Największa wada pracy w domu


Zarabianie pieniędzy w domu – marzenie, prawda? Chciałam to mam. I nie narzekam, broń Boże! Cieszę się, że mogę pracować w domu, bo poza nim nie mogę. Ale taka praca to nie tylko zalety, w dłuższej perspektywie także wady.

To nie tak, że chciałabym codziennie rano zrywać się z łóżka i pędzić na autobus lub pociąg. To nie tak, że chciałabym mieć szefa, który będzie się na mnie wyżywał, jak będzie miał gorszy dzień. To nie tak, że chciałabym pracować po godzinach, bo rzadko komu dziś udaje się wyjść z pracy punktualnie. Ale chociaż raz w tygodniu chciałabym musieć wyjść do pracy. Ten jeden raz w tygodniu wrócić i pomyśleć: jestem w domu, pora odpocząć.

Praca poza domem pozwala na jedną ważną rzecz – zmianę środowiska. I chociaż można narzekać na dojazdy, na sztywne godziny pracy, na szefa, współpracowników, niskie pensje, to fakt pozostaje faktem. Praca to praca, dom to dom. Ja nie mam takiego rozgraniczenia. Sztywnych godzin pracy też nie mam, chociaż to akurat nie byłoby złe. Ale nie — są zlecenia, to muszę je wykonać. Mogę oczywiście odmówić, powiedzieć, że nie dam rady, proszę mi zostawić połowę. Naprawdę mogę i nikt mnie za to z roboty nie wyrzuci. Ale czy ja jestem głupia albo liczyć nie umiem?

Niemniej jednak gdzieś mi się zatarła granica między pracą a domem. Nie umiem się całkowicie wyłączyć z myślenia o pracy i dopóki ostatnie zlecenie nie zostanie dopięte i odesłane, mentalnie jestem w pracy nawet o północy. Nie umiem bez wyrzutów sumienia zająć się czymś innym niż praca, dopóki mam pracę. Nawet sprzątanie ciężko mi idzie, bo w końcu kurz nie ucieknie, może poczekać, a termin goni termin i kurz nie będzie usprawiedliwieniem. Niestety ostatnio także książki pokrywają się kurzem…

Zazdroszczę mojemu mężowi. Nawet nie pracy, ale tego, że wychodzi z domu, żeby pracować. Czas pracy ma nienormowany, więc zrywać się nie musi. Za to musi dojeżdżać, co w sumie daje półtorej godziny w pociągu. Ileż to jest możliwości! Mogłabym tu wymienić mnóstwo rzeczy, które bym robiła, gdybym jeździła pociągiem, ale nie wiem, czy wystarczyłoby Wam cierpliwości, żeby to przeczytać. No i po całym dniu pracy wraca do domu i się relaksuje. Nie, żeby nic w domu nie robił, robi owszem i to sporo. Mimo wszystko ma ten swój moment powrotu do domu i ponownego ładowania akumulatorów. Ja nie mam.

Praca w domu to fajna sprawa, naprawdę. Dziecko dopilnowane, zakupy zrobione, dom ogarnięty i jeszcze kasa wpada. Niemniej jednak, jeśli planujecie tę formę zarabiania pieniędzy, to od razu na sztywno wyznaczcie sobie granice i choćby się paliło i waliło, to ich nie przekraczajcie. Inaczej wpadniecie w pułapkę domowego pracoholizmu, a wyleczyć się z tego jest naprawdę ciężko. Wiem, co mówię, przez weekend muszę napisać coś około dwudziestu tekstów. Straciłam rachubę. I wiem, że dopóki nie napiszę wszystkich, nie będę umiała o niczym innym myśleć.

Od jakiegoś czasu trenuję mentalne przełączanie się z trybu „praca” na tryb „dom”, ale szczerze mówiąc, wychodzi mi gorzej niż kiepsko.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. W punkt. Niestety, większość znajomych słysząc, że pracuje w domu mówi ale masz fajnie. Niestety nie pomyślą, że oznacza to, że każda wolną chwilę “bez dziecka” muszę poświęcić na pracę, żeby zdążyć z terminami. Każdy obejrzany film to lekki wyrzut sumienia, że przecież mogłam pracować…

    1. dokładnie a w sytuacji kiedy maluch jest chory i zostaje z emn w domu jest ciezko nie mam l4 wiec mam zapiernicz aby wszytsko połapać. Chwale sobie taka prace ale no łatwo nie jest. Tak wychodzisz n a8h i cie nie ma a tak kazdy oczekuje ze wszytsko zrobione

    2. Heh, mój nie chodzi do żłobka, więc mogę pracować tylko w czasie drzemki i wieczorami. Jest ciężko.

  2. To ja z innej beczki… Co trzeba zrobić, by zacząć pracować z domu? Jak się do tego zabrać?

    1. licz sie z tym ze koskosow nie zarobisz

    2. Nawet najniższa krajowa zarobiona w domu to zawsze więcej niż nic. No i odpadają koszty dojazdów, jedzenia na mieście i innych takich.

    3. a tu sie zgadzam moj akurat chodzi do przedszkola niesttey prywatnego bo na panstwowe nie mam co liczyc a znim w domu nie zarobiłabym ani złotowki

  3. Monika Pani Domowa

    Skąd ja to znam! Ciężko jest pogodzić mentalnie pracę w domu. W moim przypadku ciężko było powiedzieć teraz nie mogę, bo pracuję. Tak więc od załatwiania wszelkich spraw jak np. zawiezienie babci do lekarza byłam ja. Nooo tak siedziałam w domu i nic nie robiłam jeszcze dziecko na 7 godzin do przedszkola wysłałam. Teraz na szczęście “odpoczywam na macierzyńskim”. W pracoholizm domowy to ja wpadłam, po miesiącu nic nie robienia założyłam bloga:D

  4. Dokladnie, czlowiek cieszy sie z nowych zlecen, kosztem wolnego czasu. Zostawia wszystko inne, bo mysli, ze zrobi jak zlecenia zostana wyslane. A wtedy trafiaja nowe i tak w kolko. I nie daj boze dzieci zachoruja,a potem jeszcze Ciebie rozlozy… a ty myslisz o terminach. Ale plus jest taki,ze kiedy potrzebujesz cos zalatwic, to nie musisz nikogo pytac o zgode.

  5. Moje Szefostwo umożliwiło mi w sytuacjach awaryjnych (choroba dzieci) pracować z domu i po kilku takich razach stanowczo stwierdzam, że na stałe nie chciałabym pracować w domu zwariowałabym nie wychodząc do ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Czy dzieci potrzebują lajków, fanów i komentarzy? Rusza „Facebook dla dzieci”


Ze względów bezpieczeństwa z Facebooka nie mogą korzystać dzieci, które nie ukończyły 13 lat. Niestety młodsze często także posiadają nielegalne konta, w których oszukują, że są starsze niż w rzeczywistości. Z drugiej strony większość z nas – rodziców nie wyobraża sobie życia bez Facebooka, więc chyba nie ma w tym nic dziwnego, że pociąga on także dzieci.

Producent zabawek Lego stworzył serwis właśnie dla najmłodszych, a dokładnie dla miłośników klocków w wieku 5-13 lat. Twórcy Lego Life, bo tak nazywa się serwis, zapewniają, że jest on bezpieczny podobnie jak ich klocki. Tworząc zabezpieczenia serwisu współpracowali z UNICEF i FTC.

Najważniejsze zasady bezpieczeństwa:

  • autorski kodeks postępowania,
  • ochrona tożsamości:

– dzieci nie mogą używać swoich prawdziwych imion tylko generowane automatycznie nicki
– awatar to figurka lub minilaleczka Lego,

  • ochrona prywatności – nie można zamieszczać selfi, swoich zdjęć ani żadnych innych fotek prawdziwych osób,
  • możliwość publikowania zdjęć (w przyszłości także filmów), prowadzenia galerii konstrukcji i projektów z klocków lego,
  • brak możliwości prowadzenia zwykłych rozmów – zamiast klawiatury dzieci mogą wysyłać przygotowane specjalne emotki,
  • dodatkowo moderowanie komentarzy i zdjęć,
  • brak systemu wysyłania prywatnych wiadomości.

Dzieci mogą komentować i „lubić” zdjęcia innych użytkowników, oznaczać je hashtagami, śledzić aktywność znajomych i ulubionych postaci lego, podziwiać fotki najlepszych konstruktorów, korzystać z inspiracji pojawiających się na innych profilach ale i samemu zdobywać fanów. Nie zabrakło też quizów czy aktualności ze świata Lego. Serwis jest bezpłatny, a źródłem dochodu dla Lego są wyłącznie reklamy ich własnych produktów.

Jako mama wielbiciela klocków Lego jestem na tak. Dzieci znajdą inspiracje do zabawy klockami, będą mogły dzielić się swoją pasją, własnymi projektami z innymi, sprawdzać się w zadaniach i wyzwaniach konstrukcyjnych. Marka Lego to solida firma – producent jednych z najfajniejszych zabawek dla dzieci, bardzo dobrych jakościowo klocków, wciągających gier wideo i dobrze zrealizowanych filmów. Jeśli Lego Life będzie takie samo, zostaną zachowane wszystkie środki ostrożności i dzieci będą bezpieczne, to ja temu przyklaskuję.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Matka Natka

    A z lego life prosto w sidła facebooka, instagrama i innego wortualnego świata. Zamiast składać klocki dzieci będą “śledzić” innych. Zamiast spędzać czas na świeżym powietrzu będą pochylać głowy nad tabletami, telefonami i Bóg wie czym jeszcze… Jestem jak najbardziej na NIE! Postępu nie zatrzymam, wiem, ale na pewno nie ułatwię swemu dziecku wejścia do sieci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Ról jest wiele, ale jedna jest najfajniejsza – być tatą!


Mówi się, że prawdziwy mężczyzna powinien: zbudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna. Lecz, gwoli ścisłości, na tym płodzeniu jego rola się wówczas nie kończy. Wręcz przeciwnie, dopiero się zaczyna. I choć bywa trudna do odegrania, wymagająca, a nawet dość męcząca, to jednak mimo wszystko jest wyjątkowa i warta niejednego poświęcenia.

Rola taty, wciąż bywa niedoceniana, pomijana, spychana na dalszy plan. Coraz częściej odkładana „na później”, w imię kariery czy dobrej zabawy, jako singiel. Co prawda postrzeganie mężczyzny, jako istotnego elementu w rodzinie, zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat, ale i tak jest to dość smutne, że wciąż często pozostają gdzieś w tyle.

A przecież tata jest tak samo potrzebny dzieciom jak i mama. Tym bardziej, że zupełnie się od siebie różnią – nie tylko płcią i wyglądem zewnętrznym. Pełnią inne funkcje, dają różne wzorce, przekazują odmienne doświadczenia, stawiają inne wymagania…

Generalnie, mama i tata, we wszystkim się różnią, ale przy tym, wzajemnie uzupełniają. Dlatego tak istotna jest obecność w życiu dzieci obojga rodziców, a także obcowanie z nimi – bo samo „być” to nie to samo co uczestniczyć i wspólnie działać.

Na całe szczęście, dziś coraz częściej obserwuje się ojców uczestniczących w życiu codziennym ich rodziny. Coraz więcej tatusiów można spotkać na placach zabaw, obiektach sportowych, w przedszkolach i szkołach, a nawet na zakupach, choć to akurat chyba lubią najmniej ;-)
Ale ja też za tym nie przepadam, więc im się nie dziwię ;-)

Zastanówcie się przez chwilę i powiedzcie: kto najlepiej potrafi zbudować super kosmiczny pojazd z klocków, albo kartonów? Kto pokaże co skrywa pod maską auto, jak zmienić w nim koło i do czego służą te wszystkie wiertarko-wkrętarki? Kto pozwoli na nadprogramowe łakocie (za plecami mamy)? Kto podrzuci dziecko tak wysoko, że dotknie chmur, zwiąże włosy w kucyk za pomocą odkurzacza, albo zawinie swojego malucha taśmą i przyklei go do ściany, żeby nie uciekał?

No pewnie, że tata! To on jest skarbnicą szalonych pomysłów i technicznej wiedzy. Złotą rączką, siłaczem i zabawiaczem. No i ochroniarzem, swoich małych księżniczek ;-) Pełni jeszcze wiele innych ról, dzięki którym jest super tatą. Bo właśnie bycie tatą, to najfajniejsza sprawa!

I tak się składa, że w styczniu tego roku, ruszyła nowa kampania społeczna Fundacji Mamy i Taty, dedykowana właśnie ojcostwu. Celem akcji jest zwrócenie uwagi społeczeństwa i samych mężczyzn, jak wielką rolę odkrywają, jako ojcowie. Mówcie więc im o tym, chwalcie i zachęcajcie, bo warto! Dla waszych dzieci! ;-)

Więcej o akcji przeczytacie tutaj http://www.fajniebyctata.pl/

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Fundacja Mamy i Taty w 2015 roku wypuściła kampanię społeczną skierowaną do mam “Nie odkładaj macierzyństwa”, pamiętacie (klik -> https://wrolimamy.pl/zdazylam-zostac-mama/ )? Wtedy wywołała burzę w sieci, ciekawe jakie emocje wzbudzi wersja dla panów? :)

  2. Zgadzamy się w 100% – Tata wymiata :D

    https://genypoojcu.blogspot.com/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Tatusiu, jak możesz chcieć zabić niewinne dziecko?!


Panuje powszechne przekonanie, że jedynacy to egoiści, że nie umieją i nie chcą się dzielić, że z reguły wyrastają na egocentryków, z którymi trudno się porozumieć. Taaa, popatrzcie na moje dziecko. Powinnam jej na drugie dać Empatia.

Robiłam zakupy w Biedronce. Zgodnie z moim przewidywaniami na karcie zabrakło mi pieniędzy. Nic to, byłam przygotowana, miałam ze sobą także gotówkę. Tłumaczę kasjerowi, ile może zdjąć z karty, a resztę gotówką.

– To ile chce pani gotówką zapłacić?

– No całą resztę.

– To znaczy ile, bo najpierw muszę gotówkę wbić.

Kurcze, kasjer w końcu, nie? Ja mam mu mówić? Spojrzałam na plakietkę, czy czasem nie ma statusu biedronkowego ucznia, ale nie, całkiem pełnoprawny kasjer. Hmmm… Nie wiem, kogo oni teraz zatrudniają, ale w pamięci liczyć nie umiał. No dobrze, policzyłam. Zakupy zrobiłam. Co sobie pomyślałam, o zatrudnianiu sierot, które liczyć nie umieją to inna rzecz. No w końcu kasjer, kto ma umieć liczyć, jak nie on?

A potem się opamiętałam. No i co z tego, że kasjer, może ma akurat ciężki dzień? Może go głowa boli albo w ogóle ma początki infekcji? Może kota pochował? A może żona mu zaczyna rodzić, a on musi wysiedzieć do końca zmiany? Czy mnie się coś stanie, jak sobie sama policzę? No przecież trzeba być człowiekiem, prawda?

No więc może i Duśka coś tam w genach przejęła, ale tego, co ona ma, ja na pewno nie mam.

 

– Mamusiu, zadzwoń do cioci, zapytaj, czy Zosia może wyjść na dwór. – Duśka nie pójdzie sama do Zosi, bo u Zosi jest duży pies, a ona się boi psów. Dzwonię. Ciocia nie odbiera.

– Mamusiu, nie poddawaj się, do trzech razy sztuka!

– A idź, zobacz, czy samochód cioci stoi.

– Nie stoi – zaraportowała po chwili.

– To nie możemy dzwonić bez przerwy. Widocznie ciocia nie może odebrać.

– Ale dlaczego nie możemy?

– Bo może ciocia akurat jedzie samochodem i nie może odebrać. Jak będzie słyszała, że telefon bez przerwy dzwoni, to pomyśli, że to coś ważnego. Wystarczy, że na chwilę odwróci głowę, żeby sięgnąć do torebki i może się coś stać.

– Może mieć nawet wypadek?

– Może. I dlatego nie będziemy teraz dzwonić. Poczekamy, aż ciocia oddzwoni. Rozumiesz?

– Rozumiem, nie chcę, żeby cioci i Zosi coś się stało.

Do tej pory w porządku, tak powinno być. Odróżnia rzeczy ważne od nieważnych.

 

O tym, że moje dziecko dzieli się jedzeniem, już pisałam. Na początku mi to nie przeszkadzało, problem zaczął się robić, gdy wychodziła ze szkoły głodna. Musiałam wyznaczyć granicę.

– Możesz oddać codziennie jedno monte i jedną bułkę, resztę zjadasz sama, jasne?

– Dobrze.

Co wcale nie znaczy, że tak robi.

– Mamusiu, ale Laura tak mnie prosiła, no nie mogłam się powstrzymać, żeby jej nie poczęstować.

– Przecież zawsze częstujesz Laurę?

– No tak, ale najpierw dałam jedno monte Zuzi.

 

Albo tak:

 

– Mamusiu, dałam dwa monte Natalce, ale ona była taka głodna, tak strasznie głodna i tak mnie prosiła, nie mogłam jej nie dać.

– Kto to jest Natalka?

– No dziewczynka, a kto? Ona nie chodzi do mojej klasy, ale ją znam. I dziś jej dałam dwa. Możemy iść po bułki, bo jestem głodna?

– To bułek też nie masz?

– No nie, bo Laura zjadła jedną jak zawsze, a drugą Natalka.

Tak, moje dziecko nakarmi cały świat, a potem umrze z głodu. Głodnych nakarmić, spragnionych napoić.

 

– Dusia, gdzie masz długopis?

– Ojej, pożyczyłam Oli i zapomniała mi oddać.

– Ale jak to pożyczyłaś Oli? To czym ty pisałaś?

– Wkładem, a czym?

– Jak to wkładem? Jedyny długopis pożyczyłaś, a sama pisałaś wkładem?

– No tak, bo Ola nie miała i mnie poprosiła.

– To nie mogłaś jej wkładu zaproponować?

– Ale przecież trzeba się dzielić lepszym nie gorszym, nie wiesz?

Nie wiem. Słowo daję, nie wiem, kto jej to powiedział. Nie mam pojęcia, kto ją nauczył, że najpierw trzeba dbać o cudze interesy, a potem o własne. Może to i szlachetne, ale kompletnie niepraktyczne. Przynajmniej w takich sytuacjach jak powyżej opisana. No bo kto potem zarwie jedynkę za pisanie jak kura pazurem?

 

Na koniec: empatia w wydaniu Duśki – level hard.

 

– Tatusiu, ale jak ty możesz chcieć zabić tego robaczka, nie widzisz, że on jest mały?

– I co z tego, że mały, może gryzie?

– Taki mały? Może jak urośnie, to będzie gryzł, na razie jest mały.

– No i co z tego??

– No tatusiu, jak ty tak możesz? Przecież to jest mały, niewinny robaczek. Skąd wiesz, może on się zgubił? Może on teraz płacze i chce do mamy? Może on jej właśnie szuka? A ty chcesz mu w tym przeszkodzić? Tatusiu, jak możesz chcieć zabić niewinne dziecko?!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Moja mama miala 3 dzieci ja mam 2 i marze o jeszcze jednym

  2. Jestem mamą jedynaka. Bardzo empatycznego, choć chyba nie w stosunku do robaczków ;)

  3. Ja mam jedynaka i chyba jest egoistyczny (niestety).

    1. W takim razie pora na rodzeństwo ;)

    2. I jeszcze raz to samo? O matko… ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku