Emocje 1 marca 2016

Nie wpędzaj dziecka w stereotypy. Etykiety są dla produktów, nie dzieci

Ostatnio buszowałam po sklepach i Internecie w poszukiwaniu prezentów dla mojej bratanicy, oraz mojej chrześnicy w wieku przedszkolnym, gdyż zbliżają się ich urodziny. Na samym początku uderzył mnie wszędobylski róż w niezliczonej liczbie odcieni. Wcale nie tak łatwo było znaleźć prezent dla dziewczynki, nie dyktowany dzisiejszą modą bladoróżowości. Ot taki jeden typowy pogląd w naszym świecie, wręcz stereotypy, że wszystko co różowe musi być do dziewczynki.

Nasunęła mi się refleksja, skąd wokół nas tyle stereotypów, którym ulegamy, nie tylko w kwestii dziecka, jego ubioru, zabawek, ale także w kwestii zawodu, jaki wykonują kobiety lub mężczyźni. Te uprzedzenia, przesądy stają się pewnymi standardami za pomocą których jesteśmy oceniani, czy postępujemy zgodnie ze swoją płcią. Jednym słowem, jesteśmy szufladkowani na każdym kroku.  

Skąd w ogóle wzięły się stereotypy?

Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba sięgnąć daleko w przeszłość, do najstarszych zapisków, czy tradycyjnych wierzeń. W wielkim skrócie miejsce kobiety jest w domu, a mężczyzny poza nim. Od kobiet oczekiwano czułości, wrażliwości na potrzeby innych oraz troski. Uważano, że są zależne od mężczyzn, uległe, bierne i uczuciowe. Od mężczyzn zaś oczekiwano pewności siebie, fachowości, wiedzy z różnych dziedzin, która miała im pomóc osiągnąć sukces w świecie zewnętrznym. Powstał obraz mężczyzny jako: męża i ojca pracującego na utrzymanie rodziny, a kobiety jako matki i żony, zadowolonej gospodyni domowej, która troszczy się o rodzinę.

Jakie są podstawy tych konwenansów?

Przede wszystkim to różnice fizyczne, intelektualne i emocjonalne. Nie od dziś wiadomo, że paniom łatwiej wczuć się w emocje drugiej osoby, są po prostu bardziej empatyczne. Zapewne wielki wpływ na takie, a nie inne postrzeganie roli kobiety i mężczyzny mają nauki płynące z Biblii – gdyż chcąc nie chcąc, chrześcijaństwo ma na nas wpływ.

Od początku poprzedniego stulecia stopniowo odrzucano pewne stereotypy, dziś ulegają one zmianom poprzez takie czynniki jak: styl życia, wyższe wykształcenie kobiet, mody na małe rodziny, jak również jednakowe możliwości zawodowe kobiet.

Ze względu na płeć przypisywane są role, które wyznaczają wzory zachowania, które są aprobowane i akceptowane przez grupę społeczną, z którą człowiek się identyfikuje. Nawet dzisiaj mamy do czynienia z przekonaniami, iż dany zawód, czy zachowanie w pewnej sytuacji nie przystoi kobiecie, czy mężczyźnie.  

Gdzie w tym wszystkim kształtowanie tożsamości dziecka?

Dziecko, chłonne wiedzy i spostrzeżeń bardzo szybko  uczy się znaczenia stereotypów związanych z płcią:

  • W pierwszym etapie poznaje, że tata i mama (mężczyzna i kobieta) inaczej się ubierają, inaczej czeszą.
  • następnie poznaje, że osoby dziewczynki nie robią tego samego co chłopcy (bawią się innymi zabawkami, grają w inne gry, uprawiają inne sporty, oglądają inne filmy itp).
  • Dziecko zauważa, że mężczyźni i kobiety mają odmienne zdolności i wykazują je w różnych osiągnięciach.
  • W ostatnim etapie dziecko poznaje, iż prestiż przypisywany pewnym właściwościom i wzorcom zachowania jest różny (praca poza domem jest lepsza od pracy domowej, bo za pierwszą dostaje się pieniądze, ale może też być odwrotnie, zwłaszcza dziś kiedy wiele osób ceni sobie zdalną pracę).

Ze swoją płcią identyfikują się już trzylatki, czterolatki są jej świadome, a pięciolatki wiedzą, że ich płeć się nie zmieni. Psychiczna akceptacja ról, praw i obowiązków pojawia się dopiero w okresie dojrzewania. Najważniejszym okresem socjalizacji są środkowe lata dzieciństwa (6-12 lat). Dla dziecka „dorośli” i „dzieci” to dwa odrębne gatunki. Dziecko gromadzi coś w rodzaju „statystyk” poprzez obserwację zachowań, sposób ubierania się osób należących do jednej lub drugiej płci, między innymi poprzez środki masowego przekazu itp. Gromadząc te dane, które dotyczą kategorii stwierdza różnice między nimi. Tożsamość płciową dziecko nabywa w głównej mierze poprzez proces porównywania się z rówieśnikami. Na podstawie swoich odczuć – co go interesuje, jak chce się zachowywać – umieszcza się  jednej lub w drugiej kategorii. I w tej  kategorii dokonuje się ich proces socjalizacji.

Nie wolno nam zapomnieć, że w procesie socjalizacji tożsamości płciowej ogromną rolę odgrywają rówieśnicy i My, rodzice dziecka. Nabycie owej tożsamości pozwala naszemu dziecku podjąć rolę ze względu na jego płeć, która jest swego rodzaju jej wyznacznikiem. Jednym zdaniem: czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci…

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Emocje 27 lutego 2016

Jesteś taka sama jak twoja matka!

Pewnie nie jeden raz słyszeliście, że wasze dzieci są do was tak bardzo podobne. I to jest miłe, pozwala się przejrzeć w lustrze czasu i pomyśleć jak się wyglądało w wieku pociech. Pewnie stare fotografie uwieczniły tę samą mimikę, kolor oczu czy kształt uszu. Fajnie jest być podobnym, to daje niesamowite poczucie szczególnej więzi.

U mnie młodszy syn ma więcej moich cech, a starszy ojca. A ja, gdy patrzę w lustro, coraz częściej widzę moje podobieństwo do mojej mamy. Nie tylko w kwestii urody, ale pewnych zachowań, które wydają się być przez kalkę odbite.

Jesteś jak twoja matka…

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego tak jest? Geny, wzorzec zachowania przekazany przez nią? Cholera wie, pewnie wszystkiego po trochu. Tak, jestem taka jak moja mama, choć totalnie różnimy się charakterami. Ona dyplomatka, a ja wręcz przeciwnie. Ba! Charakterna to ja jestem po ojcu, nie ma żadnej wątpliwości. Ojciec mi mówi – “jesteś taka jak twoja mamusia”, mama powtarza “wykapany tatuś”. Ale charakter zostawmy w spokoju, nie chcę robić sobie złej reklamy ;)

Już jakiś czas temu złapałam się na tym, że obie tak samo wywracamy oczami na znak dezaprobaty, politowania dla ludzkiej głupoty. Wywracamy jasnoniebieskimi oczami i wzdychamy tak samo. Matka i córka. Nie, nie ma między nami magicznej więzi, nigdy nie byłyśmy ze sobą przesadnie blisko, ale w lot łapiemy to, co chcemy sobie powiedzieć. Jedno spojrzenie, ten sam uśmiech kącikiem ust i obie już wiemy. Rozłożyło mnie na łopatki, gdy kiedyś obie stając w kuchni, oparłyśmy ręce na biodrach. W ten sam sposób i nie bez przyczyny. Robimy tak obie za każdym razem, gdy stajemy w obliczu sytuacji, przy której ręce nam opadają. Choć nam akurat opadają na biodra :)

Mamy to samo chmurne spojrzenie znad filiżanki kawy, kiedy coś nie gra. Milczymy obie, nie używając zbędnych słów. Nie lubimy zbyt dużo rozmawiać o tym, co nas boli, co nam dokucza. Radzimy sobie same, od zawsze, nie prosimy o pomoc. Czy to dobrze? Nie wiem, wiem, że skoro ona w milczeniu trawi kłopoty wychodząc z nich obronną ręką, mnie też krzywda raczej nie grozi. Jesteśmy do siebie podobne fizycznie, choć ja szczęśliwie wysoki wzrost odziedziczyłam po ojcu. Obie szatynki z falującymi włosami, których specjalnie nie lubimy i które z zamiłowaniem przykrywamy farbą. Obie bardzo szczupłe, bez cellulitu i rozstępów. Nasze ciała są z jednej matrycy, po ciążach nasze pośladki wyglądają tak samo, podobnie jak piersi. Pewnie starzeć też będziemy się podobnie.

Mamy tę samą wrażliwość na ludzką krzywdę i cierpienie zwierząt. To mama łaskawym okiem spoglądała na coraz to inne zwierzęta, które ściągałam cichaczem do domu. Lubimy naturę, porządnie wykonaną pracę i wizyty w bibliotece. To ona podsunęła mi książkę o polskiej władczyni, w której się zakochałam a fascynacja trwa po dziś dzień. To ona “zakochała mnie” w czytaniu książek. I jestem jej bardzo za to wdzięczna, przekazując zamiłowanie do książek moim dzieciom.

Tak, jestem jak moja matka, i jestem z tego dumna. I bardzo bym chciała, by moje dzieci z takim samym wzruszeniem mogły wspomnieć mnie gdy spojrzą w lustro, lub zawieszą chmurny wzrok nad filiżanką kawy.

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Kate
Kate
5 lat temu

Kiedy sama zostałam matką zaczęłam zauważać, że trochę przypominam swoją mamę. Jeżeli odejmę to co mnie w niej denerwowało dochodzę do wniosku że nie jest tak źle :)

Milena kaminska
Milena kaminska
5 lat temu

Ja często słyszę od innych, że jestem podobna do mamy, a jeszcze częściej od Jej śmierci, gdy bliscy ją wswspominają. Koleżanki mamy z pracy, znajomi przyjaciele których miała mnóstwo i rodzina. Podobno taki sam głos, te same spojrzenie, gesty charakter. :( brakuje mi JEJ Bardzo

Żaklina Kańczucka
5 lat temu

Przykro mi że Jej z Tobą nie ma :( ale to piękne, że pewne cechy wspólne, przywołują na myśl ciepłe wspomnienia…

Malgorzata Michalska-Pacek

Oj dlugo by opowiadac mam juz swoje lata i sama sie lapie na tym,ze zaczynam sie zachowywac,smiac i czepiac innych jak moja mama

Sylwia Romańska
5 lat temu

Trudno mi jest sobie przypomnieć..Chyba wrażliwość,muzykalność.Co do wyglądu-sama nie wiem..Mamy nie ma już tak długo…

W roli mamy - wrolimamy.pl

Przykro mi…

W szkole 26 lutego 2016

Język angielski dla dziec,i czyli szkolne czary mary

Nauka języków obcych ważna rzecz, a im wcześniej się ją zacznie tym lepsze efekty przynosi, o tym wie chyba każdy. Cieszę się, że język angielski dla dzieci trafił już pod przedszkolne strzechy.Tam Duśka zetknęła się z nim po raz pierwszy. W szkole oprócz programowych zajęć chodzi na dodatkowe lekcje angielskiego. Dwie panie, dwa różne podejścia. Skrajnie różne.

Pierwsza pani to ta od angielskiego „klasowego”. W kontakcie z osobą dorosłą sympatyczna, nie mogę powiedzieć, że nie. W sumie nie wiem czy ją lubię, za krótko rozmawiałyśmy. No tak czy siak, była miła. W kontaktach z dziećmi… chyba nie do końca sobie radzi. Nie raz gdy angielski był ostatnią lekcją odbierałam Duśkę zapłakaną. Dlaczego? „Bo dzieci były niegrzeczne i pani powiedziała, że nie pójdziemy do domu”. Ile ja się namęczyłam, żeby ją przekonać, że nie ma się czego bać, że pani tak tylko straszy i na pewno tak nie zrobi, to głowa mała. Jak siedzi na moich kolanach to mi wierzy, a potem znowu idzie na angielski… Idzie chętnie, przynajmniej tak twierdzi. Mówi, że lubi panią. Lekcje też lubi. Pozostaje mi dziękować Bogu, że mam tak pozytywnie nastawione dziecko.

Dzieci były niegrzeczne… Moim prywatnym zdaniem dzieci generalnie są niegrzeczne jak są w dużej grupie, jak się nudzą albo jak są zmęczone, taka ich uroda. Przy czym należałoby sprecyzować słowo „niegrzeczne”. Nie słuchają się pani, nie pracują, nie robią tego co pani każe… No cóż – nie bez powodu w klasach 1-3 uczą nauczyciele specjalnie do tego przygotowani. Może kiedyś doczekamy tego, że do nauki języków obcych w młodszych klasach też będą nauczyciele otrzaskani z metodyką pracy z małymi dziećmi. Póki co, mam wrażenie, że metody, które działają na starsze dzieci u młodszych przynoszą dokładnie odwrotne efekty. W ogóle w starszych klasach świetnie działa zdanie: „wyjmijcie karteczki”, pamiętacie to? Nie wiem jak by to wyglądało u maluchów. Nie no, wiem. Wszystkie przepychając się pobiegłyby do swoich szafek po kartki z bloku i kredki :P

A można inaczej.

Druga pani to ta od angielskiego dodatkowego. Tak, płacę za te lekcje, ale myślę, że to nie dlatego atmosfera na nich jest inna. Grupa wcale nie jest mała. Jako że są pozbierane dzieci z kilku pierwszych klas, jest ich całkiem sporo. Zaryzykuję, że koło dwudziestki, czyli mniej więcej tyle ile w klasie. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, żeby Duśka z tych zajęć wyszła z mokrą buzią. Smutna wychodzi, owszem. Bo już koniec i trzeba iść do domu.

Jak sobie radzi druga pani od angielskiego? A tak:

– Mamusiu, a wiesz, że pani od angielskiego ma magiczny pierścionek? Taki pierścionek co spełnia marzenia, wiesz? I dziś pani nam powiedziała, że jak będziemy grzeczni i będziemy ładnie pracować to pozwoli nam zakręcić. Bo trzeba zakręcić, żeby marzenie się spełniło wiesz? I my byliśmy grzeczni i na koniec lekcji pani do każdego podeszła i każdy mógł zakręcić i pomyśleć życzenie. Tylko tego życzenia nie można nikomu powiedzieć, nawet tobie nie mogę. I pani jeszcze powiedziała, że nie wiadomo kiedy się spełni, może za tydzień, może za miesiąc a może dopiero za rok, ale na pewno się spełni. Chciałabym mieć taki pierścionek do życzeń, wiesz? A ty byś chciała?

Coś czuję, że pani do angielskiego oglądała w dzieciństwie ten sam serial co ja ;-)

Nie wiem, czy bym chciała mieć taki pierścionek. Może i fajnie by było spełniać wszystkie życzenia jak leci, ale czy czasem nie stałoby się to nudne? Gdzie by się podziały marzenia, plany, dążenia, skoro wszystko byłoby na wyciągnięcie ręki? Za to wiem, że chciałabym aby Duśka w przyszłości trafiała na samych tak mądrych, sprytnych i przebiegłych (w dobrym znaczeniu tego słowa!) nauczycieli jak pani Kasia.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Małgorzata Krupa-Kurz

W przedszkolu córki uczy pani,która jest po filologii angielskiej, specjalizacja angielski w nauczaniu przedszkolnym i wczesnoszkolnym czy jakoś tak. Nie pamiętam dokładnie,ale wiem,że w miesiąc córka nauczyła się więcej niż syn(starszy o 2,5 roku) przez cały rok. Pani nie dość,że przemiła to ma super podejście do dzieci :) Pierścionka co prawda nie ma(też oglądałam ten serial), ale ma małego przyjaciela hipopotama(chyba). Aż żal mi,że za 1,5roku córka opuści przedszkole. Podejrzewam,że jeżeli nie zapiszę jej na dodatkowe zajęcia „cofnie się”.

W roli mamy - wrolimamy.pl

Czyli jest taka specjalizacja, szkoda że u nas uczą po prostu ci sami nauczyciele co w starszych klasach…

Małgorzata Krupa-Kurz

Sama nie wiedziałam o tym póki nie trafiła się nam ta pani.

Milena Kamińska
Milena Kamińska
5 lat temu

„Nauka języków obcych ważna rzecz, a im wcześniej się ją zacznie tym lepsze efekty przynosi, o tym wie chyba każdy” niestety o tym nie każdy wie. Jak mój Kacperek chodził do przedszkola na pierwszym zebraniu „wyskoczyłam” z angielskim, rodzicom stanęło na chwile serce, popatrzyli na mnie jak na potwora i myślałam że mnie zlinczują. ” Angielski dla takich maluchów?, przecież oni po polsku jeszcze dobrze nie mówią” takie tłumaczenia słyszałam. Doznałam szoku. To apropo wiedzy rodziców. A jeśli chodzi o nauczyciela od angielskiego, jak już rodzice tzn większość ale nie wszyscy w starszakach chcieli angielski mieliśmy lekcje pokazowe z kilku… Czytaj więcej »

mamidami.com
mamidami.com
5 lat temu

Pierścień Arabelii, kto o nim nie marzył :) Co do języków obcych, z własnego doświadczenia i z aktualnych obserwacji mojej córki uważam, że dzieci najszybciej uczą się poprzez zabawę, piosenki, rymowanki, etc. Jak zmusić sześciolatka do koncentracji i wkuwania słówek? no nie da się po prostu, nie wierze w to. Tymczasem w klasie mojej córki – sześcioletniej pierwszoklasistki – wybuchła ostatnio afera o to, że w zeszytach do angielskiego jest za dużo rysunków a za mało według niektórych rodziców teorii. (?!) Mało tego, na tej podstawie podważano metody dydaktyczne pani od angielskiego.. nie wiem czego ci rodzice oczekiwali po zeszytach… Czytaj więcej »

Sonia Ko
Sonia Ko
5 lat temu

W przedszkolu mojej córki uczy lektorka z Helen Doron. Mała bardzo lubi te zajęcia. nigdy się nie zdarzyło, że płakała po angielskim. ulubioną maskotką córki jest kangur, bo to z nim lecą do Anglii na zajęciach i z nim rozmawiają po angielski. w domu córka bawi się „w angielski”, czyli usadza lalki w koło i mówi do nich po angielsku :-) pokazuje im obrazki, maskotki, każe skakać, biegać. oczywiście wszystkie komendy wydaje po angielsku. taka jest wciągnięta :-) a to co powie pani od angielskiego jest święte! jak trzeba przynieść zdjęcia, to mała przypomina nam o tym codziennie, żeby tylko… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close