Podstępny i niebezpieczny dla małych dzieci – wirus RSV atakuje!


Najpierw opowiem Wam jak to było u nas, a później przedstawię kilka istotnych faktów, o których powinniście wiedzieć…

Pola skończyła niedawno 1 rok życia, a więc nieuchronnie przyszedł czas na szczepienie przeciw odrze, śwince i różyczce, którego bałam się najbardziej ze wszystkich obowiązkowych szczepień. Ze względu na duży chaos panujący wokół owej szczepionki i (rzekomo) duże ryzyko wystąpienia NOPu.

Pierwsze dwa dni minęły nam spokojnie, bez żadnych zbędnych atrakcji i złych humorów, jednak każdy kolejny dzień (o zgrozo!) przynosił nowy objaw…

Najpierw pojawił się wodnisty katar, później kaszel, aż w końcu uraczyła nas podwyższona temperatura – w dzień oscylowała w granicach 38 stopni, wieczorem dochodziła do 39.5 stopni. Gorączka sprawiła, a przynajmniej tak mi się wówczas wydawało, że Pola była bardzo senna, słaba, rozdrażniona i płaczliwa.

Wszystko to przypominało klasyczną reakcję poszczepienną. Niestety do powyższych objawów, kolejnego dnia, dołączyło charakterystyczne charczenie podczas oddychania i przyspieszony oddech. Jak się niedługo później okazało, to nie był żaden NOP (Niepożądany Odczyn Poszczepienny), tylko paskudny wirus, który podstępnie i niepostrzeżenie wtargnął do malutkiego ciałka Poli.

Za jego sprawą trafiłyśmy oczywiście do szpitala, z ostrym zapaleniem oskrzeli i oskrzelików, z dusznością i niedotlenieniem. Na miejscu okazało się też, że ów wirus RSV – bo tak się nazywa – zbiera aktualnie potężne żniwa i dla zainfekowanych nim dzieci, z zapaleniem płuc oraz oskrzeli, brakuje już w placówkach medycznych miejsc! My z Polą, z tego właśnie powodu, do jednego szpitala nie zostałyśmy w ogóle przyjęte, a w drugim zajęłyśmy ostatnie wolne miejsce!

Siedząc w kolejce, czekając najpierw na badanie, później na przyjęcie, niemal 5 godzin (!), zaobserwowałam, że 90% chorych  siedziało tam z tym samym problemem co my. Lekarz, który nas przyjmował sam nie dowierzał w to co się dzieje. A w czasie kiedy wypełniał nasze dokumenty, by przyjąć nas na oddział, na jego biurku lądowały kolejne karty, następnych maluchów, dla których niestety nie było już wolnych miejsc :-(

Także problem jest naprawdę duży i właściwie dziwię się, że nikt nigdzie o tym nie mówi i nie ostrzega.

Dlatego też teraz przedstawię Wam kilka istotnych faktów, o których dowiedziałam się podczas szpitalnej wizyty, i o których Wy, rodzice powinniście wiedzieć…

Wirus RSV przenosi się drogą kropelkową lub poprzez części ciała oraz przedmioty zanieczyszczone wydzieliną z dróg oddechowych (ręce, klamka, blat stołu, zabawka, itp.). Wrotami zakażenia są błona śluzowa nosa i spojówki. Okres inkubacji wynosi 2-8 dni, natomiast chory może zarażać nawet przez okres 3 do 4 tygodni!

Wirus jest szczególnie groźny dla małych dzieci – poniżej 2 roku życia – oraz dla noworodków, wcześniaków i maluchów z obniżoną odpornością, dysplazją oskrzelowo-płucną, mukowiscydozą, a także wrodzonymi wadami serca.

Najczęstszym powikłaniem infekcji wirusem RSV jest zapalenie krtani, tchawicy, zatok, oskrzeli i płuc – co może prowadzić do problemów z oddychaniem, bezdechem, a nawet do zgonu!

Największa zachorowalność z powodu zakażeń wirusem RSV przypada na okres od listopada do marca.

W sezonie jesienno-zimowym, aż do wczesnej wiosny, w okresie wzmożonych infekcji wirusowych warto jest ograniczyć liczbę gości w domu, unikać dużych skupisk ludzi (hipermarkety), często myć ręce (szczególnie przed kontaktem z małym dzieckiem!) oraz wietrzyć pomieszczenia, w których przebywamy.

Najczęstszymi, pierwszymi objawami są:
– katar,
– kaszel,
– podwyższona temperatura ciała,
– senność,
– brak apetytu,
– drażliwość.

W późniejszym etapie pojawia się:
– charakterystyczny świst przy oddychaniu,Z
– charczenie,
– przyśpieszony oddech,
– duszności,
– wysoka gorączka,
– niedotlenienie (sina barwa skóry).

W takiej sytuacji konieczna jest hospitalizacja.

Wirus może doprowadzić do niewydolności oddechowej, astmy oskrzelowej, a nawet zgonu, dlatego nie wolno go lekceważyć! Nie bagatelizujcie objawów, które mogą (choć nie muszą) świadczyć o infekcji RSV`em, bo z pozoru niewinnie wyglądające przeziębienie może okazać się groźną dla życia infekcją. Uważajcie na swoje pociechy, szczególnie TERAZ, kiedy wirus rozhulał się na dobre! I mówcie o tym, informujcie innych rodziców, dziadków, znajomych… niech mają świadomość i również uważają, jeśli nie na siebie, to przynajmniej na Wasze dzieci!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Warto wiedzieć :) moja corka ostatnio trzy tygodnie chorowała podczas tej choroby byłyśmy 5/6 razy u lekarza bo co chwila.nowe niepokojace objawy i za każdym razem nowe leki po sześć sztuk koszt leczenia ok 400 zł. Poprawę widać było dopiero pod koniec 3tygodnia :( ale tyle leków brała że zaczął jyz w 3 tyg boleć ją brzuszek. Całe szczęście już zdrowa.i obyło się bez szpitala

    1. Koszmar! :( Dobrze, że już zdrowa! :*

  2. Rsv zabrał nam ponad dwa tygodnie życia…córka miała 9 miesięcy. Rano pediatra zapisuję antybiotyk na zapalenie oskrzeli i mimo podania dwóch dawek jest coraz gorzej…o 20.00 lądujemy w szpitalu z 43st goraczki i niewydolnoscia oddechowa…diagnoza: rsv w pakiecie z obustronnym zapaleniem płuc i oskrzeli. Do tego zapalenie krtani i tchawicy i tak fatalne wyniki krwi ze było potrzebne toczenie…nikomu nie życzę rsv …

    1. O rany, ciężkie przeżycie,współczuję!
      A jak teraz miewa się córeczka? Zdrowa?

    2. Dziękuję. Do dziś każda temp. u córki powoduje u mnie panikę ale ma już prawie 3 lata i od tamtej pory choruje sporadycznie. Na odporność nie możemy narzekać :) choć nadal walczymy z za niskim poziomem żelaza we krwi.

  3. My przez ten wirus omal na OIOMie dziecięcym nie wylądowalismy… skonczylo sie na kroplowkach i tlenoterapii. A tak jak juz wyzej dziewczyny pisaly – 3 tyg meczylismy sie poprostu z katarem i kaszlem. Kilka wizyt u lekarza a na koncu szpital z niewydolnością oddechową…

    1. :( A słyszeliście wcześniej o tym wirusie?? Boja nie miałam o nim zielonego pojęcia, a gdybym cokolwiek wiedziała na jego temat, być może szybciej bym zareagowała i uniknęła szpitala…

    2. Niestety też nie. Dowiedzieliśmy się o jego istnieniu i możliwościach w szpitalu.

    3. Dorosła osoba przechodzi jak katar niestety dziecko laduje w szpitalu. Nie da się u maluchów inaczej. Niestety.

      1. Natalia Nowak

        Pani Renato co do tego że osoba dorosła przechodzi ten wirus jak katar nie do konca mogę się z Panią zgodzić… Jestem żywym przykładem, bo zaraziłam się od synów u których zapaleniem oskrzeli z napadowymi dusznościami się niestety skończyło, a u mnie obustronnym ostrym zapaleniem zatok szczękowych. Koszmar! Wszystkim życzę dużo zdrowia i tak jak juz ktoś wczesniej napisał trzeba o tym trąbić, bo wiele osób może zbagatelizować pierwsze objawy tego paskudztwa. Pozdrawiam

  4. RSV… U nas dwa razy był. 8 miesięcy i 10 miesięcy dziecko. Pierwszy raz masakra. Trzecia doba w szpitalu moja mała nie mogła sama oddychać, saturacja spadała, zero gorączki, sterydy dozylnie bo wdechowe musieli odstawić, antybiotyk dozylnie osłonowo, tlen… Drugi raz był lżejszy ale od kwietnia 2016 sterydy dwa razy dziennie. Do tego astma oskrzelowa.

    1. Moja corka zachorowała w wieku 6 msc. Diagnoza szybko postawiona. Jeszcze w przychodni dostalysmy inhalacje. W szpitalu wymaz z nosa. RSV. 9 dni w szpitalu. objawy ciągnący katar, kaszel i wymioty. Inhalacje pomogly. Rok po tamtym zaczely sie nawracajace infekcje oskrzeli. Doba kataru i przerzut na dolne drogi oddechowe. Leczone na rozne sposoby. Zaleczane właściwie. Dopiero leki przeciwalergiczne daly widoczna poprawę. Nadal diagnozujemy.

    2. Czyli wirus sobie poszedł, ale zostawił “trwałe” ślady…. ? :( Zdrówka życzę Waszym dzieciaczkom!

    3. Mozna tak powiesiec. Widzę powiązanie. W rodzinie zadnych alergików. W prawdzie dziadek astmatyk, a po dziadkach ponoć dziedziczyny. Jednak jak cos poważnego sie zaczyna dziać, to zawsze w lutym, jak z tym rsv… moze jakis alergen obniza odpornosc i sie cuda przyplatuja.

    4. U nas zniszczyl układ oddechowy. Lekarz nam powiedział że miała wyjątkowego pecha. Mam nadzieję że wszystko minie z biegiem lat.

  5. My tydzien temu wyszlismy ze szpitala. Synek mial zapalenie pluc wywolane tym wirusem i bylo strasznie ciezko. Jednak wirusow nie da sie zmyc z rak, pomoc moze jedynie plyn do dezynfekcji-taki jak jest w szpitalach.

  6. Rsv – 8 lat temu tez był. Tez dużo dzieci z jego powodu cierpiało.

    1. Ja o nim nigdy nie słyszałam, mamy, które spotkałam w szpitalu również nie, dlatego uważam, że trzeba o tym głośno mówić, by rodzice mieli świadomość.

  7. Przechodzilam to z córką jak miała 2 latka, a moze i mniej. Na szczęście obyło się bez szpitali za to latanie po lekarzach bo zadne leki nie działały, a po czasie okazalo sie, ze to RSV. skonczylo sie na dlugich inhalacjach. To było piekło bo corcia bała się inhalatora jak ognia… płakałysmy obie….

    1. Pola też płakała na początku, ale teraz jest już ok i daje się trochę poinhalować.

  8. Angela pierwszy raz o tym słyszę straszne chorubsko

  9. Corka- wczesniak Zachorowala majac niepelne 3 msce Miala tylko katar i lekki kaszel Lezalysmy 10 dni na oddziale Co przeszlam to moje…

    1. Domyślam się…. :( Z nami na oddziale leżał chłopczyk, który miał zaledwie 7 tygodni :(

  10. Dwa tyg temu byłam z córką w szpitalu,pełny oddział,zapalenie płuc i oskrzeli… my byłyśmy na ZUM. Antybiotyk skończyliśmy w piątek…i jeszczena antybiotyku lekkikatar sie zaczal…z dnia na dzien kaszel coraz mocniejszy…swist przy oddychaniu, mocny katar… zapalenie oskrzeli… na szczescie leczymy sie w domu. Jutro kontrol…

  11. Moja 5.5miesieczna Bratanica jest od 5 dni w szpitalu, poprawy na razie nie widać. Ja juz sama nie wiem, może trzeba naciskać żeby przewiezli Ją do Matki Polki do Łodzi, potrzebny ogarnięty lekarz:( :( Maluszek bardzo cierpi, kilkugodzinne placze wrzaski aż. opada z sił na chwile po to by od nowa krzyczeć z bolu:( Rodzice załamani, ja chcę pomoc ale nie wiem jak:( Antybiotyk dozylnie, steryd do inhalacji, dziś bardzo plakala (5ty dziej w szpitalu) i dopiero po usg stwierdzili ze trzeba Ją “odgazowac” rurką. Maluszek jest naprawdę wycienczony. Nie wiem co mogę zrobić jak pomóc, gdzie szukać pomocy.

  12. Oczywiście też zdiagnozowali RSV. Sama jestem mama 6.5 miesięcznego maluszka, na oddzial jednak nie wchodzę bo żeby było “ciekawiej” wokół swojej izolatki Bratanica ma sąsiada w postaci rotawirusa. A pielegniarki ręce myja bardzo sporadycznie. Nie jestem złośliwa celowo, jestem bezradna, bo co jak co ale higiena przy dzieciaczkach i higiena w szpitalu to powinna być norma. I co, wypadaloby takiej kobicie powiedzieć ej pani weź no pani umyj te cholerne ręce chociaz:/

  13. Nasz syn urodzil sie w 31 tyg ciazy. Juz po urodzeniu wymagal pomocy respiratora. Leżał w inkubatorze 4 tygodnie . Cały czas potrzebował tlenu. Ale oczywiście lekarze nie wpisali mu dysplazji płuc twierdząc że wszystko jest ok. I wtedy po 5 tyg życia pojawił się ON -RSV! nieznany I niechciany. W ciągu 18stu godzin syn że stanu średniego przeszedł w stan bardzo ciężki. Odwieziony do Warszawy. Na miejscu diagnoza RSV i pytanie : czy syn dostał lek/szczepionke skoro miał dysplazjd???
    Potem lawinowo : I z dnia na dzień coraz gorzej I gorzej… I coraz mniejsze szanse.. Ale walczył na oiomie ponad 3 tyg I wygrał. Przeszedł sepse I chyba wszystko co najgorsze. Rozedma niedodma płuc…Nie wolno nam było to nawet dotknąć!! Powiedziano nam że to sprawia mu ból. Wolno było tylko patrzeć jak maszyna tloczy tlen w malutenkie ciałko…opuchnięte,sine..białe…
    A dziś ? TRWAŁE powikłania. Dzień dnia walka o zdrowie bo płuca w strzepach.Terapie rozwojowe,bo niedotlenienia mózgu spowodowały opóźnienia. Astma sterydy,wspomaganie oddechu,ciągle infekcje…I ciągłą myśl że w każdej chwili może wrócić pod respirator.
    Nikomu nie życzę tego co On przeszedl,Co my przeszliśmy jako rodzice I co przechodzimy. A wszystko przez lekarzy i chore podejście systemu bo dawka leku jest bardzo droga…6 tyś zł!
    Jest ciężko. Nie ma nawet wsparcia żadnego psychologa dla rodziców nic zero pomocy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Krok do wiosny – róża z rajstop


Wkrótce wiosna i chociaż jeszcze szaro i buro za oknem, to w sercach już przedwiośnie. Postanowiłam jakoś sobie umilić ten czas oczekiwania na wiosnę i wprowadzić do domu trochę ciepłych i wiosennych barw. Chciałabym wam przedstawić moją różę z rajstopek, może kogoś zainspiruję i zarażę moją pasją.

Potrzebne materiały:

druty florystyczne kolorowe (biały) 0,6 mm,
rajstopy kolorowe 15-20 den,
cienki drucik lub nitka,
taśma florystyczna maskująca zielona,
łodyżka do kwiatka ( można kupić taką gotową łodyżkę w sklepach florystycznych),
różnej wielkości formy do kręcenia płatków i liści,
cążki hobbystyczne.

Jak zrobić różę – krok po kroku

2. Wybieramy formę i wielkość płatka. Z drutu (0,6 mm) wykonujemy konstrukcję płatka, czynność powtarzamy aż uzyskamy konstrukcje na wszystkie płatki. Do róży potrzebowałam 18 płatków.

3. Gotowe konstrukcje z drutu.

4. Środek róży można wykonać na wiele sposobów, dzisiaj przedstawię jeden z nich. Otóż potrzebujemy styroporową kulkę, którą nabijamy na łodyżkę kwiatu (kulki styroporowe mają przeważnie już gotowe otworki).

5.  Na kulkę naciągamy rajstopy (tak jak na zdjęciu).

6. Przytrzymujemy rajstopy u nasady i owijamy je cienkim drucikiem lub mocną nitką kilkakrotnie, aby się nie zsunęła.

7. Kulkę owijamy kilkoma warstwami rajstop – wtedy kolor jest intensywniejszy. Jak już uzyskamy kolor kulki, który nas satysfakcjonuje, to owijamy taśmą florystyczną/ maskującą łodyżkę kwiatu – rozpoczynając u nasady pod kulką, aby ukryć miejsca owinięta drutem lub nitką.

8. Przystępujemy do robienia płatków róży. Naciągamy rajstopy na drut-płatek wykonujemy tą czynność z delikatnie, z wyczuciem, aby nie zdeformować naszej drucianej konstrukcji. Rajstopy mocujemy nitką/ drucikiem, a pozostałość rajstop odcinamy nożyczkami.

9. Czynność tę powtarzamy na wszystkich konstrukcjach płatków. Tak wyglądają przygotowane płatki i kulka naszej róży.

10. A tu już owinięte taśmą florystyczną/ maskującą.

11. Teraz przystępujemy do układania wszystkich części w jeden kwiat, pamiętając jednocześnie o maskowaniu taśmą florystyczną druciku lub nitki. Układanie zaczynamy od płatków mniejszych do większych.

12. Płatki dodajemy pojedynczo i za każdym razem maskujemy taśmą.

13. Efekt – gotowy kwiat.

14. Przystępujemy do robienia listków róży. Liście mogą być o gładkich obrzeżach wtedy postępujemy jak przy płatkach róży lub o obrzeżach falowanych jak na fotce. Aby uzyskać liście falowane nawijamy drut o grubości 0,5-0,6 mm na cienki ołówek dosyć ciasno, następnie zsuwamy i nadajemy – lekko naciągając – kształt liścia.

15. Naciągamy rajstopki tak jak przy płatkach – nasze listki są gotowe.
Trzy listki na poniższym zdjęciu są mniejsze od pozostałych – umieszczamy je pod kwiatem.

16. A tutaj – listki większe łodyżkowe, które umieszczamy wzdłuż łodyżki.
Ilość liści, które chcemy wykonać zależy tylko od nas samych.

Gotowa róża!

Zdjęcia: Wiesława Frahm

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Piękna róża. Podziwiam umiejętności :)

  2. Bardzo dziękuję za czas, serce i ogromną życzliwość w przygotowaniu kursu. Kwiat jest piękny i teraz wiem, jak go zrobić ;)

  3. A trzeba było stać w kolejce po talent, nie po długie włosy…

  4. Chętnie przyjęłabym taki bukiet ;) majstersztyk, super!

  5. W sam raz na Dzień Kobiet… ;)

  6. Malgorzata wozniak

    Zazdroszcze taletu☺

  7. Mirosława ś

    Pięknie Pani robi te kwiaty .Myślę że ja też zacznę się w to bawić . Mam dobrą nauczycielkę z Pani i myślę że mi się uda zrobić swoje kompozycje. Dziękuję Pani za naukę. Pozdrawiam Mirka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Co jest większe, jeż czy tuńczyk? A co żyje dłużej? Lekcja przyrody z Cardline Zwierzęta


„Mamo, nudzi mi się” to chyba jedno z najczęściej wypowiadanych przez przedszkolaka zdań, a kiedy padnie kilkanaście razy podczas rodzinnego wyjazdu, masz ochotę spakować cały ekwipunek i wrócić jak najszybciej do rzeczywistości. Ale tym razem mieliśmy Asa w rękawie.

O tym, że dzieci są na baterie słoneczne chyba przekonywać nikogo nie muszę. Na włoskich stokach mieliśmy słońca pod dostatkiem na tyle, że nawet kilkugodzinne zjazdy na nartach nie rozładowywały ich do poziomu „oszczędzania energii”. Będąc przezornymi, zabraliśmy ze sobą kilka kieszonkowych gier — Double, Story Cubes, Kotostrofę. I tym sposobem słowo nuda zostało zastąpione „zagramy?”. Ale to nasze najnowsze odkrycie zrobiło całą robotę. CardLine Zwierzęta to nie tylko dobra zabawa, to również świetny sposób na poznanie świata ssaków, gadów, ptaków, skorupiaków i wszystkich pozostałych stworzeń. Na czym dokładnie polega jej sukces?

Cardline-zwierzeta-2

Gra składa się z ponad setki kart przedstawiających różne zwierzęta. Dzieląc je na gatunki określa ich średnią wielkość, wagę oraz wiek i to właśnie według jednej z tych wartości gracze muszą uszeregować swoje karty, a im więcej ich na stole, tym trudniejsze zadanie. O ile nasza córka miała czasem problem z ułożeniem wagi lub wielkości gatunków, których jeszcze nie zna, to długość życia sprawiała jej największą trudność. Przyznaję — nawet my dorośli też miewaliśmy kłopot i nasza pewność szybko poszła w zapomnienie ku uciesze dzieci, więc szanse były dość wyrównane.

Wiedzieliście, że ryba granik wielki żyje aż 50 lat, a koliber tylko 7? A co jest większe lampart czy puma? Pytania i wątpliwości nasuwały się i rozwiązywały, dziwiły i zaskakiwały z każdym rozdaniem. Cardline Zwierzęta przeznaczone jest dla dzieci powyżej 7 lat, nieco młodsze z pewnością zaciekawią się nią tak jak nasza córka. Poza tym nie tylko jej przypadła do gustu – my równie często sięgaliśmy po blaszane pudełko, żeby rozegrać kilka partii. Choć nie dam głowy czy nie kilkanaście, bo gra potrafiła nas wciągnąć na tak długo, że tylko dzwon pobliskiego kościółka przypominał, że pora spać. Mimo że wróciliśmy już do szarej rzeczywistości, mamy nowy wieczorny rytuał :)

Jak grać?
CardLine Zwierzęta składa się ze 110 kart. Każda z nich przedstawia jedną ilustrację zwierzęcia oraz nazwę zwyczajową, naukową, rodzinę oraz stopień zagrożenia wyginięciem. Na rewersie dodatkowo określone są cechy – średnią wielkość wyrażoną w centymetrach lub metrach, wagę (gramy, kilogramy, tony) i długość życia (dni, miesiące, lata).
Gracze otrzymują po 4 karty, które układają przed sobą awersem do góry i ustalają według, której cechy będą je szeregować. Gracze kolejno układają swoje karty zaczynając od ułożenia pierwszej karty z talii cechami do góry. Wygrywa gracz, który jako pierwszy zgra wszystkie swoje karty. Jeśli gracz pomyli się i w złym miejscu ułoży kartę, odkłada ją do pudełka i ciągnie nową z talii.


Grę polecam nie tylko dzieciom, każda grupa wiekowa będzie miała niezłą zabawę. Dodatkowo wiedza zapamiętana podczas rozgrywek z pewnością przyda się w szkole.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. właśnie dzisiaj nasza najstarsza pociecha kilka razy dała się słyszeć, że się nuuudziiii… fajny pomysł :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Papierosy dla dzieci – brawo dla pomysłodawców!


Papierosy dla dzieci? Czego to ludzie nie wymyślą? Nie no, kogoś chyba pogięło, przecież to niemożliwe! Taka była moja pierwsza reakcja na informację, że w Warszawie powstaje miejsce oferujące legalne papierosy dla dzieci.

Na zdjęciach można było zobaczyć tablicę na witrynie lokalu z napisem: “Papierosy dla dzieci”. Oczywiście zajrzałam na stronę internetową sklepu, a tam kolorowe pudełka z różnymi smakami: porzeczkowe, melonowe, jabłko-mięta. Zamiast  ostrzegawczego napisu na kartoniku, że palenie zabija – hasła: poczęstuj koleżankę lub poczuj orzeźwienie.

O “sklepie” zaczęły rozpisywać się media, głos dali też zbulwersowani internauci. Zrobiło się głośno! I oto chodziło.

Dziś okazało się, że żadne papierosy dla dzieci nie będą sprzedawane (uff), za to faktem jest, że nasze dzieci wdychając smog, tak jakby paliły papierosy! I tak ruszyła prowokacyjna kampania informacyjna organizacji Miasto Jest Nasze. W miejscu sklepu, o którym było głośno, powstaje punkt informacyjny na temat smogu, gdzie każdy będzie mógł się dowiedzieć jakie zagrożenia dla zdrowia niesie oddychanie zanieczyszczonym powietrzem.

Bo okazuje się, że dziecko i dorosły wdycha każdego dnia równowartość trzech papierosów, czyli jakby wypalało paczkę papierosów na tydzień. Aktywiści o tym fakcie mówili już od lat, tylko na mało kim robiła ona wrażenie. Dopiero ta akcja wywołała poruszenie i uzmysłowiła skalę problemu. Brawo dla osoby, która wymyśliła taki sposób dotarcia z ideą do milionów ludzi. Akcja zanim ruszyła osiągnęła już ogromny zasięg i zdobyła zainteresowanie wielu ludzi.

W punkcie informacyjnym przy Szpitalnej 4 w Warszawie organizowane będą warsztaty i spotkania z ekspertami. Pierwszy wykład odbędzie się w czwartek 2 marca o godz. 18.00.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. PILNE!!! Lek ostatniej nadziei. Zbiórka dla małej Kasi. Mamy 3 tyg. na uzbieranie 250 tys.
    Prosimy o pomoc i udostępnianie. Leki nie działają. Szansą jest lek ostatniej nadziei, który kosztuje bardzo dużo
    https://pomocsieliczy.pl/target/view/146

  2. Ciekawe, czy to prawda, czy tylko prowokacja…

    1. Przeczytaj wpis a dowiesz sie więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku