DIY 20 lutego 2015

Skarbonka z recyklingu

„Czaly maly fokus pokus – skalbonka!!” – wykrzyknąłby pewno teraz Jasiek… ;-)

I miałby rację, ponieważ całkiem niedawno, w bardzo prosty sposób, bez zbędnego  machania czarodziejską różdżką, wyczarowałam mu oryginalną, jego pierwszą w życiu – skarbonkę.

Dlaczego skarbonka jest oryginalna, zapytasz?  Ano dlatego, że powstała ze zwykłej puszki po kawie ;-)  Jak to zrobiłam? Normalnie! Zaraz przedstawię Ci, krok po kroku…

Co było mi potrzebne:

– puszka po kawie,
– farbki akrylowe – w kolorze kości słoniowej i błękitu,
– serwetka – w związku z tym, że Jasiek ma jasny pokój, z elementami zieleni i błękitu oraz z namalowanymi (przeze mnie :D ) na ścianach ptaszkami i sowami, wybrałam serwetkę o podobnym wzorze, by idealnie współgrała z całością.
– klej,
– pędzel,
– nożyczki,
– bezbarwny lakier nabłyszczający,
– opcjonalnie kolorowy papier i inne dekoracje (w moim przypadku – samoprzylepne biedronki).

* Farbki, klej, lakier i serwetki dostaniesz w każdym sklepie z artykułami do rękodzieła, ewentualnie w sklepie budowlanym.

Jak to zrobić:

1. Czyste i suche pudełko po kawie, maluję z wierzchu jasną farbką, pokrywkę zaś – błękitną. Tylko pamiętaj by przed malowaniem, w pokrywce wyciąć nożykiem otwór do wrzucania pieniędzy.

1

3

2.Z serwetki wycinam wybrany wzór. Następnie oddzielam go od poszczególnych warstw serwetki (zazwyczaj ma trzy), tak by pozostała tylko jedna, bardzo cieniutka.

3. Miejsce, na które chcę przykleić serwetkę smaruję klejem (używając do tego pędzla), po czym równomiernie przykładam ją w to miejsce – delikatnie, palcem wyrównuję powierzchnię tak, by nie było zbędnych zagnieceń (robię to bardzo ostrożnie, ponieważ serwetkę można teraz bardzo łatwo rozerwać!).

4. By serwetka była idealnie – równo przyklejona, dodatkowo smaruję klejem jej wierzchnią stronę.

5. Gdy całe pudełko wyschnie, pokrywam je lakierem bezbarwnym.

6. Na koniec dodatkowo ozdabiam je drewnianymi, samoprzylepnymi biedronkami ;-)  i napisami..

4

Ot całe czarowanie! Skarbonka gotowa ;-)

Chwila roboty, a radość Jaśka bezcenna! Duma rozpiera go niemal za każdym razem gdy ktoś wejdzie do jego pokoju i zauważy nowy gadżet.

A jaką ma frajdę kiedy pozbieram i oddam mu „zalegający” w kieszeniach spodni bilon! Im więcej może sobie powrzucać tym lepiej!

Myślę, że jest to bardzo dobry sposób na to, by od małego uczyć dziecko oszczędności i szacunku do wartości pieniądza…

11
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Agnieszka kwećkaMartaEwaFizinkaPaulina Samelska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania Baciocha
Gość

Moja zbierała na klocki sobie no i uzbierala 140 zl i kupila sobie swoje wybrane klocki

Edyta Skrzydło
Gość

Moi mają jedną auto ceramiczne tam lądują 5 złotówki, na wakacyjne jazdy gogartami, i zwykłe na drobniaki.

Kinga Strzałka
Gość

Znajome sowy :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

wow :D

Kinga Strzałka
Gość

Taki mały handmade zrobiłam jak byłam w ciąży ;)

Maria Ciahotna
Użytkownik

Brawo ! Skarbonka udana, a nejbardziej pewnie cieszy fakt, że mama sama zrobiła :) U nas póki co skarbonki kupne, ale dziękujemy za inspirację :D

Paulina Samelska
Gość

U mnie corka ma blaszana ktorej nie da sie otworzyc tzn. trzeba otwieraczem do konserw. Sama decyduje czy wrzuca pieniadze do skarbonki czy wydaje. W skarbonce laduja monety od 10 gr w zwyz i banknoty rowniez. Amelka uczy sie oszczedzania bo skarbonke otworzy dopiero jak ja zapelni. Jak na razie na moje oko mamy okolo 400 zl. Amelka wyda je na co bedzie chciala, bo to w koncu jej kasiorka :)

Fizinka
Gość
Fizinka

Otwieracz do konserw mnie powalił! :D :D heheh

Ewa
Gość
Ewa

Jakie to proste! :) U mnie jest dużo puszek, muszę je w końcu wykorzystać :)

Marta
Gość
Marta

Sówki są śliczne!

Agnieszka kwećka
Gość
Agnieszka kwećka

Bym zrobił ale moja mama mi nie pozwala???

Emocje 19 lutego 2015

50 Twarzy Greya moimi oczami

50 Twarzy Greya to  film, dla którego ostatnimi dniami oblegane są polskie kina. Walentynkowa sobota to dzień, który przeszedł już do historii, jako najbardziej kasowy od początku istnienia kina w Polsce. Łącznie film „50 twarzy Greya” obejrzało w weekend 830 tys. widzów, co przełożyło się na ponad 17 mln złotych dochodu. Stanowi to rekord zarówno frekwencyjny, jak i kasowy.

Kierowana babską ciekawością postanowiłam przekonać się, na ile ekranizacja pokrywa się z prozą. Książkę przeczytałam dawno temu. Nie była to literatura najwyższych lotów, ale wciągnęła mnie i kilka wieczorów poświęciłam by przeczytać całą sagę. Nie wiedziałam czego się tak naprawdę spodziewać po filmie bo – nie ukrywajmy – jeszcze nie nakręcono filmu, który wiernie odzwierciedliłby fabułę i charakter książki.

W miejscowym kinie dawno nie widziałam tak wypełnionej sali. Przedział wiekowy zróżnicowany, od młodzieży do osób w średnim wieku. Podział płci – przeważały kobiety. Nie licząc kilku par kino wypełniła płeć piękna. Panowie zapewne jak na prawdziwych macho przystało woleliby obejrzeć film akcji, a nie “porno dla mamusiek”, o którym w sieci krąży wiele niepochlebnych opinii.

Sam film to romans z nutką pikanterii. Scen łóżkowych niewiele więcej niż w przeciętnej hollywoodzkiej produkcji. O tyle to dziwne, że książka jest mocno rozerotyzowana. Wielkiej eskalacji cielesności też nie było – piersi i pośladki są wszechobecne na bilbordach reklamowych. Może i lepiej, bo czytając książkę miałam wrażenie, że sceny łóżkowe co kilka wersów przysłaniają rozwijającą się fabułę.

Obsada aktorska ekranizacji  wzbudzała chyba najwięcej kontrowersji. Istniało sporo spekulacji, kto ostatecznie zagra Christiana Greya i Anastasię Steel. Wybór padł na Dakotę Johnson i Jamiego Dornana. Ich gra nie powaliła mnie na kolana, choć filmowy Christian miał pewnien błysk w oku. Dakota dobrze wcieliła się w swoją postać, jeśli scenarzyści chcieli by Anastasia była skromną, zadziorną a zarazem trochę zagubioną kobietą. Typowa szara myszka nie przypominająca hollywoodzkich sex bomb. Pewnien rodzaj chemii pomiędzy postaciami dało się odczuć, jednak nie łączyła ich taka więź jaka (według mnie) wynikała z książki. Liczę,że kolejne części ukażą pełne przeobrażenie związku jakie dokonało się na przestrzeni czasu.

Po obejrzeniu filmu miałam wrażenie, że pominięto sporą cześć książki. Koniec pozostawił pewien niedosyt. Według mnie akcja została zbyt przeciągnięta w czasie na czym ekranizacja straciła. Na duży plus na pewno zasługuje ścieżka dźwiękowa, dobrze dobrana i dopasowana do scen. Zresztą lubię takie spokojne,romantyczne melodie.

Jednym słowem – film nie powalił mnie na kolana. Być może z powodu okrojonej fabuły. Zdecydowanie bardziej wolę przeczytać książkę w domowym zaciszu, ale przynajmniej skonfrontowałam swoje wyobrażenia z wizją scenarzystów.

A Wy go widzieliście, czytaliście książkę? Jedni uważają to za pornos dla mamusiek, inni, że to romantyczna historia dwojga młodych ludzi. Jedno jest pewne – wiele kobiet rozkochało się w historii Anastasii i Greya. Dla mnie zarówno książka jaki film to nie tylko sceny erotyczne. Jakbym chciała się nimi nasycić, obejrzałabym typowy film pornograficzny. Są one wplecione w głębszą historię, stanowią dodatek a jako gatunek literacki – erotyk, książka bez nich nie może się obyć. Na rynku istnieje popyt i podaż, tak było zawsze. Seks zawsze dobrze się sprzedaje. Jednych książka pobudziła seksualnie innych pozostawiła biernymi. O gustach i upodobaniach się nie dyskutuje. Książka chyba bardziej rozpala zmysły, bo to my oczami naszej wyobraźni kreujemy postacie i scenerie, film narzuca nam gotowy obraz wizji innego człowieka.

31
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Kreis
Gość

rozczarowana..:( ksiazka lepsza, ale ok do kina mozna bylo sie wybrac.

Żaneta Jelińska
Gość

ja po obejrzeniu czuje niedosyt, strasznie okroili ten film, mnóstwa scen z książki nie było, poza tym kolejną bzdurą jest to że na drugą część trzeba czekać rok i na kolejną pewnie jakieś kolejne półtorej roku. Za 2,5 roku to ja zapomnę o czym książka była !

Anna Stefanek
Gość

Ja oglądałam. Dla mnie od książki się na tyle różni, że nie ma co porównywać. Bardzo mi się podobało. Ze smakiem zrobiony. A jak ktoś liczył na pornosa to redtube czeka…

Kasia Koch
Gość

Zachwycona,mąż też – choć tak się wzbraniał przed pójsciem do kina;) Pierwszy raz obejrzałam film przed przeczytaniem książki i nie żałuję:P Teraz planuję sobie kupić książki,no i czekam na kolejną część w kinie ;)

Ala Zielonka
Gość

za duzo okrojone, aktor glowny nie pasuje mi do roli i ogolnie taki jakis niedocisniety ten fim :) wlasnie czytam drugą cześć i to jest to ;)

Ala Zielonka
Gość

teraz jak czytam drugą część przypominam sobie duzo szczegółów z pierwszej częsci i serio aż żal momentami :( caly czas sie zastanawiam czemu „wewnętrznej Any” nie zrobili w formie jakies narracji myslowej :(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Dokładnie bardzo okrojona wersja książki

Aneta Siemieniuch
Gość

Kasia Koch ja tez najpierw oglądałam film a teraz książkę czytam

Honorata Stradomska
Użytkownik

Film był dla mnie lepszym uzupełnieniem książki, książka nie powalała na kolana.Zresztą flm tez nie….Ale scieżka dzwiękowa super,Christian tez cos w sobie miał :D

Alina Jasko
Gość
Alina Jasko

Bardzo słaby film :( Książka o wiele lepsza. Muszę sobie dziś wieczorem odbić tą porażkę kinową i mąż ma pobrać jakiś dobry film z filefox.pl. A na ten o Greyu to szkoda iść.

Angelika Kaźmierska
Gość

Byłam i w sumie mi się podobało ;) fakt książka o wiele lepsza jak zwykle :) tylko aktor trochę mi nie pasował … muzyka obłedna :D

Anna Stefanek
Gość

Byłam i mi się podobało. Sceny erotyczne nagrane z dużym smakiem. Muzyka fantastyczna. Aktor z twarzy fatalny ;-)
Z książką ma niewiele wspólnego… wiele rzeczy pominięto…

Sylwia Suchodolski
Gość

Bylam i pidobalo mi sie choc duzo tam zobaczyc nie mozna ale w koncu nie o sceny erotyczne w ksiazce chodzilo a strone psychologicxna . Dla mnie Film calkiem wporzadku choc mogli pokazac wiecej scen normalnych z tego „normalnego” zycia a Tu bylo mega okrojone bo nawet ana nie pracowala i tych wazniejszych bohaterow tez malo pokazali, a No i aktor Greya to porazka ;)

Izabela Prymula
Gość

Jak to nie pracowała?? Pracowała, była scenka w sklepie :)

Milena Kamińska
Gość

Byłam i jedyne co mi się nie podobało to zachowanie ludzi. Szeleszczące folie od chipsów, glamanie a najgorsze to to że obok chrapał jakiś koleś. tragedia

Aneta Siemieniuch
Gość

Mnie się podobało chociaż teraz czytam książkę i wiele scen pominięto, ale efekt końcowy ok. Muzyka naprawdę super.

Alicja Kos
Gość

ja ksiazki czytalam i mnie osobiscie film sie nie podobal.nie zawieral tresci i ogladalam go z wrazeniem ze o w scenariuszu chyba rezyser urwal kawalek kartki.ale to moje zdanie.mam nadzieje ze kolejne czesci beda lepsze.najbardziej ciekawi mnie 3 czesc

Joanna Karpińska
Gość

ja książki przeczytałam wszystkie jednym tchem, film obejrzałam jako tę kropkę nad i a właściwie jako trzykropek… bo film w żaden sposób nie oddaje książki – ale to zalęży w dużej mierze od wyobraźni danej osoby…A film – rola akorów – na medal!!!Wyobraźcie sobie w roli Greya jakoegoś Brada Pitta czy L. DIcaprio…- ci „bogowie seksu” w życiu by nie oddali tej naruty „szarości”…:) A w roli Any jakąś boginię – uwielbianą i nagradzaną oskarami – też by nie było to, a tak mamy powiew świeżości i nowości zarówno w roli kobiecej jak i męskiej. Kolejna sprawa – film jest… Czytaj więcej »

Alicja Malinowska
Gość

Widziałam „Pretty Women”. Wystarczy. Była nawet przez kilka miesięcy prostytutką. No, nie podziało ;) 

Alicja Malinowska
Gość

Sarkazm, gdyby jednak ktoś czytał dosłownie :) 

Izabela Kozyra
Gość

Wg mnie film nie oddaje książki i czynów bohaterów. Ktos kto nie czytał ciężko będzie mu zrozumieć ich postepowanie. Ale aktorzy dobrani super

Kasia Koch
Gość

Ja widziałam,nie czytałam,ale film bardzo,bardzo mi się spodobał :) Teraz chcę kupić sobie książki Greya :)

Natalia Kapczuk
Gość

Film był niezły. Dziś skończyłam książkę i jest dużo lepsza niż film. I zgadzam się z Panią Joanna co do aktorów i filmu.

Agnieszka Ciesielska
Gość

Książka super,film masakra ,nie mogłam oglądać nudny strasznie

Magdalena Ratajczak
Gość

Ja czytałam wszystkie części. Z niecierliwością czekałam na film i był kropką nad i. Czekam na druga część.

Edyta Sulima
Gość

Filmu nie widzialam a z ksiazka doszlam do spotkania z mama i moze jeszcze kilka kartek i za nic w swiecie mnie nie wciagnelo. Niewiem czy cos ze mna nie tak czy o co chodzi.

Alicja Malinowska
Gość

Nie martw się. Tu spotkałam się po raz pierwszy z zachwytem :) 

Edyta Sulima
Gość

Oh a ja po raz pierwszy z kims kto podziela moje zdanie. Dzieki Bogu nie jestem sama.

Małgorzata Krupa-Kurz
Gość

Mnie też nie zachwyciła. Przeczytałam szybko,bo czyta się szybko,książka lekka,ale zupełnie nie rozumiem fenomenu jej „sławy”.

Edyta Sulima
Gość

No to kolejny glos na nie :-)

Paulina Drążkowska
Gość

ksiązki super film beznadzieja

Kulinaria 18 lutego 2015

Ciasto marchewkowe

Rozkosz zaczyna się od marchewkowej czerwieni, przechodząc w cynamonowy brąz trafia prosto do “serca”. Jeśli ktoś przegapił Walentynki, to realizując niżej zamieszczony przepis na ciasto marchewkowe może je szybko nadrobić. Dla dzieci to skrzętnie ukryta marchewka, a dla niewymagających dorosłych kwadrans przy kuchennym blacie.

Zapraszam Was do upichcenia – dziś ciasto marchewkowe!

Składniki:

 4 jajka
2 szklanki mąki
2 szklanki startej marchewki – ok. 2-3 średniej wielkości marchwie
1,5 szklanki cukru
1 i ¼ szklanki oleju
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka sody oczyszczonej

ewentualnie prażone migdały lub orzechy włoskie

Jajka wraz z cukrem ucieram na gładką, jednolitą masę.

  1. Stopniowo dodaję mąkę, olej, proszek, sodę oczyszczoną, cynamon i dokładnie mieszam ciasto, które jest bardzo gęste.
  2. Dodaję marchewkę i ewentualnie prażone migdały i jeszcze raz starannie mieszam.
  3. Wylewam  masę na wcześniej przygotowaną tortownicę (26 cm) i wstawiam do uprzednio nagrzanego piekarnika do temp. 180 stopni.
  4. Ciasto piekę w termoobiegu ok. 1 godziny, po czym sprawdzam drewnianym patyczkiem, jeśli nic się nie przykleja ciasto marchewkowe jest gotowe.
  5. Kiedy ostygnie wykładam na paterę i obsypuję cukrem pudrem.

Ciasto marchewkowe można po upieczeniu przekroić i przełożyć dżemem lub powidłami śliwkowymi. Jest to jedno z ciast, które bez obaw można jeść w ciąży i gdy karmisz piersią.

ciasto marchewkoweZdjęcia: Rachela

22
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anita
Gość
Anita

Nigdy nie robiłam a dużo słyszałam, podobno pyszne. A czuć ta marchewkę, ciasto pachnie marchewkowo?

Basia Heppa-Chudy
Admin

Ostatnio robiłam po raz pierwszy robiłam ciasto marchewkowe i jest naprawdę pyszne – w ogóle nie czuć marchewki (jakbym dostała do skosztowania, to bym się nie domyśliła).

Małgorzata Dyl
Gość

nigdy nie robiłam

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Zatem jest okazja ;)

Małgorzata Dyl
Gość

a tą marchewkę ściera się na małych oczkach czy dużych?

Rachela
Gość
Rachela

Ja ścieram na małych oczkach bo wtedy marchewka jest mniej widoczna.

Basia Heppa-Chudy
Admin

A ja na dużych oczkach tarki – szybciej ;)

Dorota Grześ
Gość

Uwielbiam, dziś też sobie zrobię

Natalia
Gość
Natalia

Narobiłaś smaka. Maruda śpi to idę upiec ciacho :) tylko zamiast marchewki (bo ostatnie dwie poszły do zupy) dodam dynię :)

Natalia Kapczuk
Gość

U nas dyniowe już się piecze :) w ostatniej chwili przypomniałam sobie, że to są te dni kiedy ciasto mi sie wychodzi i zaciągnęłam swojego mężczyznę do zrobienia ciacha :)

Magdalena Sołtysiak
Gość

Pycha ciacho tak mnie skusiliście, że wczoraj zrobiłam, troszkę pobawiłam się z mąką i drugą szklankę zmieniłam pół na pól owsiana z pełnoziarnistą, ale ciacho wyszło super, dzięki za inspirację

Agnieszka Pniok
Gość

Smacznego :) Zjemy rafaello i marchewkowe będzie pierwsze w kolejce do zrobienia :)

Beata Kmieć
Gość

Marchewkowe pyszne z masą z kawy rozpuszczalnej

Magdalena Sołtysiak
Gość

Ja je robiłam zaraz po przepisie pycha

Dominika
Gość
Dominika

Zrobiłam z połowy porcji. ZNAKOMITE !!!

Olga
Gość
Olga

Znam i lubię. W moim przepisie dodatkowo do ciasta dodaję niesolone orzeszki ziemne ;) Ciasto marchwekowe z orzeszkami w naszej rodzinie nazywamy wiewiórką ;)

Edyta Skrzydło
Gość

Nie jadłam, ale brzmi smacznie :-D

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

ja też nie jadłam,ale mój mąż tak ,i mówił że super i w życiu nie podejrzewał, że toz marchwią :)

Monika Marczak
Gość

Bardzo lubie Szpinakowe rownież :)

Anita Kasprzycka
Gość

a ja juz robiłam kilka razy :) właśnie z tego przepisu POLECAM

Milena Kamińska
Gość

A jadłam dobre

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close