Matko Polko, a czy dbasz o swojego faceta?


Nie wiem, czy to jest historia o Tobie. Na początku była ona i on, chodzili na randki, często trzymali się za ręce, mieszkali w swoim małym gniazdku, z własnym łóżkiem. Potem pojawił się ktoś trzeci.

Wiele z nas – kobiet tak ma, że gdy na świat przychodzi dziecko, to staje się ono centrum naszego wszechświata. Nikt lepiej się nim nie zaopiekuje, nie zrozumie, nie pomoże, niż mama. I to przekonanie towarzyszy długo, czasem nawet do czasu, zanim słodki maluch nie zdmuchnie osiemnastu świeczek z tortu urodzinowego.

Bobas małymi krokami zagarnia coraz większe terytorium rodziców. Najpierw w małżeńskim łóżku zajmuje jego niewielki fragment, ale z biegiem miesięcy, lat długie kończyny okupują znaczący obszar posłania. Przywłaszcza także salon, przez który ciężko przejść nie potykając się o klocki.

Dziecko dynamicznie rekwiruje czas swojej mamy. Każdego wieczoru domaga się tulenia i czułości, które to przedłużają się w nieskończoność – często do samego rana.

Gdy czegoś potrzebuje, to mama rzuca wszystko i jest na każde zawołanie. I jeszcze to przekonanie idealnej mamy, że żeby dziecko było szczęśliwe, to w domu musi być perfekcyjny błysk i trzydaniowy obiad. I jeszcze ta wielozadaniowa żonglerka – bycie na bieżąco z wszystkimi terminami wizyt u dentysty, bajkami na dobranoc, sprawdzaniem zadań domowych i przygotowywaniem pełnowartościowych zdrowych przekąsek.

A potem zdziwienie, że codzienność i macierzyństwo jest tak bardzo męczące. Po całym dniu godzenia wszystkich obowiązków, gdy pada się na twarz… komu by się jeszcze chciało spędzić czas ze swoim facetem? Uważam, że bycie „mamą na maksa” nie idzie w parze z byciem „dobrą żoną”. Jeżeli mama rezygnuje z siebie i swojego małżeństwa dla dobra dziecka lub jeśli jako cel życia wybiera dziecko, to to się nie może dobrze skończyć.

Trzeba po prostu tu i tam trochę odpuścić. Dziecko nie potrzebuje naszego stałego poświęcania się. Na przykład około roku powinno już samo zasypiać. No dobra, jeśli przegapiło się ten moment, to trzeci rok życia jest już tym ostatecznym czasem, by samo zasypiało we własnym łóżku. A mama mogła wieczór mieć dla siebie, by spędzić czas ze swoim ślubnym.

Wokół większości z nas istnieją też osoby, które są gotowe odciążyć. Nie obawiaj się ich o to poprosić. Możesz być przez otoczenie odbierana jako super Zosia-Samosia i bliskie Ci osoby nie są świadome Twoich potrzeb, więc same nie proponują wsparcia. Weź sprawy w swoje ręce i poproś o pomoc.

Podobno najwięcej małżeństw rozpada się właśnie wtedy, gdy w domu są małe dzieci. Jasne, pewnie w dużej mierze może to być wina niedojrzałych mężczyzn. Ale czy nie czas na refleksję, że być może równie często to — już nie tak ewidentna i spektakularna – wina młodej mamy, która odsuwa faceta na ostatni plan?

Podejrzewam, że dla większości nas matek dzieci są światłością naszego życia. To nie znaczy, że musimy być ciągle w pełnej gotowości wyłącznie na ich potrzeby. Nie zatracajmy się w swoim rodzicielstwie. Nie musimy im dwadzieścia cztery godziny na dobę nieba uchylać. Dziecko na tym nie ucierpi, jeśli pewien – stosownie duży – procent swojego życia, przeznaczymy na pielęgnowanie relacji z ich tatusiem. A jak to dokładnie zrobić? Zajrzyjcie do moich archiwalnych wpisów pt. “Żona i matka na randce – czy to może się udać?” i “20 porad – szczęśliwy związek – jak to zrobić?”

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Białe, różowe czy czerwone? Mini przewodnik po winach


Lubię od czasu do czasu wypić czerwone wino produkowane z winogron. Znawcą nie jestem, ale doceniam jego głęboki smak. Do tej pory o winach wiedziałam tyle, że trzeba je dobrze schłodzić, by lepiej smakowały, lub odwrotnie  – delikatnie ogrzać. Tymczasem różne rodzaje win różnią się od siebie pewnymi cechami i nie każde można serwować w tej samej sytuacji czy temperaturze. Aby było łatwiej dobrać wino w przyszłości, zebrałam dla Was garść przydatnych informacji o tych trunkach.

Ponieważ nie istnieje jedna uniwersalna klasyfikacja win, znawcy podczas wyboru trunku mogą skupiać się na kolorze, zawartości cukru, a także zastosować klasyfikację jakościową (podział na wina stołowe, regionalne i apelacyjne). Ja skupię się na najprostszym podziale, bo każdy potrafi odróżnić kolor trunku. A nawet laik zauważy, że różnice w kolorze wina przekładają się na jego smak.

Wino czerwone produkowane jest z czerwonej lub czarnej odmiany winogron, a jego intensywny kolor pochodzi z barwnika zawartego w skórkach owoców, który uwalniany jest w procesie maceracji (dłuższego kontaktu soku ze skórkami). Jego smak jest dość ciężki, zdecydowanie wyrazisty, więc doskonale pasuje jako dodatek do  cięższych, bardziej treściwych potraw, a także ostrych serów.

Wino białe powstaje z białych winogron, bez procesu maceracji (krótki kontakt soku ze skórkami daje pożądany, jasny kolor), za to poprzez fermentację soku wyciśniętego z winogron. Białe wino może przybierać kolor od przejrzystego, po słomkowe, zielonkawe, a  nawet herbaciane. Jego smak jest orzeźwiający i zdecydowanie bardziej kwaskowaty, niż w przypadku wina czerwonego. Białe wina serwuje się przed posiłkiem, jako aperitif, do białego mięsa, ryb, delikatnych serów i wędlin.

Wino różowe powstaje w taki sam sposób jak czerwone, różnica jednak polega na krótszym czasie maceracji, stąd różnica w kolorze i smaku. Różowe wino dobrze komponuje się z lżejszymi potrawami i słodkimi deserami.

Nie bez znaczenia jest temperatura, w jakich serwujemy wino. Zbyt niska lub zbyt wysoka może negatywnie wpłynąć zarówno na smak, jak i zapach trunku. Znawcy stosują się do poniższych zasad:

  • wino białe podajemy w temperaturze 8 – 12°C,
  • wino czerwone serwujemy ogrzane do 14 – 18°C,
  • wino różowe serwujemy w temperaturze 8 – 12°C,
  • wino deserowe (słodkie i półsłodkie) należy podawać  w temperaturze 14 – 20°C,
  • szampan oraz wino musujące serwujemy w temperaturze 6 – 10°C,
  • wina ziołowe (wermuty) najlepiej smakują podane w temperaturze 12 – 14°C.

Warto wiedzieć również, że wina białe zawsze serwujemy przed czerwonymi, wina lżejsze przed cięższymi, młodsze przed starszymi, wytrawne podajemy przed słodkimi i słabsze przed lepszymi. To pozwoli uniknąć pomyłek.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Masz w domu ucznia? Sprawdź, czego możesz oczekiwać od szkoły


Obowiązek szkolny dotyczy każdego dziecka. Innymi słowy – osoby niepełnoletnie muszą chodzić do szkoły. Taka karma. Mało tego. Muszą się uczyć. Szkoła ma prawo wymagać całej gamy rzeczy, ale… no właśnie. Czego może, a czego nie może wymagać szkoła? I czy przypadkiem od niej też nie można czegoś poza edukacją wyegzekwować na mocy prawa?

Szkoła ma zadbać o poziom nauczania i bezpieczeństwo uczniów na jej terenie. Szkoła w sensie umownym – wiadomo, że mowa o dyrekcji i pracownikach, a nie budynku jako takim. Stan techniczny samego budynku nie powinien budzić zastrzeżeń, a wyposażenie stanowczo nie powinno pamiętać epoki Gomułki i Gierka. To jakby zrozumiałe. Ale są pomniejsze drobiazgi, na które nie zwraca się uwagi

Papier toaletowy i papier „do drukarki”

Do czego służy papier toaletowy, wszyscy wiedzą (aczkolwiek pomysłowość dzieci nie zna granic, ale pozostańmy przy pierwotnym zastosowaniu), z papierem do drukarki jest różnie. W szkołach często traktowany jest jako zapas kartek do rysowania, szczególnie w młodszych klasach. W większości placówek rodzice na początku roku szkolnego są informowani, jaką ilość jednego i drugiego papieru powinni dostarczyć do szkoły. Przy okazji na listę zakupów trafiają też ręczniki papierowe, mokre i suche chusteczki. Na ogół przekazane jest to w formie informacji, iż rodzice mają obowiązek owe przedmioty do szkoły przynieść. Tymczasem guzik prawda. Mogą, ale nie muszą. Szkoła nie ma prawa żądać od rodziców wsparcia finansowego. Może o takowe poprosić, a rodzice mogą wyrazić zgodę albo nie. Tak naprawdę to na placówce spoczywa obowiązek zapewnienia wszystkich niezbędnych papierów.

Logopeda i reedukator

Korzystanie z fachowej pomocy na terenie szkoły to żaden przywilej, to święte prawo ucznia. Na rozkładającego bezradnie ręce dyrektora możemy co najwyżej popatrzeć z politowaniem. Wyjaśnienie, że nie ma pieniędzy, niech sobie między bajki włoży, prawo jest po naszej stronie. Jeśli uczeń potrzebuje wsparcia, szkoła musi je zapewnić i tyle. Na ten cel przeznacza się specjalne środki, np. z budżetowej subwencji oświatowej.

Rada Rodziców

Z tą radą to bywa różnie, w niektórych szkołach jest to bardzo prężny organ, którego praca jest widoczna, w innych ciało-widmo. Niemniej jednak fama głosi, że składki na Radę Rodziców są obowiązkowe i płacić trzeba, czy się tego chce, czy nie. Nieprawda. Wiedzą o tym szczególnie rodzice płacący osobiście np. w sekretariacie. Na wystawionym paragonie/kwicie czy co tam się dostaje, zawsze jak byk stoi: dobrowolna darowizna. Decyzję trzeba pozostawić rodzicom. Tak naprawdę to kwestia uczciwości. Jeśli Rada Rodziców jest w szkole widoczna, aktywna, pracuje na rzecz dzieci, to jej konto na pewno nie będzie świeciło pustkami. I odwrotnie – nikt nie da kasy za darmo na ładne oczy.

Ameryka, czyli szafki w szkołach

Jeszcze do niedawna mogliśmy je sobie co najwyżej pooglądać na amerykańskich filmach, powoli stają się normą w polskich szkołach. Szafki na przybory, książki, zeszyty i inne potrzebne rzeczy nie są ukłonem w stronę ucznia i grzecznością ze strony szkoły. O nie! Teraz to szkoła ma obowiązek zapewnić bezpieczne miejsce do przechowywania prywatnych rzeczy uczniów. Tak naprawdę nie muszą to być szafki. Równie dobrze mogą być pojemniki, półki, a choćby i worki, pod warunkiem, że będą zabezpieczone przed kradzieżą. Nowe przepisy weszły w życie dopiero co, więc w szkołach może być różnie. U Duśki na przykład szafki zafundowała Rada Rodziców chyba rok temu. Wcześniej były tylko szafki w szatni i szczerze mówiąc, nie wiem, kto takowe rozwiązanie wymyślił. W jednej szafce zabłocone zimowe buty i podręczniki? Czapki z głów dla pomysłodawcy!

Jeśli w szkołach Waszych dzieci jeszcze nie ma szafek, muszą się pojawić do końca lutego przyszłego roku. Od 1 marca muszą być we wszystkich placówkach, a ich sfinansowanie spoczywa na szkole.

Darmowa woda

Nowe przepisy zakładają także udostępnienie uczniom wody pitnej. I nie ma być to typowa „kranówa” (kto z nas jej nie pił na przerwie?), ale woda przeznaczona do spożycia. U Duśki w szkole stanęły dwa tzw. źródełka. Młodsze dzieci napełniają wypływającą z nich wodą butelki, starsze plastikowe torebki. Sami sobie dopowiedzcie, co się potem dzieje.

Plan lekcji

​„Co za kretyn tak ułożył plan lekcji, że fizyka jest ostatnia?!” No cóż… na ogół szkoły nie informują, kto fizycznie zajmuje się układaniem owego planu. W większości przypadków robi to odpowiednio nafaszerowany danymi komputer, ale są jeszcze szkoły, w których plan lekcji układa się „na piechotę”. U Duśki tak jest. Teraz ma być ponoć inaczej. Najcięższe lekcje mają być nie później niż na szóstej godzinie. Ciężko tylko ustalić, czy na szóstej godzinie lekcyjnej, czy na szóstej lekcji danej klasy. Przerwy będą musiały trwać minimum dziesięć minut.

Świetlica

Po co jest świetlica, wiadomo. Dzieci idą na świetlicę czekać na rodziców lub autobus szkolny. Nie mogą w tym czasie samotnie biegać po korytarzach. Świetlica teoretycznie przysługuje każdemu uczniowi i żadnemu nie może odmówić. W praktyce bywa różnie, bo w bardziej przepełnionych szkołach wszyscy chętni zwyczajnie nie pomieszczą się w nierzadko małej świetlicy. W takiej sytuacji szkoła ma obowiązek zapewnić im inną formę opieki. Mogą to być np. zajęcia biblioteczne. Przyjęło się, że na świetlicę chodzą przede wszystkim młodsi uczniowie (wiadomo, tam są zabawki), jeśli jednak uczeń starszej klasy ma życzenie przebywać w świetlicy po zakończeniu zajęć, nikt nie może go wyrzucić.

U Duśki w szkole jest podział: klasy 1 – 4 świetlica, klasy 5 – 8 biblioteka. Duśka na początku się cieszyła, ale już po jednym razie w czwartej klasie zmieniła zdanie. Na świetlicy same małe dzieci, a warunki do odrabiania lekcji takie sobie, bo nawet w sali do „odrabianek” jest głośno. Ma dwa okienka w tygodniu, chodzi odrabiać lekcje do biblioteki. Nikt jej nie wygania na świetlicę. Czyli da się to jakoś poukładać.

Autobus szkolny

Nie wiem, kto ustala kryteria przysługiwania darmowego transportu, ale niewątpliwie jest to miłośnik pieszych wycieczek. Darmowy autobus przysługuje bowiem uczniom mieszkającym minimum 3 km od szkoły, a jeśli są w klasie piątej lub wyżej – 4 km. Jeśli dziecko spełnia owe kryteria i jednocześnie dojeżdża komunikacją publiczną, może liczyć na zwrot kosztów przejazdu.

Telefon komórkowy a prawo do kontaktu z rodzicami

Decyzja o tym, czy uczniowie mogą korzystać z telefonów komórkowych na terenie szkoły, należy do dyrekcji, nie jest regulowana odgórnie. Przed podjęciem owej decyzji dyrektor szkoły powinien skonsultować ją z rodzicami i wziąć pod uwagę ich zdanie. Problem nie jest tak jednoznaczny, jak mogłoby się wydawać. Jesteśmy przyzwyczajeni, że chcąc się z kimś skontaktować, po prostu wybieramy jego numer. W przypadku chęci/potrzeby kontaktu z własnym dzieckiem natrafiamy na mur. Jakiś kompromis?

U Duśki w szkole można mieć ze sobą telefon, ale nie można go włączyć. Co oczywiście nie znaczy, że uczniowie tego nie robią, na przykład zamykając się na przerwach w toaletach. Co bardziej uczciwi potrafią podejść na przerwie do nauczyciela dyżurującego i zapytać, czy mogą włączyć telefon, bo chcą zadzwonić do rodziców. Ponadto w sekretariacie dostępny jest telefon dla uczniów. W razie potrzeby mogą sobie zadzwonić do domu. Potrzeby miewają różne – maluchy chwalą się, że dostały piątkę, albo skarżą, że niesłusznie dostały uwagę.

Duśka nie nosi telefonu do szkoły i zdarza jej się dzwonić z sekretariatu. Moim prywatnym zdaniem to całkiem dobre rozwiązanie.

 

Jeśli szkoła nie wywiązuje się z obowiązków, pozostaje dochodzić swoich praw. Najlepiej zacząć od wychowawcy, gdy to nie skutkuje, porozmawiać z dyrektorem. Jeśli dyrektor nie wykazuje chęci współpracy, można zwrócić się do rzecznika praw ucznia. Jeśli i to nie pomoże, kolejny krok to powiadomienie o sytuacji kuratorium oświaty.

Podstawa prawna:

Par. 3 ust. 1 rozporządzenia ministra edukacji narodowej i sportu z 31 grudnia 2002 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach (Dz.U. z 2003 r. nr 6, poz. 69 ze zm.).

Art. 42 ustawy z 26 stycznia 1982 r. – Karta nauczyciela (t.j. Dz.U. z 2016 r. 1379)

Art. 21a ust. 1 ustawy 7 września 1991 r. o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1943).

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Czym pachnie strach?


Odkryłam niedawno, że strach może mieć zapach. Drażniący, nie do usunięcia. Zapach szpitalnych murów i choroby, która rzuca na szalę życia i śmierci istnienie drogiej sercu osoby. Uwidacznia się na ciemnej plamie sufitu, który niebezpiecznie wisi nad głową, gdy gasną wszystkie światła. To właśnie tam ulatują wszystkie czarne myśli, a wielkie cienie wyłażące zza szafy i ruch firanki wzmagają najgorsze odczucia.

Strach  można poczuć. Może ściskać w dołku, na samą myśl o ostateczności, może powodować gęsią skórkę, gdy w napadzie paniki odsuwam od siebie najczarniejsze myśli.

Strach ma też smak. Smakuje goryczą, gdy pytam, dlaczego zło otula osobę, która na to nie zasłużyła. Smakuje samotnością, gdy dotyk zawisa w pół drogi niepewności. Co powiedzieć, jak pocieszyć?

Strach też słychać. Wybrzmiewa w tykaniu zegara, gdy wskazówki bezlitośnie odmierzają upływ czasu w niewiadomym kierunku życia lub śmierci. Kryje się pod wielkimi słowami, które powinny dawać siłę, a stają się jedynie atrapą bezpieczeństwa. Strach, niczym wierny pies siada tuż obok, zapraszając do towarzystwa smutek i beznadzieję. Z łatwością podsuwa pod zamknięte powieki obrazy rzeczy nieudanych, sytuacji zawinionych, i tych, które już nigdy nie mają się wydarzyć.

I to co najtrudniejsze – zaciera dobre wspomnienia, każąc pamiętać, że nawet najgorętsze łzy nie rozgrzeją struchlałego serca.

Kto go ode mnie zabierze?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku