Muffiny z porzeczkami


Właśnie mamy połowę najsmaczniejszego miesiąca w roku – czas dojrzewania przeróżnych owoców. Cieszą oko i podniebienie zarówno własne zbiory balkonowe i ogródkowe, jak i zakupy na pobliskich targach i warzywniakach. Część owoców dostępnych jest przez chwilę, dlatego warto nie przegapić tego momentu. Ja dziś sięgam po porzeczki i do tego Was też namawiam.

Pieczenie muffinek to ogromna frajda – mają kilka ewidentnych plusów. Robi się je ekspresowo z tego, co zawsze ma się w domu i poradzi sobie z nimi nawet posiadacz dwóch lewych rąk. Super jest też to, że można, a nawet trzeba zaangażować do ich przygotowywania dziecko – u mnie generalnie specjalistą od muffin jest Aleks (i bynajmniej nie mam tu na myśli tylko zjadania).

Składniki na 12 muffin z porzeczkami:

1,5 szklanki mąki pszennej
¾ szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka mleka (lub maślanki, kefiru itp.)
½ szklanki oleju
1 jajko

porzeczki – ja dodałam 1 szklankę nazbieranych wcześniej owoców

Przygotowanie:

Zasada pieczenia muffinek jest jedna – suche i mokre składniki mieszamy osobno, a potem łączymy.

  1. Rozgrzewam piekarnik do 180°C i przygotowuję foremki.
  2. Do pierwszej miski wsypuję mąkę, cukier, proszek do pieczenia.
  3. W drugiej zaś mieszam olej, mleko i jajko.
  4. Mokre i suche składniki łączę (zwyczajnie – łyżką).
  5. Dodaję porzeczki i delikatnie mieszam.
  6. Nakładam ciasto do foremek (do około 3/4 ich wysokości) i piekę 18 minut.

Muffiny z porzeczkami zawojowały ostatnio mój wypiekowy świat. Kwaskowatość porzeczek i słodycz ciasta komponuje się idealnie, więc korzystam latem z tych sezonowych owoców co chwila, przygotowując kolejną porcję tego deseru. Spróbujcie i Wy :)

Zdjęcia: Basia Heppa-Chudy

Zajrzyj do innych naszych przepisów:

muffiny z jagodami

muffiny z serem i szynką

muffiny cynamonowe

muffiny sernikowe

muffiny cynamonowo – jabłkowe

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja mam przepis gdzie wszystko od razu razem się miesza i zawsze mi wychodzą ☺️ ale w drugim przepisie jest suche do mokrych..A muffiny że zdjęcia cudne i przepyszne wyglądają, chociaż ja osobiście porzeczki lubię w innym wydaniu?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Sentymentalna podróż do przeszłości – magiczne Muzeum PRL’u


Podróż do przeszłości – kto o niej choć raz w życiu nie marzył? Do czasów beztroskiego dzieciństwa, szalonej młodości, do miejsc, smaków i zapachów, które na stałe wpisały się w naszą pamięć. Kto nie chciałby przeżyć pewnych chwil jeszcze raz lub doświadczyć tych, które zna tylko z opowiadań lub filmów? 

Zdradzę Wam sekret – to jest możliwe i to bez specjalnej kapsuły czasu! Wystarczy udać się do Rudy Śląskiej, do Muzeum PRL’u, gdzie raptem za 12.00 zł możecie odbyć niesamowitą podróż do przeszłości. Dotknąć to, czego już dawno (lub wcale) nie widzieliście, powspominać z uśmiechem na ustach, a może i nawet z łezką w oku, stare dzieje…. ;-)

W owym Muzeum PRL’u jest np. mały sklep, co prawda z niewielką ilością towaru (jak to kiedyś było), ale znaleźć w nim można m.in. Pepsi w szklanej butelce, wódkę Żytnią, szary papier toaletowy na sznurku, czy starą, poczciwą wagę szalkową, której już nie uświadczymy w żadnym markecie ;-)

Jest też kawałek urządzonego mieszkania – kuchnia i tzw. duży pokój. A tam meblościanki – na wysoki połysk, witryny z kryształami, porcelaną i innymi figurkami czy wazonikami w kształcie rybek. Jest tapczan przesłonięty ciężkimi kocami – żeby się nie brudził (u mojej babci do dzisiaj stosuje się takie praktyki, z tymi samymi kocami co 20-30 lat temu ;-))  

Ściany zdobią liczne proporczyki, obrazy i plakaty. Są lampy z frędzlami, telefony stacjonarne, obrusy, telewizory z wypukłymi ekranami i guzikami na obudowie zamiast pilota. Są radia, gramofony i płyty winylowe. Stare wózki zabawkowe, plastikowe lalki…

W kuchni stoi mała lodówka i popularna wówczas pralka Predom. Jest też syfon, ręczny młynek do kawy, maszynka do mielenia mięsa i krajalnica do chleba. Są metalowe gary i szklanki z koszyczkami. 

W zasadzie jest tam wszystko to co pamiętam z rodzinnego lub babcinego domu :-)

W całej aranżacji nie zapomniano również o służbie zdrowia, a konkretnie bardzo skromnym, zimnym i ponurym gabinecie lekarskim, z częścią dentystyczną, w której metalowy fotel dla pacjenta, rodem z horroru, przyprawił  mojego syna o gęsią skórkę! Dobrze, że teraz mamy inne realia i u (naszego) stomatologa można się poczuć prawie jak w salonie SPA ;-)

Część muzeum stanowi wystawa ze starymi zdjęciami i mini kinem, gdzie wyświetlany jest czarno-biały film, ukazujący życie w czasach PRL’u.

Fani motoryzacji znajdą tam m.in. stare wozy milicji, i straży pożarnej, Malucha, Fiata, Poloneza, Syrenkę, Warszawę, Mikrusa, Żuka, a także motorowery – popularnego Komara – oraz inne motocykle czy rowery – sķładaki i kolażówy. 

Na terenie muzeum znajduje się również kiosk ruchu, w którym zobaczyć można stare gazety, szare zeszyty, kredki, mydła w kostkach, dezodoranty i wody kolońskie (Brutal), proszki do prania (Ixi), zabawkowe żołnierzyki, gry planszowe, bierki, stare banknoty i wiele wiele innych.

Wymieniać można by długo, ale po co, lepiej się wybrać i zobaczyć to na własne oczy. Muzeum wbrew pozorom nie jest duże, nie trzeba więc rezerwować na zwiedzanie całego dnia. Raczej jest to krótka, lecz bardzo sentymentalna wycieczka. Myślę więc, że warto wybrać się tam przy okazji jakiś wydarzeń – zlotów, pikników, itp. Szczególnie jeśli nie mieszka się w okolicach Rudy Śląskiej.

Muzeum czynne jest od środy do niedzieli, w godzinach 10.00-18.00. Bilety ulgowe kosztują 8.00 zł, normalne 12.00 zł – choć podczas ostatniego pikniku aerolotniczego, były w jednej, promocyjnej cenie – 5.00 zł.

Więcej szczegółów znajdziecie na stronie Muzeum PRL’u lub ich fanpejdżu.

P.s. Mam nadzieję, że muzeum będzie wzbogacać się o nowe eksponaty – może macie coś do oddania? :-) I, że będzie się rozrastać, aż powstanie tam prawdziwe PRL’owskie miasteczko! ;-) 

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nadal mam takie czerwone fotele w domu :p

  2. Trochę wstyd, 5 km od domu a nie byłem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Myślisz, że rak cię nie dotyczy? Życzę ci, abyś miała rację i proszę, byś zawsze o siebie dbała


Na co dzień nie często myślimy o nowotworach. Najczęściej zmienia się to w obliczu choroby kogoś bliskiego lub przy nagłaśnianych w mediach społecznościowych zbiórkach pieniędzy dla osób chorych.

Dopóki na nas to nie dotyczy, nie przejmujemy się tym szczególnie. Gdybyście miały same szczerze przed sobą przyznać, która z was regularnie wykonuje cytologię, bada piersi, obserwuje znamiona oraz wykonuje badania kontrolne, jaki byłby wynik? Przyznam, że nie pamiętam o samodzielnym badaniu piersi, ale z cytologią jestem za pan brat i uważnie słucham swojego organizmu.

Dziś siedzę przed gabinetem chirurga. Wcale mi się ta wizyta nie uśmiecha, bo nie łączy się z opcją nowego, lepszego wyglądu u chirurga plastyka, ale z wycięciem i przebadaniem znamienia. Mam je odkąd pamiętam, ale po ciąży zaczęło się rozrastać i przybierać niepokojący kształt. Mam nadzieję, że badanie nie wykaże niczego podejrzanego i wraz z wycięciem pieprzyka będę mogła zapomnieć o całej sprawie.

Byłam zaskoczona, gdy pani dermatolog, z którą rozmawiałam, uświadomiła mnie, że nowotwory skóry dotyczą wielu, także młodych osób. I nie tylko tych, które “mieszkają” w solarium i nie znają umiaru w zażywaniu słonecznych kąpieli na plaży. Żeby nakreślić sytuację, mogę wam powiedzieć, że każdy z nas ma w ciągu całego życia 20% szans na to, że zachoruje na raka skóry!

Jego postaci jest kilka, a nazwy nie brzmią pokrzepiająco. Oto podstawowe typy:

  • rak podstawnokomórkowy, czyli najczęstszy nowotwór skóry, rośnie wolno, ale może naciekać otaczające go struktury i niszczyć tkanki. Najczęściej występuje u osób w podeszłym wieku,
  • rak płaskonabłonkowy skóry, występuje rzadziej  od poprzedniego i dotyczy najczęściej osób w wieku średnim i starszych. Szybko rośnie i jest bardzo złośliwy, daje liczne przerzuty. Najczęściej powstaje na błonach śluzowych skóry, w okolicach nosa, oczodołu, narządów płciowych,
  • rak brodawkujący, najczęściej pojawia się na narządach płciowych w jamie ustnej i w obrębie stóp.Związany jest z zakażeniem wirusem brodawczaka ludzkiego HPV 6 HPV 11. Rośnie powoli i z reguły nie daje przerzutów,
  • czerniak, czyli najrzadziej występujący ale także najbardziej niebezpieczny nowotwór skóry. Dotyczy osób w każdym wieku i szybko daje przerzuty.

Mimo pozorów, że nowotwory skóry nie zbierają zatrważającego żniwa, każda z nas powinna zrobić wszystko, by uniknąć zachorowania. Jeśli wydaje się wam, że zmiany na skórze zmieniają się (najczęściej powiększają się, zmieniają kształt, granice, zabarwienie, swędzą lub pieką), powinniście zgłosić się do lekarza dla własnego spokoju. Dermatolog ocenia zmiany w badaniu wzrokowym i poprzez dotyk. Do dyspozycji ma również specjalną lupę, czyli dermatoskop, przez który dokładnie przygląda się zmianie.

Jeśli padnie podejrzenie nowotworu, specjalista zaleci biopsję z pobraniem wycinka lub usunięciem chirurgicznym całej zmiany i badanie pod mikroskopem. Właśnie to mnie teraz czeka.

Lato w pełni i słońce zachęca do opalania. Dbajcie o siebie i swoich bliskich, unikajcie nadmiernej ekspozycji na promienie słoneczne i cieszcie się tym cudownym czasem.

Życzę wam zdrowych wakacji!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zgadzam się, nie można lekceważyć znamion. Moje dzieci mają plamki cafe late i dopiero od niedawna mimo.iż wiele razy wcześniej oglądał ich lekarz została postawiona diagnoza fakomatozy reclighausena :( i to przypadkowo gdy byłam u neurologa w sprawie gotowości szkolnej dziecka do szkoły.

  2. Przeżyłam to u mojej Mamusi.Taka mała korekta(chyba że mam zbyt małą wiedzę) nie pobiera sie wycinków z takich znamion pieprzykow na skórze.Wycina sie w całosci z cm zapasem i oddaje do badania.Najgorsze jest 2 tygodnie czekania na wynik.U nas był drugi stopień z pięciu możliwych.Więc początek.Teraz zwracam uwagę nie tylko na znamiona czy pieprzyki u siebie ale u każdego.Co ciekawe często sądzimy że odcisk jest odciskiem.A tak naprawdę może być czerniakiem.Pozdrawiam i życzę zdrówka

    1. Upierac się nie będę, wiedza ze sprawdzonego źródła, ale lekarzem nie jestem. Wszystkiego dobrego dla Pani i Mamy :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Lubisz uprawiać ogródek? Mamy coś dla każdego ogrodnika!


Po wydanym w ubiegłym roku przez wydawnictwo Rebel “Domku” pora na urządzanie ogródka. Jednak tylko tematycznie można powiązać te dwie gry – wyraźnie różnią się one jeżeli chodzi o zasady oraz poziom skomplikowania (dobra wiadomość dla osób, które obawiały się wałkowania w kółko tej samej mechaniki).

“Ogródek” to gra dla 1-4 graczy w wieku od 8 lat. Instrukcja przewiduje też kilka uproszczeń dla młodszych dzieci. Nie będę tutaj przytaczać pełnych zasad, ale w skrócie gra polega na zapełnianiu rabatek dostępnymi kafelkami  w taki sposób, aby w miarę możliwości nadrukowane na rabatce doniczki i klosze nie zostały zakryte (to właśnie za nie dostajemy punkty w momencie zapełnienia całej grządki). Przy układaniu należy pamiętać o tym, żeby nie utrudnić sobie kolejnych ruchów przez pozostawienie zbyt wielu pojedynczych pól, które trudno będzie zapełnić (ułożonego już kafelka nie można potem przestawiać). Na szczęście przed podjęciem decyzji każdy kafelek możemy wziąć do ręki i przymierzyć w różnych konfiguracjach, czy będzie pasował.

Kafelki różnią się wielkością i kształtem, a każda rabatka ma inny układ doniczek i kloszy, więc strategię każdorazowo musimy dostosowywać do sytuacji na stole. Zamiast fragmentu rabatki możemy też wziąć dodatkową doniczkę, która co prawda zakrywa tylko jedno pole, ale za to daje dodatkowy punkt. Jeżeli chcemy szybciej zapełnić grządkę i rozpocząć nową, możemy puste miejsca wypełnić kotami. Nie dają one co prawda dodatkowych punktów, ale przez szybsze “zamknięcie” grządki mamy szanse na skompletowanie w ciągu gry większej ilości rabatek i w efekcie punktowanie więcej razy. Jak widać w każdym ruchu trzeba kalkulować. Na etapie punktowania też podejmujemy decyzje: idziemy jednym znacznikiem do przodu, żeby zdobyć więcej punktów, czy przesuwamy kolejne, aby skorzystać z bonusów w postaci dodatkowego kota lub doniczki.

W swoim ruchu do wyboru mamy od 2 do 4 kafelków, ale możemy przewidzieć, jakie będą dostępne w kolejnych ruchach, więc warto planować długofalowo i kontrolować sytuację – szczególnie pod koniec gry, kiedy szybsze ukończenie rabatek chroni nas przed utratą punktów. Końcówka bywa frustrująca – od momentu rozpoczęcia piątej lub szóstej rundy (w zależności od ilości graczy) liczą się tylko rabatki, na których mamy minimum trzy kafelki i gra toczy się do momentu zapełnienia wszystkich pozostałych na stole grządek (nie dobieramy już nowych). Jednak przed każdym ruchem gracz, który nie ukończył rabatki, musi najpierw odjąć sobie dwa punkty na torze punktacji, co sprawia, że staramy się jak najszybciej zakończyć układanie.

Gra świetnie ćwiczy wyobraźnię przestrzenną, planowanie i kalkulowanie, co bardziej się opłaca, żeby osiągnąć lepszy wynik od pozostałych. Nie mamy zbytniej możliwości szkodzenia innym (każdy układa swój ogródek), więc trzeba się skupić na uzyskaniu jak największej ilości punktów. Gra jest pięknie wydana, obrazki są śliczne (opakowanie nie do końca to oddaje), a elementy są wykonane z porządnej, grubej tektury, więc raczej szybko się nie zniszczą. Trochę się bałam, że atrakcyjność obrazka będzie dla dzieci ważniejsza niż faktyczna korzyść z wybrania takiego a nie innego kafelka, ale już po pierwszej rozgrywce względy pragmatyczne zaczęły wygrywać. Wybory estetyczne mają natomiast miejsce przy dobieraniu kotów (co dla przebiegu rozgrywki nie ma żadnego znaczenia, bo wszystkie pełnią taką samą funkcję, ale dla mojej córki jest bardzo ważne). Trochę w pierwszym momencie rozbawiła nas przestrzenna taczka, która służy tylko do oznaczania, z której strony dobierane będą kolejne żetony na planszę, więc mogłaby być dowolnym znacznikiem. Muszę jednak przyznać, że wśród dzieci robi furorę i mało które może się powstrzymać od zabawy tym elementem.

Trzeba jednak powiedzieć, że ta gra nie jest dla wszystkich. Co prawda zasady są proste, więc dzieci nie będą miały problemów ze zrozumieniem, ale sama rozgrywka wymaga pewnej cierpliwości, szczególnie jeżeli gramy w pełnym, 4-osobowym składzie lub z osobami, które przed każdą decyzją długo się zastanawiają. U nas rozgrywka w 4 osoby zazwyczaj trwała około godziny. Dlatego nie polecam jej graczom, którzy nie mają jeszcze specjalnego doświadczenia oraz takim, którzy szybko się nużą i tracą cierpliwość. Po pierwszych rozgrywkach z dzieciakami byliśmy zachwyceni, ale po wypróbowaniu “Ogródka” na większym gronie, w grze z koleżankami i kuzynkami okazało się, że niektóre dzieci w połowie gry traciły zainteresowanie (co nie przeszkadzało im zaraz po zakończeniu spędzić dłuższego czasu na zabawie w układanie dużego ogródka z wszystkich dostępnych elementów – czy wspominałam, że gra jest śliczna?). Na pewno korzystniej wypada tu gra w 3 osoby, gdzie krócej czekamy na swoją turę. Można też spróbować na początku zmniejszyć ilość rund, jakie rozgrywamy.

Z drugiej strony jest to świetna pozycja dla rodzin, które chcą z gier typowo dziecięcych przejść na trochę poważniejsze albo kupić grę, w którą będzie można zagrać również w gronie dorosłych. Przetestowałam tę grę w kilku rozgrywkach z mężem, który stwierdził, że jest niezła (a w jego ustach to prawdziwa pochwała!). Mimo faktu, że elementy dokładane są losowo, cały czas widzimy, co jest dostępne na planszy, a co dojdzie w następnej kolejności. Widzimy też, które kafelki będą dostępne dla innych graczy, a których na pewno nam nie podbiorą do naszego kolejnego ruchu. “Ogródek” daje więc znacznie większe możliwości planowania niż gry, w których o naszym ruchu lub o zdobyciu określonych surowców decyduje rzut kostką. Ale nawet bez tego mali gracze mogą czerpać satysfakcję z układania elementów i kompletowania własnych rabatek.

Zdjęcia: Maria Podżorska

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Osadnicy z Catanu, Wsiąść do pociągu, ligretto to moja ulubiona trójka :)

  2. Teraz będę szukać takiej gry coś dla nas:)

  3. Carcassone, super farmer :) i jeszcze dla małych dzieci i dla trochę starszych fajne są Potwory do szafy :)

  4. A gra wygląda wspaniale – aż się chce zagrać ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku