Dom 17 lutego 2016

Kochasz kwiaty doniczkowe? Uważaj na te, które mogą zaszkodzić dziecku!

Kwiaty w domu są jego niewątpliwą ozdobą. Ja uwielbiam różnorodność na parapetach w moim mieszkaniu i z wielką radością i dumą przyglądam się wzrostowi moich kwiatów. Przy podobnej pasji i wszędobylskich dzieciach, które często z ciekawości mogą nawet zjeść kawałek rośliny pamiętajcie, że są kwiaty zagrażające zdrowiu dzieci i zwierząt domowych. W zależności od gatunku, zaszkodzić mogą różne części roślin, nie tylko przy spożyciu ale nawet nieuważnym dotknięciu.

Niżej wymienione gatunki trzymajcie poza zasięgiem ciekawskich rączek, a jeśli nie macie takiej możliwości oddajcie je na przechowanie w dobre ręce.

  • kroton – ta piękna roślina zachwyca wielobarwnymi, okazałymi liśćmi które po spożyciu wywołują nudności i biegunkę 

kro2

 

  • difenbachia – jej sok zawiera strychninę, powoduje podrażnienie i obrzęk gardła, ślinotok, trudności w oddychaniu, podrażnienie żołądka 

d3

  • kliwia – w całości jest trująca, szczególnie nasady liści i łodyga. Objawami zatrucia są: ślinotok, wymioty i biegunka, większe dawki mogą spowodować zapaść i śmierć 

kli2

 

  • fikus sprężysty – ma trujący sok, powodujący nudności, wymioty, biegunkę, bóle brzucha, gorączkę, zawroty głowy, obrzęki jamy ustnej, gardła, krtani, podrażnienia skóry i oczu, wysypkę, pęcherze oraz zaburzenia pracy serca, trudności w oddychaniu, a w skrajnych przypadkach halucynacje, konwulsje, drgawki, paraliż, śpiączkę i śmierć

f2

  • skrzydłokwiat – każda jego część jest trująca, po zjedzeniu wywołuje uczucie silnego pieczenia, podrażnienie języka i warg, wzmożone wydzielanie śliny, trudności w połykaniu, wymioty

s2

  • anturium – zawiera niebezpieczny sok, który podrażnia błony śluzowe, wywołuje zapalenie skóry, wymioty, biegunkę

a2

  • oleander – niebezpieczna jest cała roślina, przy zatruciu doustnym może dojść do bólów głowy, nudności, wymiotów i biegunki, wystąpienia drgawek oraz narastającego osłabienia serca.

o2

  • filodendron – w razie spożycia powoduje silny ból i pieczenie jamy ustnej, ślinotok, obrzęk błon śluzowych, bóle brzucha, wymioty i niekiedy biegunkę. Rośliny są śmiertelnie trujące dla kotów, w razie spożycia oprócz podrażnienia błon śluzowych dochodzi do zaburzenia funkcjonowania nerek.

fid2

  • wilczomlecz piękny (gwiazda betlejemska) – po spożyciu wywołuje gwałtowną biegunkę i podrażnienie nerek, kontakt ze skórą powoduje podrażnienia

p2

  • amarylis – niebezpieczne są cebulki, ich spożycie wywołuje podrażnienie żołądka, wymioty oraz biegunkę

am2

  • narcyz – kontakt z sokiem może prowadzić do zapalenia skóry. W przypadku zjedzenia cebulki występują wymioty, nudności, zawroty głowy i biegunka

n2

  • konwalia – cała roślina jest silnie trująca, może być przyczyną ciężkiego zatrucia (nawet ze śmiertelnym skutkiem) u ludzi i zwierząt

ko2

  • cyklamen (fiołek alpejski)- niebezpieczne substancje występują w całej roślinie, ale szczególnie zagrażają zdrowiu jej bulwy. Po spożyciu małej ilości występują nudności, wymioty, bóle żołądka i biegunka; przy większych – bardzo poważne objawy żołądkowo-jelitowe, zawroty głowy, silne pocenie się, drgawki, porażenia.

cy2

  • kalia (cantedeskia) – cała roślina jest trująca zarówno dla ludzi jak i zwierząt.

c1

 

Mimo tak imponującej listy, nie jestem wstanie wypisać wszystkich, potencjalnie groźnych dla dzieci i zwierząt roślin doniczkowych. Więcej informacji, zdjęć roślin oraz schematu udzielania pomocy w przypadku zatrucia, możecie znaleźć na stronie Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

 

6
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
W roli mamy - wrolimamy.plKrystyna TomaszekAnna PasiekaPaulina KrupaKrysia Paluch Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Krysia Paluch
Gość

Moj ulubiony kroton rowniez na liscie…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

niestety, można się zdziwić, moje ukochane kalie, których mam aż 4 rodzaje też groźne :/

Paulina Krupa
Gość

Oj tam prawie każda roślina jest trująca. Nikt nie je bulwy kwiatów.nie popadajmy w paranoję :-)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

w paranoję nie, ale dobrze jest mieć świadomość zagrożeń :)

Anna Pasieka
Gość

Ja nie mam żadnych kwiatów w domu i święty spokój :p

Krystyna Tomaszek
Gość

Pienkne

Kulinaria 16 lutego 2016

Masz dość nadmuchanych bułek? Wypróbuj nasz przepis na bułeczki ciabatta

Masz ochotę upiec jakieś bułeczki, ale nic nie rozumiesz z przepisu? Na zdjęciach wszystko wygląda ładnie, ale w praktyce daleko im ideału? Jak zrobić dobry rozczyn? Koniecznie zobacz nasz świeżutki przepis na bułeczki ciabatta.

Przepis na bułeczki ciabatta chodził już za mną od dłuższego czasu. Lubię kiedy w moim domu pachnie chlebem lub ciastem, bardziej niż środkami czystości. Coraz częściej odchodzę od kupowania chleba – odstraszają mnie gotowe mieszanki sprowadzane z Chin, które wystarczy zalać wodą i wstawić do piekarnika. Niestety to już norma w większości dużych piekarni. Coraz trudniej znaleźć dobre pieczywo.

W związku z tym warto zrobić swój chleb, bułki i dziś zachęcam Was do wykorzystania mojego przepisu na bułeczki ciabatta.

Zacznijmy od rozczynu

Składniki:

  • 50 g  świeżych drożdży (połowa popularnego żółtego opakowania – wiecie, który mam na myśli?)
  • 1,5 szklanki ciepłej wody (czyli w sumie ok. 300 ml)
  • 2 niepełne szklanki mąki – jeśli masz wagę to ok. 300 g mąki pszennej (np. typ 650, 700)

Przygotowanie rozczynu:

  1. Drożdże rozpuszczam w letniej wodzie (ok 37°C) – mieszam dokładnie widelcem
  2. Dodaję mąkę. Całość dokładnie mieszam i pozostawiam do wyrośnięcia na 3-4 godziny pod kuchenną ściereczką w temperaturze pokojowej z dala od ciekawskich dzieci.

Czas na pozostałe składniki na bułeczki ciabatta

Składniki:

  • 2 niepełne szklanki mąki – jeśli masz wagę to ok. 300 g mąki pszennej (np. typ 650, 700)
  • 50 ml oliwy z oliwek (10 łyżeczek)
  • 1,5 łyżeczki soli morskiej (10g)
  • ewentualnie garść posiekanych oliwek bez pestek, suszonych pomidorów
  • np. zioła prowansalskie

Przygotowanie:

  1. Do rozczynu dodaję wszystkie składniki – także oliwki, zioła prowansalskie (kto co lubi w pieczywie) i zagniatam. Ciasto będzie luźne i elastyczne.
  2. Wykładam ciasto na stolnicę podsypaną mąką i wałkuję na podłużny placek o grubości ok 3-4 cm.
  3. Następnie smaruję go oliwą z oliwek za pomocą silikonowego pędzelka.
  4. Składam ciasto na trzy razy (jak kartkę) i pozostawiam do wyrośnięcia, aż podwoi swoją grubość.IMG_1707
  5. Ponownie wałkuję ciasto na grubość ok 4 cm i kroję na około 15 -20 kawałków.
  6. Wykładam je na natłuszczoną blachę i ponownie zostawiam do wyrośnięcia, aż podwoją swoją objętość
  7. Na koniec wkładam do nagrzanego piekarnika (250C), spryskuję spód piekarnika wodą i zamykam drzwiczki, a temperaturę zmniejszam do 210C.
  8. Bułeczki ciabatta piekę ok 15-20 minut, aż pięknie się zrumienią.
  9. Po upieczeniu wyjmuję i pozostawiam do wystudzenia.

Najlepiej smakują lekko ciepłe z masełkiem, pyszną wędliną i świeżym listkiem sałaty. A ten zapach unoszący się w domu zachęca nie tylko domowników do stołu, ale i sąsiedzi pukają zwabieni zapachem ciepłego pieczywa.

Jeśli spodobał ci się ten przepis to daj mu lajka i poleć innym, będzie mi bardzo miło.

Zobacz także:

Moje wypieki – Chleb zmieniający życie

Chleb pszenny z żurawiną

Domowy chleb w 3 i pół minuty

Zdjęcia: Rachela

7
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Żaneta Witczak
Gość

Sama piekę .

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Piękne ;)

Żaneta Witczak
Gość

Stale coś kombinuję:)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

To ja jeszcze proszę o przepis :)

Sylwia Wojtyś
Gość

Ja kupuję chleb w pacanowskiej piekarni. Potrafi leżeć tydzień i jest dobry. Wysycha powoli ale nie pleśnieje. To dla mnie jest wyznacznikiem dobrego Pieczywa. A jak pachnie…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

zazdroszczę takiej piekarni :) Pewnie kolejki się ustawiają :)

Sylwia Wojtyś
Gość
Dom 15 lutego 2016

Twoje dziecko to nie mój gość!

Karolinę – panią fotograf o niesamowitej wrażliwości i artystycznym spojrzeniu na rzeczywistość – poznałam kilka miesięcy temu. Nasze drogi zawodowe przez moment wiodły w tym samym kierunku. Oprócz spraw związanych z pracą omawiałyśmy inne sfery życia, tak zupełnie po kobiecemu. Mimo, że różni nas tak wiele mówiłyśmy jednym językiem. Dziś Karolina chciałaby zabrać głos.

Postanowiłam dłużej nie czekać i skorzystać z tej uprzejmości, by móc w końcu przemówić w imieniu bezdzietnych. Tak, nie mam dzieci i w najbliższym czasie nic nie wskazuje na to bym chciała to zmienić. I nie to, że ich nie lubię, taką drogę wybrałam i tyle. Tu zupełnie nie o mnie idzie. Chodzi o Was drogie mamy. O Was i Wasze dzieci. Rozumiem wiele, uważam się za empatyczną osobę, ale na litość boską trochę się opamiętajcie! Te wszystkie Wasze apele o to by cały świat skupiał się na Waszych dzieciach są drażniące. Jeśli nie wiecie o co chodzi to przytoczę kilka głośnych spraw – zmiana pieluszki w najmniej stosownych miejscach (restauracja, autobus!), oburzenie na pomysł restauracji tylko dla dorosłych… Oliwy do ognia dolewają jednak moje znajome. Jakim to trzeba być ….., żeby zwracać mi uwagę, że w MOIM WŁASNYM DOMU jest niebezpiecznie. Kiedy jej dziecko nabiło sobie guza o niską szafkę zwróciła mi uwagę żebym to JA uważała, bo młody zrobi sobie krzywdę i że POWINNAM trochę lepiej zorganizować przestrzeń. Już nie jesteśmy koleżankami, niestety musiała dość szybko opuścić moje mieszkanie.
– Cześć, jesteś w domu? Jestem niedaleko, wpadnę na kawę – usłyszałam w słuchawce. Pięć minut później siedziała już w moim salonie. Nie uprzedziła jednak, że przyjdzie ze swoją dwuletnią córką. Czy zabieranie dzieci w gości nie wymaga zapowiedzi? A czy mi przeszkadzała? Nie, no w sumie wcale. Grzecznie wyjadła połowę Rafaello, które rychło wyrzygała na mój jasny, długowłosy dywan! Rachunek za czyszczenie wysłałam pocztą, niestety koleżanka nie odbierała ode mnie telefonów. W moim mieszkaniu nie znajdziecie zabawek, ale za to kilka drogich i delikatnych sprzętów, które chciałabym mieć szansę schować przed wizytą Waszych dzieci.
Nie miałam pojęcia, że ktoś kiedykolwiek mógłby wpaść na pomysł by na spotkanie biznesowe przyjść z dzieckiem! Bo wiesz, ona jest teraz na etapie podejmowania trudnych decyzji i nie pozwala mi wyjść z domu. Jezu, czy ona powiedziała to na serio?! Jej czteroletnie dziecko nie pozwala wyjść jej z domu… Nie muszę chyba wspominać, że podejmować decyzji na płaszczyźnie zawodowej też jej nie pozwala. Projekt goni, a my nie ustaliłyśmy nic! Myślałam, że tylko ja gromadzę wokół siebie takie osoby, ale po wymianie kilku historii z inną znajomą boję się, że macierzyństwo jest pewnego rodzaju chorobą. No bo jak inaczej określić osobę, która przyszła na rozmowę kwalifikacyjną z dzieciakiem, które cały czas obściskiwała i całowała między wypowiadaniem zdań o swoim zawodowym doświadczeniu?
Drogie mamy, jestem w stanie uwierzyć, że macierzyństwo jest czymś najważniejszym i najpiękniejszym co Was w życiu spotkało, ale pamiętajcie, że nie każdy będzie czerpał tyle radości z WASZEGO rodzicielstwa. Nie zmuszajcie nikogo do akceptowania Waszych dzieci w ich życiu, pytajcie czy komuś nie będzie przeszkadzała Wasza wspólna wizyta, zachowajcie resztki zdrowego podejścia i logicznego myślenia. Nie myślcie, że jestem zgorzkniałą, bezdzietną, starą babą. Lubię dzieci, często je fotografuję i zakochana jestem w ich delikatności, ale ich obecność w pewnych sytuacjach jest niewskazana.

Karolina

8
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewa Gołębiewska
Gość

Jako mama trójki dzieci zgadzam się zupełnie. Chociaż sama zdawałam test praktyczny na prawko ze śpiącą córką na ręce ;) Tyle że jak tylko zapisałam się na kurs to dostałam zgodę na przychodzenie z dziećmi na zajęcia teoretyczne. Mimo to nie zabrałam ich ani razu, jedynie w terminie egzaminu nie miałam z kim ich zostawić. Jeżeli umawiam się ze znajomymi ( nawet tymi którzy mają dzieci ) to zawsze uprzedzam że będę z dziewczynkami, że z wózkiem bo nie zawsze jest gdzie go zostawić a wjechać komuś do domu z toną śniegu przyklejoną do kół… Trochę nie bardzo ;) Wiadomo… Czytaj więcej »

Ewa Gołębiewska
Gość

Test teoretyczny miało być :P aż taka dobra nie jestem żeby jeździć z dzieckiem na ręce :D

Agnieszka Kołodziejczyk
Gość

Amen:)

Żaneta Witczak
Gość

Mam dziecko ale zgadzam się z nią. Osobiście nie przepadam za cudzymi dziećmi i nie życzę sobie by czekoladą mi smarowały meble czy sikały na moją kanapę. To dziecko nie jest moje wiec niech jego rodzic nim się zajmuje i nie oczekuje specjalnego traktowania. Szczytem było gdy przyszła koleżanka i kazała mojemu dziecku(tk kazała nie poprosiła)ściszyć muzykę bo jej dziecko nie lubi głośne muzyki…zaproponowałam więc spacer do parku.

Aneta Błąd
Gość

Trochę więcej zrozumienia po obu stronach i będzie dobrze :-)

Agnieszka Pawlik
Gość

Dom to nie muzeum a dziecko to nie zabawka ! Nie mam takich koleżanek które oczekują ,że przed spotkaniem z nimi zostawię dziecko w domu . Osoby które nie lubią moich dzieci nigdy nie będą moimi koleżankami.

ann
Gość
ann

ohohohoho to straszne, że tak wielu ludzi okrutnych dla Twego myślenia chodzi po tej ziemi…

Magdalena Zajega
Gość

W 100% się zgadzam z artykułem. :) Jeszcze dodam, iż uważam, że to bardzo dobrze, że istnieją restauracje tylko dla dorosłych. I to nie chodzi tylko o kobiety bezdzietne, jak ja. Czasami mąż z żoną mogą mieć ochotę wyjść sobie gdzieś na randkę bez dzieci i mogą sobie wybrać taki właśnie lokal i to tylko dlatego, że mają swoje dzieci.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close