Galaretka z sercem, czyli deser na walentynki

Galaretka z sercem, czyli deser na walentynki


Basia Heppa-Chudy

9 lutego 2015

Chciałam się dziś – tuż przed Walentynkami – podzielić z Wami pomysłem na deser z sercem. Możecie go przyrządzić każdemu kogo kochacie – dzieci będą nim zachwycone, a myślę, że i na drugiej połówce zrobi wrażenie.

„Deser na walentynki” jest prosty – bo któż nie potrafi przyrządzić galaretki? – ale wymaga pewnej dozy cierpliwości i uwagi, by nie przegapić odpowiedniego momentu stężenia galaretek.

Składniki:

  •         galaretka czerwona
  •         galaretka żółta
  •         foremki w kształcie serca (ja wykorzystuję te do pierników)

Przygotowanie:

  1. Przygotowuję czerwoną galaretkę – rozpuszczając ją w trochę mniejszej ilości wody niż widnieje na opakowaniu (400 ml).
  2. Po chwili przygotowuję żółtą galaretkę, tym razem zgodnie z przepisem (użyj 500 ml wody).
  3. Galaretkę czerwoną pozostawiam do przestygnięcia – zanim wypełnię nią foremki powinna być już dosyć gęsta, żeby nie wypłynęła. Jeśli posiadasz foremki innego rodzaju, z których galaretka nie wypłynie, oczywiście możesz wypełnić je od razu jeszcze gorącą substancją.
  4. Żółtą galaretkę przelewam do przygotowanych pucharków lub szklanek i studzę w lodówce.
  5. Gdy czerwona galaretka będzie gęsta, przelewam do foremek – serduszek i ponownie wstawiam do lodówki by całkowicie zastygła.
  6. Czerwoną galaretkę wyciągam z foremek i wkładam do szklanek z lekko ściętą galaretką żółtą.

I to wszytko. Prawda, że proste? Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam smacznego i przyjemnego świętowania 14 lutego.

DSC_0412

DSC_0417

DSC_0420

DSC_0431

Zdjęcia: Basia

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. To Grześ wpadnie na galaretkę :)

  2. Pomysłowe podanie galaretki :) Muszę spróbować

  3. Milena Kamińska

    moje dzieci uwielbiają galaretkę i bardzo dziękuję za pomysł, na pewno zrobię !!!!

  4. Zrobię na walentynki dzieciom uwielbiają galaretki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Ojcu Prezesa w odpowiedzi

Ojcu Prezesa w odpowiedzi


Mirella

8 lutego 2015

Rzadko czytam blogi parentingowe. W zasadzie teraz to został mi tylko jeden, który śledzę stale, drugi zawiesił swoją działalność (Magda wiedz, że brakuje mi Ciebie w blogosferze!) a na trzecim niewiele się dzieje. Czasem ktoś udostępni ciekawy jego zdaniem link na Facebooku i właśnie w ten sposób trafiłam do Matki Prezesa, ale jak się zorientowałam autorem wpisu był Ojciec. Niech i tak będzie, dyskusje z mężczyznami są na ogół bardziej porywające. Ehh, ten kipiący testosteron…

Otóż drogi ojcze na szczęście nie mojego dziecka… Dlaczego na szczęście? No cóż, nie chciałabym, żeby moje dziecko odziedziczyło po Tobie Twoje egoistyczne i bezduszne geny. Otóż więc drogi ojcze, przeczytałam Twój tekst dwa razy i nie znalazłam niczego, naprawdę NICZEGO z czym mogłabym się zgodzić.

Być może brakuje Ci empatii, a może wyobraźni, nie wiem. Gdybyś miał choć odrobinę jednego bądź drugiego potrafiłbyś wczuć się w sytuację ojca, któremu właśnie odebrano dzieci. I daruj sobie uwagi, że patologia, lenistwo i takie tam głupoty, bo ojciec pracował, starał się, niestety koszty życia go przerosły. Bieda nie jest tożsama z patologią, za to domy dziecka są całkiem dobrą wylęgarnią tejże. Mówisz, że mógł nie mieć tyle dzieci? Pewnie mógł. Ale podziwiam go za to, że je ma. Tak, naprawdę podziwiam. I zazdroszczę. Ja tyle nie mam i już nie będę miała. Nie masz też bladego pojęcia w jakiej był sytuacji, kiedy się na te dzieci decydował. Niestety fortuna kołem się toczy.

Tak więc ten ojciec pracujący, zarabiający, a więc i podatki płacący w sytuacji dla jego rodziny dramatycznej na pomoc państwa liczyć nie może. Jego podatki pójdą na utrzymanie domu dziecka bądź rodziny zastępczej. A wiesz dlaczego? Bo nikt go nie pyta, na co mają iść. Ciebie też nikt nie pyta. Jedyne czym możesz dysponować to nędzny 1% Twojego podatku. I naprawdę nikogo nie obchodzi, czy chcesz wspierać biedne rodziny wielodzietne, czy wolisz elyty rządowe. Mnie też nikt nie pyta niestety. A ja na przykład jestem przeciwna finansowaniu z budżetu państwa partii politycznych. Niech się utrzymują ze składek. Nie dają rady? Trudno. Nie mój problem. Zdecydowanie wolałabym dołożyć do garnka głodującym dzieciakom.

A wiesz dlaczego biedne rodziny mają postawę roszczeniową wobec państwa? Bo to polityka państwa doprowadziła do takiej sytuacji, że pracy po prostu nie ma. Koszty pracy są tak duże, że pracodawcom nie opłaca się ich tworzyć. A jeśli już coś stworzą to na umowę śmieciową, bo tak jest bezpieczniej. Nie dziwię się im, trzeba być szaleńcem żeby w dzisiejszych czasach dać komuś etat. Szczególnie jeśli się ma niewielki biznesik. Skoro więc państwo lekką ręką wyprzedało cały przemysł, to niech państwo łaskawie powie teraz obywatelom jak mają utrzymać rodziny.

Przeszkadzają Ci strajkujący? Ja się cieszę, że ludzie mają odwagę upominać się o swoje. Jak Belgowie wyszli na ulicę to cała Europa im klaskała, ale w Polsce zawsze musi być odwrotnie. Jakbyśmy mogli to byśmy się pozagryzali, żeby tylko ten drugi nie dostał o jednego cukierka więcej. Ale to Polska właśnie – godzimy się na kosmiczne diety posłów, godzimy się nawet na odprawy jakie dostają po zakończeniu kadencji (pokaż mi łaskawie inny zawód gdzie pracownik po wygaśnięciu umowy na czas określony dostaje odprawę), ale nie godzimy się pielęgniarkom dać 700 złotych więcej bo niby z jakiej racji. Zanim powiesz, że nikt nie kazał być pielęgniarką pozwól mi zauważyć, że jest to zawód bardzo potrzebny. O wiele bardziej niż minister czy prezes czegokolwiek. Podobnie jak potrzebne są kasjerki w hipermarketach. Można mówić, że nikt im na kasie siedzieć nie każe, ale spróbuj zrobić zakupy jak żadnej nie będzie. Pracują, więc za swoją pracę powinny dostawać tyle, żeby starczyło na godne życie. Tak samo rzecz się ma w przypadku rolników, górników, kierowców, maszynistów a nawet pracowników kompletnie niewykwalifikowanych. Oni też wykonują pracę, może mało ambitną ale potrzebną, płaca się należy. Płaca, nie jałmużna.

W krajach mądrzejszych od naszego istnieje prawdziwa polityka prorodzinna. Tam płaci się rodzicom za to, żeby powoływali do życia i wychowywali dzieci, im więcej dzieci tym większa kasa. I to naprawdę kasa, a nie grosze. A wiesz, dlaczego? A otóż dlatego, że jest to prosta ekonomia, państwo utrzymuje dziecko powiedzmy dwadzieścia lat, w zamian dziecko kolejne czterdzieści pracuje i płaci podatki. Czysty zysk. Od razu mówię, nie wierzę, że te dzieci pójdą w ślady rodziców i będą płodzić kolejne pokolenia tylko po to, żeby brać zasiłki. Po prostu nie leży to w ludzkiej naturze. Są tacy co będą brali, są tacy co będą pracowali. Bo jakby nie patrzeć, pracować się opłaca, mamony więcej. U nas jest tylko „polityka prorodzina” – głośno krzyczy się, że rodzi się coraz mniej dzieci, ale rodzinom, które decydują się mieć tych dzieci dużo (a więc spełniają postulaty miłościwie nam panujących) rzuca się kłody pod nogi i żałosne ochłapy w postaci zasiłku rodzinnego na pociechę.

Z Twoich słów przebija cynizm, otóż wiedz więc, że ja też potrafię być cyniczna. I w tym momencie cynicznie pytam: po co ratować wcześniaki? Widać natura ma wobec nich inne plany. A koszty ratowania wcześniaków są przeogromne. Nie lepiej wydać te pieniądze na zdrowe dzieci? Więcej żłobków, więcej przedszkoli, wyższe zasiłki macierzyńskie i wychowawcze. Więcej ludzi zdecyduje się na dzieci, będzie kto miał pracować na nasze emerytury. Czyż to nie brzmi logicznie?

P.S. Ponieważ wybuchła niezdrowa sensacja wokół ostatniego akapitu chciałam zauważyć, że gdyby los dzieci był mi obojętny to ten tekst nigdy by nie powstał. Nie jetem przeciwna ratowaniu wcześniaków, jestem jak najbardziej za! Cyniczne zakończenie było odpowiedzią na cyniczny tekst pana Artura, proszę się w nim niczego więcej nie doszukiwać.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wcześniak i co dalej

    A ja politykę prorodzinną rozumiem tak, że gdy podwinie Ci się noga to państwo pomoże. Też mnie jak tego Ojca denerwują ludzie wyłudzający zasiłki, ale uważam, że większość z tych ludzi to nie jest patologia. To po prostu ludzie, którzy starali się a nie wyszło. I trzeba im pomóc. Ja w tej chwili mam pracę, mąż też. Ale to się może zmienić, a kredyt nie zniknie. Więc też za jakiś czas mogę potrzebować pomocy. Tyle, że ja mam taki charakter, że zaraz będę szukać innych pieniędzy nie z zasiłku. Nie oszukujmy się zasiłek to żadne pieniądze. To jedynie kropla w morzu potrzeb. A co do ratowania wcześniaków… Jak się domyślasz ja mam inne zdanie. Ty masz swoje ja mam swoje. Każdy ma prawo mieć inne. Wiesz, że wielu ludzi, którzy zmienili losy świata było wcześniakami? Np. taki Einstein. Myślę, że świat wiele by stracił gdybyśmy go nie uratowali. Rozumiem, że nie tylko wcześniaków nie warto ratować, ale też dzieci chorych, ludzi starszych i ludzi po wypadkach. To tworzy naprawdę potężną armię.

    1. Hola, hola, ja nie jestem przeciwna ratowaniu wcześniaków, to cyniczne zakończenie to prztyczek w nos Ojcu Prezesa (wcześniaka). Moje poglądy są skrajnie inne.

      1. Wcześniak i co dalej

        Odczytałam Twój cynizm, jednak chciałam wywołać dyskusję. Przeczytałam tekst, do którego się odwołujesz. Czytałam Twój i myślałam jaka fajna i rzeczowa dyskusja. Bliżej mi do Twoich poglądów. I tu na koniec widzę coś takiego. Dla mnie to nie jest cyniczny pstryczek w nos. To zamierzony cios. I to poniżej pasa. Czy taki tekst pojawiłby się gdyby Prezes urodził się o czasie? Nie. Bo to nijak ma się do rzeczowej dyskusji. To miało na celu zadanie bólu komuś o odmiennych poglądach. Przed nami wybory. Będziemy się denerwować, że nie da się w telewizji obejrzeć rzeczowej debaty. Może należy się zastanowić czemu? Czy napie***nie kamieniami to nie nasz sport narodowy. Odsyłam Cię do moich pierwszych wpisów. Zobacz w jakie rany zadałaś ten pstryczek. To tyle z mojej strony. Nie mam do powiedzenia nic więcej na ten temat.

    2. Przyznaję, włożyłam kij w mrowisko i nie będę teraz chowała głowy w piasek. Tyle, że ten ostatni akapit to nie są moje poglądy, a słowa skierowane do jednej osoby, nie powinnaś ich brać do siebie. W naszej blogowej wrolimamowej rodzinie jest jeden wcześniak i jego mama nadal ze mną rozmawia ;) Każde życie jest darem i o każde trzeba walczyć, nie ważne czy to życie ma pięć tygodni czy pięć lat, czy jest nasze czy sąsiada, tyle ode mnie. Pozdrawiam

      1. Może i prztyczek w nos ale TAK SIĘ NIE ROBI! Z Twoich słów nie wynika, że to jedynie chęć „prztyczka” w nos Ojcu Prezesa, zmieniłaś rzeczowy post w g.., Końcówka tekstu poniżej pasa i dla mnie całkowicie położył cały Twój wpis. Niby taka dobra, porządna a na końcu po co ratować wcześniaki? czy zdajsz sobie sprawę, że tym „prztyczkiem” w nos zadałaś ból i cios poniżej pasa większemu gronu rodziców wcześniaków,i rodziców, którzy wcześniaków stracili! Sorry, może ten wcześniak u Ciebie w rodzinie nie jest skrajniakiem, nie doświadczył takiej walki i cierpienia i dlatego tak mało rozumiesz i brak w TOBIE EMPATII? Bo jak inaczej zrozumieć taki dzieciarski tekst? Od MATKI? Jak możesz? Okropne. Z rzeczowej dyskusji przeszłaś do zakończenia bagnem…

    3. Masz rację, pisałam „jak stałam” pod wpływem emocji, adrenaliny i złości, do konkretnej osoby, nie myślałam w tamtej chwili ile osób to przeczyta. Pewnie tak samo jak Ojciec Prezesa nie myślał, że mogą go przeczytać matki, które z biedy potraciły dzieci.

      P.S. Byłam u Ciebie, pięknie piszesz o Krzysiu (nie, nie próbuję się podlizywać, to całkiem nie w moim stylu)

  2. Ojciec Prezesa napisał w komentarzu, że zaprasza do dyskusji na swoim prywatnym profilu. Szkoda, że jak dotąd nikt nie chciał z nim podyskutować na nurcie neutralnym. Zresztą podejrzewaliśmy,że tak będzie.

    Co ci najwięcej krzyczą, najmniej mają do napisania, kiedy dochodzi do konfrontacji.

    PS: Pomagamy, pomagaliśmy i będziemy pomagać. :) Nawet osobom ubogim.

    1. Trudno napisać coś na profilu kogoś, kogo się nie ma w znajomych. Można oczywiście napisać wiadomość prywatną, ale skoro Artur wypowiedział się publicznie to czemu mu publicznie nie odpowiedzieć?

      1. Artur zaprosił do dyskusji. Nie skorzystałaś z tego. Wystarczyło napisać wiadomość prywatną. My chcieliśmy ten temat zakończyć, ale jak widać bezskutecznie.

        Z kolei mieszanie w to wcześniactwa naszego syna jest po prostu okrutne. I nie, nie uważamy tego za pstryczek.

  3. Bliźniaczki w akcji

    Wybacz, ale końcówka była chyba najbardziej sukowatą odpowiedzią jaką kiedykolwiek przeczytałam. Cios poniżej pasa, niczym dziewczynki z podstawówki.

    1. Aż tak surowo siebie nie oceniłam, ale niech i tak będzie, nie zamierzałam być miła tylko cyniczna. Mam nadzieję, że zajrzysz jeszcze do nas, może zmienisz zdanie o mnie. Pozdrawiam

    2. Wczytaj się w oba teksty, to pojmiesz o co chodzi

  4. Twierdzisz, że ktoś jest cyniczny, czy egoistyczny. Ale sama taka jesteś.
    1. Artur wypowiadał się o konkretnym przypadku. Myślę, że zrozumieli to stali czytelnicy, którzy wcześniej przeczytali na fanpage, że poproszono mnie, żebym sie odniosła do konkretnej sytuacji, a ponieważ jestem teraz zajęta pewnym projektem, sama nie miałam czasu. Zrobił to on. Bardzo bezpośrednio.

    2. Nigdy żadne z nas nie napisało, że jest przeciwny wielodzietnym rodzinom. Podobnie jak żadne z nas nie popiera zabierania dzieci. Tyle, że zarówno ja, jak i Ojciec Prezesa uważamy zgodnie, że takim rodzinom, jak ta o której jest teraz głośno trzeba pokazać, że o dzieci się walczy, a nie tylko robi.

    3. Uderza w najczulszy punkt, jednocześnie jednak uwzględniając, że robisz to w kierunku jakiekolwiek pstryczka. Tak nie jest. Nikomu tym nie pokazujesz ,,cynicznego pstryczka”. Wcześniactwo naszego syna jest tutaj zupełnie innym tematem.

    Na koniec. Zacytuję Artura, w związku z Twoim wpisem:
    ,,Doszedłem niedawno do bardzo ciekawego wniosku.
    Największymi zwolenniczkami Państwa opiekuńczego są kobiety. Mężczyźni są pewnego rodzaju hazardzistami i kowalami własnego losu więc opieki od Państwa nie oczekują.
    Zadałem sobie pytanie, dlaczego?
    Otóż moim zdaniem, kobiety w swojej hierarchii potrzeb mają potrzebę bezpieczeństwa na b. wysokim poziomie, znacznie wyżej niż mają ją mężczyźni znacznie bardziej przedkładający nad to potrzeby szacunku i uznania.
    Objawia się to chociażby poszukiwaniem „drugiej połówki”. Czyż kobiety nie potrzebują w swoim partnerze oznak zainteresowania, otoczenia opieką, zapewnieniem bytu i wspólnym planowaniu przyszłości w bezpiecznym domu? My mężczyźni natomiast szukamy kobiet na swój sposób „reprezentatywnych”, które są naszą wizytówką, z którą możemy się dobrze czuć i bawić, oraz kobiet mogących dać nam zdrowego potomka.
    Wydaje mi się, że gdy kobieta nie znajduje u swojego partnera bezpieczeństwa, lub gdy jest na jakimś życiowym rozdrożu i nie ma stabilnego gruntu pod nogami, to szuka pomocy w Państwie. Ot.

    Tak, tak lecą już hejty że jestem szowinistą itp. ale tak nie jest. W żaden sposób nie twierdzę, że kobiety są gorsze, słabsze itd. Wiem, że w wielu aspektach, sytuacjach życiowych radzą sobie znacznie lepiej, mają szerokie spojrzenie na problem, mają wiele empatii, charyzmy i wiele wiele innych świetnych cech. Ja ty piszę tylko i wyłącznie o kilku różnicach z mojego punktu widzenia, które odkryłem po moim poście na MP.”

  5. paulina swistak

    Po co ratowac wczesniaki!!! Ja pierdziele!! Ale zes dowalila!! Glowka zdrowa? Co do tego ma dziecko??

    1. WRAŻLIWA MAMA

      Ale tendencyjnie się czepiacie ostatniego akapitu.

      Wniosek z wcześniakami się sam nasuwa. Mi też. Ale nie jako obraz moich przekonań, tylko w odpowiedzi na myślenie autora źródłowego wpisu.

      I zanim mnie zmieszacie z błotem przeczytajcie wpis Mirelli ze zrozumieniem.

      Pozdrawiam
      wierna czytelniczka (nie od dziś)

      1. Cieszę się bardzo, że ktoś mnie zrozumiał :) Również pozdrawiam!

  6. A wiesz, że z tymi wcześniakami mimo wszystko to samo przyszło mi do głowy? Nie da się ukryć, że na ratowanie tych dzieci idą ogromne pieniądze. I ciekawa jestem co Ojciec Prezesa by zrobił, gdyby kilka lat temu za leczenie syna i jego pobyt w szpitalu musiał w 100% zapłacić z własnej kieszeni, bo ktoś tam nie zgadzałby się na finansowanie służby zdrowia z jego podatków…

    1. Od razu dodam, że każdy ma prawo do swoich poglądów (więc Artura potępiać nie będę, bo na SWOIM blogu wyraził SWOJĄ opinię)… Trzeba tylko pamiętać, że punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia.

      1. Napisałam już w odpowiadając na pierwszy komentarz, że to nie są moje poglądy ;) Jestem jak najbardziej za ratowaniem wcześniaków.

  7. Chcecie pokazać, że Ojciec Prezesa jest bez uczuć, a sami robicie dokładnie to samo. Uderzacie w nas najczulszy punkt i oczekujecie poklasku. Tylko w jeszcze ohydniejszy sposób. Ojciec Prezesa napisał w tej sprawie już dwa dni temu oświadczenie. Sprostował też parę spraw, a osoba, która napisała ten tekst szuka jak widać tylko i wyłącznie poklasku, a może … przede wszystkim większej ilości wejść. Wybijanie się na czyiś plecach jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Pozdrawiam.

    1. W takim tempie dorzucasz komentarze, że nie nadążam z odpowiedziami, daj mi trochę czasu. Nie szukam poklasku, napisałam pod wpływem chwili i tyle. Nasz blog niedługo skończy cztery lata, mamy ugruntowaną pozycję, nie musimy się wozić na niczyich plecach.

      Los piątki maluchów bardzo mnie poruszył, najgorsze co można zrobić to zabrać dzieci od rodziców argumentując to biedą. Może i w domu dziecka mają ciepło i czysto, posiłki podane na czas, a i tak gotowa jestem się założyć, że płaczą po nocach i wołają mamę.W dzień zresztą też. I boli mnie jak ktoś mówi, że można przecież było tych dzieci nie robić. Bardzo mnie to boli. Może nie znacie ludzi, którym bieda w oczy zagląda i boją się, że pewnego dnia ich spotka to samo, ja znam. I dlatego nóż mi się w kieszeni otworzył.

      1. ,,Los piątki maluchów bardzo mnie poruszył, najgorsze co można zrobić to zabrać dzieci od rodziców argumentując to biedą. ” – nikt nie zabrał tych dzieci argumentując to biedą.

        1. Te dzieci zostały już zabrane [wtedy piątką] po raz pierwszy dwa lata temu. Mimo to, rodzina mając już ultimatum, nie mając ugruntowanej pozycji materialnej trzasnęła sobie na dokładkę dziecko szóste.

        2. Ta konkretna rodzina wychowywała dziecko w warunkach dalece odbiegającej od normy. Brak ciepła, grzyb, pleśń itp.

        3. Sytuacja finansowa tych rodziców pogorszyła się w momencie, kiedy na świat przyszło dziecko drugie. Sama matka twierdziła, że zawsze chciała mieć więcej niż dwójkę dzieci.

        4. Rodzice twierdzą, że nie bedą współdziałać z MOPSem bo oni oczekują zaangażowania.

        5. Szóste dziecko jest wcześniakiem w 28 tygodnia ciąży. Tzw. skrajnym. Matka nie była z nim ani razu u neonatologa. Dziecka po wyjściu ze szpitala nie widział nikt.

        6. Na temat zabierania dzieci z powodu biedy wypowiadał się jakiś czas temu Michalak. Że nikt ze względu na biedę nie zabiera dzieci, na to nakłada się gro innych czynników. Bo są rodziny ubogie, które będą próbowały się podnieść. Będą takie, które będa miały na wszystko wywalone. I taka jest właśnie ta rodzina, a że żal dzieci? Mi tez jest ich żal. Dzieci powinny mieć beztroskie dzieciństwo. Ale to nie zmienia faktu, że tamci rodzice NIE NADAJĄ się do pełnienia roli rodzica.

      2. Ta rodzina była daleka od patologii, ojciec pracował wcale nie lekko, układanie kostki brukowej trudno uznać za hobby przynoszące profity. Odebranie dzieci to dziwna kara za przewinienia o których piszesz, bo to nie rodzice a dzieci ucierpią najbardziej. Zadałam sobie trud i przeczytałam obowiązki asystenta rodziny – co prawda u mnie w domu nie miałby co robić, ale nie chciałabym z taką osobą współpracować bo w praktyce oznacza to zamieszkanie w domu Wielkiego Brata.

        Grzyb, pleśń, chłód, głód – bardzo łatwo się ich pozbyć gdy ma się pieniądze, koło się zamyka.

    2. A czy Ojciec Prezesa nie wybił swojego tekstu na nieswojej historii? Przecież przypadek tej rodziny został przez kogoś wcześniej „odkryty” i upubliczniony w mediach.

      I druga sprawa, jeśli ktoś publicznie wyraża swoje zdanie musi się liczyć z faktem, że nie pozostanie to bez echa.

  8. A mi się skojarzył po przeczytaniu wpisu ojca wniosek jeszcze bardziej cyniczny, że po co pomagać rodzinom, które są w złej sytuacji – lepiej im zabrać dzieci i zamiast potem łożyć z podatków na domy dziecka, lepiej w ogóle POZBYĆ SIĘ problemu (jakaś eutanazja, czy coś w tym rodzaju!). Makabryczne, prawda? Ale mocne hasła mają większą siłę, a tu refleksja jest bardzo potrzebna.

  9. O ile z całością można się zgadzać lub nie (punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia) to ostatni akapit jest niesmaczny. I napisany z premedytacja.

    1. Nie przeczę, napisany z całkowitą premedytacją i w przeciwieństwie do wszystkiego powyżej, nie odzwierciedla moich poglądów.

  10. Wyszukalam ten tekst wlasnie jako polemine z Matką Prezesa. Przeczytalam jako matka, osoba pracujaca, placaca podatki,skladki itp. Oczekujaca opiekunczego panstwa. Przeciwna pompowaniu kasy w rodziny niewydolne opiekunczo i wychowawczo.
    Dorastalam jako dziecko chorych rodzicow. Rencistow, ktorzy po zmianie ustroju zderzyli sie z brutalnym kapitalizmem. Na to wszystko nalozyl sie jeszcze ich rozwod. Bywaly dni, gdy chodzilam do szkoly pieszo, bo nie mialam na bilet. Bywaly tygodnie, gdy zywilam sue chlebem z dzemem. Nie jezdzilam na wycieczki szkolne, nie nosilam najmodniejszych jeansow itp. Ale wiesz co? Moi rodzice zawsze kombinowali. Szukali dodatkowych zajec, dodatkowej kasy, a ja bralam z nich przyklad (korepetycje, promocje). Rodzice nauczyli mnie, ze trzeba myslec o jutrze.
    W poprzedniej pracy mialam stycznosc z takimi rodzinami. Pytam matke, jak ogarnia gromade. I co? Szkola, swietlica z mopsu,przedszkole z mopsu, zlobek z mopsu. Ona tylko niemowleciem sie zajmuje. W donu plazma na scianie,laptop,kilka komorek. Nikt nie ma stalej pracy. Jakie wzorce maja z takiej rodziny wyniesc dzieci?

    1. Są sytuacje o których piszesz i są całkiem odwrotne, generalizowanie jest niebezpieczne. Wolę pomóc przez pomyłkę ludziom, którzy mnie oszukają, niż zrobić generalne założenie, że nie warto pomagać i odwrócić się od naprawdę potrzebujących. A opisana przez Ciebie sytuacja jest dowodem na to, że MOPS też popełnia błędy, nie zawsze daje tam gdzie są największe potrzeby.

  11. Mirella układanie kostki brukowej na pewno nie należy do łatwych prac. Ale choć na jedzenie i lekarstwa rodzina nie ma, tak na papierosy już tak [no chyba, że ta zapalniczka tam z popielniczką na dokumencie o nich jest kamerzysty :) ].

    Kolejna sprawa jest taka, że rodzice nie robią kompletnie nic w kierunku poprawienia bytu. NIC. No chyba, że weźmiemy pod uwagę, że tworzenie kolejnych członków rodziny.

    Zadam może inne pytanie: jeżeli to dziecko z 28tc miałoby nagle powikłania? Nie wiem jakiekolwiek? Wzmożone napięcie mięśniowe, asymetrię, przepuklinę, czy niedosłuch – co rzutowałoby na dalszy rozwój, a matka nadal nie miałaby ochoty chodzić z dzieckiem do lekarza ,,bo nie” – to rozumiem, że nadal piszemy o biednej rodzinie, której zabrano dziecko, bo MOPS miał taki kaprys?

    1. Moja sąsiadka, matka piątki dzieci, omal nie straciła najmłodszej córeczki w bardzo głupi sposób. Starsze leżało w szpitalu z zapaleniem płuc, nie miała co z małą zrobić gdy chciała iść do synka, więc zabrała ją ze sobą. Na chwilę, dosłownie, przekazać coś pielęgniarce. Wystarczyło żeby dziecko złapało sepsę. Zmierzam do tego, że mając dużo dzieci ciężko zaplanować szereg wizyt u lekarzy. To nie znaczy, że nie są potrzebne, po prostu ciężko to wszystko poukładać.

      Ja nie mam nikogo do pomocy przy dziecku, mąż pracuje, gdybym miała jeszcze dwoje i jedno by zachorowało miałabym naprawdę poważny kłopot. Pewnie do lekarza zabrałabym troje, a potem troje siedziałoby w domu, bo jak ich do przedszkola czy szkoły odstawić? A potem byłby krzyk, że dzieci do szkoły nie posyłam i już kurator w domu. Nie zawsze wszystko jest czarne albo białe niestety.

      1. Czyli wychodzisz z założenia, że osoby wielodzietne nie muszą chodzić z dzieckiem do lekarza?
        Poradnie neonatologiczna to nie jest Ośrodek Zdrowia.

      2. Roksana Borys

        Co tam, że dziecko chore może być, nie pójdę bo niej mam jak? :/ chore myślenie, wtedy bierze się wszystkie dzieci i idzie ze wszystkimi, jest rodzina, znajomi, żeby zostawić na godzinę dzieci. Nie ma kasy? To proszę lekarza o przyjęcie. Sorry ale jeśli chodzi o zdrowie mojego dziecka jestem w stanie błagać na kolanach o wizytę lekarska, staje na głowie, żeby zapewnic byt, podstawowy byt. Nie może pracować bo ma tyle dzieci? To niech zacznie pracować w domu, jest dużo możliwości, trzeba tylko chcieć. A ostatni akapit jest poniżej jakiego kolwiek poziomu. Jakbym spotkała Cię na ulicy to naplułabym Ci w pysk za to. Uderzyłaś w setki rodziców wcześniakow.

    2. Nie, absolutnie nie, po prostu jestem w stanie sobie wyobrazić problemy logistyczne jakie się z tym wiążą.

      Poradnia neonatologiczna to rzeczywiście nie ośrodek zdrowia, ale czy Ty, matka wcześniaka, byłabyś zadowolona widząc tam gromadkę przedszkolaków? Pozornie zdrowych, ale wiemy jak to jest z chorobami wieku dziecięcego prawda?

      1. roksana borys

        Bylam w poradni neonatologicznej srednio raz w miesiacu, spotykalam matki z dziecmi, dwojka i trojka i nigdy mi to nie przeszkadzalo. Malo tego bylamw stanie takiej matce pomoc nad zapanowaniem gromadki. Ponadto taka matka przychodzac zajmowala kolejke, zostawiala swoj nr tel i dzwonilysmy jak przychodzila jej kolejka. To nie jest problem. Dodam, ze mamusia ta biedna i taka pokrzywdzona tez nie bardzo jest taka chetna do odwiedzania dzieci. Jakos w wywiadzie nie widzialam po niej rozpaczy.

  12. zakończenie było wstrętne. całkiem przysłoniło resztę artykułu. nie będę nigdy więcej tu zaglądać. to był o jeden raz za dużo

    1. Przynajmniej miej odwagę powiedzieć, że to był pierwszy i ostatni raz. Gdyby nie był pierwszy nie musiałabym zatwierdzać komentarza. Ktoś Cię zaprosił, żebyś napisała jaka jestem wstrętna?

      1. Czytaj ze zrozumieniem Autorko, o raz za dużo. Ale jeśli potrzebujesz jaśniej to proszę bardzo: pierwszy i ostatni. Zapraszać nikt mnie nie musi, wszak blog jest publiczny i może sobie wejść na niego każdy. Choćbyś nie wiem co ciekawego miała do napisania to takie chamstwo zniechęca do dalszej eksploracji. Jak w przedszkolu, wow, gratuluję riposty na poziomie kilkulatka.

      2. Cieszę się, że mimo wszystko wróciłaś ;) A teraz jeszcze raz na spokojnie ZE ZROZUMIENIEM przeczytaj cały mój tekst. Może wtedy właściwie zrozumiesz zakończenie.

  13. Pstryczek w nos wyszedł Ci jak cios poniżej pasa…ja jestem mocno zniesmaczona tym tekstem „po co ratować wcześniaki”! Pamiętaj, że o co przeczytamy w naszych głowach już zostaje a Ty niestety strzeliłaś sobie w kolano:/ To okrutne i bardzo nie na miejscu…

    1. Ryzyko blogerki, podjęłam i się nie wypieram. Tylko wiesz, myślę, że inne moje teksty mnie obronią, nawet w Twoich oczach jeśli znajdziesz chwilę czasu żeby przeczytać.

  14. roksana borys

    Wiesz co by zrobil ? zapłaciłby i 150% sumy za uratowanie dziecka. Bo tak postepuje kazdy rodzic. Kazdy rodzic chodzi do lekarza, dba o dziecko i staje na glowie, zeby zapewnic podstawowe potrzeby dziecka. I niestraszna mu wspolpraca z mops tak jak tej pseudo matce

    1. Chętnie poczytam na Twoim blogu o codziennych wizytach asystenta rodziny.

      1. roksana borys

        Nie mam bloga ;) asystent rodziny nie jest mi potrzebny bo ja nie jestem maszynka do rodzenia dzieci bo mam taki kaprys pomimo przeciwnosci (brak funduszy na zycie, warunki mieszkalne) Malo tego powiem Ci, ze gdybym wiedziala, ze nie mam pieniedzy, a mojedziecko potrzebuje zgodzilabym sie na wszystko, paktz diablem bym podpisala jakby bylo trzeba. Aasystent to nie komornik czy morderca, krzywdynie zrobi, a wrecz przeciwnie

  15. „Kobiet reprezentatywnych”? Tzn takich które wszystko za mężczyznę załatwią. Jak np wypowiedź za niego na blogu. To gdzie ta opiekuńczość do kobiet?Jedno z drugim się wyklucza. Co do postu Mirelli. Ona podała konkretną osobę do której się zwraca i Ojciec Prezesa podał konkretną rodzinę

  16. „Kobiet reprezentatywnych”? Tzn takich które wszystko za mężczyznę załatwią np wypowiedzą się na blogu. Co do postu Mirelli. Wypowiedziała się do konkretnej osoby tak jak Ojciec prezesa do konkretnej rodziny. Mirella wiedziała ,że „Ojciec Prezesa” przeczyta jej post. Ciekawe czy on byłby taki obiektywny gdyby pokazał swój tekst tamtej rodzinie

  17. Mirella mam jeszcze jedno pytanie zanim przejdę do sedna problemu.
    Czy czytałaś komentarz Artura 6 lutego pod wpisem, który zakończył dalszą dyskusje?

    To ja może zacytuję [ostrzegam, wpis długi i trzeba posiadać trochę inteligencji, żeby zrozumieć, ale nie wątpię, że posiadasz].

    ,,Kobietki, kobietki…
    Gdybym wiedział co z tego będzie to nic bym nie napisał.
    Mój wpis na blog pojawił się tylko i wyłącznie na prośbę Noemi, choć temat wybrałem sam.
    Nie lubię pisać, jest to dla mnie niekomfortowe. Cenię sobie komunikację bezpośrednią. Treść miała być o czym innym, wyszła o tym. Błąd w produkcji. Wiem, że nieładnie i nieskładnie ująłem zbyt wiele problemów w zbyt „wąskotorowym” wpisie. Wpisie, gdyż nie możecie tego traktować jako artykuł.
    To, że pisałem wcześniej: nie chce mi się” oznaczało, że mi się nie chce, a nie że nie mam argumentów. Noemi wbrew moim prośbom próbowała niezbyt dobrze mnie bronić.

    1.Wymienianie: za moje ciężko zarobione pieniądze, było zabiegiem stylistycznym.
    2.Nie jestem Korwinistą. Nie wiem czy jesteście na bieżąco ale JKM odszedł z KNP, co moim zdaniem odbije się dwojako. Cieszę się, bo teraz więcej osób będzie miało odwagę poprzeć KNP, lecz smucę bo prawica znów się dzieli.
    3.Moje przemyślenia przelane na wpis nie są populistyczne ponieważ sądzę że większość nie podziela mojej idei Państwa Polskiego.
    4.Nie podawałem i nie podam żadnych konkretnych danych, wyliczeń, wykresów i tabel bo nie jestem specjalistą w żadnej dziedzinie. Zdeterminowane osoby same je odnajdą. Gdy chcę się czegoś dowiedzieć i nauczyć, potrafię bardzo szybko i dokładnie wgłębić się w problem. Często zaskakuję osoby znające temat swoją wiedzą mimo braku wykształcenia w danym kierunku. Często również osoby nie znające tematu do mnie właśnie przychodzą o zdanie i komentarz.
    5. Mój pomysł na państwo podobny (ale o zgrozo nie identyczny) jak program KNP
    – uproszczenie i obniżenie podatków, byśmy mogli dysponować większą pulą pieniędzy, które rozdysponujemy jak chcemy (ubezpieczenia, szkolnictwo, lecznictwo, zabezpieczenie na starość). Ponieważ oświata i leczenie się byłyby sprywatyzowane, wymusiłoby to zdrową konkurencję o jakość usług. Skoro emerytury nie byłyby gwarantowane przez państwo, każdy odkładałby ile by chciał samemu. Mając wybór, czy żyć lepiej teraz, czy zapewnić sobie godną starość.
    Mając więcej pieniędzy, byłby większy popyt na towary i usługi co wzmogłoby ożywienie gospodarcze – większe zamówienia, więcej pracy, więcej firm, więcej ludzi pracujących, więcej ludzi mających pieniądze – relatywnie takie same przychody do budżetu państwa jak obecnie przy obecnych podatkach.
    Teraz jest tak, że skoro płacimy wysokie podatki to jesteśmy biedniejsi więc i jesteśmy bardziej zależni od państwa, a więc państwo ma na nas większy wpływ mogąc nami sterować i kontrolować.
    -zostawienie rodziny samym sobie (oczywiście niedopuszczalna jest jakakolwiek forma przemocy). Jeśli ktoś zaniedbuje/źle wychowuje, dzieci bo ma ich np. zbyt dużo, lub mu się nie chce, lub nie umie – to będzie miał problem wtedy gdy będzie w potrzebie, sam sobie będzie winien. Nie jestem litościwy dla głupoty ludzkiej. Jestem zdania, że KARMA wraca do człowieka.
    -nie można zlikwidować niektórych instytucji, jak np, dom dziecka.
    -co ja widzę zamiast MOPS-u itp.? – organizacje pożytku publicznego. Mogłoby to działać na zasadzie: 2% podatku obowiązkowo szedłby na takowe, ale sami byśmy wybierali na jakie (w tym instytucje religijne). To tylko mój luźny pomysł.
    -brak faworyzowania przedsiębiorstw zagranicznych.
    -konstytucyjny zakaz zadłużania państwa.
    -nie uważam nieograniczonej dostępności do leków jako coś dobrego (w końcu z antybiotykami jest jak jest-nie chcę wyginięcia ludzi).

    Nic mi więcej teraz nie przychodzi do głowy i już naprawdę męczy mnie to pisanie. Jak ktoś chce się czegoś jeszcze dowiedzieć jak ja co tam widzę to piszcie prywatne wiadomości na fejsbuku, bo nie chce mi się dalej śledzić tej dyskusji. (Artur Pawlak Śrem)

    Pozdrawiam i proszę o ostudzenie emocji.”

    A teraz sedno sprawy:
    Nie zrozumiałaś tematu [jak większość krzykaczy :) ], tworzysz kolejny wpis, który następnie bardzo, ale to bardzo niefortunnie kończysz, w nadziei, że wywołasz tym co? Dyskusje? Gorąca?

    Ja mówię, sorry, ale to nie dla mnie. Bijcie się dalej, ale bez nas. :)

    1. Noemi, ja nie potrzebuję gorących dyskusji żeby sobie poprawić samopoczucie, gdyby tak było to bym raz na tydzień tworzyła tego typu teksty, tematów nie brakuje. A ja piszę to co chcę, kiedy chcę i jak chcę – to święte prawo blogera, Ty też to robisz.

      Widzisz, ja włożyłam kij w mrowisko i się tego nie wypieram, Wy też to zrobiliście, a teraz mówicie, że zostaliście źle zrozumiani i gdybyście wiedzieli, że tak będzie to Artur by nic nie pisał. Wiedzieliście bardzo dobrze, za długo jesteś w blogosferze, żeby nie wiedzieć ;)

      Ja biorę na klatę burzę którą wywołałam i nie zamierzam mówić, że męczy mnie odpisywanie i ogłaszam koniec tematu.

      O polityce rzeczywiście nie chce mi się gadać, wiedz tylko, że się z Twoim mężczyzną nie zgadzam.

  18. A ja po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że dzięki Naszym (Jego – ojca Prezesa, moich i wielu innych) ciężko zarobionym pieniądzom pojechałam na prawie rok do Anglii, gdzie pracowałam, jako wolontariuszka w biednej dzielnicy Manchesteru. To za Nasze (Jego, moje i wielu innych) ciężko zarobione pieniądze poszłam raz na mecz Czerwonych Diabłów. To za Nasze (Jego, moje i wielu innych) ciężko zarobione pieniądze moje dzieci mają szczepionki refundowane przez państwo. Dzięki Naszym (Jego, moich i wielu innych) ciężko zarobionym pieniądzom mój syn chodzi do państwowego przedszkola, do którego niewiele muszę dopłacić. Zapomniałabym o ostatnim – to dzięki Naszym (Jego, moich i wielu innych) ciężko zarobionym pieniądzom będą miała wypłacone becikowe.

    Mężczyźni już tacy są, brak im wrażliwości emocjonalnej, bo przebywanie dzieci w domu dziecka, mimo, że mają rodziców – to jakiś problem?. Kobieca natura podpowiada mi, że spory, którego nie da się nadrobić żadną kasą. Czas w tym przypadku nie goi ran, ta blizna pozostanie już na zawsze w dzieciach i rodzicach. Bo czy to bieda ma być jednym z wyznaczników, czy ma się prawo do dzieci, czy nie? A co jeśli Pan Artur i Jego rodzina straci płynność finansową – czego nie życzę – to czy wtedy, zabrać im dziecko? Czy zacząć wypłacać zapomogę – a może lepiej nie, bo jak zaczną ciągnąć zasiłek z państwa to już nie wrócą do pracy i patologia gotowa.

    Tak łatwo nam generalizować, wrzucać wszystkich do jednego worka. Bo jak jedni żyją na garnuszku państwa to inni zazdroszczą. Już od kilku lat pracuję w organizacji pozarządowej, gdzie codziennie stykam się z problemami rodzin wielodzietnych, czy rodziców samotnie wychowujących dzieci. To, że trudniej im w życiu, bo stracili jedyne źródło dochodu, bo któryś z rodziców ciężko zachorował, czy dzieci potrzebują na wyprawki, ma ich od razu skreślić i ocenić, że nie są wstanie godnie wychować potomstwo i zapewnić mu odpowiednich warunków. I to dlatego sąd ma im dzieci po prostu odebrać?

    Bzdura!!

    Co powiedzieć mamie dwójki dzieci, Panie Arturze, która ciężko pracuje i płaci podatki, ale renta na dzieci nie przysługuje po ojcu? Dodam, że ojciec zginął tragicznie w wypadku. Renta nie przysługuje bo nie pracował on przez ostatnie 18 miesięcy…

    To my, bliźni jesteśmy po to aby pomóc innemu – czasem właśnie dzięki podatkom, które płacimy, wsparcie popłynie także i dla tych, którzy naprawdę tych pieniędzy potrzebują.
    Z moich ciężko zarobionych pieniędzy przekażę świadomie i celowo ten 1% potrzebującym.

  19. Oj dowalilas koncowka tekstu! Nie ladnie! Ludza podlosc nie zna granic

    1. Nie tylko końcówką, całość była wycelowana w jedną osobę. I w gruncie rzeczy nikomu nie dowalałam, dosadnie odpowiedziałam na tekst na blogu i tyle.

  20. Jak można napisać ze nie warto ratować wcześniaki. KAŻDY ma prawo żyć. Tym bardziej dziecko. Dziecko które urodziło się za wcześnie. Które potrzebuje fachowej pomocy. Jesteś cyniczną egoistką. Normalnie się poryczalam. Sama jestem matką i wiem co to za szczęście mieć dziecko. Jak można być tak bezduszna osobą jak ty.

    1. Naprawdę szkoda, że nie przeczytałaś komentarzy pod tekstem zanim dodałaś własny.

    2. Jakbyś znała i czytała wcześniejsze wpisy Mirelli to byś wiedziała, że dla niej każde życie jest darem i cudem https://wrolimamy.pl/aborcja/
      Skupienie się wyłącznie na jednym zdaniu i wydawanie opinii o autorce jako osobie bez empatii i podłej egoistce jest dopiero ciosem poniżej pasa.

  21. Tak jak na blogu Matka Prezesa zarzucają brak zrozumienia tak ja zarzucam nieumiejętność odczytywania sensu.
    Wszyscy doczepili się do ostatniego akapitu (swoją drogą słusznego, bo właśnie między innymi to było pierwszym co przyszło mi do głowy po przeczytaniu tamtego tekstu, a wiem ze nie tylko mi). To jest przykład godny poglądów Ojca Prezesa. I śmieszy mnie tłumaczenie się za niego jego partnerki. Walnąć bzdure każdy potrafi a teraz strach się bronić (nie przemawia do mnie /w prywatnej wiadomości odpowiem/ bo nie prywatnie się wypowiedział, trudno idzie to na jego konto ;))
    Wracając do tematu, zgadzam się z tym co napisała Mirella, nawet z ostatnim akapitem (który daleki jest od moich poglądów i nie trudno wyczuć ze to skandaliczne stwierdzenie ma być rodzajem obelgi skierowana w wiadomym kierunku).
    Martwi mnie ze przy podejściu OP zatraci się to co w społeczeństwie jest najważniejsze – wspólnota, pomoc w kryzysie… Boże chroń mnie od ludzi dla których jedyną słuszna relacja jest ta biznesowa.

  22. Często tu zaglądam i sądziłam, że to mądry blog. Niestety… Nóż w kieszeni mi się otwiera jak czytam że zabrano dzieci przez ubóstwo. Boszzz żaden sąd nie wydałby takiego wyroku to po pierwsze. Po drugie Polska to taki dziwny kraj, że tzeba sie nieźle napracować i sporo wysiłku włożyć aby pozbyć się z domu dzieci. Nie jestem zwolennikiem odbiorów bo z tym jednym zgadzam się, że ośrodki opiekuńczo wychowawcze to wylęgarnia patologii.

    1. Niestety wiele jest takich przypadków gdy kłopoty w domu biorą się z biedy a wtedy dzieci się odbiera, teoretycznie aby miały lepiej. Pamiętasz jak smutno skończyła się historia rodzeństwa w Pucku?

  23. Zgadzam się z tekstem Mirelli, mogłabym się w zasadzie pod nim podpisać. I wcale nie uważam, że końcówka jest „podła”, że autorka kogoś (celowo) obraziła! Podkreśliła przecież, że to cyniczne pytanie, na dodatek w odpowiedzi na cyniczny tekst?! Nie rozumiecie tego ludzie?? Jeśli nie, to może zajrzyjcie do słownika języka polskiego co oznacza to słowo?
    I życzę wszystkim więcej dystansu…..

  24. Czytam te wszystkie komentarze i nie wierzę!!
    Czy otaczają mnie głupcy?? Co nie rozumieją sensu tekstu pisanego…?!
    Mam wrażenie, że niektórzy czytają „artykuły” tylko po to by wyłapać z niego jakąś „perełkę” – mocno naciąganą i skrytykować! Obrzucić autora mięsem, bo inaczej dzień stracony.
    Żenujące!

    Ja przeczytałam cały tekst, od początku do końca i zrozumiałam o co w nim chodzi, nie zatrzymałam się tylko na jego końcówce, bo nie w tym rzecz.

    1. Zgadzam się z Tobą całkowicie, i z tekstem też. A najbardziej dziwi mnie fakt, że tak łatwo komuś zarzuca się nieumiejętność czytania ze zrozumieniem choć samemu ma się z tym problem (mówię tu o MP).

  25. Jako mama wcześniaka nie czuję się dotknięta tekstem. Nie był on do mnie skierowany. A reszcie polecam czytanie ze zrozumieniem. To, aż takie trudne? Nie dziwie się, że po reformie szkolnictwa stawiane jest to na pierwszym miejscu w umiejętnościcach dzieci.
    Nie wiem, co Was tak oburzyło cyniczne podsumowanie podobne jak przykłady w tekscie MP? Skupiliście się na końcówce tekstu a czy ktoś zadał sobie trud by przeanalizować wcześniej przywolane argumenty dyskusji skierowane bezpośrednio do autora tekstu na blogu MP? Mam wrażenie, że nie.
    Hejt musi być, z powodu jednego zdana.

  26. Milena kamińska

    Burza niesamowita wczytałam się we wszystkie komentarze i jestem załamana że tak wiele osób nie potrafi czytać ze zrozumieniem.

    1. Mnie też to przeraża, jak grochem o ścianę :(

  27. Szok ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem i niesłusznie oskarżają

  28. Mirello, bardzo dobry tekst. Końcówka faktycznie mało fortunna, jednak z racji, że Was czytam od stu lat ;-) wiem, jakie miałaś zamiary pisząc ostatni akapit. Mnie on nie uraził, choć sama jestem mamą wcześniaka. Pozdrawiam ! :)

    1. Ufff, cieszę się, że nie wszystkie mamy wcześniaków mówią jednym głosem, bo naprawdę dobrze, a nawet bardzo dobrze życzę Waszym dzieciom. Też pozdrawiam!

  29. Ludzie mają ogromną zdolność do nadinterpretacji a zerową jeśli chodzi o czytanie ze zrozumieniem. Zapominają, że istnieje coś takiego jak ironia, cynizm czy skrót myślowy… Straszne to…

    1. Niestety reformy szkolnictwa zrobiły swoje…

  30. Jestem mamą wczesniaka i wszystko zrozumiałam jak należy. A że ktoś skupia sie tylko na sobie i interpretuje nie wykazując się kroplą polotu i inteligencji to już jego problem. Podpisuję się pod Twoim tekstem. Ja. Mama wczesniaka. Bo wiem co miałaś na myśli.

    1. Dziękuję :)

  31. Super. Ludzie pomyślcie też jak komentujecie. Moje dzieci urodziły się przedwcześnie, dużo przedwcześnie, jedno z nich zmarło, a drugie przeżyło ale nie raz i nie dwa słyszałam, że „po co ratować wcześniaki”. Odczucia, UCZUCIA, odbiór słów niekoniecznie wynikają z:
    „nie wykazując się kroplą polotu i inteligencji to już jego problem”
    „głupoty” „wtórnego analfabetyzmu” i wielu innych cech które zostały mi przypisane, bo mnie uraziła końcówka tekstu. Dodam, że z wieloma opiniami w tekście się zgadzam, ale uważam, że końcówka była nie na miejscu i drastycznie zaniżyła poziom odpowiedzi autorki , także ten poziom kulturalny. Co to za świat w którym chcemy by była miłość, dobro i poszanowanie drugiego człowieka a potem rzucamy tak cyniczne teksty, co to za świat w którym osoby, które tekst dotknie nazywamy niedouczonymi głupkami, wynikiem błędnej reformy edukacji? Po ludzku smutny taki świat. Życzę wszystkim więcej empatii zwykłej serdeczności bo zamiast tego szerzy się agresja i internetowe wbijanie szpili. Do kitu taki świat…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Klaps według papieża

Klaps według papieża


Żaklina Kańczucka

7 lutego 2015

Klaps to (nie)bicie. Temat jak zawsze kontrowersyjny, tym razem z wielkim hukiem odbił się w szerokim świecie, po katechezie papieża Franciszka. A papież przecież mylić się nie może.

 

Klaps to (nie)bicie. Słowo “nie” zapisałam w nawiasie, bo ilu rodziców, tyle zdań na ten temat. Bardzo zdziwiłam się widząc ten news w wiadomościach TVN-u i zastanawiałam się, czy to nie żart. Jak się okazuje, papież wcale nie żartował. Powiedział głośno coś, czego jemu być może nie wypadało powiedzieć, ale co po cichu lub całkiem głośno myśli bądź mówi wielu.

Ja moje zdanie przed ponad rokiem wyraziłam tutaj, dość dobitnie. Niestety, albo i stety, po drodze złagodziłam moje stanowisko, idąc w stronę zawieszenia klapsa jako ostatecznej metody wychowawczej. Mimo to, zdziwiłam się bardzo słysząc o katechezie papieża, bo niby jakim sposobem wydaje takie wyroki, skoro jako duchowny specjalnego pojęcia o wychowywaniu dzieci nie ma? Ale zabrał głos, popierając klapsy, byle nie w twarz, bo to poniża.

Pozwolę sobie Go tutaj zacytować Ojcowie muszą być cierpliwi. Ileż razy nie pozostaje nic innego, jak czekać; modlić się i czekać z cierpliwością, łagodnością, wielkodusznością, miłosierdziem. Dobry ojciec umie czekać i przebaczać z głębi serca. Oczywiście umie też stanowczo upomnieć, bo nie chodzi o ojca słabego, uległego, sentymentalnego. Ojciec, który umie upomnieć bez upokarzania, to ten sam, który umie chronić, nie szczędząc siebie – mówił Franciszek. Zacytował też słowa innego ojca – Czasami muszę uderzyć dzieci, ale nigdy nie biję ich po twarzy, aby ich nie poniżyć”. Jakie to piękne. Ten ojciec ma poczucie godności swoich dzieci. Musi ukarać, czyni to sprawiedliwie i idzie dalej – mówił Franciszek.”

Zapewne psychologowie już w zaciszu swoich gabinetów tworzą wpisy piętnujące słowa Franciszka, które potraktują jako rozgrzeszenie dla tych, co ciężką rękę mają. Ale to przecież nie tak działa, żaden psychol-kat, nie zainteresuje się słowami papieża jako zachętą do tłuczenia. On zwyczajnie nie potrzebuje zachęty aby się znęcać nad dzieckiem.  A każdy przeciętny rodzic, który kocha dziecko, nawet jeśli je uderzy aby ukarać, nie chce poniżyć ani obić dzieciakowi tyłka, bo przecież nie o to tu chodzi. Moim zdaniem papież wypowiedział jedynie myśli tysięcy rodziców, którzy być może nie mają na to odwagi, a którzy myślą tak samo – że trzeba być nie uległym a kochającym, a klaps jako kara ostateczna, jest do “rozgrzeszenia”.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Z tego co doczytałam nie wyraził swojego zdania na ten temat, niestety nie zaprzeczył. OpowiedZiał historię ze swojej rodziny. Ale z każdym artykułem i newsem cała wypowiedź zmienia kierunki w tysiące stron, zależnie od publikacji. Za tydzień się okaże co miał Papież na myśli kiedy się zacznie publikowanie całej Wypowiedzi

  2. Ojcowie. O matkach coś nie wspomniał :) Jestem w stanie zrozumieć, że wychowany został w określonych czasach, w określonej kulturze „machismo” :( 

  3. Tak jak nie podnoszę ręki na męża czy innego dorosłego kiedy mnie zdenerwuje, tak nie daję dziecku klapsów.

  4. Kocham. Nie bije. Nigdy i za nic. Na bicie nie ma usprawiedliwienia. U nas w domu nikt na nikogo reki nie podnosi.

  5. Nie uznaje nawet lekkiego klapniecia, mam szacunek do swojego dziecka, i nigdy ani ja ani maz nie podniesiemy reki na niego. Po to sa kary , tlumaczenia i odwracanie uwagi,by uczyc dziecko co wolno a co nie w taki sposob, zrozumialy dla dziecka. Poza tym , co pokaze mu ze jak mu sie cos nie spodoba to moze bic innych?? O nie nie.. to nie czasy sprzed 20-30lat

  6. Milena kamińska

    Moim zdaniem jest wielu rodziców którzy zarzekają się że nigdy nie dali by klapsa a tak naprawdę zdarzyło im się to gdy już ich emocje sięgnęły zenitu. Nie przyznają się bo w obecnych czasach jest to bardzo negowane. Nie skreślałabym takich osób bo tak jak cytował Papież ten rodzic nie chce poniżyć dziecka. Jednak uważam że rodzice powinni ustalić z pociechami system kar i nagród bez używania klapsów.

  7. Może i niektórzy pomślą sobie ze jestem zła i nie mam szacunku dla swoich dzieci, niech każdy mysli co chce nie interesuje mnie to. Niestety przyznaje sie ze zdarza mi sie dać klapsa w tyłek, bardzo żadko ale zdarza. Może i jestem mało cierpliwa i nie nadaje sie na matkę a moje dzieci bedą mi to wypominały na starość. Trudno nie mam usprawiedliwienia dla siebie zdarza sie i juz.

  8. a moim zdaniem klaps jak najbardziej, sprowadza dziecko na ziemię w momencie, pomimo, że dziecka to nie boli

    1. Klaps nie boli? To w jaki sposób Pan/Pani uderza? ;)

    2. Tu nie chodzi tylko o ból fizyczny!!! Ale też psychiczne poniżenie dziecka! Dzieci to też ludzie tacy jak my – rozmawiajmy, tłumaczmy! Czy nam by było miło jakby ktoś nas zlał ! A jak nie potrafimy to są od tego psychologowie- może należy skorzystać, to są specjaliści i nam doradzą jak rozwiązywać problemy.

    3. Mąż też Cię tak sprowadza na ziemię, jak mu się nie podoba Twoje zachowanie?

  9. Klaps to bicie, bicie to przemoc. Tak jak nie podnoszę ręki na żadnego dorosłego, tak tym bardziej nie robię tego w stosunku do dzieci. Oboje z mężem nie tolerujemy klapsów.

  10. Klaps to też bicie… a bicie to porażka rodzica i okazanie pełnej bezradności. Ciekawe czy zwolnennic klapsow też wzajemnie leją się w związku…

    1. a dla mnie te słowa to porażka. później widzi ię bezstresowo wychowane dziecko, które wrzaskiem układa pod siebie rodziców

    2. Mnie nikt w życiu nie uderzył… a ostatnie co mogę powiedzieć o moim wychowaniu, że było bezstresowe… i nigdy nie usiłowałam sobie rodziców wychować

  11. prawie wszyscy tu zarzekają się, że ręki nie podniosło na dziecko i nie neguję tego, tylko zapytuję w jaki sposób sprowadzacie dziecko gdy wpadnie w coroczny atak histerii, gdy nie słyszy co się mówi/wykrzykuje? Czasami jak słyszę ton jakim matki na ulicy prubują wymusić posłuszeństwo dzieci, to wolałabym aby dały tego uspokajającego klapsa – z pewneścią nie zapadłby w pamięć jak ten przykry upokarzający ton.

    1. Tzn. że co mówią te matki?

    2. Ja biorę dzieci na przeczekanie, nie reaguję na te krzyki, zawsze pomaga. Nerwy zamykam w sobie ( to mój problem nie dziecka !!! )

    3. a w miejscu publicznym, np. w przychodni tez moze sobie krzyczec, bo jest na przeczekaniu?

  12. O właśnie; piszesz uderza, a ja nie uderzać tylko klepie i to wystarczy, żeby dziecko się uspokoił. To właśnie oznacza klaps.

  13. Czasem lekki klaps się zdarzył.

  14. Ja wam powiem tak slowa moga bardziej bolec niz reka. Moj tata potrafil mi dac klapsa przyznaje ze bylam zywym dzieckiem. Za ta mama mnie nie bila ale gdy rozrabialam pamietam ze mi mowila ze jak sie nie uspokoje to mnie odda do domu dziecka a ja jej wierzylam i strasznie sie balam ze mnie kiedys odda i naprawde to bylo duzo gorsze niz klaps .

  15. Karą…? raczej upokorzeniem i pokazaniem kto jest silniejszy… Dokładnie-klaps to bezradność rodzica-bo kiedy rodzic go daje..gdy nie potrafi sobie poradzić z dzieckiem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

10 domowych sposobów na piękne ciało

10 domowych sposobów na piękne ciało


Sylwia

6 lutego 2015

Od czasu do czasu zadbać o siebie powinna nawet najbardziej zapracowana kobieta. Doradzimy Wam jak „upiekszyć się” domowymi sposobami i nie wydać na to kroci.

1. Maseczka drożdżowa. Jej wykonanie jest niezmiernie szybkie i proste:

  • ok 1/4 op. drożdży
  • odrobina  mleka (ok. 1 łyżki)

Drożdże rozgniatam i mieszam, aż do ich rozpuszczenia w mleku, a następnie nakładamy na twarz (maseczka powinna mieć konsystencję papki, by nie spłynęła z twarzy). Trzymam do czasu zaschnięcia maseczki (ok 10 min), a następnie zmywam ją ciepła wodą.
Maseczka sprawdza się przede wszystkim na wszelkiego rodzaju wypryski, zaskórniki, zmiany trądzikowe, ale także odżywia i pielęgnuje naszą skórę. Po maseczce skóra staje się delikatna, wygładzona i przyjemna w dotyku.

Sylwia

2. Zaczynam dzień od szklanki wody (najlepiej z cytryną), która oczyszcza organizm i przyspiesza metabolizm. Wierzę też, że szklanka wody na czczo korzystnie wpływa na wygląd skóry i redukcję zmarszczek ;)

Basia

3. Peeling kawowy – do miseczki z kawą wlewam wrzątek (aż przykryje fusy) i czekam do wystygnięcia.
Do zaparzonych fusów dodaję niewielką ilość balsamu do ciała i mieszam aż powstanie papka i peeling jest już gotowy do użycia.
Kofeina dobroczynne działa na krążenie krwi i pomaga redukować i hamować wzrost tkanki tłuszczowej. Pomaga w zwalczaniu cellulitu, a w połączeniu z balsamem działa nawilżająco, ujędrniająco i napinajaco.

(nie)Magda(lena)

4. Peeling kawowy, o którym pisze (nie)Magda(lena) – boski! Uzupełniłabym to tylko bieganiem, bo nic tak nie ujędrnia, odświeża, odmładza jak porządny wysiłek na powietrzu.

Żaklina

5. Aromatyczno – nawilżająca kąpiel. Nic nie sprawia mi takiego relaksu, jak kilka chwil w wannie z ciepłą wodą i zapachem olejku herbacianego, lub lawendowego.
Przepis na taką kąpiel jest banalny. Potrzebujecie wannę wypełnioną ciepłą, lecz nie za gorącą wodą, kilka kropel olejku oraz 2-3 łyżki oliwki dla dziecka. Teraz wystarczy się już tylko zanurzyć i w pełni relaksować, a dzieciakami niech zajmie się w tym czasie tatuś. Po wyjściu z wanny lekko osuszyć skórę ręcznikiem.

Rachela

6. Nie ma lepszego kosmetyku niż sen.

Mirella

7. Dużo ruchu, trochę seksu, pokochać siebie i nie chodzić po domu w kapciach, szlafroku i wałkach na głowie.

Paulina

8. Polecam olej kokosowy do nawilżania i wygładzania skóry całego ciała oraz (w formie maseczki) do regeneracji włosów.

Fizinka

9. Każda kobieta jest piękna, tylko czasem nie potrafi tego pokazać. A jest to bardzo proste – uśmiech na twarzy i już – to jest mój sprawdzony domowy sposób. Aby wzmocnić efekt, polecam wszystko to, o czym piszą dziewczyny. Wówczas uśmiech będzie jeszcze szerszy a Ty piękniejsza.

Magdalena

10. czyli 2 w 1 – dwa sposoby naszych Czytelniczek

  • Dla mnie najlepszym sposobem jest właśnie ten „domowy” – czyli czas spędzany z kochanym mężem i szalonymi dzieciakami, przy których zawsze odmłodnieję no i nic tak nie dodaje urody jak rumieńce po wspólnym spacerze, czy łezka szczęścia rozświetlająca oko, gdy przyglądam się śpiącym już pociechom – polecam wszystkim, niewiele kosztuje a daje nie tylko piękne ciało, ale przede wszystkim szczęście.

Maria Ciahotna

  • Dzieci wysłać do babci, zrobić mężowi pyszną kolację, zaprosić do wspólnej kąpieli z szampanem, masaż całego ciała z naparu kawowego robiony przez męża czy partnera. Doskonale działa na ciało, jest odżywione, pełne energii, ujędrnione. Dodatkowo przy masażu stosujemy aromaterapię. Pozytywem jest również to, że spędzamy miło wieczór i noc z partnerem.

Milena Kamińska

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Kochane, wasze sposoby są na pewno warte sprawdzenia – póki co dziękuję za „przygarnięcie” do waszego zespołu :) a tak przy okazji robicie tu kawał dobrej roboty, super poczytać jest wasze teksty, każda z was ma swoje widzenie świata :) Dzięki wielkie :)

    1. My też dziękujemy, że jesteś z nami :)

    2. Miło to słyszeć :)

  2. Ja wlasnie zmyłam maseczkę ;-)

    1. Po dłuższym stosowaniu daj znać czy przyniosła jakieś efekty :)

  3. Super pomysł :) To ma właśnie robić mama, gdy dzieci wybiegną z domu :)

    1. Bo każdej nawet najbardziej zapracowanej mamie należy się 5 minut dla siebie . Nie ważne czy to w domowym zaciszu czy na zewnątrz :)

  4. Mi w tej dziedzinie humor poprawia tylko porzadny wycisk na fitnessie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku