Emocje 1 września 2015

Mam fantastyczne dziecko i nadzieję, że szkoła go nie zepsuje

Jest wysokim chłopcem o ładnych oczach z długimi rzęsami. Mówią, że jest podobny do taty, ale kolor oczu ma po mamie. Uśmiecha się, gdy tylko rano otworzy oczy i dużo się śmieje, swoim poczuciem humoru potrafi rozbawić rówieśników.

Kocha książki – od zawsze lubi, gdy się mu czyta na dobranoc, a odkąd skończył pięć lat samodzielnie odkrywa historie swoich ulubionych bohaterów. Kolekcjonuje komiksy i głównie na to przeznacza swoje kieszonkowe. Jego pasją jest konstruowanie z klocków lego, choć czasem jego mama denerwuje się, że przez wszechobecne klocki, nie może bez potknięcia wejść do jego pokoju. Marzy by dorosnąć na tyle, by móc już kompletować zestawy technic. Bujna wyobraźnia i tysiące pomysłów sprawia, że lubi tworzyć i odkrywać, bawi się w fantazjowanie, rysuje lub maluje ciekawe obrazki. Ma doskonałą pamięć – w przedszkolu wygrał konkurs recytatorski.

Lubi tańczyć, ale tylko w ukryciu. Uwielbia wodę – nie tylko dobrze pływa, ale i skacze na główkę. Kiedyś szalał na rowerze biegowym, a niedawno docenił moc siły napędowej pedałów i dzielnie przemierza kilometry podczas rowerowych wycieczek ze swoim tatą. Całymi dniami mógłby skakać na trampolinie wykonując salta mrożące krew w żyłach jego mamy.

Każdego wieczoru w modlitwie dziękuje za kochanych rodziców. Ma dobre serce i czułe podejście do małych dzieci. Ceni przyjaźń i wie, jak ważna jest rodzina. Jest wrażliwy.

W przyszłości chce zostać bohaterem, który posiada wszystkie moce.

Ma sześć lat i dziś zaczyna szkołę.

Mam ogromną nadzieję, że nikt nie będzie próbował okiełznać jego wyobraźni, a jego pani będzie osobą kreatywną, która wiedzę będzie przedstawiała w ciekawy i odkrywczy dla niego sposób. Marzę o tym, by mógł w szkole uczyć się bawiąc, poszukiwać, próbować, eksperymentować, korzystać z wyobraźni, pytać… Chciałabym by był doceniany za starania. Sama zrobię wszystko, by jego marzenia gdzieś nie uleciały, by miał wiarę we własne siły, by był odważny i wierzył, że może wszystko!

Aleks - wpis

Zdjęcia: Basia

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Marta K
Marta K
5 lat temu

Z całych sił trzymam kciuki za Twojego synka, za Panią Nauczycielkę i za Ciebie, żeby Ci się udało zrealizować te cele :))))

Barbara Heppa-Chudy
5 lat temu

Dzięki!
Aleks po pierwszym dniu w szkole stwierdził, że był to najlepszy dzień w jego życiu ;)
Oby mu ten zachwyt nad szkołą został na dłużej – a najlepiej do samego końca jego edukacji :)

Emocje 28 sierpnia 2015

Najgorsze wakacje w życiu

To nawet nie miał być wyjazd na urlop, to miał być powrót, bo przecież już raz byliśmy w tym miejscu w lipcu. Wszystko było zaplanowane, miało być lajtowo i przyjemnie. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, że będą to moje najgorsze wakacje w życiu.

 

Wtorek

Pendolino jeździ naprawdę szybko, w południe jesteśmy w Gdyni. Duśka rozczarowana bo nie ma Zuzi, a przecież miała być. Właściwie cały ten powtórny wyjazd zorganizowaliśmy tylko dlatego, że miała być Zuzia, rok młodsza ulubiona gdyńska kumpela Duśki, na co dzień mieszkająca po drugiej stronie kuli ziemskiej.  Widać moje tłumaczenia, że Zuzia będzie dopiero wieczorem przeleciały mimo uszu. Po obiedzie kładzie się spać. Dziwne, mieliśmy przecież iść nad morze. No ale siłą nie zaciągnę, kładę się obok niej i o dziwo – zasypiam. Budzi mnie posapująca Duśka, jakoś dziwnie wygląda. Dotykam jej czoła, rączek, nóżek i już wiem – Houston mamy problem. Problem nazywa się 39,8ºC. W obcym mieście, po prostu super. Dotykam lekko jej brzucha, właściwie nie wiem czemu, zaczyna się drzeć jakbym ją ze skóry obdzierała. W głowie mam już widmo miejscowej sali operacyjnej, robi mi się niedobrze. Podaję Nurofen bo nic innego nie mam.

Nocna pomoc lekarska jest wszędzie, przyjmuje nas miła starsza pani doktor. Duśka nadal histerycznie reaguje na dotykanie brzucha. Dostajemy skierowanie do szpitala. Trafiamy na SOR. Na dzień dobry do wypełnienia szpitalne kwity, czuję się jakbym sprzedawała dziecko. Pada pytanie czy jest uczulona na jakieś leki. Grzecznie podaję nazwy zakazanych antybiotyków.

Szpitalna pani doktor radzi sobie lepiej niż ta z przychodni, diagnozuje „tylko” zapalenie gardła, na wszelki wypadek zleca badanie moczu. Bolący brzuch ponoć jest skutkiem ubocznym gorączki. Pierwszy raz się z czymś takim spotykam, ale oddycham z ulgą. Wypisywanie recepty – grzecznie słucham jak mam podawać antybiotyk i z głupia frant pytam, jaki to. Augmentin. Mówię, że moje dziecko jest uczulone na Augmentin i że to zgłaszałam. Konsternacja. Ale po staropolsku: „Polacy nic się nie stało” zmiana antybiotyku i jedziemy dalej. Apteka jest naprzeciwko szpitala, całkiem wygodnie. Wykupujemy receptę i naiwnie wierzymy, że teraz już będzie lepiej. Aha, Duśka dostaje zakaz wychodzenia na słońce. Super. Kto by nad morzem na słońce wychodził, prawda?

 

Środa

Dzień, który jest głównym punktem programu naszego pobytu – urodziny Zuzi. Salon przygotowany na przyjęcie gości, w całym domu balony, a ja tłumaczę Duśce, że ma się trzymać z boku i za nic nie podchodzić do niemowlaka, bo w gruncie rzeczy nie ma żadnej gwarancji, że nie zaraża. Trochę jej smutno, ale stara się być dzielna. Urodziny Zuzi trwają cały dzień więc nigdzie nie idziemy. Duśka mimo leków nadal gorączkuje, ale dzielnie udaje, że nic jej nie jest. Po wyjściu gości przytula się do mnie, znaczy nie jest dobrze. Normalnie poszłaby się bawić z Zuzią. Widzę na jej oku maleńką kropeczkę, coś ją ugryzło? Pół godziny później kropeczka zaczyna rosnąć w oczach, po chwili powieka przypomina śliwkę węgierkę, oko za nic nie daje się otworzyć, Duśka wpada w panikę i zaczyna histerycznie wrzeszczeć. Podaję jej Nurofen (nasz lek na całe zło) i proponuję żeby poszła spać. Zasypia o 19.30 – pierwszy raz w życiu tak wcześnie! Przed północą pora na antybiotyk. Normalnie załatwiam to strzykawką przez sen, teraz się boję, oko nadal wielkie. Na szczęście Duśka reaguje pozytywnie, mówi, że ta głupa opuchlizna jeszcze nie zeszła i po chwili zasypia. Podawanie leków przez sen mamy opanowane do perfekcji, rano nie pamięta całego zdarzenia.

 

Czwartek

Opuchlizna zeszła, ale oko wygląda, jakby ktoś jej pięścią przyłożył, pół żartem mówię, że jak nic nas o przemoc wobec dziecka oskarżą. Uświadamiam sobie, że trzeci dzień jesteśmy nad morzem i jeszcze tego morza nie widzieliśmy. Ciocia twierdzi, że Duśka jest przezroczysta. Faktycznie jest, pewnie dlatego, że prawie nie je. No ale tak to jest, jak pani doktor przy niejadku mówi, żeby nie zmuszać dziecka do jedzenia.

Idziemy nad morze, dzielimy koc na pół, my w słońcu Duśka w cieniu. Krótko jesteśmy więc nic złego się nie dzieje. No nic poza tym, że Duśka wraca do domu z gorączką. Powoli mam dosyć tych wakacji. W myślach planuję nie wychodzić z domu bez Nurofenu. Później stwierdzam, że trzeba go podawać profilaktycznie przed wyjściem. Cały czas czekam na skutki działania antybiotyku, zgodnie z obietnicą pani doktor gorączka powinna minąć, ale jakoś nie chce. Tak na marginesie – upałów nie było, nie było szans na przegrzanie się nawet w słońcu.

 

Piątek

Rano Duśka melduje, że boli ją ucho. Zaczynam mieć ciemno przed oczami. Oczywiście olejku kamforowego ze sobą nie wzięłam, bo i po co? Daję jej Nurofen i każę poleżeć na bolącym uchu, żeby je rozgrzać. Po godzinie dziecko twierdzi, że wszystko w porządku. Wierzę, bo chcę.

Zachęceni poprzednim dniem znowu idziemy na plażę. Duśka czuje się świetnie, szaleje, tarza w piachu. Niestety zdarza jej się uciec na słońce. Efekt jest natychmiastowy. Paskudne czerwone bąble. Zapada decyzja, że w sobotę na żadną plażę nie idziemy.

 

Sobota

Cały dzień spędzamy w ZOO. Nawet nie było tak źle, oczywiście rano na śniadanie profilaktycznie Nurofen, nie chcę ryzykować, że coś złego stanie się w połowie dnia.

ZOO było fajne i może nawet je opiszę. Tak naprawdę to był najspokojniejszy dzień na całym wyjeździe.

 

Niedziela

Słońce jakieś niemrawe, decydujemy się iść na „miejską plażę”. Oczywiście za namową Duśki, bo tam jest lepsze zejście do wody i w ogóle miejsce przyjazne dzieciom, tyle że trudno o kawałek cienia. Niestety niemrawe słońce okazuje się zdradliwe i na nogach mojego dziecka pojawiają się paskudne czerwone plamy. Schodzimy z plaży. Duśka ewidentnie ma gorączkę. No tak, zmylił mnie jej dobry stan rano i nie dałam Nurofenu – błąd! Mimo to prosi, żeby popłynąć statkiem. Płyniemy, w końcu kiedy znowu będziemy nad morzem? Cały rejs spędza przytulona do mnie, czasem słabym głosem mówi, że widzi naszą plażę albo naszą knajpkę. Na szczęście rejs trwa tylko pół godziny. Do domu wracamy taksówką a na kolację oczywiście Nurofen.

 

Poniedziałek

Na niebie szare chmury. Nie dowierzam sama sobie, ale cieszę się. Brak słońca to brak bąbli, tak mi się wydaje. Niestety te stare nagle zaczynają złośliwie swędzieć. Nie wiem skąd wiedziały, że nie noszę ze sobą Fenistilu. No nie noszę, nad morzem nie ma komarów. W panice daję dziecku krem do opalania. Smaruje się na grubo, nie wygląda to dobrze, ale twierdzi, że dzięki temu nie swędzi. No więc dobrze, jak nie swędzi to niech tak będzie, nie mam siły myśleć o tym, że powinnam nadmiar kremu z niej zetrzeć. Zresztą jak to zrobić jak pod kremem jest swędząca skóra?

Jestem zmęczona tymi wakacjami, ciągłymi wahaniami temperatury, notorycznym brakiem apetytu i codziennymi niemile widzianymi niespodziankami zdrowotnymi. Chyba pierwszy raz w życiu czekam na powrót do domu. Po pierwsze chcę zaprowadzić Duśkę do naszej rodzinnej pani doktor, po drugie chcę zwyczajnie odpocząć.

 

Wtorek

Dzień wyjazdu. Rano idziemy na plażę, jest pochmurno, kropi deszcz, nie ma wiatru więc nie ma fal. Najlepsze pływanie w życiu, jedyna chwila, którą wspominam z prawdziwą przyjemnością. Duśka na plaży zachowuje się histerycznie, nie mam złudzeń, znowu ma gorączkę, chociaż antybiotyk wybrała już do końca. Zaciskam zęby i powtarzam sobie, że wieczorem będę już w domu. W myślach robię przegląd naszych wakacyjnych wyjazdów i nie mam wątpliwości: to były najgorsze wakacje w życiu.

 

P.S. Tak, tak, wiem, że powinnam na tydzień dziecko do łóżka zapakować. Niech podniesie rękę ktoś kto w ten sposób spędził cały wyjazd, jestem bardzo ciekawa jak mu się udało.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Maria Ciahotna
5 lat temu

Oj, to rzeczywiście musiał być koszmar… a jak się zakończyło? Po powrocie do domu już się poczuła lepiej?
My mamy trójkę dzieci i wiemy, jak trudno utrzymać je chore w łóżku nawet gdy jesteśmy w domu, tym większe jest to wyzwanie na wakacjach… Ja bym chyba jednak po trzech dniach i tak poszła jeszcze raz do lekarza, bo jednak objawy się zmieniały… Najgorsza jest chyba ta bezsilność, moment czekania aż lekarstwa zadziałają i czy już nareszcie będzie dobrze…
Oby następne wakacje obyły się bez przykrych przygód ;)

Edyta Skrzydło
5 lat temu

O mamusiu , wspołczuję faktycznie koszmarne wakacje :- A co do zapanowania do łóżka, to kto by wyleżał? Zdrowka dla Dusiaka :-*

W roli mamy - wrolimamy.pl

Dzięki :*

Gośka Budzowsk
5 lat temu

od czytania mnie brzuch rozbolał

Anna Hałuszczak
5 lat temu

oj, widzę, że przebojów i przebojów… ale to znaczy, że na najbliższą dekadę pech wyczerpany :)

Dania główne 26 sierpnia 2015

Cukinia zapiekana z kaszą jaglaną

Końcówka lata przynosi dostatek świeżych i pysznych owoców oraz warzyw. Warto sięgnąć właśnie teraz po sezonowe produkty i zaszaleć troszkę w kuchni, czarując niezwykłe zapachy lata. Jednym z mniej docenianych warzyw na polskich stołach jest cukinia. Niby nic, o bardzo delikatnym smaku, w odpowiednim przepisie zachwyci nawet tych, którzy za zielonym wcale nie przepadają. Tym razem prezentuję przepis na cukinię z kaszą jaglaną, którą wrzucam do piekarnika za każdym razem, gdy to warzywo trafia do mojej kuchni.

Składniki dla 4 osób (2 dorosłych i 2 dzieci:) :

  • 2 średniej wielkości cukinie
  • torebka kaszy jaglanej
  • 4 średnie pomidory
  • 1 duża cebula
  • kilka oliwek zielonych
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie (ew. samo oregano lub bazylia)
  • ser do zapieczenia
  • ketchup (opcjonalnie)

Na wykonanie całości, wraz z czasem zapieczenia musicie przeznaczyć ok 40 minut. Nie zrażajcie się ilością pracy przy zapiekankach, bo wcale nie jest ona męcząca :)

 

Kaszę jaglaną w torebce gotuję w osolonym wrzątku do miękkości, ok 15 minut. Jeśli traficie na kaszę nieporcjowaną, odmierzcie jej pół szklanki.

W czasie gdy kasza się gotuje, obie cukinie dokładnie myję i przekrawam na pół. Łyżeczką wydrążam pestki, wyrzucając je. Połówki cukinii drążę w środku, odkładając miąższ do miseczki,  zostawiam ok 1 cm warstwę warzywa. Oskrobane cukinie układam w naczyniu żaroodpornym, obsypuję solą i pieprzem, wkładając do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 15 minut.

DSC01811

 

Gdy cukinia siedzi w piekarniku, oparzam i pozbawiam skórek pomidory, szatkuję cebulę i zielone oliwki. Wrzucam na rozgrzany olej cebulę, podsmażam chwilę później pomidory, dorzucam miąższ cukinii i oliwki. Posypuję ziołami prowansalskimi, solą i pieprzem, dodaję odrobinę ketchupu do smaku. Smażę ok 10 minut mieszając, aż składniki się połączą, a nadmiar soku z warzyw odparuje.

DSC01818

Ściągam z ognia kaszę, dorzucam zawartość torebki do patelni z podduszonymi warzywami, mieszam i odstawiam na chwilę aby składniki się połączyły. Wyciągam podpieczoną i miękką cukinię z piekarnika, nakładam do niej farsz, przykrywam żółtym serem, jeszcze raz obsypuję solą i pieprzem. Z powrotem wkładam całość do piekarnika na 4-5 minut, tylko po to, by ser się stopił a zapiekanka była gorąca.

DSC01825

Później już tylko wyciągam pyszną, pachnącą zapiekankę na talerze, polewam ketchupem i voila! Pyszne danie wegetariańskie gotowe. Jeśli jesteście pasjonatami mięsa mielonego, cukinia zapiekana z kaszą jaglaną doskonale się z nim komponuje :)

DSC01834

Smacznego!

Subscribe
Powiadom o
guest
18 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Rhona Szalona
5 lat temu

mi obrodziła jak „głupia” juz nie nadazam przerabiac i uszczesliwiam koleżanki . Jadam faszerowaną , ale najbardziej lubimy leczo z cukinia, papryką , pomidorkami i kiełbasa , mniam. Placuszki z cukinii palce lizac

Monika Stradza
5 lat temu

U nas dzisiaj zapiekana z miesem mielonym z indyka mniam

Anna Bochenek
5 lat temu

Najprostszy przepis na makaron z cukinią: cebulę pokroić w piórka i wrzucić na patelnię z odrobiną tłuszczu, gdy zmięknie dodać pokrojoną w półksiężyce cukinię. Posolić, dodać pieprzu do smaku. Gdy zmięknie wymieszać z ugotowanym makaronem. Smacznego. Można dodać filet z kurczaka lub kiełbaskę.

Veronika Kate
5 lat temu

Ja też zapiekam, z czym się da, leczo robię albo po prostu na patelni w krążki i posypana vegetą, albo w panierce

Magda
Magda
5 lat temu

Rok temu podjęłam się zrobienia podobnej zapiekanki i już wiem gdzie tkwił mój błąd (a była to pełna improwizacja, zwłaszcza z kaszą, której wcześniej nie używałam) – nie ugotowałam wcześniej kaszy! Zagadka jej goryczy i twardości rozwiązana… ;)

Milena Kamińska
4 lat temu

U mnie króluje leczo

Natalia Magdziarek
4 lat temu

najlepsze pokrojone na kawałki czy plasterki lekko posolone popieprzone i podsmażone na odrobinie oleju.
można leczo z właściwie wszystkim co chcemy (pieczarki, papryka, kielbasa, cebula, pomidory, ogorek z octu…)
ale najlepsze chyba pokrojone na dość grubą kostkę, z mięsem mielonym w sosie pomidorowym. :)

Agnieszka Pniok
4 lat temu

Roladki zapiekane z boczkiem/szynką ;)
cukinie przekroić wzdłuż i przekroić na 3 części. Czosnek przeciśnięty przez praskę wymieszać z oliwą i ziołami. Tym smarujemy cukinię. Fetę kroimy na plastry i zanurzamy w marynacie. Kawałki sera dajemy między kawałki cukini,owinąć boczkiem i spiąć wykałaczką. Wszystko dajemy do naczynia żaroodpornego wysmarowanego oliwą i zapiekać 15 min . Gotowe posypać bazylią .

Joanna Joanna
4 lat temu
Magdalena Michał Hałasa

Placuszki z cukini i ziemniakow pychota ze smietanka

Magdalena Michał Hałasa

Jeszcze mozna zrobic cukinie w plasterki i moczona w ciescie nalesnikowym i na patelnie obsmarzyc

Joanna Okońska
4 lat temu

zupa krem z cukinii? zapodaj przepis!!!! zapiekane jadłam już w różnej postaci i grillowane, poza tym świetne placki z cukinii wychodzą, no i standardowo w moim rodzinnym domu leczo

W roli mamy - wrolimamy.pl

ja mam własny, najprostszy na świcie i robiony na wyczucie : z samych warzyw gotuję bulion, odławiam zielone, na patelni na maśle obsmażam cebulę na szklisto i dodaję pokrojoną w kostkę dużą cukinię- mam zacną patelnię to się mieści, ale nie raz robiłam to od razu w głębokim garze. Jak cukinia zmięknie, dodaję do bulionu. Nie raz, żeby smak był bardziej delikatny i gęsty pod dzieci, przed cukinią obsmażałam ziemianki, te do gara z bulionem i dopiero dodawałam podsmażaną cukinię, jak ziemniaki zmiękły. Później blender, sól pieprz i groszki ptysiowe czy grzanki i język do tyłka ucieka!!!

Joanna Okońska
4 lat temu

wypróbuję!

W roli mamy - wrolimamy.pl

czasem zabielam śmietaną i daje czosnek, a czasem dorzucam serek topiony kremowy. Wariacji od groma. Tak samo robię z dynią, tylko tu już na słodko, bez czosnku.

Teresa Tomkiewicz
4 lat temu

leczo u mnie dziś a poza tym polecam placki z cukinii (potarta na dużych oczkach cukinia+jajko+mąka + sól + pieprz) albo krążki w jajko i bułkę tartą i jak schabowe.. a przepis na zupę krem też z chęcią poznam

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close