Podróże 29 stycznia 2020

Wyjazd na narty z małymi dziećmi – nie mówcie, że się nie da!

Wyjazd na narty z małymi dziećmi, w dodatku na cały tydzień, to dla niektórych totalna abstrakcja. Coś szalonego, a wręcz niemożliwego. Sama słyszałam niejednokrotnie, że „z dziećmi na narty, to niee… nie da się…”. A tymczasem da się, owszem, trzeba tylko odpowiednio się zorganizować – jak zresztą przy każdym wyjeździe/urlopie z maluchami.

Nieskromnie to może zabrzmi, ale za to szczerze Wam powiem, że moja rodzinka 2+3, może posłużyć za dobry przykład na to, że ferie na nartach mogą się udać. Nawet jeśli dzieciaki są małe i jeszcze nie szusują.

Z jakimi maluchami można jeździć? Właściwie to z każdymi! Dla przykładu, w zeszłym roku moje dzieciaki miały: jeden rok, trzy lata i osiem lat. A żeby było ciekawiej, widywałam też ludzi wożących swoje pociechy w gondolach, czyli były zdecydowanie młodsze od mojego wówczas roczniaka. Wniosek jest więc prosty: wystarczą chęci i dobra organizacja oraz współpraca rodziców.

Jak pogodzić jazdę na nartach (lub desce) z opieką nad dziećmi? Bardzo prosto. Wystarczy się wymieniać z partnerem – raz jeździ on, a ja bawię się w tym czasie z dziećmi, później on odpoczywa po szusowaniu i siedzi z małolatami, a ja śmigam na nartach.

Zaznaczę jednak przy tym, że zdecydowanie ciekawiej i milej jest umówić się na taki wyjazd z inną rodzinką, wówczas zawsze znajdzie się ktoś, kto dotrzyma nam towarzystwa, gdy będziemy siedzieć z dzieciakami „pod” stokiem lub gdy będziemy zdobywać zaśnieżone szczyty. Nie wspominając też o tym, że wtedy i dzieciaki mają więcej frajdy, bo jak powszechnie wiadomo rodzeństwo lubi się sobą nudzić i kłócić ;-)

My byliśmy tak dwa razy z rzędu, z przyjaciółmi, którzy mają syna w wieku naszego najstarszego i było genialnie – zarówno dla nas, jak i dla dzieciaków!

No dobra, a teraz ustalmy  o czym należy pamiętać, jadąc z (małymi) dziećmi na kilka dni, na narty…

Ciepła odzież

Ciepła odzież założona na tzw. cebulkę to podstawa. Nikt przecież nie będzie się dobrze bawił, drżąc z zimna. Trzeba więc dzieciaki ubrać tak, by było im ciepło, podczas wielogodzinnego przebywania na dworze, nierzadko przy minusowych temperaturach. A przy tym, by bez problemu można było je rozbierać warstwa po warstwie, gdy przyjdzie taka potrzeba. Na przykład wtedy, kiedy postanowicie pójść coś zjeść, wypić gorącą herbatę lub po prostu się ogrzać w jakimś lokalu. Albo odwrotnie – zmieni się pogoda, słońce zacznie mocno grzać i będzie Wam za ciepło w wielu warstwach. 

Zapasowa odzież

Koniecznie trzeba mieć ze sobą zapasową odzież. Po pierwsze po to, by móc przebrać dziecko, jeśli przemoczy wierzchnie ciuchy, np. bawiąc się (topniejącym) śniegiem lub lodem.  Po drugie trzeba wziąć pod uwagę fakt, że małolat się wybrudzi – podczas zabawy na dworze, jedzenia i picia – lub zdarzy się wpadka fizjologiczna – głównie tyczy się to maluchów.

Jednak z doświadczenia zdradzę Wam, że podczas codziennego, tygodniowego szusowania na nartach i zabawach w śniegu, brudzą się nie tylko dzieciaki, ale też dorośli, dlatego pamiętajcie również o sobie.

Poza tym trzeci powód pakowania dodatkowej odzieży, a właściwie to akcesoriów, takich jak: rękawiczki i czapki, dotyczy zwyczajnego gubienia ich! Czasem się gdzieś odnajdą (dnia następnego), a czasem przepadną bez wieści. Warto być na to przygotowanym.

Suchy prowiant i napoje

Jeśli planujecie spędzać na stoku całe dnie i nie wydawać pieniędzy na zbędne i drogie stołowanie się w okolicznych lokalach (tak jak my),musicie zabrać ze sobą zapas żywności i napojów, by napełniać puste brzuchy. Fajnie jest mieć ze sobą termosy na ciepłą herbatę lub wodę, a także różnego rodzaju termiczne pojemniki, w których można przemycić obiad, jak choćby zupę. Przy dzieciakach warto zaopatrzyć się również w mniejsze przekąski typu: kabanosy, owoce, herbatniki, czy jakąś czekoladę.

Okulary przeciwsłoneczne i kremy z filtrem UV

W górach nawet zimą potrafi mocno przyświecić słońce, a jego promienie odbijające się w białym śniegu okrutnie oślepiają. Koniecznie trzeba mieć pod ręką okulary przeciwsłoneczne (dla dzieci również!), a także krem z filtrem UV – słyszałam już historie o ludziach, którzy wracali ze stoków z poparzeniami twarzy(!).

Zabawki

Niezależnie od tego, czy Wasze dzieci będą z Wami jeździć na nartach bądź deskach, czy nie, zawsze warto zabrać dla nich jakieś zabawki, które umilą im czas, gdy nie będą już miały sił lub ochoty na szusowanie, czy tarzanie się w śniegu.

Najlepiej sprawdzają się małe rzeczy, które nie zajmują dużo miejsca, nie są ciężkie, bez problemu zmieszczą się do małego plecaczka i mogą być niesione przez dzieciaki dreptające  o własnych nóżkach. Bo umówmy się, my – rodzice – mamy już wystarczająco dużo balastu do dźwigania. Te wszystkie narty, buty, kaski, torby z jedzeniem, piciem i/lub zapasową odzieżą… No i jeszcze trzeba ogarnąć dzieci, niektóre ciągnąć za sobą „na smyczy”, inne pchać w wózku, czy jakiś sankach ;-)

Także w kwestii zabawek, poza ich gabarytem, ważne jest, by zabrać to, czym lubią się bawić Wasze pociechy. U nas np. hitem są różnego rodzaju bibelotki z Kinder Niespodzianek, mini laleczki, małe autka, pluszaki, niewielkie książeczki, kolorowanki, notesiki i kolorowe długopisy lub kredki.

Sprzęt NIEnarciarski

Dla urozmaicenia zabaw lub jeśli Wasze dzieciaki z jakiegoś powodu nie jeżdżą na nartach, ani desce, dobrze jest zabrać dla nich sanki lub tzw. dupoloty, czy dupoślizgi – jak zwał, tak zwał ;-)

Zwracajcie jednak uwagę na to, GDZIE Wasze pociechy będą zjeżdżać z górek – niech nie robią tego na środku stoku! Wspominam o tym celowo, ponieważ zdarzają się takie przypadki, że dzieciaki ślizgają się na sankach pomiędzy rozpędzonymi narciarzami czy snowbordzistami. To bardzo niebezpieczne dla jednych i drugich.

Gorąca czekolada, czy inne łakocie…

Umilajcie Waszym dzieciakom czas spędzany na mrozie, serwując im coś dobrego i słodkiego. U nas prym wiedzie gorąca czekolada ;-) Pyszna, gęsta, z bitą śmietaną… mniam! :-D Dla Jaśka w nagrodę za odważne szusowanie nawet po czarnych trasach (gdzie moja narta jeszcze nie stanęła :P ), dla Poli za dzielne stawianie pierwszych kroków na stoku, no i dla Stasia, za to, że nigdy nie marudził, mimo, że jako jedyny, bo najmłodszy, jeszcze nie jeździ na nartach ;-)

Odpowiednia miejscówka z łatwym dostępem do toalety

Jeśli planujemy spędzić ze swoją rodziną cały dzień na stoku, trzeba wybrać odpowiednie miejsce na “rozbicie”. Najlepiej przy jakimś lokalu gastronomicznym, dzięki czemu będziemy mieli: miejsce do siedzenia (ławeczki, krzesła, stoliki), ciepłe napoje i posiłki na wyciągnięcie ręki oraz (przede wszystkim) TOALETĘ! 

To chyba tyle…

Choć na marginesie jeszcze dodam, że my spędzaliśmy z dzieciakami na stoku całe dnie, od godziny 8.00 rano do 16.00-17.00. I nikt nigdy nie zrzędził, że już ma dość. Mało tego, nikt nigdy nie wrócił do domu chory, na skutek wielogodzinnego przebywania na mrozie… ;-) 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close