DIY 13 listopada 2015

Mamo pracuj, czyli pomysły na pracę w domu

Mąż nigdy nie wydzielał mi pieniędzy. Nigdy też nie powiedział, że za dużo wydaję. Ma do mnie zaufanie. Od początku mieliśmy wspólne konto i chociaż ja po urodzeniu Duśki nie pracowałam i nie zarabiałam, jak potrzebowałam, to kupowałam sobie ciuchy czy szłam do kosmetyczki. Dlaczego więc zachciało mi się pracować w domu?

Po pierwsze dlatego, że chociaż od pierwszego do pierwszego wystarczało, to jednak wydatki extra nie zawsze były możliwe. Po drugie – życie pisze różne scenariusze, nie zawsze takie, jakie chcemy. A mając dziecko, po prostu trzeba być przygotowanym nawet na to, co (miejmy nadzieję!) nigdy nie nadejdzie. To się nazywa odpowiedzialność. O tym, dlaczego nie mogę pracować poza domem napisałam tutaj. Po publikacji tekstu rozpętała się potężna dyskusja, przyznaję, byłam zaskoczona. Niemniej jednak fakt pozostaje faktem, a osoby, którym się wydaje, że wszystko można jakoś poukładać, chciałabym zobaczyć na moim miejscu.

Czy łatwo jest pracować w domu? I tak i nie. Wymaga to żelaznej samodyscypliny, przynajmniej odrobiny wolnego czasu, no i przede wszystkim trzeba tę pracę znaleźć.

Praca chałupnicza, bardzo niegdyś popularna, niestety wyszła już z mody. Nie wiem czemu, bo to było bardzo dobre rozwiązanie. Siedziały sobie kobieciny na wychowawczym, coś tam szyły, coś dłubały, coś składały, przyjeżdżał odbiorca, zabierał, dawał pieniążki i następną partię zlecenia. Czasem trzeba było samemu dostarczyć, ale to i tak się opłacało. Jak to wygląda teraz?

Internet pełen jest ofert pracy chałupniczej, widać nadal jest poszukiwana. Niestety, dziś wygląda to tak, że żeby się czegoś o tej pracy dowiedzieć, trzeba wykupić tajemniczy starter, który kosztuje około 50 złotych. Niby nie majątek, ale przy napiętym budżecie to znacząca kwota. Czego można się dowiedzieć z owego startera? Ano tego, że praca polega na daniu ogłoszenia i wysyłaniu starterów kolejnym naiwnym. Owszem, da się na tym zarobić, ale czy to etyczne? Kiedyś natrafiłam na takie ogłoszenie, telefon sugerował, że to moje miasto. Zadzwoniłam, owszem, miasto moje, więc próbowałam się z panią umówić, ja przyjdę do niej, ona do mnie, albo spotkamy się gdzieś w miejscu publicznym, ustalimy szczegóły i przekaże mi pierwszą partię długopisów. Pani stanowczo odmówiła. I tak to niestety wygląda. Nie polecam.

Jeżeli znasz kogoś, kto rzeczywiście pracuje chałupniczo składając długopisy, bransoletki czy cokolwiek innego to jest to szczęściarz, który zna producenta owych gadżetów. Szybciutko się z nim dogadaj, wtedy masz szansę na rzeczywistą pracę chałupniczą i zapłatę za nią.

Nikt nie chce dać pracy? Zostań swoim pracodawcą! No może nie dosłownie, ale prawie. Przede wszystkim ustal, co umiesz robić. Nie mów, że nic nie umiesz, każdy coś umie. Umiesz szyć? Super, już niebawem możesz być znaną na osiedlu krawcową, specjalistką od szycia „od zera” lub wszelkiego rodzaju poprawek krawieckich. Wystarczy szepnąć słówko tu i tam. Oczywiście kolejka nie ustawi się zaraz następnego dnia, ale z czasem przekonasz się, że zleceń przybywa.

Nie umiesz szyć, za to pieczesz fantastyczne ciasta i robisz przepiękne torty? Znałam kiedyś taką dziewczynę, dogadała się w pobliskim sklepiku i zawsze w sobotę rano można tam było kupić domowe ciasto. Schodziło jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Znałam też inną, która piekła torty na prywatne zamówienia. Jak jesteś bardzo zdolną kucharką, to możesz hurtem opędzić catering na całe przyjęcie. No dobra, spotkanie kilku(nastu) osób.

Bardzo modne ostatnimi czasy są wszelakie Hand-made, czyli po prostu wyroby ręczne. Oczywiście, nie ma gwarancji, że wszystkie szaliki, które wydziergasz uda się sprzedać, a na klienta na ogromną, ręcznie robioną narzutę być może trzeba będzie poczekać kilka miesięcy, ale tak też można sobie dorobić. Zaletą wyrobów ręcznie robionych jest przede wszystkim ich niepowtarzalność, więc klienteli trzeba szukać wśród snobów :P Z kolei zaletą snobów jest to, że na ogół mają pieniądze.

Podobnie modny jest decoupage. Ponoć każdy może się tego nauczyć, nie wiem, nie próbowałam. Nie mam zdolności do tego typu rzeczy i wolałabym kupić jakieś przepiękne, ręcznie zdobione kieliszki niż zgrzytać zębami przy robocie. Pewnie nie jestem odosobniona.

Wypełnianie ankiet w internecie – na duże zyski nie ma co liczyć, ale nie oszukujmy się, nakład pracy jest w zasadzie żaden. Robię to od czasu do czasu, w sumie chyba już tylko z przyzwyczajenia. Jeśli chcesz się tym zajmować, to pamiętaj – ankietę trzeba wypełnić, jak tylko przyjdzie e-mail z propozycją. W innym wypadku ryzykujesz otrzymaniem informacji, że badanie zostało zakończone gdyż osiągnięto docelową liczbę respondentów. Niestety mnie się to zdarza nagminnie. Punkty uzyskane za wypełnienie ankiet można wymienić na różne gadżety lub bony zakupowe. Na gotówkę też można, ale to się nie kalkuluje, odcinają wtedy podatek ;) Z rzeczy większych pojawił się u mnie mop parowy, reszta szła najczęściej na doładowania telefonów.

Niektóre mamy wychodzą z założenia, że skoro i tak „siedzą w domu” z dzieckiem, to równie dobrze mogą siedzieć z dwójką i dorabiają sobie, opiekując się dzieckiem bliższych lub dalszych sąsiadów. Jeśli obu stronom taka opcja odpowiada, to czemu nie?

Wiadomo, są zajęcia ambitne, są też mniej ambitne, ale żadna praca nie hańbi, oczywiście pod warunkiem, że jest uczciwa. Znam wysoko postawionego pracownika banku, który po zawirowaniach został parkingowym, oraz księgową, która została sprzątaczką. Może to brzmi abstrakcyjnie, ale różnie w życiu bywa. Jeśli więc droga mamo jesteś perfekcyjną panią domu, zastanów się, czy nie możesz trochę dorobić sprzątaniem.

Nie umiesz szyć, piec, gotować, sprzątać nie cierpisz, ale umiesz pisać? Witaj w świecie copywriterów! Ja sobie ten rodzaj pracy bardzo cenię, a i zarobić okrągłą sumkę można bez większego problemu.

Początki nie należą do łatwych, trzeba je po prostu przetrwać. Kiedy zaczynałam pracować zdalnie, moje zarobki oscylowały wokół 200 zł miesięcznie. Mogłam powiedzieć, że się nie opłaca lub próbować dalej. Przetrwałam. Ten czas niewielkich zarobków to była też nauka samodyscypliny, terminowości oraz… poruszania się po internetowym rynku pracy. Dziś już wiem, że należy szerokim łukiem omijać ogłoszenia, w których ktoś obiecuje złote góry, a jeszcze szerszym pracodawców, którzy proponują pracę „na czarno”. Swoją drogą podziwiam ich odwagę, ciekawe czy urząd skarbowy zainteresowałby się mailem, w którym przedstawiciel agencji reklamowej zaproponował mi „przelew bez faktury” bo mu się nie chce wysyłać umowy i rachunków. Jeżeli komuś się nie chce wypełniać swoich obowiązków, to jaką mam gwarancję, że będzie mu się chciało zrealizować przelew? Niestety facebookowa grupa „Czekam na przelew” nie powstała bez powodu.

W tej chwili zarabiam tyle, że jest to całkiem odczuwalne w domowym budżecie. Warto było pracować za grosze, tworzyć portfolio i wydeptywać ścieżki do hojniejszych pracodawców. Zdalnie można pracować w wielu zawodach, trzeba tylko zacząć ;)

Powyższa lista to jedynie wierzchołek góry lodowej, na pewno jest dużo możliwości, o których nie pomyślałam. Masz inne pomysły na pracę w domu? Będę wdzięczna, jeśli się nimi ze mną podzielisz. A jeśli znasz jakąś mamę, która zastanawia się jakby tu podreperować domowy budżet, podeślij jej ten tekst, może ją natchnie ;)

 

22
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
Mamusia 2018miluszka90Katarzyna BesterMarta KOla Kwiatkowska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Wcześniak i co dalej
Gość
Wcześniak i co dalej

Bardzo inspirujący post. Myślę, że największym wrogiem kobiet nie jest brak pomysłu, a brak wiary we własne możliwości.

Karolina Bylina
Gość

Najgosze jest to ze jest ogrom rzeczy ktore nas odciagaja od roboty

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Nie tylko rzeczy ale i ludzi, szczególnie ludzików ;)

Milena Kamińska
Gość

Są tak jak w każdej pracy zalety i wady

Mamusia Lolusia
Gość
Mamusia Lolusia

Ja jestem właśnie na etapie planowania własnej domowej działalności i zgadzam się z przedmówczyniami, ze brak pomysłu i brak wiary we własne możliwości jest najgorszy. No i zawsze mały „ktoś” odciaga od pracy…

Ola Jurkowska
Gość
Ola Jurkowska

Bardzo przydatna lista. Czuję się zainspirowana i chyba zrobię coś w tym kierunku:) Pozdrawiam

Ola Górska
Gość
Ola Górska

Bardzo motywujący tekst! :-) nawet ostatnio mąż namawiał mnie żebym spróbowała do osiedlowego sklepu swoje ciasta wstawić a ja się zastanawiałam na jakich to działa zasadach, w tym sensie ze jak to zrobić żeby było oficjalnie, legalnie

Melka
Gość
Melka

Cześć, Ja przerabiałam pracę w domu z dziećmi. Przy pracy terminowej/projektowej pozostają wieczory i noce, a organizm się buntuje, bo też musi się zregenerować. Poszłam więc na etat, rano pobódka przed 6.00, pospiech, dzieci do szkoły, przedszkla, biegiem do pracy. Z pracy wyść punktualnie nie sposób, więc biegiem, bo świetlicę w szkole zamkną, szybko. Potem zabrać najstarszą córkę z treningu poza szkołą, jest już 19.00. Prędko do domu. Zakupy? No to po drodze do sklepu, bo przecież kanapki do szkoły trzeba zrobić, no i może coś zjeść na kolację? Wpadamy do domu jest blisko 20.00, lekcje, mycie, kolacja.. Oj, nie… Czytaj więcej »

Gosia
Gość
Gosia

Dziś można zarabiać z domu naprawdę godne pieniądze. Warto szukać nowych rozwiązań i otwierać serce (i portfel ;)) na te możliwości! http://bit.ly/2zPX53X

Joanna Szczepaniec
Gość
Joanna Szczepaniec

Czesc,
Kilka miesięcy temu zaczęłam swój biznes i z każdym dniem przekonuje sie że była to najlepsza decyzja w moim życiu. Nareszcie mogę pogodzić biznes z wychowaniem dzieci. Robię to co lubię , mam niesamowitą szansę rozwoju osobistego i zarobienia pieniędzy a poza tym poznania ludzi, którzy dzielą ze mną tę pasję Jeśli chcecie rozwinąć biznes ze mną. Zapraszam do kontaktu mail :j.szczepaniec@btinternet.com

krystyna cygan
Gość
krystyna cygan

brak mi wiary i odwagi że się mi uda. bardzo się cieszę że trafiłam na twój post

Joanna Szczepaniec
Gość
Joanna Szczepaniec

Witam Cie bardzo serdecznie! Zawsze poczatki sa trudne ale jezeli Tylko zechcesz to mozna zdzialac wiele! Ja tez tam bylam pelna obaw I niewiadomych! A teraz zaluje Tylko,Ze Tak pozno sie zdecydowalam!
napisz do mnie to moj Mail wtedy bede w stanie powiedziec Ci wiecej o tym biznesie!
Pozdrawiam Joanna
j.szczepaniec@btinternet.com

Paulina Romańczuk
Gość
Paulina Romańczuk

Ja pracowałam w biurze rachunkowym, ale interesuje sie grafikia komputerowa.Teraz jak jestem na urlopie macierzynskim to dorabiam sobie w wolnych chwilach, na eduwebie zrobilam sobie kurs corela, także jestem z nowościami na czasie. Zaproszenia slubne czy winietki, dodatkowo zdobie je recznie wiec nie nudze sie a dodatkowo mam z tego pieniadze

Ola Kwiatkowska
Gość
Ola Kwiatkowska

Przed ciążą zaczęłam zajmować się ubezpieczeniami, mój Piotruś ma 6 miesięcy i od miesiąca uczęszcza do żłobka BeBaby w Krakowie. Teraz mam czas na wszystko, na dojazd do klienta, zajęcie się sprawami papierkowymi i na mojego Malucha, kiedy odbieram go po południu ze żłobka.
Polecam takie rozwiązanie.
Żłobek o którym mówię, to kameralny żłobek BeBaby, który wychowuje zgodnie z ideą porozumienia bez przemocy http://bebabyzlobek.pl/

Marta K
Gość
Marta K

Fajny post. Może którejś mamie pomoże.
Sama mam nastolatka i teraz 11 miesięczną córcię i zaczęłam współpracę z Organic Life. Pracuję online ok 3h dziennie kiedy mała śpi.I bardzo mi się to spodobało.

Katarzyna Bester
Gość
Katarzyna Bester

Praca dla mamy nie musi oznaczać siedzenia w domu. Wiele kobiet chce się po prostu wyrwać z czterech ścian. Dobrym rozwiązaniem jest praca zdalna, ale też taka, gdzie same ustalamy sobie grafik – pracujemy w restauracji przy kawie, podczas spotkania z innymi mamami, przez facebooka, przy rodzinnych spotkaniach, podczas spaceru z maluszkiem. Znam dużo mam, które biorą wózek, idą na szkolenie, korzystają z fb, kiedy maluch śpi, pracują „przy okazji” codziennych obowiązków, a przy tym cały czas mają swoje dziecko na oku. Taką opcję dają przede wszystkim firmy mlm. Można przeanalizować plany marketingowe, obejrzeć ofertę produktową, poznać ludzi działających w… Czytaj więcej »

miluszka90
Gość
miluszka90

Super wpis! Praca w domu to ekstra sprawa, szczególnie w ciąży albo tuż po porodzie. Fajną opcją są (tak jak napisałaś) ankiety, bo zawsze coś wpadnie do portfela. Ja ze swojego doświadczenia powiem, że epanel jest w porządku.

Mamusia 2018
Gość
Mamusia 2018

Zapraszam do współpracy kobiety w ciąży i młode mamy, praca w domu, w wolnych chwilach, zarobki na początek 300-1000 zl, po roku zaangażowania 3000-5000 zł, możliwość ciągłego rozwoju finansowego.
mamusia042018@gmail.com

Dania główne 12 listopada 2015

Kuchenne improwizacje – tajska zupa

Wpadam w pośpiechu do domu a w głowie dźwięczy myśl, co zrobić na obiad?! – odwieczny problem, gdy zabraknie czasu na większe zakupy. Spoglądam na zegarek, zbliża się pora powrotu moich mężczyzn. Wiadomo, nie od dziś, że ciepły posiłek dobrze robi na żołądek, rozgrzewa, dodaje energii i tak dalej – to fakt. Tylko, co zrobić jak nie mam gotowego obiadu?

Pozostają mi dwie możliwości: improwizować lub zamówić coś gotowego. Podejmuję wyzwanie niczym MasterChef i przeprowadzam kuchenne improwizacje.

Szybki przegląd składników z lodówki, zamrażarki i spiżarki daje następujący wynik:

  • kilka marchewek,
  • por,
  • cebula,
  • czosnek,
  • cytryna,
  • podudzia z kurczaka (2 szt.),
  • paczka krewetek koktajlowych,
  • puszka mleka kokosowego,
  • suszone płatki chili,
  • mieszanka przypraw tajskich,
  • makaron ryżowy.

W okamgnieniu dokonuję analizy składników i komponuję potrawę. Na szczęście kobieta ma tę zdolność, że potrafi działać jak robot wieloczynnościowy, więc zamieniam się w tego robota.  Na raz nastawiam mięso z kurczaka by przygotować wywar, w mikrofalówce rozmrażam krewetki i kroję w słupki warzywa (marchew, por, cebula). Nie mija kilka minut i muszę przerwać krojenie, bo mikrofalówka daje znać, że krewetki są już gotowe do oczyszczenia – jak ja tego nie cierpię.

Wracam do dokończenia siekania warzyw zarazem, by się za bardzo nie nudzić wykonywaniem jednej czynności rozgrzewam na patelni trochę masła.  Za chwilę wrzucam na nie pokrojoną marchewkę a następnie pora, cebule i zmiażdżony ząbek czosnku. Działam jak automat, uwijając się w ukropie kuchennych oparów. Do podsmażonych warzyw dodaję krewetki, płatki chili i mieszankę przypraw tajskich a z wywaru wyjmuję mięso.  Jestem na ostatniej prostej, jeszcze chwila i podjęte wyzwanie dobiegnie końca.  Uff, chyba zdążę i nawet coś z tego wyjdzie – wtem rozlega się radosne i donośne:

– Mamooo, jesteśmy! Co dziś na obiad?

– Kuchenna improwizacja – tajska zupa, odpowiadam rozbawiona.

Do wywaru dodaję warzywa i mięso pokrojone na paseczki. Dolewam mleczko kokosowe i wszystko zagotowuję. Finito, mogę na spokojnie podać obiad z nadzieją, że posmakuje moim chłopakom.

O jasny gwint, nie raz taka pomroczność i ograniczenie produktów  jest wskazane w kuchni:

  1.      Zrobiłam na obiad coś nowego – Brawo ja!
  2.      Udało mi się tego dokonać w zawrotnym tempie.
  3.       Moze spróbować swoich sił w MasterChef?

DSC01283a

 Zdjęcia: Sylwia

2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamilka
Gość
Kamilka

Fajny pomysł na szybką i pożywną zupę! Gratuluję pomysłu kochana :* Co do MasterChefa to warto próbować – kto wie ;)

pozdrawiam

Emocje 11 listopada 2015

Prawdziwy bohater

Odprowadzając wczoraj małą do przedszkola, zobaczyłam coś, co jest najpiękniejszą widokówką Warszawy, a pewnym sensie i całego kraju… Staruszkę – ale nie zwyczajną babulinkę, tylko bardzo niezwyczajną kobietę, której każdy z nas zawdzięcza swoje dzisiejsze życie!

Na głowie miała zadbany beret spod którego wystawały dwa siwe warkoczyki, na dość cienkiej kurtce wisiały majestatycznie odznaczenia i ordery, a na ramieniu błyszczała bielą i szkarłatem dumna opaska „AK”… Ta wielka bohaterka, szła wspierając się laseczką, dumna i z uniesioną głową – każdy kto na nią spojrzał wiedział, że bezradność wcierana w jej życie przez starość, nigdy nie wygra z heroizmem jej wyborów!

Chyba nigdzie indziej na świecie za sprawą obecności ludzi honoru, niestety dziś już odchodzących, nie można poczuć się tak dumnym z Polski, jak w Warszawie. To jeden z powodów, dla których warto się w niej zakochać. To również powód do rachunku sumienia, do weryfikacji swoich poglądów i rewizji przekonań.

Gdybym żyła w „jej” czasach kim byłabym ja? Zdrajcą czy bohaterem? Pewnie w dużej mierze podejmowane decyzje determinował wiek. Gdybyście zapytali mnie 10-15 lat temu kim bym była, bez wahania wykrzyknęła bym, że bohaterem. I z ręką na sercu jako nastolatka oddałabym swoje życie na ołtarzu Ojczyzny. Nie bez strachu i łez, ale nadrzędnym celem byłaby obrona Ojczyzny i wyższe wartości moralne. Gdybyście zapytali mnie dziś… nie wiem, odpowiedź nie jest już tak oczywista, a wartością nadrzędną mojego życia jest chronić swoja rodzinę. Mogę tylko dziękować Bogu, że żyję w innych czasach i nie muszę podejmować wyborów, które dopiero od niedawna naprawdę rozumiem! Co by było gdybym naraziła na śmierć moje dzieci i męża? Czy zaryzykowałabym pomoc drugiemu człowiekowi? To napawa mnie wielkim smutkiem, odczuwam ogromny dysonans, bo tak właściwie czy jestem dobrym i prawym człowiekiem, za którego się uważam? Przecież każdy Powstaniec miał matkę, ojca, często dzieci – a jednak podejmowali decyzję i stawali do walki, tak zagrażającej ich rodzinom. A jednak poświęcali tak wiele dla umiłowanej Ojczyzny, dla mnie i dla Ciebie… Mimo wszystko, szli po wolność lub na śmierć… A może animuszu dodawał im młody wiek? Nie sądzę, myślę, że z dnia na dzień większość ówczesnych nastolatków dorosła i cechowała się większą dojrzałością i świadomością, niż niejeden współczesny czterdziestolatek!

Wiem jedynie, że nie byłabym zdrajcą dla ratowania siebie – czy gdyby od tego zależałby los mojej rodziny, nie wiem i nie chcę wiedzieć! Czy my, współcześni jesteśmy tchórzami? Czy człowiek XXI wieku wychowany w  supermarkecie przez pieniądze i gadżety potrafi być jeszcze bohaterem dużego formatu? Mam nadzieję, że nigdy już nie będziemy musieli tego zweryfikować w potrzebie – a takie historyczne rozważania pozwolą nam czasem zatrzymać się na ulicy z dzieckiem za rękę i powiedzieć: „Zobacz skarbie, tak wygląda prawdziwy bohater. Być może będziemy ostatnimi ludźmi na Ziemi, którzy go widzieli…”

 

„Kto Ty jesteś? Polak mały!”
Władysław Bełza

Kto ty jesteś?
Polak mały.

Jaki znak twój?
Orzeł biały.

Gdzie ty mieszkasz?
Między swemi.

W jakim kraju?
W polskiej ziemi.

Czym ta ziemia?
Mą ojczyzną.

Czym zdobyta?
Krwią i blizną.

Czy ją kochasz?
Kocham szczerze.

A w co wierzysz?
W Polskę wierzę.

Czym ty dla niej?
Wdzięczne dziecię. 
Coś jej winien?
Oddać życie.

Dziękuję wszystkim, którzy powierzyli swój los i życie Ojczyźnie, abyśmy my nie musieli dokonywać takich wyborów!

1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Stalmach
Gość

A myslalam ze tylko ja mam takie mysli ze jestem tchorzem i samolubem gdy nie mialam dzieci nic nie bylo mi straszne i znajac mnie pierwsza bym leciala z pomoca a teraz gdy mam dzieci i tyle roznych konfliktow na swiecie jest i niedaj Boze wybuchlaby wojna to bym starala sie za wszelka cene chronic moja rodzine i nie wiem naprawde co wplywa na nasze wybory bo wtedy ludzie tez mieli rodziny….

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close