Dom 21 lutego 2020

Metamorfoza pokoju dziecięcego – modne dodatki do pokoju dziecięcego

Chodziły mi ostatnio po głowie zmiany wystroju w pokojach moich dzieci. W końcu ile można patrzeć na te same aranżacje? Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja co jakiś czas, w każdym zakątku naszego gniazdka muszę coś poprzestawiać, podmienić, pewne dekoracje schować (na potem), inne wyciągnąć lub kupić nowe. I przyznaję się bez bicia, że wizyty w sklepach, w których można zaopatrzyć się we wszelkiego rodzaju ozdoby do domu, sprawiają mi ogromną radość.

Na pierwszy ogień poszedł kącik Stasia, który właśnie kończy dwa lata. Uznałam więc, że to dobry moment, by przekształcić jego typowo niemowlęcy pokój, w którym głównymi elementami były: łóżeczko i przewijak.

Generalnie na przemeblowanie niestety nie mam możliwości, ponieważ nie pozwala mi na to skromny metraż i skośny sufit, ale na szczęście duże pole do popisu dają różnego rodzaju dodatki i dekoracje. Wybór jest oczywiście ogromny, dlatego przed udaniem się na zakupy, musiałam zastanowić się jakich konkretnie gadżetów mam szukać.

DODATKI DO POKOJU DZIECIĘCEGO

Na mojej liście gadżetów do pokoju dziecięcego znalazły się: `

TEKSTYLIA  

Przede wszystkim poduszki, w różnych kolorach, kształtach i rozmiarach – wydaje mi się, że ich nigdy nie jest za dużo. Przydają się bowiem, nie tylko do spania, ale również do podparcia pleców podczas czytania, do siedzenia na nich, by było miękko, no i oczywiście do zabawy ;-)

Do kompletu wzięłam także koc, bo z nim jest jak z poduszkami – przyda się w każdej ilości. Dla mojego małego urwiska wybrałam bardzo mięciutki i przyjemny w dotyku pled. Idealny do otulania, przykrywania, ale też do harcowania na podłodze, czy budowania namiotów.

DYWAN lub MATA NA PODŁOGĘ

Ogólnie rzecz biorąc preferuję „gołe” panele, bo łatwiej jest je utrzymać w czystości, szczególnie przy małych dzieciach. Ale nie da się ukryć, że tego typu dodatki, zupełnie zmieniają wystrój wnętrza, nadając mu odpowiedni charakter i przytulność.

Do pokoju Stasia, zamiast typowego dywanu, wybrałam matę w neutralnej, biało-czarnej kolorystyce, z wizerunkiem drogi.

PUDEŁKA I KOSZE DO PRZECHOWYWANIA

Pokój dziecięcy, niezależnie od swojego rozmiaru, mieści w sobie całą masę skarbów małego człowieczka. Różnej maści zabawki, jak choćby: klocki, autka, lalki i pluszaki. Książki, kolorowanki, materiały plastyczne, puzzle, gry, a do tego poduszki, kocyki, no i – w przypadku maluchów – pieluszki oraz wszelkie kosmetyki do pielęgnacji. Wszystko to trzeba gdzieś trzymać, dlatego rozmaite pojemniki, pudełka i kosze są nieodłącznym elementem pokoju dziecięcego. Dobrane z głową mogą służyć zarówno do segregowania i przechowywania różnych gadżetów, pełnić rolę mebla, tj. stolika czy półki/regału – doskonale do tego sprawdzają się drewniane skrzynie – a także stanowią element dekoracji.

Osobiście jestem fanką drewnianych skrzynek, ale oprócz nich bardzo lubię też kosze płócienne, wiklinowe, czy z trawy hiacyntowej – podczas ostatnich zakupów upolowałam taki dla Stasia, w którym idealnie prezentują się jego pluszaki.

OŚWIETLENIE

Do pokoju dziecięcego poza głównym, sufitowym oświetleniem warto wybrać również dodatkowe lampy – podłogowe, stołowe, ścienne, lampki nocne lub girlandy.

Wybierając oświetlenie dla Stasia, szukałam czegoś co sprawdzi się zarówno jako źródło światła do czytania książeczek, zasypiania, a także jako ozdoba pokoju. Postawiłam więc na prostą lampę, z białym kloszem, na drewnianych nóżkach, którą można ustawić na komodzie lub podłodze – w jednym i drugim miejscu prezentuje się bardzo dobrze.

RAMKI NA ZDJĘCIA / OBRAZKI / PLAKATY

Ściany, komody, półki i regały – wszystko to można pięknie ozdobić różnymi obrazkami, plakatami, czy ładnymi ramkami ze zdjęciami. Pokój Stasia wzbogaciłam więc o nowe ramki – do jednej wsadziłam plakat z motywem gór, który idealnie współgra z malunkiem na ścianie i kolorystyką pozostałych dekoracji. Drugą zostawiłam z oryginalnym rysunkiem roślinki, bo po prostu mi się spodobał i uważam, że pasuje do wystroju nawiązującego do natury ;-)  

WAZON lub DONICZKA Z ROŚLINĄ

Ktoś pomyśli, że wazony i doniczki z kwiatami, to dobra dekoracja do salonu, czy sypialni, a nie pokoju dziecięcego, ja jednak lubię tego typu dodatki i myślę, że pasują do każdego pomieszczenia, dodając mu uroku i w pewnym sensie przytulności.  

Jak widać na zdjęciach pokój Stasia urządziłam w stylu minimalistycznym, w biało-szarej kolorystyce, z dodatkami w postaci naturalnego drewna oraz w jasnych, pastelowych barwach. Nie ma w nim wielu zabawek, zbędnych i pstrokatych elementów. Nie wprowadziłam tutaj żadnych dekoracji z modnymi dla chłopców motywami, takimi jak: dinozaury, auta, czy kosmiczne stwory, ani z bohaterami bajek – wszystko jest raczej neutralne. Wywodzi się to po pierwsze z mojego gustu i zamiłowania do prostoty, a po drugie wynika z faktu, że Stasiu, jako dwulatek, nie ma specjalnych upodobań – co by chciał mieć w pokoju. Nie ma jeszcze swojej ulubionej postaci czy wzoru.

Inaczej sytuacja ma się w przypadku starszych dzieci, nawet już w wieku przedszkolnym. Dla przykładu Pola, moja świeżo upieczona czterolatka, ma co najmniej kilka ulubionych postaci z książek, czy kreskówek. Potrafi więc otwarcie powiedzieć, a wręcz domagać się, by sprawić jej konkretne dekoracje do pokoju, z wizerunkiem bohaterów Krainy lodu, jelonka Bambi, czy popularnego od jakiegoś czasu jednorożca.

I żebym nie była gołosłowna, zdradzę Wam, że podczas ostatnich zakupów, gdy szukałam gadżetów do pokoju Stasia, wyszłyśmy ze sklepu z ramką na zdjęcia, szkatułką na skarby małej dziewczynki oraz skarbonką – wszystko z motywem jednorożca – radość Poli ogromna ;-)  I jak ładnie to wszystko się prezentuje!

Dodam, że wszystkie produkty, w które zaopatrzyłam moje dzieciaki (no poza matą na podłogę) kupiłam w Pepco – a więc udało mi się za jednym zamachem wybrać dla dzieciaków, wszystko to, co było potrzebne do udekorowania ich pokojów. 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Zdrowie 20 lutego 2020

Czym zastąpić kawę? 6 zdrowych propozycji na zastrzyk energii

Czym zastąpić kawę, by nie brakowało energii? To pytanie zadajemy sobie często, bo w ciągu dnia zazwyczaj nie brakuje nam zajęć, za to energii po pewnym czasie już tak. 

Ile można pić kawy? Jej miłośnicy twierdzą, że może nawet 3-4 filiżanki, fanatycy, że i więcej. Niestety nadmiar kofeiny w organizmie nie jest dobry i po dłuższym czasie możemy odczuć tego przykre konsekwencje, takie jak problemy z zasypianiem, drżenie rąk czy kołatanie serca. 

Żeby zadbać o zdrowie, warto wiedzieć, czym zastąpić kawę, nie odmawiając sobie jednocześnie zastrzyku energii.

Yerba mate. Ten napój odkryty został dawno temu przez Indian z Ameryki Południowej, a od pewnego czasu popularność zdobywa i u nas. Co prawda ma dość specyficzny smak i sposób parzenia, który nie każdemu odpowiada, ale nie sposób odmówić mu skuteczności w rozbudzeniu do działania. Yerba mate zawiera m.in: witaminę A, B1, B2, C, E, H, mikroelementy (sód, magnez, wapń, krzem, żelazo, potas) antyoksydanty. Mówi się o tym, że yerba łagodzi stany przewlekłego zmęczenia psychicznego i fizycznego, dobrze wpływa na koncentrację i proces myślenia. Ten napój skutecznie pobudza, a przy tym nie uzależnia. 

Zielona herbata. To popularny napój  o przyjemnym smaku, który dobrze służy zdrowiu i znakomicie pobudza. Jej miłośnicy twierdzą, że jest tak skuteczna, jak parzona kawa. Zielona herbata zawiera witaminy (A, B, C, E) , minerały (wapń, potas, miedź, cynk, mangan, fluor), garbniki, flawonoidy. Zawiera również teinę, która działa jak kofeina, ale w przeciwieństwie do tej w kawie, znacznie łagodniej. Trzeba tylko wiedzieć, że zielona herbata, długo zaparzana, działa uspokajająco i kojąco. Natomiast krótko parzona herbata pobudza, orzeźwia, ułatwia proces uczenia się i wpływa na poprawę  koncentracji. 

zielona herbata

Woda imbirowa. Woda imbirowa to nic innego jak woda z sokiem z cytryny i imbirem. Cytryna oczyszcza organizm z toksyn, dostarcza witaminy C oraz antyoksydanty, orzeźwia. Imbir przeciwdziała spadkom koncentracji, dobrze wpływa na pracę mózgu poprzez poprawę jego ukrwienia. 

Zielone koktajle. Te zdrowe napoje wspierają funkcjonowanie ciała i umysłu, ponieważ są skarbnicą wielu cennych substancji. Zielone koktajle owocowo-warzywne dostarczają wiele witamin, minerałów, błonnika i antyoksydantów. Można je wypijać  do śniadania i wtedy, kiedy zabraknie energii, zamiast kolejnej filiżanki kawy. Takie koktajle bez dodatku cukru pozytywnie wpłyną na zdrowie i urodę.

Korzeń maca. Korzeń maca dostarcza do organizmu wspierające układ nerwowy witaminy z grupy B oraz witaminę C, miedź, cynk, mangan i żelazo. Maca dodaje energii, zwiększa odporność na stres i wspiera układ krwionośny. Sproszkowany korzeń maca można dodawać do zielonych koktajli, owsianek, zup, czy sałatek

Sok z buraków. Szczególnie przydatny jest przy fizycznie męczących zadaniach. Buraki zawierają azotany, dzięki którym organizm człowieka zużywa mniej tlenu, więc wysiłek fizyczny jest mniej męczący. Udowodniły to naukowców z Uniwersytetu Exeter –  wystarczy pić pół litra soku dziennie, by zwiększyć już po tygodniu wytrzymałość o 16%. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Gry planszowe i nie tylko 18 lutego 2020

Spacer po Burano – zbuduj swoją kamienicę na włoskiej wyspie!

Burano to włoska wyspa znajdująca się na Lagunie Weneckiej (około 7 kilometrów od Wenecji). Znakiem rozpoznawczym tego regionu są kolorowe domki, wyglądające jak architektoniczna tęcza, ciągnąca się wzdłuż kanałów. Co ciekawe, każdy sąsiadujący ze sobą budynek ma inną barwę. Legenda głosi, iż dawniej kobiety malowały na różne kolory swoje domy po to, by ułatwić trafienie do nich swoim mężom, wracającym z połowów w stanie wskazującym ;-) W ten oto sposób powstało wyjątkowe, mozaikowe miasteczko, do którego ściągają tłumy turystów.

Urok Burano okazał się na tyle silny, że stał się inspiracją do powstania gry „Spacer po Burano”, którą stworzyło dwóch Tajwańczyków, Wei-Min Ling i Maisherly Chan, a wydała Nasza Księgarnia.

Jak sam tytuł wskazuje, aby wziąć udział w rozgrywce musimy przenieść się (z pomocą swojej wyobraźni oczywiście) do Włoch, a tam zabawić w architektów i budowlańców. Gra bowiem polega na tym, aby budować kamienice, zgodnie z panującymi w rzeczywistości zasadami, to znaczy – obok siebie nie mogą stać dwa budynki w tym samym kolorze. Ma być pstrokato, mówiąc wprost, a przy tym na tyle atrakcyjnie, by przyciągnąć jak najwięcej turystów. Oni natomiast mają pewne swoje upodobania – jedni lubią koty, inni kwiaty, jeszcze inni kolorowe markizy zdobiące budynki. Trzeba więc wziąć te aspekty  pod uwagę i tak projektować uliczki Burano, by zwiedzający chcieli spacerować przy naszych kamienicach.

Generalnie rozgrywka jest prosta i szybka (trwa około 30 minut, nie więcej). Zasady nie są skomplikowane, choć trzeba przyznać, że przed rozpoczęciem gry po raz pierwszy, należy przebrnąć przez piętnastostronicową instrukcję. Początkowe rundy mogą więc być trochę zagmatwane i wymagające ciągłego wertowania książeczki z zasadami.  Ale wystarczą dwie, może trzy kolejki, by wszystko okazało się jasne i by wyłapać ewentualne błędy jakie się popełniało, tudzież to, jakie reguły się niechcący pominęło – nam się tak zdarzyło bodajże dwa razy.

Co dokładnie znajduje się w pudełku z grą Spacer po Burano?

W środku pudełka znajdziemy: siedemdziesiąt dwie karty kamienic, podzielone na trzy poziomy – parter, pierwsze piętro i dach. Mamy też osiem dwustronnych kart rusztowań, dwadzieścia sześć kart postaci, podzielone na dwunastu turystów oraz czternastu mieszkańców. Do tego osiemnaście monet, szesnaście żetonów „Pozwolenie na budowę”, znacznik osoby rozpoczynającej grę, w postaci czarnego kota, a także notes do zapisywania punktów.

Przygotowanie do gry oraz ogólne zasady

Przed rozpoczęciem rozgrywki trzeba oczywiście przygotować grę, w tym celu na środku (stołu) rozkładamy trzy stosy kart kamienic.  W zależności od liczby graczy z każdego stosu odkrywamy od trzech do pięciu kart i układamy je w trzech rzędach, zgodnie z piętrami budynków, tzn. parter na samym dole, na środku pierwsze piętro, a na górze dach. Pozostałe karty zostawiamy z boku, odwrócone obrazkami do dołu – one będą czekać na kolejną rundę.

Na środku, ogólnie dostępne, układamy również karty z wizerunkami turystów oraz mieszkańców. Natomiast każdemu graczowi rozdajemy odpowiednią ilość monet, żetony z pozwoleniem na budowę i karty z rusztowaniami, będącymi początkiem budowli.

Jak już wspomniałam wcześniej, gra polega na tworzeniu kolorowych kamienic. W tym celu każdy w swojej rundzie wybiera jedną, dwie lub trzy karty z wizerunkami poszczególnych pięter budynków. Następnie, możemy, ale nie musimy, wyłożyć je przed sobą, rozpoczynając tym samym budowę. Trzeba jednak przy tym pamiętać o kilku zasadach, między innymi o tym, że za wykładanie swoich kart, a więc budowanie, trzeba wpłacać do banku określoną liczbę pieniędzy – jeśli wydamy wszystko co mieliśmy, nie możemy rozkładać przed sobą nowych kart.

Druga kwestia, poszczególne kamienice (trzypiętrowe) powinny być tworzone w tym samym kolorze, z kolei sąsiadujące ze sobą budynki muszą mieć inną barwę.

Budowę zaczynamy od dołu, tj. od parteru – nie można najpierw wyłożyć karty z dachem, czy z pierwszym piętrem. Każdy gracz może wybudować maksymalnie pięć kamienic – ustawione jedna obok drugiej

Jeżeli z jakiegoś powodu nie wykładamy w swojej rundzie kart na stół, możemy trzymać je w ręce, z tym że dozwolone jest posiadanie maksymalnie trzech. Jeśli mamy ich więcej musimy odłożyć część na spód odpowiedniego stosu. Podobnie jest z monetami –możemy mieć pieniądze o wartości sześć, jeśli mamy ich więcej, nadmiar odkładamy do banku.

Ogólne zasady budowy możemy złamać, korzystając z jednego ze swoich żetonów „Pozwolenie na budowę”, wtedy możemy np. wybudować kamienicę, która będzie składała się z różnych kolorów pięter. Odkładając jednak taki żeton do banku, pozbawiamy się przy tym trzech cennych punktów – każdy bowiem taki kartonik daje trzy dodatkowe punkty na koniec rozgrywki. Jest to ważne, ponieważ gry nie zwycięża ten, kto pierwszy ukończy budowę pięciu kamienic, a ten, kto zdobędzie najwięcej punktów.

Z kolei po to, by uzbierać sporo punktów trzeba budować kamienice z głową, tak by były atrakcyjne dla turystów i mieszkańców, którzy podbijają punkty, np. za obecne w oknach markizy i kwiaty, siedzące na parapetach, czy dachach koty, albo za postawione lokale usługowe, takie jak pizzeria, czy lodziarnia.

Tak przedstawia się ogólny zarys gry, przedstawiający czym właściwie jest Spacer po Burano. Więcej szczegółowych wskazówek, znajdziecie oczywiście w instrukcji. Zachęcam Was do sięgnięcia po tę grę, bo naprawdę jest fajna. Nie ma skomplikowanych zasad, jest dość prosta, więc moim zdaniem śmiało można grać z dziećmi młodszymi, niż jest to zasugerowane na opakowaniu (od dziesięciu lat).

Aczkolwiek nie jest to też typ gry bezmyślnej, żeby coś w niej ugrać, trzeba się skupić, trochę pomyśleć, dobrze analizować i planować. A w przypadku dzieci, szczególnie tych, które uczą się liczyć, jest dobrą okazją do ćwiczenia rachowania ;-)

Gra została ładnie wydana, mieści się w niewielkim pudełku, co jest jej dużym atutem, bo dzięki temu bez problemu będzie można zabrać ją w podróż, by umilała czas będąc poza domem.

Nam bardzo przypadła do gustu, szczególnie, że zeszłoroczne wakacje spędziliśmy we Włoszech, co prawda nie byliśmy na wyspie Burano, ale za to zwiedziliśmy Wenecję. Mamy więc z tym rejonem cudowne wspomnienia, dlatego też wieść o tym, że Nasza Księgarnia wydała grę z włoskim akcentem, przyspieszyła bicie naszych serc ;-)

Polecam!

 

 

Serdecznie dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie recenzenckiego egzemplarza gry.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close