Prawdziwy cud – Nicholas Sparks

Tytuł: Prawdziwy cud
Autor: Nicholas Sparks
Kategoria: powieść obyczajowa
Wydawnictwo: Albatros
Oprawa: miękka
Liczba stron: 384
Data wydania: 2026-03-16

Jest kilku autorów, po których książki sięgam, nie wgłębiając się specjalnie w zapowiedzi. Do nich zdecydowanie należy Nicholas Sparks, który dał się poznać jako mistrz romantycznych i wzruszających historii. Przyznaję, że miałam dłuższą przerwę od jego książek, więc z tym większą ciekawością sięgnęłam po Prawdziwy cud. Chciałam zagłębić się w historię o uczuciach, drugiej szansie i o tym, co w życiu naprawdę ważne. Czy mi się to udało? 

Czego możecie spodziewać się po książce Prawdziwy cud?

Jeremy Marsh, główny bohater, pracuje jako dziennikarz śledczy, który z precyzją godną chirurga odkrywa prawdę, demaskuje oszustów oraz wyjaśniania niezwykłe zjawiska. Nie wierzy w świat nadprzyrodzony, jest do bólu człowiekiem racjonalnym i sceptycznym. Pewnego dnia trafia z Nowego Jorku do spokojnego miasteczka Boone Creek, które słynie z tajemniczych świateł pojawiających się na starym cmentarzu. Jeremy otrzymuje zadanie wyjaśnienia zagadki, która stała się lokalną legendą przyciągającą turystów.

Na miejscu poznaje Lexie Darnell, bibliotekarkę o zupełnie innym podejściu do życia niż on sam. Dziewczyna docenia swoją małą ojczyznę i dopuszcza do siebie myśl, że świat niewidzialny może istnieć. W dodatku jej ukochana babcia ma zdolności, których nie sposób określić mianem zwyczajnych. Lexie ma pomóc Jeremiemu w rozwiązaniu zagadki, udostępniając zbiory w swojej bibliotece. Od początku współpraca jej i dziennikarza nie układa się specjalnie dobrze, ale istnieją konkretne powody, by właśnie tak się działo. Ich znajomość, mimo początkowych uprzedzeń i trudności, staje się początkiem historii, która może nie prowadzi do rewolucji, ale  powoli zmienia spojrzenie obojga na wiele rzeczy. Reszty nie będę Wam zdradzać.

Moje wrażenia po lekturze

Muszę przyznać, że Prawdziwy cud czytało mi się bardzo dobrze, ale nie do końca pokryła się z moimi oczekiwaniami. Podczas lektury można wczuć się w charakterystyczny dla tego autora klimat spokoju i nostalgii, jednak tym razem nie ma tu aż tak mocnej romantycznej historii, a emocje nie sięgają zenitu. Owszem, one są, ale większy nacisk autor położył na wewnętrzną przemianę bohaterów, szczególnie Jeremiego, który zaczyna dostrzegać, że kariera nie jest w życiu najważniejsza. Liczyłam na bardziej intensywną interakcję między bohaterami, a tego mi zabrakło. Dostałam jednak w zamian kojącą opowieść o wartościach i życiowych wyborach. Oczywiście trudno to uznać za wadę, natomiast liczyłam na więcej porywów serca. 

Historia Lexie i Jeremiego dzieje się powoli, nie ma w niej wielu zaskoczeń i niekiedy się za bardzo rozciąga — można by ją nieco skrócić i nie straciłaby na wartości. Jej mocną stroną jest sama zagadka świateł na cmentarzu i dochodzenie do prawdy oraz specyficzna atmosfera małego miasteczka. Kto z takiego pochodzi lub w nim mieszka, ten rozumie, na czym polega urok społeczności, w której każdy o każdym wszystko wie.  

Podsumowując, książka Nicholasa Sparka to opowieść o tym, że czasem wbrew rozumowi warto uwierzyć w coś więcej, i co ważne — można to zrobić w najmniej spodziewanym momencie, by odnaleźć swój własny cud, czymkolwiek by on nie był. Czy polecam? No jasne. To, że nieco rozjechała się z tym, co sobie na jej temat wyobrażałam, nie oznacza, że jest zła. Dla miłośników klimatycznych powieści obyczajowych Prawdziwy cud będzie jak znalazł na spokojne wieczory. 


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close