Emocje 6 lipca 2014

Oczy szeroko zamknięte

Ku przestrodze…
Dwie różne sytuacje, które pokazały mi strach i emocje, jakich jeszcze nie znałam. Sytuacje, które mogły zakończyć się tragicznie. Wreszcie sytuacje, które otworzyły mi na pewne sprawy oczy…

….

Lipiec 2013r.

Urlopujemy się właśnie nad jeziorem. My, z dwu i pół letnim wówczas Jaśkiem i nasi znajomi – małżeństwo, z trzy miesiące starszą od Janka, córką.

Jest ciepło, siedzimy przed stanicą wędkarską, którą wynajmujemy, tuż przy brzegu jeziora. Roześmiani, wystawieni do słońca, plotkujemy. Odpoczywamy. Zuza bawi się koło nas, robi babki z piasku. Jasiek siedzi z Tatą na pomoście, na turystycznym krześle. Z dumą i zaciekawieniem obserwuje jak Tata zarzuca raz po raz wędkę i próbuje złowić rybę.

Nagle słyszę plusk wody, zerkam na pomost, na Jaśka – czy jeszcze tam siedzi?!

Nie ma Go!! Krzesła też nie ma!!

I w mgnieniu oka Tata znika mi z oczu, skacząc za dzieckiem do wody!

Zrywam się z miejsca, biegnę na ten cholerny pomost i czuję jak całą oblewa mnie strach! Zimny! Potworny! Nogi mi się uginają, ręce trzęsą, serce wali jak szalone, jakby za chwilę miało wyskoczyć przez gardło albo eksplodować!

Głowa szaleje, myśli buzują i tylko ta jedna krzyczy – wyciągnij Go, PROSZĘ!!

I wynurzył się Tata, z wysoko uniesionym Dzieckiem. Biorę Go łapczywie w swoje objęcia, jak wtedy, w szpitalu, kiedy przyszedł na świat. Przytulam tak mocno, jak tylko mogę.

Cztery dorosłe osoby, wszystkie na wyciągnięcie ręki, a mimo to moje dziecko prawie się utopiło!

….

Lipiec albo sierpień 2012r., nie pamiętam już dokładnie, w każdym razie na pewno było lato.

Mieszkanie na czwartym piętrze, duży balkon z betonowym murkiem, zamiast tradycyjnej barierki.

Ja i mój półtoraroczny wówczas Jasiek.

Był upalny dzień, więc okna i balkon miałam szeroko otwarte. Siedzieliśmy razem w salonie, bawiliśmy się. W pewnym momencie wstałam i poszłam po coś do kuchni, po coś do picia, chyba.. ?

Nie wiem ILE mnie nie było, 30 sekund, może minutę? No chwilę dosłownie!

Wracam i co widzę??  Moje dziecko, mały odkrywca – alpinista, stoi na swoim plastikowym pudełku z zabawkami i próbuje wyjrzeć przez balkon, przez ten nieszczęsny murek, który przesłania mu cały świat!

To nie jego pierwsza wspinaczka, każdego dnia podsuwa pudło pod stół czy szafę i próbuje wgrzebać się jak najwyżej. Tego dnia jednak nieco poniosła go fantazja i choć murek (na szczęście!) jest dość wysoki, tak że ledwo nos mu za niego wystawał, to mało brakowało do nieszczęśliwego wypadku!

….

Gdyby te dwa przypadki zakończyły się tragicznie i ujrzały światło dziennie, daję sobie rękę uciąć, że w sieci posypałyby się miliony krwiożerczych komentarzy: że jestem głupia, nieodpowiedzialna i  bezmyślna, że zamordowałam własne dziecko i jak w ogóle mogłam dopuścić do takich sytuacji?!

Przecież to niemożliwe!

A jednak możliwe! Mówię Wam to – JA, (nie)zwykła, w pełni świadoma i kochająca matka. Matka która za własnym dzieckiem skoczyłaby w ogień!

Stety niestety, ale dzięki tym zdarzeniom wiem, że z dziećmi nie można wszystkiego przewidzieć, a wypadki się zdarzają, nawet najlepszym rodzicom, najmądrzejszym ludziom, nie ma znaczenia.

Wystarczy moment, chwila nieuwagi…

Ale czy Wy, jesteście w stanie to zrozumieć? Wy – anonimowi komentatorzy, wszechwiedzący, idealni, święci,..?! Ci, którzy bez mrugnięcia okiem oskarżają o najgorsze!

Jakim prawem?!

Wy, którzy zapewne nigdy w życiu, na Wasze szczęście, nie mieliście JESZCZE okazji przeżyć czegoś podobnego?! Wy, którzy być może nawet nie posiadacie dzieci i najzwyczajniej w świecie nie macie pojęcia O CZYM prawicie?!

Gwoli ścisłości, nie bronię rodziców, którzy z premedytacją wyrządzają krzywdę swym dzieciom, bo im przeszkadzają…  np. w libacji. Mówię o tych, którym zdarzył się WYPADEK, najstraszniejszy, ale po prostu – wypadek.

Oceniać jest łatwo, (próbować) zrozumieć znacznie trudniej. Smutne to.

„Co roku w Polsce w różnego rodzaju wypadkach ginie tysiąc dzieci, a ponad 300 tysięcy doznaje urazów. Z ubiegłorocznego raportu UNICEF „Dzieci w Polsce” wynika, że najczęściej do nieszczęśliwych zdarzeń dochodzi pod opieką rodziców, w domu. Wystarczy chwila nieuwagi.”

15
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
BAFOMETŻaklina KańczuckaAgnieszka PrajsnarFizinkaMarta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Joanna
Gość
Joanna

Wypadek wypadkowi nierówny. Dziecko wpada do wody i natychmiast jest reakcja rodzica a dziecko wpada do wody a rodzic zauważa po jakimś czasie, że nie ma dziecka. Otwieram drzwi na balkon, wiedząc że dziecko nie pokona samo barierki i wtedy mogę na chwilę wyjść z pokoju a zostawiam dziecko samo na dłużej i potem nie wiem jak ono mogło wypaść. Jest wiele wypadków, które naprawdę było trudno przewidzieć a jeszcze więcej wynikających ze skrajnej głupoty i nieodpowiedzialności dorosłych. Generalnie nie komentuję w sieci tragedii, po co kopać leżącego. Nawet jak była wina rodzica to poniósł straszną karę za to. A… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

Joanno, ale ja przecież niczego nie zakładam („…że wszystkie wypadki dzieci to wypadki, którym się nie dało zapobiec.”), skąd taki wniosek? Poza tym, nikogo nie usprawiedliwiam, co z resztą zaznaczyłam. Chodzi mi raczej o to by OTWORZYĆ LUDZIOM OCZY – jednym na to, że trzeba bardziej na dzieci uważać i, jak sama napisałaś, starać się zapobiegać zagrożeniom. A innym na to, że wypadki czasem, mimo największym chęciom i próbom zapobiegania, się zdarzają. Bo choć to przykre i głupie – takie jest życie. I jak się komuś zdarzy już taki tragiczny w skutkach wypadek to nie wolno nam oceniać, krytykować i… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

A ja trochę nie rozumiem Twojego komentarza, odnoszę wrażenie, że jest on tym, czego się wypierasz. Po prostu osobiście nie widzę związku, bo według mnie tekst traktuje o wręcz przeciwnych sytuacjach.

Maria Ciahotna
Gość
Maria Ciahotna

Wiele, bardzo wiele w tym artykule jest prawdy – właśnie o to chodzi, że nawet przy największych staraniach i uwadze po prostu może się coś zdarzyć – sama tłumaczę dzieciom (mamy trójkę) przy każdej okazji, co może się wszystko stać, staram się ich pilnować (czasami wydaje mi się że nawet przesadzam z opieką),a jednak całkiem nie dawno synek (prawie 2,5 latka) zjechał z chodniku na drogę. A gdzie ja byłam? 5 kroków za nim, trzymając za rączkę siostrę i pchając drugą ręką wózek. Od razu rzuciłam się za nim (chodnik w miarę równy, więc wózeczek nigdzie nie odjechał) i porwałąm… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

Mój syn (3l.) też niedawno PRAWIE wyjechał na drogę bo się rozpędził na rowerze i po pierwsze nie zwrócił uwagi gdzie jedzie, a po drugie nie umiał (tak od razu) zahamować – a wołałam za nim żeby wcisnął hamulec i biegłam co sił w nogach by go zatrzymać! Co do innych wypadków o których pojawiają się informacje w prasie czy telewizji, tak to właśnie zazwyczaj jest, że media nie podają konkretów i całej prawdy. Tak sprzedają temat, by wzbudzić sensację i oburzyć ludzi, a co za tym idzie sprawiają że artykuł zaczyna żyć własnym życiem! Ludzie nie wiedzą co się… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

W pełni się z Tobą zgadzam! Nie zostawiam dzieci nawet gdy śpią jak susły, żeby wyrzucić śmieci do zsypu -15 m od drzwi mieszkania. I prawdę mówiąc za każdym razem na spacerze drżę – bo gdy jestem z wózkiem, a starsza (4l) jedzie na rowerze, w końcu trzeba przejść przez jezdnię. Ręce mam tylko dwie, więc wypracowałyśmy system, że jedną ręką trzymam wózek, drugą rowerek, a Klara chwyta zamiast mojej ręki rower i przechodzimy. I chociaż jest mega układna jeżeli chodzi o bezpieczeństwo na ulicy itp. wręcz boi się, nie wejdzie bez trzymania za rękę, to nigdy nie wiem kiedy… Czytaj więcej »

Marta
Gość

Każdego wieczora dziękuję za kolejny bezpiecznie przeżyty dzień. Wiem, że nie sposób mieć oczy dookoła głowy 24h na dobę, że nie da się ciągle o tym myśleć i bać, że spokój usypia czujność, że czasem to mgnienie oka…

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Dziś miałam przykład, że nawet będąc obok, można otrzeć się o nieszczęście- starszy 4latek odkręcił z własnej butelki dużą nakrętkę i dał ją małemu(9 mcy) Nie widziałam tego, mimo że chłopaki siedzieli za moimi plecami (obierałam ziemniaki na obiad), po chwili usłyszałam odgłos charczenia, a mały miał korek głęboko wetknięty w buzi. Krok ode mnie, i nie wiem jakim sposobem aż tak głęboko on się tam znalazł. Dobrze że człowiek potrafi w oka mgnieniu działać bo inaczej mogłaby zdarzyć się tragedia.

Fizinka
Gość
Fizinka

I teraz wyobraź sobie, że idziesz do toalety – przecież nie jesteś cyborgiem i te ludzkie potrzeby jak choćby oddawanie moczu, też masz! Dziecko wkłada do buzi korek, ty z racji tego, że jesteś w ubikacji, nie reagujesz natychmiast. Kiedy wychodzisz jest już za późno….
Następnego dnia media piszą – dziecko będąc pod opieką swojej matki, udusiło się korkiem z butelki!
Nikt nie dodaje szczegółów JAK do tego doszło, za to inni – komentatorzy, zdążą już dorobić własną historię temu zdarzeniu, a tobie opinię złej matki ;/

A tak poważniej – współczuję przeżycia! Dobrze, że byłaś blisko!

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Hmmmm…. jeśli już wybieram się do toalety, to tylko przy jej otwartych drzwiach :/ nie wierzę moim dzieciom i chyba jeszcze długo tak będzie.

Agnieszka Prajsnar
Gość
Agnieszka Prajsnar

Idealnie powiedziane.
My właśnie mamy małego alpinistę – Staś 15 miesięcy. Co chwilę znajduje go na stoliku w pokoju swoich sióstr. Wchodzi tam w ułamku sekundy.

BAFOMET
Gość

Zawsze trzeba uważać, tak niewiele brakuje do tragedii :( Ale pozytywny aspekty tych historii jest taki, że udało się w porę zareagować i nic się nie stało :) Oby jak nejmniej takich przygód w przyszłości.

Emocje 2 lipca 2014

Retrospekcja

Zamykam oczy, przenoszę się do pokoju i dostrzegam dwie małe dziewczynki stojące przed regałem z książkami.  Wybierają te, które zaraz będą oglądać, a później zaniosą mamie by im przeczytała. Widzę, na której półce jaka książka się znajduje. Przypominam sobie ich położenie, okładki i treść co poniektórych. Do dziś pamiętam fragmenty opowiadań, wierszy…. Macie podobne wspomnienia z dzieciństwa?

Ponad dwadzieścia lat później, co wieczór widzę podobny obraz. Tym razem przed biblioteczką stoi mały chłopiec, przejęty wybiera książeczki. Wśród szeregu nowych sięga niekiedy po te stare, które wiele lat temu towarzyszyły jego mamie…. Ten sam błysk w oku i radość z chwili spędzonej z lekturą.

Cieszę się, gdy widzę, jaką miłością Kuba darzy książki. Serce mi rośnie, gdy z niecierpliwością oczekuje przesyłki, a później pośpiesznie rozpakowuje paczkę lub gdy biegnie w księgarni do działu dziecięcego i wybiera lekturę. Widzę, że zasiane ziarenko zamiłowania do literatury rośnie wraz z powiększającą się biblioteczką. Każda nowa książeczka jest lepsza niż niejeden batonik. Utwierdzam się tylko w przekonaniu, że warto czytać dzieciom, a to zaowocuje w niedalekiej przyszłości.

Książki są dla mnie jak narkotyk, a własny kąt bez nich pusty.”Dom bez książek to dom bez okien” – takie motto wyniosłam ze swojego rodzinnego domu, w którym miłość do literatury pielęgnowała mama.

Szkoda, że są one takie drogie. Jako książkoholiczka radzę sobie z tym w dwojaki sposób: poluję na liczne promocje (najczęściej w księgarniach internetowych lub bezpośrednio na stronach wydawnictw) bądź wybieram się do biblioteki.

Zastanawiałam się jak zakończyć tę krótką notkę. Przypomniał mi się tylko piątkowy fragment rozmowy Kuby z tatą, który nie mógł być z nami na zakończeniu roku w przedszkolu:

– Jak było na zakończeniu roku?
– Fajnie. Tato jestem szczęśliwy!
– Czemu?
– Bo dostałem książeczki!!!

8
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Iwona Antolak
Gość
Iwona Antolak

u nas wygląda to niemal identycznie ;) :D

Sylwia
Gość
Sylwia

Ciesze się. Mama książkoholiczka i mały mol ksiażkowy?

Iwona Antolak
Gość
Iwona Antolak

bardziej dwie „moliczki” mała i duża ;). Książki kocham i zarażam tą „chorobą” córeczkę ….. skutecznie :). Uwielbia wszelkie małe i duże i w przenośni i dosłownie, ogląda, „czyta” , czytamy. Kupuję najczęściej w księgarniach internetowych przy okazji korzystnych promocji, ale czasem też z potrzeby chwili – przy okazji ;). Właśnie wczoraj przyszła kolejna przesyłka i w kilku pozycjach książkowych się zakochałam :).

tomek q | jakchcemy
Gość

Bo książki są super :)

I mam tak, że jak jestem u kogoś w domu/mieszkaniu, gdzie nie widać książek to czegoś mi wtedy tam brakuje.

Barbara Heppa-Chudy
Gość
Barbara Heppa-Chudy

Uwielbiam i wcieliłam w życie hasło kampanii „Cała Polska czyta dzieciom”: Czytaj dziecku 20 minut dziennie. Codziennie.

A ostatnio byłam na seminarium organizowanemu przez fundację, gdzie podkreślano, że głośne czytanie dzieciom nie powinno się skończyć w momencie, gdy dziecko samo zacznie już czytać. Nawet nastolatkom można czytać głośno każdego dnia, poświęcając im w ten sposób 100% swojej uwagi.

Sylwia
Gość
Sylwia

Głośne czytanie nastolatkowi- ciekawy eksperyment :D

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Kocham czytać sama, uwielbiam czytać dzieciom, książki to magia, szkoda że starsze dzieci tak niechętnie same sięgają po tę magię.

Sylwia
Gość
Sylwia

Mam nadzieję, że czytanie małym dzieciom zaprocentuje i młode pokolenie chętnie zacznie sięgać po książki. Bibliotekę poznają sami od środka a nie tylko będą kojarzyć z jedną z sal na korytarzu szkolnym.

Zabawa 30 czerwca 2014

10 pomysłów na zabawę z tatą

Bycie tatą dziś, to nie to samo, co kiedyś. Znacie jakiegoś współczesnego ojca, który nie potrafiłby zmienić pieluchy? Ja nie!  W dzisiejszych czasach mężczyzna głaszcze brzuch żony, w którym przez dziewięć miesięcy mieszka jego potomek i masuje jej plecy próbując złagodzić ból porodowy, zamiast przedwcześnie świętować z kumplami narodziny dziecka. Wózek prowadzi dynamicznie, pewnie i z zadziwiającą precyzją, nawet na ostrych zakrętach. Dumnie kroczy z pociechą do przedszkola i siedzi w pierwszym rzędzie na szkolnej uroczystości pasowania na ucznia.

Bardzo się cieszę z tych zmian społecznych, bo nam – mamom dzięki temu jest o wiele łatwiej! Ale dziecko to nie tylko obowiązki (wykąpać, ponosić, zawieźć, przyprowadzić, nakarmić, nauczyć) to także czas spędzony na wspólnej zabawie. Czy tatusiowie potrafią się bawić?

Na pewno wychodzi im podrzucanie malucha do góry i łapanie zanim samoczynnie wyląduje. Ewentualnie urządzanie turnieju czterech skoczni z wszelkich oparć i schodów oraz skoki wzwyż na sprężystych materacach, łóżkach i kanapach. To ten typ zabaw, które powodują gęsią skórkę i palpitacje serca u mam.

Zasadniczo wychodzę z założenia, że wszystkie zabawy są dozwolone pod warunkiem, że nie zagrażają bezpieczeństwu dziecka. Dobrze by też było, by nie niosły ryzyka utraty zdrowia taty. A ideałem – by oszczędziły dom.

Jestem natomiast na nie, jeśli chodzi o spędzanie czasu na wspólnym graniu w gry komputerowe – najgorsza i jednocześnie najpopularniejsza opcja: w gry, które lubi tata.

Ważne jest, aby dzieci spędzały czas z każdym z rodziców sam na sam. A pomysłów na fajne spędzenie czasu z tatą jest naprawdę mnóstwo:

  1. Zabawa w chowanego – dla dużych i małych; w mieszkaniu i w ogrodzie. Zawsze przynosi wiele emocji.
  2. Gonitwy, łapanki, wyścigi, pojedynki i strzelaniny (te ostatnie szczególnie dla chłopaków, ale nie tylko) – do walk świetnie sprawdza się broń typu poduszka  czy dla bardziej wprawnych – piankowy makaron (taki do pływania), a do strzelania pistolety na piankowe naboje.
  3. Rozpalenie ogniska (w miejscach do tego przeznaczonych) – sprawiają dużą frajdę zarówno przygotowania (zbieranie gałęzi, patyków, kory, układanie drewna) jak i spędzenie miłych chwil przy palącym się ogniu, pieczenie kiełbasek.
  4. Budowanie z piasku – kopanie dołów, tuneli, podkopów, robienie babek, wznoszenie zamków koniecznie z fosą.
  5. Eksperymenty kulinarne – mieszanie, ugniatanie, odmierzanie… a wszystko to by przygotować owocową sałatkę, koktajl, a może babeczki… dla mamy.
  6. Rysowanie i kolorowanie – uwielbiam jak moi mężczyźni siedzą pochłonięci kolorowaniem np. smoka, którego chwilę wcześniej wybrali spośród tysiąca kolorowanek dostępnych na stronach internetowych.
  7. Budowanie z klocków – z najmłodszymi dziećmi budowanie jak najwyższej wieży lub zagrody dla zwierzątek, ze starszymi konstrukcje lego – chyba każdy tata lubi tak spędzać czas.
  8. Mycie samochodu – wielką frajdę sprawia polewanie auta wodą z ogrodowego węża i… tyle w temacie, niestety tylko to jest dla dziecka frajdą ;)
  9. Budowanie domków z koców (opcja dla córeczek) lub baz (dla synów) – przydają się krzesła, pufy, stoły, prześcieradła, poduchy, żabki do bielizny.
  10. Bańki mydlane – każda wersja cieszy – w deszczowe lub zimowe dni puszczanie małych baniek (maluszki uwielbiają je łapać, same niech próbują  dmuchać) lub na większą skalę – zabawa z dużymi bańkami na świeżym powietrzu.

I długo można by jeszcze wymieniać. Wybrałam te sposoby na zabawę w duecie tata – dziecko, które sprawdzają się w naszym domu i u znajomych rodzin. Tatusiowie przygotowując się do zabawy weźcie pod uwagę pogodę, wiek i temperament dziecka ale nie zapominajcie też o swoich upodobaniach ;)

Jeśli macie inne dobre przykłady – napiszcie w komentarzach – niech zainspirują innych tatusiów. A może macie wspomnienia fajnych zabaw ze swoimi ojcami?

7
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

Oczywiście najlepsze są wszystkie nieusytematyzowane dzikie szaleństwa, ale nie można zapominać o upodobanych przez tatusiów SPACERACH z dziećmi :) Idą jak Pawie z wózkiem przed sobą i odkrywają coraz to nowe tajemnicze zakątki!
U nas prze jakiś czas mistrzostwem świata była gra z tatą w „łapki”

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

U nas właśnie wariactwa wiodą prym w zabawach z obojgiem dzieci, a ze starszym synem klocki lego. Czasem aż ręce opadają gdy idę w jedną stronę po domu, Oni siedzą, wracam po godzinie, Oni siedzą, wykręcam do łazienki, Oni… leżą i składają. Bo ile można siedzieć ;)?

Asia
Gość
Asia

Zabawy z tatą są o tyle super, że zupełnie inne od tych z mamą, które często bywają bardziej ostrożne :) z tatą to istne szaleństwa, czasem przyprawiają (mamę) o zawrót głowy, ale ile radości ma z tego dziecko! :-)

Olga
Gość
Olga

Moi panowie najchętniej bawią się klockami lego, budując z nich przeróżne pojazdy i budowle.

Barbara Heppa-Chudy
Gość
Barbara Heppa-Chudy

Lego to taki ponadczasowy wynalazek – i co najfajniejsze klocki bawią również/ a może przede wszystkim dorosłych :)

Magda
Gość
Magda

Moja córka z tatą najczęściej bawią się w sklep ;)

Barbara Heppa-Chudy
Gość
Barbara Heppa-Chudy

Niech zgadnę: mała sprzedaje, a tata kupuje?

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close