Zdrowie 18 lutego 2021

Samobadanie piersi. Spraw, by rak Cię nie zaskoczył

Samobadanie piersi jest czynnością, która ma olbrzymie znaczenie dla zdrowia kobiety. Jego przeprowadzenie nie sprawia trudności, nie zabiera dużo czasu, za to jest nieocenione we wczesnym wykrywaniu raka piersi. Samobadanie piersi powinno być traktowane jako obowiązek, wynikający z miłości kobiety do samej siebie. 

Samobadanie piersi to podstawa we wczesnym wykrywaniu niepokojących zmian w ich strukturze. Wiele kobiet uratowało własne życie dzięki samobadaniu, wykrywając nawet małe guzki, będące nowotworem w I stadium rozwoju. Rak piersi wykryty we wczesnym etapie daje bardzo duże szanse na leczenie zakończone sukcesem. Warto pamiętać o tym i pilnować zdrowia piersi bez względu na wiek. 

Statystyki mówią, że na raka piersi chorują zarówno kobiety młodsze, jak i starsze. Po 35. roku życia liczba zachorowań rośnie, a najwięcej kobiet choruje pomiędzy 5. a 7. dekadą życia. Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem wśród kobiet w Polsce, ale uwaga – może rozwinąć się także u mężczyzny. 

Samobadanie piersi – kiedy je przeprowadzić?

Samobadanie piersi należy przeprowadzać co miesiąc, najlepiej w jednym, odgórnie ustalonym terminie. Lekarze zalecają, by było to kilka dni po miesiączce, między 6. a 9. dniem cyklu. Zalecenie to wynika z faktu, że piersi w tym czasie są bardziej jednolite i nie tak wrażliwe, więc łatwiej jest zauważyć odstępstwa od normy. Można to zrobić pod prysznicem, przed lustrem, a także leżąc na łóżku. Świetnie się sprawdza pora kąpieli, gdy skóra jest namydlona i łatwiej jest poprowadzić dłoń po skórze. Dobrze jest mieć przed sobą lustro, w którym można przyjrzeć się obu piersiom. 

Samobadanie piersi – jak przeprowadzić je krok po kroku?

  1. Stań przed lustrem, unieś obie ręce do góry i sprawdź je pod kątem ewentualnych zmian w wyglądzie;
  2. Opuść ręce na biodra, naciśnij rękoma na tułów, napnij klatkę piersiową i przyjrzyj się swoim piersiom;
  3. Lewą dłoń oprzyj z tyłu głowy, prawą opuść na lewą pierś, rozpłaszczając ją. Trzema palcami (wskazującym, środkowym i serdecznym) naciskaj na skórę i zataczaj na piersi niewielkie kręgi. Zacznij od obojczyka i prowadź palce wokół piersi po najszerszym jej obwodzie, kierując się do brodawki. Najpierw uciśnij lekko, a następnie, w tym samym miejscu piersi zwiększ ucisk.
  4. Ściśnij brodawki i zaobserwuj, czy płyn nie wycieka samoistnie, lub nie ma wycieku wydzieliny po ucisku;
  5. Sprawdź pod pachą, czy węzły chłonne nie mają żadnych grudek, nie są powiększone. Następnie oceń okolicę nad- i podobojczykową.
  6. Czynności powtórz na drugiej piersi.

Jeśli nadal nie masz pewności, jak przeprowadzić samobadanie piersi, obejrzyj filmik instruktażowy „Samobadanie piersi – zdrowe piersi krok po kroku”

Co powinno skłonić Cię do wizyty u lekarza?

Te zmiany powinny zwrócić Twoją uwagę:

  • guzek, który wyczujesz pod palcami;
  • zmiana kształtu piersi, ich wielkości, lub napięcia skóry;  
  • nagłe wciągnięcie brodawki sutkowej;
  • wszelkie pojawiające się wgłębienia w skórze, „skórka pomarańczowa”, napięte obszary skóry, zaczerwienienia, i inne;
  • uwidocznione żyły na piersiach;
  • wyciek płynu z brodawki sutkowej, następujący samoistnie lub po ucisku (szczególnie jeśli zawiera domieszkę krwi);
  • powiększone węzły chłonne w dole pachowym;
  • owrzodzenie i martwica skóry piersi.

Jeśli podczas samobadania zauważysz niepokojące zmiany, czas na wizytę u lekarza ginekologa. Ale nie martw się na zapas – większość wykrytych guzków okazuje się niezłośliwymi zmianami. Niemniej jednak lepiej wykluczyć domniemany nowotwór, niż pozwolić, by faktyczny rak piersi odbierał zdrowie.

Gdy lekarz uzna, że warto zmianie przyjrzeć się bardziej, zleci USG piersi lub badanie mammograficzne. Nie musisz czekać na taką „okazję” i możesz, a nawet powinnaś (!) wykonywać badania profilaktyczne, zanim pojawią się niepokojące objawy.

Samobadanie i wsparcie specjalisty ratuje życie

Pamiętaj o badaniach profilaktycznych, i w zależności od przedziału wiekowego:  

  • 20 – 40 lat –  wykonuj samobadanie piersi co miesiąc i zgłaszaj się na badanie palpacyjne piersi przez lekarza co 1-2 lata; 
  • 40 – 49 lat –  wykonuj samobadanie piersi co miesiąc, zgłaszaj się na badanie palpacyjne przez lekarza co rok, na mammografię co 1-2 lata;
  • po 50 roku życia – wykonuj samobadanie piersi co miesiąc, zgłaszaj się na badanie palpacyjne przez lekarza co rok, i na mammografię również co rok.

Jeśli należysz do kobiet z grupy zwiększonego ryzyka zachorowania na raka piersi, na badania zgłaszaj się zgodnie z zaleceniami lekarza. 


źródło informacji: zwrotnikraka.pl

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Ciąża 17 lutego 2021

Poród w czasie pandemii covid-19

Ciąża to czas wyjątkowy dla mamy i całej rodziny. Najczęściej towarzyszy tu para skrajnych emocji: radość i lęk. A jak wygląda ciąża i poród w czasie pandemii?

Dokładnie trzy miesiące temu przyszła na świat nasza druga córka. Zarówno ciąża, jak i poród, mimo obecnej sytuacji z pandemią, były dla mnie czymś wyjątkowym. Zwłaszcza, że po raz pierwszy zostałam mamą aż dziesięć lat temu. Kiedy starszej córce zaczął doskwierać brak rodzeństwa, obudziło się we mnie to uśpione na lata marzenie. W ciążę udało mi się zajść niemal od razu, choć za pierwszym razem nie poszło nam tak łatwo, o czym możecie przeczytać tutaj. Na teście pojawiły się dwie kreski, a z nimi informacja o zbliżającej się pandemii. Nikt jeszcze wtedy nie wiedział, co nas wszystkich czeka, więc pewnie gdyby nie udało się od razu, przełożylibyśmy swoje plany.

Ciąża przebiegała raz lepiej, raz gorzej, czyli można powiedzieć, że książkowo. Towarzyszył mi spory strach podczas badań, zwłaszcza prenatalnych, ale czas ten przyniósł mi też wiele radości. Starałam się nie przejmować tym, co dzieje się wokół i skupić na tym co najważniejsze, czyli na nowym życiu w moim łonie i tym już dziesięcioletnim, które odliczało dni do porodu. Jednak niełatwo było zapomnieć, że za oknem panuje pandemia covid-19. Starałam się nie wpuszczać lęku za drzwi naszego mieszkania, ale nie dało się z tym wygrać.

Jak wyglądał poród w czasie pandemii?

Po pierwsze, nie tak jak sobie wymarzyłam. Informacja o wstrzymanych porodach rodzinnych rozłożyła mnie psychicznie na wiele dni. Przepłakałam kilka wieczorów i nie miałam ochoty wychodzić z łóżka. Obecność mojego męża była dla mnie bardzo ważna. Mając już takie doświadczenie, wiem, że jego rola była nieoceniona. Odebrano nam możliwość przeżycia czegoś niezwykłego, ale też czułam, jakby zabrali mi prawą rękę i ogromne wsparcie. Niestety musiałam się z tym pogodzić, a raczej przyjąć ten fakt. Przyszła też pora na spakowanie torby, a konkretnie walizki na kółkach, żeby nie musieć jej nosić. Trzeba było dokładnie przewidzieć, co będzie mi potrzebne w szpitalu, łącznie z przekąskami i dużą ilością wody do picia w małych butelkach (tego brakowało mi najbardziej za pierwszym razem), ale tak bym dała radę sama się z tym wszystkim zabrać, mimo nasilających się skurczy, bo poza porodami rodzinnymi, zostały wstrzymane również odwiedziny.

Im bliżej daty porodu, tym było mi trudniej. Nie tylko z powodu zaleceń leżenia, by dotrzymać ciążę do bezpiecznego terminu, ale strachu czy oddział ginekologiczno-położniczy nie będzie zamknięty z powodu kwarantanny. I choć pracownicy służby zdrowia zakładali pokerowe maski, nie zdradzając za wiele, bardzo łatwo można było ustalić, że ktoś z nich przechodzi koronawirusa i wstrzymane są przyjęcia. Niestety, dotyczyło to wszystkich szpitali, dlatego lekarz polecił, by na bieżąco orientować się jak wygląda sytuacja, zanim jeszcze zacznie się poród. Ogromnie stresowałam się, co mnie czeka. Nie umiałam skupić myśli na porodzie, wciąż sprawdzałam różne źródła, by mieć aktualnie informacje (poczta pantoflowa jest w tej sytuacji dobrym wyjściem). Ale nie tylko tego się bałam. Co, jeśli będę zakażona koronawirusem lub obejmie mnie kwarantanna? Wówczas powinnam wezwać covidową karetkę, która zawiozłaby mnie do odpowiedniego szpitala. W moim przypadku, około 100 km od domu. Po porodzie, znając praktyki szpitali, rozdzielono by mnie z córką. Tego było dla mnie już za wiele. Poziom lęku sięgał maksimum skali.

15 listopada o 4.30 nad ranem odeszły mi wody. Szczerze mówiąc, bardzo na to liczyłam, miałam pewność, że nikt nie odprawi mnie z kwitkiem, uznając skurcze za „fałszywy alarm”. Do Izby Przyjęć weszłam już sama, a tam przywitała mnie pani z patyczkiem w dłoni. Na szczęście wynik okazał się negatywny. Po przekroczeniu drzwi porodówki musiałam zostawić lęki i przestawić się na tryb zadaniowy. Choć w większości personel był bardzo wspierający, nie obyło się bez kąśliwych komentarzy. Czasoprzestrzeń podczas porodu nie istnieje, dlatego wspierałam się aplikacją do mierzenia skurczy (za pierwszym razem zajmował się tym mąż), co zostało skrytykowane przez pana doktora.
Cały poród musiał odbywać się w maseczce, o czym wcześniej dowiedziałam się w szkole rodzenia. Zabrałam ze sobą mini przyłbicę za radą położnej. Były chwile zwątpienia i niemocy. Oprócz tlenu, jak nigdy brakowało mi wsparcia męża i jego „dasz radę”.

O 11.30 w niedzielę, przyszła na świat nasza druga córka. I choć tym razem wszystko wyglądało inaczej, wielka miłość do nowo narodzonej istoty jest tak samo mocna i wszystko staje się nieważne. (O pierwszym porodzie przeczytacie w tekście „Niedziela, czyli jak zaplanować sobie poród”)
W sali byłam z jeszcze jedną mamą, z którą oddawałyśmy się wymianie doświadczeń, obie miałyśmy już wcześniej dzieci. Nie wiem, czy właśnie to było powodem, ale personel ograniczył wejścia do sali do minimum. W zasadzie był u nas może 4 razy przez cały pobyt. Za każdym razem wymagane były od nas maseczki.

Kiedy nadeszła pora wyjścia, mąż mógł wejść do budynku i zaczekać przed drzwiami oddziału. Tak właśnie poznał swoją drugą córkę, w przejściu, na schodach…
Cieszę się ogromnie, że wszystko przebiegło bez większych problemów i obie, w pełni sił, mogłyśmy wyjść do domu, do naszego normalnego świata.

Teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że wszystko jest do przejścia. Co prawda nie były to chwile łatwe, ale wszyscy musimy odnaleźć się w tej ciężkiej rzeczywistości. Życzę nam wszystkim, żeby sytuacja w końcu się unormowała i żeby jedynym zmartwieniem był wybór imienia :)

Podziel się z nami w komentarzu swoją historią o porodzie w czasie pandemii covid-19.

Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ela
Ela
8 dni temu

Najważniejsze to trafić na empatycznych ludzi. Wiem że im też nie jest łatwo pracować w takich warunkach, jednak porodówka to szczególny oddział. Wiele zależy od położnych, a nie trudno o traumę.

(nie)Magda(Lena)
(nie)Magda(Lena)
8 dni temu
Reply to  Ela

Tak, to prawda. Wiele zależy od ludzi na których się trafi, ale też całkiem sporo od naszego nastawiania. Trzeba być do tej myśli :)

Magda
Magda
8 dni temu

Moje miejsce porodu zostało zamknięte przez kwarantannę personelu. Najbliższe szpitale zaczęły przyjmować pacjentki głównie na planowe CC, na cito załatwiałam miejsce żeby dostać się do prywatnej porodówki i tak o to po wizycie u doktora w prywatnej klinice 2 godziny po wizycie i informacja, że przyjmą mnie do siebie, odeszły mi wody i tego samego dnia trafiłam bez badań w 36 tyg ciąży do kliniki. Przyjęli mnie, nie odesłali ze wcześniakiem i byłam im za to bardzo wdzięczna ❤️ Szczęście w nieszczęściu miałam gdzie rodzić ale sytuacja z pandemią była dla mnie strasznie stresująca.

Ela
Ela
8 dni temu
Reply to  Magda

Ja z nerwów też urodziłam szybciej, w 37 tygodniu. Lekarz powiedział, że gdyby mnie nie chcieli przyjąć to mam zadzwonić do niego to odbierze mój poród w swojej przychodni. Z jednej strony mnie to uspokoiło, ale z drugiej pokazało w jakich niepewnych czasach żyjemy

(nie)Magda(Lena)
(nie)Magda(Lena)
8 dni temu
Reply to  Magda

Całe szczęście, że wszystko zakończyło się pomyślnie. Ale sama pamiętam ten stres. Szkoda, że szpitale niezbyt chętnie przychylają się do zaleceń Ministerstwa Zdrowia

Weronika
Weronika
8 dni temu

Magda, czytając te słowa przypominam sobie te noce pełne stresu. Dokładnie takie same myśli miałam. Cieszę się że mam to już za sobą. Czas tak piękny jakim są narodziny dziecka przysłonięty covidem .
Pozdrawiamy Was 😘

(nie)Magda(Lena)
(nie)Magda(Lena)
8 dni temu
Reply to  Weronika

Również pozdrawiamy!

Sylwia
Sylwia
8 dni temu

Moja Niunia ułożona była cały czas miednicowo, dodatkowo mialam cukrzyce ciążowa więc w 39 tyg mialam stawić się do szpitala na oddzial i mial być ustalony termin CC. 18.11 pojechałam do mojego szpitala i kolo 10 mialam robiony wymaz na covid. Położyli mnie na oddziale z inna dziewczyna ktora również czekała na wynik. Około godziny 20 dostałam informację ze wynik testu jest pozytywny ( nie mialam żadnych objawów) i ze musze być przewieziona do szpitala z oddzialem koronawirusowym oddalonym o 100km. Do Grudziądza dotarłam kolo północy. 19.11 o 10.20 została przeprowadzona cesarka, mała pokazali mi na 3s po wyjęciu i… Czytaj więcej »

(nie)Magda(Lena)
(nie)Magda(Lena)
8 dni temu
Reply to  Sylwia

Bardzo przykro jest czytać takie historie. Bardzo współczuję, na szczęście już możecie się sobą nacieszyc :)
Sama bardzo obawiałam się pozytywnego wyniku, choć unikałam kontaktu z innymi ludźmi. Jedynym „łącznikiem” był mąż, więc mimo wszytko istniało jakieś ryzyko.

Kulinaria 14 lutego 2021

Hummus – domowy przepis w dwóch odsłonach

Hummus to nic innego jak przyrządzona z gotowanych i przetartych nasion ciecierzycy pasta. Drugim ważnym składnikiem jest tahini – czyli pasta z sezamu. Hummus wywodzi się z kuchni bliskowschodniej. Wokół powstania tej pasty istnieje wiele legend, a jej historia sięga nawet do starożytnego Rzymu, czy Mezopotamii. Niemniej jednak hummus może być stosowany w diecie bezglutenowej, wegańskiej i jest sprzymierzeńcem w utracie zbędnych kilogramów. Poniżej dzielę się z Wami sprawdzonym przepisem na wykonanie domowej pasty z ciecierzycy.

Składniki:

  • 1 puszka ciecierzycy lub gotowanej (400g)
  • 2 łyżki pasty tahini
  • 3 łyżki zimnej wody
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 ząbki czosnku
  • sok z połowy cytryny
  • sól, pieprz, mielony kumin rzymski
  • 2 papryki
  • opcjonalnie do drugiego przepisu – papryczka chili, wędzona słodka papryka

Tradycyjny hummus

Przygotowanie:

  1. Ciecierzycę odsączam z zalewy i przekładam do miski, w której będzie ona blendowana. 
  2. Dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek oraz wodę i oliwę z oliwek.
  3. Następnie dodaję przyprawy: sól, pieprz, kumin rzymski.
  4. Potem dodaję dwie do trzech łyżek pasty tahini – gotową można kupić w sklepie ze zdrową żywnością.
  5. Wszystkie składniki dokładnie blenduję na gładką i jednolitą gęstą masę.
  6. Po przełożoniu do miski, skrapiam delikarnie oliwą z oliwek i posypuję dla smaku mielonym kuminem rzymskim.

Paprykowy hummus

Przygotowanie:

  1. Dwie papryki kroję na kawałki i kładę na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
  2. Wkładam do piekarnika nagrzanego do temp 180 stopni i piekę ok. godziny.
  3. Potem wyjmuję papryki i zostawiam do ostygnięcia.
  4. Następnie dodaję pozostałe składniki i postępuję zgodnie z powyżej opisanymi punktami (1 do 6).
  5. Można dla smaku do pasty dodać papryczkę chili, albo wędzoną paprykę. 

Tak przygotowany hummus, paprykowy czy tradycyjny najlepiej będzie smakował na świeżym chrupiącym pieczywie. Zamiast papryki można dodać buraki, pietruszkę, kto co lubi. Zachęcam do wypróbowania i rozkoszowania się smakiem domowego hummusu. Tak przygotowany hummus możecie przechowywać w lodówce do tygodnia. Jednak podjerzewam, że zniknie w ciągu paru dni. 

 

Zdjęcia: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close