Mobbing w pracy ze względu na posiadanie dziecka? Myślisz że to niemożliwe? Przeczytaj!

Mobbing w pracy ze względu na posiadanie dziecka? Myślisz że to niemożliwe? Przeczytaj!


Żaklina Kańczucka

2 marca 2016

Otwieram maila od znajomej, a w załączniku nagranie głosowe. Najeżdżam kursorem, naciskam play i nadstawiam uszu. Po serii trzeszczących słów wyłapuję:

  • gówno mnie obchodzi że twój dzieciak zachorował, masz męża to niech on po niego jedzie, ty masz swoją robotę
  • ale szefie, przecież nie mogę się do niego dodzwonić a mała ma gorączkę, wymiotuje, proszę, muszę zabrać z przedszkola moje dziecko
  • możesz prosić, mam na to wy*bane (…)

Słucham i nie wierzę, zaraz po tym następuje istny słowotok podczas którego Szef Idiota radzi dziewczynie, żeby na przyszłość sobie “p*zdę” zaszyła jeśli nie umie sobie radzić z daleka od dziecka….

Zatkało mnie, to moja znajoma, mieszkamy obie w niewielkich miastach, o dobrą pracę trudno, a o dobrze płatną jeszcze gorzej. Ona to słyszy dzień w dzień, obelgi, inwektywy, upokorzenia od szefa, który ma własne dzieci!!!

Ona nagrywa ich “rozmowy” nie od dziś, bo od długiego czasu poddawana jest ostremu mobbingowi. Wytrzymuje, bo musi. Za te pieniądze karmi córkę, ubiera ją i opłaca przedszkole. A mąż? A mąż próbuje ją uspokoić, wmawia że nie warto się kłócić, bo jak sobie narobi gnoju idąc do sądu, to nigdzie do pracy nie pójdzie.

Ja uważam inaczej. Wobec takiego skurczysyństwa, powinna nagrywać każdą rozmowę, każde pojedyncze słowo i iść z tym do inspekcji pracy, po poradę i pomoc. Nagranie przeciwko słowom bez pokrycia, tak żeby się sprawiedliwości nie wywinął. A później do sądu, żeby gościa, który zadeptał jej godność jako matki i jako pracownika sprowadzić do tego samego poziomu, żeby poczuł się tak samo malutki.

Przeraża mnie to, w jaki sposób nienawiść można wylewać na inne osoby, zawinione, niezawinione, ot tak, pierwszym lepszym słowem. Nie ona jedna jest tak niebosko poniewierana, ale tylko ona coś z tym robi. Reszta załogi milczy, bo przecież pieniądze niczym łuski zalepiły ich oczy… I co zrobić?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zostałam mamą…..i tak straciłam pracę

    1. ja po pierwszej ciąży również, więc znam ten ból

    2. Ja też nie. Przez fakt posiadania dzieci jestem pracownikiem gorszego sortu, koledzy mogli być nierobami, mogli chować się po kątach lecz to ja byłam ta co bierze zwolnienie na dzieci (raz).

    3. Adrianna jakie to okropne – pracownik „gorszego sortu”…

    4. To piateczka. Wróciłam z urlopu wychowawczego i bumm- pracy nie mam ;)

    5. Agata, ładne bumm ;) ależ można się niemile zdziwić

    6. Ja też. Nie przedłużyli mi umowy podczas macierzyńskiego, choć pracowałam w miejscu, które opiera swoje istnienie na dzieciach (centrum nauki) i chociaż przed ciążą dostawałam nagrody i awanse… :(

  2. Moj szef juz tez narzeka mimo ze przez rok na zwolnieniu bylam dwa razy…:-(

    1. dwa razy, w ciągu roku… a dzieci potrafią co miesiąc chorować, ehhhh

    2. Dokladnie. Na szczescie moje troche przystopowaly (mam dwojke 4 i 5 lat) z chorobami ale i tak juz szef glowe suszy… I jak znowu mi zachoruja w jednym czasie to chyba bede musiala pozegnac sie z praca :-/

    3. 2 razy w roku. Ja juz w tym roku 2 razy byłam. Dzisiaj byłam 25 min później w pracy i jeszcze się godzinę wcześniej zwolniła.

    4. Ja wlasnie siedze ten drugi raz na zwolnieniu i juz mialam gadane ze juz mi nie da pojsc ze mam meza i on powinien isc na zwolnienie….:-/

    5. Gdybym w tym roku byla drugi raz to juz bym chyba powrotu nie miala:-/

    6. Edyta oby nie, szef też człowiek i często ma rodzinę, przydałaby się elastyczność i odrobina empatii „z góry”

    7. Justyna czyli szef ok, można pozazdrościć

    8. Heh obym za szybko nie potrzebowala kolejnego zwolnienia bo chyba nie chce sie przekonac o jego empatii ewentualnie jej braku:-) z reszta wszystkim mamusiom zycze jak najmniej zwolnien lekarskich i zdrowka wszystkim dzieciaczkom:-)

    9. Edyta przyłączam się do dobrego słowa:)

    10. Co do tego to tak . Ale jak wiedziałam że nie będzie mnie w poniedziałek , to pojechałam w niedziele wieczorem na 2-3h do pracy zrobić to co jest na juz. Żeby go nie zostawić samego z tym wszystkim .

  3. O matko. Mój szef ma dzieci i wie jak czasem może być pod górkę

    1. fajnie masz, jak widać zdarzy się szef idiota który ma radość w gnębieniu

    2. niestety, czasami nawet ojcowie potrafią być wrednymi szefami a nie ojcowie wyrozumiałymi;

  4. Ela Wolinska

    Niestety, ale takie nagrania nie mogą być dowodem w sądzie. Nie wolno nikogo nagrywać bez jego zgody. Ale do Sądu i tak powinna pójść. Prawo jest po stronie pracownika. Swoją drogą to kierownik czy właściciel, bo może warto gdzieś wyżej uderzyć i pokazać te nagrania?
    Najlepiej jakby do prawnika z tym poszła, na pewno doradzą co robić.
    Powodzenia.

  5. Ten cały szef ma kogoś nad sobą, więc przekażę twoją radę dziewczynie. Dziękuję. Nagrania nie mogą być dowodem, to straszne, bo na tych nagraniach cała „kwintesencja” chamstwa

  6. Oj coś wiem na ten temat. Straciłam prace bo osmielilam się jechać z dzieckiem półtora roku do szpitala zamiast na otwarcie sklepu 100 kilometrów od domu. Dziecko miało prawie 40 stopni i bakteryjne zapalenie jelit. Kierowniczka niby rozumiała ale…..

    1. ale… a dla mamy dziecko zawsze najważniejsze

  7. Jest to ogromny problem, dylemat wielu rodzin, my mamy z jednej strony jestesmy wściekłe na to że dzieci przyprowadzane sa chore do przedszkola (ja tego nie akceptuję i sie bardzo wkurzam, np dzisiaj tak bylo bo dopiero co moja córka wyzdrowiala i, wrocila po zapaleniu płuc a tu chore dzieci w grupie) z drugiej strony może sa to dzieci mam, ktore mają takich ,,kochanych,, szefów, którzy stosuja mobbing. Niby sprawa prosta nagrac, wytoczyc sprawę zwolnic się i znaleźć prace ale wiadomo ze dzisiejsze czasy na to nie pozwalają. Ja mialam jednego takiego szefa, co gorsza szefową, ale cale szczęście jednego pozostali super nie mogę narzekać

  8. No wlasnie uwielbiam to ale… Szef rozumie dzieci najwazniejsze zdrowie najwazniejsze ale zawsze jest to ale…

  9. Na miejscu tej kobiety walczylabym o swoje! Mój mąż jest takiego samego zdania! Tak być nie może!!
    Natomiast bardzo często tak jest. Ja obecnie nie pracuje ze względu na dziecko,często na rozmowach słyszałam i słyszę przykre słowa „pani ma dziecko, tak? A co pani zrobi jak zachoruje? Przecież nie można ciągle na l4 chodzić” itp. Z góry jestem skreślona bo dziecko właśnie. Zdarzyło mi się również usłyszeć słowa „jak pani zajdzie w ciążę pracując u mnie to pani tego gorzko pożałuje i mi się nie wypłaci”…

    1. Pytania o dziecko i plany prokreacyjne, boskie :/

    2. Serio? Ciekawe co by zrobil. Pierdyknelabym mu zwolnieniem i niech spada na drzewo.

    3. Karolina ale to tylko na krótką metę podziała,a później albo się zwolnić, albo Cię zwolnią.

    4. Przykre, że tak się dzieje, zwłaszcza to ostatnie zdanie mam na myśli… Jestem z lekka przeterminowanym kawalerem (mówiąc językiem dzisiejszych czasów: odpowiedzialnym singlem) – w lipcu 39 lat, ok. 83 tys. zł zadłużenia, bo mi się 9 lat temu zachciało działalności gospodarczej i w życiu bym nie pomyślał o tym, żeby mi choć cień takiej myśli przeszedł przez głowę, gdybym zatrudniał kobietę. Przecież macierzyństwo jest naturalnie wpisane w życie każdej z Was – z wszystkim dobrym i mniej dobrym, co się z nim wiąże i żaden **** uważający się za nie wiem kogo, bo jest szefem działu lub firmy nie ma prawa Wami gardzić, bo zdecydowałyście się na podwójną pracę – społeczną będąc matkami i zawodową w tej czy innej firmie. Co gorsza, nieraz kobiety są bardziej wredne dla siebie nawzajem… Oby żadna kobieta nigdy więcej nie usłyszała takiej groźby jak zacytowana, za którą ten ktoś będzie odpowiadał na Sądzie Ostatecznym, a za którą już powinna taka osoba wylecieć ze swojego stanowiska.

      1. Małe dopowiedzenie, bo wyszło niezrozumiale po tym, gdzie mój post jest wyświetlony: miałem na myśli ostatnie zdanie w poście Anny Rogóż. Obyście nigdy takiego czegoś nie doświadczyły :)

  10. Jedyne co moze zrobic to zmienic prace ale przed odejsciem bym porozmawiala z prawnikiem co zrobic aby mu to udowodnic bo nie wiem czy takie nagrania bez jego wiedzy moga byc dowidem. Pozniej tylko sprawa w sadzie.

    1. nie mogą, ale to najlepszy dowód na to co się dzieje w firmie, oby inspektor pracy dobrze jej doradził

    2. Prawo jest w trakcie zmiany… sad moze dopuscic dowody zebrane w sposob nielegalny,+bez zgody drugiej osoby… jesli stanowia one dowod winy oskarzonego lub jesli stanowia o niewinnosci oskarzonego…
      Wiec powodzenia…

    3. Anna dziękuję, koniecznie ona musi to przeczytać!

    4. Mam nadzieje,ze przeczyta! Z tego co sie orientuje to PiS pracuje nad ta ustawa… ale nie wiem ile czasu potrzeba od ustalenia ustawy do wejscia jej w zycie! Ale,predzej czy pozniej,to ten skurwiel,jej szef,dostanie to na co zasluzyl! ???

  11. Tylko zmiana pracy wchodzi w gre. Kiedy Wy w koncu nauczycie pracodawcow szacunku do siebie? Przeciez w cywilizowanym kraju takie zachowania nie przeszlyby. Ja bym zapytal siebie: Czy chcialbys, aby pracodawca w taki aposob potraktowal Twoja corke? Nie chcialbym, dlatego poszukalbym nowej pracy. Natychmiast!

    1. wiesz Artur, wszystko się zgadza ale to ona z tych pieniędzy- a zarabia naprawdę dobrze, pozwala im przetrwać z kredytem. Myślą już nad wyjazdem za granicę, i szczerze mówiąc im się nie dziwię. Ja sobie mogę krzyknąć oburzona i próbować radzić, ale prawda jest taka, że na mnie nikt nigdy głosu nawet nie podniósł, niczym mi nie groził…

    2. Jakos trudno mi by bylo uwierzyc, ze ktos na Ciebie krzyczy. Poza mezem ;-)

      Wyjazd to dobra opcja. Trudna, ale ja polecam kazdemu. Rozszerza to horyzonty i jest dla ludzi odwaznych. Pieniadze nie moga powodowac, ze bedziemy niewolnikami. Wyglada to tak, ze ona zarabia powiedzmy 7000 miesiecznie i w zamian szef moze ja traktowac jak szmate. Jaka jest stawka za bezkarne molestowanie zatem, a ile trzeba placic by moc „legalnie” gwalcic – pytam przewrotnie.

    3. Artur, masz rację :D kto by się darł na taką heterę :P a na serio, mam szczęście do ludzi :)

  12. Tylko zmiana pracy wchodzi w gre. Kiedy Wy w koncu nauczycie pracodawcow szacunku do siebie? Przeciez w cywilizowanym kraju takie zachowania nie przeszlyby. Ja bym zapytal siebie: Czy chcialbys, aby pracodawca w taki aposob potraktowal Twoja corke? Nie chcialbym,

  13. Ja się nawet nie będę już wypowiadać,bo słów szkoda…większość myśli że jest bezkarna. Miałam naprawdę uczciwych pracodawców, szczerych do bólu, rozumiejących, ale i takich z drugiej skrajności, na których szkoda język strzępić. Z tą różnicą, że ja zawsze powiem co myślę a nie siedzę pokornie. Teraz mam urlop wychowawczy do połowy lipca..ehh..zobaczymy jak będzie.. ale nie wróżę nic dobrego, po komentarzach które jużpadły

  14. Straszne :( nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w pracy a napewno jakby takie coś mnie spotkało to szukałabym innej…. współczuje :(

    1. ona nie bardzo ma gdzie szukać, jakby nie patrzeć jak się ma kredyt, czasem trzeba tyrać byle te kilka tysi było, niż robić przyjemnie za najniższą na której rachunków się nie opłaci

  15. Miałam praktycznie tak samo gdy pracowałam w BZ WBK na kasie. Moje dziecko miało wysoką gorączkę (39′) i wymiotowało, a dyrektora w ogóle to nie obchodziło. Wtedy po prostu wstałam i powiedziałam że wychodzę a on niech robi co chce…
    Okazało się że syn miał poważne zapalenie ucha i trafiliśmy do szpitala na 2 tygodnie.
    Gdy dyrektor dostał L-4 ze szpitala zmiękł i powiedział iż nie wiedział że to aż tak poważne było. Po wyzdrowieniu syna złożyłam wypowiedzenie z pracy.
    Niestety w korporacjach takie rzeczy są na porządku dziennym…

    1. szkoda że zmiękł dopiero po tym. A myślałam że taka znieczulica to rzadkość

    2. Niestety nie. Moje dziecko jest chore i często leży w szpitalu albo w domu w łóżku. Wszyscy pracodawcy w momencie zatrudnienia rozumieją że matka musi być przy chorym dziecku i liczą się z tym iż pójdzie na L-4, a jak już faktycznie pójdzie to są wielkie problemy i zaraz potem nieprzyjemności i nierzadko kończy się to rozstaniem z pracą…

  16. Takie zachowania powinny byx pietnowane i zglaszane do odpowiednich instytucji…
    A sami ludzie,ktorzy sa pracodawcami powinni puknac sie codziennie rano w glowe zanim wyjda z domu-tak profilaktycznie,hehe

  17. nie tylko ona jedna ma takie problemy

    1. i to jest przerażające :/

  18. Po takim tekście szefa wychodzę, nie ma opcji, żeby tam siedzieć.

  19. To jest straszne. Ja rozumiem, że o pracę jest ciężko, szczególnie w małym mieście, ale trzeba potrafić się szanować. Dając przyzwolenie na takie zachowanie i poniżanie pracownika jedynie napędza się ten mechanizm. Ktoś powinien ostro utrzeć facetowi nosa.

  20. To jest po prostu straszne i niewiarygodne, że takie rzeczy się dzieją. Ja sama po powrocie z macierzyńskiego usłyszałam, że nie dostanę wymarzonego stanowiska dlatego, że mam dziecko i chodzę na zwolnienia, a na rozmowie rekrutacyjnej w innej firmie usłyszałam od potencjalnego przełożonego, że na tym stanowisku, o które się starałam, nigdy nie zapłacił danej osobie więcej niż o tysiąc mniej, niż mu powiedziałam, że chcę zarabiać, chociaż on i tak nie wie jak za takie pieniądze w ogóle można przeżyć.

  21. Jeżeli nie zmieni się polityka prorodzinna chroniąca matki, to i 1000+ i 2000+ nie pomoże w tym,aby rodziło się więcej dzieci.

  22. Ten,, szef,, jeżeli tak się zwraca do pracownicy to jaki horror mają żona,dzieci jego w domu.

  23. Dorota Grześ

    a ja w tym roku kalendarzowym mam już 6 raz zwolnienie na dzieci. Mam ciągle chorującą dwójkę i nikogo kto mógłby się nimi zająć. Tylko patrzeć jak pożegnam się z firmą… Nieważne, że przez 7 lat nie brałam zwolnień.

  24. Sama to przerobilam. ..nic na to nie poradzę

  25. Niestety to nie rzadkość. Często słyszę od innych mam na placu zabaw jak jest w pracy. I tylko tłumaczenia, że gdyby nie kredyt to dawno by rzuciły pracę w cholerę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Nie wpędzaj dziecka w stereotypy. Etykiety są dla produktów, nie dzieci

Nie wpędzaj dziecka w stereotypy. Etykiety są dla produktów, nie dzieci


Agnieszka Jelinek

1 marca 2016

Ostatnio buszowałam po sklepach i Internecie w poszukiwaniu prezentów dla mojej bratanicy, oraz mojej chrześnicy w wieku przedszkolnym, gdyż zbliżają się ich urodziny. Na samym początku uderzył mnie wszędobylski róż w niezliczonej liczbie odcieni. Wcale nie tak łatwo było znaleźć prezent dla dziewczynki, nie dyktowany dzisiejszą modą bladoróżowości. Ot taki jeden typowy pogląd w naszym świecie, wręcz stereotypy, że wszystko co różowe musi być do dziewczynki.

Nasunęła mi się refleksja, skąd wokół nas tyle stereotypów, którym ulegamy, nie tylko w kwestii dziecka, jego ubioru, zabawek, ale także w kwestii zawodu, jaki wykonują kobiety lub mężczyźni. Te uprzedzenia, przesądy stają się pewnymi standardami za pomocą których jesteśmy oceniani, czy postępujemy zgodnie ze swoją płcią. Jednym słowem, jesteśmy szufladkowani na każdym kroku.  

Skąd w ogóle wzięły się stereotypy?

Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba sięgnąć daleko w przeszłość, do najstarszych zapisków, czy tradycyjnych wierzeń. W wielkim skrócie miejsce kobiety jest w domu, a mężczyzny poza nim. Od kobiet oczekiwano czułości, wrażliwości na potrzeby innych oraz troski. Uważano, że są zależne od mężczyzn, uległe, bierne i uczuciowe. Od mężczyzn zaś oczekiwano pewności siebie, fachowości, wiedzy z różnych dziedzin, która miała im pomóc osiągnąć sukces w świecie zewnętrznym. Powstał obraz mężczyzny jako: męża i ojca pracującego na utrzymanie rodziny, a kobiety jako matki i żony, zadowolonej gospodyni domowej, która troszczy się o rodzinę.

Jakie są podstawy tych konwenansów?

Przede wszystkim to różnice fizyczne, intelektualne i emocjonalne. Nie od dziś wiadomo, że paniom łatwiej wczuć się w emocje drugiej osoby, są po prostu bardziej empatyczne. Zapewne wielki wpływ na takie, a nie inne postrzeganie roli kobiety i mężczyzny mają nauki płynące z Biblii – gdyż chcąc nie chcąc, chrześcijaństwo ma na nas wpływ.

Od początku poprzedniego stulecia stopniowo odrzucano pewne stereotypy, dziś ulegają one zmianom poprzez takie czynniki jak: styl życia, wyższe wykształcenie kobiet, mody na małe rodziny, jak również jednakowe możliwości zawodowe kobiet.

Ze względu na płeć przypisywane są role, które wyznaczają wzory zachowania, które są aprobowane i akceptowane przez grupę społeczną, z którą człowiek się identyfikuje. Nawet dzisiaj mamy do czynienia z przekonaniami, iż dany zawód, czy zachowanie w pewnej sytuacji nie przystoi kobiecie, czy mężczyźnie.  

Gdzie w tym wszystkim kształtowanie tożsamości dziecka?

Dziecko, chłonne wiedzy i spostrzeżeń bardzo szybko  uczy się znaczenia stereotypów związanych z płcią:

  • W pierwszym etapie poznaje, że tata i mama (mężczyzna i kobieta) inaczej się ubierają, inaczej czeszą.
  • następnie poznaje, że osoby dziewczynki nie robią tego samego co chłopcy (bawią się innymi zabawkami, grają w inne gry, uprawiają inne sporty, oglądają inne filmy itp).
  • Dziecko zauważa, że mężczyźni i kobiety mają odmienne zdolności i wykazują je w różnych osiągnięciach.
  • W ostatnim etapie dziecko poznaje, iż prestiż przypisywany pewnym właściwościom i wzorcom zachowania jest różny (praca poza domem jest lepsza od pracy domowej, bo za pierwszą dostaje się pieniądze, ale może też być odwrotnie, zwłaszcza dziś kiedy wiele osób ceni sobie zdalną pracę).

Ze swoją płcią identyfikują się już trzylatki, czterolatki są jej świadome, a pięciolatki wiedzą, że ich płeć się nie zmieni. Psychiczna akceptacja ról, praw i obowiązków pojawia się dopiero w okresie dojrzewania. Najważniejszym okresem socjalizacji są środkowe lata dzieciństwa (6-12 lat). Dla dziecka „dorośli” i „dzieci” to dwa odrębne gatunki. Dziecko gromadzi coś w rodzaju „statystyk” poprzez obserwację zachowań, sposób ubierania się osób należących do jednej lub drugiej płci, między innymi poprzez środki masowego przekazu itp. Gromadząc te dane, które dotyczą kategorii stwierdza różnice między nimi. Tożsamość płciową dziecko nabywa w głównej mierze poprzez proces porównywania się z rówieśnikami. Na podstawie swoich odczuć – co go interesuje, jak chce się zachowywać – umieszcza się  jednej lub w drugiej kategorii. I w tej  kategorii dokonuje się ich proces socjalizacji.

Nie wolno nam zapomnieć, że w procesie socjalizacji tożsamości płciowej ogromną rolę odgrywają rówieśnicy i My, rodzice dziecka. Nabycie owej tożsamości pozwala naszemu dziecku podjąć rolę ze względu na jego płeć, która jest swego rodzaju jej wyznacznikiem. Jednym zdaniem: czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci…

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Jesteś taka sama jak twoja matka!

Jesteś taka sama jak twoja matka!


Żaklina Kańczucka

27 lutego 2016

Pewnie nie jeden raz słyszeliście, że wasze dzieci są do was tak bardzo podobne. I to jest miłe, pozwala się przejrzeć w lustrze czasu i pomyśleć jak się wyglądało w wieku pociech. Pewnie stare fotografie uwieczniły tę samą mimikę, kolor oczu czy kształt uszu. Fajnie jest być podobnym, to daje niesamowite poczucie szczególnej więzi.

U mnie młodszy syn ma więcej moich cech, a starszy ojca. A ja, gdy patrzę w lustro, coraz częściej widzę moje podobieństwo do mojej mamy. Nie tylko w kwestii urody, ale pewnych zachowań, które wydają się być przez kalkę odbite.

Jesteś jak twoja matka…

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego tak jest? Geny, wzorzec zachowania przekazany przez nią? Cholera wie, pewnie wszystkiego po trochu. Tak, jestem taka jak moja mama, choć totalnie różnimy się charakterami. Ona dyplomatka, a ja wręcz przeciwnie. Ba! Charakterna to ja jestem po ojcu, nie ma żadnej wątpliwości. Ojciec mi mówi – “jesteś taka jak twoja mamusia”, mama powtarza “wykapany tatuś”. Ale charakter zostawmy w spokoju, nie chcę robić sobie złej reklamy ;)

Już jakiś czas temu złapałam się na tym, że obie tak samo wywracamy oczami na znak dezaprobaty, politowania dla ludzkiej głupoty. Wywracamy jasnoniebieskimi oczami i wzdychamy tak samo. Matka i córka. Nie, nie ma między nami magicznej więzi, nigdy nie byłyśmy ze sobą przesadnie blisko, ale w lot łapiemy to, co chcemy sobie powiedzieć. Jedno spojrzenie, ten sam uśmiech kącikiem ust i obie już wiemy. Rozłożyło mnie na łopatki, gdy kiedyś obie stając w kuchni, oparłyśmy ręce na biodrach. W ten sam sposób i nie bez przyczyny. Robimy tak obie za każdym razem, gdy stajemy w obliczu sytuacji, przy której ręce nam opadają. Choć nam akurat opadają na biodra :)

Mamy to samo chmurne spojrzenie znad filiżanki kawy, kiedy coś nie gra. Milczymy obie, nie używając zbędnych słów. Nie lubimy zbyt dużo rozmawiać o tym, co nas boli, co nam dokucza. Radzimy sobie same, od zawsze, nie prosimy o pomoc. Czy to dobrze? Nie wiem, wiem, że skoro ona w milczeniu trawi kłopoty wychodząc z nich obronną ręką, mnie też krzywda raczej nie grozi. Jesteśmy do siebie podobne fizycznie, choć ja szczęśliwie wysoki wzrost odziedziczyłam po ojcu. Obie szatynki z falującymi włosami, których specjalnie nie lubimy i które z zamiłowaniem przykrywamy farbą. Obie bardzo szczupłe, bez cellulitu i rozstępów. Nasze ciała są z jednej matrycy, po ciążach nasze pośladki wyglądają tak samo, podobnie jak piersi. Pewnie starzeć też będziemy się podobnie.

Mamy tę samą wrażliwość na ludzką krzywdę i cierpienie zwierząt. To mama łaskawym okiem spoglądała na coraz to inne zwierzęta, które ściągałam cichaczem do domu. Lubimy naturę, porządnie wykonaną pracę i wizyty w bibliotece. To ona podsunęła mi książkę o polskiej władczyni, w której się zakochałam a fascynacja trwa po dziś dzień. To ona “zakochała mnie” w czytaniu książek. I jestem jej bardzo za to wdzięczna, przekazując zamiłowanie do książek moim dzieciom.

Tak, jestem jak moja matka, i jestem z tego dumna. I bardzo bym chciała, by moje dzieci z takim samym wzruszeniem mogły wspomnieć mnie gdy spojrzą w lustro, lub zawieszą chmurny wzrok nad filiżanką kawy.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Kiedy sama zostałam matką zaczęłam zauważać, że trochę przypominam swoją mamę. Jeżeli odejmę to co mnie w niej denerwowało dochodzę do wniosku że nie jest tak źle :)

  2. Milena kaminska

    Ja często słyszę od innych, że jestem podobna do mamy, a jeszcze częściej od Jej śmierci, gdy bliscy ją wswspominają. Koleżanki mamy z pracy, znajomi przyjaciele których miała mnóstwo i rodzina. Podobno taki sam głos, te same spojrzenie, gesty charakter. :( brakuje mi JEJ Bardzo

    1. Przykro mi że Jej z Tobą nie ma :( ale to piękne, że pewne cechy wspólne, przywołują na myśl ciepłe wspomnienia…

  3. Trudno mi jest sobie przypomnieć..Chyba wrażliwość,muzykalność.Co do wyglądu-sama nie wiem..Mamy nie ma już tak długo…

  4. Oj dlugo by opowiadac mam juz swoje lata i sama sie lapie na tym,ze zaczynam sie zachowywac,smiac i czepiac innych jak moja mama

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Język angielski dla dzieci czyli szkolne czary mary

Język angielski dla dzieci czyli szkolne czary mary


Mirella

26 lutego 2016

Nauka języków obcych ważna rzecz, a im wcześniej się ją zacznie tym lepsze efekty przynosi, o tym wie chyba każdy. Cieszę się, że język angielski dla dzieci trafił już pod przedszkolne strzechy.Tam Duśka zetknęła się z nim po raz pierwszy. W szkole oprócz programowych zajęć chodzi na dodatkowe lekcje angielskiego. Dwie panie, dwa różne podejścia. Skrajnie różne.

Pierwsza pani to ta od angielskiego „klasowego”. W kontakcie z osobą dorosłą sympatyczna, nie mogę powiedzieć, że nie. W sumie nie wiem czy ją lubię, za krótko rozmawiałyśmy. No tak czy siak, była miła. W kontaktach z dziećmi… chyba nie do końca sobie radzi. Nie raz gdy angielski był ostatnią lekcją odbierałam Duśkę zapłakaną. Dlaczego? „Bo dzieci były niegrzeczne i pani powiedziała, że nie pójdziemy do domu”. Ile ja się namęczyłam, żeby ją przekonać, że nie ma się czego bać, że pani tak tylko straszy i na pewno tak nie zrobi, to głowa mała. Jak siedzi na moich kolanach to mi wierzy, a potem znowu idzie na angielski… Idzie chętnie, przynajmniej tak twierdzi. Mówi, że lubi panią. Lekcje też lubi. Pozostaje mi dziękować Bogu, że mam tak pozytywnie nastawione dziecko.

Dzieci były niegrzeczne… Moim prywatnym zdaniem dzieci generalnie są niegrzeczne jak są w dużej grupie, jak się nudzą albo jak są zmęczone, taka ich uroda. Przy czym należałoby sprecyzować słowo „niegrzeczne”. Nie słuchają się pani, nie pracują, nie robią tego co pani każe… No cóż – nie bez powodu w klasach 1-3 uczą nauczyciele specjalnie do tego przygotowani. Może kiedyś doczekamy tego, że do nauki języków obcych w młodszych klasach też będą nauczyciele otrzaskani z metodyką pracy z małymi dziećmi. Póki co, mam wrażenie, że metody, które działają na starsze dzieci u młodszych przynoszą dokładnie odwrotne efekty. W ogóle w starszych klasach świetnie działa zdanie: „wyjmijcie karteczki”, pamiętacie to? Nie wiem jak by to wyglądało u maluchów. Nie no, wiem. Wszystkie przepychając się pobiegłyby do swoich szafek po kartki z bloku i kredki :P

A można inaczej.

Druga pani to ta od angielskiego dodatkowego. Tak, płacę za te lekcje, ale myślę, że to nie dlatego atmosfera na nich jest inna. Grupa wcale nie jest mała. Jako że są pozbierane dzieci z kilku pierwszych klas, jest ich całkiem sporo. Zaryzykuję, że koło dwudziestki, czyli mniej więcej tyle ile w klasie. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, żeby Duśka z tych zajęć wyszła z mokrą buzią. Smutna wychodzi, owszem. Bo już koniec i trzeba iść do domu.

Jak sobie radzi druga pani od angielskiego? A tak:

– Mamusiu, a wiesz, że pani od angielskiego ma magiczny pierścionek? Taki pierścionek co spełnia marzenia, wiesz? I dziś pani nam powiedziała, że jak będziemy grzeczni i będziemy ładnie pracować to pozwoli nam zakręcić. Bo trzeba zakręcić, żeby marzenie się spełniło wiesz? I my byliśmy grzeczni i na koniec lekcji pani do każdego podeszła i każdy mógł zakręcić i pomyśleć życzenie. Tylko tego życzenia nie można nikomu powiedzieć, nawet tobie nie mogę. I pani jeszcze powiedziała, że nie wiadomo kiedy się spełni, może za tydzień, może za miesiąc a może dopiero za rok, ale na pewno się spełni. Chciałabym mieć taki pierścionek do życzeń, wiesz? A ty byś chciała?

Coś czuję, że pani do angielskiego oglądała w dzieciństwie ten sam serial co ja ;-)

Nie wiem, czy bym chciała mieć taki pierścionek. Może i fajnie by było spełniać wszystkie życzenia jak leci, ale czy czasem nie stałoby się to nudne? Gdzie by się podziały marzenia, plany, dążenia, skoro wszystko byłoby na wyciągnięcie ręki? Za to wiem, że chciałabym aby Duśka w przyszłości trafiała na samych tak mądrych, sprytnych i przebiegłych (w dobrym znaczeniu tego słowa!) nauczycieli jak pani Kasia.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. W przedszkolu córki uczy pani,która jest po filologii angielskiej, specjalizacja angielski w nauczaniu przedszkolnym i wczesnoszkolnym czy jakoś tak. Nie pamiętam dokładnie,ale wiem,że w miesiąc córka nauczyła się więcej niż syn(starszy o 2,5 roku) przez cały rok. Pani nie dość,że przemiła to ma super podejście do dzieci :) Pierścionka co prawda nie ma(też oglądałam ten serial), ale ma małego przyjaciela hipopotama(chyba). Aż żal mi,że za 1,5roku córka opuści przedszkole. Podejrzewam,że jeżeli nie zapiszę jej na dodatkowe zajęcia „cofnie się”.

    1. Czyli jest taka specjalizacja, szkoda że u nas uczą po prostu ci sami nauczyciele co w starszych klasach…

    2. Sama nie wiedziałam o tym póki nie trafiła się nam ta pani.

  2. Milena Kamińska

    „Nauka języków obcych ważna rzecz, a im wcześniej się ją zacznie tym lepsze efekty przynosi, o tym wie chyba każdy” niestety o tym nie każdy wie. Jak mój Kacperek chodził do przedszkola na pierwszym zebraniu „wyskoczyłam” z angielskim, rodzicom stanęło na chwile serce, popatrzyli na mnie jak na potwora i myślałam że mnie zlinczują. ” Angielski dla takich maluchów?, przecież oni po polsku jeszcze dobrze nie mówią” takie tłumaczenia słyszałam. Doznałam szoku. To apropo wiedzy rodziców. A jeśli chodzi o nauczyciela od angielskiego, jak już rodzice tzn większość ale nie wszyscy w starszakach chcieli angielski mieliśmy lekcje pokazowe z kilku firm. Jeden pan posadził dzieci w kółeczku i zrobił wykład. Druga pani zapoznała si e najpierw z dziećmi, pobawiła w zabawy integracyjne po angielsku,poprowadziła zajęcia w formie zabaw, dzieci dostały naklejki w nagrodę a rodzice wykład (pani wszystko wytłumaczyła na czym polega metoda, co chce przez to osiągnać itp) super wiadomo na kogo rodzice się zdecydowali. na koniec każdego miesiąca dostaliśmy słownictwo i linki do piosenek na kartce do ćwiczenia z dziećmi w domu.
    Jeśli chodzi o szkołę angielski u syna prowadzi pani wychowawczyni od wczesnoszkolnej, która ukończyła kurs języka angielskiego, super sprawa, podejście rewelacyjne. bardzo ważne jest podejście nauczyciela do dzieci, nie tylko w klasach 1-3 czwarta i piata klasa to też dzieci, które potrzebują wsparcia.

  3. mamidami.com

    Pierścień Arabelii, kto o nim nie marzył :) Co do języków obcych, z własnego doświadczenia i z aktualnych obserwacji mojej córki uważam, że dzieci najszybciej uczą się poprzez zabawę, piosenki, rymowanki, etc. Jak zmusić sześciolatka do koncentracji i wkuwania słówek? no nie da się po prostu, nie wierze w to. Tymczasem w klasie mojej córki – sześcioletniej pierwszoklasistki – wybuchła ostatnio afera o to, że w zeszytach do angielskiego jest za dużo rysunków a za mało według niektórych rodziców teorii. (?!) Mało tego, na tej podstawie podważano metody dydaktyczne pani od angielskiego.. nie wiem czego ci rodzice oczekiwali po zeszytach pierwszoklasistów, rozprawki w obcym języku? Trzeba zachować umiar, żeby dzieciaki nie zraziły się do nauki. tak uważam i kropka :)

  4. W przedszkolu mojej córki uczy lektorka z Helen Doron. Mała bardzo lubi te zajęcia. nigdy się nie zdarzyło, że płakała po angielskim. ulubioną maskotką córki jest kangur, bo to z nim lecą do Anglii na zajęciach i z nim rozmawiają po angielski.

    w domu córka bawi się „w angielski”, czyli usadza lalki w koło i mówi do nich po angielsku :-) pokazuje im obrazki, maskotki, każe skakać, biegać. oczywiście wszystkie komendy wydaje po angielsku. taka jest wciągnięta :-) a to co powie pani od angielskiego jest święte! jak trzeba przynieść zdjęcia, to mała przypomina nam o tym codziennie, żeby tylko nie zapomnieć :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku