Emocje 7 listopada 2011

Kobieta kobiecie wilkiem na drodze

Wózek – nieodłączny atrybut młodej matki podczas spacerów, zakupów i innych wycieczek.
Dziecko – nierozłączny towarzysz tych matczynych wypraw.
A że żyjemy w kraju cywilizowanym, to zazwyczaj włączamy się z tym wózkiem i dzieckiem do ruchu drogowego  – przechodząc na drugą stronę ulicy.

Od wielu miesięcy prowadzę osobiste „badania empiryczne”, posługując się najpopularniejszą metodą naukową – metodą obserwacji.  Rejestruję płeć kierowców, którzy przejeżdżają obok mnie i mają mnie gdzieś, gdy stoję przed przejściem dla pieszych. Owe obserwacje zaczęłam, gdy mój brzuch znacząco wyprzedzał resztę mojego ciała, później, aż do teraz, gdy czekam z wózkiem.

I do jakiego wniosku doszłam w swojej eksploracji otaczającej mnie rzeczywistości?
Kobieta kobiecie wilkiem na drodze!

Ile razy bym nie przechodziła przez ulicę, to nigdy kobieta nie zatrzyma się autem przed pasami, żeby mnie przepuścić.
W odróżnieniu do facetów, którzy widząc matkę z wózkiem zatrzymają się!

Dlaczego tak jest? Nie mam pojęcia! Sama nie posiadam prawa jazdy i jeżdżę samochodem tylko jako pasażer obok mojego męża. Mąż po pierwsze jest mężczyzną, po drugie – przepuszcza na przejściu zarówno mamy jak i tatusiów z dziećmi.

O co więc chodzi z tymi kobietami za kierownicą?
Spróbuję pokusić się o postawienie kilku domysłów:

– Może kierowca – kobieta myśli sobie o mnie: sama tyle razy stałam z wózkiem/ z dzieckiem/  z brzuchem, to „ta” (czyli ja) też może.

– Albo kierowca – kobieta ma dla odmiany słabą pamięć i nie pamięta jak sama takowy wózek pchała.

– Możliwie też że kierowcę – kobietę drażni moja figura ;), w przeciwieństwie do kierowcy – mężczyzny, któremu się podoba moja sylwetka i dlatego się zatrzyma, by sobie dłużej popatrzeć ;).

– A może to kwestia opanowania techniki jazdy? Bo trzeba zredukować biegi, zahamować, zatrzymać się, potem nacisnąć sprzęgło, wrzucić jedynkę – tyle czynności. A jeszcze się coś nie uda i samochód zgaśnie. Na wszelki wypadek lepiej się nie zatrzymywać jak już się ruszyło.

– Inna opcja, że kierowca – kobieta ma tyle na głowie: zastanawia się właśnie, co na obiad dziś zrobić, a co za tym idzie, jakie składniki spożywcze kupić, jak zdążyć odebrać dziecko z przedszkola, a wcześniej sprawę w ZUSie załatwić, zrobić pranie i z apteki lekarstwo odebrać i jednocześnie prowadzić samochód zgodnie z przepisami. Myśli o tylu rzeczach na raz, że nie dostrzega możliwości bycia uprzejmą.

I żeby było jasne – korona mi z głowy jeszcze nie spadła, jak tak musiałam przepuścić kilka/ kilkanaście samochodów i nie traktowałam nigdy tego, jak obrazy majestatu. Nawet szczególnie się nie wkurzałam jak tak kolejne panie olewały mnie i moje dziecko przejeżdżając obok – no może czasem, gdy było zimno, wietrzno i deszcz zacinał. Po prostu przechodzę jak mam możliwość i tyle. Bo zawsze się jednak ktoś zatrzyma żeby przepuścić – jeśli nie pierwszy to dziesiąty samochód.

Publikując na łamach bloga moje „wyniki badań”, a poważnie – to dając upust swojemu rozżaleniu, że nie jesteśmy wobec siebie solidarne, szczerze liczę na burzliwą dyskusję. Mam nadzieję, że mnie zakrzyczycie twierdząc, że nie mam racji! i że tylko ja mam takiego pecha! A Wam się to w cale nie zdarza. I że same jako kierowcy, jak tylko są ku temu warunki, przepuszczacie inne kobiety na przejściu!

32
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
16 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
Go SiaBasiaKasia, kierowcaJoanna PawlińskaAnna Oparowicz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fizinka
Gość
Fizinka

Hmmm a mnie się zdarza czasem że kobieta-kierowca puści mnie na pasach :D Ale to faktycznie jest CZASEM! ;) Mężczyźni bywają w tej kwestii bardziej uprzejmi i kulturalni :) Nawet posilają się o uśmiech w moją stronę :D i kiwnięcie ręką mówiące mi -„Proszę” :) Co do Twoich domysłów,uważam że wszystko w jakimś tam stopniu są trafione!! Kobiety -bywają obrzydliwie zazdrosne i potrafią drugiej zrobić na złość tylko dlatego że ta jest ATRAKCYJNA! Kobiety -bywają wybitnie złośliwe! (wiem to po sobie :P :D hehe ) Kobiety -często gęsto nie potrafią prowadzić samochodu i nie wiem po co się w ogóle… Czytaj więcej »

Paulina2209
Gość
Paulina2209

zawsze jak widzę wózek dziecko czy brzuch zatrzymuje samochód i czekam aż dobrze przechodnie znajdą sie na chodniku. nigdy nie ruszam jak mnie minie tylko czekam. kiedyś widziałam jak facet! ruszył gdy matka przeszła z wózkiem i drugim dzieckiem za rękę ale chłopczykowi upadła zabawka wyrwał się i cofnął. dużo nie trzeba było do tragedii. na szczęście nic się nie stało.

myślę że to nie o płeć chodzi bardziej o różne inne czynniki w tym zamyślenie, roztargnienie i w końcu komuś się może śpieszyć

Fizinka
Gość
Fizinka

Ale żeby AŻ tylu ludziom NA RAZ się spieszyło ?!?!?! :)
Jak sobie pomyślę ile się czasem naczekam,jaki długi sznur aut muszę „puścić przodem” to aż nie wierzę :P :)

Basia
Gość
Basia

Spieszy się teraz wszystkim….takie czasy. A co do tematu – ja gdy prowadzę STARAM się zatrzymywać przed pasami jeśli ktoś czeka. Ale szczerze rzadko zwracam uwagę kto to jest. Z reguły w codziennym życiu mam bardzo podzielna uwagę. Ale gdy jadę samochodem patrzę na drogę, znaki, przejścia skupiając się na jeździe i jej bezpieczeństwie. Tak samo jak nie zauważam zazwyczaj ze to jakiś znajomy mnie minął, nie zwracam uwagi kto stoi na przejściu tylko czy ktoś stoi. Dopiero jak juz zatrzymam auto to zwrócę na to uwagę. Tak mam. Nie wiem dlaczego. Mąż potrafi widzieć ładne domy, jakieś samochody na… Czytaj więcej »

Marysia
Gość
Marysia

Faktycznie, częściej niż kobiety, to mężczyźni przepuszczają na pasach, ale sama nie jestem pewna, czy to efekt „wózka u boku” czy raczej wyglądu kobiety czekającej na przejście ;) A tak poważnie, rzadko kiedy zdarza mi się czekać na zatrzymanie się kierowcy, może ma na to wpływ, że mieszkam w średniej wielkości mieście, i tu ludzie w korkach nie czekają, i aż tak bardzo nie muszą pędzić na złamanie karku?

Natalia Smykowska
Gość

Ja nie zauważyłam takiej zależności…chociaż jak tak sobie pomyśle i przypomnę kogo widzę za kierownicą jak samochód zatrzymuje się przed pasami to kojarzę jedynie mężczyzn…(?!) Muszę poobserwować :)
Ale NIENAWIDZĘ jak przechodzę po pasach na drugą stronę a samochód rusza jak jestem przy krawężniku! Przejeżdża wtedy mi niemal po piętach! Bo przecież zatrzymuję się przy końcu żeby wprowadzić wózek pod (niestety…) bardzo wysoki krawężnik… jak mnie to denerwuje!

a dodam jeszcze tylko jedno, że zarówno mój mąż jak i ja bardzo często zatrzymujemy się przed pasami jadąc autem ku ogromnemu niezadowoleniu reszty kierowców :P

Kamil Serafin
Gość
Kamil Serafin

Wiem, że jak napisze to facet to kobiety mogą się podirytować. Ale kobiety za kierownicą nie widzą za wiele. I to nie jest niczyja wina. Zwyczajnie tak jak WIĘKSZOŚĆ facetów nie nadaje się do szycia czy pieczenia ciast tak też większość kobiet nie nadaje się do prowadzenia pojazdów. Nie jest tak, że auto może prowadzić każdy. Trzeba mieć do tego predyspozycje. Niestety „wyzwolonym” kobietom wmawia się od lat, że mogą robić wszystko to co faceci. Otóż nie. Różnimy się od siebie. Bóg stworzył nas do innych celów. Facet to myśliwy, rolnik a nie stróż domowego ogniska. Kobieta zaś to właśnie… Czytaj więcej »

Marysia
Gość
Marysia

Panie Szanowny, nie mogę zgodzić się z Pana poglądami, choć cieszę się, że Pan je nam wszem i wobec przedstawił…. Zgadzam się z Panem, że nie każdy może prowadzić auto- a i owszem, potwierdzam- niewidomy tego nie zrobi, ale kobieta jak najbardziej… Z największą przyjemnością zapiszę się na kurs, i zdam egzamin celująco, by móc udowodnić , że kobiety jeżdżą znakomicie, i mimo mojej wady wzroku, zobaczę więcej, niż nie jeden mężczyzna. Pisze Pan, że mężczyźni to myśliwi, niestety nazbyt często strzelają ślepakami ;p Równouprawnienie mamy, więc nie chcę być wciskana w zbyt ciasne ramy! czasy średniowiecza minęły już dawno-… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Gość
Kamil Serafin

Dziękuję za włączenie się do dyskusji. Ale do rzeczy. Samo zdanie egzaminu celująco, nie robi z NIKOGO (obojętnie czy kobieta czy mężczyzna) kierowcy. Pamiętam jak w wieku 17 lat tego dokonałem i bardzo zbulwersowałem się, gdy nauczyciel w szkole samochodowej powiedział mi: Serafin! Ty masz prawo jazdy. A kierowcą zostaniesz jak zrobisz ze 100 000 kilometrów. Teraz ja powtarzam to samo tym, którzy dopiero co odebrali dokument. Trzydzieści godzin nauki to nic. Człowiek staje się kierowcą po doświadczeniach. Ja dość szybko, bo po pół roku rozbiłem samochód i nauczyłem się nie szarżować. Ale wracając do wątku kobiet za kółkiem. Moja… Czytaj więcej »

Marysia
Gość
Marysia

Witam ponownie! czytając Pana wypowiedź, trudno jest mi powstrzymać się od sformułowania własnej. Moja teściowa jeździ autem od 20 lat. Nie mniej, nie wiele osób chce z nią jeździć. A moja Mama od 5 lat, i z dumą mogę brać z niej przykład :) Dla Niej zaparkowanie Jeepem nie stanowi kłopotu , a dla mojego Ojca, nie stanowi kłopotu powierzyć Jej samochód :) Kolejno: Zaręczam Pani, że równouprawnienie to wymysł niedowartościowanych kobiet, które nie kochają samych siebie, że o mężach nie wspomnę. Widocznie ma Pan zbyt mało kontaktu z kobietami mojego charakteru, gdyż moje poparcie równouprawnienia, idzie w parze z… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Gość
Kamil Serafin

Można jeszcze rzucać szereg kontrargumentów ale nie ma po co.
Wszystko już zasadniczo wiadomo.

Jeśli tylko będę miał coś do powiedzenia, to pewnie podyskutujemy.

Pozdrawiam
Kamil

Fizinka
Gość
Fizinka

Kamil już Cię lubię! ;) :D

I chciałam powiedzieć (nieskromnie) ,że JA akurat mam predyspozycje do bycia super-kierowcą ;) :P :D :D hihi

Paulina2209
Gość
Paulina2209

a mi się wydaje że najmniej nadają się chłopcy, którzy dopiero co zrobili prawko i już muszą się pochwalić jakimi cwaniakami są przed kumplami. też odbiegłam od tematu przepraszam

Kamil Serafin
Gość
Kamil Serafin

Ja nie poruszałem kwestii wieku. Można dalej dyskutować jak prowadzą dziadkowie po 65 roku życia, jak prowadzą ludzie nie noszący okularów pomimo iż powinni itd. itd. Ale to jest inna rzecz.

Karolinamagda
Gość
Karolinamagda

z mojego doświadczenie wynika że kobitki właśnie puszczają mnie na pasach gdy idę z wózeczkiem, i ja sama jako kierowca również staram się zawsze przepuszczać nie tylko kobietki z wózeczkami czy dziećmi

baby_55
Gość
baby_55

Osobiscie uważam, że faktycznie wiele kobiet nie potrafi prowadzić samochodu, co do tego nie ma watpliwości, ale jest też wielu mężczyzn którzy nie potrafią i tu też jest to kwestia bezdyskusyjna. Jednak płeć w tym temacie nie ma znaczenia a orientacja przestrzenna, podzielność uwagi i pokora, bo zbytnia pewność siebie to pierwszy krok do wypadku… Znam co najmniej kilku mężczyzn którym nie pożyczyłabym samochodu i co najmniej kilka kobiet, ale i takich którym spokojnie bym powierzyła też sie kilkoro znajdzie obojga płci. Co do kwestii równouprawnienia, to cała rzecz polega na tym aby każdy miał prawo swobodnego wyboru zarówno zawodu… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Gość
Kamil Serafin

Subiektywnie rzecz biorąc, nie sądzę bym kogoś obraził czy to personalnie czy ogólnikowo. Ale jeśli tak, to przepraszam. Co do takich samych płac za taką samą pracę. To jest temat do dyskusji. Na pewno, jeśli chodzi o ustalenie płacy nie można brać pod uwagę tylko i wyłączenie tego czy pracownik to kobieta czy mężczyzna. To jest bezsprzeczne. Jedynym kryterium powinno być to, jak ten pracownik wykonuje swoją pracę. Jak szybko, jak dokładnie, jak sumiennie itd. Jeżeli kobieta pracująca jako mechanik pojazdów samochodowych wykona pracę szybciej i dokładniej od mężczyzny, to w moim zakładzie zarobiłaby więcej niż też mężczyzna. Nie można… Czytaj więcej »

baby_55
Gość
baby_55

Odnosząc się do zatrudnienia Pana w salonie bielizny damskiej, widocznie ma Pan zbyt małe doświdczenie w tym zakresie ;) Przy dzieciach nie zawsze wszystko da się przewidzieć i nie można tak po prostu zacisnąć pasa bo zawsze może coś wyskoczyć, co zrujnuje nam domowy budżet dopiety na przysłowiowy ostatni guzik, więc te 400zł jest nieraz ogromną pomocą. Czytając o Pana pracy w marketach nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest Pan jednym z niewielu mężczyzn, którzy prawie „wyginęli jak mamuty” :) Wracając do tematu płacy to specjalnie napisałam, że chodzi o dobrze wykonaną pracę. Nie chodzi mi też o jakieś… Czytaj więcej »

nudzinka
Gość
nudzinka

Bardzo fajnie, ze mamy na blogu meski punkt widzenia :)
Przydaloby sie wiecej panow komentujacych, bo robi sie ciekawa dyskusja.

Marysia
Gość
Marysia

Może trzeba małżonce pyszny obiad zrobić, to zmięknie, i przynajmniej pozwoli się Panu wykazać ? ;) To może być bardzo ciekawe doświadczenie, również dla klientek :) I jeszcze takie jedno pytanie. Jeśli kobieta pracuje w markecie i zarabia 1200 – 1300 netto to jaki sens jest chodzić do pracy i jednocześnie opłacać opiekunkę do dziecka za 800 – 900 złotych? Owszem jeśli te 400 złotych uratują domowy budżet, to nie ma dyskusji, ale czy nie lepiej zacisnąc pasa i pozostać ze swoim dzieckiem w domu? Wie Pan, to nie zawsze jest takie proste, kobieta też człowiek, i czasem dla samego… Czytaj więcej »

Marysia
Gość
Marysia

Może trzeba małżonce pyszny obiad zrobić, to zmięknie, i przynajmniej pozwoli się Panu wykazać ? ;) To może być bardzo ciekawe doświadczenie, również dla klientek :) I jeszcze takie jedno pytanie. Jeśli kobieta pracuje w markecie i zarabia 1200 – 1300 netto to jaki sens jest chodzić do pracy i jednocześnie opłacać opiekunkę do dziecka za 800 – 900 złotych? Owszem jeśli te 400 złotych uratują domowy budżet, to nie ma dyskusji, ale czy nie lepiej zacisnąc pasa i pozostać ze swoim dzieckiem w domu? Wie Pan, to nie zawsze jest takie proste, kobieta też człowiek, i czasem dla samego… Czytaj więcej »

Acekiera
Gość
Acekiera

rozbawił mnie argument z figurą :)))))))))
A tak na poważnie to moje obserwacje pokrywają się z Twoimi – autorko artykułu.
I to już śmieszne nie jest niestety:(

Kobiecym_okiem
Gość
Kobiecym_okiem

A propos tego, co piszesz, jestem skłonna do diagnozy pt. „sama przez to przeszłam, to niech i ona (tzn. ta matka z wózkiem) zobaczy, jak to jest”. Niestety. :-( Też pisałam o tym na swoim blogu, ale w związku z czymś innym, tzn. z ustępowaniem miejsca kobiecie w ciąży. http://mojesedno.blogspot.com/2011/04/slepota-nabyta-w-metrze.html

Marysia
Gość
Marysia

Ciężko się z tym nie zgodzić :/

Kobiecym_okiem
Gość
Kobiecym_okiem

Wiesz, mnie w pierwszej ciąży zdarzyła się sytuacja w sklepie (którą może też kiedyś opiszę na blogu), która doprowadziła mnie do płaczu z bezsilności nad głupim zachowaniem innych kobiet. Pani ekspedientka nie kwapiła się mnie obsłużyć (byłam z brzuchem na 2 tygodnie przed porodem) i użyła argumentu, że…przecież ona sama wie, jak to jest! Doprowadziła mnie tym do zwątpienia i w tym momencie stwierdziłam, że to chyba mechanizm „sama wiem, jak to jest, więc niech i inne się męczą”…

Fizinka
Gość
Fizinka

to chyba mechanizm „sama wiem, jak to jest, więc niech i inne się męczą”… – no właśnie!! Tak myśli zdecydowana większość osób z którymi mam styczność!! :[
Czego ja osobiście nie rozumiem!! Bo JA podchodzę do tematu zupełnie z innej strony – „Wiem jak to jest,więc POMOGĘ innym”!
I życzyłabym,zarówno sobie jak i innym,żeby każdy miał takie podejście!Byłoby nam w życiu zdecydowanie łatwiej!!
;-)

Kobiecym_okiem
Gość
Kobiecym_okiem

Abstrahując od głównego tematu – czyli przepuszczania kobiet z wózkiem przez inne kobiety – dzisiaj wpadły mi w ręce Wysokie Obcasy – numer październikowy, w którym p. Hanna Samson napisała ciekawy felieton o zaobserwowanym przez siebie zjawisku niewpuszczania innych kierowców na pas jezdni przez kierowców – kobiety. Każdy ma jakieś swoje obserwacje na zbliżone tematy – niezależnie od tego, czy jest mamą czy nie …

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

Na polskich drogach ciężko o uprzejmość i kulturę jazdy. Wszystkim tak się spieszy, że inni im przeszkadzają. Ja będąc kierowcą wpuszczam jak ktoś chce zmienić pas (pod warunkiem, że włączy kierunkowskaz) lub przejść przez pasy, szczególnie gdy pada, przecież mi na nos nie pada, a przechodnie mokną i dodakowo narażeni są na ochlapanie przez pojazdy.

Anna Oparowicz
Gość

widzę, że człowiek, człowiekowi wilkiem, zrobiło się popularną maksymą w kontekście matek https://wrolimamy.pl/wpis-konkursowy-dzieciece-klimaty/

Joanna Pawlińska
Gość
Joanna Pawlińska

Ja się zatrzymuję bardzo często przed przejściem, nie zwracam uwagi na płeć. Czasami na utrudnienia, typu wózek, dziecko, starszy człowiek. W pełni świadoma, że takie osoby nie przelecą szybko na drugą stronę. Praktycznie zawsze zatrzymuję się kiedy pogoda na zewnątrz nie zachęca do spacerowania. Wychodzę z założenia, że ja mam ciepło i sucho to tym co mają gorzej mogę odrobinę życie ułatwić. Zrobiłam już trochę kilometrów w życiu, cały czas robię postępy w umiejętnościach prowadzenia, nie mówię o sobie „dobry kierowca” chociaż nie jeżdżę źle. Natomiast co do obserwacji autorki, mam wrażenie że wynika to z innego postrzegania czasu i… Czytaj więcej »

Kasia, kierowca
Gość
Kasia, kierowca

Ja tam zawsze przepuszczam (jak prowadzę), bo mnie wkurza chamstwo kierowców na drodze.

Go Sia
Użytkownik

Ja z kolei zawsze się uśmiecham jak mija mnie sznur samochodów , około 15-20 i już się pogodzilam z myślą że postoje aż na skrzyżowaniu zapali się czerwone światło to ten ostatni , zupełnie ostatni przed tym czerwonym swiatelkiem zatrzymuje się i mnie przepuszcza .. ale .. już raz mąż miał stluczke przez to że facet przed nim przepuszczal , mąż się zatrzymal , a facet za nim już nie i w niego wjechał .. kilka dni temu wracając z pracy sam przepuscil babę na pasach , a ona jakąś nie zdecydowana weszła na jezdnię , zrobiła dwa kroki i… Czytaj więcej »

Dom 4 listopada 2011

Słoiczki czy gotowanie – oto jest pytanie

Szczęśliwie, od urodzenia Adrianka, karmię go piersią. Uwielbiam tę naszą bliskość i to kiedy patrzy na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami ssąc pierś. Nie zamieniłabym tego na nic i najchętniej dalej karmiłabym tylko piersią. Jednak każde dziecko musi zacząć jeść normalne posiłki (lub to, co ma je na początku przypominać czyli różnego rodzaju papki), bo niestety na samym mleczku nie będzie się rozwijało prawidłowo.

Kiedy pewnego dnia podczas wizyty u pediatry usłyszałam, że niedługo będziemy wprowadzać nowe jedzonko, w mojej głowie zaczęły się pojawiać liczne pytania, na które musiałam znaleźć odpowiedź.

  • Po pierwsze – czy chcę podawać synkowi zawartość słoiczków, których jest w sklepach cała masa?
  • Jeśli tak, to jakiej firmy (znów duży wybór)?
  • Ile będzie nas to kosztowało?
  • Jeśli nie słoiczki to, czy gotowanie samodzielne, będzie zdrowsze?
  • Skąd brać produkty do gotowania, jeśli się zdecyduję?
  • Gotować codziennie czy raz na jakiś czas?

Te i inne pytania, kłębiły się w mojej głowie. Zaczęłam więc przeszukiwanie Internetu, strona po stronie… Pojawiały się tam podpowiedzi dość skrajne, zaczynając od entuzjastów słoiczków, którzy nade wszystko cenią sobie wygodę, a kończąc na mamach, które wolą wiedzieć co dokładnie wkładają dziecku do buzi, gotując samodzielnie.

Każdy przedstawiał swoje, jakże istotne argumenty. Tylko ja nadal nie wiedziałam, co będzie lepsze, bo każdy miał trochę racji. Z jednej strony producenci słoiczków spełniają rygorystyczne normy, więc posiłki dla dzieci powinny być wysokiej jakości. Z drugiej – nasuwa się pytanie: Co sprawia, że takie danie w słoiczku ma 3 lata gwarancji?
Co do samodzielnego gotowania – nie do końca wiadomo, z jakiego źródła pochodzą produkty, z których przygotujemy posiłek dla naszego dziecka. Wiemy jednak, że jest rozwiązanie tańsze – zwłaszcza jeśli przygotujemy większą ilość i zapasteryzujemy w słoiczkach.

Zdałam się zatem na mój instynkt, który podpowiadał mi, że samodzielne gotowanie będzie dla mojego synka najlepszym wyborem.

Postanowiłam, że aby ułatwić sobie życie, zapasteryzuję trochę dań w słoiczkach na zapas. Znalazłam słoiczki odpowiedniej wielkości, zamówiłam ich większą ilość, w międzyczasie gromadziłam przepisy i szukałam odpowiednich produktów. Mężowi udało się znaleźć kolegę, który ma owoce z pewnego źródła, a znajomi przywieźli od swoich rodziców warzywa. Ruszyłam do pracy i po kilku dniach miałam już całą masę gotowych dań dla synka i przy okazji zrobiłam co nieco dla nas. Poukładałam wszystko w szafkach i teraz kiedy chcę podać coś synkowi, otwieram szafkę, wyciągam słoiczek, podgrzewam i gotowe.

Jestem dumna z mojej pracy nad menu mojego dziecka i cieszę się, że mój synek będzie jadł zdrowe posiłki. Ważny dla mnie jest fakt, że nie zbankrutujemy wydając fortunę na słoiczki.

A jak Wy radzicie/ radziłyście sobie z rozszerzaniem diety swoich maluchów?

23
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fizinka
Gość
Fizinka

Ja póki mam czas i chęci wszystko dla mojego małego księciunia przygotowuję SAMA :) Gotowanie sprawia mi przyjemność,a jeszcze jak widzę że to co zrobiłam smakuje i szybko znika z talerza – cieszę się podwójnie!! :)
Moje dzieciątko jest zdrowe i pięknie rośnie także czuję ogromną satysfakcję! :)
Mam nadzieję że już zawsze będzie mi się chciało tak pichcić :P i że moje dziecię zawsze będzie tak pięknie jadło! :)

divette
Gość
divette

Do 6 miesiąca karmiłam tylko piersią. I dziecko rozwija się prawidłowo ;)
A teraz? Mała dostaje to co my. Pcha palce do owsianki, ciamka chleb,zlizuje masło i wciera w siebie kalafior, brokuł, cukinie i ziemniaki. Jedzeniem trudno to nazwać, ale smakuje. Dalej wystarcza jej moje mleko. A co najpiękniejsze mam pełne poparcie pediatry, który na ostatniej wizycie powiedział, że niektóre dzieci nie mają takiej formy mając rok i najnowsze badania wykazują 3 lata jako optimum karmienia piersią.
Moje dziecko jest szczęśliwym i samodzielnym maluchem. A wszystko dzięki czemuś co ludzie nazywają blw :)

Fizinka
Gość
Fizinka

A co to jest „blw” ? :P :) :D

divette
Gość
divette

Baby led weaning- prowadzenie stał ych pokarmów z ominięciem etapu papek. Pozwala się dziecku jeść to co dorośli, razem z nimi, tak jak oni.

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Aleks do 6 miesiąca pierś, a potem słoiczki ze sklepu. Próbowałam też sama przygotowywać co nieco, ale niestety – nie smakowało mu (może jestem kiepską kucharką ;) ).
Słoiczkowy etap trwał krótko, później już gotowałam zupki – takie jak dla nas, ale z drobnymi modyfikacjami typu brak soli – i obiadki (już nie papki, tylko krojone warzywa, rybka na parze itp).
I tak jak Fizinka – mam w domu małego smakosza – smakuje mu wszystko – wyjątek: buraczki i barszcz ;)

Marysia
Gość
Marysia

Ja uwielbiam gotować dla synka, choć nie wiem czy aż tak mu moje obiadki smakują, czy ogólnie takim jest głodomorkiem, ale wszystko znika z talerza :) a że gotuję najchętniej na parze i z własnych warzyw, wychodzi to na zdrowie całej rodzinie, bo jadamy razem przy stole :) Oczywiście małemu przyprawiam przede wszystkim ziołami, żadnych sztucznych polepszaczy. Ale gdy sytuacja nie pozwala mi na zrobienie posiłku, zdarza się otworzyć małemu słoiczek, i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia :)

Natalia Smykowska
Gość

Pierwsze stałe posiłki były ze słoiczka – nie wiedziałam jeszcze ile jest w stanie zjeść mój maluch a stanie nad kuchenką nad jedną marchewką, która i tak lądowała na ubranku dziecka lub w koszu wydawało mi się co najmniej stratą czasu…dopiero gdy mały przywyknął jako tako do nowych rzeczy – zaczęłam gotować sama :) robię zawszę większą porcję i przechowuję w pojemniczkach w lodówce lub mrożę…a to dlatego, że o ile słoiczki z warzywami i owocami nie wydają mi się niczym złym – o tyle te z mięskiem już nie koniecznie…ale to tylko taka moja wewnętrzna fanaberia po aferze ze… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Dokładnie tak jak piszesz – zupka nie na mięsku, ale z dodatkiem tłuszczu. Ja to też gdzieś wyczytałam i się stosowałam.

margolcia
Gość
margolcia

ja sama zawsze gotowałam mojej małej, i do zupek obowiązkowo zawsze dodawałam świeżego dobrej jakości masełka lub oliwy.Słoiczków nigdy nie dawałam bo Jula najzwyczajniej w świecie ich nie chciała i jak tylko zorientowała się że to nie moja zupka to wszystko lądowało na śliniaczku :)

Marysia
Gość
Marysia

Jak najbardziej gotuję ze zdrowym tłuszczem np. oliwa z oliwek, bo w nim rozpuszczają się witaminy, a cholesterol zawarty w masełku, potrzebny jest do rozwoju układu nerwowego dziecka. I też czytałam ten artykuł, po nim wiele mam na pewno się poprawi ;)

Fizinka
Gość
Fizinka

Ja również gdzieś wyczytałam o dodawaniu tłuszczy – masła bądź oliwy i tak też robię ;)

Divette dzięki za wyjaśnienie :) Przyznaję że niigdy tego nie słyszałam :P My papki jedliśmy na samym początku naszej wielkiej przygody z jedzeniem :) Teraz podaję mojemu (7miesięcznemu) synkowi takie jedzonko z którym musi się trochę pobawić – tj. próbować/uczyć się gryźć :) :D

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Oleńce gotowałam obiadki i teraz dla Beniaminka też gotuję. Warzywa kupuję w ulubionym warzywniaku a owoce mamy swoje. Na zimę gotowi jesteśmy- musy, soki, kompoty itp. Oczywiście na bieżąco jakieś owoce też kupujemy :) Wracając do obiadków, Ola nie bardzo lubiła papek. A o słoiczkach nawet mowy nie było. Pluła tym. Więc szybko jakieś kawałki warzyw pojawiły się na talerzu. Uwielbiała sama ‚jeść’. Mnie to bardzo cieszyło, że jest samodzielna. Syn też nosem kręcił jak dałam mu słoika. Nie chcą jeść słoikowego jedzenia. Nie chcą jeść wszelkich kaszek/kleików dla dzieci. Grysik to jest to, co moje tygryski lubią najbardziej :)… Czytaj więcej »

Acekiera
Gość
Acekiera

Przy pierwszym dziecku czułam sie troche zagubiona jeśli chodzi o rozszerzanie diety, do tego wszystkiego dołączyła alergia pokarmowa. Korzystałam ze słoiczków + moje mleko + trochę sama gotowałam+BLW ale nie restrykcyjnie.
Teraz będzie inaczej, do 6msc tylko pierś, później pierś + domowe jedzenie+BLW Pewnie awaryjnie pojawią się słoiczki – ale po kilku artykułach i książkach dot. koncernów produkujących jedzenie dla dzieci to słoiczków będę unikać.
Ale i tak wszystko wyjdzie „w praniu ” :)

Marysia
Gość
Marysia

Trzymam kciuki, aby wszystko poszło zgodnie z planem :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Gotowanie, choć przyznam się bez bicia że nie raz nie dwa synek zjadł słoiczek. Na początku podawałam kilka razy słoiczek póki nie mielismy swoich warzywek. Teraz na zimę mam pomrożone swojskie warzywa i mięsko z których gotuję obiadki. Owoce przerobiłam na soki i musy. Mamy zapas na okres zimowy :)

Marysia
Gość
Marysia

Pewnie że dziecku nic nie będzie od „ratunkowych ” słoiczków, a domowe weki i pomrożone warzywa i owoce, to jedna z lepszych inwestycji w zdrowe żywienie malucha :) Ja osobiście bardzo lubię tak inwestować, choć czasem ręce odpadają od ilości przerobionych słoików :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Ręce odpadają, ale jak fajnie później popatrzeć na stół zastawiony gromadą przetworów :) Super też zimą wejśc do piwnicy penej soków, grzybków czy dżemów

Marysia
Gość
Marysia

Ja mam całą piwnicę zastawioną, i wolę nie chwalić się sąsiadom o moich skarbach, bo na wypadek wojny, nie ja jedna stanę do niej w kolejce ;)

Angelika
Gość
Angelika
Majka Wojciuch
Gość
Majka Wojciuch

Moje dziecko jak spróbowało zupek które sama robiłam całkowicie zrezygnował z kupnych słoiczków dlatego chcący- niechcący musiałam mu gotować .Wkrótce córeczka zaczyna przygodę z zupkami i znów zacznę gotować :)

Aneta Zaręba- Maksymiuk
Gość
Aneta Zaręba- Maksymiuk

Moja córcia od początku na obiadkach mamy. My nie pasteryzujemy a mrozimy kilka słoiczków na potem i przyznam, że córa nie zje słoiczka choćby nie wiem kto ją karmił. Odwraca głowę albo wypluwa i dla mnie to znak, że mamine obiadki najlepsze. Teraz je to samo co my ale kilka slłoiczków w pogotowiu pomrożone.

Laura ma 4mce
Gość
Laura ma 4mce

Bede gotować sama, bo moje papki bedą takie jakie chcę!! Mogę zrobić smak kalafiora z jabłkiem jeśli będe miała taką zachciankę. Mogę zrobić o konsystencji do picia lub ze sporymi kawałkami do gryzienia. Mogę popakować po 200,100 lub po 20ml.

Kamila Matyś
Gość
Kamila Matyś

Jasne, że lepiej jest samej zrobić i zblendowac bo ma się realny wpływ na to co maluch zje, ale nie zawsze ma się taką możliwość. Ja sama pracuję i nie za każdym razem zdążę zrobić obiad dla syna, dlatego u mnie są słoiczki i od czasu do czasu Staś je dostaje. Zdecydowaliśmy się z mężem na te holle od ekopiramidy, bo mają zdrowe składniki, zero chemii i duże urozmaicenie w smakach.

Znad kołyski 2 listopada 2011

(nie)Znajomi

Pewnie nie tylko mnie przeszło przez myśl o tym, co mnie czeka kiedy przestanę być „brzuchatką”, „ciężarówką”, „mamą 2w1” czy po prostu kobietą w ciąży? I wcale nie mówię o tym, co mnie będzie czekało z punktu widzenia opieki, pielęgnacji i wszystkich czynności związanych z tą małą istotą, która wszystkimi członkami dawała znać o sobie, ucząc mnie przy tym samym (auto)anatomii – bo to wszystko zupełnie mnie nie przerażało. To co zmienia się po narodzinach dziecka to nie tylko dom stający do góry fundamentem. Największa zmiana jest w głowie… nie tylko mojej.

    Po narodzinach Luśki musiałam odnaleźć się w roli mamy – wcale nie trudne zadanie (no może poza faktem, że pewne „coś” nie pozwalało mi przez jakiś czas usiąść). Dałam sobie chwilę na zregenerowanie i powoli naładowałam akumulatory. W może były to baterie słoneczne? W mojej głowie usłyszałam dźwięk „battery full”- jestem gotowa na…

No właśnie na co? Chcę wrócić do „normalności”, ale gdzie są wszyscy? Nikt nie zaczekał? Już mnie wykluczyli? Przecież nie zamęczałam ich opowieściami o kupkach, ząbkach i innych papkach. Oszczędzałam słowa i mówiłam tylko o najważniejszych rzeczach… a może tych ważnych jest zbyt wiele? Nie dla mnie oczywiście! Chcąc być miłosierna znalazłam inne pole wyrażania macierzyńskich spraw najważniejszych. To takie jakby Grono Wzajemnej Adoracji – tu każda kupka jest ważna! Ale tym razem nie o tym.

    Każda kobieta-mama (za mężczyzn ręczyć nie mogę) dzieli życie na „przed ciążą” i „po ciąży”, czyli tzw teraźniejszość. Różnica jest czasem ogromna, ale i odwrotnie proporcjonalna do masy ciała „Kruszyny”, „Okrucha”, a później to już całego „Bochenka”.

W okresie „Kruszyny” następuje największa zmiana (poza faktem owej „Kruszyny”), już nie masz czasu na spontaniczne wyjście z koleżankami, na wypad za miasto, weekend nad wodą. Teraz są rodzinne pikniki, wycieczki rowerowe i inne „mniej” rozrywkowe zabawy. Z czasem już okres „przed” tak jest oddalony, że troszkę można o nim zapomnieć.

I tu właśnie zachodzi zjawisko weryfikacji znajomości. To jest jak test na przyjaciela. Ten prawdziwy, mimo kilku dodatkowych kilogramów, podkrążonych oczu i braku czasu na popołudniową kawę czy wieczorne wino zrozumie, że może już nie będzie tak samo, ale to nie znaczy że ma być gorzej. Ja już będąc w ciąży uprzedzałam, że pewnie będę zanudzać o macierzyństwie i proszę o wyrozumiałość, bo przecież „odpowiedzialność” za relacje nie może spoczywać tylko na jednej stronie.

Problem był też w tym, że niektórzy mają problem ze zrozumieniem, że nie zaangażuję babć w każdy weekend, żeby „poimprezować”, bo po pierwsze wcale mi na tym nie zależało, po drugie to przecież nasze dziecko, wiedzieliśmy „z czym to się je” i jest nam z tym dobrze. Poza tym wolę rytm „dzienno-kawowy” niż „wieczorno-barowy”.

    Były dni, że czułam się fatalnie, bo nikogo nie było koło mnie, wszystkie telefony kończyły się tym samym – „brak odpowiedzi” lub „dziś mam już plany”. Część numerów jest już nieaktywna – sygnał jest, ale brakuje chętnego aby „podnieść słuchawkę”. Ale są i takie numery, które nie dają za wygraną i pozwalają mi żyć w przeświadczeniu, że jednak mój telefon działa i ma się dobrze.

    Nasze macierzyństwo nie jest tylko „testem” dla nas samych, ale i naszych relacji ze światem. Można tylko głośno dziękować jeśli trafi się na mądrych przyjaciół i żeby nie być im dłużnym trzeba mądrze z nimi żyć. Po pierwsze zrozumieć, że nie zawsze to co dla nas jest najciekawsze, ciekawym będzie dla nich; po drugie, że to nasze życie się zmieniło i musimy zrozumieć, że oni „biegną dalej”. Znajdzie się i rada dla tej całej reszty – pamiętajcie, że mimo braku czasu na śniadanie czy sen, często czekamy na „odciągnięcie myśli od codziennych spraw” za Waszą sprawą.

Czy u Was mamusie i tatusiowie zmieniły się relacje ze znajomymi? Towarzyszyły  (lub towarzyszą) Wam takie obawy?

18
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fizinka
Gość
Fizinka

Ja to bym się mogła chyba podpisać pod tymi słowami.. :)
Ja -nie mam czasu na „balety” a moi znajomi -nie mają czasu na poranno-popołudniową kawkę.
Mnie -nie śmieszą już (tak bardzo) opowieści z życia singla,a moich znajomych -nie śmieszą opowieści z życia mamy… ;)
Potrzebny jest na to złoty środek :) który czasem ciężko ale jednak można znaleźć,trzeba tylko chcieć! :)
My -mamy musimy chcieć zapomnieć na chwilę o pieluszkach i niezrobionym praniu ;)
A nasi znajomi muszą chcieć zapomnieć na chwilę o randkach i imprezach! ;)

Sylwia
Gość
Sylwia

W czasie spotkania mama zapytana co słychac przeważnie najpierw opowie o swoim szkarbie a później o sobie :) Takie już jesteśmy. Znajomi są różni, niektóre znajomości się urwały i utrzymują się na zasadzie smsów, gg itp a inne nadal trwają i nikomu nie przeszkadza że jestem mamą. Są wyrozumiali i wiedzą że nie jesteśmy z mężem tak dyspozycyjni jak kiedyś a wszelkie większe wyjścia musimy planować.

ifka
Gość
ifka

ja w pacy zaprzyjaźniłam się (tak w tedy myślałam) z 2 dziewczynami.Jedna z nich zaszła w ciąże zaraz po mnie i nadal utrzymujemy kontakt a druga hmmm….nie bardzo wiem jak to nazwać..Przestała być przyjaciółką a może w ogle nią nie była?Gdy ostatnio po długim czasie to ja do niej zadzwoniłam z pytaniem czemu się nie odzywa?Usłyszałam: „bo mi się nie chciało” :(:(.Przykre,bo przez ostatnie 2 lata widywałyśmy się po 8 godz.w pracy i żaden temat nie był nam obcy.Zdaję sobie sprawę,że może czasem za często mówiłam o swoim maleństwie,ale to cały mój świat i ona też ma dziecko-co prawda już… Czytaj więcej »

pulpecja
Gość
pulpecja

tekst taki na czasie, na moim czasie…ostatnio stwierdziłam,że moje-nasze życie towarzyskie umarło śmiercią naturalną, co wcale nie oznacza,że jest mi z tego powodu bardzo źle…nie – wręcz przeciwnie, jest mi bardzo dobrze w roli mamy i żony, w naszym zaciszu domowym, ale…właśnie jednak jest to ALE, które czasami daje do myślenia czy aby wszystko jest w porządku skoro nasze relacje ze znajomymi to tylko krótkie smsy, kilkuminutowa wymiana zdań przez telefon, aby być na bieżąco…szersze kontakty czyt. dłuższe rozmowy i częstsze smsy, sporadyczne odwiedziny utrzymujemy ze znajomymi-rodzicami i na tym koniec ZABAWY towarzyskiej. no nic – widać,że każdy (lub większość)… Czytaj więcej »

Alutka1011
Gość
Alutka1011

Jakbym czytała o sobie!Dobrze że sa znajomi którzy są z nami na dobre i na złe i nie pokazują nam swoich „fochów”.Czasami osoba bezdzietna jest bardziej wyrozumiała niż matka i nie wiem z czego to wynika:/

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

Może wynika to z faktu, że łatwiej pogodzić grafik rodzica z osobą dyspozycyjną niż dwóch rodziców ABC ( Absolutny Brak Czasu) :)

Kobiecym_okiem
Gość
Kobiecym_okiem

Ja miałam podobne odczucia, ale nie związku ze znajomymi, ponieważ wszyscy jesteśmy w miarę podobnej sytuacji (jedynka ub dwójka dzieci), ale w pracy. Po powrocie z macierzyńskiego poczułam się w pewien sposób „wykluczona” z życia towarzyskiego, bo żaden z moich współpracowników nie ma rodziny i dzieci. Przez bardzo długi czas trudno było mi się z tym pogodzić, że nikt nawet nie interesuje się tym aspektem mojego życia, podczas gdy ja wyrażałam zainteresowanie innymi osobami. Nie jestem osobą, która publicznie nadmiernie ekscytuje się swoimi macierzyńskimi sprawami, więc nie poruszałam tego tematu. Długo jednak było mi po prostu przykro, że ta część… Czytaj więcej »

Marysia
Gość
Marysia

Dziękuję wiec Bogu, że przy mnie trwają osoby, którym w żaden sposób nie przeszkadza mój dzienno-kawowy rytm, ani nie przeraża dziecko przyklejone do mojego boku :) co więcej, ich ręce i dobre chęci wędrują w kierunku mojego synka częściej, niż do mnie pytanie, czy wyjdziemy gdzieś wieczorem. Tak myślę, że upłynnienie się pewnych osób z otoczenia dzieciatej, to niezła weryfikacja znajomych, i chyba lepiej że następuje ona wcześniej, niż mogłybyśmy zdziwić się w innej sytuacji, że mamy zbyt wielu „papierowych” znajomych:)

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

Racja, racja!!! Nasi znajomi Ci naprawdę bliscy są na swoim miejscu! Aczkolwiek nie my w naszym towaryzstwie przecieraliśmy szlaki :) więc w pewnym sensie przysliśmy na gotowe :P

Magda Kupis
Gość

„Najgorzej” jest gdy jako piersi z „paczki” decydujemy się na rodzinę, bo ta cała reszta dalej będzie robiła to co do tej pory, a my z boku będziemy się im przyglądać,co faktycznie może wyglądać na wykluczenie, a oni sami może nie chcą nam „przeszkadzać” – tak było by jeszcze fajnie, gorzej usłyszeć, że każdy ma już swoją bajkę i niech tak zostanie. Chociaż właściwie nie wiem czy gorzej- bo lepiej teraz niż później (zgadzam się z Marysią)

Iwona Wajs-Gorgoń
Gość

My właśnie byliśmy takimi pierwszymi „z paczki”. Nasze dziecko ma już rok i dopiero teraz pierwsi znajomi będą mieli dzieci. I to nadal Ci znajomi trochę dalsi,a nie bliżsi. Taka sytuacja nie jest komfortowa, ale liczę na to, że oni też w końcu będą w naszej sytuacji, a nam będzie się łatwiej wczuć :) i nie zostawimy ich „w spokoju” tylko dlatego, że mają dziecko :)

Patrycja Zych
Gość

Podpisuję się pod tym tekstem!!! Moje macierzyństwo szybko zweryfikowało kto jest moim prawdziwym przyjacielem ale może i dobrze!! Byłam też jedna z pierwszych wśród koleżanek..

Karolina Liszka
Gość
Karolina Liszka

Mam pytanko do mam które wekują swoje posiłki, jak to robicie? ile taki posiłek moze przebywac w domowej spiżarce ?

Edyta Skrzydło
Gość

Właśnie no cóż….

Katarzyna Kuboszek
Gość

No właśnie cóż dziecko=wykluczeniem z paczki znajomych trudno

Regina Adamiec Babula
Gość

Wygląda na to, że my mamy fajnych znajomych i przyjaciół, bo nie zauważyliśmy zmiany

Ania Baciocha
Gość

A ja gdy urodzila sie 1 córka zdobylam innych znajomych bo ze starych oatatlo sje tylko kilku ale tl wlasciwie tych. Ktorymi najwiecej czasu spędziłam. A zdobylam tych z którymi nie mialam nic wspolnego a połączyły nas dzieci ; p

Anna Czech
Gość

Jak znajomi do kitu to i nie ma do czego wracać :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close