Ciąża 11 stycznia 2012

Wegetarianka w ciąży, czyli co z tym białkiem?

11 stycznia swój dzień obchodzą wegetarianie. Autorką dzisiejszego wpisu gościnnego jest po raz drugi Magdalena Czajkowska – doradczyni noszenia dzieci w chustach. Magda jest wegetarianką i chciała na łamach naszego bloga poruszyć kontrowersyjny temat, jakim jest wegetariańska dieta kobiety w ciąży (przypominamy, że w kwietniu zostanie mamą). Serdecznie zapraszamy też na bloga Magdy http://przytulia.blogspot.com/ 

Często ktoś pyta mnie: Jak to właściwie jest z tą wegetariańską ciążą?
W tym jednym pytaniu kryje się tak naprawdę cała masa innych (wiem, bo często je słyszałam), zaczynając od tych uprzejmych: Jak się czujesz? Czy masz mięsne zachcianki? Czy wyniki badań krwi są w porządku? Ot, zwykłe zainteresowanie moją brzuchatą osobą, w którym oprócz ciekawości, wyczuwa się po prostu troskę :)

Lubię te rozmowy, lubię kiedy po kilku moich zdaniach na twarzy rozmówcy widać uśmiech i ulgę – wszystko jest w porządku. Cieszy mnie też ta ciekawość, dzięki niej mam okazję wiele wytłumaczyć, wyjaśnić. Rozumiem, że choć „wegetariańskich ciężarówek” jest coraz więcej, to nadal nie jesteśmy codziennością. Fajnie jest, gdy ktoś (mimo swojego mięsożerstwa) interesuje się mną i tym tematem. Im więcej świadomych osób, tym mniej mitów i „opowieści dziwnej treści” o wegetarianizmie będzie krążyło po świecie.

Mniej lubię (czytaj: nie znoszę) napastliwe pytania, a raczej komentarze i stwierdzenia typu:
No, ale teraz jak jesteś w ciąży to zaczniesz przecież jeść mięso!?
-Zjedz chociaż kawałek, dla dziecka.
-I tak będziesz miała ochotę na mięso!
-Z sobą to możesz wyczyniać takie głupoty, ale szkodzisz dziecku, chcesz poronić, albo żeby urodziło się jakieś chore!
-Ciekawe, co lekarz na to?
-Musisz jeść białko, kobiety w ciąży potrzebują dużo białka!
-Na pewno będziesz miała anemię!

Problem z tymi osobami jest taki, że wcale nie chcą słuchać. Rozmowa przebiega w znanym mi schemacie, wiem, co za chwilę usłyszę, argumenty też są mi znane: Bo tak. I jeszcze nieśmiertelne: Człowiek to zwierze i musi jeść mięso. Najwięcej do powiedzenia mają, oczywiście, osoby, które o żywieniu, dietetyce wiedzą niewiele, dla których piramida żywienia to mgliste wspomnienie z czasów szkolnych, a wartości odżywcze oznaczają: smaczne albo niesmaczne. Kiedyś jako wojownicza (pyskata) małolata kłóciłam się do upadłego, obrażałam, prowokowałam. Dziś wiem, że szkoda nerwów. Są ludzie, do których nie dotrą żadne argumenty, bo ich po prostu nie wysłuchają.
Wiem też, że mimo wszystko warto rozmawiać, warto odpowiadać na pytania i szanować poglądy innych i nawet jeśli się ich nie podziela to próbować zrozumieć :) Odpowiadam więc na te miłe i mniej miłe pytania:
Moje samopoczucie, wyniki badań krwi i lekarz
Jeszcze przed ciążą regularnie oddawałam krew, byłam więc 2-3 razy w roku kompleksowo badana. Zawsze miałam rewelacyjne wyniki badań krwi. Teraz, w ciąży, jest tak samo :) Mimo tego, że nie przyjmuję dodatkowo preparatów z żelazem (często standardowo przepisywanych ciężarnym) mam wysoki poziom hemoglobiny, a mój lekarz śmieje się, że niejedna osoba „nieciężarna” pozazdrościłaby mi takich wyników, a on ja jestem pacjentką idealną: zdrową i uśmiechniętą :)Jeśli chodzi o informowanie lekarza o moim wegetarianizmie. Ja nie czułam potrzeby zgłaszania tego, nie sądzę żeby kobiety niewege opowiadały ginekologowi, co jadły na obiad, a co planują na kolację. Jednak tyle osób wokół męczyło mnie ciągłymi pytaniami o opinię lekarza, że w końcu powiedziałam mu. Co on na to? Powiedział, że jeśli wyniki badań są dobre, ja czuję się świetnie to, on może mi tylko pogratulować świetnego zdrowia. Bo, co innego miałby z tą wiedzą zrobić? Wiem jednak, że wiele kobiet ma problem ze swoimi lekarzami. Polega on głównie na tym, że większość lekarzy (ginekologów, internistów, pediatrów) „liznęło” odrobinę wiedzy dietetycznej wiele lat temu na studiach i od tego czasu nie odświeża jej. Lekarze nie czytają raportów najnowszych badań, publikacji z dziedzin spoza ich specjalizacji. Stąd biorą się częste przykrości: Boli panią głowa, oko, ręka, dziecko jest przeziębione. To na pewno z powodu braku mięsa w diecie. Smutne, ale wiem, że wegetarianie spotykają się z takim traktowaniem.Mięsne zachcianki:
Nie mam ;) Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej czuję, że dieta bezmięsna jest dla nas najlepsza :)

Wartości odżywcze:
Żelazo, czyli sławetna anemia.
Jak już pisałam wyżej, anemii nie mam i chyba nigdy nie miałam. Wręcz przeciwnie, lekarze często dziwią się i gratulują, że mam tak wysoki poziom hemoglobiny, jak na kobietę (standardowo mamy niższą niż mężczyźni). Co tu dużo pisać? Trzeba przyznać, że w pokarmach pochodzenia zwierzęcego około 40% żelaza występuje w postaci łatwoprzyswajalnej (hemowej). Jego przyswajalność wynosi około 20%. Żelazo zawarte w produktach roślinnych jest w postaci niehemowej, czyli przyswaja się dużo trudniej (około 5%). Jednak wystarczy wiedzieć, że witamina C i białko zwierzęce zwiększają ją nawet 5-krotnie. Przecież nie jest problemem  dodanie do potrawy warzywo obfitujące w witaminę C, ser lub jogurtu albo popijać posiłek sokiem lub woda z cytryną.
Poza tym – ile mamy mięsa w mięsie? Czy mięso naładowane chemią, antybiotykami jest wartościowe i dobre? Parówki, sklepowe wędliny, tłusta wieprzowina i przemysłowy drób… jakoś nie wierzę, że rośliny strączkowe, ziarna zbóż (w tym kasze), owoce i warzywa są gorsze.

Mięso, mięso, mięso, czyli walka o białko.
Kto nie czyta nowych (czyli z ostatnich nawet 20 lat) publikacji, nie wie, że zapotrzebowanie człowieka na białko, to tak naprawdę zapotrzebowanie na aminokwasy, które znajdziemy także w roślinach. Kiedyś przeczytałam artykuł, który pięknie i jasno tłumaczy to. Postanowiłam umieścić fragment, ponieważ to białko budzi najwięcej kontrowersji.
„W świetle dzisiejszej wiedzy, stwierdzenie – […] Potrzebujemy białka odzwierzęcego […] – jest błędne z punktu widzenia fizjologii żywienia człowieka. Zapotrzebowanie człowieka na białko to zapotrzebowanie na aminokwasy, które są elementami budulcowymi białka. Niezależnie od źródła białka, po spożyciu posiłku jest ono najpierw przekształcane do aminokwasów, z których później organizm sam wytwarza odpowiednie białka. […] Aminokwasy w białkach roślinnych są takie same jak w białku mięsa, jaj, czy sera, ponieważ są to te same związki chemiczne. Przykładowo lizyna – aminokwas egzogenny (nie wytwarzany przez organizm, czyli taki, który musi być dostarczany z pożywieniem) w soczewicy nie różni się niczym od lizyny w wołowinie (wzór chemiczny C6H14N202), tak jak woda zawarta w marchewce nie różni się niczym od wody zawartej w szynce (wzór chemiczny H2O).
Co więcej, zwierzęta roślinożerne czerpią aminokwasy, będące składnikiem ich mięsa, z roślin, które są pierwotnym źródłem białka na ziemi.
W produktach roślinnych występują wszystkie aminokwasy egzogenne. Różnice między białkiem roślinnym i zwierzęcym wynikają z różnic w proporcjach poszczególnych aminokwasów. […] Niektóre produkty roślinne zawierają więcej jednych aminokwasów i mniej innych w porównaniu do tego stosunku i na odwrót. stanowiłoby to problem, gdyby wegetarianin lub weganin odżywiał się tylko jednym produktem, na przykład tylko pszenicą. natomiast w zwyczajowej diecie wegetariańskiej czy wegańskiej występuję wiele produktów roślinnych z różnych grup: ziarna zbóż, rośliny strączkowe, owoce i warzywa. Podczas każdego posiłku następuje uzupełnianie się aminokwasów, na zasadzie podobnej do układania puzzli.”
(Małgorzata Rzeszutek-Desmond, „Czy człowiek potrzebuje białka odzwierzęcego?”, cały artykuł: http://wegetarianie.pl/Article1950.html).

Witaminy i błonnik.
Gdy jakiś napastliwy antywegetarianin prawi mi morały o mięsie i niedoborze białka pytam: A ile zjadasz dziennie warzyw i owoców? Po chwili zastanowienia pada odpowiedź: Jem wystarczająco, a poza tym biorę witaminy. I ten ludzik, pożeracz białych buł, dosładzanych soków i garści witamin brnie dalej, próbując wmówić mi, że „zła kobieta ze mnie”. A ja wiem swoje, gdyby brakowało nam białka, to na każdej sklepowej półce zamiast suplementów witaminowych stałyby te z białkiem. A to witamin nam strasznie, okrutnie brakuje. Jemy bardzo mało warzyw, troszkę nadrabiamy owocami. A jeśli już jemy to tylko jako mały dodatek, najczęściej gotowane. A rośliny są nam bardzo potrzebne – ogórek na kanapce i ziemniak do obiadu nie wystarczą. Jemy stanowczo za mało ziaren – czasami (gdy na obiad ma być krupnik lub gulasz) sięgamy po kaszę, zazwyczaj jaglaną. A gdzie gryczana, kuskus, jaglana, z pszenicy? Gdzie surowe warzywa? Witaminy w pigułce ich nie zastąpią. Podobnie jest z błonnikiem, białe pieczywo, makarony, jeśli owoc to bez skórki.

Na szczęście nasze myślenie o żywieniu bardzo się zmienia, jesteśmy coraz bardziej świadomi, staramy się jeść i żyć zdrowo! Oby tak dalej :) Przecież nieważne, czy jesteśmy wege, czy mięsożerni, liczy się zdrowy rozsądek i chęć zadbania o siebie i rodzinę :) Trzeba rozmawiać, słuchać i szanować.

Życzę wszystkim samych zdrowych smakołyków! :)

Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Julia Bąk Orczykowska

Ja w ciąży nie jadlam mięsa, obrzydzalo mnie po prostu. Wszystkie wyniki mialam ok. Dzidzia zdrowa;-)

Ewa Kamińska
8 lat temu

Dobrze napisany artykuł. Zachęca do dyskusji i do tego, o czym autorka tekstu wspomina wielokrotnie – do wzajemnego szacunku i odnowienia sztuki słuchania siebie na wzajem.
Życzę szczęśliwego rozwiązania
Ewa

Magda Kupis
8 lat temu

ja w ciąży też byłam „wegetarianką”, ale nie z wyboru. Podobnie jak Julia miałam obrzydzenie do mięsa surowego i już przyrządzonego. Wiele nie brakowało żebym tłukła kotlety dla mej miłości z klamerką na nosie :)
Pod koniec ciąży lekarz zalecił mi, żebym jadła mięso, ale już nie pamiętam czy zapytał czy ja w ogóle jem mięso. Na szczęście pod koniec przeszła mi niechęć do niego :)

Magda
Magda
8 lat temu

Mimo tego, że lubię i jem mięso to w ciąży nie mogłam na nie patrzeć. Na wędliny, mięso smażone, czy pieczone…fuj. Dziecko zdrowe, ja zdrowa. Wyniki ciążowe miałam rewelacyjne. Podczas karmienia piersią mięso nadal było blee. I jakoś synek nie chorował, dobrze się rozwijał. Znam ludzi, którzy w tej swerze lekko przesadzają. Ale popieram gdy ktoś wie co mówi i robi to rozsądnie :) Pozdrawiam autorkę :*

Magda
Magda
8 lat temu

Dziewczyny, dziękuję za miłe słowa, życzenia i pozdrowienia :) Tak jak piszecie, nasz organizm często sam „mówi”, czego mu potrzeba – najważniejszy jest zdrowy rozsądek :)
Pozdrawiam Was ciepło i życzę Wam i Waszym maluchom samych przyjemności! :)
Ps. Nie mogę zalogować się przez fejsbuka więc podpiszę się po prostu Magda ;)

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 lat temu

Temat bardzo gorący- jednak wiekszość kontrowersji rodzi się nie wokół wegetarianizmu w ciąży jako takiego, a w przypadku pewnych osób. Magda doskonale wie o czym pisze i jej postawa nie wynika z mody czy własnego „widzi mi się”. Jednak możemy spotkac gro osób, które o wegetarianiźmie nie maja bladego pojecia- a próbują zakładać maskę specjalisty. Więc jeśli planujecie ciąże/dziecko/karmienie piersią a przy tym chcecie utrzymać nietypową bądź bardziej wymagającą dietę- nie zapominajcie o spotkaniu np z dietetykiem lub lekarzem- na pewno pomogą ustalic zdrowe granice – i dla Was i dla Maluchów!

kara
kara
6 lat temu

ja z mięsem też kiepsko, ale póki czuję się dobrze i wyniki ok, to się nie martwię. zresztą jestem pod kontrolą lekarza. za to dał mi na wzmocnienie i zwiększenie odporności d-vitum, bo witamina D też ma w tym swój udział:)

Na zakupach 11 stycznia 2012

Test zabawki – magiczne kule Playskool Busy Balls

Moja 6 – cio miesięczna córka Maja, testuje Playskool Busy Balls firmy Hasbro. Są to trzy kule o różnej strukturze. Kulki są świetną zabawką dla dzieci właśnie w jej wieku, które rozpoczynają swoją przygodę z obrotami, pełzaniem i raczkowaniem. Mają odpowiednią wielkość, idealnie dopasowaną do małych rączek, a ich faktura dodatkowo ułatwia ich złapanie. Są lekkie i z przyjemnego w dotyku tworzywa. Zabawka jest odporna na wszelkie uderzenia, wstrząsy i upadki z wysokości. Kule wyglądają bardzo niepozornie, ale daję wielkie możliwości zabawy, wspomagając rozwój i zdolności psycho-ruchowe dziecka.

Opiszę teraz kolejno trzy plastikowe piłeczki, z których każda jest inna.

Pierwsza z nich składa się z ruchomych kręgów, które z łatwością się poruszają i dziecko bez wysiłku może je przesuwać. Trzy środkowe kręgi obracają się niezależnie od siebie, natomiast skrajne są ze sobą zespolone i poruszają się jednocześnie. Doskonała kula do treningu małych rączek. Myślę, że gdy dziecko już pewnie siedzi lub raczkuje, może je chwycić i „jeździć” jak samochodzikiem, tylko że takim na jednym kole;-) Kula ma z resztą fakturę zbliżoną do opony samochodowej.

Druga to dwie płaszczyzny, które się przesuwają (kręcą wokół własnej osi). Podczas przekręcania słyszymy pewien odgłos, zbliżony do przeskakujących trybików. Kulka ta ma świetną formę, jej powierzchnia pokryta jest wgłębieniami, które doskonale ułatwiają chwyt. Dodatkowo czerwona warstwa, ma głębsze wyżłobienia doskonale nadające się do treningu chwytania kciukiem i palcem wskazującym. Jeśli mogłabym coś zasugerować producentom, to to by zlikwidowali dziurkę, znajdującą się w niebieskiej warstwie. Jest ona takiej wielkości, że doskonale wchodzą w nią małe paluszki dziecka i łatwo o ich uszkodzenie.

Trzecia kula również jest dwuwarstwowa, tym razem jednak warstwy są nieruchome. Jedna z nich – zielona jest obciążona, co sprawia że kula nie toczy się tak łatwo i zawsze zatrzymuje się w jednej pozycji. Przy delikatnym ruszeniu, po paru obrotach z łatwością się zatrzyma. Uważam, że jest to rewelacyjne rozwiązanie. Kula nie oddali się zbyt daleko, a dziecko może ją popychać i starać się do nie dopełznąć i ponowić próbę toczenia. Ale nie musimy się obawiać, że ta oddali się za daleko. Będzie świetnym kompanem jak dziecko zacznie raczkować.

Myślę, że zabawa tymi kulami nie skończy się szybko, ponieważ wraz ze swoim rozwojem dziecko może wymyślać im różne, nowe zastosowania. Ich faktura pozwoli wykorzystać je w przyszłości np. do robienia szlaczków, odcisków w plastelinie;-)

Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Haluszczak
8 lat temu

Chętnie pobawiłabym się kulami z moim 7-miesięcznym synkiem :) Zresztą on kocha wszystkie kulki, piłki i to, co okrągłe :)

Magda Koziróg
8 lat temu

bardzo ciekawe te piłeczki:) moj synek już prawie 3 latek też uwielbia wszelkiego rodzaju piłeczki i dla takich pewnie też by znalazł miejsce w swojej kolekcji.

Magda Kupis
8 lat temu

Fajne te kulki, modelka widać że zainteresowana :)
Lubię zabawki, które można wykorzystać w różnych zabawach, nie tylko zaproponowanych przez producenta :)

Julia Bąk Orczykowska

Moja Igusia uwielbia wszystko co się toczy;-) Na pewno pokochalaby te kulki i zastanawialaby się co to z nimi można wykombinować;-) Fajna rzecz;-)

Malgorzata Kaptur
Malgorzata Kaptur
8 lat temu

mamy kulki w domu i super się sprawdzają.

Patrycja Zych
8 lat temu

Bardzo fajne te kule..szczerzę powiem,że wcześniej ich nie widziałam a są godne uwagi :) Śliczna mała modelka na zdj :)

Kobiecym_okiem
8 lat temu

Tak, mój 9-miesięczny syn też lubi okrągłe przedmioty – można nimi kręcić, a jeśli wydają z siebie szelesty lub jakieś mało inwazyjne dźwięki – tym lepiej. Z kolei mój starszy, 3 latek woli zdecydowanie struktury klockowe, o czym od czasu do czasu piszę na moim blogu. :-)

Lidiakubala
Lidiakubala
8 lat temu

pytanie do autorki tekstu, gdzie można kupić takie piłeczki? prosimy o podpowiedź…z góry dziękujemy :-)

Barbara Heppa-Chudy
8 lat temu

Tutaj kilka sklepów internetowych, w których można kupić kule:
http://www.twenga.pl/dir-Gry-i-zabawki,,Magiczna-kula-1396

Zabawa 9 stycznia 2012

Dobranoc pchły na noc, czyli rytuał zasypiania

Wieczorny rytuał przed zaśnięciem jest dobrym sposobem na spokojny sen. Ważna jest stała kolejność i podobna pora przygotowań. Dotyczy to zarówno noworodka, niemowlaka, przedszkolaka, jak i dorosłego.  Taka przewidywalność daje poczucie bezpieczeństwa, pozwala się wyciszyć, zrelaksować…
Sądzę, że w każdym domu, w którym są dzieci, wieczorny rytuał jest obecny i w dużym uogólnieniu przestawia się następująco: kąpiel, butla z mlekiem – dla starszych  inne jedzonko i wreszcie karaluchy pod poduchy… Hurra!

Pierwszym elementem rytuału w moim domu jest sprzątanie po zabawie. Od razu dodam, że Aleks jest typowym dzieckiem (a może typowym facetem) i bynajmniej nie przeszkadza mu bałagan. Mamy nieco starszych dzieci pewnie doskonale wiecie, że hasło „posprzątaj” nie działa, a sprawdzają się konkretne wskazówki typu „wrzuć klocki do pudełka”. Polecam też zabawę, w której przy okazji pokój zostaje posprzątany – czasami zabawki są zmęczone i muszą sobie odpocząć na swoich pólkach, a samochody trzeba zaparkować w ich garażu. Skutkują jeszcze zawody – kto szybciej (rywalem nie kto inny tylko mama).

Następnie przychodzi czas na kąpiel – koniecznie z dużą ilością piany. Wśród wodnej otchłani odbywa się zabawa na całego mojego małego Neptuna – czasem spokojna w nalewanie, przelewanie, innym razem w nurkowanie, chlapanie, tsunami – zawsze w asyście kilkunastu wodnych zabawek, plastikowych kubeczków i buteleczek. Niejednokrotnie fale oceanu występują z brzegów wanny i zalewają łazienkę. Zachlapana podłoga to nic w porównaniu z miną szczęśliwego dziecka. Kąpiel Aleksa trwa dopóki woda zupełnie nie wystygnie, ale bez obaw nie chcemy z niego zrobić morsa.

Czystego, pachnącego, ubranego w piżamkę chłopczyka można zaprosić na kolację. Jestem szczęściarą, bo mamą małego smakosza, który doskonale ma już opanowaną sztukę samodzielnego jedzenia. Nie muszę po posiłku wycierać kuchni, podłogi a w zasadzie nawet stołu, już nie mówiąc o przebieraniu malucha (czy samej siebie) – to takie bonusy, które zyskuje się wraz z wiekiem dziecka. Nasza kolacja mija więc w przyjemnej rodzinnej atmosferze, choć Aleks nie przestaje nas zaskakiwać (np. umiejętnością wepchnięcia prawie całej kromki jednorazowo do buzi – to relacja z dzisiaj).

Kolejny punkt wieczornego rytuału to mycie ząbków. U nas na szczęście i z szorowaniem zębów nie ma problemu – ja szoruję i śpiewam „Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda…”, a Aleks otwiera paszczę.
Czytanie do poduchy – zazwyczaj z tatą. Motywem przewodnim jest Kubuś Puchatek.
No i wreszcie czas na sen.

Aleks od pierwszego roku życia śpi w swoim „dorosłym” łóżku, który sprzyja wspólnemu (dziecko plus rodzic) zasypianiu. I tak też się to u nas odbywa – kładę się z synkiem i czekam aż zaśnie. W tym czasie jeszcze troszkę rozmawiamy, przytulamy się, głaszczemy, całujemy… Aleks stworzył sobie też własny pewien rytuał – w pobliżu łóżka musi stać kubek z wodą, po który wielokrotnie sięga i pije przed zaśnięciem.

I chociaż lubię te wspólne pełne czułości chwile, jakiś czas temu wymyśliłam, żeby nauczyć już synka samodzielnego zasypiania. Okazja była dobra – założyłam nowiutką pościel i wytłumaczyłam Aleksowi, że jest już duży i od dziś będzie usypiał bez mamy i taty.  Razem z mężem ustaliliśmy, że skorzystamy ze wskazówek Super Niani – nie będziemy nawiązywać kontaktu wzrokowego, będziemy cierpliwie siedzieć i czekać, aż synek zaśnie.
Cały wieczorny rytuał odbył się jak co dzień, po przeczytaniu książeczki jeszcze raz wytłumaczyłam synkowi, że dziś zaśnie sam. Wysłuchał, po czym tradycyjnie poprosił o kubek z wodą. Nie zdążyłam skończyć zdania „Tylko uważaj, nie wylej”, gdy kubek nagle wypadł z jego malutkiej rączki prosto na środek materaca.

Tamtą noc Aleks – z wiadomych powodów – spędził wyjątkowo w sypialni rodziców. A my odczytaliśmy to jako „znak” – to jeszcze nie pora, by zmieniać przyzwyczajenia, szczególnie jeśli są one tak miłe dla wszystkich zainteresowanych stron.

A czy Wy trzymacie się ustalonej kolejności wydarzeń przed snem Waszych dzieci? Macie wypracowane przez siebie wieczorne rytuały i stałe godziny usypiania? Czy Wasze pociechy jeszcze przed dobranocką ziewają, jakby chciały połknąć słonia, czy jeszcze długo po 19.00 są pełne niespożytej energii?

Subscribe
Powiadom o
guest
23 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Agnieszka Jelinek
8 lat temu

U nas także króluje rytuał. od samego początku i od razu maluszek zrozumiał, że noc to noc. A wieczorem, gdy minie czas kąpieli, bo my w gościach to od razu dostaje ekstra energii i tylko w kąpieli się uspokaja. Rytmy, powtarzalność są naturalne dla dziecka, bo czują się bezpieczne. Basiu świetny tekst :)

Magda Kupis
8 lat temu

u nas rytuał dnia jest zachowany, czasem coś się przesunie, ale nigdy kąpiel, po kąpieli mleczko lub piciu, trochę przytulania i do pokoju wyciszyć się, kiedyś zasypiała sama w łóżeczku, później musiała być bujana, teraz znów próbujemy samodzielnego zasypiania w stosunku 3:1 :)
Od 5 tyg życia córcia śpi całą noc, zawsze w swoim łóżeczku, pobudki sa sporadyczne, usprawiedliwione złym samopoczuciem. Reasumując- o 20 rozpoczyna się kąpiel rytuał zasypiania- czasem śpi już kilka minut po 8, czasem zasypianie trwa pół godziny :)

Anna Haluszczak
8 lat temu

U nas rytuały też codziennie takie same, ale mamy małego uparciucha. Córka ma teraz ponad 2 latka i cwaniakuje :> Po kąpieli jest ubierana w piżamkę, potem jest czytanie ksiażeczki albo opowiadanie i ma spać. Ale ona potrafi jeszcze 3 razy chcieć na nocnik (robiła przed samą kąpielą), potem jeszcze chce mleczko, potem herbatkę, potem znów jakąś opowieść… W każdym razie usypianie trwa do 21 :( A za ścianą wtedy śpi już 8 miesięczny synek, który od kiedy nauczył się samodzielnie wstawać, też nie chce iść spać… Jak jedno krzyczy i płacze to budzi drugie. Nie wiem więc jak ma… Czytaj więcej »

Patrycja Zych
8 lat temu

U także mamy swoje rytuały :) jak większość rodziców mamy wypracowany pewien system którego staramy się trzymać. Mały zasypia czasem o 22… zazwyczaj jest to 21… śpi całą noc do ok 10 rano :D

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 lat temu
Reply to  Patrycja Zych

pozazdrościć:)

Paulina Garbień
8 lat temu

U nas o 18:30 kaszka łyżeczką, następnie kąpiel, zabiegi pielęgnacyjne i ubieranie w piżamkę w przyciemnionym pokoju, następnie mniej więcej o 19-19:15 cycuś i czasami sam odwraca się i odkładam go, wtedy od razu zasypia a czasami zasypia przy cysiu i dopiero odkładam. Tak to wygląda od urodzenia. Tylko kilka razy zdarzyło się, że było to później niż o 20, w bardzo wyjątkowych porzypadkach. Nawet jak jesteśmy na jakiejś imprezie u znajomych czy rodziny wychodzimy odpowiednio wcześnie. Wszelkie zmiany są dla Adiego ciężkie bo ma później trudności z zasypianiem i długo się męczy albo śpi niespokojnie. Dzięki tej regularności Adi… Czytaj więcej »

Magda Kupis
8 lat temu

Zapomniałam dodać- jakie cudne zdjęcie, a raczej model! :)

Barbara Heppa-Chudy
8 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Mały Neptun w „morskiej” pianie ;)

Patrycja Zych
8 lat temu

Zdjęcie jest super :) a ten uśmiech powala z nóg ;)

Anna Haluszczak
8 lat temu

zdjęcie rzeczywiście bomba :) takie zdjęcia będą potem świetną pamiątką dla dziecka :)

Anna Kopeć
8 lat temu

My mamy podobną kolejność jak w tekście :) Jest właściwie nie zmienna od początku jak Kuba urodził się. Z tym, że jak był malutki to nie bałaganił ;) Obecnie (ze względu na lek, który Kuba musi zażyć) o 17:30 je kolację, potem ma jeszcze chwile czasu na zabawę (lub nebulizację, gdy jest chory – a bywa to często). W tym czasie często tez oglądamy ulubione bajki razem (ostatnio hitem jest Cartoonito na Boomerangu), potem sprzątanie zabawek, szykowanie łóżka (od września śpi jak duży chłopiec – na takim dziecięcym tapczaniku), potem kąpanie, ubieranie w piżamkę, mycie ząbków, siusiu i do łóżka.… Czytaj więcej »

Fizinka
Fizinka
8 lat temu

My również od urodzenia mamy ustalony swój rytm dnia – o 19.00 kąpiel, 19.30 karmienie. 20.00 sen :)
Ja,jako strażniczka domowego porządku ;) staram się zawsze pilnować aby nic nie zakłócało naszych rytuałów :) i tak jeśli np. wybieramy się w odwiedziny do znajomych czy rodziny zawsze staramy się wrócić przed 19.00 by zdążyć na czas kąpieli :)

Sylwia
Sylwia
8 lat temu
Reply to  Fizinka

U nas było/ jest podobny rytm 19.30 kapiel 20.00 karmienie 20.30 sen. 1,5 tyg mielismy odstepstwa bo synek postanawiał po karmieniu dalej szaleć. Kolacje traktował jak doładoawnie akumulatorów i szalał do 23.00 na szczęscie od 2 dni znów powrócił do starego planu :D

Ania Stanczak
8 lat temu
Reply to  Fizinka

o rany zazdroszcze takiego zorganizowania;)!!!!!!!!!!

Beata
Beata
8 lat temu

Mój synek ma 9 miesięcy, więc jeszcze jest dosyć malutki ;) Wprowadzenie stałych pór drzemek, jedzenia i wieczornego spania nie było takie łatwe. Właściwie to po przeczytaniu pewnej książki stopniowo zaczęliśmy wprowadzać stałe godziny, ale rytuał wieczorny zawsze wyglądał podobnie (pomimo różnicy godzin 20-21). W tej chwili dzienne drzemki są o 11 i o 15.30 (obie zazwyczaj przesypia pod daszkiem w ogrodzie w wózku – w tym roku zima słaba ;)), wieczorne spanko 20, max 20.30. Mój synek zasypia sam bez niczyjej pomocy i tego nauczyłam go właśnie dzięki owej książce. Czasem pozwalam zasnąc mu przy cycuniu, ale zdarza się… Czytaj więcej »

Izka
Izka
8 lat temu

U nas Pawełek jest pełen energii po godz.19 dzięki swojemu wujkowi Bartkowi ;P

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
7 lat temu

Moja Julka na próby ułożenia jej spać reagowała histerycznym krzykiem. Wszystko co się kojarzyło z zasypianiem było straszne. Raz mi zasnęła dosłownie w biegu, podbiegła, złapała mnie za nogę i zasnęła. Póki nie poszła do przedszkola to mogła zasypiać kiedy akurat zasypiała. Potem naturalnie budzona rano wieczorem była zmęczona. Teraz sama sobie ustaliła godzinę i zasypia mniej więcej o stałej porze.

milena
milena
7 lat temu

Stały porządek dnia codzienne rytuały sa bardzo trudne, mimo to wprowadziłam je od samego początku ( stałe godziny i czynności)Moje dzieci syn prawie 5 lat i córa 6 miesięcy przed 20 juz śpia. Kapiel, kolacja mycie zabków przytulanie, kokoszenie i bajeczka to nasze codzienne wieczorne rytuały.Pomagają one bardzo zasypianiu, które przychodzi u nas bez żadnych problemów. Owszem czasami przymykamy oko jak jest jakaś rodzinna imprezka wtedy ten rytm jest troszeczkę zaburzony, ale zaraz wszystko wraca do normy.

Aneta Błajek
5 lat temu

Zabrakło tylko tego co u nas co wieczor: mamo, pić! I to każdy po kilka razy. Byleby nie spać ;)

Planet4Kids
5 lat temu
Reply to  Aneta Błajek

Dokładnie! Pić, pić, pić.

Milena Kamińska
5 lat temu

W przypadku syna nie sprawdza sie za to u corki w 100% i jeszcze pic

Kinga
Kinga
3 lat temu

Mój synek też ma problemy z zasypianiem, dlatego wprowadziliśmy kilka rytuałów. Dodatkowo wymieniłam też materac do łóżeczka, bo naczytałam się o szkodliwości niektórych substancji. Idzie nam teraz całkiem nieźle :) Mały spokojnie kładzie się do łóżeczka i nie marudzi :)

Agnieszka
Agnieszka
1 rok temu

U nas pomógł materac nawierzchniowy na problem z zasypianiem :) Mam wrażenie że córka wcześniej miała za twardo.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close