Emocje 14 marca 2016

Starość, umieranie – nie zasłaniaj dziecku oczu na nieuniknione

Kiedyś ludzie rodzili się w domach. I tam umierali. A domy były wielopokoleniowe. Teraz to jest rzadkością. Żyje się szybko, tu i teraz, permanentnie brakuje na wszystko czasu, gna się do przodu. I gdzieś w tym nowoczesnym zabieganym świecie jest dziecko i jest stary człowiek – czy mają ze sobą w ogóle jakieś wspólne relacje?

Ludzie się starzeją. I umierają. Ale czy dzieci o tym wiedzą? Czy rozmawiamy z nimi o starości i śmierci? Pokazujemy, pozwalamy dotknąć tego zagadnienia, a może wręcz przeciwnie zasłaniamy dziecięce oczy na trudne sprawy?

Bo przecież starość jest trudna.

Starzy ludzie mają zmarszczki, plamy na skórze, drżą im ręce i często niedosłyszą, więc trzeba mówić do nich głośno. Starzy ludzie mają czas, więc w wolnym tempie ze szczegółami opowiadają coś nieistotnego, nawet wtedy, gdy nam się śpieszy. Spacer ze starym człowiekiem może być uciążliwy, bo chodzi pomału, przystaje co pewną ilość kroków, rozgląda się za ławką. Stary człowiek narzeka, bo jest słaby, bo go boli, nie ma tyle wigoru, co dawniej, bo chciałby tak wiele, ale brakuje mu sił i zawodzi ciało. Starzy ludzie chorują, przebywają w salach szpitalnych, w domach spokojnej starości albo we własnych mieszkaniach, często samotni. Starzy ludzie potrzebują nas – młodych, w wielu prozaicznych codziennych sprawach, są od nas zależni, nawet w samoobsłudze. Starość Panu Bogu nie wyszła… mówimy.

Może się nie udała. Ale jest! I w zasadzie jest nieunikniona. Nie da się przed nią świadomie uciec, ani nigdzie schować i gdzieś przeczekać. Mimo to nie jest tematem często poruszanym, czasem nawet bywa tabu. Chronimy przed nią dzieci, strzeżemy przed tematem śmierci. Nie oswajamy ich z przemijaniem, z naturalnym kołem życia, którego są częścią.

Miesiąc temu zmarła moja babcia. Ludzie pytali – jak przyjął to Aleks (który całe swoje sześcioletnie życie z nią mieszkał i od małego mówił „Moja rodzina to mama, tata, babcia i ja”)? Przyjął to –hmmm, jakiego słowa użyć? – spokojnie i mądrze. Bo dzieci dużo rozumieją i często nas zaskakują tą swoją życiową mądrością. A mój syn miał osobiste doświadczenie przebywania na co dzień ze swoją prababcią. Przeżył z nią wiele fajnych, zabawnych chwil – podwieczorki z obowiązkową drożdżówką, partie „Chińczyka”, wspólne oglądanie bajki, nawet kosztem ulubionego przez babcię „M jak miłość”.  Ale także uczestniczył w jej chorobie, cierpieniu i trudnych momentach. Nie miałam żadnych wątpliwości, gdy zabierałam go do szpitala i gdy był przy ostatnim pożegnaniu babci.

I chciałabym Ci poradzić – nie bój się pokazać swojemu dziecku starość, chorobę. Rozmawiaj o upływającym czasie, nawet jeśli nie będzie tego do końca rozumiało. Jeśli będziesz chciał/a by dzieciństwo było wolne od tematów starzenia się i umierania, możesz sprawić, że mały nieprzygotowany człowiek nagle i boleśnie będzie musiał się skonfrontować z rzeczywistością.

Niech to będzie dla niego normalny temat, że człowiek się rodzi, starzeje, odchodzi. Przecież Twoje dziecko i tak się kiedyś z tym spotka. A wszystko co jest nowe i nieznane budzi obawy. Im bardziej przemijanie będzie nieoswojone, tym większy lęk z nim związany.

I bardzo polecam piękną książkę o relacji między dzieckiem a starym człowiekiem, o radości bycia razem, o starości i pożegnaniu: Czy umiesz gwizdać, Joanno. Autor Ulf Stark cudownie uwrażliwia dzieci i tłumaczy czym jest starość, samotność, konieczność troski o drugiego, ale i pokazuje przyjaźń międzypokoleniową oraz wartości z niej płynące.

 

Ten wpis dedykuję mojej Kochanej Babci Ani… która była bardzo ważną osobą w moim życiu.
Mam nadzieję, że zostanie także w sercu Aleksa.

Aleks z babcia

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Elzbieta Jankowska-KoszelaKarolina Bylina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina Bylina
Gość

my mieszkamy prawie w jednym domu z rodzicami i dziadkami. Ma to swoje plusy i minusy. Jak babcia umarła nie robiliśmy z tego tajemnicy, wiedziała, że umarła, że poszła do nieba.Nie wyobrażam sobie, co mozna innego powiedzieć, że niby co, wyjechała?

Elzbieta Jankowska-Koszela
Gość

Po dzisiejszym dniu, czyli po wędrówce po grobach, moja 6 letnia Ola ciągle pytała, kto to?
To ile ja mam tych pra babciów?
Dorasta , i ile razy trzeba tyle razy będę tłumaczyć, dużo ksiądz na Religi tłumaczył dzieciaczkom u starości umierania, no temat rzeka…

Emocje 13 marca 2016

Zwolnienie na chore dziecko – list matki do szefa

Drogi Szefie, Pracodawco

Piszę do Ciebie w imieniu wielu kobiet, dla których macierzyństwo jest nieodzownym elementem życia. Wpisane jest ono w nasze życie, więc zatrudniając kobietę musiałeś się z tym liczyć. Być może sam jesteś ojcem a twoja małżonka/ partnerka – matką. Ta rola u niej Ci nie przeszkadza za to u pracownicy urasta do rangi niewyobrażalnego problemu!  Jako ojciec wiesz, jakim skarbem są dzieci, ile pracy i energii trzeba włożyć w ich wychowanie. Wprowadzają w nasze życie radość, ale też wywracają je do góry nogami, dając pole do rozwoju naszej kreatywności i próby ogarnięcia czasoprzestrzeni w najtrudniejszych momentach.

W dużej mierze dzięki macierzyństwu kobieta jest najlepiej zorganizowaną istotą na świecie. Jej zdeterminowanie i wielozadaniowość działania sięgają zenitu a planowanie, delegowanie obowiązków i podstawy negocjacji ma w jednym paluszku.  

Jednym z trudniejszych momentów jest choroba dziecka. Ona nie wybiera miejsca i czasu, nie zapowiada się, od razu przechodzi do ataku. Gorączka wraca jak bumerang a matka zastanawia się, co teraz ma zrobić. Musi wybrać: iść do pracy mimo choroby dziecka organizując mu opiekę (o ile ma taka możliwość) czy przedłożyć pracodawcy L4.

Grono z nas zdanych jest tylko na siebie lub także pracującego współmałżonka/ partnera. Niepracująca babcia jest niczym złoty Graal a możliwość zatrudnienia opiekunki to luksus, który potrafi nieźle nadszarpnąć domowy budżet. Tak, twoją pracownicę może być nie stać na opiekunkę! Odda niani horrendalną część wypłaty, a sama do końca miesiąca będzie żyła energią słoneczną. Pomyśl o tym zanim kolejny raz krzywo spojrzysz i niewybrednie skomentujesz przedkładane zwolnienie. Twoje dzieci tak często nie chorują, ciesz się i dziękuj za to. Nie każdy ma takie szczęście.

Życie matki nie jest usłane tylko różami. Użeranie się i znoszenie niewybrednych impertynencji szefa nie jest wpisane w role pracującej mamy. Uwierz, po zerwanej nocy i całonocnym czuwaniu to ostatnia rzecz o której marzy twoja pracownica.

Nie denerwuj się, gdy podwładna chce się zwolnić w godzinach pracy by iść do lekarza. Nie zawsze uda się umówić na wizytę po pracy. Nie każdy specjalista przyjmuje popołudniami a prywatna wizyta też nie każdemu jest dana. Ot, szara rzeczywistość. Nie po to płacimy składki na NFZ by wiecznie latać po prywatnych gabinetach.

To, że jesteśmy kobietami nie rzuca złego obrazu na naszą pracę. Nie traktuj nas jak pracownika gorszego sortu. Krew mnie zalewa, gdy słyszę historie o mobbingu z powodu rodzicielstwa, zwolnieniu po zbyt dużej (w opinii szefa) ilości L4, urlopie macierzyńskim czy wychowawczym. Czy kobieta w momencie podjęcia pracy ma podwiązywać sobie jajowody?! A w czasie choroby dziecka czy ciąży zaczyna śmierdzieć niczym zgniłe jajo?!  

To tylko tyle albo aż tyle. Jeśli jesteś Pracodawcą wiem, że myślisz, że to nie do Ciebie piszę, bo Ty zawsze jesteś fair.

Jeśli jesteś pracującą mamą, pamiętaj, że Twoje macierzyństwo nie uprawnia nikogo do urągania Tobie. Masz swoje prawa z których możesz skorzystać. Jeśli my nie zawalczymy o siebie, to nikt nie zrobi tego za nas. Chyba każda pracująca matka mogłaby podpisać się pod tym listem.

Pracująca matka chorującego dziecka

 

34
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Decoupage i nie tylko
Gość

Chleb powszedni – mój pierwszy tydzień w pracy po urlopie macierzyńskim i chore dziecko :p

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

I klopot :P

Karolina Sachaj
Gość

Niestety. Za mną znowu 3 dni opieki. Zapalenie płuc u młodego. Na jutro mam opiekę do niego, na wtorek też. A dalej będę kombinować jak koń pod górkę, żeby móc chodzić do pracy. Ale nikogo to nie interesuje. Przecież matka na opiece to tylko problem. Najgorsze jest to, że o zrozumienie ciężko nawet u pracowników na tym samym szczeblu – niejednokrotnie również „dzieciatych”, więc tym bardziej co się dziwić szefostwu. Chory świat. Tylko niech wezmą pod uwagę, że rośnie nowe pokolenie osób, dzięki którym ZUS może nie padnie. Dzięki którym szefowie – przyszli emeryci, będą mieli swoje cudne emerytury….

Gosia Kowal
Gość

przez pół roku, gdy dziecko było w żłobku, więcej byłam na l4 niż przez całe swoje pracownicze życie

Iwona Okulicz-Zawada
Gość

Tak jak ja ….i po 10 latach pracy wlasnie za to zaczeli traktować mnie jak smiecia . A ja przez 10 lat bylam na kazde ich zawolanie….ehhh

Aanjus
Gość
Aanjus

I pamiętać też należy o tym, że małe dziecko podczas choroby najbardziej potrzebuje matki, nie obcej, nawet najlepszej opiekunki, lecz właśnie matki, która poczyta, przytulić czy poprostu z nim pobędzie.

elciam_86
Gość
elciam_86

Porażka mam to samo, za każdym razem jak miałam iść z dzieckiem do lekarza lub podczas dwutygodniowej choroby dziecka byłam aż dwa dni na zwolnieniu i tak był problem ze powinnam sobie kogoś znaleźć do opieki, niech teściowa siedzi skoro nie pracuje, albo mąż ma lepiej płatna prace ze nie może iść na zwolnienie? Takie epitety ciągle, dlatego zwalniam się z chorej pracy i juz teraz słyszę ze nie zatrudnia juz więcej matki z dzieckiem ot i polityka pro-rodzinna!!tutaj w ten kwestii powinno się coś zmienić w prawie, a nie damy 500 zł na drugie dziecko i juz każdy robi… Czytaj więcej »

Michał Jankiewicz
Gość
Michał Jankiewicz

Artykuł prawdziwy ale seksistowski. Sam jestem ojcem i wiem jaki jest problem i dylemat L4. Na litość boską dlaczego w roli szefa chama wciskany jest mężczyzna (kobiety szefowe matki) są takie same. Wredne s..i które same mają dzieci a nie rozumieją podwładnej/ podwładnego. Dlaczego ten artykuł który porusza bardzo poważny problem u podnóży jest skazany na porażkę, gdyż jest nierzetelny atakujący męską część. Tak jakby feministki pisały myśląc swoim tokiem. Problem l4 to problem pomiędzy podwładnym a przełożonym bez znaczenia jaką ma się płeć.

Agnieszka Pimpeszka
Gość
Agnieszka Pimpeszka

No tak, bo jak facet chce L4 to zdziwienie. „Żona nie może zostać z dzieckiem? Albo teściowa? ” i nawet jak ojciec chce dzielić z matką opiekę to wyjdzie na ciotę. I znowu kółeczko się zamyka, bo kolejne L4 bierze matka …

mama
Gość
mama

Święta prawda !

Aneta Giza
Gość
Aneta Giza

TEKST SZEFA PRACA ALBO DZIECKO TAKI USŁYSZAŁAM .A DODAM ŻE FIRMIE JESTEM NA FUNKCJI KIEROWNICZEJ I DZIEKI MNIE TA FIRMA POWSTAŁA Z DNA .

Ewa Gołębiewska
Gość

My byliśmy w takiej sytuacji. Miałam iść do szpitala bo miałam problemy w ciąży ale lekarz odrazu mi zapowiedział, że powinnam leżeć na oddziale do rozwiązania ( jakieś 28- 30 tygodni ) więc nie było takiej opcji nawet żeby mój partner dostał tyle wolnego. Tydzień jeszcze by przeszedł ale nie takie coś. Miałam wybór zapakować dzieci do szpitalnej szafki, albo położyć się na oddziale i zastanawiać się kiedy umrą z głodu bo zostali bez środków do życia, albo nie pójść do szpitala, oszczędzać się na ile to było możliwe i mieć nadzieję że wszystko będzie dobrze…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

smutne :(

Ewa Gołębiewska
Gość

Bardzo, na szczęście zakończenie było szczęśliwe :) Najmłodsza skończyła niedawno rok i właśnie skacze po meblach :D ( tata ją pilnuje żeby nie było że ja klikam i spokojnie patrzę jak ona szaleje ;) )

Edyta Leśniowska
Gość

Ja wzielam tylko tydzien zwolnienia na chore dziecko boniemial kto z nim zostaac i po powrocie od razu wyladowalam na dywaniku u kierownika a ostatnie zwolnienie na dziecko mialam rok wczesniej….

Elzbieta Jankowska-Koszela
Gość

Moim szefem jest kobieta, matka 4 dzieci, babcia 6 wnuczat i nie dawno jak wczoraj prosiłam o zwolnienie, bo dzwonili z przedszkola ze Ola wymiotuje… No i co, usłyszałam ze koleżanka ma też chore dziecko i jej mama pilnuje….życie… Nie brałam nigdy opieki, jakoś radzilismy sobie wszyscy bez babci, nawet jak syn był w szpitalu na wyrostek, mogłam rano jechać pogadać z lekarzem i na 10 do pracy…
Sama chora chodzę do roboty, bo źle się na to patrzy.

Patrycja Bzumowska
Gość

Większość kobiet juz na samej rozmowie kwalifikacyjnej jest skreślona, bo ma dziecko .:/

Joanna Karpińska
Gość

Ja brałam zwolnienie 2 razy w roku, co nie było miłe widziane przez korporację, w której wtedy pracowałam, ale dziecko jest wazniejsze niz praca. Teraz to wiem, wtedy odczuwalam ogromne cisnienie, bo nie wiedziałam jak to pogodzić. Ja obserwuję teraz straszne zjawisko, że zwolnienie to ostatecznosc. Ok, ale naprawdę nikt tak nie zajmie sie chorym dzieckiem, jak matka.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Znam to uczucie. Nie jest łatwo zwłaszcza jeśli nie się dziadków do opieki pod ręką.

Agata Rudnicka
Gość

Ja brałam zawsze, moje najdłuższe zwolnienie na dziecko trwało 6 tygodni. Również pracuję w korpo

Natalia Pietrowicz-Szopa
Gość

Moje 3,5tyg…

Beata Anna Lewandowska
Gość

Zawsze brał mój mąż, ale gdy nie mógł, a dziecko było chore pierwszy raz wzięłam ja. Powiem szczerze, że o ile kierownik była wyrozumiała to dochodziły mnie słuchy że współpracownice, notabele bezdzietne kobiety miały wielki z tym problem i obgadywaly za plecami. To jest przykre. Bo teraz jak tydzień chodziłam do pracy, mimo zlego samopoczucia miałam wątpliwości czy isc do lekarza czy leczyć sie sama. Choroba sama wybrała i jestem na antybiotykach. Reasumując pracodawcą jest i to może nie na rękę, ale podejście współpracujących jest bardzo dołujace

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Zdrowie najważniejsze. Ja już dawno wyleczylam się z chodzeniem do pracy, gdy jestem chora. I tak nie jestem efektywna w 100%

Beata Anna Lewandowska
Gość

Post trafiony w sedno!

Elżbieta Bień
Gość

Bardzo dobrze napisane. Pamiętam swoją rozmowę o pracę i pytanie „czy planuje Pani dziecko w najbliższym czasie ” po prostu zwalilo mnie z nóg.

Karolina Zieleźnik
Gość

Zawsze staralam sie tak poukladac opieke nad choryn dzieckiem zeby nie brac zwolnienia ale otworzylam oczy i nie kombinuje, moj szef ma 3 dzieci i tez czasem z powodu ich choroby nie ma go w pracy!

Małgorzata Krupa-Kurz
Gość

Ani ja ani mąż. Na szczęście mam to szczęście,że mam teściową,do której mogę w każdej chwili wywieźć dzieci.

Sylwia Szymcio
Gość

Super post ! trafiony !właśnie jestem na L4 z chorym synkiem i myślę ze w życiu trzeba umieć dokonać wyboru …są sprawy ważne i ważniejsze a wg mnie najważniejszym jest zdrowie dziecka nie ważne jaka się ma prace! potem niedoleczone dziecko szybko do przedszkola bo trzeba wracać do pracy bo co powie szef itp i itd i zaraża kolejne dzieci…wkurzające to jest ale takie sa niestety realia bo nie każdy może pozwolić sobie na l4 z dzieckiem , babcia tez nie zawsze może sie zajac i kolo sie zamyka ale ja uważam ze zdrowie jest najważniejsze zwłaszcza własnego dziecka! Pozdrawiam… Czytaj więcej »

Anonimowo
Gość

Powiedz to mojej dyrektorce, mój syn jest chory chyba 10 raz od września

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ewa znam ten stan aż za dobrze. U nas też 2 tygodnie choroby, 2 tygodnie w pracy. Jak nie jedno dziecko to drugie. Nie jest łatwo :(

Anonimowo
Gość

U nas 50% dzieci akurat choruje – pozostała dwójka jakoś się trzyma. Na szczęście jestem na urlopie wychowawczym (i będę chyba jeszcze przez 3 lata – mieszkamy w Czechach), więc niby nie dotyczy mnie temat, ale wiem jakie to trudne… Z drugiej strony mąż zatrudnia ponad dwadzieścia osób i zdarza się, że pracownicy biorą zwolnienia na dziecie – niektórzy u siebie w rodzinie tak się umawiają, że się zmieniają – raz mama bierze zwolnienie, raz tata.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Zdrówka dla was!

Silna
Gość
Silna

Zostałam zwolniona z pracy przez szefa kobietę za to ze się ośmieliłam iść na 2 tygodnie na l4 na dziecko bo wylądowało w szpitalu ! Dziecko żłobkowe często łapie choroby zawsze tak kombinowałam ze albo niania albo dziadkowie. Ale jak dziecko trafiło do szpitala to wyjścia nie było musiałam z nim być w tym szpitalu. Wróciłam po 2 tygodniach do pracy jakby nigdy nic a po kilku dniach wręczona mi wypowiedzenie. Zespół składał się z samych kobiet szefowa kobieta ale samotna bezdzietna 40, a pracownice nakręcały zła atmosferę bo jak śmiałam iść na l4 mogłam wziąć urlop… ale zawsze dobro… Czytaj więcej »

Laura
Gość
Laura

Mnie zwolnini mlodsza córka wczesniak nie było nikogo do pomocy jak chciałam wrócić poszła do zlobka i po 2 dniach się rochorowala zapalenia oskrzeli przez 2 lata chyba 3 razy raz zapalenie pluc szpital i ogólnie ciągle jakieś infekjce wiec poprostu zlikwidowali moje stanowisko pracy… I adieu. Kredyt… Nie placony od roku komornik bo ponad rok juz siedzę na bezrobociu… Z przerazeniem szukając pracy żeby móc w niej normlanie pracować modle sie żeby mi tak nie chorowały

Podróże 11 marca 2016

Mamo pali się! – czyli oświetlony pałac w Wilanowie

Właściwie nie dziwię się, że król Jan III Sobieski upodobał sobie pałac w Wilanowie i przebywał tam chętniej niż w Zamku. Ja na jego miejscu też bym postawiła na siedzibę, którą otacza duży, piękny ogród. Co tam przy nim jakiś brukowany dziedziniec zamkowy.

Okolice wilanowskiego pałacu nawet dziś trudno określić inaczej niż jako słabo zaludnione. Nie żeby było tam całkowite pustkowie, nawet bloki są, ale wszystko to w pewnym oddaleniu od pałacu. Dla porównania warszawska Starówka jest tak gęsto usiana kamienicami, że nawet miejsca na trawniki nie ma.

Dziś Wilanów leży w granicach Warszawy, wiejskiego pochodzenia wyparł się już dawno. W zasadzie można powiedzieć, że zmieniło się wszystko poza pałacem w Wilanowie i sąsiadującym z nim kościołem. No jeszcze poczta wygląda dość staro. Ale myliłby się ten, kto by przypuszczał, że Wilanów to tylko nudne muzeum, gdzie lepiej nie zabierać dzieci. Tak na marginesie, dzieciaki lubią takie miejsca. Do dziś mam w oczach zachwyt Duśki na widok komnat Zamku Królewskiego w Warszawie.

Podobny błysk w jej oczach wywołały iluminacje świetlne wyświetlane na fasadzie wilanowskiego pałacu. Wiem, że to zabrzmi do bólu głupio, ale tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Jeśli macie blisko do Warszawy i trochę czasu, to jutro ostatnia okazja. Mappingi są wyświetlane tylko w soboty.

Nawet nie będę próbowała Wam tego opisywać, zerknijcie na film:

A teraz spróbujcie sobie to wyobrazić na żywo… Absolutnie wszystko co tam widać zostało wyczarowane światłem. Tak, ogień i  te spadające kawałki pałacu też ;) I nie, nie jest to jedyny mapping jaki można zobaczyć, my załapaliśmy się jeszcze na Bajkę o królewskiej wydrze. Mamooo, tam są myszy!!! Nie myszy? Szczury? Naprawdę?! 

IMG_7116

 

Ale to nie koniec atrakcji. Po obejrzeniu mappingu (jak ktoś wie skąd ta nazwa i co oznacza, to niech mnie oświeci) zwiedzający zapraszani są do Ogrodu Wyobraźni na przepiękny pokaz świateł do muzyki Arama Chaczaturiana, Piotra Czajkowskiego i Edwarda Griega. Tu na odmianę wszystkie dzieci stały z szeroko otwartymi buziami. Dla rodziców to bezcenne chwile ;)

A na koniec Magiczny Ogród Króla…  Mamoooo najpierw do ślimaka, a teraz do biedronki! Mamo to nie osa, to pszczoła przyleciała do tych kwiatów! Kwiatów… Te kwiaty miały po dwa metry jak nie więcej… Mamo wejdźmy do jednego, zobacz tu można! I do karety musimy pójść i jeszcze pod fontannę. Mamooo, ale jak do karety to do koni też!

IMG_7149

IMG_7164

Tak na marginesie, żeby mi ktoś nieścisłości nie zarzucił: fontanna i kareta z końmi znajdują się na Złotym Dziedzińcu

IMG_7134

Powiem Wam, że gdyby nie pogoda, w gruncie rzeczy słabo sprzyjająca długiemu przebywaniu na powietrzu, byłabym gotowa zostać całą noc i cieszyć oczy tymi niezwykłymi cudami wyczarowanymi światłem. Niestety wystawa trwa tylko do 13 marca :(

IMG_7148

IMG_7163

Jeśli w tym momencie pomyśleliście: wszystko pięknie tylko do Warszawy daleko to mam dla Was dobrą wiadomość: tego typu pokazy organizowane są w całej Polsce. Trzeba tylko śledzić lokalne ogłoszenia, czytać plakaty, słuchać co mówi dziecko po powrocie z przedszkola lub szkoły…

IMG_7163

IMG_7106

IMG_7104

zdjęcia: Mirella

 

3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Basia
Gość
Basia

Pięknie!

Milena Kamińska
Gość

Byłam warto

agnieszka doliwa
Gość
agnieszka doliwa

mam dziecko w przedszkolu…i to jest koszmar, bo częściej jest w domu niż w przedszkolu..jak poradzic sobie w sytuacji, gdy trzeba brac zwolnienia co miesiąc???..co zobić, gdy po chorobie dziecko wraca do przedszkola a po tygodniu słysze kaszel..katar…szklane oczy…jestem na skraju załamania nerwowego…dlaczego funkcja szefa zmiania ludzi w bezduszne potwory, dlaczego matka w tym pańswie boi sie iśc na zwolnienie ..im więcej o tym myslę, tym gorzej…żyje w ciągłym stresie napędzanym chorobami synka..

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close