Ciąża 1 sierpnia 2016

Karmienie piersią. Znany ląd, odkrywany na nowo z każdym dzieckiem

Mój najmłodszy – trzeci z kolei maluch, skończył właśnie sześć miesięcy. Cały czas karmię go wyłącznie piersią. W zasadzie powinnam już zacząć mu wprowadzać jakieś dodatkowe posiłki, ale wcale mi do tego nie spieszno.

Koniec wyłącznego karmienia piersią, to dla mnie wyjątkowy moment, kiedy maluch przestaje być na przysłowiowym „maminym cycku”. Każdy może go wtedy nakarmić, przestaje być takim małym słodkim cycoholikiem ;) To taki swoisty krok w „dorastanie”, który odciągam, jak mogę najdłużej, bo uwielbiam te nasze wspólne chwile, kiedy patrzymy sobie głęboko w oczy. Kiedy wtulony we mnie otrzymuje to, co mogę mu dać najcenniejszego. Naturalny, zdrowy, specjalnie dla niego przygotowany pokarm…

Pewne doświadczenie już w tym zakresie mam. W końcu kolejny raz karmię malucha piersią. Pomyślicie sobie pewnie, że za trzecim razem już wszystko wiadomo, więc pewnie żadnych problemów nie miałam.

I tak i nie:

Tak, bo wiem już jak przystawić dziecko do piersi.
Tak, bo wiem czego się spodziewać.
Tak, bo nie stresuję się tym.
Tak, bo jestem spokojniejsza i bardziej zrelaksowana.
Tak, bo wierzę w swój instynkt.
Tak, bo nie przejmuję się ciociami dobra rada (większość z nich ma mniej dzieci niż ja, więc łatwo je zbyć ;))

Nie, bo wiem co mnie czeka (ból, ale o tym za chwilę).
Nie, bo każde dziecko jest inne.
Nie, bo nie wszystko można zaplanować.

Doświadczenie z wcześniejszych ciąż i karmienia pomaga, ale czasem też przeszkadza. Mam niezwykle wrażliwe piersi i dlatego mimo tego, że to nie pierwszy raz, i w  tym przypadku przez ponad półtora miesiąca czułam ból za każdym razem, gdy Oskar zasysał pierś, aż podskakiwałam odruchowo, to było niezależne ode mnie.

Jestem raczej odporna na ból, w końcu urodziłam troje dzieci naturalnie bez znieczulenia. Mimo to, moment kiedy maluch łapał za pierś zawsze był na początku dużym problemem.

Oczywiście jakoś sobie z tym poradziłam w każdym przypadku i dzięki temu starszaki karmiłam około półtora roku, zarówno Adiego jak i Niśkę. W obu przypadkach mimo trudnych początków ten okres był dla mnie okresem bardzo wyjątkowym, czasem tylko dla nas -mnie i maleństwa.

Nie wiem, ile będę mogła tym razem karmić synka. W końcu nie tylko ode mnie to zależy, ale też, a może i przede wszystkim od niego oraz od różnych okoliczności, na które często nie mamy wpływu. Mam jednak zamiar cieszyć się tym jak najdłużej. Bo nic, nigdy nie zastąpi nam tej niesamowitej bliskości…

Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Milena Kamińska
4 lat temu

Oj tak piękny to był czas kiedy karmiłam syna 1.5 roku choć poczatki były koszmarnie trudne a corke niestety tylko 6 miesięcy a było o wiele łatwiej niż za pierwszym razem, ale to niestety z mojej winy zanikl pokarm nie mogłam sobie tego wybaczyć

W roli mamy - wrolimamy.pl

Ważne, że choć te 6 miesięcy się udało, dla córki to bezcenne ?

W roli mamy - wrolimamy.pl

Co do koszmarny początków z synem, miałam podobnie z Adim, pogryzione brodawki, potworny ból, krew, brak pokarmu, wiszenie na piersi po godzinie i więcej nieraz… Dopiero gdy zaprosilam doradcę laktacyjnego na prywatną wizytę domową, zobaczyła wszystko, doradzil co pozmieniać w kwestii karmien, dodała otuchy i udało się ustabilizowac sytuację ?

Martyna Gajowska
4 lat temu

Syna karmiłam tylko (albo aż) pół roku, niestety z mojej winy odrzucił pierś. Teraz córkę karmię prawie pół roku i tu zapowiada się długie karmienie z czego ogromnie się cieszę. Początki nie są łatwe.

Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
4 lat temu

Trzymam kciuki, aby tym razem też karmienie piersią trwało podobnie jak u starszych dzieci. Faktycznie ból początkowy przy przystawianiu jest dość mocny i może przeszkadzać. Ale te aspekty na tak przy kolejnym dziecku są bardzo ważne. Przy starszym synku pierwszy miesiąc był walką o poprawne przystawianie, z córką byłam dużo spokojniejsza i dużo szybciej korygowałam złe chwytanie. :) przez to teraz mając dwa miesiące jest małą pyzunią bo uwielbia mleko:) POzdrawiam i powodzenia!

W przedszkolu 31 lipca 2016

Spotkałam tabletowych rodziców. Powiedzcie, że to nie Wy!

Wróciłam z pięknego urlopu – było wszystko to, czego potrzebowałam, by wypocząć: brak pośpiechu, dużo słońca, ciepłe morze, bajeczne widoki, wieczorne rozmowy i… szczęśliwe dziecko. Uśmiechnięte, aktywne, rozgadane, zadowolone, jak większość innych dzieci wokół, które fantastycznie się razem bawiły. Były też wyjątki…

Wyjątki to dzieci, które nie rozstawały się z tabletami. Czy to na plaży, czy przy basenie, podczas wieczornych dziecięcych zabaw siedziały same, ciche, bez ruchu, wpatrzone w kolorowy świat na ekranie. Te dzieci nic w zasadzie od dorosłych nie chciały – nie trzeba było się z nimi bawić, odpowiadać na pytania, pokazywać im, coś, co w sumie wcale nie jest aż tak ważne. Te dzieci nie przeszkadzały nikomu.

Rodzice dzieci, o których piszę, mogli spokojnie rozmawiać, czytać, jeść, obsługiwać smartfona. Nie martwili się, czy ich maluch nie jest czasem za długo w wodzie – bo go tam wcale nie ciągnęło. Nie denerwowali się, że zniknął im na dłużej z oczu, biegając z kolegami – bo nie miał kolegów. Nie musieli opowiadać mu o zabytkach, zwyczajach, krajobrazach – bo nie rozglądał się i nie był zainteresowany tym, co wokół. Czasem tylko byli zmuszeni wykonać kilka niezbędnych poleceń: daj/ podaj tablet lub odpowiedzieć na pytanie: gdzie tablet?

Nie jestem radykalną przeciwniczką urządzeń ekranowych — nie raz sama błogosławiłam w myślach ten cudowny wynalazek, który pomagał w poczekalni u lekarza lub w czasie długiej podróży. Ale kategorycznie mówię NIE, w sytuacjach, gdy są rówieśnicy, jest rozmowa, zabawa, gry, gdy wokół jest ciekawa rzeczywistość.

Mój syn nie jest homo tabletis. Będąc na wakacjach, potrenował pływanie, bo wspólnie dużo bawiliśmy się w wodzie. Podszkolił swój angielski, bo używał go w nawiązywaniu nowych znajomości. Nabrał większej odwagi i stał się bardziej samodzielny, bo radził sobie z nowymi sytuacjami. Poszerzył wiadomości, bo zwiedzał nowe ciekawe miejsca i słuchał o nich z zainteresowaniem. Otworzył się na nowości, bo poznawał nowe egzotyczne kulinarne smaki. I wreszcie poznał wspaniałych rówieśników, z którymi zabawa mogłaby nie mieć końca, a żegnając się z nimi, zakręciła mu się łezka w oku. Moje dziecko z wakacji wróciło z większym bagażem, niż pojechało – pełnym doświadczeń, przeżyć, emocji i przyjaźni. Mam nadzieję, że Twoje też!

tabletowe-dzieci-1

DSC_5237

DSC_5297

Zdjęcia: Basia

Subscribe
Powiadom o
guest
25 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Rogóż
4 lat temu

Porażka. Nasza córka dopiero od grudnia ma tablet (7latka) i tylko dlatego, że w szkole na informatyce (1kl) nie umiała włączyć komputera nawet,nie mówiąc o innych rzeczach. Umie się z nim rozstać i zdecydowanie woli przebywać na dworze ;-)
Ale.. Pamiętam kilka lat temu szok mojej mamy gdy znajoma mówiła jej, że jej syn 2letni ma karę na komputer :|

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Anna Rogóż

Dwulatek i szlaban na komputer… aż mi odjęło mowę.

Natalia Jaskułowska

Wczoraj jechalismy pociągiem .. kurcze byłam w szoku wszyscy telefony, tablety, laptopy .. gdzie te czasy „o patrz sarny, o patrz zajac” .. jestem w szoku ..

W roli mamy - wrolimamy.pl

My podczas podróży dużych i małych lubimy grać w zabawę „Krowa za 10”, którą znamy z książki Kasdepke – wypatruje się zwierzęta i za każde dostaje się odpowiednią liczbę punktów :)

Natalia Jaskułowska

No moj syn jeszcze za maly ale mam czas zapoznac sie z ta gra :-)

W roli mamy - wrolimamy.pl

:)
Polecam :)
Mój ją uwielbia, nawet jak jedziemy 10 min autobusem to wypatrujemy wszelkie psy, koty i wróble (te ostatnie najmniej punktowane)

Justyna Piguła
4 lat temu

Nie to nie my bo mój syn jak wszedl do zimnego baltyku to nie chcial wyjsc :)

W roli mamy - wrolimamy.pl

:*

Małgorzata Krupa-Kurz

Ja też!!! Moje dzieci nawet tego nie mają na co dzień i póki co nie widzę potrzeby,żeby to zmieniać.

Małgorzata Krupa-Kurz

Poza tym nie muszą mieć tego by nikomu nie przeszkadzać.

W roli mamy - wrolimamy.pl

Małgorzata, mam ogromną nadzieję, że takich rodzice, jak Ty jest jednak większość, a nie jest to wymierający gatunek ;)

Małgorzata Krupa-Kurz

Chyba jest ich co raz mniej,niestety… Ostatnio koleżanki w pracy oburzyły się, że mój 7,5latek nie ma komórki. No jak to?! No tak to! Ja się pytam po co? Przyjdzie i na niego czas,ale jeszcze nie teraz.

Barbara Heppa-Chudy
4 lat temu

Mój siedmiolatek nie ma komórki i nie zamierzam póki co, tego zmieniać.

Milena Kamińska
4 lat temu

Ja obecnie jestem nad morzem z dziećmi i niestety dzieci z tabletami na plaży to często spotykany widok, my stawiamy na aktywny wypoczynek na plaży:skoki przez fale, budowle z piasku, kapiele, piłka, zbieranie muszli i bursztynow

W roli mamy - wrolimamy.pl

A próbowaliście na plaży malować farbami kamienie? Też fajne :)

Barbara Konieczny
4 lat temu

Ja byłam wczoraj z córkami na placu zabaw i przyszła kobieta z trójka dzieci i każde z nich z twarzą w telefonie….przerażające :(

Lidia Rosiak-Marczewska

Nie, to nie my. Nawet jakbym chciała to nie my. Telefonów nie dajemy, tablet jest do pracy, TV ja nie interesuje wcale.

Aneta Błąd
4 lat temu

Mój 4 latek nie ma jeszcze pojęcia co można zrobić z tabletem ale ja już teraz wprowadzam zasady w domu: przy posiłkach, na placach zabaw, odczas zabaw z dzieckiem w domu i na wycieczkach – smartfony i tablety są TABU! Obowiązuje narazie mnie i męża ale w przyszłości młodego też dosięgnie ;-)

Liwia Nawrocka
4 lat temu

Przy jedzeniu czy w restauracji tablety czy telefony oj nie nie. Zakaz I wiedza I nawet nie protestuja moje dzieci. A na wyjazd czy cokolwiem bron boze! W piatek jedziemy na weekend nad morze I cora 7lat poprosila o ksiazki

Milena Kamińska
4 lat temu

My wypatrujemy zawsze zwierzęta fajna zabawa. A najlepiej podobało mi się w tegorocznej podróży jak córka zobaczyła mewy gdy dojezdzalismy do kwatery nad morzem : mamo mamo !!!!!!!zobacz ile bocianów,!!!!!!!!

Paulina Kolendo
4 lat temu

Na wakacje jedzie sie odpocząć, teraz co drugie dziecko ma tabaleta lub telefon.

Swiatwedlugmoichdzieci.blogspot.com/

A pewna reklama jeszcze to promuje :-/

Dorota Diana
4 lat temu

Tragiczny nawyk… taki ala autyzm wyuczony!

Ag Rodzanica Ur
4 lat temu

Nie mamy córce 4 lata pozwalam dwa razy w tygodniu po pół godziny na gry lego na komputerze. W poczekalni u lekarza pozwalam jej pograć na moim telefonie

Andrzej Heppa
4 lat temu

Piękne czasy,gdy dzieci czekały na 10 minutowa dobranockę przed Dziennikiem w TVP a potem sie kładły spać.

Emocje 29 lipca 2016

Fenomen muminków – dlaczego wszyscy je kochamy?

Tove Jansson pochodziła z artystycznej rodziny. Jej ojciec był rzeźbiarzem, matka graficzką, odpowiedzialną za stworzenie serii fińskich znaczków pocztowych, a bracia zajmowali się rysowaniem komiksów. Już jako mała dziewczynka wiedziała, czym chce się zajmować w przyszłości – w wieku 14 lat napisała i ozdobiła swoją pierwszą książkę, potem studiowała malarstwo na uczelniach w Helsinkach, Sztokholmie i Paryżu. Nic nie zapowiadało jednak prawdziwego trzęsienia ziemi, jakie w światowej kulturze wywołały stworzone przez nią postacie.

Na przygodach małych trolli, zamieszkujących bliżej nieokreśloną fińską dolinę, wychowały się całe pokolenia. Dziś Muminki to nie tylko bajka. Ich fenomen ogarnął cały świat, a sympatyczne stworki zaczęły kojarzyć się z ideami, wyznawanymi przez pisarkę, która tchnęła w nie życie.

Dolina Muminków

Fińska artystka większość życia spędziła w domu położonym na wyspie Klovharu w Zatoce Fińskiej. To właśnie ta oddalona od świata, malownicza wysepka, stała się pierwowzorem idyllicznej Doliny Muminków, w której rozgrywa się akcja 9 książek i 22 komiksów napisanych przez Tove Jansson. Pisarce serię pomagała współtworzyć jej życiowa partnerka – Tuulikki Pietila, odpowiedzialna za powstanie części ilustracji do książki oraz jej brat Lars, który sam stworzył kolejne 52 komiksy serii. Środowisko, w którym wychowała się Tove i wypełniająca wyspę atmosfera odosobnienia, miały wpływ na ideologiczny wydźwięk Muminków. Małe, przyjazne trolle są otwarte na obcych i tolerancyjne – nawet przerażający Buka jest w dolinie Muminków witany ciepło i serdecznie, co w końcu doprowadza do jego metamorfozy. Świat przypominających hipopotamy stworków nie jest wolny od tragedii i katastrof, ale każda z nich, dzięki wspólnemu wysiłkowi i wzajemnemu zrozumieniu, kończy się zwycięstwem dobra i miłości. Magiczna dolina jest prawdziwą enklawą, w której każdy strudzony wędrowiec może odzyskać spokój i harmonię ducha.

Muminki na świecie

Pierwsze części serii ukazały się w 1945 roku i początkowo nie spotkały się z zainteresowaniem czytelników. Na międzynarodowy sukces trzeba było poczekać. Po dwóch latach, kiedy to na łamach szwedzko-fińskiej gazety zaczęły ukazywać się kolejne przygody mieszkańców magicznej doliny, fascynacja przygodami sympatycznych trolli przerosła jednak wszelkie oczekiwania autorki. Książki i komiksy zostały przetłumaczone na ponad 30 języków świata. W kilkunastu krajach (w tym Polsce) stworzono słuchowiska, seriale telewizyjne, animacje i sztuki teatralne oparte na serii fińskich książek i komiksów. Pomimo upływu lat, przygody Muminków nie tracą swojej aktualności i olbrzymiej popularności. Trolle przyglądają się z ekranów kin i telewizorów kolejnym pokoleniom, a dorośli chętnie utożsamiają się z prezentowanym przez nie światopoglądem.

Muminkowe gadżety

Muminki już dawno opuściły stronice książek i komiksów i na dobre zadomowiły się w naszym świecie. Wizerunki trolli otaczają nas ze wszystkich stron – ozdabiają t-shirty, torby na zakupy i bluzy. Wiele sklepów internetowych, np. takich jak Stimago, oferuje gotowe projekty, prezentujące mieszkańców i gości Doliny Muminków. Szczególnym powodzeniem cieszy się Mała Mi – złośliwa dziewczynka z charakterystycznym rudym kokiem na głowie, która zawsze osiąga to, czego chce. Jej podobizna, połączona z zabawnym tekstem, to naprawdę wspaniały pomysł na prezent dla każdej pewnej siebie kobiety. Idealnym wzorem dla marzyciela i miłośnika podróży będzie Włóczykij. Coś znajdzie się również dla fanów odpoczynku przy domowym kominku – każdy Muminek jest przecież w głębi duszy wiecznie uśmiechniętym domatorem.

Tekst napisany we współpracy ze sklepem stimago.pl
stimago.pl – sprawdź platformę dającą możliwość zaprojektowania koszulki z własnym nadrukiem, za pomocą prostego w obsłudze kreatora lub założenie własnego sklepu internetowego z koszulkami.

Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Milena Kamińska
4 lat temu

Oglądałam ale mimo wszystko ulubioną bajką byly smerfy i gumisie

Sylwia Kozakiewicz
4 lat temu

To byla moja ukochana bajka z dziecinstwa

Marysia Fritzsche
4 lat temu

wole ksiazki :P

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close