Was do regularnego spożywania jabłek i  życzyć Wam – na zdrowie! ;-)

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Gry planszowe i nie tylko 9 października 2018

Budowa miasta. Recenzja gry

Każdy z nas lubi “coś” budować.  Co powiecie na grę, w której budujecie osiedla, biurowce, fabryki. Inwestujecie w stadion, kina, kawiarnie, pływalnie i inne obiekty potrzebne mieszkańcom? Brzmi ciekawie, prawda?

Mam już dla Was gotową odpowiedź. Tą grą jest Budowa Miasta Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Przede wszystkim wielkie uznanie dla grafika i jego pomysłowości – żelki na planszy miasta do dziś robią furorę wśród moich dzieci. Pod względem graficznym, gra jest bardzo dobrze dopracowana i pięknie się prezentuje, a przede wszystkim skupia na sobie uwagę, a drewniane budynki świetnie sprawdzą się przy nauce liczenia.

Jeśli chodzi o zasady gry, są one jasno i przejrzyście wyjaśnione w instrukcji, którą możecie podejrzeć na stronie wydawnictwa, o tutaj. Dlatego w tej recenzji nie będę się skupiać na przebiegu rozgrywki, bo nie o to chodzi.

Mechanika gry jest bardzo ciekawa. Jako gracz, z czterech swoich budynków musicie wybrać jeden z nich, pod warunkiem, że spełnia następujące wymogi – musi zostać wybudowany na początku, lub końcu ulicy, lub obok już postawionego domu. Inaczej płaci się podwójnie za jego wybudowanie. Ponadto możecie zakupić udziały w już otwartych nieruchomościach. W tej chwili trzeba naprawdę dobrze się zastanowić w co zainwestować pieniądze, by zgarnąć wypłatę, gdy cała ulica zostanie zabudowana.  Czasem warto wstrzymać się z postawieniem jednego domku, by móc dokupić udziały w danej nieruchomości. Ta gra po prostu wciąga i zdecydowanie wspomaga kombinatorykę.

Zgodnie z oznaczeniem gra przeznaczona jest dla dzieci w wieku od 10 lat. Przyznam szczerze, że według mnie granica ta jest zawyżona. Mój siedmiolatek, bez problemu pojął nie tylko zasady gry, ale i jej mechanikę. Coraz lepiej potrafi zainwestować swoje pieniądze, by na koniec gry okazać się milionerem z największymi udziałami w najdroższych dzielnicach. Naprawdę coraz trudniej z nim wygrać. Dlatego też mając na uwadze, że nie wszystkie siedmiolatki są tak zaprawione w grach planszowych jak moje dziecko, śmiało stwierdzam, że gra będzie idealna już dla dzieci od ósmego roku życia.

Dużym plusem, jak dla mnie jest to, że można w nią zagrać już w dwie osoby. Gra nie należy do szybkich, jej rozgrywka na początku zajmie Wam niecałą godzinę.

Na koniec jeszcze jeden mały szczegół, za który chciałam dać Wydawnictwu Nasza Księgarnia 6+. Do każdej gry jest dołączona mała kwadratowa naklejka z napisem “Właściciel gry”, którą wystarczy podpisać i nakleić np. w wewnętrznej części pudełka.  W ten sposób, łatwo sprawdzić kto jest właścicielem gry, gdy zdarzy się Wam komuś ją wypożyczyć.

Dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie egzemplarza recenzenckiego gry

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Autor: Tom Dalgliesh
Ilustracje: Tomek Larek, Cezary Szulc
Wiek: 10-110 lat
Liczba graczy: 2-6
Czas gry: 45 min
Cena: 89,90 zł

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
W szkole 9 października 2018

O dzienniku elektroniczny! Jak dobrze, że jesteś!

Wstaję dziś rano do pracy, a mój mąż przewracając się na drugi bok, mówi: Aleks dostał szóstkę ze sprawdzianu z historii. W pierwszym momencie pomyślałam, że mojemu ślubnemu coś się śni, bo jak młody kładł się spać, to nic nie było wiadomo o żadnej ocenie. Potem dotarło do mnie, że nauczyciel poszedł spać później ode mnie i sprawdzał klasówki wieczorową porą.

Nie mam danych, w ilu polskich szkołach funkcjonują dzienniki elektroniczne, ale zakładam, że już w większości. Trudno się temu dziwić, gdyż żyjemy w czasach rewolucji informatycznej i mamy dostęp do aplikacji mobilnych związanych z przeróżnymi dziedzinami życia. Także ze szkołą.

Z punktu widzenia rodzica e-dziennik to prawdziwe dobrodziejstwo. Gdy po raz pierwszy z niego korzystamy, dla większości z nas okazuje się prosty i intuicyjny w obsłudze. Podejrzewam, że mało kto zaznajamia się z instrukcją użytkowania – kilka kliknięć sprawia, że potrafimy z niego korzystać.

Aplikacja w smartfonie pozwala być na bieżąco z informacjami o ocenach dziecka, frekwencją, czy uwagami na temat jego zachowania. Niejednokrotnie nasz gagatek jeszcze nie wrócił ze szkoły do domu, a my już wiemy, co w szkole przeskrobał. Dzięki temu mamy czas by ochłonąć i na spokojnie z nim porozmawiać. Osobiście bardzo cenię sobie szybki kontakt z nauczycielami – na bieżąco jestem o wszystkim informowana i na gorąco mogę wyjaśniać, czy dopytywać o istotne sprawy dotyczące szkoły i mojego dziecka. Duży plus, że gdy trzeba, mogę natychmiastowo reagować.

Czy dziennik elektroniczny może zastąpić bezpośredni kontakt z nauczycielem i zebranie z rodzicami? W wypadku, gdy nie możemy pojawić się na wywiadówce, jest to pewne wyjście z sytuacji. Moim zdaniem nie możemy jednak rezygnować z tradycyjnej formy kontaktu z wychowawcą i nauczycielami. E-dziennik niech nam pomaga i ułatwia życie na co dzień, ale niech nie będzie zamiennikiem kontaktu bezpośredniego na linii rodzic – nauczyciel. I nie chodzi mi w tym momencie tylko o naszą obecność na zebraniu, by uregulować płatności czy złożyć niezbędne podpisy. Wywiadówki w dobie dzienników elektronicznych są przyjemniejsze, bo nie zaskoczą nas nagle ujawnione kiepskie oceny czy występki dziecka. Można więc się skupić na integracji z innymi rodzicami, tworzeniu przyjacielskich relacji, podejmowaniu tematów dotyczących życia klasy, szukaniu rozwiązań bieżących klasowych spraw, dzieleniu się doświadczeniami, przemyśleniami, pomysłami czy poznaniu nauczycieli uczących nasze dziecko.

E-dziennik niech więc będzie pomocnym narzędziem do współpracy ze szkołą, ale nie jedyną formą kontaktu. Nie zapominajmy i nie rezygnujmy z rozmowy – najprawdziwszego międzyludzkiego sposobu komunikowania się.

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close