Ciąża i dziecko 4 lutego 2015

Jak nie zgubić dziecka

Dzieci “lubią” się gubić. Czy tego chcą, czy nie, robią to. I mają do tego talent, zupełnie jak kluczyki do auta lub ważne dokumenty (wrażliwszych przepraszam za porównanie).

I z dziećmi wcale nie jest tak, że trzeba się mocno postarać, by coś się stało, czasem wystarczy chwila nieuwagi, dosłownie sekunda… – o czym przekonałam się na zeszłorocznych wakacjach, kiedy 3-letni wówczas Jasiek, wpadł do jeziora.

Zresztą, sama też przyprawiłam swoją Mamę o zawał serca, gdy jako 2-latka wyszłam niepostrzeżenie ze sklepu i poszłam w miasto!

I nie ma co tu cudować, każdemu, nawet najlepszemu rodzicowi, najbardziej troskliwemu, może zdarzyć się wpadka. Bo w życiu, wiadomo – wszystkiego nie da się przewidzieć.

Ale można PRÓBOWAĆ ZAPOBIEGAĆ!

Dlatego, jeśli wybierasz się z dzieckiem w zatłoczone miejsce: centrum handlowe, festyn, plaża, wesołe miasteczko, plac zabaw, ośrodek sportowy czy wypoczynkowy, odpowiednio Was do tego przygotuj – bezpieczeństwo dziecka najważniejsze.

Oczywiście wszystko zależy od tego, z jak dużym dzieckiem mamy do czynienia, ale generalnie pamiętaj o kilku zasadach:

  1. Zainwestuj w opaskę, na której możesz napisać imię i nazwisko dziecka oraz Twój telefon kontaktowy – dla mnie to podstawa! Szczególnie przydatne w przypadku małego dziecka, które jeszcze nie mówi, nie potrafi się przedstawić, odpowiadać na pytania.

W sieci jest całe mnóstwo sprzedawców oferujących takie gadżety, dostępne nawet za kilka złotych.

Jeśli jednak nie zdążyłaś/eś zaopatrzyć się w taką opaskę, nie przejmuj się i wykorzystaj to co masz w domu, np. zwykły plaster! Przyklej go na rękę i na nim napisz potrzebne dane.

  1. Ubierz dziecko w charakterystyczny sposób, np. żywe kolory – rzucające się w oczy.
    I/lub jakieś dodatki typu – czapka, opaska, kokarda, szelki, cokolwiek co może pomóc w opisywaniu i poszukiwaniu.

Zwróć też uwagę na to, że bardzo charakterystyczny wygląd dziecka, może odstraszyć potencjalnych porywaczy czy innych zboczeńców, ponieważ taki brzdąc zostanie łatwo zauważony i zapamiętany przez przechodniów.

  1. Naucz dziecko podstawowych informacji na swój temat: jak się nazywa, gdzie mieszka, imiona rodziców. A jeśli jesteście na wakacjach, z dala od domu, naucz dziecko nazwy miejsca (hotelu), w którym się zatrzymaliście.
  1. Ustal jasne zasady JAK ma się zachować gdy straci Cię z oczu? Przykładowo:

– niech stoi w miejscu i czeka, aż je znajdziesz,
– niech idzie w wyznaczone przez Ciebie miejsce, jakiś charakterystyczny punkt danego obiektu,
– niech prosi o pomoc kogoś budzącego zaufanie i jak najmniej anonimowego, np. policjanta, strażaka, ratownika na plaży, czy kobietę z dzieckiem…

  1. Omów z dzieckiem czyhające na nie zagrożenia – nad wodą, w górach, w lesie  , w pobliżu jezdni, …etc.
  2. Przestrzegaj przed zaczepkami obcych osób, uczulaj na częstowanie się smakołykami nieznanego pochodzenia i przyjmowaniem wszelkich prezentów.
  1.  Naucz dziecko krzyczeć i wołać o pomoc!

Jeśli mimo wszystko Twoje dziecko zaginie, pamiętaj, że poszukiwania zaczyna się OD RAZU. Policja nie ma obowiązku czekać 24 godzin, jak to ma miejsce w przypadku zgłaszania zaginięcia osób dorosłych.

 

Numery alarmowe, które mogą Ci się przydać:

Centrum Powiadamiania Ratunkowego (ogólnoeuropejski numer alarmowy)  112
Fundacja ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych  116 000
WOPR (Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe)  601 100 100
GOPR (Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe)  601 100 300

Fot. Andrew Baldacchino/ CC BY

Subscribe
Powiadom o
guest
22 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Milena kamińska
Milena kamińska
6 lat temu

Cenne wskazówki ja bym jeszcze dodała że gdy nie mamy opaski mozna te info napisać na matce na odwrocie ubrania. Ogólnie jestem przeciwna aby małe dzieci miały tel ale w takim przypadku jestem za jeśli on ma służyć bezpieczeństwu. Mój syn ostatnio dostał tel i nauczyliśmy go obsługi. Taki najzwyklejszy aby potrafił wezwać pomoc. Nie nosi go ciągle przy sobie, wie gdzie leży w domu gdyby musiał go użyć

Fizinka
Fizinka
6 lat temu

Bardzo dobry pomysł! A w jakim wieku jest syn?

Anka Nowak
Anka Nowak
4 lat temu

My od niedawna używamy zegarka gps (takiego: http://www.smartsafe.pl/Q50.html).Fajna sparwa, bo w razie zguby dziecka można od razu zlokalizować ( jeszcze naszczęście nie mieliśmy takiej potrzeby), a dodatkowo można się skontaktować z młodym :)Jestem dużo spokojniejsza.

Magda
Magda
6 lat temu

Ja do szlufki lub zamka doczepiam breloczek do kluczy, taki z okienkiem, gdzie wkłada się karteczkę – jest tam imię dziecka i nr kontaktowy. Córka zna regułkę, z którą ma się zwrócić do dorosłej osoby w razie gdyby straciła nas z oczu.

Fizinka
Fizinka
6 lat temu
Reply to  Magda

Oooo to teżs uper pomysł!

Alicja Malinowska
6 lat temu

Niestety, moja córka (5 l) lubi się przede mną chować. Biegnie kilka metrów i się ukrywa. Kiedyś zrobiła to po wyjściu z knajpki w centrum handlowym, ja ją szukałam, ona zauważyła, że mnie nigdzie nie ma i sama była wystraszona. Zastanawiałam się nad wkładaniem jej do kieszeni kurtki kartki z moim numerem telefonu.

W roli mamy - wrolimamy.pl

zawsze to jakiś pomysł. Strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Milena Kamińska
6 lat temu

Uczę cały czas i jak idziemy w jakieś zaludnione miejsce zawsze przypominam

Małgorzata Karolczak

Raz wpadlam w panike i wydarlam sie na caly sklep (KUBA!) A nastepnie syn uczynil to samo.Po powrocie do domu ustalilismy i nauczylam syna swoich danych adresu…syn mial wtedy 2,5 roku ale to bystrzacha i nauka do tej pory wchodzi mu gladko wiec od tamtego wydarzenia kolejne nie nastapilo. Teraz syn ma prawie 7lat i troszczy sie o braciszka (15miesiecy) .

Kasia Singh
6 lat temu

Polecam ksiazeczke z serii „madra mysz”- z serii o Zuzi. Moje sie w miare pilnuja ale „na wszelki wypadek” dzieki tej lekturze wiedza ze w razie czego w sklepie maja sie zglosic do kasy

Test NIFTY
6 lat temu

Mój sposób: odkąd dziecko zaczęło mówić uczyłam je na pamięć nr telefonu, więc pierwcze co oboje córka i syn znali na pamięć to właśnie mój numer. Z biegem czasu adres… I bardzo się przydało. Polecam :)

Florka
6 lat temu

Ja, ja się zgubiłam! W wielkim supersamie:/

Emanuela Anita Stefanowicz

My na wakacje mamy info paski oraz telefon na rękę KiZon ;) w razie zgubienia się bez problemu zadzwonie do dziecka lub go namierze ;)

Joanna Lebb
5 lat temu

Ile takie cudo kosztuje?

Emanuela Anita Stefanowicz

Około 300 zl, ale w abonamencie jest chyba za 1 zł.

Joanna Lebb
5 lat temu

Dziekuje za post przyda sie w przyszlosci :)

Maria Ciahotna
5 lat temu

Nasza Madzia (6 latek) pewnie zrobiła by to samo, jest wygadana i wie, co trzeba zrobić by się odnaleźć, a Jacuś (3,5 latka) pewnie zaczął by tak płakać, że zaraz bym go usłyszała nawet z odległości kilometra :D ale rzeczywiście warto z dziećmi o tym rozmawiać, nawet takie scenki sobie odgrywać, by się oswoiły na wszelki wypadek ;)

Agata Rudnicka
5 lat temu

Endo dla rossman, mój syn miał jeden dzień, przeszkadzała mu

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Agata Rudnicka

Nie wiem ile lat ma Pani synek, ale widywałam tez dzieci z tzw. nieśmiertelnikami jako alternatywą dla opasek.

Marta Sworowska
5 lat temu

Jeśli opaska przeszkadza można ją używać tylko na plaży a poza nią koniecznie umieszczać w kieszeni dziecka kartkę z danymi i nr telefonu. Wczoraj wróciłam z wakacji, ostatni wieczór urlopu spędziliśmy na szukaniu rodziców 8letniej dziewczynki która po 22 zapłakana chodziła po zatłoczonym nadmorskim mieście. Znała swoje dane ale co nam po nich? Nr ułatwiłby sytuację. Naprawdę wystarczy sekunda aby dziecko znikło nam z oczu nawet jeśli nie jest już takie małe.

W roli mamy - wrolimamy.pl

Zgadzam się z tym. Czasem niewiele potrzeba…

Emocje 2 lutego 2015

Lepiej nie widzieć…

Czy słyszeliście w wydaniu faktów TVN24  historię mężczyzny chorego na cukrzycę, który został potraktowany, jak pijak pomimo posiadania opaski informującej o chorobie? Co więcej, gdy zorientowano się na izbie wytrzeźwień, że to nie alkohol a cukrzyca, wypuszczono go wraz z rachunkiem na 280 zł… Ale w sumie, mimo iż historia jest mało sympatyczna, i tak jest to lepsze od ludzkiej obojętności, którą mogłam jakiś czas temu zaobserwować na moim osiedlu.

Zazwyczaj mam co robić, nie gapię się bez sensu przez okno, ale tym razem z ciekawości wyjrzałam. I co, a raczej kogo zobaczyłam? Mężczyznę leżącego na parkingu! Młody, dobrze ubrany. Nie wiedziałam czy nagrzany, czy może z cukrzycą i zasłabł. Miałam Wojtka na ręku, byłam  tylko w szlafroku, więc zapukałam do sąsiada. Marek otworzył z marszu, poprosiłam go, aby natychmiast zszedł na dół, bo ktoś leży przy jego aucie, a nie dam gwarancji czy coś się nie stało. Zależało mi aby to sprawdzić, więc sąsiad skoczył na parking.

Wyjrzałam przez okno –  chwila zawahania – Marek chciał ruszyć delikwenta, ale się nie dało. “Pijany”- dał znać przez okno, więc potaknęłam. Ok, pijany. Nie on pierwszy i nie ostatni. Ale leżał na ziemi, mokro, zimno, fatalna pora i miejsce na odpoczynek i trzeźwienie. Po jakimś czasie patrzę przez okno, dalej leży bez ruchu, a mnie dopadły wątpliwości – a co jeśli…??? Nie mogłam zejść, ale od czego jest telefon. Zadzwoniłam pod 112, poprosiłam o patrol policji. Ok, podeślą, jednak żaden patrol, tylko karetka… Czekam, patrzę przez okno, człowiek się nie rusza, za to tłum gapiów rośnie, ktoś podchodzi, ktoś komentuje. Nikt nie sprawdzi czy oddycha, nikt nie łapie za telefon żeby wezwać pomoc. Każdy się patrzy, część odchodzi, przecież to nie ich problem… Długie minuty tak się działo, karetka nie podjechała. Zadzwoniłam raz jeszcze… brak wolnych ambulansów. W międzyczasie, jedna odważna kobieta pochyliła się nad mężczyzną, zaczęła go cucić. Chwała Bogu, poruszył się, ale dalej “bez bazy”. Pijany, po prostu pijany… Ale czy jego stan zwalnia kogokolwiek od reakcji? A co jeśli nie byłby pijany, tylko ciężko chory? Cukrzycy wydzielają zapach acetonu z ust, który kojarzy się z procentami. Mało kto się upewnia, czy człowiek nie potrzebuje natychmiastowej pomocy… Tyle, że może być za późno. Mimo wszystko, wolę usłyszeć od pijaka na pytanie – czy wszystko ok , odpowiedź “sp*******j” niż przejść obok, skazując kogoś na bezszelestną śmierć…

A Wy, macie odwagę sprawdzać, czy dla własnej wygody przechodzicie obok?

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Basia
Basia
6 lat temu

Zostałam przeszkolona dzięki Owsiakowi w udzielaniu pierwszej pomocy.
Dwa razy zdarzyło mi się swoje umiejętności wykorzystać – choć moje zadanie skończyło się na dowiedzeniu się, czy coś się stało (obaj panowie byli „tylko” pod wpływem). Ale to i tak nie jest łatwe – trzeba się przełamać! Za to nie ma się potem żadnych wyrzutów sumienia, a wręcz przeciwnie – jakoś jak miło na sercu, że było się gotowym pomóc.

Beata Ludwiczak
6 lat temu

Nietrzeźwy też jest człowiekiem w końcu…nigdy nie przechodzę obojętnie …miałam już różne przypadki , ale nigdy nie musiałam udzielać pierwszej pomocy …a właściwie raz w domu …tylko sposób był inny niż standardowy ( zgodnie z zaleceniami lekarza miałam uderzać pięściami w plecy i udało się. Nie znam się , do tego potrzebne były 2 osoby ) Nie mogłabym przejść obojętnie obok osoby leżącej …nawet na plaży się przyglądam …

Milena Kamińska
6 lat temu

Jesli jest to miejsce ,, zaludnione,, nie przechodze tylko pomagam ale np w środku lasu nie zatrzymała bym się tylko zadzwoniła po pomoc

Anna Stefanek
6 lat temu

Zgodnie z ustawą za nie udzielenie pomocy grozi kara więzienia do lat trzech… poza tym zawsze to my kiedyś możemy potrzebować pomocy i każdy będzie przechodził obok…

Ciąża 30 stycznia 2015

Chore dziecko a służba zdrowia

Moje dziecko się pochorowało. Niby zdarza się nawet najlepszym, ale akurat Duśce zdarza się rzadko i (odpukać!) nigdy poważnie. Wczoraj w nocy siedziałam przy niej do trzeciej i czuwałam czy gorączka nie rośnie, bo spaść nie chciała nawet po podaniu leków przeciwgorączkowych. Mogłam zimne okłady zastosować, ale znając moje dziecko skończyłoby się to awanturą i płaczem.

Ale nie o tym chciałam. Duśka nie jest (i oby tak zostało) ciężko chora, a jednak mnie, wcale nie tak bardzo przewrażliwionej matce, wystarcza katar u dziecka żebym nie mogła spać spokojnie. Teraz też nie sypiam, wstaję częściej niż do noworodka wstawałam. Widać strach o własne dziecko mam wpisany w geny, cebulki włosów, paznokcie  i nie wiem co jeszcze.

Ale do rzeczy, bo tak naprawdę to chciałam pisać o tym, co przeczytałam kilka dni temu. Skoro ja się boję przy byle katarze, to jak musieli bać się rodzice trzynastoletniej Kariny, którzy wieźli chorą córkę do szpitala? Może ja się nie znam, ale jeśli rodzice nastolatki decydują, że ból głowy i wymioty są powodem wizyty w szpitalu, to to muszą być bardzo nasilone objawy. A takie nie biorą się z powietrza.

I ja naprawdę rozumiem, że lekarze mogą rodziców podejrzewać o przewrażliwienie, a dzieci o symulowanie, ale jeżeli przez dwa kolejne dni stan pacjentki jest coraz gorszy to może jednak warto coś zrobić? Coś więcej niż standardowe badania? A decyzja żeby uspokoić dziewczynkę na oddziale psychiatrycznym sprawiła, że ręce mi opadły. Na jakim my świecie żyjemy, że leczy się skutek a nie przyczynę?! W XXI wieku pasami do łóżka?!

A propos symulowania: stara historia, brat mojej koleżanki poszedł do lekarza poskarżyć się na silne bóle głowy. Diagnoza lekarza: symulujesz chłopcze, z czego ta klasówka? Dwa dni później chłopak zmarł, chodził do podstawówki. Więc może warto wierzyć tak na wszelki wypadek?

Gdyby ktoś miał odwagę szukać przyczyny może Karina by dziś żyła. Umarła bo nie zbadał jej neurolog, bo nie zrobiono specjalistycznego badania, bo choroba rzadko występująca, bo, bo, bo… bo system jest jaki jest, liczą się limity, procedury, umowy i kontrakty. A potem w protokole pisze się: operacja przebiegła bez powikłań, pacjent zmarł.

Sprawę bada prokuratura. Ale w Polsce nikogo nie karze się za brak inicjatywy i odwagi w podejmowaniu decyzji.

A co to ma wspólnego z moim dzieckiem? Ano nic i mam nadzieję, że tak zostanie. Chociaż jak usłyszałam diagnozę: początek zapalenia płuc, natychmiast przypomniałam sobie te wszystkie przypadki wśród znajomych, gdzie dzieci z tą chorobą trafiały do szpitala. Nogi się pode mną ugięły – wszystko tylko nie to! Jesteśmy w domu, chucham i dmucham, noszę na rękach (tak, dobrze widzicie, noszę pięciolatkę na rękach – przychodzi do mnie i mówi: mamusiu weź mnie na rączki bo się stęskniłam za tobą), pilnuję żeby mimo choroby jadła, brała leki na czas, często sprawdzam czy ma gorączkę. I tylko z tyłu głowy ten strach – żeby się nie rozwinęło, żeby zanikło, żeby nie szpital.

Lekarze błędy popełniali, popełniają i będą popełniać. Nie myli się tylko ten kto nic nie robi. Ale jak czytam o zaniechaniu to przysłowiowy nóż mi się w kieszeni otwiera.

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
24 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Małgorzata Pomiankowska

moją Córcie zaatakowało ostatnio zapalenie ucha i wysoka gorączka i pani laryngolog w przychodni odmówiła przyjecia dziecka , bo 45min przed koncem pracy stwierdziła , że już zbadać nie zdąży i odesłala do domu , pare godzin pozniej dopiero przyjął nas inny lekarz i od tygodnia jesteśmy w szpitalu. nie rozumiem tej znieczulicy , jak można moje , czy też inne dziecko nie zbadac , nie przyjąć, nie udzielić pomocy….

Małgorzata Pomiankowska

dodam jeszcze , że w chwili , gdy prosiłam o przyjęcie na badanie , córka miała 39 stopni gorączki i ostry ból ucha….po prostu masakra i ja jako matka wystąpie ze skargą oficjalna …

W roli mamy - wrolimamy.pl

Trzeba było poprosić, żeby Ci na piśmie odmówiła, pewnie od razu by znalazła czas. Mnie się w głowie nie mieści, że można odmówić pomocy cierpiącemu dziecku, przecież nikt nikogo nie zmuszał do zostania lekarzem!

Małgorzata Pomiankowska

na pewno tego tak nie zostawię i gdy tylko wyjdziemy ze szpitala , napisze skarge do NFZ, mam nadzieje ze sie jej dobiora ….

W roli mamy - wrolimamy.pl

Popieram!

Basia Kłodnicka
6 lat temu

światem rządzi pieniądz, gdybyś pokazała portfel na pewno by cię przyjełą, a już przestałam liczyć na służbe zdrowia, bo albo nie ma w danym dniu lekarza, albo już limit się wyczerpał, dlatego już chodzę prywatnie, dziecko najważniejsze.

Basia
Basia
6 lat temu

Nie wiem, jak Wasze, ale moje dziecko, gdy jest chore, to od razu jest takie „mamine”. Nic tylko przytulać i chuchać.
I nawet, gdy tylko nosek zatkany, to i tak jako mama, zamieniłabym się – wzięła na siebie te wszystkie bakterie, wirusy i inne paskudztwa, by tylko dziecko nie cierpiało, spokojnie spało, nie kaszlało…

Milena kamińska
Milena kamińska
6 lat temu

Straszne ale prawdziwe, niestety moje dzieci mają często do czynienia ze służbą zdrowia zawiodłam się nie raz pisałam skargi i nic w tym kierunku nie zrobili. Od urodzenia lecze moje dzieci na bielactwo zdiagnozowane przez dermatolog z mojego miasta wydaje fortunę na maści aż pewnego dnia przypadkiem trafiam na panią doktor zŁodzi która mówi że to w żadnym wypadku nie jest bielactwo tylko fakomatoza reclighausena. Szczęka mi opadła jestem na etapie badan genetycznych i czekamy na diagnozę. A jesli chodzi o odmowę przyjęcia dzieci z 40 stopniowa gorączka to przerabialam kilka razy i jeszcze wiele innych przypadków absurdu

izabela
izabela
6 lat temu

widzę że przeszłaś to co ja tylko ja mam młodszą córkę, dostaliśmy augmentin es, dobrze że szybko zadziałał bo mogło się różnie skończyć, do tego od razu podałam małej milifen na gorączkę bo się pojawiła, ale na szczęście on szybko ją obniżył, po tygodniu jeszcze utrzymywał się kaszel ale już właściwie zagrożenia żadnego nie było

Milena Kamińska
6 lat temu

Tzn robia w szpitalu ale miesiąc się czeka

Ilona O-a
6 lat temu

Ja w większości przypadków też specjalistyczne badania robie prywatnie bo na NFZ terminy powlaja, ale wczoraj byłam z synkiem na badaniu słuchu na NFZ czas oczekiwania 3 tygodnie, czekaliśmy jakieś 20 minut. Bylam pozytywnie zaskoczona miła i fachową obsługa. Zdziwiło mnie to ze pani w recepcji powiedziała, że miała umowionych 19 pacjentów z czego 7 nie przyszło. :-/

Angelina Sychta
6 lat temu
Reply to  Ilona O-a

To też przez to, że ludzie umawiają się, a potem nie przychodzą są takie długie kolejki. W miejsce tych 7 osób mógłyby przyjść inne.

Ilona O-a
6 lat temu
Reply to  Ilona O-a

Dokladnie tak.

Agnieszka Kuśmiderska
Reply to  Ilona O-a

Mi sie raz zdarzylo umowic corke do alergologa i nie pojsc bo zwyczajnie zapomnialam… ale to dlatego ze na ta wizyte mialam czekac az 6 miesiecy!!!!!

Aneta Wagner
6 lat temu

Nasza służba zdrowia tak samo jak cała ta Polska jest chora! Świetnie napisane: „masz pieniądz leczysz się prywatnie, a jak nie to powoli konasz…” nic dodać nic ująć!!!! wstyd mi za taki kraj o któryś niegdyś walczyli Nasi dziadkowie płacąc za niego swoim własnym życiem… teraz pewnie się w grobach przewracają widząc jak stoczył się na samo dno nędzy!!!!

Adrianna Mizgiert
6 lat temu

Mamy synka z chorym serduszkiem. Nie wyobrażam sobie leczyć Go w poradni ach na nfz. Odległe terminy, lekarze zupełnie nie zainteresowani pacjentem. No i kolejki na korytarzach, mimo umówionej godziny trzeba czekać długo aby lekarz przyjął. Dziękuję Bogu, że nas stać na leczenie prywatnie.

Milena Kamińska
6 lat temu

Jestem w tym temacie. Od tygodnia zawijam się z bólu brzucha od tygodnia nie jem caly czas wymiotuje. Byłam 4 razy u lekarza bo nie dawałam już rady bylam słaba królowało mi się w głowie. Uslyszałam musi pani zrobić usg brzucha. Poprosilam więc o skierowanie i usłyszałam ale w Skierniewicach to tylko prywatnie nikt na nfz nie robi

W roli mamy - wrolimamy.pl

To jakaś paranoja, powinni na izbie przyjęć zrobić od ręki

Anna Stefanek
6 lat temu

Ale pójdź na ostry dyżur i tyle…

Anna Stefanek
6 lat temu

A kolejki również dzięki pacjentom. Moja mama ma poradnie p/bliznową zapisy teraz są na październik. Na jeden dzień zapisywanych jest 10 potrafi nie przyjść 8. Oczywiści nie odwołują wizyty lub dzwonią w momencie w którym powinni być już w gabinecie. Gdyby ludzie odwoływali wcześniej można byłoby zadzwonić do kogoś innego.
A limity ilości wykonanych badań/ przyjęć ustala NFZ. Można napisać do NFZtu skargę na długą kolejkę.

Beata Grudzień
6 lat temu

Niestety mam 2 chorych dzieci i musze gnic w kolejkach nie moge chodzic prywatnie bo skierowania na badamia od prywatnych lekarzy nie sa za darmo a musimy robic np rezonans i inne raz na kilka mcy . Ostatnio przypadek z zycia jedziemy z 2 letnim dzieckiem 2 godziny do nefrologa kolejka kilka miesiecy a baba nas nie przyjela bo jej pielegniarka karty nie przyniosla. Zycie.

Agnieszka Redzik
6 lat temu

Ja przerabiam.państwowo

Irena Szkaradek
6 lat temu

Niestety służba zdrowia to jakaś masakra jest. Moja córeczka ma ranki za uszkami. Około m-ca temu poszłam do pediatry do której jest zapisana dostała maść, potem kolejną na końcu 8 dni temu maść-antybiotyk. Nic nie pomaga, w związku z czym konieczna staje się wizyta u dermatologa – zalecenie pediatry. W trakcie leczenia antybiotykiem, wykonałam telefony do wszystkich przychodni w okolicy. Czego się dowiedziałam ? Otóż kilka z nich w ogóle nie ma lekarza dermatologa, kilku lekarzy dermatologów nie leczy takich „małych ” dzieci (córeczka za 3 m-ce skończy 6 lat…), znalazłam dermatologa który leczy dzieci ale przyjmuje tylko prywatnie w… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close